Baka_tako

"Chyba tylko duzo placze"

Recommended Posts

Moja internetowa znajoma bardzo cierpi i nie wiem jak jej pomoc. Przesadnie sie wszystkim stresuje. W okresie probnych matur nie odzywala sie do mnie przez trzy dni. Juz tydzien przed mowila mi, ze jest jej z tego powodu niedobrze. Regularnie nie spi po nocach. Kiedy pytam dlaczego, odpowiada, ze nie wie. Ze po prostu nie przychodzil jej sen. Kazde niepowodzenie wyolbrzymia do nie wiadomo jakiej skali. Cos nie idzie po jej mysli - wpada w szal. Jedna nieudana praca powoduje kryzys jej tworczosci na conajmniej kilka dni (pisze i maluje obrazy, przy czym ciagle porownuje sie z innymi przez przeklete social media). Nienawidzi szkoly. Caly czas musi sie uczyc. Wiem, ze duzo placze. Generalnie ma trudny charakter. Jest klotliwa i uparta. Latwo ja rozdraznic. Zdaje sobie sprawe, ze to dlatego, ze cierpi, dlatego zawsze wybaczam jej wybuchy i mimo ze mnie rani, jestem wyrozumiala. Niestety inni tego nie rozumieja - wszelkie poprzednie internetowe znajomosci konczyly sie u niej katastrofa, ludzie nie potrafia jej wybaczyc, choc ona strasznie ich potem za to przeprasza. Zaluje, bo nie kontroluje wlasnego gniewu. Obwinia sie za to do tej pory. Rozpamietuje dawne znajomosci, przeglada zdjecia w telefonie, wmawia sobie, ze to jej wina. Ale gdyby ktos chcial, to zostalby mimo wszystko, prawda? Tak jak ja. Nie zamierzam jej opuscic. Chce jej pomoc. Tylko jak?

Proponowalam wiele rzeczy. Wizyta u psychologa - "dam sobie rade sama", "ja nie mam depresji, chyba tylko duzo placze". Rozmowa z rodzicami - "straca moje zaufanie", "zrozumieja, ze nie mowie im wszystkiego". Ma tez liczne kolezanki. Spotykaja sie regularnie. Wiem, ze dobrze z nimi zyje, ale z jakiegos powodu nie chce ich nazywac przyjaciolkami ("nie moge im zaufac", "dziekuje im za prezenty, jestem naprawde wdzieczna, ale wiem, ze to nie od serca"). W maju stracila psa. Gdy jakis czas temu odszedl z jej ulubionego zespolu jeden czlonek, plakala cala droge do szkoly i nie mogla sie pozbierac przez dobry miesiac (kocham rownie mocno ten zespol, ale nie przezywalam tego tak jak ona. Mysle ze jest za wrazliwa). Wlasnie wtedy zlapal ja nerwobol. Pojawia sie czesto, gdy jej emocje siegaja apogeum. Ona twierdzi, ze spoczywa na niej fatum. Nie wierzy, ze moze byc jeszcze dobrze. Z tego, co mowi, to trwa juz 6 lat i nikt poza mna o tym nie wie. Zasugerowalam raz, ze moze miec nerwice to, sie zdenerwowala i powiedziala, ze mam nie wymyslac jej chorob (zdaje sobie sprawe, ze to bylo niemadre posuniecie, ale chcialam sprobowac). Mowi, ze po prostu ma taki charakter. Ze tego nie da sie zmienic, jest nienormalna i tyle.

Powiedzcie... co ja moge dla niej zrobic? Moze sa tu osoby, ktore przezyly lub przezywaja to samo. Czego mam unikac? Jak sie zachowywac? O co pytac i o co nie pytac, zeby jej nie zrazic? W jaki sposob moge ja przekonac do wizyty u psychologa albo do rozmowy z rodzicami? A moze jest jakis inny sposob? Choc wydaje mi sie, ze ona sama z tego nie wyjdzie...

Sama zamierzam pojsc wkrotce do psychologa, ale z zupelnie innego powodu (fobia spoleczna bardzo mnie dotyka). Moze w ten sposob ja jakos zachece? Moze jesli zobaczy, ze ja poszlam, to ona zrobi to samo? Boje sie, ze ktoregos dnia nie wytrzyma i zrobi sobie krzywde. Wyznala mi, ze myslala o tym, zeby sie zabic, ale doszla do wniosku, ze jest za slaba i nie bylaby w stanie. Poza tym nie chce dac innym satysfakcji.

Wiecie... Mialam kiedys kol, ktora sie ciela. Wyladowala w szpitalu psychiatrycznym po tym jak probowala sie powiesic. Aktualnie jest szczesliwa. Widze to w jej oczach. Ma wspanialych przyjaciol i poskladala swoje zycie w cudowna calosc. Skupila sie na nauce. Odnalazla pasje w historii i planuje przyszlosc. Myslicie, ze gdybym opowiedziala jej o tym przypadku, to uwierzylaby w odzyskanie wlasnego szczescia? Znam jeszcze kilka takich historii, z racji ze jestem dobrym sluchaczem i ludzie lubia mi sie zwierzac. Moze to tez by cos dalo?

Z gory dziekuje i przepraszam, ze tak dlugo :c

Share this post


Link to post

Wpierw muszę zadać Ci kilka ważnych pytań...
1. Czy poznałaś tę znajomą w świecie realnym? Znasz jej rodziców?
2. Czy w tej relacji dostrzegasz jakąś wzajemność? Czy ona pyta (i rzeczywiście się tym interesuje) co u Ciebie? Czy okazuje, że jej na Tobie zależy? Czy kiedykolwiek wysłuchała Twoich problemów, wsparła Cię w potrzebie?
3. Czy znajoma okazuje Ci jakąkolwiek wdzięczność za okazywaną troskę? 
4. Czy w kontaktach ze swoją znajomą sama odczuwasz stres, strach? Boisz się co u niej? Ze zniecierpliwieniem wyczekujesz aż ona napisze?
5. Czy na rzecz pomocy swojej znajomej odkładasz na bok własne życie? Czy koncentrujesz się na jej problemach, zaniedbując swoje, poświęcając relacje z innymi ludźmi, pasje, dobre samopoczucie?

Jeżeli odpowiedzi na pytania numer 2 i 3 są przeczące, a na pytania 4 i 5 twierdzące, to znaczy, że wpadłaś w toksyczną relację. To znaczy, że ona, skoncentrowana w stu procentach na sobie, nawet nie zauważy, kiedy pociągnie Cię na dno razem ze sobą. Nie jesteś jej matką, psychologiem ani psychiatrą. Nie jesteś też jej aniołem stróżem ani Bogiem. Nie masz mocy czynienia cudów. Jeżeli ona nie zechce udać się po pomoc do specjalisty, to żadną siłą jej nie zmusisz. Nie pomogą prośby ani groźby. Jedyne, co osiągniesz, to to, że sama doprowadzisz swoją psychikę do takiego stanu, w którym będziesz musiała skorzystać z fachowej pomocy. Relacja z nią, zamiast polegać na wzajemności, będzie polegać na tym, że ona uzależni Cię od siebie, jednocześnie nie dając z siebie nic. Jej przyjaciele nie odwrócili się od niej dlatego, że byli źli i nie mieli w sobie empatii, tylko dlatego, że to zachowanie Twojej znajomej przekracza wszelkie akceptowalne granice. Powiem Ci, tak na marginesie, że sama byłam w bardzo podobnej sytuacji co Ty. I skończyło się na tym, że osoba, której latami pomagałam własnym kosztem, odwróciła się ode mnie i zrzuciła winę za wszystkie swoje nieszczęścia na mnie. Twój przypadek jest tak podobny do mojego, że ośmielam się stwierdzić, że najprawdopodobniej skończy się tak samo. Oddasz jej wszystko, co masz, i zostaniesz z niczym. Nie idź tą drogą. Pamiętaj, że nawet w ratownictwie jest taka zasada, że najpierw należy zadbać o bezpieczeństwo ratującego, a potem ratowanego. Inaczej zamiast jednej ofiary będą dwie.

Share this post


Link to post

1. Nie poznałam jej w realnym świecie. Nie znam też jej rodziców. Wiem tylko tyle, co mi opowiada. Chyba nie są tacy źli. Na pewno ma lepszy kontakt z mamą.

2. Nie pyta co u mnie, ale ja też jej nie pytam. Nasze rozmowy opierają się głównie na sztuce, muzyce, czytaniu książek. Nie zdajemy sobie relacji z przebytego dnia. Może trochę ponarzekamy na szkołę. Ta znajomość jest dość specyficzna. Jednak jeśli mam jakiś problem i potrzebuję wsparcia, to zawsze mogę na nią liczyć. Powiedziałam jej rzeczy, o których nie ośmieliłam się nikomu wspomnieć. Zawsze mnie wysłucha, służy dobrą radą, wiem, że mnie nie zlekceważy i że mogę jej zaufać. Naprawdę widzę, że się stara i chce być dla mnie dobrą przyjaciółką. Rozumie mnie lepiej niż nikt inny. Na pewno jej zależy. Tylko gdy kończymy taki temat, to później zachowuje się tak, jakby nigdy go nie było. Nie zapyta na przykład następnego dnia, czy udało mi się coś zrealizować albo czy dalej źle się czuję. Jeśli sama nie zacznę, to prawdopodobnie już do tego nie wróci. W odwrotną stronę też staram się tak postępować, aczkolwiek zdarza mi się zapytać ją od czasu do czasu o samopoczucie.

3. De facto nie powiedziała nigdy "dziękuję ci za troskę" albo "to miło, że się troszczysz". Ale robi dla mnie wiele miłych rzeczy. Każde jej opowiadanie jest pisane z myślą o mnie (zależy jej bardzo, żeby mi się podobało), wykonała dla mnie rysunek, zawsze zostawia ciepłe komentarze pod moimi pracami. Jest wdzięczna. Wiem o tym. Może po prostu nie zawsze potrafi powiedzieć o tym wprost. Woli pokazać to w inny sposób. W każdej innej sytuacji naturalnie pada słowo "dziękuję".

4. Czasami boję się wysłać jej wiadomość, bo nie wiem jak zareaguje. Bywa, że atmosfera między nami staje się strasznie napięta, a wtedy staram się wszystko załagodzić, nawet kosztem własnej dumy. Krwawi mi serce, kiedy sprawia mi przykrość, ale mówię sobie, że to tylko przypływ chwili, że ona nad tym nie panuje, że wcale nie ma tego na myśli. Dwa razy nasza znajomość wisiała na włosku i wywołało to u mnie histerię. Dosłownie nie mogłam się uspokoić. Mam takie cholerne poczucie, że nie wolno mi jej zostawić. Że każdy ją zostawił i ja nie mogę być jak wszyscy. Wiem jak to brzmi. Jestem totalnie naiwna i powinnam dać sobie dawno spokój. Ale czy tacy ludzie też nie zasługują na miłość? Każdy patrzy tylko na własny czubek nosa i nie zauważa, że ten człowiek cierpi. Że może nie jest zły, ale niewyobrażalnie smutny. Łatwo jest oceniać i oskarżać, kiedy nie widzi się całego obrazka. Potwór nie jest potworem, kiedy się go kocha. I zdaję sobie sprawę, że wychodzę teraz na totalną ofiarę, która wplątała się w toksyczną relację. Ale hej, mój stosunek ostatnio się zmienił. Nie przeżywam tak jak kiedyś, staram się przyjmować rzeczy na chłodno. A to, że mi zależy na osobie, która tak wiele dla mnie zrobiła, to chyba naturalne. Ufam jej jak nikomu innemu. A ona ufa mnie. Wspieramy siebie nawzajem. To naprawdę cudowny człowiek, który zasługuje na odrobinę zrozumienia.

5. Zdarzyło się, że nie poszłam z jej powodu do szkoły, ale to było dawno temu i teraz wiem, że moja reakcja była przesadna. Nie powtórzę więcej tego błędu. Kontaktów z innymi ludźmi to ja nie mam, więc nie ma czego zaniedbywać. A jeśli chodzi o pasje to wręcz przeciwnie - zainspirowała mnie do malarstwa i aktualnie tworzę własne obrazy, co jest raczej na plus.

To wszystko źle wygląda... prawda? Ja sama to widzę. Ale co ja mam zrobić? Porzucić własne ideały i zachować się tak jak wszyscy? Zostawić ją samą i powiedzieć "radź sobie sama, nie chcę cię więcej znać"? Kiedy ja ją nadal lubię... nie chcę takiego rozwiązania... Jestem jedyną osobą, której ona ufa. Jedyną, która jej nie zawiodła. Złamię jej serce. Sobie zresztą również. Nie czuję się w żaden sposób gotowa.

Share this post


Link to post

@Baka_tako: Z tego co napisałaś wynika, że ta znajoma jest niezrównoważona psychicznie i emocjonalnie. I jest toksyczna i prawdopodobnie wręcz chora psychicznie. I że gdy będziesz kontynuować z nią znajomość, to najpewniej skończy się to źle również dla Twojego zdrowia psychicznego. Więc lepiej by było, gdybyś w trosce o własne zdrowie psychiczne zostawiła ją i przestała się nią przejmować. Przecież nie jesteś dla niej terapeutką. Lepiej niech ona najpierw się wyleczy, a najwyżej dopiero później ma z Tobą kontakty. Możliwe, że ona uzależniła Cię od siebie psychicznie, skoro twierdzisz, że złamałabyś serce jej i sobie, gdybyś zerwała z nią kontakty. Więc lepiej zerwij kontakt na tym etapie, dopóki jeszcze możesz, i nie brnij w to dalej. Możesz postawić jej sprawę jasno: "Twoja relacja ze mną jest toksyczna i odbija się źle na moim zdrowiu psychicznym, więc dopóki stan Twojego zdrowia psychicznego się nie poprawi, dopóty nie mogę kontynuować z Tobą kontaktów". Moim zdaniem, warto się przemóc i przełamać i zrobić właśnie to. Nawet jeśli mówisz, że nie jesteś na to gotowa. Naprawdę nie warto tracić zdrowia psychicznego na taką relację. Lepiej utrzymywać kontakty z kim, kto Cię nie rani, kto jest zrównoważony emocjonalnie i kto nie wchodzi z innymi w toksyczne relacje.

  • + 1

Share this post


Link to post
O 9.02.2020 at 13:18, Celt napisał:

@Baka_tako: Z tego co napisałaś wynika, że ta znajoma jest niezrównoważona psychicznie i emocjonalnie. I jest toksyczna i prawdopodobnie wręcz chora psychicznie. I że gdy będziesz kontynuować z nią znajomość, to najpewniej skończy się to źle również dla Twojego zdrowia psychicznego. Więc lepiej by było, gdybyś w trosce o własne zdrowie psychiczne zostawiła ją i przestała się nią przejmować. Przecież nie jesteś dla niej terapeutką. Lepiej niech ona najpierw się wyleczy, a najwyżej dopiero później ma z Tobą kontakty. Możliwe, że ona uzależniła Cię od siebie psychicznie, skoro twierdzisz, że złamałabyś serce jej i sobie, gdybyś zerwała z nią kontakty. Więc lepiej zerwij kontakt na tym etapie, dopóki jeszcze możesz, i nie brnij w to dalej. Możesz postawić jej sprawę jasno: "Twoja relacja ze mną jest toksyczna i odbija się źle na moim zdrowiu psychicznym, więc dopóki stan Twojego zdrowia psychicznego się nie poprawi, dopóty nie mogę kontynuować z Tobą kontaktów". Moim zdaniem, warto się przemóc i przełamać i zrobić właśnie to. Nawet jeśli mówisz, że nie jesteś na to gotowa. Naprawdę nie warto tracić zdrowia psychicznego na taką relację. Lepiej utrzymywać kontakty z kim, kto Cię nie rani, kto jest zrównoważony emocjonalnie i kto nie wchodzi z innymi w toksyczne relacje.

Wszystko to racja i wszystko to prawda, ale... jeśli rzeczywiście ta osoba jest "niezrównoważona i chora psychicznie", tym samym: jej kontrola nad swoim zachowaniem w zasadzie równa się zeru, skazujesz ją w tym momencie na dość jednoznaczny los. Ja wiem, że z punktu widzenia tej drugiej strony najzdrowszą [ba, jedyną zdrową] opcją jest zerwanie jakichkolwiek kontaktów, czy jednak nie świadczy to zarazem w jakimś stopniu, że pewni ludzie są rzeczywiście... gorsi? Oczywiście, wszystko zależy tu od prawidłowej oceny sytuacji i rozpoznania, czy istotnie mamy do czynienia z aż tak drastycznym przypadkiem - co przy utrzymywaniu kontaktu jedynie drogą internetową musi być szczególnie trudne.

@Baka_tako, jesteś osobą, która zna swoją znajomą najlepiej. Tylko Ty możesz tak naprawdę ocenić sytuację [skoro ona - jak wynika z tego, co napisałaś - nie mówi swoim rodzicom w gruncie rzeczy nic...]. Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem byłaby ingerencja osób trzecich, uczciwie jednak przyznam, że nie mam pomysłu w jaki sposób należałoby sensownie ją przeprowadzić.

Share this post


Link to post

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!


Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.


Sign In Now

  • Similar Content

    • Lisa June
      By Lisa June
      Miałam chłopaka, ale on zerwał ze mną ponad pół roku temu, chodzę z nim do klasy. Dzięki niemu zapoznałam się lepiej z chłopakami z naszej klasy. Jest kilku z nich którzy mam wrażenie podkochują się we mnie:
      Sebastian - jest moim "wrogiem" cały czas mi dokuczał i wyzywał, ale teraz zrobił się milszy i mówi do mnie o coraz dziwniejszych tematach. 
      Maks - jest moim przyjacielem coraz częściej i śmielej ze mną rozmawia. 
      Tzw. "Brukwa" - lubię go, ale nie za bardzo jest bardzo wysoki, z dziewczyn rozmawia tylko ze mną. 
      Również tzw. "cherry" (mój były) - jest przystojny, ma fajny charakter, mówi do mnie tak jabyśmy nadal byli razem. W sumie to nawet nie wiem czemu ze mną zerwał. 
      Nie wiem co mam z tym zrobić. No i to na tyle liczę na waszą pomoc, nie wiem co mam robić wtakiej sytuacji, więc na razie po prostu z nimi gadam i nie ingeruję w sprawę. Sprawę powierzam w wasze ręce. 
    • Baka_tako
      By Baka_tako
      Hej, wszystkim. Temat jest dla mnie dosc trudny, wiec pozwolcie, ze przejde od razu do rzeczy. Otoz jakis czas temu chcialam napisac wlasna ksiazke, ale zamiast tego popelnilam plagiat. Wiem. Istne okropienstwo. Ale pamietam, ze na samym poczatku nie widzialam w tym niczego zlego. Pozmienialam sporo rzeczy, nadalam tej opowiesci calkiem inny charakter i nowych bohaterow. Ale nigdy nie przypuszczalam, ze "moja" ksiazka zyska w internecie tak ogromna popularnosc. Cieszylam sie, czytajac mile komentarze. Potrzebowalam uznania. Dostawalam pochwaly, ktorych nigdy wczesniej nie moglam uslyszec. Ostatnio jednak ruszylo mnie sumienie i po raz pierwszy od dluzszego czasu zaczelam czuc ogromny strach. Zrozumialam, ze jesli wszystko sie wyda, bede skonczona. A wszelkie pochwaly kierowane pod moj adres stracily nagle znaczenie. Bo to nie jest moja praca. To nie mnie nalezy sie to cale uznanie. Czuje sie przez to tylko coraz gorzej. Najchetniej usunelabym wszystko i zwyczajnie zniknela z Wattpada, ale nie moge. Tak. Ciezko mi z tego zrezygnowac. Ale chodzi tez o cos innego. Otoz dzieki "mojej" ksiazce poznalam dwie wspaniale osoby. Chyba moge powiedziec, ze zrodzila sie miedzy nami przyjazn. Jesli usune swoja ksiazke, pojawi sie mnostwo pytan, a przeciez nie moge wyznac prawdy... Znienawidza mnie. To klamstwo zlamie im serca i strace jedyne osoby, ktore podtrzymuja mnie jeszcze przy zyciu. Z drugiej strony nie chce zyc w klamstwie, zwlaszcza, ze dzis ktos je odkryl i naprawde sie boje, ze to sie za chwile rozdmucha. Co powinnam zrobic? Jestem miedzy mlotem a kowadlem. Oba wyjscia wydaja sie tragiczne w skutkach. A wspomne jeszcze, ze prowadze tam artbooka, ktory sprawia mi ogromna radosc, i usuwajac konto, musialabym z niego zrezygnowac.
    • bluecake100
      By bluecake100
      Witam,
      Coraz częściej dręczy mnie brak radości lub jakiejkolwiek satysfakcji w życiu. Jedyny moment, w którym czuję się dobrze, to przy moich znajomych. To tam jestem prawdziwym sobą i czuję prawdziwe szczęście, lecz jest to jedynie tymczasowe uczucie. Natychmiast po opuszczeniu towarzystwa powracam do stanu pierwotnego oraz mam wrażenie, że jestem niepotrzebny. Zwracam się do was z pytaniem: co robić? Nawet przy rodzicach nie czuje się w pełni szczęśliwy. Z góry przepraszam jeśli ten temat wygląda niechlujnie, lecz pisze to na szybko. 
    • def750
      By def750
      Zaznaczę że napiszę ten post w formie opowiadania kawałka mojego życia w latach 2011-2017
      Była wiosna 2011, miałem 11 lat Nudziłem się i pogrywałem jak każdy inny w znaną klockową grę o nazwie "Minecraft". Kiedyś na serwerach były popularne gierki typu: Konkurs skinów, rodzinka itp. W ten sposób poznałem dziewczynę o imieniu Wiktoria. Graliśmy właśnie w tą znaną "rodzinkę" i żeby było wygodniej się komunikować jak każdy w tamtych czasach podaliśmy sobie skype`a. Wymienialiśmy się  coraz większą ilością informacji, poznaliśmy swoje imiona, po ile mamy lat lub w jakich województwach mieszkamy. Nic szczególnego, miała tyle samo lat co ja itd. W tym momencie przejdę do dalszej części historii.
      W 2013 roku znaliśmy się bardzo dobrze i byliśmy dobrymi przyjaciółmi, jedynymi przyjaciółmi. Dlaczego? Ponieważ żadne z nas nie miało żadnych przyjaciół poza sobą ja byłem agresywnym w szkole ale spokojnym poza chłopakiem a ona typową nieśmiałą dziewczyną. Mimo że dzieliła nas odległość 200 km, no właśnie dlaczego 2013...? Otóż tym roku wymieniliśmy się lokalizacjami zamieszkania, co ciekawe ona mieszkała dokładnie w tym samym mieście co mój tata.  Już następnego roku podczas ferii zimowych spotkaliśmy się po raz pierwszy, nigdy się wcześniej nie widzieliśmy. Ona była śliczna ciut drobną blondynką z długimi włosami o niebieskich oczach a ja (dziwnie brzmi w tym miejscu opis siebie, wiem) trochę przygrubym chłopakiem o ciemnych blond włosach i niebiesko-szarawych oczach. Spotykaliśmy się codziennie gadaliśmy bawiliśmy się graliśmy razem, jak przyjaciele. Następne 3 lata wspominam bardzo ciepło. Niestety nic nie trwa wiecznie...
      Nastała wiosna 2017 roku, Wtedy wiktoria przyjechała do mojego miasta, do Łeby. Było to 10 marzec, spotkaliśmy się około godziny 16 w parku i usiedliśmy na ławce i zaczęliśmy rozmawiać jak zawsze, w końcu rozmowy ucichły siedzieliśmy tak przez 10 minut nic nie mówiąc patrząc się w niebo i rozmyślając, w końcu zapytała mnie co bym zrobił jeżeli by się we mnie zakochała, ja nie wiedziałem co odpowiedzieć więc po prostu siedziałem cicho. Po chwili wyznała mi miłość i mnie przytuliła; Siedziałem wtedy chicho i nie wiedziałem co powiedzieć ponieważ od kilku lat byłem dość nieśmiały; Odwzajemniłem to uczucie i oboje się przytuliliśmy oboje płacząc i nie wiedząc co do siebie nawet powiedzieć. Reszta dnia minęła bardzo szybko przez ilośc emocji w tamtym momencie nie pamiętam co robiliśmy, lecz rzecz która mi najbardziej zapadła w pamięć to spacery ulicą szkolną, nabrzeża oraz spacer plażą wieczorem. I tutaj właśnie ten wątek o tym że nic nie trwa wiecznie. Dwa dni później (13 marca, poniedziałek) wracając do swojego miasta na drodze Słupsk-Darłowo miała wypadek samochodowy. Kiedy dowiedziałem się o tym godzinę później od jej ojca wybiegłem ze szkoły ubrałem się i z jak największą prędkością pojechałem do szpitala w Słupsku. Była na oiomie. 13 godzin później wpuścili mnie do niej, Ja zdruzgotany wszystkimi emocjami w tamtym momencie. Nie wiedziałem co powiedzieć jak zawsze i żałuj tego z całego serca i nadal nie mogę się z tym pogodzić, jedyne co mogłem zrobić to przytuliłem się do niej i modliłem się by nic się nie stało niestety o godzinie około 3 pożegnaliśmy się po raz ostatni, Wiktoria O w wieku 17 lat odeszła z tego świata na zawszę. Popadłem w depresję próbowałem popełnić samobójstwo 7 razy. Teraz jest to huśtawka nastrojów nie wiem co ze sobą zrobić a psycholog ani psychoterapeuta mam wrażenie że mnie nie rozumieją.
      Wyżaliłem się tu bo nie mam komu innemu, jestem beztalenciem który nie potrafi z siebie wyrzucić emocji. I mam pytanie teraz co ciebie osobo która to czyta, czy był byś w stanie mi dopomóc i mnie wesprzeć, może miałeś podobną sytuację w życiu, proszę jeżeli możesz podziel się nią, dziękuję bardzo.
    • krzych00
      By krzych00
      Witam. Niespełna trzy lata temu poznałem taką jedną koleżankę(a może raczej przyjaciółkę), która jest ode mnie 3 lata młodsza, ma 16 lat i za tydzień kończy gimnazjum. Mam z nią idealne relacje, jeszcze nigdy nie miałem z nią żadnych zatargów, nigdy się z nią nie pokłóciłem Jest bardzo miła i sympatyczna wobec mnie. Bardzo dużo ze sobą rozmawiamy, nigdy nie brakuje nam ciekawych tematów do rozmowy, lubimy sobie pożartować. Czuję, że mogę jej zaufać, zwierzyć jej się z problemów. Zawsze mnie pocieszy, kiedy mam doła, oraz kiedy jestem w trudnej sytuacji(ona też mi się nieraz zwierza), zrozumie mnie, doradzi, nie wyśmiewa mnie, lubi mnie takiego jakim jestem. Czuję, że dzięki niej zapominam o problemach i mogę na nią liczyć, jest szczera i lojalna wobec mnie. Zawsze przyjemnie nam się rozmawia. Cieszę się z każdego jej sukcesu, tak samo jak ona z moich sukcesów. Trzymała kciuki, żebym zdał matmę, ja też trzymałem kciuki, żeby miała średnią 5.0 na koniec roku. Spędzam z nią dużo czasu, nieraz pójdę z nią na lody, pizzę, na spacer czy na zakupy. Mieszkamy niedaleko siebie, więc pozwalamy sobie na odwiedziny, pouczymy się razem. Często ze sobą piszemy na Messengerze, nieraz powiemy sobie coś miłego, zazwyczaj na powitanie i na pożegnanie się przytulimy. Ona ma 16 lat, ale odnoszę wrażenie, że mam do czynienia, z prawdziwą i dojrzałą damą. Nigdy nie miałem tak wspaniałej przyjaciółki, ona jest dla mnie jak młodsza siostra. Różnica w wieku mi nie przeszkadza, ale trochę wstydzę się tego, że ona jest piątkową uczennicą, każdego roku ma średnią powyżej 5.0 i pasek na świadectwie, a ja jestem zwykłym przeciętniakiem, który co roku ma średnią około 3.5. Poza tym niewiele nas różni. Czy opisane powyżej relacje są na dobrej drodze do miłości? Bardzo chciałbym wyznać, co do niej czuję, ale jestem bardzo nieśmiały i mam pewne obawy: że to może zniszczyć naszą idealną przyjaźń, albo zawróci jej to w głowie i przeze mnie opuści się w nauce(chyba, że jej to nie przeszkadza). Dlatego pytam: czy idzie coś w kierunku miłości? I jak sobie poradzić z nieśmiałością, przełamać się i porozmawiać z nią o chodzeniu i miłości? A może jednak pozostać jeszcze przy przyjaźni?
  • Who's Online (See full list)

    • mw2
    • Shady-Lane90
    • Vertigos
  • Chatbox

    Load More
    You don't have permission to chat.
  • Recent Status Updates

    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy  »  Shady-Lane90

      · 8 replies
    • Shady-Lane90

      Shady-Lane90  »  Filip

      Trzymam magiczne kciuki! Serduchem jestem z Tobą Fifi! Pamiętaj, że jak coś, to ściągamy odszkodowanie! ;D 
      · 9 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      "Żyję w kraju, w którym wszyscy chcą mnie zrobić w ch*ja. Za moją kasę."
      · 4 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy  »  Shady-Lane90

      · 9 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      Chińska klątwa brzmi: "Obyś żył w ciekawych czasach.".
      I my faktycznie żyjemy w ciekawych czasach.
      · 3 replies
  • Posts

    • Vertigos
      Comic book movies
      Rotten tomatoes xD Pomidory nigdy nie były dla mnie wyznacznikiem czy iść na film czy nie, bo sam system jest dziurawy. Mój główny problem jest taki, że RT promuje przeciętniaków. 100% może uzyskać film, który ma opinie w stylu "film ma swoje problemy, nie jest odkryciem na miarę filmów Kubricka ale wciąż ogląda się przyjemnie". Taka recenzja zaliczana jest do pozytywów. Natomiast film, który powiedzmy będzie odważniejszy, prowokacyjny i zmusi do myślenia, wtedy wiadomo że połowa recen
    • Shady-Lane90
      Najlepsze filmy XXI wieku
      Też nie obejrzałam  Tyle stracić  
    • Vertigos
      Najlepsze filmy XXI wieku
      @Shady-Lane90 Nie obejrzałem jeszcze więc się nie mogę wypowiedzieć :< 
    • Shady-Lane90
      Najlepsze filmy XXI wieku
      @Vertigos co Ty tam wiesz... tylko "Zenek" ;D!!! 
    • Vertigos
      Najlepsze filmy XXI wieku
      The best of the best of the best of XXI part 2:   2011 Koń Turyński Skóra, w której żyję The Artist Słodkich snów - jeden z lepszych hiszpańskich thillerów Intouchables Drive - bo klimat, zdjęcia i muzyka Melancholia   2012 Sugar Man Amour The Master Polowanie aka Dzieci nie kłamią Dredd Django Moonrise Kingdom Skyfall   2013 The Wolf of Wall Street