Kerosine

Body Positivity

Recommended Posts

Ciałopozytywność - zyskująca coraz większą popularność zarówno na świecie, jak i od niedawna również w Polsce postawa promująca bezwarunkową akceptację i miłość do swej cielesnej powłoki, niezależnie od tego, jak ona wygląda. Dla osoby BoPo każde ludzkie ciało jest piękne: grube, chude, pomarszczone ze starości czy okaleczone / zdeformowane, a cellulit, rozstępy, blizny czy występujące pod pachami / na nogach owłosienie nie stanowią skaz, tylko po prostu kolejną z indywidualnych cech naszego wyglądu (wspaniałą i godną miłości na równi z gładką cerą czy szczupłą sylwetką). Aktywiści ruchu otwarcie walczą z narzucaniem przez media (ale bywa także, że wielowiekową tradycję i ugruntowane od dawien dawna wzorce kulturowe) zwłaszcza kobietom jedynego słusznego ideału urody - m. in. poprzez odważne ukazywanie w sesjach zdjęciowych własnych dalekich od powszechnie obowiązującego kanonu piękna ciał połączone z głośnym wyrażaniem jego samoakceptacji i uwielbienia (jeden z wielu instagramowych przykładów, na naszym podwórku jednym z najgłośniejszych przejawów wcielania tej filozofii w życie jest program Supermodelka Plus Size). Entuzjastycznie przyjmowane m. in. przez osoby walczące z zaburzeniami odżywiania, Body Positivity krytykowane jest często za domniemaną promocję otyłości, niedbania o siebie czy zachowań po prostu obleśnych (ważąca ponad 100 kg kobieta ubrana w kuse szorty? owłosione nogi? fuj!). Kilka przykładów tego, o uznanie równej wartości i piękna czego walczą zwolennicy BoPo:

 

 

I kilka ambasadorek ruchu:

  • Megan Jayne Crabbe - chyba najbardziej znana (m. in. dzięki swym charakterystycznym tęczowym włosom), autorka własnej książki, w przeszłości chorująca na anoreksję
  • Gina Susannah - kolejna osoba, która wygrała walkę z "siostrą Aną"
  • Galanta Lala - polska ikona BoPo, autorka pisanego skądinąd rewelacyjnym stylem bloga


Jakie jest Wasze zdanie na temat tytułowego zjawiska? Czy stanowi coś, na co świat czekał już od dawna czy jednak gloryfikowanie i uznawanie za piękne absolutnie każdego ciała i absolutnie każdej cechy jego wyglądu to mimo wszystko przesada? Jak to jest z naszą materialną powłoką, czy naprawdę sam fakt jej istnienia i bycia czymś, co utrzymuje nas przy życiu wystarcza, by uznać ją za piękną i doskonałą (jak utrzymują ciałopozytywni)? Na czym powinna opierać się nasza akceptacja własnego ciała i miłość do niego?

Jesteście / chcielibyście / staracie się być body positive?

  • + 1

Share this post


Link to post

Niestety "body positivity" idzie czasem w totalną skrajność, czyli propagowanie otyłości. Żeby nie było, nie jestem za krytykowaniem cudzych ciał ze względu na to, że są niezdrowe. Tylko tutaj jest pewna nieścisłość wśród ludzi. 

Nie szanuję osób, szczególnie nieznajomych, które wytykają mi palenie fajek, picie alkoholu, czy sporadyczne jedzenie niezdrowych rzeczy. To jest społecznie nie-okej, żeby wyśmiewać ludzi takich jak ja. Jednak społecznie akceptowalne jest bycie chamem wobec osób otyłych, bo są niezdrowe, i tego zdecydowanie nie popieram. 

Niemniej, akcje społeczne informujące społeczeństwo o szkodliwości takiego trybu życia są właściwe. I tutaj pojawiają się ludzie, krytykujący zwykłe uświadamianie innych o tym, jak wpływa na nich nadmierna ilość "ciała". Jestem dzieckiem Tumblra, więc często widuję apele o zaprzestaniu takich akcji. Tak jakby... chcieli wpoić innym, że objadanie się jest zupełnie okej i nie ma wpływu na zdrowie (co jest nieprawdą).

Mam nadzieję, że w miarę jasno to napisałam. Jestem w 100% za akceptowaniem każdego człowieka, docenianiem każdego rodzaju piękna. Jedynie ta najbardziej skrajna skrajność mnie denerwuje - zaprzeczanie oczywistym faktom. 

Share this post


Link to post

Czyli faktyczne propagowanie niedbania o siebie. Przeciwstawiając się jednej skrajności, popada się w drugą skrajność.

To, że anoreksja jest chorobą, a propagowanie sylwetki zbliżonej do sylwetki anorektyczki jest patologią, nie oznacza, że otyłość jest zdrowa. Wręcz przeciwnie. Otyłość jest równie szkodliwa i niezdrowa jak anoreksja. A okudłaczone kobiece nogi takie jak na zdjęciu wyżej, wyglądają obleśnie i aż niedobrze robi się na ich widok.

Kobieta na tym fotelu (wózku?) wygląda, jakby była chora na słoniowaciznę lub inną okropną chorobę.

Nie mam nic przeciwko programom typu Supermodelka Plus Size ani kobietom o rozmiarze 40 lub większym, jednak przedstawianie otyłości jako fajnej też jest patologią, tylko w drugą stronę niż w dominujących trendach. Żadna skrajność nie jest dobra. I żadne propagowanie niedbania o zdrowie i urodę nie jest dobre.

Share this post


Link to post
22 godzin temu, Absurdalny Widelec napisał:

Niestety "body positivity" idzie czasem w totalną skrajność, czyli propagowanie otyłości.

Wydaje mi się (mnie, osobiście), że masz rację, jednak... według członków samej społeczności - a już zwłaszcza jej "umiarkowanej poglądowo" części (o ile takowa w ogóle istnieje, mówimy o ruchu z założenia radykalnym) - Body Positivity wcale nie propaguje otyłości, a za wystosowanie takiego zarzutu można zebrać solidne słowne baty. Ciałopozytywni nie namawiają nikogo do tuczenia się i podkreślają, że ich celem nie jest zwiększenie liczby grubasów na świecie, tylko sprawienie, by osoby z dodatkowymi kilogramami wreszcie zaakceptowały same siebie we własnej skórze - nie, by wreszcie poczuły się w niej bezpiecznie w społeczeństwie, w którym body shaming jest na porządku dziennym, a propagowanie jedynego słusznego kanonu piękna doprowadza nader często do anoreksji czy bulimii. Trudna prawda zaś jest taka, że bez uprzedniej samoakceptacji nie da się ani prawdziwie (trwale, zdrowo) schudnąć, ani w ogóle wyjść z większości zaburzeń psychicznych (które często towarzyszą / są przyczyną nadwagi i otyłości).

22 godzin temu, Absurdalny Widelec napisał:

I tutaj pojawiają się ludzie, krytykujący zwykłe uświadamianie innych o tym, jak wpływa na nich nadmierna ilość "ciała".

Ciałopozytywni twierdzą, że oni o tym wpływie - wbrew pozorom - doskonale wiedzą i zwyczajnie nie ma potrzeby ich uświadamiać (co więcej, świadczy to po prostu o uważaniu ich za idiotów). Negują ponadto dobre intencje wygłaszających podobne uwagi osób twierdząc, że nie stoi za nimi wcale autentyczna troska o zdrowie tylko ukryta, zinternalizowana tłuszczofobia.

Coś, na co moim zdaniem warto zwrócić uwagę: podlinkowana przeze mnie w pierwszym poście "Królowa BoPo" Megan Jayne Crabbe często podkreśla, że dodatkowe kilogramy żadną miarą nie wyrządzą jej krzywdy takiej, jaką mogłaby wyrządzić (i o mało nie wyrządziła) anoreksja - z której wyszła wraz z wieloma innymi osobami właśnie dzięki odkryciu Body Positivity. Ta filozofia, choć może się to wydawać nieprawdopodobne, nierzadko po prostu ratuje życie.

22 godzin temu, Absurdalny Widelec napisał:

Tak jakby... chcieli wpoić innym, że objadanie się jest zupełnie okej

Objadanie się jest często wynikiem zaburzeń odżywiania, a to sprawia, że ma się nad nim średnią kontrolę. Ponadto tusza stanowi nierzadko rezultat np. chorób metabolicznych czy przyjmowania pewnych leków. Stereotyp grubasa jako osoby bez przerwy poruszającej mielącą żarło gębą (a do tego gnuśnej i mało aktywnej) to kolejna rzecz, która niebywale wkurza osoby ciałopozytywne.

4 godziny temu, Celt napisał:

Kobieta na tym fotelu (wózku?) wygląda, jakby była chora na słoniowaciznę lub inną okropną chorobę.

Owszem, cierpi na lipodemię: obrzęk tłuszczowy, przewlekłą i na dokładkę postępującą chorobę tej tkanki dotykającą zwłaszcza nogi (nawiasem mówiąc, schorzenie o wiele częstsze niż można by sądzić, tylko po prostu rzadko diagnozowane). Co jednak w związku z tym? Takie jakieś oderwane / dziwnie lakoniczne Twoje zdanie mi się wydaje.

... w zdjęciach, które zamieściłam, nie mniej ważne niż same fotografie są ich podpisy - tak naprawdę to one stanowią klucz do interpretacji również i tego obrazka, a krąg Body Positivity obejmuje również ciała okaleczone (w tym ręką samego posiadacza) i zdeformowane.

4 godziny temu, Celt napisał:

Czyli faktyczne propagowanie niedbania o siebie.

Akceptacja takiego siebie, jakim się jest - naprawdę, bez być może upiększających, ale zarazem fałszujących rzeczywistość sztuczek. Poza tym... dlaczego kanon piękna ma wyglądać właśnie tak, a nie inaczej i dlaczego ma być tylko jeden? A i bodi pozi wcale nie zabrania golenia nóg czy podejmowania wysiłków zmierzających do utraty wagi jeśli ktoś tego chce i jest właściwie umotywowany (np. właśnie troską o zdrowie, a nie chęcią podporządkowania się lansowanemu przez media jedynie słusznemu ideałowi piękna) ;) 

***

Żeby nie było, osobiście daleka jestem od nazwania siebie osobą ciałopozytywną (mimo wszystko chyba jednak ze szkodą dla siebie) i mam wobec tej filozofii mieszane odczucia - tak naprawdę sama jeszcze do końca nie wiem jakie, pomimo tego, że bezsprzecznie mnie ona fascynuje i spędziłam wiele godzin na analizie tego zjawiska. Niezależnie jednak od tego, czy BoPo propaguje niechcący pewne szkodliwe wzorce czy nie: ogromnie szanuję dziewczyny (facetów też, jak np. tego pana) za odwagę i uczenie świata tolerancji / akceptacji tych rodzajów inności, do których tolerancji / akceptacji jeszcze nie przywykł (jak pisałam w innym temacie, odmienny kolor skóry, wyznanie czy orientacja seksualna tak naprawdę dawno już się przetrawiły).

Share this post


Link to post
18 godzin temu, Lilla Weneda napisał:

Negują ponadto dobre intencje wygłaszających podobne uwagi osób twierdząc, że nie stoi za nimi wcale autentyczna troska o zdrowie tylko ukryta, zinternalizowana tłuszczofobia.

Nie chodziło mi o uwagi znajomych, czy nieznajomych, tylko o akcje społeczne instytutów zdrowia. O tym, o czym ty mówisz, pisałam na początku:

O 16.04.2018 at 00:03, Absurdalny Widelec napisał:

Jednak społecznie akceptowalne jest bycie chamem wobec osób otyłych, bo są niezdrowe, i tego zdecydowanie nie popieram. 

i zdecydowanie się z tobą zgadzam. Przyjaciel, bliska osoba, który zna sytuację, może pozwolić sobie na martwienie się czyimś stanem zdrowia na podstawie wyglądu. Natomiast tłumaczenie braku akceptacji osób otyłych tym, że "otyłość jest niezdrowa" (odnoszę się do odpowiedzi wyżej) jest trochę śmieszne, bo tak naprawdę nic nas nie obchodzi, czy ktoś jest zdrowy, czy nie. Nie mówiąc już o tym, że nie wiemy, co wpłynęło na taki a nie inny wygląd tego człowieka (bo to też nas nie interesuje, lol, to tylko jakiś random).

18 godzin temu, Lilla Weneda napisał:

Objadanie się jest często wynikiem zaburzeń odżywiania, a to sprawia, że ma się nad nim średnią kontrolę.

To akurat przemawia za tym, że powinno się z nim walczyć, ale rozumiem przesłanie całego akapitu, i zdaję sobie z tego sprawę. Chciałam tylko powiedzieć o tej cienkiej linii, którą ludzie zdają się przekraczać, autentycznie negując jakikolwiek związek zdrowia z wyglądem fizycznym. Być może nie natknęłaś się na aż tak zradykalizowanych ludzi, ale.... jak mówię, jestem dzieckiem Tumblra. Tam takiej przesady jest po dziurki w nosie - a są to ludzie młodzi (czyt. podatni na takie bzdury).

----------

W ogóle, a propos "body positivity", ostatnio reklama jakiegoś kremu po raz pierwszy (przynajmniej w Polsce) pozwoliła sobie na pokazanie kobiety z prawdziwymi (lub wyglądającymi jak prawdziwe) krostami na twarzy. Zazwyczaj wygląd osób z trądzikiem jest tak... kontrowersyjny (?), że nawet w reklamach na pozbycie się tego problemu NIE MOŻNA go pokazać, żeby kogoś przypadkiem nie obrzydzić.

Podobnie ma się sprawa z owłosieniem ciała kobiet. Staliśmy się tak wrażliwi na ten widok, że nigdzie w telewizji nie wolno pokazać włosów na ciele (chyba że w jakichś alternatywnych, naturalistycznych filmach). Normalnie reakcje ludzi są takie, że zdjęcia zarośniętych kobiecych nóg powinni na facebooku oznaczać jako "drastyczne treści":rolleyes:

Share this post


Link to post

Zgadzam się, że widok osób mających takie wstydliwe choroby jak lipodemia czy inne, polegające na znacznych patologicznych zmianach skórnych, mięśniowych itd., wywołuje u oglądających uczucie dyskomfortu psychicznego. Dlatego np. przed programami takimi jak cykl "Wstydliwe choroby" lub podobnymi zamieszcza się informację, że niektóre sceny mogą wywołać uczucie dyskomfortu. Podobnie jak przed innego rodzaju programami zamieszcza się informację, że zawierają drastyczne sceny.

Daleko mi do stwierdzenia, że istnieje tylko jeden jedynie słuszny kanon piękna. Mnie osobiście podoba się wiele różnych typów urody. Uznaję za seksowne kobiety o różnych typach sylwetek, o różnych kolorach włosów, o różnych rysach twarzy, zarówno o urodzie typu skandynawskiego, jak i typu latynoskiego, jak i typu słowiańskiego, jak i typu wschodnioazjatyckiego, jak i typu semickiego, jak i typu indiańskiego... W każdym jednak przypadku za seksowne uznaje się te osoby, które sprawiają wrażenie zdrowych i płodnych. A trudno uznać za takie osoby chore na lipodemię. Podobnie jak ludzie z zespołem Downa z reguły nie są uznawane za seksowne, choć to nie tyle choroba, ile zespół wad wrodzonych. Ale jednak wad.

Kobieta pokazana na zdjęciu to przypadek skrajnie owłosionych nóg i naprawdę niewiele osób uznałoby taką kobietę za seksowną i zadbaną, i trudno się dziwić tym ludziom.

Oczywiście nie popieram bycia chamskim wobec osób otyłych ani w ogóle wobec osób chorych, jednak nie dziwię się, że jako wzorce przedstawiane są okazy zdrowia i płodności, a nie ludzie schorowani czy mający zespoły wad wrodzonych. Nie piętnuję osób, które "poprawiają" swoją urodę z takich czy innych powodów, bo rozumiem, że każdy chce wyglądać jak najlepiej. Co oczywiście nie oznacza, że popieram nadużywanie botoksu, skalpela chirurga plastycznego, liposukcji itd. Wszystko z umiarem, bez popadania w skrajności.

Share this post


Link to post
O 17.04.2018 at 17:26, Absurdalny Widelec napisał:

Nie chodziło mi o uwagi znajomych, czy nieznajomych, tylko o akcje społeczne instytutów zdrowia.

Masz rację, przepraszam, niewystarczająco dokładnie wczytałam się w Twoją wypowiedź.

O 17.04.2018 at 17:26, Absurdalny Widelec napisał:

Być może nie natknęłaś się na aż tak zradykalizowanych ludzi, ale.... jak mówię, jestem dzieckiem Tumblra. Tam takiej przesady jest po dziurki w nosie - a są to ludzie młodzi (czyt. podatni na takie bzdury).

Istotnie, ruch Body Positivity znany mi jest przede wszystkim z Instagrama (na którym wydaje się - z naciskiem na te słowa - kwitnąć najbujniej), blogów samych ciałopozytywnych i trochę Pinterest. Nie mam pojęcia jak wygląda na Tumblrze, ale znając z innych przykładów możliwości tego portalu doprowadzania treści wyników wyszukiwania do ekstremum jak najbardziej jestem w stanie uwierzyć, że sprawa ma się właśnie tak jak opisujesz :rolleyes:

@Celt, myślę, że akurat BoPo osób niepełnosprawnych / chorych / okaleczonych może być właśnie najlepszym przykładem tego, że w tej postawie nie chodzi wcale o promowanie spaczonych wzorców piękna, tylko zaprzestanie body shamingu. Skądinąd jednak nawet to, co obecnie uznawane jest za spaczone piękno i oznaka choroby było niegdyś odbierane jako zdrowo wyglądające i apetyczne (klasyczny przykład baroku, ale i pradziejów).

2 godziny temu, Celt napisał:

Kobieta pokazana na zdjęciu to przypadek skrajnie owłosionych nóg i naprawdę niewiele osób uznałoby taką kobietę za seksowną i zadbaną, i trudno się dziwić tym ludziom.

Nie zostałaby jednak uznana za taką z powodu aktualnie obowiązującego, określonego kanonu piękna, a nie "wrodzonego, męskiego instynktu" (popraw mnie jeśli się mylę). Skoro zaś przyczyna leży po stronie kultury, być może warto starać się zmienić / rozszerzyć kanon tak, aby odjąć kobietom wysiłku i problemów związanych z koniecznością regularnej depilacji?

Share this post


Link to post

Bardziej chyba chodzi o rozpowszechnienie niecodziennego wyglądu ludzi, aby nie musieli się go wstydzić (aby media nie ostrzegały użytkownika przed takim widokiem, co tylko podkręca jakąś fobię wobec chorych osób) - a nie po to, żeby patrzeć na nich od strony seksualnej. Także seksowna osoba z downem nie ma nic do rzeczy. 

Szerzenie zdjęć takich ludzi - celowych estetycznych sesji zdjęciowych, nie jakichś zdjęć mających budzić "grozę" - pomaga nam oswoić się z tym widokiem i moim zdaniem jest na plus. Dzięki temu, łatwiej jest spojrzeć na chorą osobę na ulicy nie czując dyskomfortu. A brak zdziwionych, zniesmaczonych, zaciekawionych spojrzeń obcych ludzi może okazać się dużym krokiem w stronę samoakceptacji tych osób. (wgl mówiąc o "takich ludziach" mam po prostu na myśli osoby, których wygląd mocno odbiega od jakiejś przyjętej normy)

7 godzin temu, Celt napisał:

Nie piętnuję osób, które "poprawiają" swoją urodę z takich czy innych powodów, bo rozumiem, że każdy chce wyglądać jak najlepiej.

No ok. Ja też. Ale każdy może mieć swoje "najlepiej".

Share this post


Link to post

@Lilla Weneda: o co dokładnie chodzi ze wspomnianym "body shamingiem"? Bo pierwszy raz stykam się z tą frazą. Ogólnie ta fraza oznacza "zawstydzanie ciałem", ale co konkretnie masz na myśli?

Czy dziwisz się ludziom, że chcą oglądać ludzi ładnych, atrakcyjnych fizycznie i zdrowych? I czy dziwisz się mediom, że z tego powodu pokazują właśnie głównie takich ludzi? Ja się nie dziwię. Jest to normalne. Ludzie lubią widoki miłe dla oka. Lubią to, co przyjemnie im się ogląda. To, na co "aż miło popatrzeć". Czy uważasz, że to źle? Czy to źle, że w castingu do filmów z reguły wybiera się osoby atrakcyjne fizycznie? (ok, są wyjątki, jak Ron Perlman, Mirosław Zbrojewicz czy Tomasz Oświeciński, ale to charakterystyczne typy).

A jeśli chodzi o podejście do dbania o własny wygląd, to mam pytanie, czyje podejście bardziej Ci się podoba: podejście Silvio Berlusconiego i Krzysztofa Ibisza, którzy wyglądają naprawdę dobrze jak na swój wiek, czy podejście Ryszarda Terleckiego i Antoniego Macierewicza, którzy wyglądają naprawdę źle jak na swój wiek? Bo ja o wiele lepiej rozumiem podejście Berlusconiego i Ibisza niż podejście Terleckiego i Macierewicza. I osobiście wolę patrzeć na tych pierwszych niż na tych drugich. Pierwsi wyglądają na mniej lat niż mają, a drudzy na więcej lat niż mają.

Napisałem, że dla mnie atrakcyjna fizycznie może być kobieta o różnych figurach. Nie mam nic przeciwko kobietom o rubensowskich kształtach, o ile są zadbane i zgrabne. Osoby mocno otyłe lub chore na lipodemię, z rozstępami, nie wyglądają zgrabnie ani na zadbane. Skrajna otyłość jest równie nieatrakcyjna jak skrajna chudość. Najlepszy jest złoty środek.

Kobieta o owłosionych nogach też wygląda na zaniedbaną i zapuszczoną, i trudno się temu dziwić. Przecież już w starożytności, np. w Egipcie i reszcie rejonu śródziemnomorskiego, kobiety się depilowały. Później chrześcijaństwo uznało "nadmierne" dbanie o ciało za przejaw próżności, pychy i bezbożności, i w Europie kobiety przestały się depilować (jak również myć się i ogólnie dbać o siebie), ale zwyczaj ten utrzymał się na Bliskim Wschodzie, a także w innych rejonach, w których nie było dominującego chrześcijaństwa. To rozpowszechnienie chrześcijaństwa i jego podejścia do cielesności spowodowało zaprzestanie dbania o urodę. Przecież bardzo długo duchowni potępiali nawet robienie makijażu i noszenie seksownych strojów. To duchowni płci męskiej grzmieli do kobiet: "Nie dbajcie zbytnio o swoje ciała i wygląd, bo będziecie próżne i grzeszne i będziecie pociągać mężczyzn do grzechu nieczystości". Czy gdyby kobiety się zapuszczały i nosiły szare worki, to byłoby lepiej, bo nie byłoby wysiłków i problemów związanych z wyglądem zewnętrznym?

Wiem, że często mówi się, że "liczy się wnętrze, inteligencja" itd., i oczywiście, jest to ważne, jednak z drugiej strony, zawsze jest tak, że pierwsze wrażenie ma ogromne znaczenie. Nie tylko podczas rozmowy kwalifikacyjnej i ogólnie sytuacji formalnych, ale każdych. Gdy zrobi się dobre pierwsze wrażenie, to potem dosyć trudno jest je zepsuć. A gdy zrobi się złe pierwsze wrażenie, to potem jest niemal niemożliwe zyskanie w czyichś oczach. Pierwsze wrażenie się liczy - od tego się nie ucieknie.

Przecież kobiet nikt nie zmusza do depilacji - one same z siebie to robią, bo potem dzięki temu czują się lepiej, pewniej, czują się atrakcyjniejsze. Czy wyobrażasz sobie, żeby na plażach opalały się kobiety z owłosionymi nogami? I żeby zostało to w pełni zaakceptowane i polubione? W sytuacji, w której odsłanianie ciała jest uważane za nieobyczajne i grzeszne, w której wszystkie kobiety (i nie tylko kobiety) chodzą zawsze dokładnie zakryte ubraniami i w której ludzie uprawiają seks tylko po ciemku i nie patrząc na siebie, nie-depilowanie się jest do przyjęcia. Ale przy obecnej modzie i strojach plażowych oraz oświetleniu - nie.

Ludzie ze zrośniętymi brwiami też moim zdaniem wyglądają nieatrakcyjnie i dobrze jest, jeśli depilują nadmiar brwi. Wiem, że są ludzie, którym zrośnięte brwi się podobają, ale napisałem moje zdanie, i zdanie wielu innych ludzi.

Share this post


Link to post
10 godzin temu, Celt napisał:

@Lilla Weneda: o co dokładnie chodzi ze wspomnianym "body shamingiem"? Bo pierwszy raz stykam się z tą frazą. Ogólnie ta fraza oznacza "zawstydzanie ciałem", ale co konkretnie masz na myśli?

Ten termin nie oznacza "zawstydzania ciałem", tylko "zawstydzanie ciała". Jak nietrudno się domyślić po tym sprostowaniu, określane są nim wszelkie przejawy dyskryminacji na podstawie wyglądu i dawania drugiej osobie odczuć, że z jej fizyczną powłoką jest coś nie tak, a można się z nim nader często spotkać na anglojęzycznych stronach poruszających tematykę Body Positive (ponieważ dużo obcuję z językiem angielskim, często niestety trudno mi znaleźć zgrabny polski odpowiednik dla danej frazy).

10 godzin temu, Celt napisał:

Czy dziwisz się

 

10 godzin temu, Celt napisał:

Czy uważasz

 

10 godzin temu, Celt napisał:

czyje podejście bardziej Ci się podoba

Kolejne wyjaśnienie: to nie są (do końca) moje osobiste poglądy. Nie jestem osobą ciałopozytywną, jedynie wchodzę w rolę takowej na potrzeby dyskusji i przedstawiam jej punkt widzenia - bo choć nie jestem bodi pozi, ruch ten jednak nieodparcie mnie fascynuje. Osobiście nie mam na jego temat jednoznacznie wyrobionego zdania, chociaż czasem zdarzają mi się przebłyski myśli o treści "ej, Lili, dziewczyny ideowo mają rację, jedynie fakt, że twoja własna tłuszczofobia jest nieuleczalna sprawia, że nigdy nie będziesz drugą Megan Jayne Crabbe". Mimo wszystko jednak zdecydowanie należę do teamu ThinsPo i zapewniam, że regularnie starannie depiluję całe ciało co do włoska (;

10 godzin temu, Celt napisał:

Przecież kobiet nikt nie zmusza do depilacji - one same z siebie to robią, bo potem dzięki temu czują się lepiej, pewniej, czują się atrakcyjniejsze.

No i BoPo bynajmniej im tego nie zabrania. KAŻDE ludzkie ciało jest piękne, a więc także to w 100% zgodne z aktualnie obowiązującym kanonem piękna.

10 godzin temu, Celt napisał:

Czy wyobrażasz sobie, żeby na plażach opalały się kobiety z owłosionymi nogami? I żeby zostało to w pełni zaakceptowane i polubione?

Ja nie, ale Body Positivity walczy dokładnie o to - zmianę powszechnych standardów urody na takie, które uznają każde ludzkie ciało za piękne (bo te obecne są często po prostu szkodliwe i leżą u źródeł ludzkiego cierpienia). Często pada w tym miejscu argument odwołujący się paradoksalnie do samej natury oraz porównujący rozmaite kształty i rozmiary ciał do owoców (czy jabłko jest "ładne" lub "brzydkie" tylko dlatego, że jest jabłkiem? a gruszka? co z bananem? nic, każde z nich jest po prostu inne) bądź rozstępy do użyłkowania płatków kwiatu. Przyroda nie tworzy według ciałopozytywnych form szpetnych, jedynie często skrajnie różniące się od siebie, a takie rzeczy jak owłosione nogi są po prostu naturalne i zdecydowanie nie stanowią oznaki żadnej choroby.

10 godzin temu, Celt napisał:

Czy dziwisz się ludziom, że chcą oglądać ludzi ładnych, atrakcyjnych fizycznie i zdrowych? I czy dziwisz się mediom, że z tego powodu pokazują właśnie głównie takich ludzi? Ja się nie dziwię.

Ja też nie. Jednak telewizja nie tylko pokazuje to, co każdy przeciętny człowiek podświadomie chce oglądać. Ona to również (a według aktywistów BoPo przede wszystkim) kreuje. Promowanie wizerunku jedynie pewnej określonej grupy ludzi zaś, niestety, siłą rzeczy wyklucza i spycha na margines wszystkie pozostałe, a brak oswojenia z innością sprawia, że jej się boimy - skąd już tylko krok do dyskryminacji i hejtu.

Powtórzę się - obraz tego, jak właściwie powinna wyglądać osoba "ładna, atrakcyjna fizycznie i zdrowa" nie jest wcale taki oczywisty gdy spojrzy się na bohaterki płócien Rubensa czy prehistoryczne figurki Bogini-Matki (;

10 godzin temu, Celt napisał:

napisałem moje zdanie, i zdanie wielu innych ludzi

Nie staram się - być może wbrew pozorom - nakłonić Cię do jego zmiany, tylko zrozumienia sposobu myślenia ludzi o bardzo egzotycznym i do niedawna w zasadzie chyba w ogóle nieznanym spojrzeniu na świat (uznając posiadanie otwartego umysłu za coś ważnego). "Think Different" to popularny slogan, ale nawet i on stał się z biegiem czasu jedynie kolejną Formą. No i oczywiście próbuję sama (w ten być może cokolwiek niezdarny sposób) jednoznacznie określić swój stosunek do tematu.

Share this post


Link to post

Może jest mi łatwiej zaprzyjaźnić się z poglądami body positive, bo nie uważam, że inni ludzie powinni robić mi swoją osobą jakąś przyjemność. W sensie, bardziej liczy się czyjeś bezpieczeństwo i samoakceptacja, niż zaspokojenie moich potrzeb estetycznych. W związku z tym uznaję potrzebę promowania inaczej wyglądających ciał/twarzy, bo według mnie na dłuższą metę pomoże to ich właścicielom zaakceptować swoją odmienność. Ale to chyba kwestia podejścia i tyle.

Nie przekreślam też jakichś operacji plastycznych, ruch body positive też nie. Jeśli ktoś chce w jakiś sposób poprawić swój wygląd, też może to zrobić, bo to jego wybór.

Share this post


Link to post
23 godzin temu, Absurdalny Widelec napisał:

Może jest mi łatwiej zaprzyjaźnić się z poglądami body positive, bo nie uważam, że inni ludzie powinni robić mi swoją osobą jakąś przyjemność. W sensie, bardziej liczy się czyjeś bezpieczeństwo i samoakceptacja, niż zaspokojenie moich potrzeb estetycznych. W związku z tym uznaję potrzebę promowania inaczej wyglądających ciał/twarzy, bo według mnie na dłuższą metę pomoże to ich właścicielom zaakceptować swoją odmienność.

No właśnie, mimo wszystko trudno chyba obiektywnie dyskutować na temat ruchu Body Positivity czy oceniać go nie uwzględniając gruntu, z jakiego wyrósł - a jest nim w dużej mierze walka z zaburzeniami odżywiania, za których jedną z głównych przyczyn uznaje się właśnie lansowanie przez media tylko jednego, określonego typu sylwetki. O czym zaś warto pamiętać i co niektórych być może zaskoczy: to anoreksja jest najbardziej śmiertelnym ze wszystkich zaburzeń psychicznych, nie depresja czy schizofrenia.

... myślę, że naprawdę warto spróbować spojrzeć na to nie tylko z zewnątrz, okiem (zwłaszcza męskiego) widza, ale i od środka, oczami samej takiej osoby. Przynajmniej ja nie umiem przejść obojętnie obok dosłownie promieniejących szczęściem i deklarujących nareszcie całkowitą wolność ikon BoPo, mimo że absolutnie nie wyobrażam sobie siebie nawet w całkiem lajtowym jak na plus sajzowe standardy rozmiarze Megan Jayne Crabbe.

  • + 1

Share this post


Link to post

Przedwczoraj sąsiadka (51 lat, 166 cm, 83 kg) opowiadała mi o tym jako o ruchu mającym na celu promowanie szacunku dla ludzi bez względu na wygląd i walkę z kompleksami dotyczącymi wyglądu, zwłaszcza sylwetki. Spodobało mi się to, bo ja miałam jako nastolatka kompleksy na tym tle. Chociaż wcale nie byłam gruba, to media ukształtowały we mnie pewien wzorzec tego, jak powinno wyglądać ludzkie ciało i jako nastolatka uznałam, że chciałabym mieć figurę modelki. Dlatego moim najbardziej znienawidzonym przeze mnie przedmiotem był wuef, a zwłaszcza basen w gimnazjum. Unikałam chodzenia na plażę, a jak w szkole był basen, to nosiłam jednoczęściowy strój w którym jak najmniej było widać.

Po rozmowie z nią trochę sobie poszukałam w internecie i widzę, że zdania są podzielone. Niektórzy bowiem uważają, że to promowanie otyłości, niedbania o siebie i niezdrowego stylu życia. Ale moja sąsiadka mimo bycia BoPo wiele zrobiła, by schudnąć. Bo kiedyś było gorzej, miała nawet otyłość kliniczną i ponad 7 lat temu dobiła do 100 kg, ale po 1,5-rocznej kuracji odchudzającej zeszła do 75 kg. Pokazywała mi nawet zdjęcia w bieliźnie jakie sobie wtedy robiła co miesiąc, żeby udokumentować jak chudła. Dużo ją to kosztowało wyrzeczeń, więc trochę odpuściła i znowu przytyła, ale niewiele i waga jej się ustabilizowała koło 83 kg. Bardzo mi się podoba u sąsiadki ten dystans do swojej tuszy i brak wstydu na tym tle. Ma młodszego o 17 lat i bardzo przystojnego męża, z którym jest 10 lat, z czego niecałe 6 po ślubie, który mimo tej różnicy wieku i urody w pełni ją akceptuje i nigdy jej nie powiedział, że jest za gruba. Dobrze, że są kobiety, które akceptują swój wygląd i mężczyźni, którzy kochają bez względu na tuszę.

Dlatego moim zdaniem BoPo może iść w parze z dbaniem o zdrowie i bardzo mi się podoba to podejście. Sama mam 170 cm i 66 kg, nie mam już kompleksów na tle swojego wyglądu, ale w pełni rozumiem kobiety, które chcą z tym walczyć.

Share this post


Link to post
4 godziny temu, Martusiaaaaaa92 napisał:

Dlatego moim zdaniem BoPo może iść w parze z dbaniem o zdrowie

Oczywiście :) Jednak...

4 godziny temu, Martusiaaaaaa92 napisał:

bardzo mi się podoba to podejście

... należy zawsze pamiętać, że ruch ten promuje akceptację na RÓWNYCH prawach WSZYSTKICH ciał niezależnie od gabarytów [a więc nie tylko lightowych osiemdziesięciokilogramowych grubasek (?), ale także osób o sylwetce Tess Holiday] - i to niezależnie od woli bądź braku chęci pozbycia się zbędnego tłuszczu. Jeśli uzależniasz swoją ciałopozytywność od tego, czy dana osoba robi coś w celu dążenia do choćby minimalnej utraty wagi - nie jesteś tak naprawdę BoPo [a przyznając się do tego w gronie aktywistek zmycie głowy masz w zasadzie gwarantowane :D ]. Istotną część ruchu stanowi zresztą nurt Fat Acceptance [Fat Positivity], akceptowany i popierany przez wszystkie czołowe postacie ogólnego Ciałopozytywu [polecam zapoznanie się z instagramowym kontem Dani Adriany żeby zobaczyć o co kaman - w szczególności obszernymi i dającymi zwykle duży wgląd w świat autorki podpisami pod zdjęciami].

Moje osobiste zdanie na temat "Body Positivity a promocja otyłości"? Łączy w sobie punkt widzenia obu stron: osoby ciałopozytywne [większość przynajmniej] zapewne rzeczywiście nie propagują jej ŚWIADOMIE ani CELOWO, jednak jest to komunikat, który odbiorca otrzymuje niejako "przy okazji" i podprogowo - oraz który jest niestety chyba niemożliwy do wyeliminowania. Skądinąd jedna z przyczyn, dla których mimo wszystko nie mogę ostatecznie przekonać się do tego ruchu.

Share this post


Link to post
O 1.04.2019 at 16:02, Paradoxy napisał:

należy zawsze pamiętać, że ruch ten promuje akceptację na RÓWNYCH prawach WSZYSTKICH ciał niezależnie od gabarytów [a więc nie tylko lightowych osiemdziesięciokilogramowych grubasek (?), ale także osób o sylwetce Tess Holiday] - i to niezależnie od woli bądź braku chęci pozbycia się zbędnego tłuszczu. Jeśli uzależniasz swoją ciałopozytywność od tego, czy dana osoba robi coś w celu dążenia do choćby minimalnej utraty wagi - nie jesteś tak naprawdę BoPo [a przyznając się do tego w gronie aktywistek zmycie głowy masz w zasadzie gwarantowane :D ]. Istotną część ruchu stanowi zresztą nurt Fat Acceptance [Fat Positivity], akceptowany i popierany przez wszystkie czołowe postacie ogólnego Ciałopozytywu [polecam zapoznanie się z instagramowym kontem Dani Adriany żeby zobaczyć o co kaman - w szczególności obszernymi i dającymi zwykle duży wgląd w świat autorki podpisami pod zdjęciami].

Nie chciałabym się szufladkować i jednoznacznie deklarować jako BoPo. Rozmowa z jedną osobą, która się z tym ruchem identyfikuje i poczytanie o tym trochę w internecie to jeszcze nie jest zapisanie się do ruchu. Moje podejście do ludzkiego wyglądu wynika po prostu z przekonania, że ludziom należy się szacunek. Dlatego szanuję wszystkie kobiety i mężczyzn bez względu na stopień otyłości i to, czy chcą schudnąć. Otyłość jest chorobą, więc szanuję otyłych tak samo jak szanuję chorych na raka.

Ale też popieram profilaktykę otyłości tak samo jak popieram profilaktykę raka. Jeśli ktoś pali papierosy ryzykując raka - szanuję go nadal, ale nie pochwalam jego zachowania i nie zachwycam się jego paleniem. Jeśli ktoś niezdrowo się odżycia i nie podejmuje aktywności fizycznej ryzykując otyłość - szanuję go nadal, ale nie pochwalam jego zachowania i nie zachwycam się jego niezdrowym odżywianiem i brakiem aktywności fizycznej.

Ja się nie określam jako BoPo, moja sąsiadka się określa. Dzisiaj z nią znowu o tym gadałam, bo chciałam dopytać o parę rzeczy. Więc mówi, że jest BoPo i w pełni zgadza się ze mną, że media robią ludziom krzywdę promując wzorzec urody wpędzający kobiety w kompleksy. Ale nawet ona kiedy dobiła do 220 lbs (100 kg) wzięła się za odchudzanie i zeszła do 165 lbs (75 kg). Potem trochę przytyła, ale wyznaczyła sobie nieprzekraczalną granicę 190 lbs (86 kg) i tego się trzyma. Teraz akurat jest na granicy nadwagi i otyłości, 183 lbs (83 kg). Jej mąż nawet jak ważyła 100 kg nigdy nie dał jej odczuć, że uważa ją za grubą (mimo że jest 17 lat młodszy i bardzo przystojny). Ale on tak samo jak ja nie określa się jako BoPo, po prostu akceptuje swoją ukochaną taką, jaka jest. Ja mam 170 cm i 66 kg, rodzinnych predyspozycji do otyłości nie mam i mam nadzieję, że nigdy mnie ona nie dotknie. Ale wiem, że mój chłopak też mnie akceptowałby grubą ;)

Share this post


Link to post

@Martusiaaaaaa92, ok. Chciałam tylko dogłębnie wyjaśnić / przypomnieć istotę Body Positivity - osoby zaangażowane w ruch mocno ostatnimi czasy ubolewają nad jego komercjalizacją i związanym z nią wypaczeniem idei ciałopozytywności, twierdząc wręcz, że "została ona odebrana tym, dla których została stworzona" [i miewa to niestety często związek właśnie z odchudzaniem się / zaangażowaniem w uprawianie sportu czy fitness]. That's all :) 

Kilka dodatkowych linków dla zainteresowanych tematem:

Share this post


Link to post

Uważam, że samoakceptacja jest ważna, aczkolwiek nie do przesady. Chociażby owłosienie u kobiet jest dla mnie nie do zaakceptowania i też uważam, że wysublimowana samokrytyka nie jest niczym złym, od zawsze chcieliśmy stawać się lepsi, zawsze pragniemy więcej, dlaczego więc w przypadku naszego wyglądu mielibyśmy postępować inaczej? 

Share this post


Link to post

Popieram  akceptowanie własnego ciała, szczególnie jeśli odbiega ono od kanonu piękna w modelingu, gdzie promowane są: tzw. rozmiar 0 i zaburzenia odżywiania - najczęściej anoreksja. Jednak ruch Body Positivity wykracza coraz częściej poza dopuszczalną (ze względów zdrowotnych) wagę ciała, co zasługuje na krytykę. W związku z czym mamy dwie skrajności, z jednej strony wychudzone modelki, a z drugiej otyłość często I czy II stopnia. Szczególnie dla kobiet aspekt wyglądu jest ważny, ale czy nie lepiej przyjrzeć się własnemu zdrowiu? 

Czy można dawać przyzwolenie na niszczenie własnego organizmu? Oczywiście jako społeczeństwo dajemy przyzwolenie na różne zachowania (np. palenie papierosów). Jednak nikt tego nie lansuje jako zjawiska, które należy powielać. Natomiast sam ruch Body Positivity promuje otyłość, jak ktoś ma odzyskać zdrową wagę i zdrowy wygląd, jeśli nagle wszyscy będą powtarzać, że otyłość jest "fajna"? 

Share this post


Link to post

Wydaje się, że ruch Body Positivity już prawie zupełnie został przejęty przez aktywistki Fat Positivity, głoszące politykę Health At Every Size, która fakt zachęca do ruchu i ogólnych zachowań prozdrowotnych ale przy okazji próbuję ludziom wcisnąć, że można być zdrowym będąc jednocześnie otyłym. 

Co jest bardzo smutne i martwiące, bo mamy niby Body Positivity ale młodzi ludzie są bombardowani postami i artykułami normalizującymi otyłość, często tak czy siak z sfotoszopowanymi modelkami aby ich cellulit i rozstępy nie były tak jeśli zupełnie widoczne, a jest bardzo mało tych które pokazują, że możesz mieć te rozstępy mimo że mieścisz się w zdrowej wadze i to jest ok, że trądzik jest czymś normalnym i tak dalej. 

Pomysł był dobry ale social media go spieprzyły - nic nowego. 

Share this post


Link to post
O 10.07.2020 at 19:38, WszyscyZginiemy napisał:

Pomysł był dobry ale social media go spieprzyły - nic nowego.

Gwoli wyjaśnienia, gdyż zachodzi tu pewne nieporozumienie - Body Positivity od samego początku było ruchem radykalnym i mającym na celu przebicie się do mainstreamu reprezentacji ciał marginalizowanych w ich najbardziej ekstremalnych formach. Tu nigdy nie chodziło przede wszystkim o rozstępy przy normalnej wadze, jedynie lekki nadmiar kilogramów czy nastoletnie pryszcze. Warto zaznaczyć, że sami zwolennicy BoPo skarżą [bądź skarżyli] się często na wypaczenie pierwotnej idei swojego ruchu przez media społecznościowe właśnie poprzez ich koncentrację tylko na jego lajtowych i nie nazbyt rewolucyjnych przejawach:

https://galantalala.pl/moda-na-cialopozytywnosc/

O 10.07.2020 at 19:38, WszyscyZginiemy napisał:

Co jest bardzo smutne i martwiące, bo mamy niby Body Positivity ale młodzi ludzie są bombardowani postami i artykułami normalizującymi otyłość, często tak czy siak z sfotoszopowanymi modelkami aby ich cellulit i rozstępy nie były tak jeśli zupełnie widoczne, a jest bardzo mało tych które pokazują, że możesz mieć te rozstępy mimo że mieścisz się w zdrowej wadze i to jest ok, że trądzik jest czymś normalnym i tak dalej.

Mam wrażenie [choć z początku myśl ta wydawała mi się dosyć nieprawdopodobna], że dzieje się tak po prostu dlatego, iż nadwaga / otyłość rzeczywiście wydają się zajmować w społeczeństwie pewne szczególne miejsce pośród wszystkich tabu [w rzeczy samej ściśle związane również z pozycją kobiet]. Mówiąc obrazowo: człowiek gruby pozostał ostatnim legalnym chłopcem [dziewczynką ;)] do bicia, z ludzi o odmiennym kolorze skóry / orientacji seksualnej / niepełnosprawnych już od dawna śmiać się nie wypada. A bądźmy szczerzy, lubimy dawać upust swoim niskim instynktom i źle traktować "gorszych" / słabszych od siebie.

O 5.07.2020 at 20:19, mw2 napisał:

Czy można dawać przyzwolenie na niszczenie własnego organizmu? Oczywiście jako społeczeństwo dajemy przyzwolenie na różne zachowania (np. palenie papierosów). Jednak nikt tego nie lansuje jako zjawiska, które należy powielać. Natomiast sam ruch Body Positivity promuje otyłość, jak ktoś ma odzyskać zdrową wagę i zdrowy wygląd, jeśli nagle wszyscy będą powtarzać, że otyłość jest "fajna"?

Aktywiści [aktywistki] ciałopozytywności wielokrotnie podkreślają, że nie promują samej otyłości, ale postawę szacunku wobec osób nią dotkniętych, dostrzeganie ich specyficznych potrzeb [istniejących nawet wtedy gdy dany delikwent / delikwentka znajduje się (już) na diecie odchudzającej bądź wdraża nowe nawyki] i czerpanie radości z życia niezależnie od noszonego rozmiaru. Fakt faktem moim osobistym zdaniem mimo wszystko wychodzi z tego niestety często reklama zbędnych kilogramów, jednak w dużej mierze jako skutek uboczny i niezamierzony [coś, co nasz umysł / podświadomość sam / sama sobie dopowiada jako przekaz niewerbalny czy wręcz podprogowy lub komunikat odbierany przez nas przy niewystarczająco uważnym wsłuchiwaniu się w treść słów takiej np. Urszuli Chowaniec].

Natomiast odnośnie troski społeczeństwa o ich zdrowie - zwykle uważana jest po prostu za ściemę [aczkolwiek taką, w którą głęboko wierzyć może nawet sam zatroskany / a] i przykrywkę dla fat fobii. Czy naprawdę bowiem jesteśmy zainteresowani dobrostanem obcych sobie osób [pytanie autentyczne, naprawdę chciałabym poznać odpowiedź]? Poniżej linki rozwijające moją wypowiedź:

Oczywiście pozostaje jeszcze kwestia wpływu stygmatyzacji oraz tzw. motywacji negatywnej na chęci i zdolności osób otyłych do walki ze zbędnymi kilogramami - przynoszących zwykle skutki dokładnie odwrotne do zamierzonych.

Share this post


Link to post
57 minut temu, Kerosine napisał:

Gwoli wyjaśnienia, gdyż zachodzi tu pewne nieporozumienie - Body Positivity od samego początku było ruchem radykalnym i mającym na celu przebicie się do mainstreamu reprezentacji ciał marginalizowanych w ich najbardziej ekstremalnej formie

Przyznam się szczerze, że nie wiem gdzie faktycznie doszukiwać się początku tego ruchu. Jednak przynajmniej w początkowej fazie, którą dało się zaobserwować wyglądało to bardziej "nieważne od rozmiaru Twojego ciała, koloru skóry, czy innych niedoskonałości, które Ty widzisz jesteś piękna". Widać było kampanie modowe z modelkami o różnych rozmiarach i typach urody, reklamy które głosiły samoakceptacje, spopularyzowanie mody plus size. I wówczas ta ekstremalna forma nie była rozmiaru Tess Holiday, głoszącej że można być zdrowym będąc chorobliwie otyłym, a nie wiem np. Ashley Graham, która ma więcej ciała ale nie doprowadza siebie do stanu chorobliwej otyłości dbając o dietę i ćwiczenia. I było to bardziej o samoakceptacji mogącej być pierwszym krokiem do zmiany na zdrowszy styl życia dla samego siebie, a nie w celu osiągnięcia sylwetki jak modelka czy instruktorka fitness z okładki magazynu.

To co wówczas, parę lat temu, "w początkowej fazie", obserwowałam było według mnie krokiem dobrą stronę, jeśli nie było to oryginalnym zamysłem ruchu, a bliżej realizacji oryginalnego zamysłu jest to, co można zaobserwować obecnie... ok w takim razie dobrze dla nich, nie spieprzyli ale wówczas mi takie Body Positivity się nie podoba.

Godzinę temu, Kerosine napisał:

Tu nigdy nie chodziło przede wszystkim o rozstępy przy naturalnej wadze, jedynie lekki nadmiar kilogramów czy nastoletnie pryszcze.

1 godzinę temu, Kerosine napisał:

zwolennicy BoPo skarżą [bądź skarżyli] się często na wypaczenie pierwotnej idei swojego ruchu przez media społecznościowe właśnie poprzez ich koncentrację tylko na jego lajtowych i nie nazbyt rewolucyjnych przejawach

W moim odczuciu te lajtowe aspekty dotyczące większości kobiet i jak mi się wydaje będące źródłem kompleksów każdej, której to dotyczy przynajmniej w którymś momencie życia są równie ważne, jeśli nie ważniejsze niż normalizowanie i chwalenie chorobliwej otyłości. A że to nie jest to nazbyt rewolucyjne z mojej strony... no trudno. :tongue:

Share this post


Link to post

Chociaż nie wnikam w body positivity zbyt aktywnie, to raczej je popieram. Co prawda nie jest to idea, którą czuję całą sobą - mam dosyć typowe poczucie estetyki i nie widzę piękna w każdym ciele. Nie przeszkadza mi to jednak spać spokojnie, bo w końcu trudno szybko zmienić sposób widzenia wpajany przez kulturę całe życie. Do tego mam niesamowitą umiejętność nierzucania zbędnych, krzywdzących komentarzy oraz szanowania innych ludzi. Może to właśnie powinno zostać mniej skrajnym odpowiednikiem BoPo: Ruch Zamknij Mordę.

W kwestii normalizacji otyłości, to nie trafiłam nigdy na zachęcanie do takiego trybu życia, ale to może kwestia niedoinformowania. Chyba żeby pod taką propagandę podciągnąć slogany, że można być otyłym i się akceptować, jakby nie był to wybór jak każdy inny. W każdym razie. Żyjemy teraz w czasach, w których chyba nikt nie chce być gruby. Bycie taką osobą jest zwykle poddawane ostracyzmowi i wyśmiewaniu (zaznaczam, że ten wniosek wynika z obserwacji, bo sama nie mam nadwagi), świadomość konsekwencji zdrowotnych też się zwykle ma. A jednak puszyści ludzie istnieją. Mało tego, najwyraźniej nie każdemu udaje się schudnąć, mimo wszechobecnej presji na to. A może po części dzięki niej? Zapewne wstyd przy chodzeniu na siłownię/basen czy zajadanie stresu nie są zbyt pomocne. Więc można założyć, że atmosfera zaszczucia nie do końca sprzyja poprawie sytuacji. Może to naiwne myślenie, ale jestem w stanie uwierzyć, że body positivity w połączeniu z odpowiednią edukacją o żywieniu byłby pozytywną zmianą dla świata. Akceptowanie aktualnego stanu rzeczy trochę trąci pójściem na łatwiznę, bo dosyć łatwo zauważyć, że nie jest idealnie. A przecież już tak prosto przychodzi nam akceptowanie tylu innych rozmaitych szkodliwych rzeczy: alkoholu, papierosów, gloryfikacji pracoholizmu. Już chyba wolę przyzwolenie na nadwagę, bo ono przynajmniej może iść z jakimiś pozytywnymi aspektami dla zdrowia psychicznego. I oczywiście nie mam na myśli tego, by otyłość została uznana za pożądany stan ciała, do którego każdy powinien dążyć, bo przecież nie o to w tym wszystkim chodzi.

  • + 1

Share this post


Link to post

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!


Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.


Sign In Now

  • Who's Online (See full list)

    • Shady-Lane90
    • yiliyane
    • Olga_00
    • Kerosine
    • alegoria
    • dannonka
    • Anarchist
    • MARCEL17101980
  • Chatbox

    Load More
    You don't have permission to chat.
  • Recent Status Updates

    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy  »  Shady-Lane90

      · 2 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy  »  Shady-Lane90

      · 0 replies
    • Kerosine

      Kerosine

      Lato w mieście lesie, wakacje pod sosną.
      · 0 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy  »  Shady-Lane90

      · 0 replies
    • Kerosine

      Kerosine

      Zobaczyć świat w ziarenku piasku,
      Niebiosa w jednym kwiecie z lasu.
      W ściśniętej dłoni zamknąć bezmiar,
      W godzinie – nieskończoność czasu.
      ["how the universe ends is how it begins"]
      · 0 replies
  • Posts

    • Olga_00
      Czy wyglądam ma swój wiek?
      Wiem, że to dziwne. Ale gdy miałam 12 lat mamy mojej koleżanka powiedziała, że ze względu na wzrost wyglądam na 14-15 lat, a siostra wtedy gadała, że na 16 lat wyglądam. W wieku 12-13 lat nie kojarzę żeby ktoś dziecko mi mówił tylko proszę pani. Jak byłam gim brali mnie za lo, jak zaczynałam lo czy gim to myśleli że kończę lo lub gim, pod koniec lo brali mnie za studentkę. W wieku 11-16 lat brali mnie za 2-3 lata starsza rzadziej za rok starsza bądź 4 lata starsza. W wieku 14 lat jakiś gościu po
    • Shady-Lane90
      Wzywam Cię do odpowiedzi!
      Dziękuję Ci @Kerosine za wybór świetnych tematów! Udzieliłam odpowiedzi w obu Z mojej strony nominacja leci do @Kalafior_Grozy. Mój drogi braciszku, proszę o odpowiedź w którymś z poniższych tematów.    
    • Shady-Lane90
      Życie po sąsiedzku.
      W swoim prawie 30-letnim życiu mieszkałam w różnych miejscach. Przez pierwsze kilka lat w domu jednorodzinnym z babcią. Przez kolejne naście - w bloku. W wieku 17 lat zamieszkałam w domu jednorodzinnym, który powstał dzięki samozaparciu i heroicznej pracy mojego taty. W międzyczasie jednak wyprowadzałam się kilkukrotnie - a to na studia, a to do "miłości mojego życia". Na studiach również mieszkałam w domu jednorodzinnym. W Legnicy dzieliłam z lubym małą kawalerkę i przyznam szczerze - trafiał m
    • WszyscyZginiemy
      Zazdroszczę innym...
      Wiary, że coś jeszcze jest po śmierci.
    • Kerosine
      Ludzie emitujący negatywną energię
      Moim zdaniem to kwestia tego, że [wielkie] miasto - ze swym ciągłym pędem, hałasem, zanieczyszczeniem i oddzieleniem od natury - ogólnie stanowi niesprzyjające człowiekowi środowisko. Weekendowa czy letnia poprawa sytuacji jest oczywiście zauważalna, jednak prawdziwą różnicę widać i czuć dopiero po przeniesieniu się w rejony położone daleko od centrum, na rubieża miejskiego molocha lub wręcz do strefy suburban. Osobiście jak najbardziej mogę powiedzieć, że przeprowadzka x lat temu w bardziej ruc