adi_96

kryzys, pomocy Kochani

4 posty w tym temacie

Witam
Mam problem, nie wiem co robić...
Nie jestem z moją dziewczyną nawet roku a już dorwał mnie kryzys. 
Sprawa wygląda tak, że bardzo mi pomaga, oddała się cała. Ja musiałem pogodzić szkołę z pracą bo kolorowo nie jest, mimo to wytrzymała, były tygodnie, że widzieliśmy się tylko w szkole. Codziennie telefony przed snem. Mieszkamy daleko od siebie, droga to pociąg i autobus, mimo to bardzo się staraliśmy chociaż ten jeden dzień w tygodniu razem spędzić. 
Nie jest dziewczyną pewną siebie co wyszło niedawno... gdy była pijana zadzwoniła do mnie i powiedziała zbyt wiele, poczułem się zraniony, zmieniło mi się myślenie. Jestem typem 'skurwiela' a mimo to było bardzo ciężko. 
Bardzo mi głupio, nie wiem czy ją kocham, patrzę na inne, myślę coraz więcej o innych, wszystkie jej kompleksy zaczęły przeszkadzać i mi...już nie jest dla mnie taka atrakcyjna. 
Beze mnie ona padnie, boję się o nią. 
Muszę chcę o to powalczyć. 
Rozmawialiśmy poważnie ona cała zalewa się łzami, ale walczy z tym wszystkim, poprawia się. 
Pomóżcie proszę, przechodziliście przez coś podobnego ? 
Co może pomóc ? 
Pozdrawiam Adi

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
11 minut temu, adi_96 napisał:

Beze mnie ona padnie, boję się o nią. 

 

11 minut temu, adi_96 napisał:

Rozmawialiśmy poważnie ona cała zalewa się łzami, ale walczy z tym wszystkim, poprawia się. 

Wina jest tylko wyłącznie i po Twojej stronie.

Dziewczyna o niskiej samoocenie, podatna na manipulacje ma zmieniać się, choć Ty i tak oglądasz się za innymi.

Daj jej szansę oderwać się od Ciebie, poznać kogoś, kto pokocha ja taką, jaką jest.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
O 25.2.2018 at 20:30, adi_96 napisał:

Witam
Mam problem, nie wiem co robić...
Nie jestem z moją dziewczyną nawet roku a już dorwał mnie kryzys. 
Sprawa wygląda tak, że bardzo mi pomaga, oddała się cała. Ja musiałem pogodzić szkołę z pracą bo kolorowo nie jest, mimo to wytrzymała, były tygodnie, że widzieliśmy się tylko w szkole. Codziennie telefony przed snem. Mieszkamy daleko od siebie, droga to pociąg i autobus, mimo to bardzo się staraliśmy chociaż ten jeden dzień w tygodniu razem spędzić. 
Nie jest dziewczyną pewną siebie co wyszło niedawno... gdy była pijana zadzwoniła do mnie i powiedziała zbyt wiele, poczułem się zraniony, zmieniło mi się myślenie. Jestem typem 'skurwiela' a mimo to było bardzo ciężko. 
Bardzo mi głupio, nie wiem czy ją kocham, patrzę na inne, myślę coraz więcej o innych, wszystkie jej kompleksy zaczęły przeszkadzać i mi...już nie jest dla mnie taka atrakcyjna. 
Beze mnie ona padnie, boję się o nią. 
Muszę chcę o to powalczyć. 
Rozmawialiśmy poważnie ona cała zalewa się łzami, ale walczy z tym wszystkim, poprawia się. 
Pomóżcie proszę, przechodziliście przez coś podobnego ? 
Co może pomóc ? 
Pozdrawiam Adi

 

Wina jest odległości,jest nawet powiedziane, że miłość na odległość nie przetrwa. Coś w tym musi być.Napisałeś też,że dziewczyna po pijanemu powiedziała więcej niż powinna,a wiesz,że to co myśli się po trzeźwemu,mówi po pijanemu. Albo musisz porozmawiać z dziewczyną szczerze,albo musicie się rozstać,bo na dobrą sprawę takie "bycie" razem z daleka, nie wróży związkowi niczego dobrego. Wydaje mi się także,że dziewczyna nie jest z Tobą szczera, znacie się rok,ale chyba nie widujecie się dzień w dzień,dlatego trudno powiedzieć,że jesteście ze sobą przez ten rok. Rozmowa może cokolwiek wyjaśni,chociaż nie wydaje mi się, ale życzę i tak powodzenia.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz

  • Podobna zawartość

    • RandomZInternetu
      Przez RandomZInternetu
      Hejo Mam wielki problem i nie wiem jak mam się zachować, ale zanim powiem o co dokładniej chodzi to mam kilka słów prologu by chociaż trochę bardziej zrozumieć sutuacje. Mam 15, prawie 16 lat, od września chodzę do technikum, w maju tego roku poznałem Zuzię, lat 13, dużo spędzałem z nią czasu, i bardzo lubiłem to robić. Czułem coś do niej, byłem w niej bardzo zakochany, ale ona miała chłopaka (Kacpra, mój znajomy), więc nie próbowałem nic bardziej, bo wiedziałem że to nie wyjdzie i będzie bez przyszłości. Traktowała mnie jak BFF, zwierzała mi się ze wszystkiego. Oni zerwali ze sobą w wakacje, ona była bardzo zrozpaczona, ja starałem się ją pocieszać jak tylko potrafię. Naprawdę bardzo dużo o niej myślałem. Mógłbym o tym się dużo więcej rozpisać, ale ten wątek jest o czymś innym.   Przez ostatni miesiąc, dwa, lekko straciliśmy kontakt, ona już mnie nie traktowała jako przyjaciela tak jak kiedyś (Zrobiła coś bardzo niefajnego w stosunku do mnie, ale nie ma teraz sensu mówić co), aż do pewnego momentu, kilka dni temu. Zaczęła ze mną znowu pisać 'po przyjacielsku', zachowywała się tak jak kiedyś gdy się spotykaliśmy, i ogólnie było (nadal jest) fajnie. Powinienem dodać, że mniej więcej od połowy września ma nowego chłopaka, którego jeszcze nigdy nie poznałem. Na początku pomiędzy nimi się układało, ale od paru tygodni z tego co mi mówi to on traktuje ją jak szmate (bardzo obraża, mówi niemiłe rzeczy o niej, poniża ją itp.), a ona przez niego płacze, ale nie potrafi tego zrozumieć że on się nią bawi i najprawdopodobniej nie traktuje jej na poważnie. Słyszałem trochę info o tym jej nowym chłopaku, i każda z nich mówi że oni do siebie nie pasują. Nawet Zuzi tata (Z którym swoją drogą mam całkiem dobry kontakt) uważa, że ona z nim nie powinna być. Ja zresztą też tak uważam. Raz do niej napisałem tak lekko co o tym ich związku myślę, ale jednak niecałkiem bo nie chciałem jej jeszcze bardziej zasmucić. Jeszcze na nikim nigdy mi tak nie zależało jak na Zuzi, traktuję ją jako bardzo bliską mi osobę, chcę być przy niej i chcę by miała jak najlepiej. Staram się z nią spotykać z nią codziennie chociaż na 15 minut (ale nie zawsze jej mama jej pozwala (jej rodzice są po rozwodzie)).  Chciałbym jej powiedzieć to co myślę o tym ich związku i zaproponować jakąś zmianę, albo nawet i by z nim zerwała. Ale problem jest w tym że niebardzo wiem jak to zrobić tak, by nie przyjęła tego źle i by wzięła to co powiedziałem na poważnie. Nie chciałbym też być dla niej za ostry, bo znam ją i wiem że ona potrafi ze wszystkiego być smutna (od maja do sierpnia łapała nawet za żyletki i się cięła, niestety nie wiem jak jest teraz bo nie mam o tym żadnych informacji, a staram się z nią o tym nie gadać).    Ma kto jakieś porady, pomysły, jak mniej więcej zacząć rozmowę o tym temacie i co mam konkretnie powiedzieć tak, aby zrozumiała to co mam na myśli? Z góry dziękuje za poświęcony mi czas i za udzielone odpowiedzi
    • Kaminis
      Przez Kaminis
      Hej. Mam problem z dziewczyną. Jesteśmy w związku od 3 mesięcy. 
      Ja mam 21 lat, ona tak samo. Ostatnio dowiedziałem się, że około 3
      lata temu była w związku z jednym z moich kolegów. 
      I... niestety straciła z nim dziwictwo. Jednak nie chodzi tylko o to.
      Wyciągnąłem z niej wszystkie informacje i dowiedziałem się, że robiła 
      mu wiele razy loda podczas tego związku. 
      Jet to dla mnie trudne do zaakceptowania, o wiele gorsze od tradycyjnego seksu.
      Nie powracam już do tego tematu, ale mam opory przed całowaniem,
      cały czas myślę o tym że mu robiła dobrze.
      Orzydza mnie to i nie wiem co mam zrobić, zależy mi na niej ale mam blokade..
    • Agabe
      Przez Agabe
      Cześć! Jestem w związku z chłopakiem jakieś trzy miesiące, znamy się mniej więcej pięć. Chciałabym Was zapytać o zdanie w pewnej kwestii, ponieważ mamy nieco inne poglądy na ten temat. Otóż, chodzi o spędzanie czasu osobno. Ja uważam, że związek to nie jest więzienie, że tworzą go dwie odrębne jednostki i że mam prawo pójść na piwo czy na imprezę bez niego, natomiast mój chłopak uważa, że skoro z nim jestem to powinniśmy wszystko robić razem. Problemy zaczynają się gdy chcę wyjść gdzieś bez niego. Za każdym razem, gdy wyjdę na piwo z koleżanką kończy się pretensjami, żalami, wyrzutami, bo według niego jeżeli gdzieś wychodzę to co jakiś czas powinnam do niego zadzwonić albo przynajmniej wysłać smsa. Nie wystarcza mu, gdy zadzwonię przed wyjściem i od razu po powrocie i jak mówię, że wytrzyma te dwie czy trzy godziny to oburzenie. Jeśli mówię, że nie spotykam się z koleżanką po to, by siedzieć na telefonie tylko z nią pogadać, to lecą teksty, że o nim nie myślę, że mam go w dupie. Jak już napiszę jednego smsa dla świętego spokoju, to zaraz dostaje wiadomości od niego i jak na nie nie odpiszę czegoś od razu to wielki problem. Raz gdy wyszłam z koleżankami na piwo to stwierdził, że byłam z nimi za długo i koleżanki są ważniejsze od niego. Co z tego, że widzieliśmy się tego dnia rano, przez moje dłuuugie spotkanie nie spotkaliśmy się następnego dnia, bo miałam naukę, a gdybym z nimi siedziała krócej to na pewno bym mogła dla niego wygospodarować czas, bo zamiast z nimi siedzieć mogłabym się w tym czasie pouczyć. Jakoś na początku naszego związku wyszłam z dwiema koleżankami na piwo (on w tym czasie wyjechał na tydzień) i potem poszłyśmy na godzinę czy dwie na karaoke. Tam się rozkręciła impreza, zaczęły się tańce przy muzyce typu "czerwone korale", zatańczyłam z jednym chłopakiem (gdzie taniec był na zasadzie obrotów, skakania, zero obmacywania, generalnie weselny klimat). Powiedziałam mu o tym, wyjaśniłam oczywiście jak cała sytuacja wyglądała, ale teraz za każdym razem jak chcę gdzieś wyjść z jakąś koleżanką na kawę czy piwo to od razu słyszę, że "na pewno się skończy na imprezie i będziesz tańczyć z jakimiś facetami, jak się wolisz bawić beze mnie to idź". Generalnie on uważa, że każdy facet oprócz niego to chce tylko obmacać i zaruchać i nie istnieje coś takiego jak zwykły taniec. Jak byłam kiedyś z nim na imprezie to tańczył z koleżankami, później usłyszałam od niego, że ja mogę tańczyć jedynie z jego koleżanką, z kolegą już nie, bo to typ co lubi podrywać dziewczyny (co z tego, że siedział sobie i przez cały czas mógłby nas obserwować). Kilka też razy miałam propozycję jakiegoś weekendowego wypadu od koleżanek, ale odmawiałam, bo nawet nie chciałam wyobrażać sobie jego reakcji, chociaż nie ukrywam, że chętnie bym się na coś takiego wybrała bez niego, co pewnie znaczy, że jestem złą dziewczyną.
      Chciałabym Was zapytać czy rzeczywiście ja jestem jakaś nienormalna, mam dziwne podejście do związku i czy powinnam poświęcać 100% czasu swojemu chłopakowi? I czy nie mam prawa wyjść normalnie z koleżankami czy to na piwo, czy to na imprezę (już wykluczając taniec z  innymi facetami skoro on uważa to za wielka zdradę, chociaż nie ukrywam, że z wieloma facetami tańczyło mi się zdecydowanie lepiej niż z nim, chociaż on uważa się za wspaniałego tancerza, ale jego styl tańca nie do końca mi odpowiada, no i nigdy w życiu, nawet jak byłam sama, nie pozwoliłam żadnemu facetowi się do mnie podczas tańca dobierać, a jeżeli jakiś próbował to od razu go spławiałam) by nie kończyło się to potem zepsuciem mi humoru poprzez pretensje i wyrzuty? Czy rzeczywiście wszędzie powinnam wychodzić z nim, bo to on powinien być dla mnie najważniejszy, a gdy nie odzywam się do niego przez trzy godziny to znaczy, że mi na nim nie zależy? 
    • Anonimowy Pacjent
      Przez Anonimowy Pacjent
      Hejka, mam 14 lat i podoba mi się 16 latka. Poznałem ją na początku wakacji i bardzo się polubiliśmy. Od tamtej pory codziennie piszemy i parę razy się spotkaliśmy. Chcę jej wyznać milość, ale boję się, że ona nie chce być z młodszym chłopakiem, i że po tym zrobi się między nami niezręcznie. Co mam zrobić? 
    • Kreatywnie
      Przez Kreatywnie
      Witam kochani, 
      Mam pewien problem dotyczący mojego obecnego związku. Wiele razy już radziłam się was na temat moich rozterek dlatego z tym forum jestem szczególnie związana i liczę na pomoc. Może zacznę od tego że mam 21 lat, jestem w związku z facetem o 3 lata ode mnie starszym, za miesiąc urodzi się nasze dziecko - córeczka (obecnie jestem w ósmym miesiącu ciąży). Jednak przestaje nam się układać... 
      Przed tym jak zaszłam w ciąże raczej to ja byłam tą osobą która wyciągała na imprezy, do znajomych... mało mnie było w domu. On za to po poznaniu mnie poczuł chęć siedzenia w domu... ciągle zatrzymywał mnie w nim, nalegał na spędzanie wspólnie czasu (tylko we dwoje) bez znajomych i tego całego imprezowania. Zmieniło się wszystko właśnie osiem miesięcy temu, kiedy dowiedzieliśmy się że jestem w  ciąży. Początkowo źle znosiłam tę ciąże - wymiotowałam, źle się czułam przez całe 3 miesiące miałam wrażenie jakbym przechodziła najdłuższe w życiu zatrucie pokarmowe, co oczywiście spowodowało że przestałam wychodzić z domu, zaniedbałam troszkę znajomych i też siebie. Za to on mimo że początkowo zapewniał że damy sobie rade, żebym się niczym nie przejmowała i była spokojna, zaczął coraz częściej wychodzić, zostawiając mnie samą (warto dodać też że przed ciążą on ciągle powtarzał że tak czy siak z nim będę do końca, zajdę w ciąże i będziemy szczęśliwi a on będzie miał pewność że już nie odejdę i nie znajdę nikogo innego). 
      Po 4 miesiącach ciąży zamieszkaliśmy razem, brzuszek zaczął się pojawiać i on tak jakby uspokoił się, więcej zajmował się nami niż wychodzeniem. Nie na długo... chyba to była cisza przed burzą miesiąc przed rozwiązaniem coś mu zaczęło odwalać, wychodzi sobie... mówi że wraca za godzine wraca o 2 w nocy. Mówi że wychodzi z kolegami na piwo wróci późnym wieczorem - wraca nad ranem. Dziś zjawił się o 6 nad ranem w domu.  
      Coraz częściej płacze, zastanawiam się czy to ma jakikolwiek sens. Mam wrażenie że go nie znam, że najważniejsi są właśnie znajomi a nie kobieta w ciąży i jeszcze nie narodzone dziecko. Najlepsze jest to że przy każdej kłótni on jakby nie zdawał sobie sprawy co tak bardzo mnie boli, że właśnie teraz to czas w którym najbardziej go potrzebuje. Zgania na moje hormony co czasem, rzeczywiście - przyznaje, zdarza mi się przyczepić o byle co a potem po dłuższym przemyśleniu... zastanawiam się o co mi tak na prawdę chodziło?
      Przed ciążą nie znaliśmy się wystarczająco długo. Ja byłam po 3 letnim związku, zrozpaczona, uciekająca gdzieś w zapomnienie w strone imprez - tam szukałam zaczepienia. On też miał dziewczyne której nie traktował zbyt dobrze. Często też mu się zdarzały całonocne wyjścia, jakieś używki i tym podobne. 
      Nie wiem co dalej robić? Zapewnia że kocha "nad życie"... ale czasem mam wrażenie jakby to były dwie osoby w jednym ciele.
      A może to rzeczywiście jednak tylko hormony? Choć boję się że może tak zostać i po narodzinach. Pomóżcie. 
  • Kto jest online? (Zobacz całą listę)

    • Borowy
  • Ostatnie aktualizacje statusu

  • Popularny

  • Posty

    • Lilla Weneda
      Nie wkurzają was polskie stacje radiowe??
      Tak naprawdę i rzeczywiście dogłębnie jedynie Eska. Jej hity, choć pozornie niewiele różniące się od wałkowanych po kilkanaście razy dziennie najnowszych przebojów Zetki i RMF-u mają w sobie coś tak podskórnie irytującego, do bólu sztucznego i agresywnego [a jazgotliwi i wyluzowani już naprawdę na 200% prowadzący sprawiają wrażenie, jakby nigdy nie schodzili z wyżyn ekstatycznego haju], że dłuższe słuchanie tej stacji wywołuje u mnie nieuniknioną ku*wicę. Już miks - skądinąd znakomitej - muzyki tanecznej sprzed paru dekad z disco polo Voxa jest bardziej strawny. Owszem, słucham dużo radia - w pracy.
    • duce
    • TheSonglessBird
      Ilość dziewczyn
      Po prostu - jeśli nie możesz czegoś zmienić, zaakceptuj to. Już nie mam tylko 1,70 wzrostu, mam aż 1,70. Już nie jestem szkieletem z wystającymi obojczykami - po prostu mam szczupłą sylwetkę (swoją drogą nie każda dziewczyna lubi napakowanych gości  ) Nie mam, co nie oznacza, że jestem nimi otoczony - jestem introwertykiem, który rzadko nawiązuje bliższe relacje. Czy byłem odrzucany, hmm raczej mogę stwierdzić, że nie, bo przecież z reguły po pierwszym spotkaniu jeśli coś jest nie tak, to obydwie osoby mogą dojść do wniosku, że nie tego szukają i ciężko to nazwać odrzuceniem, gdy obie osoby widzą, że straciły tylko czas. Ktoś wyżej wspominał, że warto mieć jakieś hobby, o tak, jeśli jest coś co Cię kręci, a druga osoba podłapie temat, to już jest dobry punkt zaczepienia pod rozmowę. A portale randkowe, cóż to nie jest najlepszy sposób na poznanie drugiej połówki - oczywiście są wyjątki, ale zdecydowanie łatwiej poznać tam kogoś na one night stand, a rozumiem, że nie tego szukasz. Nie wiem, w jakim jesteś wieku, ale o dziwo często można kogoś poznać w pracy, oczywiście również poprzez znajomych, mam wrażenie, że to zdecydowanie łatwiejsze niż poznanie kogoś przez takiego tindera, czy inną apkę randkową, bo tu od razu poznajesz człowieka, a tam kierujesz się tylko i wyłącznie wyglądem. 
    • plus.osiemnaście
      O czym teraz myślisz?
      Nie wiem kim jestem.
    • TheSonglessBird
      Jakim typem człowieka jesteś?
      Introwertyk.  Jestem samotnikiem, który nie powinien być sam. 
  • Aktywni użytkownicy

    1. 1
      AdorableMe
      AdorableMe
      6
    2. 2
      Bloody.
      Bloody.
      5
    3. 3
      yiliyane
      yiliyane
      4
    4. 4
      Borowy
      Borowy
      3
    5. 5
      Shady-Lane90
      Shady-Lane90
      3