Skocz do zawartości
M-FORUM.PL
adok

Problemy z rodzicami

Recommended Posts

adok

Cześć . Mam problem z rodzicami i potrzebuje pomocy/ porady co zrobić.

Od paru lat jestem kontrolowany przez rodziców i zmuszany do nauki. Muszę mieć co roku pasek , bo inaczej według nich nie będe się do niczego nadawał oraz nie znajdę sobie żadnej pracy .
Chodzę obecnie do liceum i w tym roku na półrocze wychodziła mi średnia około 4,5 . W domu co chwilę kłócę się mamą i nieraz lecą wulgaryzmy , bo dostałem 3 a nie 4 ze sprawdzianu ( chociaż sama uczyła się w moim wieku o wiele gorzej).
Tata prawie cały czas jest w pracy i jak proszę go żeby porozmawiał z mamą , żeby się tak nie darła , to mówi mi żebym nie reagował na nią , chociaż to nic nie daje . Jednak gdy zareaguje i stanę w swojej obronie oraz krzyknę na nią, to odrazu jestem najgorszym synem i jak mogę się tak niby  zachowywać ????
Za każdym razem muszę im mówić gdzie , z kim wychodzę i o której wrócę.
Nawet jak wrócę ze szkoły późniejszym autobusem ( około 20 minut ) , to jestem wypytywany co robiłem w tym czasie .
Chciałbym więcej czasu spędzać z przyjaciółmi , jednak oni mi na to nie pozwalają, mówiąc  że nauka jest najważniejsza . Pomóżcie nie wiem co zrobić !!! Chciałbym mieć proste , normalne życie!!!

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Nineku

Jak wyglądał Twój kontakt z rodzicami zanim poszedłeś do liceum?

Czy Twoja ocena ich zachowania nie jest jednostronna? Ciężko jest cokolwiek odpisać Ci, znając tylko Twoją relację, bardzo okrojoną, atmosfery w domu.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Bloody.

Jesteś jedynym ich dzieckiem?

Może swoje życiowe ambicje narzucają Tobie. Jakieś porażki zawodowe miała Twoja mama? Presja koleżanek, które dziecko zdolniejsze?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Paawel

Hej 

Nie przejmuj sie, ja miałem gorzej w Twoim wieku.

Zacznij coś rozkręcać. Regularnie jeździj tym późniejszym, a potem jeszcze późniejszym. 

W narkomanię przez to nie popadniesz, starych da się zrozumieć, jak Cię nie leja to tylko wysłuchasz, ale spędzisz czas z kumplami. Nie przegap najlepszych lat życia. 

Dawaj! A i na początek zapisz się na coś dodatkowego co jest za friko . Jakieś zajęcia dodatkowe i tam nie chodź. Zyskasz trochę czasu.

PS nie słuchaj mnie , chciałbym mieć takie problemy :-)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
karakara
O 16.1.2018 at 22:02, adok napisał:

Cześć . Mam problem z rodzicami i potrzebuje pomocy/ porady co zrobić.

Od paru lat jestem kontrolowany przez rodziców i zmuszany do nauki. Muszę mieć co roku pasek , bo inaczej według nich nie będe się do niczego nadawał oraz nie znajdę sobie żadnej pracy .
Chodzę obecnie do liceum i w tym roku na półrocze wychodziła mi średnia około 4,5 . W domu co chwilę kłócę się mamą i nieraz lecą wulgaryzmy , bo dostałem 3 a nie 4 ze sprawdzianu ( chociaż sama uczyła się w moim wieku o wiele gorzej).
Tata prawie cały czas jest w pracy i jak proszę go żeby porozmawiał z mamą , żeby się tak nie darła , to mówi mi żebym nie reagował na nią , chociaż to nic nie daje . Jednak gdy zareaguje i stanę w swojej obronie oraz krzyknę na nią, to odrazu jestem najgorszym synem i jak mogę się tak niby  zachowywać ????
Za każdym razem muszę im mówić gdzie , z kim wychodzę i o której wrócę.
Nawet jak wrócę ze szkoły późniejszym autobusem ( około 20 minut ) , to jestem wypytywany co robiłem w tym czasie .
Chciałbym więcej czasu spędzać z przyjaciółmi , jednak oni mi na to nie pozwalają, mówiąc  że nauka jest najważniejsza . Pomóżcie nie wiem co zrobić !!! Chciałbym mieć proste , normalne życie!!!

Młodzież w Twoim wieku zawsze uważa, że rodzice "robią" swoim dzieciom na złość,a oni zwyczajnie boją się o swoje dziecko,drżą aby nic złego się nie stało,chcą wychować swoje potomstwo na mądrych i odpowiedzialnych ludzi. Twoja Mama żyje dłużej od Ciebie ,zna życie dużo lepiej i wie jakie bywają konsekwencje późnego powrotu do domu - mimo, że jedziesz ze szkoły, z tym,że Twoja Mama nie wie skąd wracasz później? gdzie byłeś ? co robiłeś ? Rodziców wyobraźnia działa na zwiększonych obrotach i każdy Twój późniejszy powrót do domu uważają za dramat,który potencjalnie może się Tobie przytrafić. To że Twoja Mama miała w Twoim wieku gorsze oceny,nie oznacza,że Ty nie możesz mieć najlepszych.Właśnie dlatego, że Ona miała gorsze,chciałaby abyś Ty był dużo lepszym od Niej samej. Dzisiejsza rzeczywistość jest dużo gorsza niż wtedy,kiedy Twoja Mama była młoda - mam na myśli pracę.Dlatego Ona uważa, że dzisiaj liczy się wykształcenie,po osiągnięciu którego będzie Tobie żyło się lepiej niż Jej. Musisz zrozumieć swoją Mamę,bo Ona źle dla Ciebie nie chce.

Jedynym wyjściem jest porozmawiać z Mamą na spokojnie,bez nerwów,wytłumaczysz Jej ,że niczego złego nie robisz,że czasami musisz wrócić nieco później,że już jesteś na tyle dorosłym człowiekiem, że też możesz mieć jakieś swoje pozaszkolne życie ,że nie musi się o Ciebie aż tak martwić,że chciałbyś się czasami spotykać ze swoimi przyjaciółmi itd. itd. musisz Jej wszystko powiedzieć to co Ciebie boli i że chciałbyś aby i Ona Ciebie zrozumiała. Ale krzykiem , czy nawet obrażaniem ( to nie powinno mieć miejsca,przecież to Twój rodzic) niczego nie wskórasz. Mam nadzieję, że wszystko sobie przemyślisz,poukładasz i porozmawiasz ze swoją Mamą,sądzę, że dojdziecie do porozumienia,czego życzę Wam serdecznie. :) 

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.

Zaloguj się teraz


  • Kto jest online? (Zobacz całą listę)

    • Borowy
  • Ostatnie aktualizacje statusu

  • Posty

    • heavy13
      Fajnie, że przeczytałaś  nie zamierzam nikogo zostawiać przy stoliku, ale są takie sytuacje, że się ma kilka minut np. jak z nią zatańczę raz czy dwa, to dużo można pogadać, przynajmniej ja zawszę podczas tańca coś tam gadam . Z tym 10/10 to nie wiem czy dobrze napisałem. Ta z którą idę jest 10/10, ale wogóle mnie nie pociąga ani nic, a pół wsi za nią biega, natomiast druga która mnie zlewa jest taka średnia, ale coś ma w sobie sam nie wiem co. Po prostu chemia z mojej strony jest jak to mówisz a z jej nie  Może faktycznie masz rację, że ona nic do mnie nie czuje i mogę tam cyrk na kółkach odstawiać a ona i tak zdania nie zmieni, nie wiem, już byłem z tym wszystkim pogodzony, bo każdy ma inny gust, ale nie potrzebnie mi kuzynka mówiła, że coś przygadywała że mnie brała pod uwagę, bo się mi tryb nadzieja włączył i żal, że jej nie zaprosiłem (wcześniej nawet nie brałem pod uwagę tego). Onieśmielona raczej nie jest, ja jestem bardzo nieśmiały a jak mi na niej zależało, to mimo wielkiego strachu przed właśnie odrzuceniem, że się wygłupię, pisałem do niej, dzwoniłem, zapraszałem na spotkania (oczywiście nie nachalnie jak desperat). Zresztą gdyby ktoś Tobą się interesował, zapraszał itp. a by się Tobie podobał to chyba trzeba być trochę dziwnym, żeby nie chcieć utrzymywać kontaktu i odmawiać spotkań  
    • Nineku
      Idąc na wesele z partnerką no ujowo wyjdzie zostawiając ją przy stole dla flirtów i tańców z laską, która próbowała zfriendzować Ciebie. Może zmieniłeś się na lepsze (załóżmy, że wierzę Ci na słowo), ale w tym momencie jeżeli wcześniej czuła się np skrępowana czy onieśmielona, teraz dopiero może wycofać się widząc samiczkę bardziej atrakcyjną.   Na siłę próbujesz w tej waszej relacji coś upiec, a jak nie ma obustronnej chemii, to nie zdziałasz cudów.
    • Nineku
      Na to po prostu trzeba czasu :), jedni pracują nad głosem paląc i pijąc, bezsensu rozwiązanie. Trochę to musi potrwać, ale nie ma na to inszego wyjścia.
    • MrThor
      Hej. Zwracam się do Was z pytaniem. Jak zacząć mówić grubym, męskim głosem? Mutacje zacząłem przechodzić ok. 2 lata temu i od tego czasu mam dwa głosy. Ten niski, który miałem przed mutacją i ten nowy, gruby. I teraz kompletnie nie wiem jak mam zacząć mówić tym drugim głosem. Przecież z dnia na dzień nie zmienię głosu. Bardzo mnie to krępuje i utrudnia życia. Proszę o rady.
    • heavy13
      Cześć, sprawa wygląda następująco: od zawsze podobała mi się koleżanka mojej kuzynki. Podobała mi się od zawsze w sumie, ale jakoś nie było okazji się lepiej poznać przełom nastąpił, gdy byliśmy razem ze znajomymi na koncercie, po którym zaprosiła mnie jako osobę towarzyszącą na studniówkę, co mnie strasznie ucieszyło i miałem nadzieję, że coś z tego wyjdzie   niestety, mimo, że na studniówce świetnie się bawiliśmy, były delikatne flirty itp. to jednak po całej tej imprezie się zdystansowała, ja starałem się z nią utrzymać kontakt jednak było to w sumie tylko z mojej strony, udało ją się namówić na spotkanie, było miło, jednak, znowu to samo, próbowałem zagadywać na różne sposoby, zainteresować ją moją osobą. Międzyczasie proponowałem jej spontaniczne wyjścia, na basen, lodowisko, takie nic zobowiązującego, jednak zawsze miała coś innego do roboty, albo imieniny wujka, jakaś wizyta u koleżanki. Oczywiście z jej strony nie było nadal nic, nie odzywałem się przez jakiś tydzień pod pretekstem nawału roboty, jednak niestety dopóki ja nie wznowiłem kontaktu, ona milczała. Nie zraziło mnie to, ponieważ to mężczyzna ma prowadzić relację, przynajmniej na początku, ale już mi zapał opadł delikatnie :/. Mimo to udało mi się z nią spotkać jakiś czas później, szału nie było bo ja ciągnąłem cały temat rozmów itp, na koniec jeszcze zaczęła ziewać (xD), byłem już pewny, że daję sobie z nią spokój, ale napisała mi po wszystkim, że następnym razem ona stawia, co dało mi nadzieję na kolejne spotkanie, niestety na krótko, bo kolejne dwie propozycje spotkania odmówiła, za każdym razem  pisała, że jest już umówiona na proponowany przeze mnie termin (oczywiście innego nie podała). Wtedy już dałem sobie spokój całkowicie, żeby nie wyjść na nachalnego, nie to nie. Nie kontaktowałem się z nią przez 2 miesiące, nie było dnia żebym o niej nie myślał i czekał, że może się odezwie, niestety jak dobrze się domyślacie... nie dała nawet znaku życia.  Dopiero w dzień kobiet postanowiłem napisać jej życzenia, odpisała, sama coś zagadała, stwierdziłem, co mi szkodzi i zaryzykowałem jeszcze jedną OSTATNIĄ już propozycją spotkania, ściemniłem, że będę u niej w mieście coś załatwiał, to wpadnę jej wręczyć kwiatka i osobiście złożyć życzenia przy kawie na mieście. Odpisała mi tylko że odezwie się później bo coś załatwia, odpisać odpisała, ale tylko coś tam o tych swoich sprawach, że jedzie do innego miasta, bo musi zawieźć papiery, a spotkanie zlała całkowicie. Powiedziałem jej tylko szkoda, że cię nie będzie i życzyłem jej powodzenia tam z tą jej pracą. Tu byłby koniec tego dramatu  ale ta moja kuzynka, jej można powiedzieć przyjaciółka, ma w tą sobotę wesele, ja oczywiście nie brałem pod uwagę zapraszania tej koleżanki (ona też ma zaproszenie), ponieważ wyszedł bym już na jakąś łajzę, żebraka po tych moich zalotach i jej odrzuceniach, trzeba mieć swój honor hehe, ale miałem cichą nadzieję, że może ona tym razem wyjdzie z inicjatywą. Kuzynka mnie dobiła, bo przy rozmowie wyszło, że brała mnie pod uwagę na to wesele, ale stwierdziła, że pewnie jestem zły na nią (te jej kosze wszystkie). Przez to wszystko wróciło mi całe zauroczenie, a już powoli zapominałem o niej :/ Pluję sobie w brodę teraz czemu ja jej nie zaprosiłem, na pewno by się zgodziła. Ale z drugiej strony narobił bym sobie tylko nadziei a ona po weselu dalej by mnie traktowała jak przed (podobno jak kobieta od razu nie postrzega nas jako potencjalnego partnera to nie da się tego zmienić już) miała by mnie za takiego bawidamka (tak jak kolesia z którym idzie teraz, w tamtym roku byli na 6 weselach razem i nic z tego nie wynikło, zfriendzonowała go tylko :D) tak to może spojrzy na mnie inaczej jak przyjdę z kimś innym trochę odmieniony, te wszystkie jej zlewki mi dały motywacji, zacząłem ćwiczyć aby załagodzić to nieszczęśliwe zauroczenie, przybyło 14kg (nie tłuszczu xD) odkąd się widzieliśmy ostatnio, ogólnie zmieniłem fryzurę, bardziej dbam o siebie, może uzna mnie za bardziej niedostępnego/atrakcyjniejszego przez to że ją sobie odpuściłem i nie prosiłem się  o to wesele (a coś tam myślała o mnie bo wspominała kuzynce). Teraz Co byście zrobili na moim miejscu, idę na to weselę z taką dobrą znajomą, że się tak określę po łebkowemu 10/10. Są dwie opcje, albo tamtej powiedzieć tylko cześć i z nią nie zatańczyć/nie zagadywać olać całkowicie, albo coś tam próbować dyskretnie poflirtować, zatańczyć, skomplementować, ogólnie żeby myślała, że po weselu znowu się będę starał o nią, a potem czekać tylko na jej ruch (ja już swój limit wykorzystałem ). Wydaje mi się, że druga opcja będzie lepsza, bo ja nie mam do niej o nic w sumie żalu, nie chcę wyjść na obrażalskiego czy coś, już delikatnie poszedłem w drugą stronę bo była pewna, że będę chciał iść z nią. PS. sorry, że tak długo, ale musiałem się wygadać, bo nie mogłem spać ostatnio w nocy przez to   i chciałem przedstawić, cały obraz sytuacji. Najlepsze jest to, że ona nawet za ładna nie jest a tak mi się w banie wryła, ogólnie jak myślicie co do sytuacji sprzed wesela, dość jej dałem swojego zainteresowania i inicjatywy, czy trzeba się było bardziej starać? 
  • Aktywni użytkownicy

    1. 1
      Nineku
      Nineku
      6
    2. 2
      Shady-Lane90
      Shady-Lane90
      4
    3. 3
      Borowy
      Borowy
      3
    4. 4
      Feral Thing
      Feral Thing
      3
    5. 5
      Kalafior_Grozy
      Kalafior_Grozy
      2
×