• Recently Browsing   0 members

    No registered users viewing this page.

michaelowax3

Czy życie w obecnych czasach jest łatwe?

Recommended Posts

Mówi się, że to my wariujemy... a czy nie jest tak, że przyszło Nam żyć w zwariowanych czasach?

Czy życie w obecnych czasach jest de facto łatwe? Czy sami nie potrafimy docenić aktualnych możliwości na każdym polu?

Może jest tego wszystkiego wręcz za dużo i ludzie się pogubili.. Czy faktycznie wszystko zależy od podejścia człowieka?

Niby wszystko obecnie się wydaje łatwiejsze a czy nie jest trudniejsze?

Share this post


Link to post
17 godzin temu, michaelowax3 napisał:

Czy życie w obecnych czasach jest de facto łatwe?

Życie nigdy nie jest łatwe.

Może być jedynie łatwiejsze biorąc pod uwagę choćby to, że na wyciągnięcie ręki mamy dostęp do niewyobrażalnej ilości - jeszcze do niedawna nierzadko pilnie strzeżonych - informacji oraz metod komunikacji pozwalających w jednej chwili połączyć się z bliskimi znajdującymi się na drugim końcu świata, zaś kobiety, osoby o innej barwie skóry, wyznające odmiennego Boga czy kochające inaczej posiadają [przynajmniej w teorii] takie same prawa co reszta. Zarazem jednak jest pod wieloma względami trudniejsze z powodu ogromnego i wciąż rosnącego tempa rozwoju cywilizacyjnego oraz przemian społecznych, za którym nie wszyscy nadążają czy znacznego zanieczyszczenia i dewastacji środowiska naturalnego.

Mimo wszystko, patrząc obiektywnie, świat oferuje znacznie lepsze warunki do życia w nim obecnie niż jeszcze sto lat temu, o wiekach dawniejszych nie wspominając - sama liczba zwiększającej się ciągle liczby jego mieszkańców jest tego dowodem.

17 godzin temu, michaelowax3 napisał:

czy nie jest tak, że przyszło Nam żyć w zwariowanych czasach?

Nawet jeśli tak jest - warto zaznaczyć, że ludzie z końca XIX stulecia myśleli o swojej epoce dokładnie to samo. Słynny fin de siècle... :rolleyes:

17 godzin temu, michaelowax3 napisał:

Czy sami nie potrafimy docenić aktualnych możliwości na każdym polu?

Często tak jest, niestety, chociaż to zjawisko - przynajmniej do pewnego stopnia - naturalne. Czy przeciętny Polak, reprezentujący społeczeństwo, w którym ponoć aż 1/3 wyprodukowanej żywności ulega zmarnowaniu zastanawia się nad jej potencjalną wartością dla człowieka Trzeciego Świata albo swego przodka nawet jeszcze z okresu komuny? Dostęp do oferowanych przez nasze czasy fantastycznych możliwości bynajmniej nie jest zresztą tak powszechny i równomierny jak można by sądzić.

17 godzin temu, michaelowax3 napisał:

Czy faktycznie wszystko zależy od podejścia człowieka?

Faktycznie, ale owo podejście nigdy nie jest czymś zależnym w 100% [czy nawet, pokusiłabym się o stwierdzenie... w większości] od danej osoby - zbyt dużą rolę odgrywają indywidualne predyspozycje genetyczne, czynniki środowiskowe i osobiste doświadczenia. Wolna wola to mit :rolleyes:

17 godzin temu, michaelowax3 napisał:

Niby wszystko obecnie się wydaje łatwiejsze a czy nie jest trudniejsze?

Być może jest po prostu inne. Mimo wszystko będę jednak bronić tezy, że świat może i w ostatecznym rozrachunku zmienia się pozytywnie, ale owe przemiany następują zbyt szybko i właśnie to tempo generuje większość współczesnych problemów.

Share this post


Link to post

Pokusiłabym się o stwierdzenie, że życie na początku XXI wieku jest łatwiejsze niż było kiedykolwiek w przeszłości. Chociażby z powodu:

  • dostępności takich udogodnień jak elektryczność, kanalizacja, ogrzewanie, klimatyzacja itp.
  • najwyższego w historii poziomu medycyny i higieny
  • powszechnego dostępu do edukacji
  • praw kobiet, braku niewolnictwa, względnej tolerancji wobec innowierców/ateistów i osób innej rasy oraz orientacji
  • możliwości i powszechności szybkiego przemieszczania się (samochody, pociągi, samoloty)
  • łatwego dostępu do różnych źródeł informacji
  • możliwości szybkiej i taniej komunikacji nawet z drugim krańcem Ziemi
  • braku wojen i wszechobecnej biedy w naszej części świata

Naprawdę, żyje nam się nieźle. A przynajmniej dużo lepiej niż w przeszłości. Owszem, jest wiele problemów, których współcześni ludzie jeszcze nie rozwiązali, a które naprawdę są palące. Ale w porównaniu z poziomem życia jaki był kiedyś, teraz żyjemy w niemalże luksusowym świecie. Nie chciałabym przenieść się wstecz ani o 50, ani o 100, ani, tym bardziej, o 500 czy więcej lat.

  • + 1

Share this post


Link to post

Owszem biorąc pod uwagę dostęp do ww. możliwości jest łatwiejsze.

Ale życie samo w sobie... Jest coraz więcej zaburzonych ludzi. Więcej nieszczęśliwych i pogubionych. Zatem czy poza możliwościami życie naprawdę jest łatwiejsze? czy tak jest tylko w teorii. Właśnie może nie zaznaczyłam, że w swoich przemyśleniach skupiłam się głównie na psychice ludzi aniżeli na innych aspektach.

Myślę, że w tej chwili idealnie nadaje się to nazwać pewnym znanym cytatem "co za dużo to niezdrowo". 

3 godziny temu, yiliyane napisał:

najwyższego w historii poziomu medycyny i higieny

Może i poziom jest ale czy dostęp? Moim zdaniem w tej materii akurat Polska wciąż ma duże braki w świadczeniu tych usług. Sam fakt ile to wszystko kosztuje. :unsure:

3 godziny temu, yiliyane napisał:

praw kobiet, braku niewolnictwa, względnej tolerancji wobec innowierców/ateistów i osób innej rasy oraz orientacji

Ponownie czy aby na pewno? Nie do końca to zaobserwowałam. Raczej według mnie szerzy się wala niechęci żeby nie nazwać tego gorzej wobec 'odmieńców".

Chyba faktycznie można uznać, że życie w tych czasach jest po prostu inne.

Jestem ciekawa czy rzeczywiście ludzie żyjący kiedyś gdzie były wojny i każdy bał się o każdy kolejny dzień czy nie będzie ostatnim zazdroszczą nam tych dobrodziejstw jakie mamy aktualnie. I dont think so.

  • + 1

Share this post


Link to post
51 minut temu, michaelowax3 napisał:

Jest coraz więcej zaburzonych ludzi. Więcej nieszczęśliwych i pogubionych.

Więcej o tym się słyszy, bo a) mamy lepszy dostęp do informacji, b) choroby psychiczne powoli przestają być tematem tabu. Kiedyś osoba z depresją to był nieudacznik, a schizofrenika albo zamykano w zakładzie dla obłąkanych, albo uważano go za opętanego przez diabła i palono. Choroby psychiczne nie pojawiły się na tym świecie w ostatnich dekadach. A i tak uważam, że lepiej jest mieć x procent społeczeństwa z depresją niż wojnę światową albo epidemię.

49 minut temu, michaelowax3 napisał:

Może i poziom jest ale czy dostęp? Moim zdaniem w tej materii akurat Polska wciąż ma duże braki w świadczeniu tych usług. Sam fakt ile to wszystko kosztuje. :unsure:

Oczywiście, że nie jest różowo, ale i tak dużo lepiej niż było w przeszłości. Kiedyś nawet nie było czegoś takiego jak NFZ, jeżeli człowiek chciał iść do lekarza, musiał sam za to zapłacić. Większości ludzi nie było stać na żadną opiekę zdrowotną.

55 minut temu, michaelowax3 napisał:

Ponownie czy aby na pewno? Nie do końca to zaobserwowałam. Raczej według mnie szerzy się wala niechęci żeby nie nazwać tego gorzej wobec 'odmieńców".

W porównaniu z przeszłością - tak. W porównaniu z tym, co być powinno - masz oczywiście rację. A że Polacy się radykalizują, to niestety prawda.

56 minut temu, michaelowax3 napisał:

Jestem ciekawa czy rzeczywiście ludzie żyjący kiedyś gdzie były wojny i każdy bał się o każdy kolejny dzień czy nie będzie ostatnim zazdroszczą nam tych dobrodziejstw jakie mamy aktualnie. I dont think so.

To zależy od człowieka. Psychika ludzka jest taka, że wybiela wspomnienia, żeby łatwiej było żyć z przeszłością. Dlatego większość starszych osób mówi, że kiedyś było lepiej, nawet jeżeli była wojna i głód. Bo tak działa ludzki umysł. Osobiście wolę współczesne udogodnienia (i ich ciemne strony) niż życie w ciągłym strachu, spadające bomby i pistolet przystawiony do głowy. 

Share this post


Link to post
O 18.10.2019 at 19:27, michaelowax3 napisał:

Czy życie w obecnych czasach jest de facto łatwe? Czy sami nie potrafimy docenić aktualnych możliwości na każdym polu? Może jest tego wszystkiego wręcz za dużo i ludzie się pogubili.. Czy faktycznie wszystko zależy od podejścia człowieka?

Myślę, że postęp technologiczny narzucił pewne podejście do różnych spraw, a szerzej do naszego światopoglądu. Tak samo pewne zachowania są niejako narzucane i w różnych środowiskach szeroko akceptowane i uznawane jako normalne. Być może momentami mamy za łatwo... nieograniczony dostęp do pożywienia, nieograniczony dostęp do zaspokajania swoich potrzeb... następnie rodzi się pytanie: co dalej? Co chcemy dalej robić? Czy wystarcza nam ten (iluzoryczny) świat czy może szukamy czegoś innego? 

Patrząc też na to z perspektywy dużych miast: nieustanny hałas, masa ludzi, wszędobylski harmider. Czy te czynniki zewnętrzne nie są stresogenne? Nawet można nie zdawać sobie z tego sprawy, ale wydaje mi się, że środowisko, w którym przebywamy, wpływa na nas. 

Wracając do pytania z początku: czy życie w obecnych czasach jest łatwe? Moim zdaniem jest łatwiejsze niż kiedyś (patrząc przez pryzmat historii), jednakże życie z pozoru może być łatwe, a z drugiej strony może przy tym brakować bliskich relacji. W ostatecznym rozrachunku prowadzi to do tego, że można żyć, korzystając z wszelkich dostępnych dobrodziejstw, a i tak to nie sprawi, że będziemy szczęśliwi (w pełni). Bo cała ta nowoczesność może być tylko przykrywką dla większych problemów. Niemniej prawda, można też czerpać korzyści z nowych technologii i dobrze sobie radzić w życiu. Także od podejścia człowieka dużo zależy.

Share this post


Link to post
O 19.10.2019 at 19:54, yiliyane napisał:

A i tak uważam, że lepiej jest mieć x procent społeczeństwa z depresją niż wojnę światową albo epidemię.

Heh, że tak powiem uczepiłaś się tych wojen ;) Jakby ktoś kiedyś miał na to wpływ. Było minęło - zostawić trzeba. A wojen to teraz nie ma? Może nie na tak wielką skalę ale one wciąż są. Wystarczy otworzyć oczy.

O 19.10.2019 at 19:54, yiliyane napisał:

choroby psychiczne powoli przestają być tematem tabu.

Ja osobiście tego nie zauważyłam. Ale jak masz na to jakieś przykłady to chętnie posłucham. Jak dla mnie wciąż ludzie boją się takich osób a wręcz niewiedza w tym temacie potrafi takiego człowieka w oczach danej osoby całkowicie skreślić. Znam to z autopsji więc nie jest to wyssane z palca. Skoro takie tematy rzekomo przestają być tematem tabu (nawet już nie tylko choroby psychiczne ale ogółem problemy) to czemu jest więcej samobójstw chociażby? Bo choć rzekomo ludzie mają dostęp by sięgnąć po pomoc brak wiedzy w tym temacie i ogólne przekonanie, że to coś be nie korzystają z tego.

O 19.10.2019 at 19:54, yiliyane napisał:

Kiedyś nawet nie było czegoś takiego jak NFZ

A czy NFZ jest aż tak niezbędny? Co z tego, że jest jak oczekiwanie by dostać się do specjalisty jest na tyle długie, że ostatecznie większość i tak decyduje się na wizytę prywatną. Teraz też nie wszystkich stać na opiekę medyczną także ten...

O 19.10.2019 at 19:54, yiliyane napisał:

Dlatego większość starszych osób mówi, że kiedyś było lepiej

A może faktycznie było lepiej bo ludzie się szanowali, doceniali każdy dzień, walczyli w imię wspólnej wartości, można było doświadczyć prawdziwej miłości, dobra, całej reszty. A teraz? no comment.

19 godzin temu, Gloria napisał:

nieograniczony dostęp do pożywienia, nieograniczony dostęp do zaspokajania swoich potrzeb

Dostęp jest ale czy większość ludzi stać na to aby uzyskać taki poziom życia jaki chcą? To ważna kwestia. Przecież w większości przypadków raczej jedynym ograniczeniem do tego aby właśnie zaspokajać swoje potrzeby jest kwestia braku środków.

 

19 godzin temu, Gloria napisał:

Co chcemy dalej robić? Czy wystarcza nam ten (iluzoryczny) świat czy może szukamy czegoś innego? 

W punkt. Większość z Nas na pewno zadaje sobie to pytanie nieraz. Co dalej chcemy robić.. A skoro jest tyle zagubionych duszyczek to odpowiedź nasuwa się sama - zdecydowanie taki świat nam nie wystarcza.

Jak dla mnie to w ogóle wszystko ma głębszy sens. A na pewno to wszystko co się dzieje nie jest po nic. Jest w tym jakiś ukryty cel.

 

  • + 1

Share this post


Link to post
16 minut temu, michaelowax3 napisał:

Heh, że tak powiem uczepiłaś się tych wojen ;) Jakby ktoś kiedyś miał na to wpływ. Było minęło - zostawić trzeba. A wojen to teraz nie ma? Może nie na tak wielką skalę ale one wciąż są. Wystarczy otworzyć oczy.

Bo wojna to jedna z najgorszych rzeczy, jaka może człowieka spotkać. Dlatego powinniśmy się cieszyć, że nas ona nie dotyczy. A że wojny wciąż są toczone, to prawda. Ale nie na skalę światową. Nie sądzę, żeby ktokolwiek z nas chciałby żyć w latach 1939-1945 na przykład. 

29 minut temu, michaelowax3 napisał:

Ja osobiście tego nie zauważyłam. Ale jak masz na to jakieś przykłady to chętnie posłucham. Jak dla mnie wciąż ludzie boją się takich osób a wręcz niewiedza w tym temacie potrafi takiego człowieka w oczach danej osoby całkowicie skreślić. Znam to z autopsji więc nie jest to wyssane z palca.

Pojedyncze przypadki, które znasz z życia, nie tworzą ogólnoświatowej reguły. Trzeba byłoby analizować statystyki, a te pokazują progres w porównaniu z ubiegłymi dekadami. Nie jest idealnie i jeszcze przez wiele lat nie będzie - bo na zmiany zakorzenionych od dziecka schematów myślenia trzeba czasu - ale jest lepiej niż było. Przecież tak należy w tym temacie porównywać, nie? To, co było z tym co jest. A nie to co jest z tym co być powinno.

20 minut temu, michaelowax3 napisał:

Skoro takie tematy rzekomo przestają być tematem tabu (nawet już nie tylko choroby psychiczne ale ogółem problemy) to czemu jest więcej samobójstw chociażby? 

Dlaczego odczuwamy, że jest więcej samobójstw?
1) Kiedyś samobójstwo było tak napiętnowane przez religie, a ludzie tak się bali piekła, że mało kto decydował się na ten krok. Brak pogrzebu na poświęconej ziemi, rodzina w niełasce, a przede wszystkim strach przed karą boską - to ludzi powstrzymywało. Choć wiadomo, że nie wszystkich.
2) Kiedy skończyła się walka o przetrwanie, zaczęły się problemy cywilizacyjne. Taka prawda. Kiedyś ludzie mniej skupiali się na swoim wnętrzu, bo codziennie musieli walczyć ze światem zewnętrznym. Czy chłop pańszczyźniany miał czas na rozmyślanie o swojej wrażliwości, jeżeli tyrał dla pana od rana do nocy, a on sam i jego rodzina przymierali głodem? Był zbyt zmęczony, żeby o tym myśleć, bo po prostu walczył, żeby przeżyć. A kiedy miał wolne, to się upijał. I tak życie się toczyło.
3) Mamy lepszy dostęp do informacji. Tak, znów piszę o tym samym. Kiedyś ludzie nie wiedzieli co się dzieje w sąsiedniej wsi, nie mówiąc już o drugim krańcu własnego kraju, kontynentu czy świata. Ich "świat" to była ich wieś i ewentualnie najbliższe miasteczko. I na takiej wsi, która miała stu czy dwustu mieszkańców, jak często zdarzały się samobójstwa? A teraz media donoszą nam o wszystkim - o wszystkich tragediach, które dzieją się nawet tysiące kilometrów stąd. I dlatego mamy wrażenie, że jest ich więcej.

33 minut temu, michaelowax3 napisał:

A czy NFZ jest aż tak niezbędny? Co z tego, że jest jak oczekiwanie by dostać się do specjalisty jest na tyle długie, że ostatecznie większość i tak decyduje się na wizytę prywatną. Teraz też nie wszystkich stać na opiekę medyczną także ten...

NFZ u nas nie działa prawidłowo, to fakt. Ale Polska to jeszcze nie cały świat, to raz. Pojedź chociażby do Czech i od razu zauważysz różnicę. Dwa, NFZ to przynajmniej jakaś szansa, której kiedyś w ogóle nie było. 

35 minut temu, michaelowax3 napisał:

A może faktycznie było lepiej bo ludzie się szanowali, doceniali każdy dzień, walczyli w imię wspólnej wartości, można było doświadczyć prawdziwej miłości, dobra, całej reszty. A teraz? no comment.

Nie generalizuj. Źli ludzie i patologia, np. w domu, to było zawsze. Tylko kiedyś to lepiej ukrywano. Bo to było tabu. Nie było rozwodów, bo kościół zakazał, i bo żona nie pracowała, więc nie miała dokąd iść. A to że facet pił i bił... to zamiatano pod dywan. I nie zgodzę się, że teraz nie ma szacunku, doceniania każdego dnia, walki w imię wspólnej wartości, miłości i dobra. To wszystko jest. Ale zło jest głośniejsze, bardziej medialne, lepiej się sprzedaje. To ludzie nie umieją dostrzegać dobra. Dobra, które nie znikło, tylko zostało przyćmione przez zło. Znów rola mediów się kłania ;) Bo to w mediach 99% wiadomości to różnego rodzaju tragedie. Pozytywne wiadomości nie sprzedają się tak dobrze jak te negatywne.

40 minut temu, michaelowax3 napisał:

Dostęp jest ale czy większość ludzi stać na to aby uzyskać taki poziom życia jaki chcą? To ważna kwestia. Przecież w większości przypadków raczej jedynym ograniczeniem do tego aby właśnie zaspokajać swoje potrzeby jest kwestia braku środków.

Nie chcę odpowiadać za Glorię, ale tak. W porównaniu z tym co było kiedyś. Jakość życia znacząco wzrosła. A uzyskanie poziomu życia jaki się chce, to kwestia ciężkiej pracy. Nie będziesz latać na Malediwy, żyjąc z zasiłków. Wakacje, drogie ciuchy czy samochód to nie jest podstawowa potrzeba człowieka. A tu była mowa o podstawach - jedzeniu, dachu nad głową, środkach czystości itp.

Share this post


Link to post

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!


Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.


Sign In Now

  • Similar Content

    • Od srodka martwa 17
      By Od srodka martwa 17
      Cześć, 
      nie chce od was współczucia, czy porad chciałabym wam tylko opowiedzieć przez co musialam przejść w moim 17 letnim życiu. Od urodzenia miałam przechlapane, ojciec porzucil mnie od razu po porodzie, mama przez odejście ojca załamała się i popadła w alkoholizm. W wieku 7 lat widziałam pierwsza próbę samobójczą mojej mamy, na szczęście bądź nie szczęście zakończyła się niepowodzeniem, uratowałam jej życie tym, że pobieglam po mojego o 12 lat starszego brata (oczywiście mama nie była w tamtym momencie trzeźwa) a on wyrwał jej nóż, którym chciała się zabić. Ale to jeszcze nie wszystko, bo za każdym razem kiedy była pijana to robiła awantury, w których wgl się nie hamowala, alkohol powodował nawet to że uderzyła niejednokrotnie moje starsze rodzeństwo (mam jeszcze o 8 lat starsza siostrę). Kiedy moja siostra zaszła w ciążę miała 18 lat wtedy ja miałam 10 lat, mama zaczęła zostawiać nas same w domu, bez pieniędzy na jedzenie czy cokolwiek. Nie było nam łatwo wypytywalam moja siostrę o moja mame, ona nie widziała co ona ma mi powiedzieć na temat tego gdzie ona jest gdy jej nie ma w domu, więc zbywala mnie innym tematem. Po porodzie mojego siostrzenca, ten cały alkoholizm uspokoił się, mama pila ale tylko max 2 piwa wieczorem mój siostrzeniec był jej najważniejszą osobą w życiu, która byłam ja dopóki on się nie urodził. byłam zazdrosna ale i tak bardzo kocham tego małego zgreda, tylko on potrafi wywołać u mnie uśmiech nawet gdy moja choroba przejmuje władze nademna. (Moja choroba jest choroba psychiczna, a dokładniej choruje na zaburzenia osobowości i zachowań) ale teraz jeszcze nie o mnie. A wiec gdy moja siostra poznała swojego obecnego męża, mama zaczęła znowu pić coraz wiecej i wiecej. Pewnego razu zrobiła znowu awanturę, która widział i słyszał mój malutki siostrzeniec, pamiętam jak bardzo był wtedy przerażony i jak bardzo wtedy płakał nie mogłam go uspokoić tulilam go z całych sił nie pokazywalam żadnych oznak strachu czy przerażenia, nie chciałam go zostawić nawet na sekundę samego spalam z nim nawet gdy awantura ustala. Nie cały miesiąc później moja siostra się wyprowadziła i wtedy zostałam sama z moja mama. Wtedy zaczął się koszmar z którym musialam sobie poradzić aama. Mama zaczęła obwiniac mnie za wszystko, wypowiedziala wiele przykrych slow skierowanych do mojej osoby, mówiła ze mogła zrobić to co mój ojciec jej kazał zanim mnie urodziłam, kazał jej usunąć ciaze, chciał  żebym nigdy się nie urodziła, za każdym razem mówiła mi ze jestem beznadziejna i ze do niczego się nie nadaje się do niczego. Półtorej roku temu poznała takiego faceta związała się z nim, miałam nadzieje ze zmieni się cala ta pojebana sytuacja, ale zaczęło być jeszcze gorzej. Zaczela zostawiać mnie sama w domu, bez pieniędzy bez niczego. Nie raz zostawalam sama na calutki tydzień, nie raz musialam radzić sobie z jednym chlebem i pasztetem, i musialam zająć się jeszcze zwierzętami które miałam w domu czyli św pamięci psa, drugiego psa i kotem. Oczywiście nie było z nimi aż tak źle jak zostawałam sama gorzej było gdy nie było ich karm i musialam dzielić się z nimi tym jednym chlebem i pasztetem, nie prosilam wtedy nikogo o pomoc bo wstydzilam się mówić o tej sytuacji, myślałam  ze będę wysmiewana za moja sytuacje w której sie znajdowałam. Gdy zostawalam sama dostawalam takich jakby atakow, wyglądały mniej więcej tak ze zaczynalam płakać i zastanawiać się nad tymi wszystkimi słowami które uslyszalam od mamy, nie wiedziałam jak pozbyć się tych ataków wiec pewnego dnia wzielam zyletke i przejechalam nią po przedramieniu skupilam się wtedy na bólu fizycznym i zapomnialam o bólu psychicznym. Za każdym razem gdy miałam ten "atak" ciełam się bez opamietania. Takim sposobem zamienialam ból psychiczny na fizyczny. Teraz juz nie robię tego, ponieważ jestem w rodzinie zastępczej, jest nią rodzina mojej przyjaciółki. Gdy zauważyli u mnie pierwsze blizny,  zapytali sie dlaczego to zrobilam przelałam wtedy pierwszy raz swój strach i opowiedzialam wszystko tak jak wam teraz. Po moim wyznaniu powiedzieli mi ze juz nigdy nie bede sama ze pomoga mi wyrwać się z tego koszmaru. Jak powiedziali tak tez zrobili zabrał mnie z domu, zabrał do psychiatry, pomagają mi leczyć ta chorobę, daja mi poczucoe bezpieczenstwa i za każdy razem pokazują mi ze nie jestem beznadziejna. Jak naraz i czuje sie dobrze, jestem wspieranie na każdym kroku, juz nie mecza mnie tak często "ataki" oczywiście jak każda osoba miewam gorsze dni w których spis cały dzień nie jem niczego wybucham nagle złością, niekiedy zdazaja mi sie dni w których palam nienawiścią do każdego i zamykam sie w pokoju. Ale to bardzo rzadko. Na sam koniec dodam jeszcze ze odkąd się tutaj wprowadziłam mama nie odezwala sie do mnie ani razu, wiec mozna powiedziec ze zostalam porzucona przez obojga z rodziców.  
    • CocoChanelXDXDXD
      By CocoChanelXDXDXD
      Cześć. Chyba każdy z was być może myślał o zatrzymaniu czasu by być wiecznie młodym albo przynajmniej o tym żeby się ładnie zestarzec. 
      Otóż mam 19 lat (tak wiem że jestem młodym człowiekiem i nie powinienem myśleć o starości bo życie przede mną). Chodzi mi o to że często popadam w panikę i boję się tego że za rok skończę 20 lat i nie mogę w to kompletnie uwierzyć. I nie mogę uwierzyć w to że tak szybko lata za mną minęły (mam takie wrażenie jakbym nie dawno chodził do gimnazjum, pisał sprawdzian 6klasisty albo nawalil w gacie jako małolat). Przemijania się też boję bo było w moim życiu pamiętam jeszcze tyle ładnych chwil zwłaszcza wakacyjnych które niestety to już wspomnienia które chciało by się przeżyć jeszcze raz. Jak Sb pomyślę o tym że skończę 20 lat (tak jak kiedyś skończę 30, 40, 50 - okrągłe lata) to szczerze chciałbym mieć znowu np 12 lat - pamiętam jak wtedy już pierwszy raz się zakochałem ale to był taki przelotny związek (bo trwał 2 tyg) i to bylo takie fantastyczne i cudowne zakochanie ale potem to już NIE to samo jak miałem 12 lat - od tamtej pory już nie miałem miłości a przeważnie dziewczyny mnie olewaly. Szczerze to nie lubię urodzin i sylwestra, bo mam takie przeczucie ze urodziny i sylwester który początkuje nowy rok to taki jakby kolejny krok do starzenia się. Czasami widzę siebie jak będę wyglądał np w odległej przyszłości. Starzenia i przemijania to boję się bardziej niż śmierci. Czasami się boję nawet ze nie dożyje jakiegoś dnia albo że młodo umre lub nie zdążę czegoś zrobić. 
       
      Kiedy człowiek jest młody (jak ja) to ma takie przeczucie ze jest niby nieśmiertelny. Bo tak jest - jest pełen Energi i ma siłę i ochotę na wszystko (impreza alkohol znajomi sex itd) ale nawet taki człowiek też powinien zdać sobie sprawę że nie będzie żył wiecznie i umrze jak każda żyjąca istota. Czas szybko ucieka a z przemijaniem doświadczyłem wielu innych rzeczy jak np śmierć babci, kolegi który młodo umarł jako 19latek, śmierć wujka, dziadka od strony taty. I czasami się zastanawiam że skoro i tak kiedyś umrzemy i wszystko minie to jaki jest sens życia.
      Jak uważacie 
       
    • dobras4
      By dobras4
      Tak jak w tytule Jak oceniacie swoje teraźniejsze życie? Jest wam dobrze, a może coś byście w nim zmienili?
      Ja bym parę rzeczy pozmieniał, przede wszystkim  pracę, mieszkanie bliżej swojej kobiety Zapraszam do wypowiedzi
    • Tymon19
      By Tymon19
      Mam pytanie, dotyczące tego powiedzenia:
      ,,Czasem musi się zepsuć, żebyśmy poznali tych ,na których naprawdę warto liczyć.'' 
      Jak to rozumiecie? O co w tej wypowiedzi chodzi? Np Co musi się zepsuć? Akurat wiem z tej całej wypowiedzi ,co to znaczy:, że na kogoś naprawdę warto liczyć( że na przykład na przyjaciół można liczyć) , natomiast pierwszą część trudno mi jest zrozumieć ,nawet jeśli rozumiem drugą część wypowiedzi. Proszę o odpowiedzi różnorodne. Z góry dziękuję