MC-arcin

Najlepszy okres szkoły...=)

62 postów w tym temacie

Podstawówka. Mimo tego, że było kilka nie do końca przyjemnych zdarzeń, dziwnych zwrotów akcji, nietrwałych znajomości to właśnie ten okres wspominam najlepiej. Pełna beztroska, taka nieświadomość, brak nauki i przede wszystkim wspaniali ludzie, przyjaźnie, pewien chłopak za którym ganiały wszystkie dziewczyny, łącznie ze mną :D Pierwsza kilku dniowa wycieczka pełna wrażeń i przygód mimo braku jakiegokolwiek alkoholu :D I szalone pomysły <3 Chętnie bym wróciła do tych czasów.

Dość miło wspominam też gimnazjum, klasa nie była już tak zgrana jak wcześniej, kilka osób, które znałam od podstawówki się cholernie pozmieniały, na gorsze, ale mimo wszystko było też kilka naprawdę fajnych osób. Nasze lekcje, matematyka w pierwszej ławce z przyjaciółką, gdzie w ciągu 10 minut robiłyśmy co było do zrobienia, potem gadałyśmy, robiłyśmy różne dziwne rzeczy, dyktowałyśmy rozwiązania tym co stali przy tablicy, przyglądałyśmy się hmmm... nieważne czemu ;d Lekcja wosu czy tam wdż i nasze rozkminy z nauczycielką, zboczone teksty, świetlana przyszłość wróżona koledze. Pijane lub ujarane osoby przychodzące na lekcje, wagary. I kolega z klasy, grający w zespole rockowym, z cudownym głosem, dzięki któremu zaczęłam słuchać czegoś innego niż radiowe shity. Balet, zajęcia plastyczne, ogniska, głupie poza szkolne akcje <3

Najgorzej chyba wspominam liceum, a przynajmniej drugą i trzecią klasę, gdzie jedyna naprawdę fajna osoba musiała się przepisać po pierwszym roku i kontakt się urwał. Z pierwszej klasy miło wspominam wycieczkę, gdzie nauczyciele byli bardziej pijani niż my i ognisko, jedyne pozytywne aspekty liceum. Druga i trzecia klasa to porażka. Przez ludzi, którzy pozjadali wszystkie rozumy, wywyższali się, mieli się za najlepszych pod słońcem, tacy pozerzy, że aż szok. Nie mogłam się tylko doczekać końca, nie będę wspominać tych dwóch lat pozytywnie, co najwyżej żałować kilku rzeczy, może bardziej osób.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Moim najlepszym okresem było gimnazjum. Bardzo miło wspominam klasę, w której wówczas byłam. Miałam swoją grupkę, ale czułam się dobrze w towarzystwie każdej osoby z klasy. Było fajnie i swojsko. Poza tym nauczycie byli bardzo ok, a szkoła bardzo aktywna, ciągle coś się działo.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Liceum. Nauki jest co nie miara, nauczyciele to totalna porażka... Jednak właśnie ten okres jest dla mnie najszczęśliwszy, kojarzy mi się z tą upragnioną wolnością, możliwością rozwijania tych prawdziwych pasji (co jednak kosztowało mnie wiele sił), poznaniem wielu ludzi, zacieśnieniem niektórych znajomości. O tak, teraz jest lepiej niż było.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Podstawówkę wspominam pozytywnie z racji, że był to okres beztroskiego, młodzieńczego życia, kiedy to na matematyce liczyło się ile to jest 2+2. Poza tym w tamtym okresie miałam bardzo dobre stosunki z rodzicami za czym dzisiaj bardzo tęsknię. Negatywnie ze względu na ''humorki'' koleżanek i kolegów. Zapewne wszystkim nam wiadomo, że dzieci w tym wieku bawią się w "obgadywanie" i buntowanie jakiegoś niewinnego dziecka przeciwko innym. W moim przedszkolu to chyba każdy z nas padł ofiarą podobnego zachowania.

Gimnazjum wspominam bardzo pozytywnie. Poznałam mnóstwo fantastycznych ludzi, właściwie żyłam samym gimnazjum. Mnóstwo przypałów, imprez typowo "gimnazjalnych" i chwil, które do dzisiaj wraz ze znajomymi zdarza nam się wspominać ; )

Liceum? Pozytywnie z racji, że w tym okresie zaczęłam trenować lekką atletykę. Właściwie życia typowej licealistki nie miałam, nie zasmakowałam tych wszystkich imprez o których mówili znajomi, bo nie miałam na to czasu, treningi były bardzo czasochłonne no i do tego nauka. Poznałam mnóstwo ciekawych ludzi, ale mało się z nimi zintegrowałam. Swoich najbliższych miałam i nadal mam na swoich starych śmieciach, dlatego nie ciągnęło mnie do bliższych znajomości. W liceum jedynie poznałam dzisiaj - moją bardzo dobrą przyjaciółkę.

Myślę, że każdy z tych okresów w jakiś sposób był pozytywny jak i negatywny. Nie umiem tego określić w swoim przypadku.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

W moim przypadku zdecydowanie była to podstawówka oraz liceum. Te pierwsze lata były niemal idylliczne. Głównie dlatego, że wspólnie chodziliśmy także do przedszkola. Klasa społeczna dała nam też niesamowite okazje do integrowania się. Obowiązkowe lekcje tańca, basen, wycieczki. To chyba w tym okresie nawiązałam najsilniejsze przyjaźnie i wciąż odczuwam sentyment na myśl o tych latach. Może także dlatego, że nie miałam w tamtym okresie problemów z rówieśnikami. Należałam do grona tych dzieci, które zawsze miało stałe grono przyjaciół. Mieszkaliśmy wszyscy tak blisko siebie, że często widywaliśmy się po szkole. W wakacje jeździliśmy na kolonie, które organizowała szkoła.

W gimnazjum po prostu popełniłam szereg nieświadomych błędów. Przede wszystkim nie poszłam tam, gdzie moi znajomi. Poza tym już wtedy angażowałam się silnie w teatr, taniec, jazdę konną. Nie odczuwałam potrzeby nawiązywania bliższych znajomości. Izolowanie jednak nie zapewniło mi neutralności i przez większość czasu byłam na swoistym celowniku. Wystartowanie w wyborach Miss sprawiło, że nie miałam przez kilka miesięcy dosłownie życia.

Liceum nauczyło mnie życia. Tak naprawdę to mam niekiedy wrażenie, że to wszystko odbyło się za wcześnie. Z pewnością plusem było to, że znów byłam z przyjaciółmi z dzieciństwa. Profil klasy spowodował także, że nie było przeciętnych osób. Był to zdecydowanie czas intensywnych imprez, popularnego towarzystwa, inspirujących doświadczeń. Z drugiej strony to wtedy właśnie zachorowałam i w pewnym momencie zbyt mocno się pogubiłam. Wiele rzeczy z tamtego okresu bym zmieniła. Nawet jeśli mam świadomość, że to wszystko mnie ukształtowało. Było nam łatwiej pójść na tamtym etapie na studia niż większości naszych rówieśników dla, których był to dopiero start w niezależne życie.

Jednak większość z nas zapłaciła zbyt wysoką cenę za tą dojrzałość. Niektórzy konsekwencje ponoszą do dziś.

Mimo wszystko tęsknię za tamtymi czasami.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Najlepszy okres jak dla mnie to technikum. Poznałam wspaniałych ludzi, w mojej szkole byli świetni nauczyciele, atmosfera mi się podobała

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Zdecydowanie liceum. Podstawówka była w porządku, ale z powodu mojego niskiego wzrostu, wszyscy mi dokuczali, nie było więc dla mnie to zbyt miłe. W gimnazjum nie miałam zbyt zgranej klasy, każdy każdemu obrabiał dupę, ludzie szpanowali, że piją i palą, zachowywali się jakby byli dorośli, a do dorosłości wiele im brakowało, głównie chodziło tam o popis, ja byłam wtedy bardzo nieśmiała, przez sytuację w domu, więc i tam również potrafiono mnie obśmiać.

W liceum klasa okazała się najbardziej zgrana choć było w ciągu 3 lat kilka spin między niektórymi osobami. Na żadnej wycieczce nie byliśmy, ale potrafiliśmy wyjść po szkole w kilka osób. Liceum zmieniło mnie w ciągu tych 3 lat, ale kończąc je niedawno stwierdziłam, że teraz ostatecznie na lepsze.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Liceum!! Mimo, że pozytywnie wspominam i podstawówkę, i gimnazjum to w liceum jest jednak coś, że to właśnie ten okres jest najbardziej wyjątkowy. Może wpływ ma na to klasa - bardzo zgrana, żadnych sporów i tego typu sytuacji. Szkoda, że zbliża się ostatni już rok w szkole, ale dalej są studia, których nie mogę się też doczekać ;d

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Szkoła zawsze była dla mnie piekłem, wpierw przez uczniów, później przez nauczycieli, a na samym końcu przez osamotnienie i obojętność ludzi wokół. Bardzo się cieszę, że ten okres mam już za sobą. Za żadną ze szkół nie tęsknię i tęsknić nie będę.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Trzy lata gimnazjum. Bardzo dobrze wspominam ten okres, który niedawno się zakończył, poznałam ciekawe, interesujące osoby. Teraz przede mną nowy rozdział - liceum.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Podsumujmy: - podstawówka: dwie szkoły, wspominam dość ciepło. - gimnazjum; małe piekło, które całkiem okey udało mi się przetrwać, liceum: duże piekło i park wariatów, przeżyłam lepiej aniżeli zakładałam na starcie. - studia: najlepszy czas, możliwie najlepiej spędzony, pierwsze dojrzałe i decydujące kroki, wolność.

A więc gdybym miała wybrać, bezkonkurencyjnie : studia.  

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz

  • Kto jest online? (Zobacz całą listę)

    Brak zarejestrowanych użytkowników online

  • Ostatnie aktualizacje statusu

    • Shady-Lane90

      Shady-Lane90

      Nienawidzę przesadzonej świątecznej atmosfery, która obrzydza mi przez ponad miesiąc same święta. 
      · 4 odpowiedzi
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      We Francji socjalizm odnosi właśnie kolejny sukces. Szkoda tylko, że kosztem normalnych ludzi.
      · 0 odpowiedzi
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      Dzisiejsze losowanie 1/8 Pucharu Polski całkowicie oddało poziom polskiej piłki nożnej
      · 0 odpowiedzi
    • Martusiaaaaaa92

      Martusiaaaaaa92

      Parę miesięcy temu stwierdziłam, że mimo pracy na pełen etat i dzieci, mam za dużo wolnego czasu. Jakieś 20 h tygodniowo spokojnie mogłabym poświęcić na dodatkową pracę. Pomyślałam, żeby wziąć się za tłumaczenia EN <>PL (mam certyfikaty CAE i TOLES). Na razie mogę tylko pomarzyć o tylu zleceniach, by mi 20 h tygodniowo zajęły, więc poświęciłam też czas na szlifowanie francuskiego. I zapisałam się parę dni temu na egzamin DALF (certyfikat z francuskiego). Myślę, że jak zdam DALF, to fajnie by było poszerzyć ofertę o tłumaczenia w parach FR <> PL i FR <> EN.
      · 1 odpowiedź
    • Borowy

      Borowy  »  Liszka

      Żyjesz!
      · 1 odpowiedź
  • Posty

    • Kalafior_Grozy
      O czym teraz myślisz?
      Jednego dnia spełniasz swoje największe marzenie a następnego omal nie giniesz wpadając autem w poślizg. Życie kurwa jego mać.
    • Tosca
      O czym teraz myślisz?
      jadę bo wiem że warto. to ostatnio moje ulubione zdanie. nie mam do niego powodu.
    • Lilla Weneda
      O czym teraz myślisz?
      Cała nadzieja, jedyna nadzieja i ostatnia nadzieja w styczniowym eksperymencie (mimo szczerych pewnych chęci prawdopodobnie niestety nie uda mi się ogarnąć sprawy do końca roku). O ile w ogóle do niego dojdzie. O ile choć w części się powiedzie.
    • klaudia84
      Medycyna naturalna
      Zdrowa dieta i nieprzetworzone produkty to najlepsze co można dać organizmowi. Do tego sport, śmiech, a z suplmentów jedynie liposomalna witamina C, czyli np. Ascolip, który nie podrażnia śluzówki i wchłania się w 98%.
    • Lilla Weneda
      Czy tolerujesz wysmiewanie sie?!
      Czasami tak, czasami nie - zależy co lub kto jest obiektem tej haniebnej praktyki. Bywają sytuacje, na widok których niemal fizycznie niedobrze robi mi się z niesmaku i wtedy bynajmniej się nie patyczkuję: opie*dalam wprost i z dogłębną satysfakcją uświadamiam ignorantom rozmiar ich umysłowego ograniczenia (mimo wszystko wolę wierzyć właśnie w nie niż rozmyślne okrucieństwo). Innym razem z kolei marszczę co prawda w duchu nos, ale nie reaguję lub sama jestem stroną heheszkującą. Nie, nie jest to powód do dumy (podobnie jak ja nie jestem dobrym człowiekiem). Temat jest jednak rzecz jasna szerszy niż mogłoby się wydawać poprzestając na odruchowych skojarzeniach, dlatego pozwolę sobie spojrzeć na niego nieco z innej perspektywy - w końcu wyśmiewać można nie tylko to (kogo), z czego (kogo) śmiać się nie wypada, ale zjawiska czy zachowania (o personalnych wycieczkach nie wspominając) w miarę obiektywnie uznawane za negatywne i szkodliwe / głupie / nieodpowiedzialne / poniżej wszelkiego gustu itp. Zastanawiałam się swego czasu czy śmiech w tym kontekście można uznać za coś pozytywnego i doszłam do wniosku, że mimo wszystko chyba jednak nie. Każdy z nas nosi w sercu ziarenko mroku i takie postępowanie nie jest niczym innym jak pozwoleniem mu legalnie, pod pozorem walki z postępującym zidioceniem społeczeństwa (lub jakąkolwiek inną przykrywką), nierzadko w świetle pełnej chwały wychynąć na powierzchnię i zalśnić choć na moment. Tym bardziej, że prawda nigdy nie ma tylko jednego oblicza: tona tapety na twarzy (krzywo położona tapeta! odklejająca się tapeta!), noszenie pośladkowego odpowiednika stanikowych push-upów czy robienie sobie kilkudziesięciu selfie pod rząd mogą wydawać się zabawne czy nawet żałosne, ale dysmorfofobia, potrzaskana na kawałeczki samoocena czy rozpaczliwe pragnienie akceptacji nie są już ani trochę. A przynajmniej tak mi się wydaje. O tym, że słowa nie są jednak nic nie znaczącą i nic nie ważącą zbitką dźwięków nie wspominając. Wybacz ewentualną zbytnią śmiałość / obcesowość, ale czy reagujesz otwarcie na takie sytuacje? To jedyne znaczenie, jakie tak naprawdę mają słowa "nie toleruję", a sama o sobie piszesz często, że jesteś osóbką mocno nieśmiałą (w domyśle: mającą problem z wypowiadaniem własnego zdania i asertywnością).