zwariowana

Wieczorne rozmyślanie...

150 postów w tym temacie

Nie. Nie lubię wspominać, rozkminiać niepotrzebnie czegoś tam. Na bieżąco wszystko mam przemyślane, ułożone. Nic wtedy nade mną nie ciąży. Zresztą to co minęło to było dawno i nie prawda:)

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Czasami te rozmyślania doprowadzają mnie do szału. Uświadamiam sobie, że to wszystko jednak nie ma sensu, prowadzi mnie donikąd.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

tak, też tak mam. leże w łóżku, nie mogę usnąć i automatycznie zaczynam o czymś myśleć. czasami o zupełnych drobnostkach np. przypomni mi się jakaś piosenka i nie mogę się już od niej uwolnić... to bywa męczące.;/ wtedy też najbardziej ulegam emocjom. zwłaszcza gdy pomyślę o czymś smutnym.. :(

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Zdarza się to czasem, w sumie prawie codziennie rozmyślam nad czymś, ale z muzyką w tle od czasu do czasu. Czasem po to, aby się wypłakać, smutne i wolne utwory pomagają w tym.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Gdy słuchałam muzyki nocą to zawsze mam jakieś przemyślenia i powroty do tego co się wydarzyło w przeszłości. Taki mam charakter, że lubię rozmyślać, a noc to niestety idealna do tego okazja.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Staram sie nie pozwalac sobie na to. Glownie dlatego, ze rzadko przypomina to wtedy melancholijny wieczor z nastrojowa muzyka. Nawiedzaja mnie bolesne wspomnienia, a ja nigdy nie potrafie sie z tego wyrwac. W najlepszym wypadku pojawiaja sie lzy, w najgorszym atak paniki. Jezeli nikogo nie ma przy mnie, musze natychmiast wstac i sie czyms zajac. Pojsc na spacer. Odwiedzic znajomych w barze. Wziac dlugi, goracy prysznic. Uspokojenie oddechu i liczenie zebow takze pomaga.

U rodzicow zdarza mi sie to najczesciej, dlatego narzucam sobie wieksza dyscypline i w porze wieczornej staram sie wylaczyc. Nie czytam przed snem. Nie slucham zadnej muzyki. Opcjonalnie obejrze lekki film. Spie tylko z moim psem.

Zaluje, ze tak sie dzieje, poniewaz bezwatpienia musi byc to w pewien sposob pozyteczne. Refleksyjne wieczory z muzyka i samym soba. Nawet jesli przynosza chwilowy bol, to z pewnoscia takze swoiste oczyszczenie.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Nie włączam z premedytacją utworów, które przypominają mi o przeszłości, właśnie dlatego, żeby uniknąć tego niepotrzebnego natłoku myśli. Jak już zacznę myśleć i wszystko analizować, to mogę się pożegnać z dobrym humorem na kilka najbliższych dni. Staram się skupiać na tych przyjemnych wspomnieniach, chociaż i tak, mimo wszystko boli.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Często mam takie chwile, jednak myślę, że są one potrzebne, bo dzięki temu mogę dać upust wszystkim emocjom.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ja bardzo lubię rozmyślać, nie tylko wieczorami :) Ale to zazwyczaj przed snem lubię przypominać sobie różne sytuacje z życia, myślę nad dzisiejszym dniem i na to co czeka mnie jutro... Jeżeli mam akurat jakieś zmartwienie na głowie, to z reguły nad tym dumam cały wieczór. Czasami jak mnie najdzie to włączę sobie muzykę, taką z którą mam jakieś wspomnienia. Czasem dobre, czasem złe, zależy od mojego nastroju :)

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

No na szczęście albo i nie, mam tak dość często, że coś mnie najdzie i wtedy lubię sobie popłakać. No ale wtedy jest mi lepiej, zdecydowanie. Zazwyczaj myślę o jakichś przykrych wydarzeniach z mojego życia, czy np. o czymś co było, a już tego nie ma + jakieś smęty i po mnie.

Nie wiem, czy dokładnie pamiętam ten cytat, ale szło to mniej więcej tak: "Płakać należy w spokoju. Tylko wtedy ma się z tego radość" i to jest święta prawda :)

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Kiedyś, jak byłam dużo młodsza, czasami włączałam sobie dołującą muzykę, żeby popłakać i wpaść w doła, bo wydawało mi się, że mam takie okropne problemy. Teraz myślę o tym z zażenowaniem, żadnego sensu to nie miało, zwłaszcza, że i powody do smutku były śmieszne.

Jakiś czas temu miałam ciężki okres i wtedy dużo rozmyślałam i płakałam, ale nie włączałam przy tym muzyki, żeby nie było jeszcze gorzej, bo ta tak niestety działa. W ogóle jak jest mi źle to staram się robić wszystko, żeby ten nastrój poprawić, a nie jeszcze bardziej go psuć. Do wieczornego rozmyślania można jeszcze zaliczać miłe myśli i to zdarza mi się robić często. Włączam jakąś muzykę, która przypomina mi pewne przyjemne sytuacje i daje chociaż namiastkę tych momentów.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Hej. Czy wy też tak macie, że pewnego wieczoru włączacie sobie wolne piosenki i rozmyślacie o tym, co było? Ja właśnie tak mam...i do tego jeszcze niestety łzy...
Ja tak mam właściwie codziennie. Tylko bez łez bo traktuję to jako formę relaksu, pewien rodzaj medytacji, dzięki której mogę się wyciszyć. Np w tej chwili nasłuchuje
i myśli same lecą do głębokiej przeszłości.
0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

ostatnio bardzo często i to nie tylko wieczorami  ,może dlatego ze mam za dużo wolnego czasu.I przez to tez sama sie dołuje ... 

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Te czasy, gdy na siłę chciałam wmówić sobie, że życie jest złe, że zawsze rzuca mi kłody pod nogi, a piosenki dokładnie odzwierciedlają mój stan, dawno już minęły. Teraz do płaczu i smutku, muszę mieć naprawdę konkretny powód.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Czas na szarą rzeczywistość. Czas zacząć pisać pracę, uczyć się, a wieczorami relaksować się przy muzyce, na spacerach lub przerzucając kolejne strony książek. Czas ponownie zacząć leczyć bezsenność garściami psychotropów. Już nie można nie spać tak, jak przez ostatnie dwa tygodnie. Nie mogę przecież wykończyć sama siebie. Wystarczy, że on mnie wykańcza.... 

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Czasami, gdy mam gorszy dzień, to wieczorem włączam ulubione piosenki i rozmyślam. Staram się, żeby nie były to smutne przemyślenia. Wspominam dobre chwile z życia i uświadamiam sobie, że nie warto się łamać, w końcu wszystko co złe, kiedyś musi się skończyć..

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Wieczorami zawsze puszczam ulubiona muzykę i rozmyślam ale nie o tym co było :) raczej o przyszlosci czy dam rade jutro wszystko zrobić , czy zdarzę ze wszystkim , co będzie w pracy , czy się z kimś spotkać itd

 

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Muzyka nie jest mi do tego potrzebna. Wystarczy bezsenna noc... Wtedy milion myśli na raz się pojawia. Myślę o tym co było, o tym co jest, jak będzie... 

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Chyba każdy tak miewa. A "odpowiednia" muzyka dodatkowo to potęguje. Tak to już jest z tym naszym dojrzewaniem. Teraz już cale te kminy egzystencjalne raczej mi przeszły, ale pamiętam czas mojego gimnazjum - o matulu, jaka to była tragedia. Chodziłam jak zombie, a całe wieczory siedziałam zapłakana albo wpatrzona w sufit, słuchając tych kawałków, które człowieka najbardziej ściskają w środku. Do dziś chyba najbardziej kojarzy mi się z tym Turbo - "Lęk". Swego czasu miałam nawet taki zeszycik, w którym wpisywałam sobie jakoś ozdobnie te fragmenty piosenek, które najmocniej mnie złapały za serce. Mam go do dziś, na tą chwilę wygląda jak taka przeplatanka żalu i wkurzenia. Och, te szalejące hormony... Na szczęście młodzieńczy bunt już za mną. ;)

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Tak nałogowo zdarza mi się nienawidzić wszystkich w sytuacjach codziennych, kiedy jadę tramwajem, autobusem czy też robię zakupy w supermarkecie, nie wspominając już o pracy, uczelni czy miejscu które zamieszkuje. Chciałam być miła, ale nie potrafię, bo ludzie są niestety nadgorliwymi świniami, które srają wyżej niż mają dupę, dodatkowo bez grama wdzięczności. A czasem wystarczyłoby tak niewiele. 

Ale że ktoś słucha Schillera to jestem kurewsko - prze szczęśliwie zaskoczona.

Tak między planetami to kurna jedyna ma koncertówka. Ależ to wszystko zapierdala, nawet bez mego nieszczególnego wysiłku.

1

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Tak, mam tak. Tylko, że u mnie ten ''pewny wieczór'' jest codziennie. Kładę się na łóżko, zakładam słuchawki i włączam najgłośniej jak się tylko da muzykę. Jednak to i tak niewiele daje. Myśli przedzierają się przez czaszkę, próbując zniszczyć ją doszczętnie. A przecież to wcale nie są moje myśli. To wręcz niemożliwe, żeby mój umysł na tak skrajnych obrotach działał. 

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Wieczorami, w kąpieli. Myślę. Tak, czasem mi się zdarza myśleć, aż sama siebie zaskakuję. Wspominam, nachodzą mnie różne refleksje i włącza mi się zapomniana przez resztę dnia sentymentalność... a potem płaczę jak ta głupia w wannie, w tle jak zwykle leci muzyka bo po prostu zawsze jej słucham podczas kąpieli, nie trwa to długo bo zaraz potem ogarniam jak zabawnie i typowo muszę w danym momencie wyglądać i dla odmiany zaczynam się z siebie śmiać. Rozchwiane emocjonalnie dziewczę, ugh - na szczęście zdarza mi się to rzadko.

Po nocach tworzę tylko teorie spiskowe. Na dobranoc.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz