Nira

Chyba się uzależniłam

4 posty w tym temacie

Hej, 

Mam 17 lat , 2 lata temu po raz pierwszy spróbowałam "masturbacji" z początku było dziwnie , ale coś mnie do tego ciągnęło więc robiłam to dalej. Zaczęłam to robić regularnie, z każdym razem jednak czułam się coraz gorzej, coraz bardziej winna. Próbowałam z tym skończyć , ale zawsze gdy w tv idzie jakiś lekko erotyczny fragment odczuwam pożądanie. Zanim jeszcze zacznę wiem , że będę tego później żałować ,ale to jest silniejsze ode mnie. Co mam zrobić ? Nie chce tak dalej. Wyczytałam gdzieś, że takie coś może wywołać brak zainteresowania seksualnego innymi osobami , zauważyłam to u siebie , ale wcześniej nie wiedziałam , dlaczego tak jest .? Pomożecie ? :( Jak przestać na stałe ? Miałam kiedyś 2-3 miesięczną przerwę ,ale pewnego dnia mi się strasznie nudziło i znowu zaczęłam...:(  Pomóżcie !

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Musiałabyś zacząć pracować nad sobą, nauczyć się myśli na inny tor kierować, kiedy coś zaczyna podniecać Cię. Masturbacja nie jest zła, powinna być jednak formą zaspokojenia się, przyjemności, a nie wzbudzać niezdrowe poczucie winy czy być wymówką dla nie radzenia sobie z problemami.

Problemem jest uzależnienie od niej czy fakt, że łatwo podniecasz się?

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Dlaczego myślisz, że uzależniłaś się od masturbacji? Czy odczuwasz wewnętrzny przymus robienia tego kilka razy dziennie, i te myśli przesłaniają Ci wszystko inne, i nie możesz prowadzić przez to normalnego życia?

Czy po prostu chodzi o to, że łatwo się podniecasz?

Jeśli to drugie, to: nie jest to żaden problem. Wręcz przeciwnie: odznacza to, że odczuwasz popęd seksualny i że nie jesteś oziębła. Więc nie ma się czym martwić ani niepokoić.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz

  • Podobna zawartość

    • KtośMiły
      Przez KtośMiły
      Witam! Mam 17 lat i od pewnego czasu nie mogę w pewnych kwestiach dogadać się z rodziną (tj. młodszym bratem i rodzicami). Czuję, że mnie nie rozumieją. Ponadto dochodzi sprawa nadopiekuńczości...
      Mój tata chciał iść ostatnio ze mną do sklepu spożywczego. Nie byłoby w tym normalnie nic złego, gdyby nie fakt, że sklep ten znajdował się zaledwie po drugiej stronie ulicy... Stwierdził, że jest późno i się o mnie boi. Okej, było kilka minut po godzinie dwudziestej, ale czy to nie lekka przesada? Innym razem, wybrałam się na rolki, by pojeździć po mieście (jest to miasto bardzo małe, nie sposób się w nim zgubić, znam każdy zakątek na wylot). Po godzinie, wracając do domu, spotkałam na chodniku roztrzęsionego ojca, który zaczął mnie już zwyczajnie szukać. Spojrzałam na zegarek - było w pół do dziewiątej, wciąż widno. Mówiłam mu wcześniej, gdzie się wybieram, wiedział, że wrócę za godzinę... Kolejny przykład to gdy chodzę na strych, by trochę poćwiczyć lub potańczyć. Uwielbiam to miejsce i odwiedzam je dość często, głównie wieczorami, gdy robi się chłodniej. Niestety, jak się już pewnie domyślacie, mój tata nie jest w stanie przejść koło tego obojętnie. Za każdym razem musi do mnie zajrzeć, sprawdzić czy wszystko w porządku. Raz powiedział też, że przyszedł tylko sprawdzić, czy nikt mi nie przeszkadza (mieszkamy w bloku, na strych może wejść każdy). To dość irytujące, gdyż zmusza mnie to do przerywania na czas jego wizyty wszelkich ćwiczeń. Rozumiem, że on mnie kocha, troszczy się... ale wydaje mi się, że powinien trochę wyluzować... To w sumie dość dziwne, bo niby często mi mówi, że powinnam studiować we Francji czy Niemczech i widzę po nim, że by tego chciał, ale w rzeczywistości nie pozwolił mi nawet jak do tej pory wybrać się samej autobusem do pobliskiej miejscowości... Nigdy nie byłam też za granicą.
      Mama z kolei... Też bywa momentami nadopiekuńcza, ale trochę rzadziej. Boi się przede wszystkim mojego odejścia na studia. Nie chce, bym wyjeżdżała gdzieś daleko. Kilka dni temu, gdy chyba po raz pierwszy porozmawiałam z nią na temat mojej przyszłości, zaraz po tym zamknęła się w łazience. Po dłuższym czasie wyszła z niej z napuchniętymi, czerwonymi oczami - płakała. Brat próbował wypytać ją co się stało, ale udawała, że nic takiego nie miało miejsca. Domyślam się, że chodziło o mnie. Inną sprawą jest to, że czasami nie czuję z jej strony wsparcia. Mam wrażenie, że nie zawsze we mnie nie wierzy... Kiedyś dla przykładu, wzięłam udział w konkursie filmowym. Po wielu dniach żmudnej pracy, mogłam w końcu pokazać swoje dzieło rodzicom. Niestety, nie usłyszałam z ich ust żadnej aprobaty. Byłam zawiedziona. Tak wiele serca włożyłam w realizację tego filmu, podobał mi się. Mama stwierdziła jednak, że nie mam co liczyć na żadne miejsce. Naprawdę było mi przykro. Nadszedł jednak dzień werdyktu i wiecie co się okazało? Zdobyłam pierwsze miejsce. Wygrałam nagrodę o łącznej wartości 5 tys. złotych. Na tę wieść mama bardzo się ucieszyła i niespodziewanie zaczęła mój film wychwalać. Nagle stwierdziła, że jest świetny i całkowicie zasłużyłam na wygraną... Często tak robi, że najpierw we mnie nie wierzy i stara się zarazić własnym pesymizmem, a jak przyjdzie mi coś osiągnąć, raptem zmienia zdanie. Czy to nie jest hipokryzja? Nie znoszę tego. Kilka dni temu powiedziałam jej na przykład, że zamierzam się uczyć języka koreańskiego (od roku bardzo interesuję się Koreą). Zaśmiała się lekko pod nosem i rzuciła do mojego brata "Przejdzie jej". Nie trzeba chyba mówić, jak bardzo mnie to rozzłościło. Ona twierdzi, że to chwilowe, że się tym tak szybko znudzę... Ale to nieprawda. Wiem, że gdybym tylko się tego języka nauczyła, byłaby ze mnie dumna i chwaliła się, jaką to ma zdolną córkę. Tak jest ze wszystkim.
      No i brat, który jakby to powiedzieć... Postanowił wcielić się w rolę mojego trzeciego rodzica. Wciąż mówi mi co mam robić.. "Pościel łóżko", "ubierz się", "pomódl się", "zjedz śniadanie", "idź spać"... I tak niemal każdego dnia. Poza tym co rusz pyta co robię, chciałby wszystko wiedzieć. Nie dociera do niego, że mogę mieć własne sekrety. Żeby tego było mało, prawi mi różnego rodzaju morały. Mówi jak mam żyć, jakby sam wiedział więcej ode mnie (ma 13 lat). Uważa, że wszystko co powiedzą rodzice jest rzeczą świętą. Nie rozumie, że jest coś takiego jak własne zdanie. Ba! Nie pozwala mi takowego mieć (bo właściwe jest przecież tylko to, co mówią rodzice!). To okropnie irytujące, gdy mój cztery lata młodszy brat śmie mi mówić, co mi wolno, a czego nie. To w pewien sposób uwłacza mojej godności... Próbowałam z nim o tym rozmawiać, chciałam by przestał, ale zero skutków. Zwróciłam się z tym nawet do rodziców, ale od razu mnie zbyli sądząc, że przesadzam. Nie wiem jak sobie z tym radzić... Zauważyłam, że mój brat jest niezwykle podatny na przejmowanie zachowań zaczerpniętych ze środowiska (chociażby nawet z telewizji, oglądając słynny "Świat według kiepskich", zaczął posługiwać się tamtejszym językiem).
      Czego od was oczekuję? Chciałabym, żebyście wypowiedzieli się w tej kwestii, powiedzieli co o tym sądzicie. Czy ja naprawdę przesadzam? Wszyscy wkoło mnie nie rozumieją. Gdy zwracam na coś uwagę, mówią, że przechodzę okres buntu... Naprawdę? Czy okres buntu to znaczy mieć własne, odmienne zdanie; wracać do domu później aniżeli godzina dwudziesta, posiadać sekrety, uczyć się nowych rzeczy, chcieć zwiedzać świat? Jeśli tak, to proszę oświećcie mnie.
      Poza tym chętnie przyjmę też od was jakieś rady. Może macie jakieś pomysły na to, w jaki sposób mogłabym wpłynąć na zachowanie mojego brata lub nawet rodziców? Wiem, że nie jestem w stanie nikogo zmienić prócz siebie, ale może jednak... Może macie choć rady, jak JA mogłabym sobie z tym lepiej radzić... To byłoby dla mnie równie ważne, jak i wasze opinie. Dziękuję
    • Janek99
      Przez Janek99
      Hej, mam 18 lat i pewnego rodzaju problem. W opisie tego wątku jest napisane że wszystkie tematy są brane na poważnie, mam taką nadzieję bo na innych forach ludzie albo się śmiali albo wyzywali :/ Chodzi o to że mam wrażenie że coś jest ze mną nie tak. W liceum poznałem fajną dziewczynę. Spoko, podoba mi się, ale nie tylko ona. W między czasie umawialiśmy się z kumplami na różne wyjazdy a ja odczuwam jakby podobał mi się kolega, tak jak ta dziewczyna ze szkoły. To dziwne i trochę mnie to niepokoi :/ Pierwsze "objawy" homoseksualizmu miałem już w gimnazjum czyli w wieku 15 mnie więcej lat ale zlałem to bo miałem dziewczynę i było dobrze. Jednak teraz z biegiem czasu zaczyna się to nasilać. Wiem że może to być biseksualizm, ale co do tego nie jestem pewien bo w tym momencie mam wrażenie że ciągnie mnie bardziej w tę drugą stronę. Wiem że to głupie i nie powinienem się tego bać albo wypierać ale prawda jest taka że się boję... Nie chciałbym aby ktoś się z tego śmiał czy coś, ale chcę poznać waszą opinię czy znacie kogoś takiego (ja nikomu jeszcze tego nie mówiłem), jak sobie z tym poradzić, jakieś rady wskazówki może psycholog, seksuolog. 

      Liczę na pozytywny odzew.
      Dzięki!
    • Focio
      Przez Focio
      Witam.
      Mam pytanie. Jak se rb dobrze i czuje się z tym źle, to oznacza że jest źle czy co? Mysle że nie powinienem tego rb ,Ale to rb I czuje się winny. Mam się gdzieś z tym udać czy co?
    • vvidel997
      Przez vvidel997
      Witam
      Pisałem maturę z języka angielskiego na komputerze
      Zadania a,b,c,d zaznaczałem na karcie odpowiedzi a ostatnie zadanie za 10 punktów pisałem na komputerze
      Wydrukowałem prace dałem ją osobie nadzorującej, ona włożyła wydrukowaną kartkę w arkusz maturalny i zapakowała do folii, a na przodzie arkusza napisała ze Odpowiedzi zdającego znajdują się na wydruku komputerowym
      Jednak na wydrukowanej kartce nie napisałem peselu ani nie nakleiłem naklejki z informacjami
      Czy to zadanie zostanie unieważnione ?
    • Alexandraa
      Przez Alexandraa
      Mam problem z chłopakiem. sytuacja wygląda tak, że spotykam się z nim od dwóch tygodni i już na początku poinformował mnie, że ma problem z zaufaniem do drugiej osoby itd. Podczas naszych spotkań próbowałam się do niego zbliżyć, ale on tego unikał. Nawet jak leżeliśmy obok siebie na łóżku i oglądaliśmy film, zachowywał dystans. Wiem, że ma plany być ze mną ale jeszcze ani raz się do mnie nie przytulił, nie mówiąc o pocałunku. Nie wiem co o tym myśleć, wiecie może czym to jest spowodowane?