Mara

Czy przejmujecie się śmiercią osób wam nieznanych?

161 postów w tym temacie

Śmierć zawsze będzie smutna, ale każdego z nas dotyka. Co to da, że będę się zamartwiała po śmierci osoby której nawet z bliska nie widziałam?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Nie jestem typem człowieka który olewa ludzi i wszyscy są mi obojętni ale skoro nie znałem ich więc nie obchodzili mnie za życia, czemu mam się przejmować ich śmiercią?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

To zależy. Przejmuję się czasem, kiedy umiera bliska osoba kogoś, kogo znam. Mam jakieś ludzkie odruchy, kiedy dowiaduję się, że ktoś osierocił dzieci, komuś zginął ukochany mąż, zmarło dziecko, może ktoś umierał w okropnych męczarniach, może był młody i miał życie przed sobą. Podobnie wstrząsnęła mną wiadomość o śmierci Lemmy'ego - wybitnego muzyka, któremu wiele na swój sposób zawdzięczam, jemu i jego muzyce. Ale żebym tak znowu bardzo przeżywała każdą śmierć, o jakiej usłyszę, to na pewno nie powiem. Wszyscy umierają. A my jesteśmy tu - żywi - więc żyjmy póki jest nam to dane ;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Muszę darzyć niezwykle silnym uczuciem daną osobę, żebym była w stanie przejąć się jej śmiercią. Zdarza mi się, że kompletnie nie ruszy mnie, gdy ktoś z rodziny umiera, bo nie był mi wystarczająco bliski, a co dopiero mówić o osobach mi zupełnie obcych. Może jestem jakaś wybrakowana i pozbawiona wyższych uczuć, ale nie czuję się z tym źle. Uważam, że nie muszę każdemu współczuć.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Jak to zgrabnie ujął kiedyś Kosik, ludzka empatia jest dosyć ograniczona. Rodzina, bliscy przyjaciele - oczywiście, współczujemy, ale jeżeli chodzi o kogoś nieznanego, bywa różnie. Jeżeli jest to tylko nazwisko, które nic nam nie mówi, można przejść obojętnie. Jeżeli kojarzymy chociaż tą osobę, można odczuć jakąś namiastkę straty, ale rozpaczać, przejmować się, wdziewać wór pokutny itd. - to należy do osób bliżej związanych. Równo to się rozkłada w świecie realnym i w fikcji - jeżeli polubiłam jakiegoś bohatera, nawet (a może zwłaszcza) swojego, a ten zginął, to oczywiste, że było mi go brak. To samo tyczy się rodziny - nie wiem, czy byłabym zrozpaczona po stracie kogoś z gałęzi X mojej rodziny (choć odczułabym niewątpliwie jego brak), ale po Y już tak - zależy, jak mocno jestem związana z daną osobą.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Ostatnio brałem udział w resuscytacji osoby, która zasłabła na poboczu drogi. Pierwszy raz widziałem ją na oczy.  Przyjechała karetka, ratownicy przejęli akcję, nic po mnie, odjechałem. Kilka dni później przejeżdżałem obok tego miejsca i zobaczyłem znicze. Nie było jakiegoś wielkiego smutku, ale w środku jednak coś mnie tknęło.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Nie rusza mnie kompletnie śmierć obcych mi osób. Nawet jeśli ich śmierć jest bardzo tragiczna lub ginie tragicznie dziecko. Tyle ludzi umiera, że to jest tak zwyczajne, jak codzienne wstawanie do pracy. Miałam styczność z ciałami zmarłych obcych mi ludzi i nie czułam żadnej przykrości z tego powodu, że są martwi. Ta przyszłość czeka każdego i informacje o tragicznych śmierciach robią na mnie takie same wrażenie, jak wiadomości o ceelebrytach, czy polityce. Sądzę, że byłabym w stanie pracować przy ludziach, których dotyka śmierć, bo zachowałabym odpowiedni dystans i mogłabym podchodzić do tych ludzi obiektywnie. Nie kierowałby mną emocje. Myślę, że pracownicy zakładów pogrzebowych i prosektorii powinni być zdystansowani na śmierć, którą widzą codziennie, bo emocje nie pozwalałyby wykonywać tej pracy. Sądzę, że obojętność na śmierć obcych ludzi nie świadczy o tym, że ktoś jest nienormalny i nie ma uczuć, jest to zdrowe.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Sama śmierć mnie w jakiś tam sposób "rusza". Nie ma zasady, na pogrzebie względnie bliskiego członka rodziny nie uronię ani łzy, nawet się nie zasmucę zupełnie mnie obejdzie. Śmierć, która powinna mi być bliska stanie się dla mnie obojętna a zacznę zanosić się szlochem na widok cyferek wyznaczających ogrom ofiar kataklizmu na drugim końcu świata, bo coś we mnie drgnęło gdy stałam w tym muzeum patrząc na zdjęcie i głupie cyferki pod nim. Potrafię się rozdrabniać nad śmiercią pająka, jednocześnie z lubością czytać opisy bitew, które pochłonęły setki lub tysiące żyć. Płakałam nad zmarłym kotem.

Właściwie nie wiem czy z tego wynika czy śmierć osób-ludzi jako takich mnie przejmuje, czy jednak nie. Bardziej niż człowiekiem przejmę się jakimś owadem... wstyd mi za siebie trochę.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Ostatnio się przejęłam śmiercią chłopca, który w Łodzi wypadł z okna na 6-tym piętrze.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz

  • Kto jest online? (Zobacz całą listę)

    Brak zarejestrowanych użytkowników online

  • Ostatnie aktualizacje statusu

    • Shady-Lane90

      Shady-Lane90

      Nienawidzę przesadzonej świątecznej atmosfery, która obrzydza mi przez ponad miesiąc same święta. 
      · 4 odpowiedzi
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      We Francji socjalizm odnosi właśnie kolejny sukces. Szkoda tylko, że kosztem normalnych ludzi.
      · 0 odpowiedzi
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      Dzisiejsze losowanie 1/8 Pucharu Polski całkowicie oddało poziom polskiej piłki nożnej
      · 0 odpowiedzi
    • Martusiaaaaaa92

      Martusiaaaaaa92

      Parę miesięcy temu stwierdziłam, że mimo pracy na pełen etat i dzieci, mam za dużo wolnego czasu. Jakieś 20 h tygodniowo spokojnie mogłabym poświęcić na dodatkową pracę. Pomyślałam, żeby wziąć się za tłumaczenia EN <>PL (mam certyfikaty CAE i TOLES). Na razie mogę tylko pomarzyć o tylu zleceniach, by mi 20 h tygodniowo zajęły, więc poświęciłam też czas na szlifowanie francuskiego. I zapisałam się parę dni temu na egzamin DALF (certyfikat z francuskiego). Myślę, że jak zdam DALF, to fajnie by było poszerzyć ofertę o tłumaczenia w parach FR <> PL i FR <> EN.
      · 1 odpowiedź
    • Borowy

      Borowy  »  Liszka

      Żyjesz!
      · 1 odpowiedź
  • Posty

    • Kalafior_Grozy
      O czym teraz myślisz?
      Jednego dnia spełniasz swoje największe marzenie a następnego omal nie giniesz wpadając autem w poślizg. Życie kurwa jego mać.
    • Tosca
      O czym teraz myślisz?
      jadę bo wiem że warto. to ostatnio moje ulubione zdanie. nie mam do niego powodu.
    • Lilla Weneda
      O czym teraz myślisz?
      Cała nadzieja, jedyna nadzieja i ostatnia nadzieja w styczniowym eksperymencie (mimo szczerych pewnych chęci prawdopodobnie niestety nie uda mi się ogarnąć sprawy do końca roku). O ile w ogóle do niego dojdzie. O ile choć w części się powiedzie.
    • klaudia84
      Medycyna naturalna
      Zdrowa dieta i nieprzetworzone produkty to najlepsze co można dać organizmowi. Do tego sport, śmiech, a z suplmentów jedynie liposomalna witamina C, czyli np. Ascolip, który nie podrażnia śluzówki i wchłania się w 98%.
    • Lilla Weneda
      Czy tolerujesz wysmiewanie sie?!
      Czasami tak, czasami nie - zależy co lub kto jest obiektem tej haniebnej praktyki. Bywają sytuacje, na widok których niemal fizycznie niedobrze robi mi się z niesmaku i wtedy bynajmniej się nie patyczkuję: opie*dalam wprost i z dogłębną satysfakcją uświadamiam ignorantom rozmiar ich umysłowego ograniczenia (mimo wszystko wolę wierzyć właśnie w nie niż rozmyślne okrucieństwo). Innym razem z kolei marszczę co prawda w duchu nos, ale nie reaguję lub sama jestem stroną heheszkującą. Nie, nie jest to powód do dumy (podobnie jak ja nie jestem dobrym człowiekiem). Temat jest jednak rzecz jasna szerszy niż mogłoby się wydawać poprzestając na odruchowych skojarzeniach, dlatego pozwolę sobie spojrzeć na niego nieco z innej perspektywy - w końcu wyśmiewać można nie tylko to (kogo), z czego (kogo) śmiać się nie wypada, ale zjawiska czy zachowania (o personalnych wycieczkach nie wspominając) w miarę obiektywnie uznawane za negatywne i szkodliwe / głupie / nieodpowiedzialne / poniżej wszelkiego gustu itp. Zastanawiałam się swego czasu czy śmiech w tym kontekście można uznać za coś pozytywnego i doszłam do wniosku, że mimo wszystko chyba jednak nie. Każdy z nas nosi w sercu ziarenko mroku i takie postępowanie nie jest niczym innym jak pozwoleniem mu legalnie, pod pozorem walki z postępującym zidioceniem społeczeństwa (lub jakąkolwiek inną przykrywką), nierzadko w świetle pełnej chwały wychynąć na powierzchnię i zalśnić choć na moment. Tym bardziej, że prawda nigdy nie ma tylko jednego oblicza: tona tapety na twarzy (krzywo położona tapeta! odklejająca się tapeta!), noszenie pośladkowego odpowiednika stanikowych push-upów czy robienie sobie kilkudziesięciu selfie pod rząd mogą wydawać się zabawne czy nawet żałosne, ale dysmorfofobia, potrzaskana na kawałeczki samoocena czy rozpaczliwe pragnienie akceptacji nie są już ani trochę. A przynajmniej tak mi się wydaje. O tym, że słowa nie są jednak nic nie znaczącą i nic nie ważącą zbitką dźwięków nie wspominając. Wybacz ewentualną zbytnią śmiałość / obcesowość, ale czy reagujesz otwarcie na takie sytuacje? To jedyne znaczenie, jakie tak naprawdę mają słowa "nie toleruję", a sama o sobie piszesz często, że jesteś osóbką mocno nieśmiałą (w domyśle: mającą problem z wypowiadaniem własnego zdania i asertywnością).