Jump to content

Bycie niewidzialnym


lil_crystal

Recommended Posts

lil_crystal
Posted

Na początek zaznaczę, że jestem nowa, więc nie wiem czy temat w dobrej kategorii, ale jakoś nigdzie indziej chyba nie pasował, oraz to, że - trochę wylewam tu swoje żale.

Bez owijania - chodzi o poczucie bycia niewidzialnym/niezauważalnym. Ale tak nie było zawsze, zaczęło się kilka lat temu.
Wiadomo jaka była ostatnio sytuacja na świecie i raczej na każdym to się w jakimś stopniu odbiło, na poczuciu wartości, nastroju, niektórzy ludzie zamknęli się w mieszkaniach i nie udzielali się, więc może się z tym utożsamiać.

Jednak mi chodzi bardziej o to, jak bardzo zmieniła się moim zdaniem moja "pozycja w społeczeństwie".
Jakoś w podstawówce (no wiem, śmiechu warte, ale lecę szczerze) byłam raczej bardzo "wyraźną" postacią, wręcz głowa paczki znajomych itd. Każdy miał w sobie coś specjalnego i nawet jak zdarzało mi się przez chwilę być "z boku" bądź "z tyłu" to każdy wiedział, że mam coś swojego, swoją osobowość, każdy wiedział kim jestem i "co jest moje" że tak to ujmę.

Przyszło gimnazjum (wtedy jeszcze były gimnazja) i można powiedzieć lekka depresja, wydawało mi się że w tamtym czasie stałam się nagle bardzo niewyraźna. Jeszcze pod koniec podstawówki zawiodłam się na paru osobach, przez co chyba moje wyobrażenie o świecie i niezachwianej własnej wartości w tym świecie rozpadło się.
Wtedy zaczęłam dostrzegać, że dużo osób ma podobne zainteresowania do mnie i tak dalej, a ja zamiast się cieszyć poczułam zagrożenie.
Z jakiegoś powodu zawsze miałam/mam w sobie ten strach, że ktoś mi coś zabierze, mimo, że tak naprawdę przecież nic nie jest moje, a wszystko jest ogólnodostępne dla każdego.
Poznałam w gimnazjum parę nowych osób, które okazały się dla mnie ważne, ale to jak bardzo były do mnie podobne z charakteru (a nawet i z wyglądu) nieco mnie zdezorientowało, a nawet trochę przeraziło i sprawiło, że poczułam się osobą jedną z wielu. Dwie koleżanki były tak "mocne" z tym podobieństwem, że wprawiało mnie to w mocny dyskomfort, czułam się dosłownie jakby mnie przenikały i miały jakieś skopiowane dusze od mojej. 
Myślałam, że przesadzam, ale to w jaki sposób prowadziły rozmowy i jak potrafiły czytać mi w myślach jeśli chodzi o mój gust każdego dnia powoli wykańczało mnie psychicznie i sprawiało, że codziennie umierałam w środku coraz bardziej, jakby taki ucisk w sercu, załamanie po załamaniu.

Może niektórzy ucieszyliby się z takiego podobieństwa, BFF i w ogóle, tyle że ja chyba nie należę do tych osób, bo człowiek chyba jednak mimo wszystko chce zachować jakieś poczucie indywidualności i bycia ważnym. 
Zawsze podobała mi się taka koncepcja, że każdy ma swoje rzeczy i nikt nikomu "nie zabiera zabawek" i z czasem zdałam sobie sprawę że to chyba jednak bardzo dziecinne, łudzić się, że coś jest tylko dla ciebie i należy do ciebie.
Jakoś pod koniec gimnazjum odzyskałam swoje "stanowisko" między ludźmi i każdy był w stanie zauważyć moją osobowość. Ale w liceum znowu coś pękło.
Najbardziej nie mogłam zrozumieć dlaczego ludzie przypisywali mi jakieś nie moje cechy typu "za chicha" itd, kiedy to nigdy nie było prawdą, po prostu wydawało mi się, że ludzie zaczęli tak nade mną dominować swoją osobowością, że ja nie byłam nawet w stanie się w pewnym momencie odzywać. Mimo, że w środku byłam pełna życia.

W każdym razie minęło trochę lat, a tak naprawdę jest coraz gorzej. Nie mogę zrozumieć tego dlaczego "robiąc swoje" zauważam samą siebie i inni chyba też i mogę poczuć się wartościowo, ludzie potrafią mnie nawet pochwalić za moje "unikalne" cechy, ale kiedy jestem z "głośnymi" koleżankami w miejscu publicznym każdy zachowuje się jakbym była niewidzialna.

Czuję pewien dysonans pomiędzy tym jaką osobą byłam w podstawówce, a jak to wszystko się później posypało, ze wzlotami i upadkami.

Największy problem mam z tym, że zawsze muszę się bardzo wysilić, żeby ktoś zauważył faktycznie jaka jestem "naprawdę", natomiast inni są zawsze bardzo widoczni i od razu rzucają się w oczy. 
Tzn chodzi o to, że nie do końca rozumiem dlaczego od razu nie widać po mnie co sobą reprezentuję tylko w pewnym sensie znikam. Gdzie kiedyś było to nie do pomyślenia i jako dziecko byłam w "centrum"
.
Dawniej nie miałam takiego strachu, problemu, z tym, że zginę w tłumie i wtopię się w otoczenie, od jakiegoś czasu (parę lat) stało się to moim największym lękiem i myślę o tym na porządku dziennym. Bo wydaje mi się, że jeśli faktycznie byłabym "kimś" i jeśli faktycznie ktokolwiek jest "kimś" to nie musi się wysilać, żeby to w nim dostrzeżono. 
I kiedyś nie musiałam za wiele robić. Ale jakoś tak w pewnym momencie to się zmieniło.

Czasami jak patrzę na innych wydaje mi się, że są bardziej mną niż ja sama jestem mną. Jeśli można tak to w ogóle ująć.

Żeby pasowało do kategorii - podobnie właśnie jest w relacjach/przyjaźni, wydaje mi się, że dawniej szukano mojego towarzystwa teraz nie wydaję się innym chyba na tyle charyzmatyczna.

Nie wiem czy ktoś ma podobny problem, ale jeśli chce się wypowiedzieć jak sobie z tym radzi, nie czując że musi "ciężko pracować" na to, żeby ktoś zauważył jego osobowość to bym przeczytała 
 

Link to comment
intodecay00
Posted

Witaj.

Pojadę trochę od tyłu, bo tak mi wygodniej.

12 godzin temu, lil_crystal napisał:

Nie wiem czy ktoś ma podobny problem, ale jeśli chce się wypowiedzieć jak sobie z tym radzi, nie czując że musi "ciężko pracować" na to, żeby ktoś zauważył jego osobowość to bym przeczytała 

Rad na to Ci nie dam, nie mam takiego problemu. Za to mogę Ci powiedzieć co w takim zachowaniu zauważam.

Mianowicie w powyższym widać ewidentnie jak bardzo potrzebujesz być zauważona. Nie powinno to tak działać, ale sugeruje niskie poczucie własnej wartości. 

12 godzin temu, lil_crystal napisał:

Czasami jak patrzę na innych wydaje mi się, że są bardziej mną niż ja sama jestem mną. Jeśli można tak to w ogóle ująć.

Ja to widzę inaczej. To brzmi jakbyś podświadomie chciała być taka jak inni co wynika z tego co napisałem wyżej.

12 godzin temu, lil_crystal napisał:

Czuję pewien dysonans pomiędzy tym jaką osobą byłam w podstawówce, a jak to wszystko się później posypało, ze wzlotami i upadkami.

Największy problem mam z tym, że zawsze muszę się bardzo wysilić, żeby ktoś zauważył faktycznie jaka jestem "naprawdę", natomiast inni są zawsze bardzo widoczni i od razu rzucają się w oczy. 
Tzn chodzi o to, że nie do końca rozumiem dlaczego od razu nie widać po mnie co sobą reprezentuję tylko w pewnym sensie znikam. Gdzie kiedyś było to nie do pomyślenia i jako dziecko byłam w "centrum"
.
Dawniej nie miałam takiego strachu, problemu, z tym, że zginę w tłumie i wtopię się w otoczenie, od jakiegoś czasu (parę lat) stało się to moim największym lękiem i myślę o tym na porządku dziennym. Bo wydaje mi się, że jeśli faktycznie byłabym "kimś" i jeśli faktycznie ktokolwiek jest "kimś" to nie musi się wysilać, żeby to w nim dostrzeżono. 
I kiedyś nie musiałam za wiele robić. Ale jakoś tak w pewnym momencie to się zmieniło.

Czymś z czego warto zdać sobie tutaj sprawę jest to, że od podstawówki do powiedzmy 20-24 lat (nie wiem ile Ty masz) jest u większości coś co ja nazywam przepaścią osobowości. Nie występuje u wszystkich, ale jeśli mogę wyciągnąć jakieś wnioski z tego co piszesz to nastąpiła u Ciebie (i mogę też w to wliczyć siebie). Nie jesteśmy tacy jak wtedy będąc dzieckiem gdzie o nic nie trzeba było się wysilać, gdzie nic nie tłumiło naszych osobowości. Po drodze jest wiele wydarzeń, które kształtują nas, wpływają na nasz rozwój, na to jak myślimy. No i gdzieś w tym przedziale wiekowym, o którym wspomniałem kończy się ta osobowość rozwijać.

Kolejna rzecz, którą warto tu zaznaczyć jest to, że w momencie, w którym zaczynasz się silić by ktoś zauważył (w wielkim skrócie) Ciebie, tracisz w swoich własnych oczach. Świadomie lub nie. Wniosek, który z tego wyciągam jest taki, że pewne wydarzenia w okresie dojrzewania ograniczyły Twoją pewność siebie. Ludzie również niezbyt szanują tych, którzy bardzo mocno wysilają się by być zauważeni. Nie staraj się na siłę o to. Chłonie to ogrom Twojej energii i sprawia, że ciężej się żyje po prostu choćby egzystując. 

12 godzin temu, lil_crystal napisał:

W każdym razie minęło trochę lat, a tak naprawdę jest coraz gorzej. Nie mogę zrozumieć tego dlaczego "robiąc swoje" zauważam samą siebie i inni chyba też i mogę poczuć się wartościowo, ludzie potrafią mnie nawet pochwalić za moje "unikalne" cechy, ale kiedy jestem z "głośnymi" koleżankami w miejscu publicznym każdy zachowuje się jakbym była niewidzialna.

Kwestia akceptacji tego jaka jesteś. Jeśli w pełni akceptowałabyś siebie towarzystwo głośnych koleżanek nie byłoby problemem.

Tak na prawdę mógłbym odnieść się do całego postu i znajdować podobne wnioski, ale nie ma to sensu. Wyżej powiedziałem wszystko co wydaje mi się, że ma miejsce. Nie jestem profesjonalistą, ale spędziłem wiele lat w terapii i wyciągnąłem z niej tyle wiedzy ile mogłem nie tylko na swój temat. I na tej podstawie wyciągam pewne wnioski. Nie sądzę, że dałem to o co prosiłaś, ale może moje wnioski zwrócą Twoją uwagę na pewne rzeczy. Jeśli potrzebujesz porozmawiać, możesz także napisać tu w komunikatorze lub na PW.

Trzymaj się.

Link to comment
lil_crystal
Posted
O 31.03.2022 at 12:06, intodecay00 napisał:

Mianowicie w powyższym widać ewidentnie jak bardzo potrzebujesz być zauważona. Nie powinno to tak działać, ale sugeruje niskie poczucie własnej wartości. 

Raczej jestem świadoma, że mam niskie poczucie wartości (nie wiem tylko czy wyimaginowane czy realne) mimo jakichś tam sukcesów i uznania w przeszłości. 
Z wieloma rzeczami, których nie chciałam "w sobie" się uporałam dzięki pracy nad nimi, ale szczerze to nie dzielę już więcej swoich cech na pozytywne i negatywne. Po prostu są, neutralne.

Co do potrzeby bycia zauważonym - to no tak. Ciężko mi zaakceptować ciągłe "bycie po środku" w ostatnich latach, mianowicie było to na zasadzie "dobrze ci poszło, ale wszyscy wiedzą, że X osobie poszło lepiej". Bo chodzi o to, że nieważne jak najlepszą wersją siebie bym nie była to jest to chociaż odrobinę za mało, by być na szczycie.
A jak już się raz było kiedyś na tym "szczycie" to bycie gdzieś poniżej zawsze będzie dawało poczucie nieusatysfakcjonowania. 

Potrzeba bycia zauważonym? Można powiedzieć, że w dzieciństwie musiałam sporo się wysilać, żeby ktoś zauważył że też mam uczucia i coś może mi nie pasować. Chociaż z perspektywy czasu uważam, że byłam trochę pretensjonalnym dzieckiem, ale w różnych podstawowych kwestiach nadal twierdzę, że mnie zaniedbano. Tzn. nie usłyszano mnie

O 31.03.2022 at 12:06, intodecay00 napisał:

Ja to widzę inaczej. To brzmi jakbyś podświadomie chciała być taka jak inni co wynika z tego co napisałem wyżej.

Jest w tym trochę sensu, ale to chyba nie do końca tak.
Chodzi o to, że z czasem zaczęłam zauważać w sobie cechy, które mi się podobały, ale gdy skonfrontowałam to z rzeczywistością, to okazało się, że u niektórych cechy te są bardziej wyraźne (czy to charakteru czy wyglądu) i wcale nie są u mnie niczym niezwykłym i "moim", a są raczej na przeciętnym poziomie i "nie mam się z czego cieszyć" w takim razie i raczej nie powinnam się wychylać i uważać ich za swoje atuty.

Dużo już miałam takich marzeń, które porzuciłam, bo ktoś zrobił to samo/pokazał się od tej strony dużo wyraźniej ode mnie, a ja dawniej myślałam, że jest to coś "nie do podrobienia/nie do podwojenia".

No ale też prawda, że może wcale jeszcze nie odkryłam tego co faktycznie "moje" tylko widzę podobieństwa pewnych rzeczy z innymi ludźmi i porównuję kto z nas ma to "bardziej, lepiej, więcej"

O 31.03.2022 at 12:06, intodecay00 napisał:

Czymś z czego warto zdać sobie tutaj sprawę jest to, że od podstawówki do powiedzmy 20-24 lat (nie wiem ile Ty masz) jest u większości coś co ja nazywam przepaścią osobowości.

Mam 22 lata, i no to też jasne. Tak było, tylko że myślę, że u niektórych ta zmiana im dalej dorośleją wychodzi im na lepsze, u mnie jakoś na odwrót. Tzn. taki mój "peak" bycia wszystkim czym chcę i poczucie "najwyższego oświecenia", spokoju i zgody ze sobą był w 2013, później już zawsze było tylko "średnio" lub nie najlepiej

O 31.03.2022 at 12:06, intodecay00 napisał:

Kolejna rzecz, którą warto tu zaznaczyć jest to, że w momencie, w którym zaczynasz się silić by ktoś zauważył (w wielkim skrócie) Ciebie, tracisz w swoich własnych oczach.

Przerobiłam już to i sama nie lubię takich osób i też więcej już tak nie robię. Irytuje mnie tylko to, że niektórym (koleżankom, które kiedyś czuły się "gorsze" ode mnie, a potem "wzięły się za siebie") jakoś to wybaczono i każdy zaczął im przyklaskiwać. Nikt nie upominał ich, że robią z siebie nie wiadomo kogo, w tym ja, chcąc im "pomóc" tolerowałam to, a w konsekwencji trochę zboczyłam ze swojej ścieżki życiowej i oddałam swoją energię, zamiast ją zainwestować w siebie.
Teraz to ja czuję się na dnie przy nich

O 31.03.2022 at 12:06, intodecay00 napisał:

Wniosek, który z tego wyciągam jest taki, że pewne wydarzenia w okresie dojrzewania ograniczyły Twoją pewność siebie.

To prawda, bo było tego sporo. Najbardziej dobiły mnie relacje, w których z czasem stawałam się osobą "trzecią", mimo początkowej pewności, że ktoś mnie lubi bardziej niż kogoś innego, ale później nie było to już dla tych osób takie oczywiste. Ponadto w klasie licealnej nie czułam się w ogóle uznana jako jednostka, dosłownie prawie nikt się do mnie nie odzywał (domyślam się z jakich powodów, ale mniejsza o to), a jedyna koleżanka, z którą miałam jakiś kontakt i z którą w większości przebywałam okazała się nienajlepszym towarzystwem, które trochę odbiło się na mojej psychice

O 31.03.2022 at 12:06, intodecay00 napisał:

Nie sądzę, że dałem to o co prosiłaś, ale może moje wnioski zwrócą Twoją uwagę na pewne rzeczy.

Coś udało mi się z tego wyciągnąć i bardziej w siebie zagłębić. Dzięki za odpowiedź, nie wiem czy do tego co odpisałam można coś jeszcze dodać, możliwe że nie
 

Link to comment
lil_crystal
Posted
15 godzin temu, lil_crystal napisał:

Bo chodzi o to, że nieważne jak najlepszą wersją siebie bym nie była to jest to chociaż odrobinę za mało, by być na szczycie.
A jak już się raz było kiedyś na tym "szczycie" to bycie gdzieś poniżej zawsze będzie dawało poczucie nieusatysfakcjonowania. 

Mogę jeszcze tylko do tego dopowiedzieć, że męczą mnie nawet myśli o tym, że napisałam egzamin szóstoklasisty XD na o jeden punkt mniej niż pewne osoby, z którymi czułam rywalizację aż do końca gimnazjum (znaleźliśmy się w tej samej klasie). 
Bo nawet jak coś mi wychodziło lepiej już później to wmawiałam sobie, że to nie dzięki mojej wrodzonej inteligencji, a zakuwaniu, bo gdybym była taka "inteligentna" to napisałabym tamten egzamin lepiej, a nie jak zwykle na trzecim miejscu albo drugim (ja i te dwie osoby byliśmy wtedy w top 3 wyniki w całej szkole, ale to nadal mnie nie cieszyło tylko znowu później nachodziły mnie myśli w stylu "dlaczego zawsze dobrze, ale nie najlepiej"). Dlatego właśnie zastanawia mnie czy moje najlepsze oceny w gimnazjum nie były tylko próbą rekompensaty za właśnie takie błahostki, które zawsze mam z tyłu głowy czy były odwzorowaniem moich umiejętności.
Osoby, które miały ten lepszy wynik radziły potem sobie przeciętnie, ale to mogło wynikać tylko i wyłącznie z lenistwa czy po prostu braku potrzeby zaimponowania sobie.

No i ogólnie jak bywałam "najlepsza" w jakichś późniejszych momentach życia i czułam, że zasługuję na to, to zaraz włączały mi się takie myśli z przeszłości jak ta powyżej i cały czar pryskał..
Bo jak tak obserwuję, to przecież mam też te koleżanki, które całe życie uczyły się średnio, a teraz po prostu "wzięły się za siebie" jak to ujęłam i idzie im dobrze. 
Więc do zakuwania chyba nie trzeba być geniuszem, a i tak zdobywa się dobre stopnie

Link to comment
kasia_demańska
Posted

@lil_crystal Mam takie pytanie ogólne: Czy jesteś bardziej pesymistką, która wszystko widzi w czarnych barwach, czy raczej bliżej Ci do optymistki, która we wszystkim stara się znaleźć dobre strony? Nie jest tajemnicą, że dla otoczenia atrakcyjniejsze są kontakty z optymistami, którzy podnoszą nam morale, zamiast, jak to się mówi, ciągnąć na dno. Otoczenie nie przepada też za zadeklarowanymi perfekcjonistami oraz ludźmi o osobowości narcystycznej, które, skupione na sobie, nie potrafią słuchać i szczerze doceniać innych. To ostatnie jest chyba najważniejsze w budowaniu relacji międzyludzkich.

Drugie pytanie: Masz jakieś rodzeństwo? Czy od małego musiałaś w domu z kimś "rywalizować" o uwagę rodziców? Czy raczej w naturalny sposób wszyscy skupiali się na Tobie i zachwycali się Tobą w każdych okolicznościach? 

Niewykluczone, że Twoje postrzeganie siebie jako "niewidzialnej", czyli przeciętnej w oczach innych, jest tylko Twoją interpretacją tego, jak widzi Cię otoczenie. Być może owo otoczenie postrzega Cię zupełnie normalnie, tylko Twoje oczekiwania są zbyt wygórowane, bo chciałabyś być NAJ, podczas gdy czujesz się jak "jedna z wielu" i z tego powodu łapiesz doła.

Tymczasem obiektywna prawda jest taka, że JESTEŚ jedną z wielu. Jesteś, bo każdy z nas jest jednym z wielu, jednocześnie będąc sobą, czyli osobą wyjątkową i niepowtarzalną, jedyną w swoim rodzaju. Każdy ma swoje (inne od reszty!) zalety i wady, każdy osiąga jakieś (inne od reszty!) sukcesy, z których może być dumny. Jeden dostaje na starcie więcej "talentów", drugi mniej, ale każdy ma i powinien mieć swoje miejsce w społeczeństwie. Porównywanie się do innych powinno podnosić naszą motywację do bycia jeszcze lepszym w tym, w czym czujemy się mocni, a nie dołować nas, że nie jesteśmy NAJ we wszystkim i że świat nie składa nam z tego powodu hołdów. Takie myślenie prowadzi do wtórnego poczucia niższości  i wtórnych kompleksów - "wtórnych", czyli niewynikających z obiektywnych wad czy niedociągnięć, ale nabytych z powodu zbyt wysoko stawianych sobie poprzeczek.

Może gdzieś tu jest ukryty Twój problem?

Link to comment
lil_crystal
Posted

@kasia_demańska
1. Bliżej mi do pesymistki zważywszy na to jak "ciężko" mi było i jak źle się czułam przez ostatnie lata i pesymizm pozwalał mi zaoszczędzić sobie rozczarowania. Jednak staram się mieć jakąś tam nadzieję na lepsze jutro, ale czasem łatwo to we mnie zgasić, gdy znowu coś nie idzie po mojej myśli
2. Nie mam rodzeństwa, ale syndrom "wszystko mi się należy" już mi przeszedł (chyba, że został uśpiony), a to pewnie dlatego, że znajdowałam się w otoczeniu ludzi, którzy emanowali nim jeszcze bardziej, a ja stałam się wtedy dla nich tą bardziej empatyczną/wyrozumiałą osobą. No i ogólnie nie miałam już potem tak mocnego mniemania o sobie jak w dzieciństwie, bo zauważyłam, że mnóstwo osób jest wspaniałych w moich oczach i wcale nie czuję się tą osobą, której głównie należą się te pochwały.

Raczej mnie chwalono, że dobrze się uczę, że mam talenty itd. i że dużo osiągnę czy coś, ale ta moja "królewskość" już jakoś wyparowała/zbladła na tle innych wyjątkowych osób. Teraz nawet jak się mnie chwali to ja nie za bardzo to przyjmuję do siebie/wierzę w to, a jeśli już to na krótko. 

2 godziny temu, kasia_demańska napisał:

Niewykluczone, że Twoje postrzeganie siebie jako "niewidzialnej", czyli przeciętnej w oczach innych, jest tylko Twoją interpretacją tego, jak widzi Cię otoczenie. Być może owo otoczenie postrzega Cię zupełnie normalnie, tylko Twoje oczekiwania są zbyt wygórowane, bo chciałabyś być NAJ, podczas gdy czujesz się jak "jedna z wielu" i z tego powodu łapiesz doła.

Mam to szczęście/nieszczęście, że dorastałam z ludźmi, dla których liczyła się oryginalność, styl, popularność. Podobało mi się to w jakimś sensie do pewnego momentu, ale zawsze czułam, że strasznie wysoko jest postawiona poprzeczka. Można powiedzieć, że nie było czasu na normalne życie, w każdym razie takich chwil pamiętam bardzo mało. Każdy dzień to był trochę taki wybieg mody, pokaz swojej kreatywności i intelektualnej siły, ale z drugiej strony życie bez tego nudziło mnie no i tak już sobie wyrobiłam gust, opinie na różne tematy przez tamte czasy, że bez tego nie funkcjonuję i nie wiem czy chcę.
Jest to jakaś część mnie, może gdybym żyła gdzieś wśród ludzi dla których bardziej liczą się relacje niż "wyrażanie siebie" to jakoś by to inaczej wyglądało, ale tutaj każdy dzień był trochę wyścigiem.

2 godziny temu, kasia_demańska napisał:

Nie jest tajemnicą, że dla otoczenia atrakcyjniejsze są kontakty z optymistami, którzy podnoszą nam morale, zamiast, jak to się mówi, ciągnąć na dno. Otoczenie nie przepada też za zadeklarowanymi perfekcjonistami oraz ludźmi o osobowości narcystycznej, które, skupione na sobie, nie potrafią słuchać i szczerze doceniać innych.

Może, ale w tym przypadku paczka popularnych dzieciaków w gimnazjum była adorowane przez otoczenie i większość się im przymilała. Raczej nie mam osobowości narcystycznej (ale wydaje mi się, że jakieś cechy tak), a osoby, o których mówię (popularne w dawnej szkole) bardzo możliwe. Nikogo nie diagnozuję, ale raczej rzuca się to w oczy.

Tak jak wspominałam, mieliśmy trochę podobne zainteresowania, więc ja lekko tłumiłam siebie, żeby im "nie przeszkadzać", bo wiem jak to jest jak coś chce się bardzo uznać za swoje, niepowtarzalne. I też w głębi siebie gdzieś uważałam, że im bardziej pasują te rzeczy, mimo że ja też je bardzo kochałam i były dla mnie sensem życia.
Możliwe, że trochę stłumiłam siebie za mocno, żeby nie wadzić nikomu i przez to sama też sprawiam, że mnie "nie widać".
Jest to jedna z opcji. Ale może oni po prostu bardziej nadają się do tego, co ja lubię i zdobywają uznanie

3 godziny temu, kasia_demańska napisał:

każdy osiąga jakieś (inne od reszty!) sukcesy

Jeśli mamy podobne cele to z automatu powstaje jakaś rywalizacja o sukces w tej dziedzinie i u mnie też jest to problemem niestety. Nie zmienię zainteresowań, bo już próbowałam, ale bycie na siłę innym od kogoś, żeby tylko być oryginalnym i nie wadzić już chyba nie ma sensu. Próbuję "coś innego", ale wtedy nie czuję się sobą. Ale to pogodzenie się z tym, że jestem z kimś podobna nadal znów stawia mnie w pozycji potencjalnego zniknięcia w tłumie/wtopienia się w tło.

Najlepiej byłoby nauczyć się współpracy z tymi ludźmi, ale to niemożliwe, bo oni też tego nie chcą.
Tzn. ja nie mam już kontaktu z osobami z tamtych lat, ale myśli nadal mnie prześladują, że co jeśli dowiedzą się, że coś mi się udało w tej dziedzinie, w której oni uważali się za ważniejszych, że pomyślą, że "próbuję być jak oni" albo że im coś ukradłam, podczas gdy ja autentycznie to lubię.

Są takie rzeczy, którymi zainteresowałam się sama z siebie, ale mam wspomnienia z tego, że te osoby też to robiły i myślą, że to im się to należy a nie mi. Mówię to w taki sposób jakby ci ludzie byli super mega niemili i chamscy, ale w tym przypadku właśnie tak było, bo wiem jakie te osoby są naprawdę.
Nawet jak mieliśmy miłe chwile to pod koniec dnia i tak woleliby, żebym im nie wadziła.
Najgorsze jest to, że nie dzielimy jednego zainteresowania, mamy kilka tych samych zainteresowań.
Muszę też pamiętać, że to już nie są tamte czasy, że w małym mieście każdy wie kto ma łatkę "lokalnej piękności, lokalnego malarza, lokalnego studenta czegoś tam", to już 2022 i jest mnóstwo ludzi, którzy robią podobne rzeczy, więc bez sensu się tak przywiązywać do dawnych relacji i tamtych uwikłań/zależności, ale nie ukrywam, że zostały mi one w głowie. 

Link to comment
kasia_demańska
Posted
1 godzinę temu, lil_crystal napisał:

1. Bliżej mi do pesymistki zważywszy na to jak "ciężko" mi było i jak źle się czułam przez ostatnie lata i pesymizm pozwalał mi zaoszczędzić sobie rozczarowania. Jednak staram się mieć jakąś tam nadzieję na lepsze jutro, ale czasem łatwo to we mnie zgasić, gdy znowu coś nie idzie po mojej myśli

A czy ten pesymizm nosisz tylko w sobie, czy okazujesz go innym? Ogólnie pesymistyczne podejście (typu "i tak się nie uda!") wcale nie oszczędza rozczarowań, a jedynie działa jak kij włożony w szprychy. 

1 godzinę temu, lil_crystal napisał:

2. Nie mam rodzeństwa, ale syndrom "wszystko mi się należy" już mi przeszedł (chyba, że został uśpiony), a to pewnie dlatego, że znajdowałam się w otoczeniu ludzi, którzy emanowali nim jeszcze bardziej, a ja stałam się wtedy dla nich tą bardziej empatyczną/wyrozumiałą osobą. No i ogólnie nie miałam już potem tak mocnego mniemania o sobie jak w dzieciństwie, bo zauważyłam, że mnóstwo osób jest wspaniałych w moich oczach i wcale nie czuję się tą osobą, której głównie należą się te pochwały.

Raczej mnie chwalono, że dobrze się uczę, że mam talenty itd. i że dużo osiągnę czy coś, ale ta moja "królewskość" już jakoś wyparowała/zbladła na tle innych wyjątkowych osób. Teraz nawet jak się mnie chwali to ja nie za bardzo to przyjmuję do siebie/wierzę w to, a jeśli już to na krótko. 

Nie chodzi nawet o syndrom "wszystko mi się należy", tylko o swego rodzaju przyzwyczajenie do bycia zauważaną, bycia "w centrum", jak sama wcześniej napisałaś. Otoczenie szkolne działa trochę jak rodzeństwo w domu - stanowi pewnego rodzaju (mniej lub bardziej zdrową) konkurencję. Kiedy ma się rodzeństwo, przećwiczenie tych relacji w domu od małego pozwala z większym dystansem podejść do tego, jak odbierają nas rówieśnicy. Jedynacy częściej mają problem z odnalezieniem się w środowisku rówieśniczym, w którym zasady są inne niż w domu. Nie jest to reguła, ale jednak jakaś prawidłowość w tym jest - i to nie jest ani nic dziwnego, ani nic złego. Po prostu trzeba to świadomie przepracować. 

1 godzinę temu, lil_crystal napisał:

Mam to szczęście/nieszczęście, że dorastałam z ludźmi, dla których liczyła się oryginalność, styl, popularność. Podobało mi się to w jakimś sensie do pewnego momentu, ale zawsze czułam, że strasznie wysoko jest postawiona poprzeczka. Można powiedzieć, że nie było czasu na normalne życie, w każdym razie takich chwil pamiętam bardzo mało. Każdy dzień to był trochę taki wybieg mody, pokaz swojej kreatywności i intelektualnej siły, ale z drugiej strony życie bez tego nudziło mnie no i tak już sobie wyrobiłam gust, opinie na różne tematy przez tamte czasy, że bez tego nie funkcjonuję i nie wiem czy chcę.

Jest to dość popularne w środowiskach młodzieżowych, potem wiek i doświadczenie życiowe korygują takie podejście, bo - jak sama słusznie zauważasz - jest ono bardzo absorbujące i na dłuższą metę po prostu zbyt męczące. Natomiast ambicje, które z tego pozostają, są dobre, byleby przekuć je na siłę napędową do własnego rozwoju, a nie na frustracje. 

W rozwoju osobistym przychodzi taki moment, że trzeba przestać oglądać się na innym, bo to nas tylko dołuje i zniechęca, a skupić się jedynie na tym, co sami chcemy osiągnąć. I dopiero jak to osiągniemy, znów porównać się do innych - wtedy (z racji odniesionego sukcesu) jest zazwyczaj mniej pola dla kompleksów i ogólny bilans wychodzi pozytywny. 

1 godzinę temu, lil_crystal napisał:

Jest to jakaś część mnie, może gdybym żyła gdzieś wśród ludzi dla których bardziej liczą się relacje niż "wyrażanie siebie" to jakoś by to inaczej wyglądało, ale tutaj każdy dzień był trochę wyścigiem.

No i tu musisz zadać sobie pytanie perspektywiczne, czy już zawsze chcesz tak żyć, również w kontekście zawodowym. Są środowiska zawodowe, gdzie wyścig szczurów jest rzeczą normalną, tyle że nie każdy go wytrzymuje. Są też takie, gdzie dominuje spokój, powtarzalność i rutyna, ale za to dla niektórych jest tam zbyt nudno. Jedni lubią to, drudzy tamto, wszystko zależy od osobowości, ambicji, oczekiwań, talentów itd. Ty jesteś na tyle młoda, że masz czas na przemyślenie tego i podjęcie decyzji, w jaki kontekst zawodowy pójść, żeby czuć się w nim dobrze i swobodnie.  

1 godzinę temu, lil_crystal napisał:

Może, ale w tym przypadku paczka popularnych dzieciaków w gimnazjum była adorowane przez otoczenie i większość się im przymilała. Raczej nie mam osobowości narcystycznej (ale wydaje mi się, że jakieś cechy tak), a osoby, o których mówię (popularne w dawnej szkole) bardzo możliwe. Nikogo nie diagnozuję, ale raczej rzuca się to w oczy.

Czyli chciałabyś być adorowana i żeby inni się do Ciebie "przymilali"? Czy raczej wolałabyś być podziwiana z dystansu? Bo nie do końca rozumiem, czego byś oczekiwała, tzn. jaka reakcja otoczenia byłaby dla Ciebie idealna. 

1 godzinę temu, lil_crystal napisał:

Tak jak wspominałam, mieliśmy trochę podobne zainteresowania, więc ja lekko tłumiłam siebie, żeby im "nie przeszkadzać", bo wiem jak to jest jak coś chce się bardzo uznać za swoje, niepowtarzalne. I też w głębi siebie gdzieś uważałam, że im bardziej pasują te rzeczy, mimo że ja też je bardzo kochałam i były dla mnie sensem życia.
Możliwe, że trochę stłumiłam siebie za mocno, żeby nie wadzić nikomu i przez to sama też sprawiam, że mnie "nie widać".
Jest to jedna z opcji. Ale może oni po prostu bardziej nadają się do tego, co ja lubię i zdobywają uznanie

A próbowałaś przestać o tym myśleć, nie porównywać się do innych, tylko po prostu pielęgnować swoje pasje i rozwijać się po swojemu, nie zważając na to, czy jesteś oryginalna i czy w otoczeniu jest ktoś, kto - według Ciebie - jest w tym lepszy? Może dobrym pomysłem byłoby abstrahować od tego ciągłego porównywania się z innymi i po prostu robić swoje? Człowiek, który realizuje swój własny plan, nie oglądając się na innych, o wiele lepiej się czuje i w konsekwencji zaczyna zachowywać się w sposób bardziej naturalny, wyluzowany i optymistyczny. A to, efektem domina, przyciąga uwagę i sympatię innych ludzi.

2 godziny temu, lil_crystal napisał:

Jeśli mamy podobne cele to z automatu powstaje jakaś rywalizacja o sukces w tej dziedzinie i u mnie też jest to problemem niestety. Nie zmienię zainteresowań, bo już próbowałam, ale bycie na siłę innym od kogoś, żeby tylko być oryginalnym i nie wadzić już chyba nie ma sensu. Próbuję "coś innego", ale wtedy nie czuję się sobą. Ale to pogodzenie się z tym, że jestem z kimś podobna nadal znów stawia mnie w pozycji potencjalnego zniknięcia w tłumie/wtopienia się w tło.

Zdecydowanie - starać się być inną na siłę, żeby tylko odróżnić się od otoczenia, to nie jest dobry pomysł. Albo wyróżniamy się w sposób naturalny, albo nie ma sensu o to walczyć na siłę, bo wtedy stajemy się tylko zblazowani i pretensjonalni. 

2 godziny temu, lil_crystal napisał:

Najlepiej byłoby nauczyć się współpracy z tymi ludźmi, ale to niemożliwe, bo oni też tego nie chcą.
Tzn. ja nie mam już kontaktu z osobami z tamtych lat, ale myśli nadal mnie prześladują, że co jeśli dowiedzą się, że coś mi się udało w tej dziedzinie, w której oni uważali się za ważniejszych, że pomyślą, że "próbuję być jak oni" albo że im coś ukradłam, podczas gdy ja autentycznie to lubię.

Są takie rzeczy, którymi zainteresowałam się sama z siebie, ale mam wspomnienia z tego, że te osoby też to robiły i myślą, że to im się to należy a nie mi. Mówię to w taki sposób jakby ci ludzie byli super mega niemili i chamscy, ale w tym przypadku właśnie tak było, bo wiem jakie te osoby są naprawdę.
Nawet jak mieliśmy miłe chwile to pod koniec dnia i tak woleliby, żebym im nie wadziła.
Najgorsze jest to, że nie dzielimy jednego zainteresowania, mamy kilka tych samych zainteresowań.
Muszę też pamiętać, że to już nie są tamte czasy, że w małym mieście każdy wie kto ma łatkę "lokalnej piękności, lokalnego malarza, lokalnego studenta czegoś tam", to już 2022 i jest mnóstwo ludzi, którzy robią podobne rzeczy, więc bez sensu się tak przywiązywać do dawnych relacji i tamtych uwikłań/zależności, ale nie ukrywam, że zostały mi one w głowie. 

To już jest trochę dziwne, jak jakaś mania prześladowcza... Podasz jakiś konkretniejszy przykład "dziedziny", o której piszesz? 

Może dobrze zrobiłaby Ci radykalna zmiana środowiska na takie, w którym mogłabyś wystartować "od zera"? 

Link to comment
lil_crystal
Posted
Godzinę temu, kasia_demańska napisał:

A czy ten pesymizm nosisz tylko w sobie, czy okazujesz go innym? Ogólnie pesymistyczne podejście (typu "i tak się nie uda!") wcale nie oszczędza rozczarowań, a jedynie działa jak kij włożony w szprychy. 

Kiedyś go okazywałam, bo w sumie z kilkoma znajomymi mieliśmy podobne myślenie i jakiś czas temu żartowaliśmy z tego na co dzień, taki czarny humor, ale w pewnym momencie te osoby zaczęły się od tego dystansować i jak nasze drogi się rozeszły to trochę zmieniło mi się podejście. Teraz raczej staram się podbudowywać innych, tzn. na obce osoby nigdy bym nie projektowała tego pesymizmu. Tylko wśród ludzi, którzy w jakimś stopniu mnie znali od tej strony, czyli już praktycznie przy nikim, bo ucięłam tamte kontakty, a może z dwie znajomości które zostały - też traktuję już z innym nastawieniem.

Godzinę temu, kasia_demańska napisał:

Nie chodzi nawet o syndrom "wszystko mi się należy", tylko o swego rodzaju przyzwyczajenie do bycia zauważaną, bycia "w centrum", jak sama wcześniej napisałaś.

Tak, przez jakiś czas czułam się zauważona, może kiedyś lekko się do tego przyzwyczaiłam, ale tak jak pisałam - trochę przeszło. Bo inaczej w rodzinie, gdzie każdy myśli, że jesteś niesamowita, bo coś tam robisz, ale to dlatego że jesteś jedyna z rodziny, podczas gdy właśnie wśród rówieśników dużo osób lubi/robi to samo. Tak czy inaczej nie mam już jakiegoś dobrego kontaktu z rodziną, nawet najbliższą, więc nawet nie mamy okazji się spotykać, żeby mnie chwalili czy coś takiego.

Godzinę temu, kasia_demańska napisał:

Kiedy ma się rodzeństwo, przećwiczenie tych relacji w domu od małego pozwala z większym dystansem podejść do tego, jak odbierają nas rówieśnicy. Jedynacy częściej mają problem z odnalezieniem się w środowisku rówieśniczym, w którym zasady są inne niż w domu. Nie jest to reguła, ale jednak jakaś prawidłowość w tym jest - i to nie jest ani nic dziwnego, ani nic złego. Po prostu trzeba to świadomie przepracować. 

Tak, to wiem. Chyba już to przepracowałam (tak mi się wydaje). Chociaż kolejna rzecz to to, że kiedy czasem czuję się okej, przejmuję się, że ktoś może powiedzieć coś w stylu "a bo ty nic nie wiesz, bo zawsze byłaś jedynaczką, więc jest ci łatwiej" itd., ale te "popularne dzieci" ze szkoły też w większości byli jedynakami. Nie wiem czemu to wspominam, ale jakoś wydawało mi się to istotne.

Godzinę temu, kasia_demańska napisał:

Czyli chciałabyś być adorowana i żeby inni się do Ciebie "przymilali"? Czy raczej wolałabyś być podziwiana z dystansu? Bo nie do końca rozumiem, czego byś oczekiwała, tzn. jaka reakcja otoczenia byłaby dla Ciebie idealna. 

Nie tyle, żeby się "przymilali", ale być doceniana za to kim jestem, za moje pomysły itd. Bo czasem wydaje mi się, że ludzie oceniają mnie bardzo powierzchownie i nie zauważają tej prawdziwej mnie, tylko jakoś tak.. inaczej.
Nawet będąc kiedyś na praktykach studenckich, kiedy powiedziałam jak ja coś widzę, chociaż była to racja, to zamiast powiedzieć, że no faktycznie tak też może być to koleżanka skwitowała to słowami "dobra, mniejsza o to jak ty to widzisz" czy coś w tym stylu.
I takie... aha. Okej. Można to ująć tak, że chciałabym być po prostu widziana jako oddzielna jednostka, z własnymi uczuciami i opiniami, nie każdy musi mnie lubić, ale chociaż wiedzieć kim jestem i że mam jakieś swoje zdanie, bo jakoś ja nie mam z tym problemu do innych, a oni ze mną mają i ciężko im to przychodzi.

1 godzinę temu, kasia_demańska napisał:

A próbowałaś przestać o tym myśleć, nie porównywać się do innych, tylko po prostu pielęgnować swoje pasje i rozwijać się po swojemu, nie zważając na to, czy jesteś oryginalna i czy w otoczeniu jest ktoś, kto - według Ciebie - jest w tym lepszy? Może dobrym pomysłem byłoby abstrahować od tego ciągłego porównywania się z innymi i po prostu robić swoje?

Chyba po prostu w końcu tak zrobię. I tyle

1 godzinę temu, kasia_demańska napisał:

To już jest trochę dziwne, jak jakaś mania prześladowcza... Podasz jakiś konkretniejszy przykład "dziedziny", o której piszesz? 

Dziwnie mi się tu tak uzewnętrzniać, ale w związku z tym, że szukam pomocy... Te same języki, sztuka, anime na przykład.. tzn. pamiętam, że jako dziecko już się tym interesowałam i raczej byłam pchana w tym kierunku, ale miałam kilku znajomych wtedy, którzy pokazali mi parę anime i potem, kiedy wróciłam do tego w gimnazjum, czułam się jakby myśleli, że to "dzięki nim się dowiedziałam o tym", podczas gdy ja już dawno miałam całkiem sporą wiedzę. Mam momentami takie wrażenie, że myślą, że to "oni mnie stworzyli" i że nieważne co osiągnę, to dzięki temu, że mnie w to wgłębili. Kiedy gdzieś przypadkiem spotkamy się na ulicy mam poczucie jakby mieli jakiś problem ze mną. I teraz - jestem świadoma, że to może być tylko w mojej głowie, ale wiem, że te osoby "lubią denerwować innych", bo same to kiedyś przyznały i tak się zachowywały w szkole często, więc o ich skłonnościach socjopatycznych już wiedziałam. 

Mamy bardzo podobny gust co do twórczości tzn. stylu rysowania itd. no i jakbym chciała coś w tym zadziałać, to boję się, że dostanę łatkę "że sama nie mam swojego stylu" tylko, że oni też nie byli pierwszymi, lubiącymi podobne rzeczy. 

Po prostu jestem już zmęczona takim myśleniem i tym poczuciem, że "aha, muszę udawać, że tego nie lubię, żeby nie pomyśleli, że od nich kopiuję". To bardzo dziwne, musieć wyprzeć się całej siebie i całej swojej historii życia tylko po to, żeby móc żyć w spokoju.

Zdaję sobie sprawę, że moje myślenie może kogoś bawić, no ale jak widać - mnie nie bardzo, bo stał się to dla mnie realny problem, utrudniający mi życie.

Może najlepszym rozwiązaniem byłoby po prostu robić co chcę 
 

Link to comment
kasia_demańska
Posted
21 godzin temu, lil_crystal napisał:

te "popularne dzieci" ze szkoły też w większości byli jedynakami

I każde z nich walczyło o to, żeby być NAJ, bo the winner takes it all - to jest całkowicie naturalne, zwłaszcza w środowisku dzieci i młodzieży.  

21 godzin temu, lil_crystal napisał:

Nie tyle, żeby się "przymilali", ale być doceniana za to kim jestem, za moje pomysły itd. Bo czasem wydaje mi się, że ludzie oceniają mnie bardzo powierzchownie i nie zauważają tej prawdziwej mnie, tylko jakoś tak.. inaczej.

Otoczenie zauważa tylko to, co sama pozwolisz mu zauważyć. Może wcale nie pokazujesz im "prawdziwej" siebie? 

21 godzin temu, lil_crystal napisał:

chciałabym być po prostu widziana jako oddzielna jednostka, z własnymi uczuciami i opiniami, nie każdy musi mnie lubić, ale chociaż wiedzieć kim jestem i że mam jakieś swoje zdanie, bo jakoś ja nie mam z tym problemu do innych, a oni ze mną mają i ciężko im to przychodzi

Tu jest - moim zdaniem - kluczowy punkt Twojego problemu. DLACZEGO inni nie widzą w Tobie odrębnej jednostki i nie liczą się z Twoimi opiniami? Może za słabo je akcentujesz? Może jesteś za mało asertywna? Może za bardzo "poświęcasz się" dla innych i w rozmowie skupiasz się głównie na nich, a o sobie nie chcesz rozmawiać? Może sama, nie chcąc się narzucać lub obawiając się krytyki, zacierasz w ich oczach prawdziwy obraz siebie?

Ja tego nie wiem - to Ty musisz to ustalić. 

21 godzin temu, lil_crystal napisał:

Dziwnie mi się tu tak uzewnętrzniać, ale w związku z tym, że szukam pomocy... Te same języki, sztuka, anime na przykład

To nie jest jakieś szczególne "uzewnętrznianie się", przecież sporo osób ma takie zainteresowania. Rozumiem, że w tym właśnie tkwi Twój problem, bo chciałabyś, żeby Twoje zainteresowania były wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju? Tylko po co? Wbrew sobie? Przecież można mieć podobne pasje, ale każdy będzie je realizować w swój jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny sposób. 

21 godzin temu, lil_crystal napisał:

pamiętam, że jako dziecko już się tym interesowałam i raczej byłam pchana w tym kierunku, ale miałam kilku znajomych wtedy, którzy pokazali mi parę anime i potem, kiedy wróciłam do tego w gimnazjum, czułam się jakby myśleli, że to "dzięki nim się dowiedziałam o tym", podczas gdy ja już dawno miałam całkiem sporą wiedzę. Mam momentami takie wrażenie, że myślą, że to "oni mnie stworzyli" i że nieważne co osiągnę, to dzięki temu, że mnie w to wgłębili. Kiedy gdzieś przypadkiem spotkamy się na ulicy mam poczucie jakby mieli jakiś problem ze mną.

Zdrową reakcją byłoby odciąć się od tego, co myślą o Tobie dawni znajomi. A niech sobie myślą, co chcą! A Ty rób swoje i tyle. 

21 godzin temu, lil_crystal napisał:

jestem świadoma, że to może być tylko w mojej głowie

To jest chyba najbardziej prawdopodobna opcja. Co nie zmienia faktu, że się z tym męczysz. 

21 godzin temu, lil_crystal napisał:

wiem, że te osoby "lubią denerwować innych", bo same to kiedyś przyznały i tak się zachowywały w szkole często, więc o ich skłonnościach socjopatycznych już wiedziałam

No to olać ich i nie zajmować sobie czasu ani nerwów przejmowaniem się tym, co mówią czy co sobie myślą. Jeśli ktoś lubi denerwować innych, to najlepszą bronią przeciwko takiemu delikwentowi jest pokazać mu, że nas to nie rusza. I jednocześnie starać się tak do tego zdystansować, żeby nas to rzeczywiście nie ruszało. 

22 godzin temu, lil_crystal napisał:

Mamy bardzo podobny gust co do twórczości tzn. stylu rysowania itd. no i jakbym chciała coś w tym zadziałać, to boję się, że dostanę łatkę "że sama nie mam swojego stylu" tylko, że oni też nie byli pierwszymi, lubiącymi podobne rzeczy. 

A co Cię obchodzą łatki i to, co oni sobie będą gadać? Przez ich domniemaną opinię, której boisz się na zapas, miałabyś rezygnować ze swojego hobby i realizacji swoich planów? Daj spokój :)  

22 godzin temu, lil_crystal napisał:

Po prostu jestem już zmęczona takim myśleniem i tym poczuciem, że "aha, muszę udawać, że tego nie lubię, żeby nie pomyśleli, że od nich kopiuję". 

Bardzo pokrętne rozumowanie. Takie "udawanie" do niczego dobrego Cię nie doprowadzi, bo w ten sposób utrwalisz w sobie odruch działania wbrew sobie, żeby nie narazić się innym. To jest ślepa uliczka. 

22 godzin temu, lil_crystal napisał:

To bardzo dziwne, musieć wyprzeć się całej siebie i całej swojej historii życia tylko po to, żeby móc żyć w spokoju.

A jak się nie wyprzesz, to nie będziesz mieć spokoju? Zlinczują Cię? Nie będą się do Ciebie odzywać? Jeśli tak, to znaczy, że to nie są ludzie warci kontaktu.

22 godzin temu, lil_crystal napisał:

Zdaję sobie sprawę, że moje myślenie może kogoś bawić, no ale jak widać - mnie nie bardzo, bo stał się to dla mnie realny problem, utrudniający mi życie.

Wierzę Ci. To jest poważna sprawa, bo chodzi o kontrolę nad Twoim życiem, a dokładniej o to, że tę kontrolę powinnaś mieć Ty, a nie Twoje otoczenie. Jeśli wszystko będziesz robić tak, żeby nikogo nie urazić, nikomu nie dać powodu do krytyki i nie wystawić się na komentarze, które z góry przewidujesz (jak o tym "kopiowaniu"), to psychicznie zapędzisz się w kozi róg.

Życie jest takie, że czasem trzeba odpuścić, ale czasem też trzeba trzasnąć pięścią w stół i postawić na swoim, nie przejmując się, co powiedzą czy pomyślą inni. Odpuszcza się zazwyczaj rzeczy mniej istotne, a walczy się jak lew o to, co jest ważne i na czym naprawdę nam zależy. 

22 godzin temu, lil_crystal napisał:

Może najlepszym rozwiązaniem byłoby po prostu robić co chcę 

DOKŁADNIE TAK. I nie przejmować się zbytnio opiniami otoczenia.

Poza tym... Jeśli robisz wartościowe rzeczy, zwłaszcza na planie artystycznym (np. rysunki), to zawsze znajdą się ludzie, którzy będą Ci tego zazdrościć i umniejszać wartość tego, co robisz. Olej to. Przejmowanie się takimi opiniami będzie tylko wypalać w Tobie energię, którą mogłabyś przeznaczyć na robienie fajnych rzeczy. Serio - szkoda na to krwi.  

Link to comment

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
  • Who's Online (See full list)

    • grzechu98
  • Popular Now

  • Najnowsze posty

    • grzechu98
      @Gloria Ale sam w sobie już jestem alertem, jeśli wszystko zbierzemy do kupy. Jeśli nie widziałem do tej pory np spojrzeń.  Tylko nie mam gdzie poznawać młodszych, gdyż na studia nie chodzę, dzienne i zaoczne. Zauważyłem, że dużo właśnie młodszych dziewczyn mało coś od siebie daje; prowadzi tak rozmowę bym ją prowadził i ciągle dawał. Facet introwertyk ma o wiele gorzej w tych sprawach.
    • Gloria
      Moim zdaniem, mógłbyś troszeczkę popracować nad dowartościowaniem się. Na pewno posiadanie dziewczyny nie może być wyznacznikiem tego, jakim człowiekiem jesteś. Co do samego poznawania kobiet, to trzeba by po prostu udać się w miejsca, gdzie kobiety można spotkać (w zasadzie może być to jakiekolwiek miejsce). Piszesz o rówieśniczkach - być może warto zapoznać się z młodszymi dziewczynami? W końcu one także nie powinny mieć dużego doświadczenia w relacjach damsko-męskich. Często zdarza się, że kobiety szukają starszych od siebie mężczyzn.
    • Gloria
      Słabo się znam, ale jak już mam coś wybierać to może przedział 14 - 17 lat?
    • grzechu98
      Nie wiem jaki sam jestem w skali 1-10. Nigdy nikogo nie pytałem o to, ale jeśli nigdy nie widziałem zaintesowania od drugiej strony, to znaczy że jestem odpadem genetycznym. Warsztów z moich ulubionych dziedzin brak w mojej okolicy. Przeglądam grupy na Facebooku z tym. Oswoilem się wokół kobiet dzięki tej pracy i poprzedniej, gdzie 90% kadry to kobiety w różnym wieku. Dwie tylko moje rówieśniczki. Nie biorę pod uwagę z pracy, bo romansowanie itp w pracy to się źle kończy.  Facet chodzący na prostytutki, pokazuje że nie jest pożądany przez kobiety. A kobiety z tego co widzę, wola tych, co kręci się wokół kobiety. Zresztą skreślamy jest facet, co ma 25 lat i "czystą kartkę" posiada.
    • yiliyane
      I to był błąd. Po pierwsze, skoro ich nie znałeś, nie mogłeś wiedzieć, czy były wolne. Po drugie, jeśli startowałeś do dziewczyn typu supermodelka, samemu będąc przeciętnym... to też nie mogło skończyć się dobrze. Nie zrozum mnie źle, to nie tak, że przeciętny mężczyzna nie może być z piękną kobietą. Tylko musi czymś to nadrobić. A trudno jest to nadrobić, jeśli kompletnie się wcześniej nie znaliście. Bo ona widzi tylko Twoją powierzchnię i wyłącznie na tej podstawie Cię ocenia. Aplikacje randkowe też bazują wyłącznie na wyglądzie. Niczym innym nie można się tam wykazać, więc przeciętni mają znacznie trudniej. I to dotyczy obu płci. Warto to zmienić. Nie po to, by podrywać wszystkie dziewczyny jak leci i a nuż się uda, a by nauczyć się czuć swobodnie w damskim towarzystwie. Gdy się nauczysz, będzie Ci dużo łatwiej poderwać jakąś dziewczynę. Może jakieś warsztaty, kursy, wykłady byłyby dobrym pomysłem? Jako rozwijanie swoich hobby i jako poznawanie nowych ludzi. Czy Twoi znajomi nie spotykają się czasem w szerszym gronie, tj. gronie mieszanym? Może warto byłoby na takie spotkanie pójść. Po to, żeby interakcje z płcią przeciwną były dla Ciebie równie proste jak interakcje z tą samą płcią. Żadna koleżanka z pracy Ci się nie podoba? Mielibyście wspólny punkt zaczepienia. Mógłbyś którąś zaprosić np. na lunch, jeśli macie lunchowe przerwy w pracy. To stereotyp. Chociaż też zależy w jakim środowisku się obracasz. Normalna, zdrowa psychicznie, dojrzała kobieta, szukająca stałego związku będzie chciała wspierającego partnera, który umie słuchać i chce pomagać. Trudno mi to oceniać z medycznego punktu widzenia, ale z punktu widzenia kobiety mężczyzna chodzący na prostytutki jest mało ciekawą partią. Jak rozwiązać ten problem, może by Ci seksuolog doradził. Ja niestety w kwestii medycznej nic Ci nie powiem.
  • Recent Status Updates

    • Lina_Evi

      Lina_Evi

      Witam ponownie.
      · 2 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      Serdecznie z tego miejsca pozdrawiam Wydział Ruchu Drogowego Komendy Powiatowej Policji w Starachowicach. Buziaczki <kiss> <kiss>
      · 0 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      Witam Was ponownie po rocznej nieobecności.
      · 5 replies
    • Kerosine

      Kerosine

      Ku pamięci wszystkich naszych bliskich, którzy nie mogą - już nie - zasiąść z nami do wigilijnego stołu i dla wszystkich tych, którzy musieli w kończącym się właśnie roku z kimś pożegnać. Czasami nie to, co jest, a to czego nie ma jest bardziej niż to, co jest.
      · 0 replies
    • Pizzaro

      Pizzaro

      Czy jest tutaj życie?
      · 4 replies
  • Popular Contributors

    1. 1
      yiliyane
      yiliyane
      4
    2. 2
      wolnaczeczenia
      wolnaczeczenia
      2
    3. 3
      Celt
      Celt
      2
    4. 4
      wabbit
      wabbit
      1
    5. 5
      Weronika
      Weronika
      1
  • Top użytkownicy (7 dni)

    yiliyane
    yiliyane
    6 posts
    Kerosine
    Kerosine
    5 posts
    grzechu98
    grzechu98
    4 posts
    Celt
    Celt
    3 posts
    MightyWozz
    MightyWozz
    2 posts
    Gloria
    Gloria
    2 posts
    Olcia15273
    Olcia15273
    1 post
  • Top użytkownicy (miesiąc)

    Kerosine
    Kerosine
    24 posts
    Celt
    Celt
    17 posts
    yiliyane
    yiliyane
    13 posts
  • Top użytkownicy (rok)

    Kerosine
    Kerosine
    480 posts
    yiliyane
    yiliyane
    440 posts
    wardrum
    wardrum
    163 posts
×
×
  • Create New...
Please Sign In or Sign Up