KtośMiły

Co decyduje o tym, że ludzie lubią niektórych bardziej niż innych?

Recommended Posts

Martyna - moja dawna "przyjaciółka", która odkąd pamiętam zawsze szukała okazji by mi dokuczyć. Głównym powodem było to, że lepiej się od niej uczyłam. Czuła się przy mnie gorsza, dlatego jej zazdrość niejednokrotnie dawała mi się we znaki. Czasem bywała w porządku i naprawdę ją lubiłam, lecz przez jej uciążliwe docinki i obgadywanie mnie za plecami, coraz bardziej traciła w moich oczach. Mimo wszystko jednak dalej utrzymywałam z nią kontakt, bo ani ja, ani ona, nie miałyśmy poza sobą w klasie nikogo wystarczająco bliskiego. Tak więc męczyłam się z nią przez kilka ładnych lat, póki nie obraziła się na mnie za jakąś błahostkę. Sądzę, że po prostu wykorzystała nadażającą się okazję, by zerwać ze mną znajomość. Było mi to w sumie na rękę. Wcale po niej nie płakałam.

Teraz, gdy jesteśmy w różnych liceach, w ogóle jej nie widuję (jest w internacie). Dzisiaj jednak, zajrzałam z ciekawości na jej profil na fb. Zauważyłam, że przez rok nauki zdobyła w nowej szkole mnóstwo przyjaciół. Na jej osi czasu jest ponad sto życzeń urodzinowych, z czego około połowa to zwariowane zdjęcia z jakimiś zupełnie nieznanymi mi ludzmi... Już w gimnazjum lubili ją niemal wszyscy. Wyjątkiem byłam chyba tylko ja.

Nie mogę pojąć, jak tylu ludzi może dażyć ją taką sympatią. Martyna lubi się wywyższać, gardzi "gorszymi", uważa się za nie wiadomo kogo i nie omieszka wyśmiewać innych za plecami. I żeby było jasne, obserwowałam to nie tylko wobec siebie, ale także wobec innych - ludzi, którzy ją tak bardzo lubią. Czy oni wszyscy są tak ślepi, by tego nie zauważać?

Ja jestem zupełnym przeciwieństwem Martyny. Zawsze chętnie pomagam, nie wywyższam się. Potrafię słuchać i wczuć się w drugiego człowieka. Tyle tylko, że ja jestem sama. Ludzie w klasie się do mnie nie odzywają, a na mojej osi czasu jest zaledwie kilkanaście życzeń i to złożonych mi chyba jedynie z litości. Zastanawia mnie, dlaczego tak jest? Czemu ktoś tak fałszywy jest bardziej lubiany ode mnie?

Okej, może jestem nieśmiała, dość poważna... Nie mam odwagi by do kogoś podejść i zagadać. Ale miałam raz taką sytuację, w której pewna dziewczyna sama do mnie podeszła, proponując wspólne siedzenie w autobusie. Zaskoczyła mnie, bo normalnie nigdy nie rozmawiałyśmy. W miarę nawiązywania znajomości okazało się, że od dawna chciała mnie poznać. Stwierdziła, że jestem bardzo tajemnicza i szalenie ciekawa. Aktualnie jesteśmy w stałym kontakcie i bardzo się lubimy. Mamy ze sobą wiele wspólnego.

Inni jednak się mnie jakby boją, czują respekt. Czy aby zdobyć ich sympatię, muszę stać się krnąbrna i szalona? To naprawdę jedyny sposób, by zwrócić na siebie ich uwagę? To niedorzeczne. Nie chcę się zmieniać. Lubię siebie.

Share this post


Link to post

Ale ja wcale nie twierdzę, że jestem od niej "lepsza". Każdy ma swoje zalety i wady. To oczywiste. Ja, jak wspomniałam, jestem nieśmiała. Ona jest za to bardziej kontaktowa. Jesteśmy zupełnie różne i nie mnie jest oceniać, co jest lepsze, a co gorsze. Zupełnie nie o to mi chodzi.

Ja chcę po prostu zrozumieć, czym właściwie ludzie kierują się, decydując się nawiązać z kimś bliższy kontakt. Z licznych obserwacji wiem, że Martyna jest złośliwa i fałszywa w stosunku nie tylko do mnie, ale i do wielu innych (lubiących ją) osób. Odnosi się z pogardą do wielu rzeczy i wywyższa niczym królowa. Nie wierzę, że inni tego nie widzą, a mimo to nadal się z nią kolegują i wciąż darzą tą samą sympatią. Po prostu nasuwa mi się pytanie, czy w obliczu tych wszystkich (moim zdaniem) wad, nie ma to dla innych większego znaczenia tak długo, póki jest ona kontaktowa? Czy osoba nieśmiała, mimo zupełnie innego podejścia, nie ma szans na zdobycie zainteresowania wśród rówieśników? Wystarczy być zwariowanym by być lubianym? A co z posiadaniem innych wartości? Czy to naprawdę nie ma znaczenia...?

Share this post


Link to post
18 godzin temu, KtośMiły napisał:

Martyna lubi się wywyższać, gardzi "gorszymi", uważa się za nie wiadomo kogo i nie omieszka wyśmiewać innych za plecami. I żeby było jasne, obserwowałam to nie tylko wobec siebie, ale także wobec innych - ludzi, którzy ją tak bardzo lubią. Czy oni wszyscy są tak ślepi, by tego nie zauważać?

Możesz przytoczyć konkretne przykłady sytuacji, w których zachowywała się w ten właśnie sposób? To dosyć mało prawdopodobne, aby osoba, u której wymienione przez Ciebie cechy wysuwają się na pierwszy plan mogła zająć tak wysoką pozycję w grupie / społeczności - tym bardziej, że wydajesz się być jedyną, która tak ją postrzega. Z drugiej strony, posiadanie właściwości zwanej charyzmą potrafi sprawić, że ludzie skłonni są nie dostrzegać nawet całkiem sporej liczby dość znaczących wad, chociaż nawet i w tym przypadku wydaje się mieć to jednak swoje granice. Czynniki nie związane z charakterem, a mimo to sprawiające, że znajomość również z kimś sukowatym staje się opłacalna [choćby dosłownie] to także możliwy powód.

18 godzin temu, KtośMiły napisał:

Czy aby zdobyć ich sympatię, muszę stać się krnąbrna i szalona? To naprawdę jedyny sposób, by zwrócić na siebie ich uwagę?

A czy naprawdę chcesz i musisz to robić? ;) Nie próbuj zdobyć sympatii masy i wszystkich [ani nawet większości], staraj zbliżyć się do nielicznych i wybranych: jako introwertyczka i osoba wydająca się ewidentnie nie płynąć z głównym nurtem nie dość, że masz na to małe szanse, to na dodatek jest to dla Ciebie pozycja nienaturalna.

(nawiasem mówiąc, bycie przesadnie miłym paradoksalnie również może utrudniać zdobycie sympatii - tzw. "pazur" jest w cenie zdumiewająco często)

4 godziny temu, KtośMiły napisał:

Czy osoba nieśmiała, mimo zupełnie innego podejścia, nie ma szans na zdobycie zainteresowania wśród rówieśników?

Ma szanse na zbudowanie mniej lub bardziej dosłownie rozumianego, ale jednak wąskiego grona przyjaciół i znajomych. Na zdobycie pozycji "socjalnej gwiazdki" - niewielkie, ta rola rzeczywiście wymaga posiadania właśnie takich cech, jakie ma Twoja była przyjaciółka [?]: pewności siebie, otwartości, dużego poczucia humoru / zabawności, a nade wszystko ekstrawersji.

Moja rada dla Ciebie: udało Ci się ostatnio nawiązać interesującą i dobrze rokującą znajomość, trzymaj zatem się jej i czas przeznaczony na zdobycie w końcu magicznej setki życzeń na FB [popularność internetowa potrafi dawać kiepskie pojęcie na temat tej "realnej", swoją drogą] poświęć na rozwijanie relacji z nową znajomą.

18 godzin temu, KtośMiły napisał:

Inni jednak się mnie jakby boją, czują respekt.

Może tak być istotnie, osoby zamknięte w sobie i nieśmiałe często - o ironio - sprawiają wrażenie wyniosłych i chłodnych, choć tak naprawdę nierzadko kryją w sobie wiele ciepła.

4 godziny temu, KtośMiły napisał:

Wystarczy być zwariowanym by być lubianym?

Teoretycznie nie, ale w praktyce jeśli rozważamy środowisko składające się w większości z tzw. krejzolów istotnie, tylko taka osoba stanie się wśród nich Miss / Mister Popular.

18 godzin temu, KtośMiły napisał:

Czemu ktoś tak fałszywy jest bardziej lubiany ode mnie?

Jakby nie patrzeć, podtrzymywanie znajomości którą w bardziej sprzyjających okolicznościach zerwalibyśmy bez wahania tylko z powodu braku bardziej odpowiedniej kandydatki na przyjaciółkę [psiapsiółkę w zasadzie] również podpada pod fałsz.

Share this post


Link to post
Cytuj

Możesz przytoczyć konkretne przykłady sytuacji, w których zachowywała się w ten właśnie sposób?

Wyśmiewała mnie na w-f'ie. Robiła to publicznie. Gdy popełniłam jakiś błąd, np. podczas meczu koszykówki odwróciłam się bezmyślnie tyłem do piłki i nie przyjęłam podania, ona ironicznym tonem zaczęła mnie podawać wszystkim za przykład, aby w ten sposób nie grali. Słyszała to cała klasa, a ja czułam się beznadziejnie. Nikt nie reagował.

Gdy przychodził czas na pracę w grupach, spotykałyśmy się u mnie w domu na "wspólną" pracę. W rzeczywistości robiłam wszystko sama. Ona grała na komputerze, mając mnie gdzieś i nie przejmowała się faktem, że mnie wykorzystuje. Oczywiście zwracałam jej uwagę, prosiłam o pomoc, ale zazwyczaj bez skutku. Kiedy jednak mi się to udawało, nie wnosiła niczego dobrego... Jak dziś pamiętam dzień, w którym wykonałam pewną dekorację, a ona pod moją nieobecność po prostu okleiła ją całą taśmą, niszcząc godziny mojej żmudnej pracy...

Albo sytuacja przez którą z dnia na dzień przestała się do mnie odzywać: W naszej szkole co roku organizowany był Festiwal Piosenki Zimowej i każda klasa musiała przygotować własne wystąpienie. Do śpiewu wytypowano mnie. Bałam się jednak robić to sama i poprosiłam Martynę, by zaśpiewała ze mną w duecie. Po wielu namowach i wychwalaniu jej głosu, w końcu się zgodziła. Chcąc jednak, byśmy wypadły jak najlepiej, zaproponowałam, żebyśmy wybrały się razem z resztą zespołu do uczęszczanej przeze mnie Szkoły Muzycznej i poprosiły uczących tam muzyków o ewentualne porady. Wszyscy się zgodzili. Kiedy jednak nadszedł umówiony dzień spotkania, Martyna się nie pojawiła, tłumacząc się nadmiarem nauki (kłamstwo - w najbliższym czasie nie było żadnych sprawdzianów, a ona sama nie jest typem, który uczy się tydzień przed). Powiedziałam więc reszcie, że jej nie będzie, na co wszyscy bardzo się zdenerwowali. Po skończonej próbie perkusistka zadzwoniła do niej z pretensjami, nie oszczędzając nawet przekleństw. Pianistka też krzyczała. Ja siedziałam cicho. Następnego dnia okazało się, że Martyna zrezygnowała (było trzy dni przed występem). Wystawiona do wiatru, musiałam śpiewać solo. Po miesiącu Martyna pogodziła się z perkusistką i pianistką, a ze mną do tej pory prowadzi wojnę. A przecież to ja jako jedyna nie rościłam do niej żadnych pretensji.

Jeśli jednak chodzi o sytuacje nie związane ze mną, a dotyczące bezpośrednio innych... Niejednokrotnie byłam świadkiem tego, jak najpierw się z kimś świetnie bawiła i grała wspaniałą koleżankę, a chwilę później tę osobę zwyczajnie obgadywała, komentując jej ubiór lub nieudany makijaż. Widziałam także, jakie ma podejście do niektórych osób. Jeśli jej zdaniem ktoś był gorszy, odnosiła się do niego z pogardą. Dla przykładu, był taki chłopak z równoległej klasy, którego otwarcie nazywała obleśnym i za każdym razem, gdy tylko koło niej przechodził, robiła zniesmaczoną minę i teatralnie się przed nim wzdrygała, rzucając "fuj... [nazwisko]...". Często też naśmiewała się otwarcie z osób otyłych. I dla jasności, nasza klasa wielokrotnie bywała tego świadkiem i, o zgrozo, przytakiwała jej.

Cytuj

wydajesz się być jedyną, która tak ją postrzega

I właśnie to mnie nurtuje. Obserwując to, jak wszyscy ją lubią, czuję się niczym kompletna wariatka... Jakby inni tego nie widzieli.

Cytuj

Nie próbuj zdobyć sympatii masy i wszystkich [ani nawet większości]

Nigdy tego nie robiłam i wcale nie zamierzam. Jak wspomniałam wcześniej - nie chcę się zmieniać, lubię siebie jaką jestem. Nie potrzebuję rzeszy przyjaciół. Celem mojego wpisu jest jedynie poznanie schematu, którym ludzie kierują się, darząc kogoś sympatią. Martyna jest przykładem, którego nie potrafię rozgryźć i chcę zrozumieć, dlaczego mimo jej licznych (negatywnych moim zdaniem) zachowań, wciąż lgną do niej coraz to nowe osoby.

Cytuj

 pewności siebie, otwartości, dużego poczucia humoru / zabawności, a nade wszystko ekstrawersji

Wychodzi na to, że zestaw tych cech wystarczy, by być powszechnie lubianym. Ale czy to nie absurdalne? A co z pozostałymi wartościami, które pozostawiają wiele do życzenia? Czy one się nie liczą? Dla mnie osobiście zachowania Martyny są nie do przyjęcia i jakiekolwiek u niej poczucie humoru lub nawet ogromna otwartość, nigdy tego nie przykryją. A dla innych jakoś to wystarczy. Naprawdę momentami zaczynam wątpić w otaczających mnie ludzi i coraz częściej mimowolnie podważam iloraz ich inteligencji...

Cytuj

Moja rada dla Ciebie: udało Ci się ostatnio nawiązać interesującą i dobrze rokującą znajomość, trzymaj zatem się jej i czas przeznaczony na zdobycie w końcu magicznej setki życzeń na FB [popularność internetowa potrafi dawać kiepskie pojęcie na temat tej "realnej", swoją drogą] poświęć na rozwijanie relacji z nową znajomą.

Dziękuję za radę, ale tak właśnie robię - rozwijam relacje z nową znajomą. Nie zależy mi na popularności internetowej. Na Facebooka wchodzę od wielkiego dzwonu, a przytoczenie osi czasu z życzeniami urodzinowymi było jedynie przykładem, ukazującym między nami znaczącą różnicę w posiadaniu znajomych.

Cytuj

Jakby nie patrzeć, podtrzymywanie znajomości którą w bardziej sprzyjających okolicznościach zerwalibyśmy bez wahania tylko z powodu braku bardziej odpowiedniej kandydatki na przyjaciółkę [psiapsiółkę w zasadzie] również podpada pod fałsz.

Zarówno ona, jak i ja, trzymałyśmy się siebie nawzajem z powodu pojawienia się razem w zupełnie nowej szkole. Znałyśmy się już wcześniej, nasze matki również. Był to pretekst do nawiązania bliższej znajomości i siedzenia razem w ławce przez następne 4 lata. Bywały chwile miłe, ale i coraz częściej zdarzały się również te nieprzyjemne. Wydaje mi się, że obie miałyśmy siebie z czasem nawzajem dość, tylko żadna nie wiedziała, jak urwać kontakt. Nie nazwałabym swojego zachowania fałszem, a raczej tchórzostwem - bałam się mówić otwarcie o własnych uczuciach i dawałam się jej wykorzystywać. Nie miałam w nikim oparcia. Obraza Martyny za opisane przeze mnie wcześniej wydarzenie była niczym wybawienie.

Tyle w gwoli ścisłości.

Share this post


Link to post

Nie zawsze ktoś kto jest dla nas toksyczny, albo my go toksycznie odbieramy - musi być toksyczny dla innych. Tak już jest, po prostu. Nie przypasowałyście sobie charakterem. Był między wami takie sytuacje, które ukazały przed Tobą ciemniejszą stronę Martyny, co wcale nie oznacza, że inni też mieli okazje ją poznać z tej strony.

Share this post


Link to post
14 godzin temu, KtośMiły napisał:

Celem mojego wpisu jest jedynie poznanie schematu, którym ludzie kierują się, darząc kogoś sympatią.

Tak jak @Lilla Weneda napisała, m.in. otwartość. Jeżeli ktoś pokazuje swoim zachowaniem kim jest, to ludzie są bardziej skłonni do nawiązania z taką osobą relacji niż z osobą, do której nie są przekonani, jaka jest naprawdę. I to tyczy się każdej sytuacji. Możemy w głowie ustalać sobie obraz danej osoby, jeżeli nic o niej nie wiem. Jednak wystarczy, aby ta osoba się odezwała albo wykonała jakąś czynność publicznie i już możemy zweryfikować stworzony w głowie obraz z tym, co właśnie zobaczyliśmy. Jeżeli ktoś umyślnie lub nieumyślnie nie odsłania siebie, jest tajemniczy, to każdy po prostu nie wie, co o takiej osobie sądzić.

Jeżeli chcesz poznać inne osoby, to przede wszystkim wyjdź z inicjatywą i zacznij od poznawania nowych osób. Jeżeli myślisz, że każdy chce Ciebie poznać, to jesteś w błędzie. Każdy z nas ma w sobie trochę egoizmu i lubi rozmawiać na swój temat, więc jeżeli chcesz się z kimś zaprzyjaźnić, to porozmawiaj z tą osobą na temat, który jest jej bliski. I daj tej osobie mówić. Jeżeli ta osoba zobaczy, że jesteś dobrą słuchaczką, to potem na relacja może się rozwijać.

Jeżeli chodzi o cechy charakteru... w przypadku bycia sobą i otwartego pokazywania swoich cech i charakteru, ludzie przyzwyczajają się do tego nie zwracają na to uwagi albo po prostu biorą to pod uwagę, bo "ta osoba taka jest". Nie musisz się z tym zgadzać i możesz mieć swoje zdanie. Jedynie chodzi o to, że taka osoba jest przewidywalna i każdy wie, jak może się zachować. Natomiast ktoś, kto kryje się ze swoimi zamiarami (lub sprawia takie wrażenie) nie jest zbytnio mile widziany w towarzystwie.

Wszystko sprowadza się do tego, czy chcesz mieć tyle znajomych, ile ma twoja przyjaciółka. Jeżeli tak, to musisz spędzać w towarzystwie więcej czasu i po prostu lubić osoby, z którymi się spotykasz. Musisz chcieć być duszą towarzystwa ;) Natomiast jeżeli nie jesteś typem osoby, która zachowuje się ekstrawertycznie, to po prostu szukaj osób podobnych do siebie lub czekaj, aż same do Ciebie przyjdą (jak ta sytuacja w autobusie).

Sam w liceum nie miałem wielu znajomych, bo po prostu nie czułem potrzeby integrowania się. Jakoś wydawało mi się, że nie nadawałem na tych samych falach. Miałem kilku znajomych, z którymi spędzałem czas, bo dobrze się czułem w ich towarzystwie i czułem luz. Z resztą utrzymywałem kontakty koleżeńskie i lubiłem te osoby, ale nic ponad to.

Share this post


Link to post
6 godzin temu, Gloria napisał:

Możemy w głowie ustalać sobie obraz danej osoby, jeżeli nic o niej nie wiem. Jednak wystarczy, aby ta osoba się odezwała albo wykonała jakąś czynność publicznie i już możemy zweryfikować stworzony w głowie obraz z tym, co właśnie zobaczyliśmy. Jeżeli ktoś umyślnie lub nieumyślnie nie odsłania siebie, jest tajemniczy, to każdy po prostu nie wie, co o takiej osobie sądzić.

Skoro o tym mowa, to ludzie już dawno dokonali mojego osądu. W ich głowach przedstawiona jestem jako cicha, spokojna, nieśmiała i nieco zbyt poważna, dobra uczennica. W sumie nic dziwnego, bo właśnie taka przy nich jestem. Nie potrafię inaczej. Żyjąc w małej miejscowości, gdzie wszyscy się znają od lat przedszkolnych, nie jestem w stanie pokazać im się nagle od zupełnie innej strony. Przykładowo, gdy jestem w miejscu jak centrum handlowe , gdzie nie znam praktycznie nikogo, czuję się swobodnie. Wygłupiam się, uśmiecham jak szalona. Kiedy jednak na horyzoncie pojawi się nagle ktoś znajomy, automatycznie przybieram maskę nieśmiałego dziewczątka. To jest coś niezależnego ode mnie. Ta blokada uniemożliwia mi ukazywanie moich prawdziwych uczuć. Ktoś przypiął mi łatkę spokojnej osóbki i właśnie tak będę się przy tym ktosiu zachowywać, żeby nie wzbudzić w nim jakiegoś zaskoczenia. Dziwne? Też tak uważam.

Cytuj

Każdy z nas ma w sobie trochę egoizmu i lubi rozmawiać na swój temat, więc jeżeli chcesz się z kimś zaprzyjaźnić, to porozmawiaj z tą osobą na temat, który jest jej bliski. I daj tej osobie mówić. Jeżeli ta osoba zobaczy, że jesteś dobrą słuchaczką, to potem na relacja może się rozwijać.

Dobrą słuchaczką jestem od urodzenia. Generalnie mało mówię i potrafię wczuć się w drugiego człowieka. Przez to też wielokrotnie przyciągałam do siebie ludzi z różnymi problemami - chłopaka z domu dziecka, który miewał problemy z prawem; dziewczynę, której dokuczano w klasie z powodu jej nadwagi; notorycznie tnącą się depresyjną nastolatkę; chłopaka ze wsi, którego ojciec terroryzował całą rodzinę... Ich wszystkich wysłuchiwałam, doradzałam jak tylko mogłam. Cieszyło mnie, że mogę komuś w ten sposób pomóc. Teraz jednak, umiejętność dobrego słuchania obróciła się jakby przeciwko mnie.

Będąc w liceum, "rozmawiam" wyłącznie z jedną dziewczyną. Czemu w cudzysłowie? Ponieważ w praktyce wygląda to tak, że ona mówi, a ja tylko słucham. Opowiada mi bezustannie o swoich planach na przyszłość, nowym kolorze włosów, poznanych chłopakach, rozterkach miłosnych, przebytych imprezach, rozpoczętej diecie... Ale przedstawiany przez nią świat, nie jest moim światem. Ja nie chodzę do dyskoteki, nie słucham disco-polo, a moim największym zmartwieniem nie jest dobranie odpowiedniego lakieru do paznokci... Nie umiem jej w niczym doradzić, a co dopiero włączyć się do wspólnej rozmowy. Pozostaje mi jedynie cierpliwie słuchać. Początkowo znosiłam to całkiem nieźle i cieszyłam się nawet, że mam kogoś w szkole do wspólnego spędzania czasu. Na dłuższą metę okazało się to jednak zbyt męczące. Próbowałam się jakoś wyłączyć, ale nie działa. Za każdym razem sprawdza moją czujność, zadając jakieś pytania. Czasem mam ochotę po prostu usiąść na przerwie i posłuchać muzyki lub powtórzyć przed lekcją materiał, ale ona zawsze mi te plany niszczy i tak czy siak, zawraca mi głowę swoimi opowieściami. Na lekcjach jest podobnie. Gdy dostajemy do zrobienia jakieś zadanie, wolę zrobić je samodzielnie, maksymalnie się skupić. Ona jednak co rusz zadaje mi jakieś pytania odnośnie poleceń, nie raz prosi, bym jej coś wytłumaczyła. To zmusza mnie do odrywania się od własnej pracy, przez co później nie nadążam lub nie wyrabiam się do momentu sprawdzania.

Ta cała sytuacja dość mocno mnie przytłacza. W pierwszej klasie zdarzało mi się nawet po powrocie do domu z jej powodu płakać. Byłam okropnie sfrustrowana i bałam się nawet, że popadam w depresję, lecz na szczęście nic takiego się nie wydarzyło. Przyzwyczaiłam się. Pogodziłam się z własnym losem, bo nie widziałam i nie widzę żadnego racjonalnego rozwiązania. Kontaktu nie zerwę, bo jesteśmy w tej samej klasie. Ranić jej uczuć również nie chcę, bo koniec końców nie jest złym człowiekiem. W pewien sposób też ją lubię. Nie powiem, że nie, bo posiada ona także cechy, które mi się podobają (typu otwartość i pozytywne nastawienie). Mogłaby jednak od czasu do czasu zapytać również co u mnie... Jak ja się dzisiaj czuję... Czym się interesuję... Wpadłam w błędne koło, z którego nie potrafię się wydostać.

6 godzin temu, Gloria napisał:

Sam w liceum nie miałem wielu znajomych, bo po prostu nie czułem potrzeby integrowania się. Jakoś wydawało mi się, że nie nadawałem na tych samych falach

Mi się wydaje, że z nikim nie nadaję na tych samych falach. Jestem jakby wyalienowana. A najgorsze jest to, że nawet nie potrafię stwierdzić, czy chcę to jakkolwiek zmienić. Z jednej strony lubię swoją samotność. Mogę robić co chcę, nie jestem od nikogo zależna. Na nikim się nie zawiodę. Z drugiej jednak strony czasem brakuje mi kogoś z kim mogłabym porozmawiać o wspólnych pasjach, wymienić się spostrzeżeniami. Miło byłoby, gdyby ktoś chciał wysłuchać także tego, co ja mam do powiedzenia.

No nic... W każdym bądź razie dziękuję @Gloria. Teraz przynajmniej lepiej rozumiem, dlaczego Martyna jest taka lubiana. Po prostu jest sobą. Dobra czy zła, to nie ma znaczenia. Dla ludzi liczy się to, że jest otwarta i wiedzą, czego mogą się po niej spodziewać. O mnie nie można tego powiedzieć. Zagadka rozwiązana :)

Share this post


Link to post
1 godzinę temu, KtośMiły napisał:

Przyzwyczaiłam się. Pogodziłam się z własnym losem, bo nie widziałam i nie widzę żadnego racjonalnego rozwiązania. Kontaktu nie zerwę, bo jesteśmy w tej samej klasie. Ranić jej uczuć również nie chcę, bo koniec końców nie jest złym człowiekiem. W pewien sposób też ją lubię.

Poczytaj o asertywności... Też miałem przez długi czas problem z tego typu sytuacjami. Nie potrafiłem przedstawić własnego zdania (nadal mam z tym lekki problem, ale teraz przynajmniej mam świadomość, ze taka sytuacja występuje). Bycie asertywnym nie oznacza, że zrywasz kontakt, ale po prostu w sposób zdecydowany przedstawiasz swoje zdanie. W ten sposób wyznaczasz swoje granice, które inni muszą szanować. I w ten sposób rośnie też szacunek innych w stosunku do Ciebie. W innym przypadku ktoś - na przykład Twoja koleżanka - może wejść Ci na głowę, bo wie, że Ty i tak z tym nic nie zrobisz, chociaż możesz być tym faktem zniesmaczona. Dopiero jasne wyrażenie siebie sprawi, że koleżanka zmieni swój stosunek do Ciebie. Możesz spróbować zacząć rozmowę na temat, który Ciebie interesuje albo gdy chcesz pobyć sama i np. pouczyć się, to też jej to powiedz. Jeżeli nie będzie potrafiła tego uszanować, to po prostu ogranicz kontakty i nie rób czegoś, bo coś wypada robić... z pozoru wydaje się to rozsądne rozwiązanie, ale na dłuższą metę nic z tego nie będzie.

1 godzinę temu, KtośMiły napisał:

Z jednej strony lubię swoją samotność. Mogę robić co chcę, nie jestem od nikogo zależna. Na nikim się nie zawiodę. Z drugiej jednak strony czasem brakuje mi kogoś z kim mogłabym porozmawiać o wspólnych pasjach, wymienić się spostrzeżeniami. Miło byłoby, gdyby ktoś chciał wysłuchać także tego, co ja mam do powiedzenia.

Na pewno znajdziesz taką osobę - prędzej czy później. Uświadom sobie, że każdy z nas szuka kogoś, z kim mógłby porozmawiać o swoim życiu... 

1 godzinę temu, KtośMiły napisał:

Kiedy jednak na horyzoncie pojawi się nagle ktoś znajomy, automatycznie przybieram maskę nieśmiałego dziewczątka. To jest coś niezależnego ode mnie. Ta blokada uniemożliwia mi ukazywanie moich prawdziwych uczuć. Ktoś przypiął mi łatkę spokojnej osóbki i właśnie tak będę się przy tym ktosiu zachowywać, żeby nie wzbudzić w nim jakiegoś zaskoczenia. Dziwne? Też tak uważam.

Gdy obracasz się ciągle w tym samym towarzystwie to mimowolnie starasz się zachowywać tak, jak Tobie przystoi (tak jak to nazwałaś: "przypięto łatkę"). Gdy dorośniesz będziesz mogła decydować o siebie w 100% i wtedy także będziesz panować nad otoczeniem. Niektóre rzeczy przychodzą z wiekiem.

Także podsumowując, polecałbym przeczytać książkę o asertywności i dodatkowo np. "Dale Carnegie - Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi", żeby mieć rozeznanie w temacie nawiązywania i utrzymywania relacji (wg autora książki).

Pozdrowienia ;) 

Share this post


Link to post
O 11.09.2018 at 09:38, Gloria napisał:

Jeżeli chodzi o cechy charakteru... w przypadku bycia sobą i otwartego pokazywania swoich cech i charakteru, ludzie przyzwyczajają się do tego nie zwracają na to uwagi albo po prostu biorą to pod uwagę, bo "ta osoba taka jest". (...) chodzi o to, że taka osoba jest przewidywalna i każdy wie, jak może się zachować.

Ewentualnie - to w pewnym sensie rozwinięcie tej myśli - znajomości z nią nawiązywane mogą mieć jedynie charakter powierzchowny i opierać się głównie na stosunkowo mało znaczących / drugorzędnych bądź w ogóle nieistotnych dla uformowania głębszej relacji cechach w rodzaju bycia np. "zwierzęciem imprezowym". Taki ktoś może mieć dziesiątki znajomych, z którymi świetnie bawi się w klubach i setki obserwatorów na portalach społecznościowych podziwiających utrwalone na zdjęciach szalone wyskoki, ale ani jednej rzeczywiście bliskiej osoby. Biorąc to pod uwagę...

O 11.09.2018 at 16:51, KtośMiły napisał:

Teraz (...) lepiej rozumiem, dlaczego Martyna jest taka lubiana. Po prostu jest sobą. Dobra czy zła, to nie ma znaczenia.

... mimo wszystko nie spieszyłabym się z wyciąganiem aż tak radykalnych wniosków.

Share this post


Link to post
Guest
This topic is now closed to further replies.

  • Similar Content

    • piotrekkurek2004
      By piotrekkurek2004
      Siemka!
      Chłopaki mieliście jakieś dziwne lub śmieszne sytuacje w szatni? Ja tak haha
    • karo123
      By karo123
      Mam 16 lat.Nie miałam nigdy chłopaka, wiem że mam powodzenie. Moim problemem jest to, że nie wiem jak się zbliżyć.Boje się tego, nie jestem jakaś desperatka ze musze mieć chlopaka, ale jednak fajnie by bylo z kims byc. Jednak do tej pory poznawalam nieodpowiednich kandydatow, albo ci którzy byli we mnie zakochani nie podobali mi się.. Nawet nigdy sie nie calowalam..boje się to zrobic gdyz czuje ze mnie wysmieje.
      Jak już ma zaczac sie jakies zbliżenie to ja uciekam.Nie przytule sie  na pożegnanie przy pierwszym spotkaniu.. w myslach nie boje sie niczego, ale jesli cos ma przyjsc na zywo boje sie.Jesli chodzi o flirtowanie to tez do odpowiedniego stopnia.Nie chce wyjsc tez na nieszanujaca sie i przy pierwszym spotkaniu wole pogadac i zachowuje sie oschle bez zadnych slodkich slowek, pozegnan.
      pomóżcie boje sie zakochac przez to ze taka jestem..a jak juz sie zakocham to cierpie pozniej ze mi nie wyszlo.
    • Nieznajoma940801
      By Nieznajoma940801
      Witam. Mam problem z facetem z pracy. Ciągle mnie obserwuje z daleka patrzy się na mnie notorycznie jak idę jak mówię jak coś robię jak siedzę. A z drugiej strony kiedy jestem blisko udaje że mnie olewa nie widzi nie zwraca uwagi. Czasami się uśmiechnie jak przejdzie obok mnie. Ogólnie ciągle czuję jego wzrok na sobie czuje się obserwowana no i staje się to dość męczące, wkurzające. Ogólnie jako facet podoba mi się ale ciężko się z nim rozmawia. W pracy też nie mam jak za bardzo podejsc i zapytać gdyz nie mam czasu. Znalazłam jego profil na FB ale pod inną nazwą ogólnie mało ma ludzi znajomych jakby chciał ten profil zataić i myślę czy dobrym pomysłem było by napisać do niego i zapytać o to czy zaproponować spotkanie, może macie inne pomysły jak rozwiązać ten problem.  Pomóżcie 
    • miskane
      By miskane
      Wiem, że to niecodzienny przypadek... W wakacje założyłem konto na jednym z portali, gdzie piszę z ludźmi po angielsku w celu poprawienia tego języka. Poznałem tam wiele osób, jednym z nich był Ali. Szybko stał się moim ulubionym przyjacielem korespondencyjnym. Pisaliśmy bardzo dużo. Gdy byłem na wczasach, wysłałem mu nawet pocztówkę. Staliśmy się przyjaciółmi [a mam problemy z zaprzyjaźnianiem się], później on stał się nawet moim najlepszym przyjacielem. Pisaliśmy pół roku, ufaliśmy sobie. Nie wstydził się pokazać mi swoich piosenki [Ali śpiewa i gra na gitarze], byłem jednym z dwóch osób, którym powiedział nawet, kto mu się podoba [drugą był jego przyjaciel "niekorespondencyjny"], kiedyś mówił, że w jego szkole była impreza, ale o nie poszedł, bo nie umie tańczyć. Planowaliśmy nawet wspólne wakacje - miałem go odwiedzić. Pewnego dnia nagle zablokował mnie na IG, a ja nadal nie znam powodu. Odczekałem 2 dni, aby "nerwy mu przeszły", napisałem do niego na emaila, na tamtym portalu oraz z drugiego konta na IG, gdzie go przeprosiłem, jeśli zrobiłem coś złego. Zablokował on mnie jednak też na drugim IG. Poczekałem z miesiąc i postanowiłem ponownie spróbować. Wysłałem mu emaila, napisałem do niego na FB [nie korzystaliśmy z tego wcześniej] oraz w komentarzu pod prywatnym filmikiem na YT, do którego linka miałem tylko ja. Przeprosiłem go, powiedziałem, że zależy mi na kontakcie z nim, i napisałem, że jak mnie bardzo nie lubi, to niech chociaż powie mi, co złego zrobiłem. Nic nie odpisał, jednak usunął tamten filmik z YT, więc wiem, że to przeczytał. Wysłałem mu wiadomość, że wiem, że to widział i że go nie zabiję xd I nic. Za to później odczytał on moją wiadomość [wcześniej tego nie zrobił] na portalu, gdzie się poznaliśmy. Po prawie 2 tygodniach od czasu wysłania poprzedniej wiadomości spróbowałem jeszcze raz, lecz nie pisałem już o tamtym, tylko spytałem, czy spotykamy się w wakacje i zacząłem pisać o strajku nauczycieli w Polsce, aby była "luźna rozmowa". Zacząłem go też obserwować na FB, gdyby dostał moje wiadomości do spamu lub gdzieś indziej i nie wiedział, że go znalazłem. Jednak on mnie zablokował i nadal nie wysłał żadnej wiadomości. Wszedł na moje konto na portalu, gdzie się poznaliśmy, lecz - o dziwo - tam mnie na zablokował i nadal mam go w przyjaciołach. Chciałbym odzyskać kontakt z nim lub przynajmniej dowiedzieć się, dlaczego on go zerwał. Nie mogło to być zwykłe znudzenie się, gdyż byliśmy ze sobą zbyt zżyci. Możliwe, że mógł obrazić się przez mema, którego mu wysłałem dzień przed tym, jak zablokował mnie po raz pierwszy [mem przedstawiał szkieleta i napis "Gdy czekam na odpowiedź od mojego przyjaciela" {czy jakoś tak}], lub nie wyszło mu coś dziewczyną, w której był zakochany. Mogą być też inne powody, których nie znam... Na F3 zadałem mu anonimowe pytanie w "jego" języku, czy łatwo wybacza, a ten odpowiedział, że tak. Spytałem również, w jakich krajach oprócz tego, gdzie teraz mieszka [Ali jest imigrantem], ma przyjaciół i w jego odpowiedziach padła Polska. Co powinienem zrobić, chciałbym odzyskam kontakt lub chociaż dowiedzieć się, dlaczego on go zerwał?
      Po około miesiącu wysłałem mu SMS'a [numer wziąłem z IG] i napisałem, czy możemy zapomnieć o tym, co się stało i dalej być przyjaciółmi, że wiem, że to trochę niekomfortowa sytuacja, ale ja do niego piszę i przeprosiłem go. Powiedziałem mu, aby pomyślał, co by on czuł, jeśli jego najlepszy przyjaciel zerwałby kontakt. Postanowiłem go też sprowokować, aby coś odpisał [chcę znać chociaż powód] i napisałem, że jeśli nie chce rozmawiać, niech powie dlaczego, że mówił, że łatwo wybacza, więc o co chodzi, spytałem, czy chodzi o wakacje, że mówił, że jest odważny, czy się mnie boi i aby pokazał odwagę, mówiąc mi, czemu nie chcę rozmawiać. I nic.
      Z jednej ze stron dowiedziałem się, że możliwe, iż ma on zaburzenie borderline'a [mógł zerwać kontakt, gdy się zdenerwował - bo osoby z tym tak robią - lub - co też wyczytałem - taka osoba... czasami może zerwać kontakt, gdy kogoś lubi, gdyż boi się, że będzie bardzo cierpiała, jeśli to ona zostanie wystawiona] i powinienem mu powiedzieć, co czułem, gdy mnie zablokował. Napisałem to przyjacielowi [SMS, email oraz na stronę, gdzie się poznaliśmy]:
      "Cześć, wciąż jesteś zły?
      Byłem smutny, kiedy mnie zablokowałeś. Myślałem, że mem, który ci wysłałem, będzie śmieszny, zraniłem cię, ta?

      Byłem szczęśliwy, kiedy zaufałeś mi i powiedziałeś mi o /tu imię dziewczyny, która mu się podobała/, kiedy pokazałeś mi swoje piosenki, kiedy napisałeś do mnie, gdy nie mogłeś pisać nad morzem i chciałeś się ze mną spotkać. Kiedy mnie zablokowałeś, byłem smutny, bo straciłem przyjaciela, którego chcę odzyskać. Mam ponad 20 przyjacieli korespondencyjnych, ale ciebie lubiłem najbardziej.

      Mógłbym cię prosić o odpowiedź?"
      Odczytał on dzisiaj moją wiadomość [prawdopodobnie ok. godziny temu, bo wtedy nastąpiło jego ostatnie logowanie na tamtą stronę. Co powinienem teraz robić? Czekać ileś? Sądzicie, że nie odpowiada ze wstydu? Jakiś czas wrócił on na tamtą stronę i odczytał moją starą wiadomość do niego, zatem to chyba nie będzie tak, że mnie nie chce znać. Czy może miech minię około tydzień od tamtego momentu, napiszę do niego, powiem, że chcę zapomnieć o tamtym, co się zdarzyło, powiem mu, że jeśli naprawdę jest przyjacielem, niech ze mną piszę {coś takiego}, dopóki jeszcze chcę się z nim przyjaźnić, i rozpocznę pisanie na jakiś temat [prawdopodobnie zacznę mówić o grze]. Co o tym sądzicie?
    • majaalys
      By majaalys
      Hej,
      Moj problem jest taki ze od kiedy mam gdzies 7 lat masturbuje sie przy pornografi (aktualnie 17). Zaczelo sie to tak ze w nocy nie umialam zasnac, poszlam poogladac telewizje i natrafilam na erotyczny film i zaczelam z ciekawosci robic to co robila pani w filmie. Nastepnie to sie kontynuowalo kiedy bylam sama w jakims pokoju z komputerem. Nie pamietam dokladnie, ale to sie stalo prawie ze moja codziennoscia. I chyba wtedy przezywalam tez orgazmy. Teraz to stanowi dla mnie wielki wstyd z wiedza rowniez ze to grzech dla wierzacych. Nie wiem czy to z nudow czy po prostu z checi, ogladam jeszcze dzis takie filmy, czuje jakas przyjemnosc ale za to nie umiem dojsc do orgazmu. Jestem tez od zawsze skryta i dosc niesmiala osoba (w moim gronie znajomych wszystko ok) i zastanawiam sie czy to wlasnie przez to wszystko. Czy ktos moglby mi w tym pomoc ? Myslalam nad wizyta u psychologa ale jest to zbyt upokazajace dla mnie. I rowniez jak moi znajomi rozmawiaja czasami o erotycznych sprawach to udaje ze mnie to nie interesuje i nie mam pojecia o czym gadaja.
  • Who's Online (See full list)

    • yiliyane
    • Vertigos
    • Filip
    • Shady-Lane90
    • Kuchciak13
    • Elllele5786
  • Chatbox

    Load More
    You don't have permission to chat.
  • Recent Status Updates

    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy  »  Shady-Lane90

      · 2 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy  »  Shady-Lane90

      · 0 replies
    • Kerosine

      Kerosine

      Lato w mieście lesie, wakacje pod sosną.
      · 0 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy  »  Shady-Lane90

      · 0 replies
    • Kerosine

      Kerosine

      Zobaczyć świat w ziarenku piasku,
      Niebiosa w jednym kwiecie z lasu.
      W ściśniętej dłoni zamknąć bezmiar,
      W godzinie – nieskończoność czasu.
      ["how the universe ends is how it begins"]
      · 0 replies
  • Posts

    • Elllele5786
      Najlepsze odkrycia literackie ostatniej dekady
      Są wakacje, kwarantanne i znacznie więcej siedzenia w domu. Korzystając z tego całego czasu zdecydowałam się na poszukanie inspiracji wśród nowyszych tytułów. Jakie są wasze uluebione książki z ostatniej dekady?
    • sylwia13256
      Cześć
      Hejka wszystkim Jestem Sylwia mam 30lat (prawie) jestem mamą  trójki dzieci. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie.
    • Kerosine
      piosenka na dziś. (;
      W rzeczy samej.
    • Kerosine
      O czym teraz myślisz?
      ... o tym, jak dalece więcej wiedzy wynieślibyśmy wszyscy ze szkolnych lekcji fizyki*, gdyby uprościć / uwspółcześnić / uczynić bardziej adekwatną część stosowanej w niej terminologii [łapka w górę komu wielkość określana słowem "pęd" zawsze intuicyjnie kojarzyła i myliła się z prędkością, przez co nigdy właściwie nie zrozumiał jej istoty - podczas gdy tak naprawdę to po prostu... impet, jaki posiada dane ciało znajdujące się w ruchu]. * choć oczywiście nie jest to jedyny powód, dla którego
    • Vertigos
      Lewica czy prawica.
      Mam dość liberalne poglądy te społeczne i gospodarcze, choć skrajnym liberałem typu Korłin-Nike (gosp.) nie jestem i widzę, że państwo musi czasem ustalać reguły, lub chociaż pewne ramy.