Ponury_Żniwiarz

Nauka nieodpowiednim zamiennikiem religii

12 postów w tym temacie

Witam

Często u wypowiedzi osób identyfikujących się jako ateiści, widzę skłonność do próby zastąpienia religii nauką. Głównie polegają one na obalaniu poglądów religijnych oraz na stosowaniu w dyskusjach na ciężkie tematy samych faktów, i kierowaniu się tylko i wyłącznie nimi. Chciałbym wyjaśnić dlaczego takie zachowania są niewłaściwe. 

Zacznijmy od tego, iż religia oraz nauka mogą żyć ze sobą w zgodzie bez jakichkolwiek nieporozumień. Przede wszystkim trzeba zaznaczyć że obie zajmują się zupełnie czym innym. Najlepiej wytłumaczyć to tym, że religia odpowiada na pytanie: ,,DLACZEGO coś się dzieje, działa lub po prostu dlaczego istnieje?'' 
Tymczasem nauka zajmuje się odpowiadaniem na pytanie: ,,JAK coś się dzieje, działa lub po prostu jak istnieje?''
Weźmy sobie typowy przykład z fizyki: Na głowę Izaaka Newtona spada jabłko, powstaje prawo powszechnego ciążenia, które wyjaśnia że przedmioty spadają w dół dzięki sile grawitacji (nazywanej też przyśpieszeniem ziemskim). Z tego prawa dowiadujemy się jedynie iż spadającym przedmiotom towarzyszą procesy fizyczne, czyli po prostu stwierdzenie: ,,Jabłko spada w dół'' zostaje rozłożone na czynniki pierwsze. Nie wyjaśnia to absolutnie DLACZEGO jabłko spada, wręcz przeciwnie, przynosi to następne pytanie brzmiące: ,,Dlaczego zachodzą procesy fizyczne?''

Na takie pytania, nigdy nie dostaniemy pełnej odpowiedzi, co przenosi nas do następnej części tematu, czyli dlaczego posługiwanie się samymi faktami w dyskusjach jest nieprawidłowe. Otóż najpierw wyjaśnijmy sobie czym jest ,,fakt'' - jest to coś ,,pewnego'', ,,potwierdzonego'' oraz przede wszystkim ,,niemożliwego do obalenia'' (krótko mówiąc: przeciwieństwo teorii). Można więc powiedzieć iż fakt to coś banalnego, prostego, nie zasługującego na większą uwagę, ze względu na swoją oczywistość. 
Prowadzi to do wielu nieporozumień w trakcie różnych dyskusji, kiedy ktoś zacznie źle interpretować dany fakt.
Przykładem takiej sytuacji jest wspomniany już konflikt nauki z religią. Bowiem nawet jeśli ktoś by rzeczywiście udowodnił że teoria wielkiego wybuchu jest prawidłowa, to absolutnie nic by to nie zmieniło. Wyjaśniłoby to jedynie jak powstał wszechświat, ale nie dlaczego. 

Świat byłby o wiele łatwiejszy, gdyby podano nam wszystko na srebrnej tacy: że Bóg istnieje na 100,0% lub że nie istnieje na 100,0%
Że wystarczyłoby zrobić ankietę, testy, parę obliczeń, kilka eksperymentów i obserwacji, aby sens naszego życia stał się raz na zawsze jasny. Ale tak nigdy nie będzie. 

Fakt na dany temat może być tylko jeden. Za to teorii nieskończenie wiele. Trzeba jednak pamiętać iż w każdej teorii, plotce czy legendzie, jest trochę prawdy. 
Dlatego trzeba na te tematy rozmawiać. Dzielić się teoriami i je ze sobą łączyć, tak jak naukę z religią. Każdy fakt był kiedyś teorią.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Niby tak, ale jednak wcale nie. 

Religie właśnie bardzo chętnie się pchają do mówienia "co i jak". Chętnie opowiada o stworzeniu świata, człowieka, o tym co zdrowe, o historii, a na dodatek traktuje to jako kwestia objawiona. Tymczasem nauka często falsyfikuje wszystkie owe tezy. Co więcej Ci od religii często miewają swoje alternauki wykorzystywane albo do uzgadniania religii z nauką, albo do wymyślania bzdur które wyglądają jak nauka. W sumie na jedno wychodzi. 

Dlaczego? 
Teza iż religia odpowiada na to pytanie jest dość absurdalna, bo po co wszechistocie takie byty? Niezbadane są wyroki, niepoznawalnego boga i inne tego typu kwestie. To raczej materialistyczna nauka odpowiada na to pytanie, choć odpowiedź jest cóż...no nie przyniesie pociechy, ulgi ani poczucia sensu życia. 
No i oczywiście pytanie "dlaczego bóg/bogowie są/jest?". Z takim pytaniem zawsze można robić regres w nieskończoność, a ten mimo wszystko warto przerwać, i to przed dodaniem elementu fantastycznego.

Nawet jako źródło zasad moralnych coraz gorzej się sprawdza.

Fakt!

O 22.05.2019 at 14:03, Ponury_Żniwiarz napisał:

Otóż najpierw wyjaśnijmy sobie czym jest ,,fakt'' - jest to coś ,,pewnego'', ,,potwierdzonego'' oraz przede wszystkim ,,niemożliwego do obalenia'' (krótko mówiąc: przeciwieństwo teorii).


Błądzisz panie.
Po pierwsze mylisz teorię z tezą. Teoria to przede wszystkim opis - niech będzie - faktu. Oczywiście często (zupełnie bezrozumnie) używa się tego jako synonimu słowa "teza". To teza wymaga sprawdzenia. Wynika to z tego, że czasem teoria oprócz wyjaśnienia danego zjawiska przewiduje również inne których nie jesteśmy w stanie aktualnie sprawdzić. 
Po drugie mylisz fakt (albo używasz go jednocześnie w dwóch znaczeniach) z tym czym jest teoria.
Po trzecie nie formułowałbym definicji faktu, czy też prawdy o potwierdzalność. Samo potwierdzenie to mało. Natomiast niemożliwe do obalenia to już brzmi jak herezja. Niemożliwym do obalania to jest właśnie istnienie boga, cuthlu czy tam Harrego Pottera, ale czy to czyni ich realne (materialne) istnienie faktami?

Przyznaje się bez bicia, że jeśli idzie o teorię teorii naukowych jestem raczej za nurtem popperowskim (więc dla wielu pewnie przestarzały, o ile ktoś sobie tym głowę zawraca). Tak więc teoria ma nie tylko opisywać zjawisko, ale również dawać teoretyczne warunki do zaprojektowania eksperymentu który mógłby ją obalić. Jak długo broni się przed obaleniem tak długo jest prawdą/faktem czy jak tam chcesz to nazywać. 
Niemniej nie jest to dane raz na zawsze. 

Poza bycia jednak głownie marksistą to bywam i nihilistą, więc za Fryderykiem powiem "Nie ma faktów, są jedynie ich interpretacje".

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
2 godziny temu, Wulf napisał:

Niby tak, ale jednak wcale nie. 

Religie właśnie bardzo chętnie się pchają do mówienia "co i jak". Chętnie opowiada o stworzeniu świata, człowieka, o tym co zdrowe, o historii, a na dodatek traktuje to jako kwestia objawiona. Tymczasem nauka często falsyfikuje wszystkie owe tezy. Co więcej Ci od religii często miewają swoje alternauki wykorzystywane albo do uzgadniania religii z nauką, albo do wymyślania bzdur które wyglądają jak nauka. W sumie na jedno wychodzi. 

Dlaczego? 
Teza iż religia odpowiada na to pytanie jest dość absurdalna, bo po co wszechistocie takie byty? Niezbadane są wyroki, niepoznawalnego boga i inne tego typu kwestie. To raczej materialistyczna nauka odpowiada na to pytanie, choć odpowiedź jest cóż...no nie przyniesie pociechy, ulgi ani poczucia sensu życia. 
No i oczywiście pytanie "dlaczego bóg/bogowie są/jest?". Z takim pytaniem zawsze można robić regres w nieskończoność, a ten mimo wszystko warto przerwać, i to przed dodaniem elementu fantastycznego.

Nawet jako źródło zasad moralnych coraz gorzej się sprawdza.

Fakt!


Błądzisz panie.
Po pierwsze mylisz teorię z tezą. Teoria to przede wszystkim opis - niech będzie - faktu. Oczywiście często (zupełnie bezrozumnie) używa się tego jako synonimu słowa "teza". To teza wymaga sprawdzenia. Wynika to z tego, że czasem teoria oprócz wyjaśnienia danego zjawiska przewiduje również inne których nie jesteśmy w stanie aktualnie sprawdzić. 
Po drugie mylisz fakt (albo używasz go jednocześnie w dwóch znaczeniach) z tym czym jest teoria.
Po trzecie nie formułowałbym definicji faktu, czy też prawdy o potwierdzalność. Samo potwierdzenie to mało. Natomiast niemożliwe do obalenia to już brzmi jak herezja. Niemożliwym do obalania to jest właśnie istnienie boga, cuthlu czy tam Harrego Pottera, ale czy to czyni ich realne (materialne) istnienie faktami?

Przyznaje się bez bicia, że jeśli idzie o teorię teorii naukowych jestem raczej za nurtem popperowskim (więc dla wielu pewnie przestarzały, o ile ktoś sobie tym głowę zawraca). Tak więc teoria ma nie tylko opisywać zjawisko, ale również dawać teoretyczne warunki do zaprojektowania eksperymentu który mógłby ją obalić. Jak długo broni się przed obaleniem tak długo jest prawdą/faktem czy jak tam chcesz to nazywać. 
Niemniej nie jest to dane raz na zawsze. 

Poza bycia jednak głownie marksistą to bywam i nihilistą, więc za Fryderykiem powiem "Nie ma faktów, są jedynie ich interpretacje".

Poruszyłeś bardzo ciekawą kwestię. (Z góry przepraszam za tak długi wywód)
Rzeczywiście błędnie użyłem słowa ,,teoria'' zamiast ,,teza'', i tak jak sam napisałeś, potraktowałem te oba słowa jako synonimy, choć przyznam że miałem do tego swoje powody. Według mnie różnica między teorią a tezą, jest jak między autobusem a busem - niby jest spora różnica, ale większość ludzi zrozumie o co nadawcy chodziło. 
Pokazuje to sam twój wniosek, że gdy pisałem ,,teoria'' tak naprawdę myślałem o ,,tezie''. 
Kwestię niezrozumianych pojęć i ich definicji poruszałeś przez cały tekst więc zacznijmy od początku:

Religia może i próbuje odpowiadać na pytania: ,,Jak'', z tym że jest to bardziej próba interpretowania odpowiedzi na pytania: ,,Dlaczego''. Stąd też powiedzenie: ,,Bóg jest odpowiedzią na wszystkie pytania.''
Nie mam na myśli iż coś takiego jest prawidłowe, lecz twierdzę że w przeciwieństwie do nauki, religia zdaje sobie sprawę z tego, że większość społeczeństwa zamiast brać dane odpowiedzi dosłownie, to zacznie je po swojemu interpretować (do tego zdania wrócę później). Dlatego też religia się do tego dostosowuje. Tak jak ja zinterpretowałem po swojemu słowo ,,teoria''. 

,,Co więcej Ci od religii często miewają swoje alternauki wykorzystywane albo do uzgadniania religii z nauką, albo do wymyślania bzdur które wyglądają jak nauka. W sumie na jedno wychodzi.'' - Tak jak już wspominałem: religia a nauka to dwie różne rzeczy, więc gdy ktoś próbuje je ze sobą łączyć, to nic dziwnego że wychodzą bzdury. 

,,Teza iż religia odpowiada na to pytanie jest dość absurdalna, bo po co wszechistocie takie byty?'' - No cóż, nie od dzisiaj wiadomo że odpowiedź na jedno pytanie rodzi kolejne pytania. Pożyjemy, zobaczymy. 

,,To raczej materialistyczna nauka odpowiada na to pytanie, choć odpowiedź jest cóż...no nie przyniesie pociechy, ulgi ani poczucia sensu życia.'' - Materialistyczna nauka nie może odpowiadać na pytanie dlaczego, ponieważ zajmuje się rzeczami materialnymi, a odpowiedź na pochodzenie ludzkości materialna nie jest. 
Chciałbym tutaj przytoczyć przykład z typowych zaginięć członka rodziny, przede wszystkim dziecka: 
Wszyscy szukają wyjaśnienia całej sprawy, odpowiedzi na pytanie: ,,Co wydarzyło się z synem?'' 
Z każdym kolejnym dniem rodzina czuje się coraz gorzej, zaczyna szaleć z bezradności. 
A gdy już odpowiedź finalnie nadchodzi, to nie ma znaczenia czy jest ona zawiadomieniem o śmierci dziecka, czy o odnalezieniu go całego i zdrowego. Ponieważ dla rodziny najważniejsze jest, że mogą przestać się zastanawiać, bać, radzić z bezradnością. Mogą wreszcie poczuć ulgę. 
Dlatego też nie uwierzę że nauka odpowiada na te pytania, a jednocześnie nie przynosi ulgi dla ludzkości.

,,No i oczywiście pytanie "dlaczego bóg/bogowie są/jest?". Z takim pytaniem zawsze można robić regres w nieskończoność, a ten mimo wszystko warto przerwać, i to przed dodaniem elementu fantastycznego.'' - Skoro ludzie chcą znać odpowiedź na tego typu pytanie, to nie zmusisz ich do zakończenia poszukiwań. 
Oczywiście możesz je chwilowo przerwać, ale następne pokolenia je wznowią by doprowadzić sprawę do końca. 
A czy będzie to trwać w nieskończoność? Według mnie nic nie trwa wiecznie. 

,,Po trzecie nie formułowałbym definicji faktu, czy też prawdy o potwierdzalność. Samo potwierdzenie to mało. Natomiast niemożliwe do obalenia to już brzmi jak herezja. Niemożliwym do obalania to jest właśnie istnienie boga, cuthlu czy tam Harrego Pottera, ale czy to czyni ich realne (materialne) istnienie faktami?'' - Tutaj chciałbym zaznaczyć że ewidentnie obaj mamy własne definicje danych pojęć - ty się opierasz na nauce, a ja na tym, czego dowiedziałem się od ludzi, budując definicję na tym, z czym się ludzie najczęściej zgadzali, i co najczęściej powtarzali. Może i nie jest to najlepsza metoda (zwłaszcza że najlepszej nie ma), ale na pewno nie powiedziałbym że twoja jest lepsza. Może i jest dokładniejsza, bardziej szczegółowa ale w ogólnym rozrachunku ludzie będą dalej wiedzieli swoje, ponieważ tak jak już napisałem: ,,w przeciwieństwie do nauki, religia zdaje sobie sprawę z tego, że większość społeczeństwa zamiast brać dane odpowiedzi dosłownie, to zacznie je po swojemu interpretować''. Pamiętaj że to nauka jest stworzona dla ludzi, a nie na odwrót. 

,,Natomiast niemożliwe do obalenia to już brzmi jak herezja. Niemożliwym do obalania to jest właśnie istnienie boga, cuthlu czy tam Harrego Pottera, ale czy to czyni ich realne (materialne) istnienie faktami?'' - Przez niemożliwe do obalenia, miałem na myśli że nie można powiedzieć iż coś się nie wydarzyło, gdy tak naprawdę się wydarzyło. Tymczasem przykłady które podałeś to już zupełnie inna sprawa.
Otóż nie można obalić istnienia Boga, ponieważ nie można też tego jednocześnie udowodnić. Tymczasem przy zwykłych, codziennych sytuacjach, obalenie czegoś jest niemożliwe najczęściej dlatego, że to coś zostało już udowodnione. 

Nie jestem w stanie stwierdzić czy dopasowałeś swoje poglądy do tych już istniejących, czy może najpierw stworzyłeś swoje i znalazłeś grupy, które idealnie do ciebie pasowały.
Sęk w tym, że trochę szkoda iż nie napisałeś po prostu tego, co uważasz za słuszne, tylko zamiast tego napisałeś że: ,,Jesteś za nurtem popperowskim'' że ,,Jesteś głównie marksistą i bywasz nihilistą.'' 
Nie twierdzę oczywiście że twoje poglądy nie są marksistowskie (za jakie je chyba uważasz, z tego co zrozumiałem), ale tak sobie myślę: Czy kiedykolwiek się zastanawiałeś nad tym, czy inni marksiści będą podzielać twoje poglądy? i czy jeśli nie, to kto byłby w błędzie, oni czy ty? 

Jeszcze raz przepraszam za tak długi wywód, ale obawiam się że krócej się nie dało. 
Jeśli czegoś nie zrozumiesz, bo znowu coś głupio napisałem, to wystarczy zapytać o co mi właściwie chodziło. Zdaję sobie sprawę że w wielu miejscach zbudowałem zdania tak, że ciężko je zrozumieć, za co kolejny raz przepraszam. 

 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
9 godzin temu, Ponury_Żniwiarz napisał:

Według mnie różnica między teorią a tezą, jest jak między autobusem a busem - niby jest spora różnica, ale większość ludzi zrozumie o co nadawcy chodziło. 

To według Ciebie, podobnie myślą też ludzie mówiący, że ewolucjonizm "to tylko teoria". Zupełnie nie rozumiejący co mówią i mącący innym w głowie. To, że rozumiem o co im chodzi nie umniejsza ich błędu, czy też nieuprawnionej manipulacji. 
 

9 godzin temu, Ponury_Żniwiarz napisał:

Nie mam na myśli iż coś takiego jest prawidłowe, lecz twierdzę że w przeciwieństwie do nauki, religia zdaje sobie sprawę z tego, że większość społeczeństwa zamiast brać dane odpowiedzi dosłownie, to zacznie je po swojemu interpretować

No nie. Większość religii zawsze bardzo dosłownie brała swoje przesłanie, a gdy wraz z rozwojem nauk opisy religijne przestały pasować do rzeczywistości to zaczęli je sami interpretować, i raczej nie lubili nielicencjonowanych interpretatorów, bo to zwykle schizmę oznaczało. 

Tak szczerze mówiąc to Twój podstawowy błąd polega chyba jednak na tym, że uważasz iż religia w ogóle odpowiada na jakieś pytania. Tymczasem z uwagi na rozwój nauki w zasadzie przestała.  Czasem jeszcze rości sobie prawa do bycia autorytetem moralnym i źródłem takowych praw, ale i to coraz gorzej się sprawdza. W zasadzie to w ogóle. Oczywiście mowa o świecie zachodnim. 

Poza tym jak religia może odpowiadać na pytanie dlaczego, bez rozstrzygania która w ogóle jest prawdziwa. Żadna religia nie dostarcza ku temu narzędzi (bo każda uważa się za prawdziwą), a nauka rypie je równo. Pomijając indywidualne wierzenia naukowców. Tak więc każda religijna odpowiedź obarczona jest błędem, a wiec w ścisłym sensie nie odpowiada na owo pytanie "Dlaczego?".
Jedyne co robi to buduje jakąś opowieść tożsamościową, ale to zupełnie osobna kwestia. 
 

10 godzin temu, Ponury_Żniwiarz napisał:

Materialistyczna nauka nie może odpowiadać na pytanie dlaczego, ponieważ zajmuje się rzeczami materialnymi, a odpowiedź na pochodzenie ludzkości materialna nie jest. 

Materia jest wszystkim, takie jest i nasze pochodzenie oraz sens. 
Przykład z zaginięciem dziecka nie ma żadnego sensu, ale trzymając się kryminalnej metafory to nauka (dochodzenie) jak najbardziej odpowiada na wszystkie istotne pytania. Mówi co (śmierć) i dlaczego (motyw) się stało. To, że komuś to nie wystarcza i ucieka w bajki o boskim planie czy innym fatum nie oznacza że religia pełni tu jakąś epistemologicznie istotną funkcję.

 

10 godzin temu, Ponury_Żniwiarz napisał:

,,No i oczywiście pytanie "dlaczego bóg/bogowie są/jest?". Z takim pytaniem zawsze można robić regres w nieskończoność, a ten mimo wszystko warto przerwać, i to przed dodaniem elementu fantastycznego.'' - Skoro ludzie chcą znać odpowiedź na tego typu pytanie, to nie zmusisz ich do zakończenia poszukiwań. 
Oczywiście możesz je chwilowo przerwać, ale następne pokolenia je wznowią by doprowadzić sprawę do końca. 

Rozumiem, że nie rozumiesz o czym mówię. xD
W kwestii wyjaśniania czegokolwiek masz do wyboru regres, fundamentalizm albo błędne koło. Przerywanie regresu to nie tylko przyjemność, ale i obowiązek, niemniej trzeba to robić z głową. To nie żadne zniechęcanie ludzi, to trzymanie standardów. 

 

10 godzin temu, Ponury_Żniwiarz napisał:

Tutaj chciałbym zaznaczyć że ewidentnie obaj mamy własne definicje danych pojęć

To niestety zauważyłem, niestety te Twoje "od ludzi" są po prostu błędne i nawet nie chodzi tylko o naukę jako taką, ale i o głupi język polski i niechlujne jego używanie. 

>Nie żebym był jakimś wzorem w tej kwestii. <
 

10 godzin temu, Ponury_Żniwiarz napisał:

Przez niemożliwe do obalenia, miałem na myśli że nie można powiedzieć iż coś się nie wydarzyło, gdy tak naprawdę się wydarzyło. Tymczasem przykłady które podałeś to już zupełnie inna sprawa.

Mało Ci negacjonistów w historii najnowszej? Albo polityków?

Co do bogów to właśnie owa niemożność udowodnienia/obalenia która jest zawarta w ich definicji jest wystarczająca by ich po prostu odrzucić. Jeśli nie możesz nawet wymyślić sposobu obalenia, to z góry możesz odrzucić jako fałszywą. Poza tym serio udowodnij mi, że Hogwart nie istnieje, zanim zacznę głosić, że Harry naszym mesjaszem jest. 

Co do poglądów i etykietek to w sumie nie bardzo wiem czemu ma to dla Ciebie znaczenie. Ja po prostu dla ułatwienia oznaczam swoje stanowisko. Należy czytać etykiety. 

Obawiam się, że największy problem z rozumieniem Twoich zdań masz Ty sam. 

Parę uwag od byłego moda. 
1. Nie cytuj całego postu na początku. 
2. Jak chcesz zacytować fragment to nie rób takiego crtl+C crtl+v, tylko zaznacz tekst, najedź na nań i kliknij "zacytuj to". 
Będzie czytelniej. 

 





 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Godzinę temu, Wulf napisał:

To według Ciebie, podobnie myślą też ludzie mówiący, że ewolucjonizm "to tylko teoria". Zupełnie nie rozumiejący co mówią i mącący innym w głowie. To, że rozumiem o co im chodzi nie umniejsza ich błędu, czy też nieuprawnionej manipulacji. 

Twierdzisz że tacy ludzie nie rozumieją co mówią, ale akurat ty ich rozumiesz? Coś mało empatii u ciebie. 
Oczywiście jeśli oni w ten sposób chcą manipulować i robią to umyślnie, to jest to jak najbardziej niepoprawne. 

Godzinę temu, Wulf napisał:

No nie. Większość religii zawsze bardzo dosłownie brała swoje przesłanie, a gdy wraz z rozwojem nauk opisy religijne przestały pasować do rzeczywistości to zaczęli je sami interpretować, i raczej nie lubili nielicencjonowanych interpretatorów, bo to zwykle schizmę oznaczało. 

Fakt, kiedyś religia tak robiła, lecz było to spowodowane tym, że nie było wtedy tak rozwiniętej nauki. 
Ludzie zawsze dzielili się na humanistów i ścisłowców. Ci drudzy, kiedy nie mogli sobie znaleźć nic odpowiedniego, to ostatecznie musieli sobie radzić z religią, która już wtedy była ogólnodostępna, tylko że wciąż byli ścisłowcami, i naturalnie brali wszystko dosłownie, co w religii zawsze prowadzi do głupot. 
Wraz z rozwojem nauki, religia przestała brać swoje przesłanie dosłownie, ponieważ w tej samej chwili skończył się problem ze ścisłowcami, którzy wreszcie odnaleźli swoje właściwe miejsce. 

Godzinę temu, Wulf napisał:

Tak szczerze mówiąc to Twój podstawowy błąd polega chyba jednak na tym, że uważasz iż religia w ogóle odpowiada na jakieś pytania. Tymczasem z uwagi na rozwój nauki w zasadzie przestała.  Czasem jeszcze rości sobie prawa do bycia autorytetem moralnym i źródłem takowych praw, ale i to coraz gorzej się sprawdza. W zasadzie to w ogóle. Oczywiście mowa o świecie zachodnim. 

Równie dobrze mógłbym ci oznajmić że twoim podstawowym błędem jest to, że uważasz iż religia nie odpowiada na żadne pytanie. Takimi banalnymi stwierdzeniami moglibyśmy się obrzucać latami. 
To że religia odpowiada na dane pytania, nie oznacza że ty musisz je rozumieć, że mają zaspokoić twoje pragnienie zdobywania nowej wiedzy. Ewidentnie odpowiada tobie nauka, i tego się trzymaj, ale nie uznawaj od razu że religia jest bezsensowna tylko dlatego że jej nie rozumiesz. 
Prawda, że na zachodzie coraz mniej jest ludzi wierzących, choć uważam iż to głównie przez presję społeczeństwa i podążanie za obowiązującymi standardami. Może to i w pewnych przypadkach nawet dobrze, ale co do samego ateizmu to mam w planach zrobić na niego oddzielny temat, więc na razie wolałbym to zostawić.

1 godzinę temu, Wulf napisał:

Poza tym jak religia może odpowiadać na pytanie dlaczego, bez rozstrzygania która w ogóle jest prawdziwa. Żadna religia nie dostarcza ku temu narzędzi (bo każda uważa się za prawdziwą), a nauka rypie je równo. Pomijając indywidualne wierzenia naukowców. Tak więc każda religijna odpowiedź obarczona jest błędem, a wiec w ścisłym sensie nie odpowiada na owo pytanie "Dlaczego?".
Jedyne co robi to buduje jakąś opowieść tożsamościową, ale to zupełnie osobna kwestia. 

Religia łączy ludzi różnych narodowości i kultur. To chyba oczywiste że polski katolik będzie miał inną mentalność niż irański muzułmanin. Religie dzielą się na różne grupy, tak samo jak nauka dzieli się na różne działy. 
Chemik nie będzie się dobrze czuł w otoczeniu fizyków, mimo iż łączy ich nauka. 
I oczywiście tak - każda religia ma w sobie błędy (choć wolałbym je określić mianem specyficznych i apatycznych perspektyw), jednak sprawia to że religie te się nawzajem uzupełniają. 
Jednak wciąż nie mogą się zjednoczyć głównie przez różniące się poziomy zaawansowania (przede wszystkim mam tu na myśli zacofaną kulturę muzułmanów) 
Religia nigdy nie odpowiada na pytania w ścisłym sensie, więc one ci nigdy nie będą odpowiadały niestety.
A czy ,,buduje jakąś opowieść tożsamościową''? No cóż, jeśli tak sobie to tłumaczysz, to niech tak będzie. 

1 godzinę temu, Wulf napisał:

Materia jest wszystkim, takie jest i nasze pochodzenie oraz sens. 
Przykład z zaginięciem dziecka nie ma żadnego sensu, ale trzymając się kryminalnej metafory to nauka (dochodzenie) jak najbardziej odpowiada na wszystkie istotne pytania. Mówi co (śmierć) i dlaczego (motyw) się stało. To, że komuś to nie wystarcza i ucieka w bajki o boskim planie czy innym fatum nie oznacza że religia pełni tu jakąś epistemologicznie istotną funkcję.

 

Materia jest wszystkim, co widzisz. A skoro nie potrafisz zrozumieć ludzi twardo stojących przy swoich religijnych przekonaniach (poza banalnym stwierdzeniem że ci ludzie są głupi i naiwni), to chyba prostym jest że sam wszystkiego nie widzisz. 
Oh jak miło z twojej strony że nawet nie próbowałeś zrozumieć mojego przykładu, tylko od razu uznałeś je za bezsensowne :) Pozwól więc w takim razie że ci to uproszczę: 
Przykład miał na celu pokazanie że jeśli coś odpowiada na jakieś pytanie, to nieważne czy ma to zły lub dobry wydźwięk i konsekwencje - ludzie których to obchodzi, odczują ulgę.
Absolutnie nie miałem na myśli że religia walczy z nauką o rolę w śledztwie, ponieważ wiadomo że to nauka ma tu najwięcej zastosowań.
Oczywiście żeby nie było że omawiam tylko jeden przypadek, to powiedzmy że przy zaginięciu dziecka pojawia się inna sytuacja: 
Rodzina otrzymuje informacje o śmierci dziecka, lecz nie może ona odetchnąć z ulgą, ponieważ np. ojciec chce aby policja dorwała sprawcę a matka chce znać szczegóły śmierci dziecka. 
Ludzie są różni, więc obchodzą ich zupełnie inne rzeczy. Nie można tak po prostu powiedzieć że ktoś ucieka w bajki, tylko dlatego że przejmuje się innymi sprawami niż ty. 

2 godziny temu, Wulf napisał:

Rozumiem, że nie rozumiesz o czym mówię. xD
W kwestii wyjaśniania czegokolwiek masz do wyboru regres, fundamentalizm albo błędne koło. Przerywanie regresu to nie tylko przyjemność, ale i obowiązek, niemniej trzeba to robić z głową. To nie żadne zniechęcanie ludzi, to trzymanie standardów. 

Przerywając regres, utrzymujesz tylko swoje standardy. 
To, że ty uważasz że ktoś chce coś zmieniać na gorsze, nie oznacza że robi on to celowo. 
Dla niego może to być lepsze rozwiązanie, nie zwracając uwagi na twoją perspektywę (krótko mówiąc ten ktoś nie miałby w sobie zbyt wiele empatii, tak jak ty) 
Oczywiście nie mam tu na myśli że działania osoby prowadzącej do tego twojego regresu, są jakkolwiek poprawne. Chcę tylko powiedzieć że on tak samo jak ty chce dobrze, tylko nie zawsze mu wychodzi. Wszyscy popełniamy błędy. 
Co nie zmienia faktu, że jeśli zapobiegasz regresowi, tylko i wyłącznie po to by mu zapobiec, bez żadnych następnych czynności, to doprowadzasz tylko do opóźnienia kolejnej próby regresu. 
Jeśli ludzie widzą jakiś problem, to próbują go rozwiązać, często nieudolnie, więc zamiast stawiać kłody pod nogi, może lepiej by było pomóc znaleźć im lepsze rozwiązanie? Takie nie będące regresem? To by zakończyło spór raz na zawsze. 
 

2 godziny temu, Wulf napisał:

To niestety zauważyłem, niestety te Twoje "od ludzi" są po prostu błędne i nawet nie chodzi tylko o naukę jako taką, ale i o głupi język polski i niechlujne jego używanie. 

Są błędne, ale dla ciebie, bo to tobie nie odpowiadają. Nie mam zamiaru podporządkowywać siebie nauce, tylko i wyłącznie dlatego że opiera się ona na zasadach, których ja nie chcę przestrzegać.
Tobie to odpowiada no i dobrze, nikt ci tego nie zabrania. Skoro lubisz naukę, to pewnie jest to dla ciebie bardzo dobre rozwiązanie. Dla mnie by takie nie było, dla mnie to właśnie granie według zasad nauki byłoby błędne, co nie oznacza od razu, że dla ciebie też są one błędne. Tobie te zasady pasują, i to jest najważniejsze. 

2 godziny temu, Wulf napisał:

Mało Ci negacjonistów w historii najnowszej? Albo polityków?

Co do bogów to właśnie owa niemożność udowodnienia/obalenia która jest zawarta w ich definicji jest wystarczająca by ich po prostu odrzucić. Jeśli nie możesz nawet wymyślić sposobu obalenia, to z góry możesz odrzucić jako fałszywą. Poza tym serio udowodnij mi, że Hogwart nie istnieje, zanim zacznę głosić, że Harry naszym mesjaszem jest. 

Co do poglądów i etykietek to w sumie nie bardzo wiem czemu ma to dla Ciebie znaczenie. Ja po prostu dla ułatwienia oznaczam swoje stanowisko. Należy czytać etykiety. 

Obawiam się, że największy problem z rozumieniem Twoich zdań masz Ty sam. 

Jeśli coś jest niemożliwe do udowodnienia i obalenia jednocześnie, to oznacza że tego nie potrzebuje. 
Istnienie Boga ani nie jest błędne ani poprawne, ponieważ nie da się tego w ten sposób określić. 
Hogwart istnieje w książkach o Harrym Potterze, a sam tytułowy Harry jest tylko głównym bohaterem, którego dokonania śledzimy z jego perspektywy, od początku do końca, i nie ma tutaj nic nadzwyczajnego. 
Oczywiście, jeśli uważasz że postać Harrego ma w sobie coś więcej, to możesz go uważać za mesjasza. 
Tylko do takich przypadków, to trzeba by było już podejść trochę poważniej. 

A czy przestawianie siebie jako etykiety jest ułatwieniem? Może dla ciebie w jakiś sposób, bo dla mnie zwykłe przeczytanie etykiety jest trochę nudne, no ale jak wspomniałem, jeśli tobie rozpisywanie się na temat swoich poglądów sprawia problem to oczywiście rozumiem. 

I nie mam problemu ze zrozumieniem tego, co pisze. Napisałem to wtedy tylko na wszelki wypadek, gdyby tobie to sprawiło jakiś problem. W żadnym wypadku nie chciałem cię obrazić. 

Jeszcze na koniec, dzięki za rady. Postaram się z czasem nauczyć to obsługiwać :) 
 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
8 godzin temu, Ponury_Żniwiarz napisał:

Twierdzisz że tacy ludzie nie rozumieją co mówią, ale akurat ty ich rozumiesz? Coś mało empatii u ciebie.

Rozumiem, bo prowadziłem masę dyskusji tego typu i znam ten typ myślenia. Pomijając, że niewiele ma to wspólnego z empatią, to jak już powinno to świadczyć o tym, że ją mam, a nie o jej braku. ;]

8 godzin temu, Ponury_Żniwiarz napisał:

Fakt, kiedyś religia tak robiła, lecz było to spowodowane tym, że nie było wtedy tak rozwiniętej nauki. 

Religie robią to do dziś. Wiesz co to fundacja Templetona (religijny nobel)? Czytałeś pisma świadków Jehowy? Może chociaż obejrzałeś program w IPPTV na temat teorii impaktu? O całej serii z oszustem Hovindem nie wspominając. 

8 godzin temu, Ponury_Żniwiarz napisał:

Ludzie zawsze dzielili się na humanistów i ścisłowców.

Ludzie nigdy się tak nie dzielili, to jedynie kwestia jednostronnego treningu i propagandy. Zresztą cała nauka wywodzi się od filozofii, a taki podział jest raczej sztuczny i nie przystaje do rzeczywistości danych dyscyplin. 
Natomiast twierdzenia, że ścisłowcy to ateistyczni naukowcy, a humaniści to ci co w religijne wyjaśnienia poszli to gorzej niż bzdura. 

8 godzin temu, Ponury_Żniwiarz napisał:

Równie dobrze mógłbym ci oznajmić że twoim podstawowym błędem jest to, że uważasz iż religia nie odpowiada na żadne pytanie.

I może zmałpować do tego moją argumentację? 
Oj to się nie uda, bo zapominasz o meritum. Jeśli za "odopowiedzi" w kontekście tej rozmowy uważamy za coś zgodnego z prawdą/rzeczywistością, a nie tylko jakieś losowe zdania na dany temat, to nie jest to równoważne. Dlaczego? Bo zdania nauki są weryfikowalne (nawet jeśli są poza naszym zasięgiem intelektualnym), natomiast te religijne - wedle własnych założeń - nie. 
Możesz sobie oczywiście wierzyć w religijne wyjaśnienia, ale to wszystko. Epistemologicznie nie mają żadnej wartości ergo nie odpowiadają na żadne pytanie.

8 godzin temu, Ponury_Żniwiarz napisał:

Religia łączy ludzi różnych narodowości i kultur. To chyba oczywiste że polski katolik będzie miał inną mentalność niż irański muzułmanin. Religie dzielą się na różne grupy, tak samo jak nauka dzieli się na różne działy. 
Chemik nie będzie się dobrze czuł w otoczeniu fizyków, mimo iż łączy ich nauka. 

Różnica jest taka, że fizyk i chemik zasadniczo sobie nie przeczą nawet jeśli używają różnych narzędzi i pojęć w opisie zjawiska. Co więcej często potrzebują się nawzajem.
Natomiast w przypadku odmiennych religii (nawet o wspólnym korzeniu) jest już inaczej.  No i dość fundamentalne pytanie z punktu widzenia dwóch podanych: Kim był Jezus, synem bożym czy prorokiem? :>
Z tym samopoczuciem jest chyba jednak odwrotnie niż twierdzisz. 

No i rzecz jasna powiedz mi jakiej to konkretnie odpowiedzi nie rozumiem. 

 

8 godzin temu, Ponury_Żniwiarz napisał:

Religia nigdy nie odpowiada na pytania w ścisłym sensie, więc one ci nigdy nie będą odpowiadały niestety.

To trochę jak z wróżbitami nocną porą. Zadaje się pytania, oni wyrzucają z siebie jakieś zdania, które rzecz jasna nie są odpowiedziami w ścisłym sensie. W gruncie rzeczy po odjęciu otoczki tak to właśnie jest. 
 

8 godzin temu, Ponury_Żniwiarz napisał:

Rodzina otrzymuje informacje o śmierci dziecka, lecz nie może ona odetchnąć z ulgą, ponieważ np. ojciec chce aby policja dorwała sprawcę a matka chce znać szczegóły śmierci dziecka. 

Jakbyś doczytał mój komentarz na temat Twojego przykładu do końca zamiast wyobrażać sobie kropkę po słowie "bezsensowny" to może byś zrozumiał, że jest on taki dla Twojej argumentacji. 
Wszak dochodzenie ujawniające los dziecka, ciąg wydarzeń czy motywy sprawcy to tak naprawdę metody naukowe, a nie religijne. I to one wedle Ciebie dają tu ulgę.
Religijne pojawiają się dopiero gdy ktoś potrzebuje się pocieszać pustymi frazesami typu fatum, boski plan, wielka równowaga i inne tego typu fantastyczne bajania. Wynikające zresztą z niezgody na brutalną rzeczywistość.
Owszem religia odpowiada tu na jakąś potrzebę, ale twierdzenie, że odpowiada na jakieś pytania (w sensie, że coś prawdziwie tłumaczy) to delikatnie mówiąc nadużycie.
 

8 godzin temu, Ponury_Żniwiarz napisał:

Przerywając regres, utrzymujesz tylko swoje standardy. 

Nie żeby od niemal zawsze przerywanie z sensem regresu w nieskończoność było konikiem filozofii nauki.
Bo jak głoszono od starożytności: każde wyjaśnianie kończy się albo regresem w nieskończoność, albo fundamentalizmem, albo błędnym kołem. 
Bo wiesz w próbie opisu pojęcia "dom" nie ma żadnego sensu schodzenia do poziomu kwarków, i budowania kwarkowej definicji domu. Poza tym brnąć w regres można dalej niż kwarki, tylko że trzeba by już fantazjować. No, ale wedle Ciebie to chyba nie problem. ;] 

8 godzin temu, Ponury_Żniwiarz napisał:

Są błędne, ale dla ciebie, bo to tobie nie odpowiadają. Nie mam zamiaru podporządkowywać siebie nauce, tylko i wyłącznie dlatego że opiera się ona na zasadach, których ja nie chcę przestrzegać.

Wprawdzie możesz na psa mówić "kot", a na kota "pies", ale powiedz mi jaki sens ma taki bunt?

8 godzin temu, Ponury_Żniwiarz napisał:

Hogwart istnieje w książkach o Harrym Potterze, a sam tytułowy Harry jest tylko głównym bohaterem, którego dokonania śledzimy z jego perspektywy, od początku do końca, i nie ma tutaj nic nadzwyczajnego.

Eden istnieje w książce pt "Biblia", a życie Jezusa śledzimy nawet w szerszym zakresie niż Harrego, wszak od narodzin po śmierć. Nie ma tutaj nic nadzwyczajnego. 

Uprzedzając, Jezus nie jest postacią historyczną, a wydarzenia w Biblii mają z historią tyle wspólnego co i w Harrym Potterze który zahacza fabułą o wydarzenia współczesne, a może nawet i lepiej jest w nich osadzony. 

Co do etykiet to uważam, że jeśli ktoś je rozumie to wiele to ułatwia. Poza tym, raczej nie mam problemu z rozpisywaniem własnych poglądów, zresztą chyba 3/4 postów napisałem właśnie w takowych dyskusjach. 
No i rzecz jasna raczej ciężko mnie obrazić. ;]


 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
12 godzin temu, Wulf napisał:

Rozumiem, bo prowadziłem masę dyskusji tego typu i znam ten typ myślenia. Pomijając, że niewiele ma to wspólnego z empatią, to jak już powinno to świadczyć o tym, że ją mam, a nie o jej braku. ;]

Gdybyś znał ten typ myślenia, to nie stwierdziłbyś że ci ludzie nie rozumieją co mówią.
Każdy ma swoje jakieś poglądy na dany temat, i każdy ma swoje powody by mieć takie a nie inne. 
Przez utwierdzenie się w przekonaniu że ,,ci ludzie są w całkowitym błędzie, a ja mam zupełną rację'', tylko pokazujesz że nie próbowałeś nawet w najmniejszym stopniu ich zrozumieć. 

Swoją drogą to bardzo komfortowe - rozmawiać z ludźmi, wysłuchiwać ich, tylko po to by potwierdzić swoje przekonania. Poza zarzutami, nie wniosłeś do tej dyskusji absolutnie nic swojego, a ja muszę się przez większość czasu bronić, jakby to było jakieś poważne wyzwanie. 

12 godzin temu, Wulf napisał:

Religie robią to do dziś. Wiesz co to fundacja Templetona (religijny nobel)? Czytałeś pisma świadków Jehowy? Może chociaż obejrzałeś program w IPPTV na temat teorii impaktu? O całej serii z oszustem Hovindem nie wspominając. 

Nigdy o nich nie słyszałem. Prawdopodobnie tak samo jak większość społeczeństwa. 
Zawsze są jakieś wyjątki - w tym przypadku ludzie, którzy źle interpretują Biblię i używają jej do czegoś, do czego nigdy nie powinna służyć.
Zresztą czy ich istnienie ma dla nas jakieś znaczenie? Skoro dobrze wiemy że nic z ich wysiłku nie wyjdzie?
Oczywiście poza daniem tobie satysfakcji z tego, że ,,religia znowu odniosła porażkę''. 

12 godzin temu, Wulf napisał:

Ludzie nigdy się tak nie dzielili, to jedynie kwestia jednostronnego treningu i propagandy. Zresztą cała nauka wywodzi się od filozofii, a taki podział jest raczej sztuczny i nie przystaje do rzeczywistości danych dyscyplin. 
Natomiast twierdzenia, że ścisłowcy to ateistyczni naukowcy, a humaniści to ci co w religijne wyjaśnienia poszli to gorzej niż bzdura. 

To że tego nie widzisz, wcale nie oznacza że tego nie ma. 
Pochodzenie, a to co się aktualnie reprezentuje, to dwie różne rzeczy. 
Zawsze jest szansa na to, że ścisłowiec się urodzi w humanistycznej rodzinie, i na odwrót. 
Natomiast to twierdzenie na końcu, nie wiem skądś wytrzasnął. Napisałem jedynie że humaniści i ścisłowcy patrzą na świat inaczej, ponieważ inne sprawy są dla nich ważne. 

13 godzin temu, Wulf napisał:

I może zmałpować do tego moją argumentację? 
Oj to się nie uda, bo zapominasz o meritum. Jeśli za "odopowiedzi" w kontekście tej rozmowy uważamy za coś zgodnego z prawdą/rzeczywistością, a nie tylko jakieś losowe zdania na dany temat, to nie jest to równoważne. Dlaczego? Bo zdania nauki są weryfikowalne (nawet jeśli są poza naszym zasięgiem intelektualnym), natomiast te religijne - wedle własnych założeń - nie. 
Możesz sobie oczywiście wierzyć w religijne wyjaśnienia, ale to wszystko. Epistemologicznie nie mają żadnej wartości ergo nie odpowiadają na żadne pytanie.

Jeśli w taki sposób rozumiesz słowo ,,odpowiedź'', to nic dziwnego że masz problem ze zrozumieniem danych zjawisk. Poprzednio napisałem o tym, że odpowiedzi religijne są przede wszystkim niemożliwe do obalenia, jak i do potwierdzenia - oznacza to że nie może ona być ani prawdą, ani fałszem. 
Religia może być: ,,wiarygodna'' - to znaczy taka, aby ludzie byli w stanie w nią uwierzyć. 

Na resztę tego cytatu nie mam słów - cały mój pierwszy tekst dotyczył tego, że religia a nauka to dwie różne rzeczy, więc skąd ci przyszło do głowy że wyjaśnisz religię naukowymi pojęciami? 

13 godzin temu, Wulf napisał:

Różnica jest taka, że fizyk i chemik zasadniczo sobie nie przeczą nawet jeśli używają różnych narzędzi i pojęć w opisie zjawiska. Co więcej często potrzebują się nawzajem.
Natomiast w przypadku odmiennych religii (nawet o wspólnym korzeniu) jest już inaczej.  No i dość fundamentalne pytanie z punktu widzenia dwóch podanych: Kim był Jezus, synem bożym czy prorokiem? :>
Z tym samopoczuciem jest chyba jednak odwrotnie niż twierdzisz. 

Dokładnie tak samo jest z różnymi religiami. One też się nawzajem uzupełniają. 
Również nie przeczą one sobie nawzajem, ponieważ ich cel jest ten sam - wiara w Boga i głoszenie jego słowa. 
Takie pytanie jak: ,,Kim był Jezus?'' powinieneś zadać księdzu, nie ateiście. 

13 godzin temu, Wulf napisał:

To trochę jak z wróżbitami nocną porą. Zadaje się pytania, oni wyrzucają z siebie jakieś zdania, które rzecz jasna nie są odpowiedziami w ścisłym sensie. W gruncie rzeczy po odjęciu otoczki tak to właśnie jest. 

No tak właśnie jest, tylko że z jedną różnicą: byle nocny wróżbita nie jest tak samo wiarygodny jak religia. 
Jeśli ty naprawdę tak bardzo wymagasz odpowiedzi w tym ścisłym sensie, to masz od tego naukę, i tyle. 

13 godzin temu, Wulf napisał:

Jakbyś doczytał mój komentarz na temat Twojego przykładu do końca zamiast wyobrażać sobie kropkę po słowie "bezsensowny" to może byś zrozumiał, że jest on taki dla Twojej argumentacji. 
Wszak dochodzenie ujawniające los dziecka, ciąg wydarzeń czy motywy sprawcy to tak naprawdę metody naukowe, a nie religijne. I to one wedle Ciebie dają tu ulgę.
Religijne pojawiają się dopiero gdy ktoś potrzebuje się pocieszać pustymi frazesami typu fatum, boski plan, wielka równowaga i inne tego typu fantastyczne bajania. Wynikające zresztą z niezgody na brutalną rzeczywistość.
Owszem religia odpowiada tu na jakąś potrzebę, ale twierdzenie, że odpowiada na jakieś pytania (w sensie, że coś prawdziwie tłumaczy) to delikatnie mówiąc nadużycie.

Napisał ten, który zupełnie zignorował moją część tekstu: 

22 godzin temu, Ponury_Żniwiarz napisał:

Absolutnie nie miałem na myśli że religia walczy z nauką o rolę w śledztwie, ponieważ wiadomo że to nauka ma tu najwięcej zastosowań.

Naprawdę nie musiałeś kolejny raz rozpisywać się na temat tego, że to nauka króluje przy dochodzeniach. 
Nigdzie nie napisałem że informacje powodujące ulgę mają być religijne. Mój przypadek dotyczył dochodzenia, więc to oczywiste że informacje te uzyskuje się od nauki. 
To, co nazywasz ,,fantastycznymi bajaniami'' to słowa, które mają pocieszać ludzi, i często to robią. 
No i po raz kolejny ta sama sytuacja: kolejny raz czegoś nie rozumiesz i nawet nie chcesz zrozumieć.
Najłatwiej jest nazwać coś fantastycznymi bajaniami i pogardzić, nie? 
Puste frazesy może i są, ale w twojej głowie, gdy słyszysz słowo fatum, boski plan, czy wielka równowaga. 
Inni - ci którzy tych słów najczęściej używają, rozumieją je, więc kto tu jest głupi? Oni, czy ty?
Odpowiedź brzmi: Ani ty, ani oni. Ponieważ oni używają jedynie słów, które coś dla nich znaczą, a ty traktujesz je pogardliwie, ponieważ nic dla ciebie nie znaczą. Szkoda jedynie że zamiast zostawić ten temat w spokoju, wolisz się do niego w tak niski sposób ustosunkować. Masz swoją naukę, nią się zajmuj.
I zostaw inne tematy, innym ludziom. 

13 godzin temu, Wulf napisał:

Nie żeby od niemal zawsze przerywanie z sensem regresu w nieskończoność było konikiem filozofii nauki.
Bo jak głoszono od starożytności: każde wyjaśnianie kończy się albo regresem w nieskończoność, albo fundamentalizmem, albo błędnym kołem. 
Bo wiesz w próbie opisu pojęcia "dom" nie ma żadnego sensu schodzenia do poziomu kwarków, i budowania kwarkowej definicji domu. Poza tym brnąć w regres można dalej niż kwarki, tylko że trzeba by już fantazjować. No, ale wedle Ciebie to chyba nie problem. ;] 

To, że nauka bezustannie prowadzi walkę z regresem, wcale mnie nie dziwi.
No bo skoro uważano w ten sposób od starożytności, to oznacza że ludzkość niczego nowego w tej sprawie się nie nauczyła przez te wszystkie lata. Pamiętaj jednak że jest spora różnica między: wyjaśnianiem, a wyjaśnieniem. 

14 godzin temu, Wulf napisał:

Wprawdzie możesz na psa mówić "kot", a na kota "pies", ale powiedz mi jaki sens ma taki bunt?

Wygodny przykład. Pytanie brzmi: Co byś zrobił, gdyby ktoś nagle powiedział ci że to co ty nazywasz psem, tak naprawdę jest kotem; a to co nazywasz kotem, jest psem?
I że było to wiadomo od zawsze, a ty jesteś tym, który żył w błędzie, tylko dlatego że tak twierdzi ,,tekst źródłowy'' twojego rozmówcy? Co byś wtedy zrobił? Nazwałbyś swojego rozmówcę ignorantem i naiwnym głupkiem, tylko by udowodnić sobie że masz rację? A może podałbyś swoją opinię na temat psów i kotów, pokazując że różni się ona od jego tekstu źródłowego? Twój wybór. 
Jedno jest pewne: Ja się przed niczym nie buntowałem. 

14 godzin temu, Wulf napisał:

Eden istnieje w książce pt "Biblia", a życie Jezusa śledzimy nawet w szerszym zakresie niż Harrego, wszak od narodzin po śmierć. Nie ma tutaj nic nadzwyczajnego. 

Uprzedzając, Jezus nie jest postacią historyczną, a wydarzenia w Biblii mają z historią tyle wspólnego co i w Harrym Potterze który zahacza fabułą o wydarzenia współczesne, a może nawet i lepiej jest w nich osadzony. 

Taki przewidywalny. Kto by się spodziewał że porównasz Harrego Pottera do Jezusa. 
Zgadza się: obie książki opowiadają rolę fikcyjnych bohaterów, żyjących w fikcyjnych światach, zahaczających o świat rzeczywisty. 
Różnica polega na tym, że główni bohaterowie grają inne role. Harry to dziecko pochodzące z rodziny czarodziejów. A Jezus to wybraniec Boga, mający za zadanie głosić słowo boże i zmieniać świat na lepsze. 
Różnicą jest, że Harry Potter został stworzony tak, aby czytelnicy mogli w pewnym stopniu się z nim utożsamić. 
Tymczasem Jezus nie został w taki sposób stworzony, ludzie nie mieli się z nim utożsamiać. Ludzie mieli w niego wierzyć. To jest cała magia Biblii. Ludzie nie wierzą w Jezusa, ponieważ jest postacią rzeczywistą - historyczną; wierzą w niego, ponieważ został napisany w tak naturalny sposób, że ludzie traktują go jako prawdziwego. 
Na tym właśnie polega życie wieczne. Gdy twoja postać materialna umiera, na świecie wciąż pozostaje twoja opowieść, która umrzeć nie może, a przecież jak najbardziej jest ona właśnie tobą. 

Według nauki po śmierci jest tylko nicość, i też ma ona rację, ponieważ posługuje się innymi definicjami niż religia. Gdy mówimy o nas, jako o naszym materialnym ciele, to jak najbardziej śmierć jest permanentna. 
Religia mówi tu o naszej historii, opowieści, w której wciąż w pewnym sensie żyjemy, ponieważ nią jesteśmy. 
Mogą to być dla ciebie bajania, w końcu nikt nie każe ci wiedzieć i rozumieć wszystkiego.
Człowiek żyje za krótko aby mieć na wszystko czas.

14 godzin temu, Wulf napisał:

Co do etykiet to uważam, że jeśli ktoś je rozumie to wiele to ułatwia.  

Nigdzie nie napisałem że nie rozumiem etykiet. Po prostu samo czytanie ich jest dla mnie nudne, ponieważ jak sam zauważyłeś: wiele ułatwiają, a dla mnie aż zbyt wiele.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

@Ponury_Żniwiarz, z ciekawości - czemu określasz się jako ateista? Agnostycyzm wydaje się lepiej do Ciebie pasować.

Nauka rzeczywiście jest kiepskim zamiennikiem religii, ale nie ze względu na konstrukcje gramatyczne stosowane w pytaniach, tylko po prostu poruszanie się w innych domenach. Trudno zastąpić świat duchowy "mędrca szkiełkiem i okiem", skądinąd jednak nie wszyscy ludzie wydają się odczuwać potrzebę czy nawet mieć w ogóle zdolność kontaktu z tą pierwszą sferą.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
10 minut temu, Kerosine napisał:

z ciekawości - czemu określasz się jako ateista? Agnostycyzm wydaje się lepiej do Ciebie pasować.

Cóż, według mnie nie wypada określać swojego charakteru i poglądów samodzielnie. To inni ludzie powinni nas oceniać, po tym jak nas bliżej poznają. Jedyne co my możemy określić w samym sobie, to czym nie jesteśmy i nie chcemy być. Więc jeśli chodzi o mój przypadek, no to tak po prostu najczęściej mnie ludzie określali, albo przy rozmowach z wierzącymi, albo na samych lekcjach religii.
Większość mojej rodziny określa się mianem ,,wierzących, niepraktykujących'', lecz wydaje mi się że do mnie to raczej nie pasuje. 

18 minut temu, Kerosine napisał:

Nauka rzeczywiście jest kiepskim zamiennikiem religii, ale nie ze względu na konstrukcje gramatyczne stosowane w pytaniach, tylko po prostu poruszanie się w innych domenach. Trudno zastąpić świat duchowy "mędrca szkiełkiem i okiem", skądinąd jednak nie wszyscy ludzie wydają się odczuwać potrzebę czy nawet mieć w ogóle zdolność kontaktu z tą pierwszą sferą.

Tak jak wspominałem: nauka a religia to dwie zupełnie różne rzeczy. Poruszane pytania to tylko część, z którą najczęściej ludzie mają problemy. 

Nie powiedziałbym natomiast że trudno jest zastąpić świat duchowy. To dopiero skutki tego zastępstwa są trudne. Silni i asertywni ludzie je zniosą, ale trzeba sobie zadać pytanie czy taka walka z wiatrakami ma sens. 
 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
O 25.05.2019 at 16:10, Ponury_Żniwiarz napisał:

Swoją drogą to bardzo komfortowe - rozmawiać z ludźmi, wysłuchiwać ich, tylko po to by potwierdzić swoje przekonania.

W zasadzie to nie wiem czy Ty mówisz jeszcze o mnie, czy już o sobie. W każdym razie jesteś w błędzie. 
Fakt mam dość dobrze ugruntowany światopogląd, niemniej rozumiem tamte typy myślenia. Zresztą większość zarzutów tyczyła się raczej niewłaściwej argumentacji Twojej tezy. Skoro postawiłeś jakąś tezę i wystawiłeś ją na ogląd publiczny to czego się spodziewałeś? 
 

O 25.05.2019 at 16:10, Ponury_Żniwiarz napisał:

Nigdy o nich nie słyszałem. Prawdopodobnie tak samo jak większość społeczeństwa.

No to może nie powinieneś stawiać tak ogólnych tez na tym metapoziomie? Po prostu nie znasz zagadnienia. 
Niemniej bajeczki o Adamie i Ewie, czy o powstaniu świata to raczej słyszano. To w zasadzie to samo pole. 
 

O 25.05.2019 at 16:10, Ponury_Żniwiarz napisał:

Zawsze są jakieś wyjątki - w tym przypadku ludzie, którzy źle interpretują Biblię i używają jej do czegoś, do czego nigdy nie powinna służyć.

W istocie nie ma czegoś takiego jak dobra czy zła interpretacja świętej księgi (może w ramach wewnętrznych dyskusji w KRK z racji wielowiekowej tradycji egzegezy Biblijnej). Służy do tego do czego ktoś chce ją wykorzystać, jak każde inne narzędzie. 

O 25.05.2019 at 16:10, Ponury_Żniwiarz napisał:

Zresztą czy ich istnienie ma dla nas jakieś znaczenie? Skoro dobrze wiemy że nic z ich wysiłku nie wyjdzie?

Trochę ludzi jednak się na te głupoty łapie, więc coś z tego wysiłku mają. 

O 25.05.2019 at 16:10, Ponury_Żniwiarz napisał:

To że tego nie widzisz, wcale nie oznacza że tego nie ma. 
Pochodzenie, a to co się aktualnie reprezentuje, to dwie różne rzeczy. 
Zawsze jest szansa na to, że ścisłowiec się urodzi w humanistycznej rodzinie, i na odwrót. 
Natomiast to twierdzenie na końcu, nie wiem skądś wytrzasnął. Napisałem jedynie że humaniści i ścisłowcy patrzą na świat inaczej, ponieważ inne sprawy są dla nich ważne. 

Jest iluzja produkowana przez media, i ludzie którzy to przyjmują w ramach samousprawiedliwienia czy wręcz wymówki. To, że student matematyki nie umie napisać 3 zdań po polsku, a filolog policzyć ułamków to nie kwestia tego, że jeden jest ścisłowcem, a drugi humanistą tylko po prostu zaniedbań w edukacji. Tak naprawdę trzymając się średniej (czyli odcinając nadzwyczaj uzdolnionych i nadzwyczaj "głupich") to nie ma żadnych różnic, pomijając różnicę w wyszkoleniu. To nie są żadne cechy wrodzone.

To czy dla kogoś ważna kariera, rodzina, czy samorealizacja nijak nie jest z tym skorelowane. Zresztą większość ludzi chce po prostu spokojnie żyć i wszystko co się z tym wiążę.

O 25.05.2019 at 16:10, Ponury_Żniwiarz napisał:

To, że nauka bezustannie prowadzi walkę z regresem, wcale mnie nie dziwi.
No bo skoro uważano w ten sposób od starożytności, to oznacza że ludzkość niczego nowego w tej sprawie się nie nauczyła przez te wszystkie lata. 

Może nie wiesz, ale nie tylko nauka. Przecie właśnie na przerywaniu regresu opiera się dowód ontologiczny na istnienie boga. Wszak ów bóg jest forma przerwania regresu. 
 

O 25.05.2019 at 16:10, Ponury_Żniwiarz napisał:

Jeśli w taki sposób rozumiesz słowo ,,odpowiedź'', to nic dziwnego że masz problem ze zrozumieniem danych zjawisk. Poprzednio napisałem o tym, że odpowiedzi religijne są przede wszystkim niemożliwe do obalenia, jak i do potwierdzenia - oznacza to że nie może ona być ani prawdą, ani fałszem

Wiesz w takim wypadku sprawy wyglądają tak. 
Treści religijne są bezsensowne i można je olać. 
Pytanie: Ile planet ma układ słoneczny
(religijna odpowiedź): 100 lat temu wlazł kotek na płotek

Treści religijne nie mają desygnatu i nic nie mówią o świecie. Więc chyba też można je olać. 
Coś w stylu zdania: Obecny król Polski jest łysy. 

No i dalej jest owa kwestia, że religia wbrew temu co uważasz starała się raczej pretendować do mówienia o tym "co i jak?", a "Dlaczego?" zwykle kończy się na woli boskiej. 
No, ale w sumie zapytam "Dlaczego zachodzą zjawiska fizyczne?" Oczywiście pytam o sens, a nie fizyczny powód. ;] 

O 25.05.2019 at 16:10, Ponury_Żniwiarz napisał:

Wygodny przykład. Pytanie brzmi: Co byś zrobił, gdyby ktoś nagle powiedział ci że to co ty nazywasz psem, tak naprawdę jest kotem; a to co nazywasz kotem, jest psem?

Zależy od sytuacji. Zależy czy kwestia dotyczy zwykłego europejskiego krótkowłosego czy też jakiegoś nowoodkrytego gatunku o niejednoznacznej fizjonomii. W pierwszym przypadku rzecz jest oczywista, bo oba słowa mają swoje ustalone ekstensje (zakładam też, że ten ktoś nie jest dyktatorem który świadomie reformuje język), więc albo sobie robi jaja, albo jest głupi (zakładam też, że mówimy o obiekcie widocznym i nie bawimy się w iluzje). Podobnie słowa "fakt" i "teoria" mają swoje znaczenia, zwłaszcza kontekście nauki. 

W drugim przypadku czekam, aż odpowiednie osoby zrobią testy DNA. 

O 25.05.2019 at 16:10, Ponury_Żniwiarz napisał:

Taki przewidywalny. Kto by się spodziewał że porównasz Harrego Pottera do Jezusa. 
Zgadza się: obie książki opowiadają rolę fikcyjnych bohaterów, żyjących w fikcyjnych światach, zahaczających o świat rzeczywisty. 
Różnica polega na tym, że główni bohaterowie grają inne role. Harry to dziecko pochodzące z rodziny czarodziejów. A Jezus to wybraniec Boga, mający za zadanie głosić słowo boże i zmieniać świat na lepsze
Różnicą jest, że Harry Potter został stworzony tak, aby czytelnicy mogli w pewnym stopniu się z nim utożsamić. 

 Jakieś 10 lat temu założyłem o tym nawet cały temat. Dobry przykład, bo wszystkim z grubsza znany 
Jak już porównywać to oboje są niepełnej krwi czarodziejami wychowanymi przez mugoli. HP lepszy bo walczy z konkretnym wręcz spersonifikowanym złem w zasadzie o ocalenie świata i nawet mu się udaje, no i jego wczesno-dziecięce zabawy z mocą robiły jedynie szkody materialne zamiast w ludziach jak to było u Jezusa. No i Harremu lepiej poszło to inspirowanie innych. Pewnie dlatego przeżył. 
W ogóle uważa się, że była w tej serii dość silna inspiracja chrześcijaństwem, a sam HP jest figurą "chrystusową".  

Ale w sumie nawet nie o to chodziło, a raczej o sugestię, że istnienia bądź nieistnienia Hogwartu nie możesz udowodnić, bo jeśli istnieje to i tak do niego nie dotrzesz. Ale, żeby mimo wszelkich podobieństw twierdzić, że seria owa odpowiada na jakieś pytania to pewnie przesada.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
12 godzin temu, Wulf napisał:

W zasadzie to nie wiem czy Ty mówisz jeszcze o mnie, czy już o sobie. W każdym razie jesteś w błędzie. 
Fakt mam dość dobrze ugruntowany światopogląd, niemniej rozumiem tamte typy myślenia. Zresztą większość zarzutów tyczyła się raczej niewłaściwej argumentacji Twojej tezy. Skoro postawiłeś jakąś tezę i wystawiłeś ją na ogląd publiczny to czego się spodziewałeś? 

Nie postawiłem żadnej tezy, więc nie wiem o co ci chodzi. Może źle mnie w czymś zrozumiałeś. 
W takim razie jaką ja według ciebie tezę postawiłem?

12 godzin temu, Wulf napisał:

W istocie nie ma czegoś takiego jak dobra czy zła interpretacja świętej księgi (może w ramach wewnętrznych dyskusji w KRK z racji wielowiekowej tradycji egzegezy Biblijnej). Służy do tego do czego ktoś chce ją wykorzystać, jak każde inne narzędzie. 

Oczywiście że nie ma dobrej interpretacji. Dobro to kwestia perspektywy. 
Tu chodzi przede wszystkim o słuszność danej interpretacji - powody dla których ludzie akurat w nią wierzą. 
Interpretacji może być tyle, ilu jest ludzi na świecie, jednak tylko jedna jest słuszna, a w dodatku żadna z istniejących nie musi nią być. 
Interpretacje się zbiera i wyszukuje w nich prawd, ponieważ jak mówi powiedzenie:
,,W każdej legendzie jest ziarenko prawdy.'', a jak mówi następne: ,,Ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka.'' Dlatego też jeśli zbierze się odpowiednią ilość interpretacji, to na ich bazie zbuduje się nową - słuszną. 

12 godzin temu, Wulf napisał:

Trochę ludzi jednak się na te głupoty łapie, więc coś z tego wysiłku mają

Na świecie żyje 7 miliardów ludzi. Ci, którzy się na te głupoty łapią, to naturalny margines społeczny. 
W każdym razie dla nas, są nieistotni. 

12 godzin temu, Wulf napisał:

Jest iluzja produkowana przez media, i ludzie którzy to przyjmują w ramach samousprawiedliwienia czy wręcz wymówki. To, że student matematyki nie umie napisać 3 zdań po polsku, a filolog policzyć ułamków to nie kwestia tego, że jeden jest ścisłowcem, a drugi humanistą tylko po prostu zaniedbań w edukacji. Tak naprawdę trzymając się średniej (czyli odcinając nadzwyczaj uzdolnionych i nadzwyczaj "głupich") to nie ma żadnych różnic, pomijając różnicę w wyszkoleniu. To nie są żadne cechy wrodzone.

To czy dla kogoś ważna kariera, rodzina, czy samorealizacja nijak nie jest z tym skorelowane. Zresztą większość ludzi chce po prostu spokojnie żyć i wszystko co się z tym wiążę.

W zupełności się tutaj z tobą zgadzam. Nie powinno się wykorzystywać niezrozumianych określeń w ramach wymówki. Ludzie, którzy w ten sposób wykorzystują te określenia pewnie nawet nie rozumieją, co one znaczą. 
Bowiem znaczenie tych dwóch słów (humanista i ścisłowiec) nie jest jakieś bardzo istotne - to zwykła preferencja - gusta. To, o czym ty wspomniałeś to wiedza podstawowa - taka, którą każdy w tych czasach powinien znać dzięki ogólnodostępnej edukacji. Natomiast nasze preferencje są lepiej widoczne dopiero przy wyborze już bardziej ambitnej edukacji (szkół wyższych), i tu jest to już tylko kwestia wyboru. 
Zwłaszcza że raczej nie da się być wybitnym i wykształconym poetą oraz wybitnym i wykształconym matematykiem jednocześnie. A już na pewno nie jest to możliwe dla przeciętnej osoby. 
Dlatego jest wybór. Wolisz kierować się przede wszystkim umysłem - podążaj za nauką ścisłą. 
Wolisz kierować się sercem - spróbuj nauki humanistyczne. 

12 godzin temu, Wulf napisał:

Może nie wiesz, ale nie tylko nauka. Przecie właśnie na przerywaniu regresu opiera się dowód ontologiczny na istnienie boga. Wszak ów bóg jest forma przerwania regresu. 

Tak, zdaję sobie z tego sprawę. 
Każdy wierzący wie o takiej odwiecznej walce dobra ze złem, czego ja nie popieram i wierzącym nie jestem (oczywiście to nie jest jedyny powód). 

12 godzin temu, Wulf napisał:

Wiesz w takim wypadku sprawy wyglądają tak. 
Treści religijne są bezsensowne i można je olać. 
Pytanie: Ile planet ma układ słoneczny
(religijna odpowiedź): 100 lat temu wlazł kotek na płotek

Treści religijne nie mają desygnatu i nic nie mówią o świecie. Więc chyba też można je olać. 
Coś w stylu zdania: Obecny król Polski jest łysy. 

No i dalej jest owa kwestia, że religia wbrew temu co uważasz starała się raczej pretendować do mówienia o tym "co i jak?", a "Dlaczego?" zwykle kończy się na woli boskiej. 
No, ale w sumie zapytam "Dlaczego zachodzą zjawiska fizyczne?" Oczywiście pytam o sens, a nie fizyczny powód. ;] 

Religia nigdy nie byłaby w stanie odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ się tym nie zajmuje. 
Prędzej mogłaby odpowiedzieć na pytanie: ,,Dlaczego planety i układ słoneczny istnieją?'' Choć i tu odpowiedź ta na pewno ciebie nie usatysfakcjonuje. 
Religia opiera się na wierze, a w taki kit jak: ,,100 lat temu wlazł kotek na płotek'' raczej nikt normalny by dzisiaj nie uwierzył. 
A skoro chcesz odpowiedzi na pytanie: ,,Dlaczego zachodzą zjawiska fizyczne?'', to najwidoczniej muszę jeszcze raz napisać powiedzenie: ,,Bóg jest odpowiedzią na wszystkie pytania.'' 
Jedyne co więcej możesz z religii wynieść, to bardziej szczegółowe określenie tego, co już napisałem. 
Także najlepiej będzie, jeśli zrobisz tak, jak sam zasugerowałeś i po prostu religię ,,olejesz''. 

12 godzin temu, Wulf napisał:

Zależy od sytuacji. Zależy czy kwestia dotyczy zwykłego europejskiego krótkowłosego czy też jakiegoś nowoodkrytego gatunku o niejednoznacznej fizjonomii. W pierwszym przypadku rzecz jest oczywista, bo oba słowa mają swoje ustalone ekstensje (zakładam też, że ten ktoś nie jest dyktatorem który świadomie reformuje język), więc albo sobie robi jaja, albo jest głupi (zakładam też, że mówimy o obiekcie widocznym i nie bawimy się w iluzje). Podobnie słowa "fakt" i "teoria" mają swoje znaczenia, zwłaszcza kontekście nauki. 

W drugim przypadku czekam, aż odpowiednie osoby zrobią testy DNA. 

Czyli krótko mówiąc uznałbyś go za głupiego i broniłbyś się swoim własnym tekstem źródłowym.
Tak też myślałem. 
Ciężko mi powiedzieć czym jest dla ciebie obiekt widoczny, a co iluzją. Jednak jeśli przez ,,widoczne'' miałeś na myśli ,,materialne'', to raczej się z nikim w ten sposób nie dogadasz. 
Raczej twój rozmówca nie zostałby przekonany jakimiś testami DNA, ponieważ są one częścią tej twojej nauki, którą on nie respektuje (napisałem że sam ma coś w rodzaju nauki, na czym on sam się opiera) 

Nie wątpię iż słowa takie jak fakt czy teoria mają swoje znaczenia w kontekście nauki, ale w żadnym wypadku nie trzeba wykorzystywać tych słów jedynie w tym kontekście. 
Nauka jest stworzona dla ludzi, więc ci mogą sobie z nią robić co chcą. To samo tyczy się słów. 

13 godzin temu, Wulf napisał:

HP lepszy bo walczy z konkretnym wręcz spersonifikowanym złem w zasadzie o ocalenie świata i nawet mu się udaje, no i jego wczesno-dziecięce zabawy z mocą robiły jedynie szkody materialne zamiast w ludziach jak to było u Jezusa.

Tak, nie ma to jak oryginalna fabuła. Młody niedoświadczony bohater próbujący ocalić świat przed stereotypowym złym, którego interesuje jedynie potęga, siła i władza, co ostatecznie prowadzi go do zbytniej pewności siebie i na końcu umiera, a nasz młody bohater ratuje świat przed zagładą, oczywiście ze szczęśliwym zakończeniem. 
Większość, jeśli nie wszystkie, filmy o superherosach mają dokładnie tą samą fabułę, tyle że różnią się szczególikami. 

Zauważ również że Jezus nikomu nie kazał za sobą podążać. Ludzie decydowali się na przystanie do niego z własnej nieprzymuszonej woli. Byli gotowi na poświęcenie, dokładnie jak sam Jezus. 

13 godzin temu, Wulf napisał:

W ogóle uważa się, że była w tej serii dość silna inspiracja chrześcijaństwem, a sam HP jest figurą "chrystusową".  

Słyszałem również o tym, że bohaterowie Kubusia Puchatka reprezentują siedem grzechów głównych, więc tych nawiązań religijnych już trochę było i pewnie będzie jeszcze więcej. 

13 godzin temu, Wulf napisał:

Ale w sumie nawet nie o to chodziło, a raczej o sugestię, że istnienia bądź nieistnienia Hogwartu nie możesz udowodnić, bo jeśli istnieje to i tak do niego nie dotrzesz. Ale, żeby mimo wszelkich podobieństw twierdzić, że seria owa odpowiada na jakieś pytania to pewnie przesada.

Dotrzesz do Hogwartu poprzez przeczytanie Harrego Pottera, bo tam on właśnie istnieje.
To nie jest jakaś wielka filozofia. 
Książka HP nie odpowiada na pytania takie jak religia, ponieważ nie została do tego stworzona. 
Swoją treścią fabularną nie różni się niczym od takich Avengersów. 




 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz

  • Kto jest online? (Zobacz całą listę)

    • 6milac7622yh7
    • 2madisonc261ro4
  • Ostatnie aktualizacje statusu

    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      Nie ma to jak świętować 30. rocznicę odzyskania wolności, która jeszcze nie przyszła.
      · 0 odpowiedzi
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      · 0 odpowiedzi
    • Borowy

      Borowy

      Witajcie, mam do Was ogromną prośbę... potrzebuje wypełnionych ankiet do badań naukowych... na koniec maja mam termin oddania. Temat Tabu - SEKSUALNOŚĆ, dlatego rodzice do których kierowałem tą ankietę nie chcą mi jej wypełniać, choć uważam, że nie ingeruję w ich życie intymne. 2 miesiące temu ankieta już istniała online, a dostałem tylko 4 odpowiedzi :c Zajmie od 5 do 10 minut. Prawie wszystkie zadania zamknięte.
      Musielibyście wcielić się w rodzica, który ma dziecko z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim. Ankieta jest oczywiście anonimowa.

      https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLSc35FjqvALX9OYdkmC8p4LFMjfvp9sEyGFAuHiG6MCFurqWBQ/viewform?fbclid=IwAR0BBy3Clovc9HZH-pMkOzC8sUF6UJ-LuOPcDC2HSLdZsHL_dVYN5zb9mzE
      · 0 odpowiedzi
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      Czy posiadanie "judasza" w drzwiach to już antysemityzm?
      · 3 odpowiedzi
    • Shady-Lane90

      Shady-Lane90  »  Kalafior_Grozy

      · 4 odpowiedzi
  • Posty

    • Kerosine
      Opisz siebie jednym słowem!
      Beznadziejnik [przypadek z gatunku beznadziejnych].
    • Emil1298
      POTRZEBUJE PORADY proszę.
      Witam Was wszystkich. Jestem Emil mam 25 lat , jestem w związku z dziewczyną 3 lata i potrzebuje rady. Nie mieszkamy razem. Zawsze z inicjatywą wychodzę ja ona mało co się stara. Twierdzi żeby zamieszkać razem musimy wziąść ślub mimo że ma duży dom ( ale w sumie nie przeszkadza mi żeby coś wynajac, nawet było by lepiej.)  Nigdy niedzwoni Ale to przenigdy tylko pisze na mesengerze odkąd się poznaliśmy , typu Cr, co tam , czasami coś tam napiszę większego od siebie. Niby się kochamy niby wszystko fajnie ale wogole mnie do siebie nie zaprasza , a w ciągu tygodnia jeśli ja nie zaproponuje spotkania to wogole się nie widujeny Ale ona dalej twierdzi że kocha mnie. Sexu unika jak niewiem co. Czasami się zdarzy że ma ochotę Ale to raz na 2 miesiące. Teraz mamy lecieć na wakacje razem za granicę Ale niewiem czy jest sens bo powoli odczuwam to wszystko na psychice i żeby coś się zmieniło to musimy wziąść ślub...  Kilka razy było że jak do niej dzwoniłem to coś powiedziałem w żarcie A ona nagle się rozłacza , był killa raazy tekst że niechce jej się gadać. Powiedzcie mi bo niewiem już co robić. Za wszystkie rady będę wdzięczny.
    • Shady-Lane90
      O czym teraz myślisz?
      "Trzymaj się tam. Do usłyszenia."  Przykre...
    • Kerosine
      Co Cię dzisiaj wkurzyło ?
      @Celt, to tylko jedna z przyczyn szpitalnej patologii [choć oczywiście masz całkowitą rację we wszystkim, co napisałeś]. Aby "normalnie chorować" jako pacjent psychiatryczny potrzebne jest jednak coś jeszcze - zmiana postrzegania i traktowania nas przez społeczeństwo. To niestety kwestia kilkunastu lat - aż tyle czasu potrzeba na wykształcenie dziecięcego psychiatry, który najpierw musi ukończyć ogólne studia medyczne, potem odbyć staż podyplomowy i zrobić specjalizację psychiatryczną [kolejne kilka lat], a dopiero na samym końcu specjalizację w dziedzinie psychiatrii dziecięcej, która dodatkowo jest bardzo trudna. Skądinąd problem rzeczywiście jest palący, bo najnowsza masowa plaga naszego kraju to... próby samobójcze wśród dzieci i młodzieży. Oglądałeś niedawno w telewizji program na ten temat?
    • Kalafior_Grozy
      Co Ci sprawiło dzisiaj radość?
      Dwa piwa w plenerze w doborowym towarzystwie.