Bellatriks

Bezczelne zachowanie koleżanki.

8 postów w tym temacie

Heyo, mam do was pytanie jak powinnam się zachować i jak ustosunkować odnośnie sytuacji, którą już opisuje. Mieszkam pierwszy rok w akademiku, mam spoko koleżankę w pokoju, ale co najmniej 3 razy w tygodniu nocuje u nas jej druga koleżanka( studiuje na naszej uczelni, dojeżdża, często nie wraca bo późno kończymy zajęcia), i to nocowanie mnie denerwuje. Nie potrafię przekonać współlokatorki aby jej nie pozwalała na takie wybryki, ale to jej przyjaciółka i nie może jej odmówić... Ale ta jej koleżanka nie płaci! udaje jej sie dostać na akademika bez zostawiania dowodu tożsamości, raz moze zapłaciła i powiedziała ze to za drogo. 2 osoby w małym pokoju to tłok, 3 to juz przesada. Owszem można pomóc od czasu do czasu, ale codzienne? + korzystanie z wspólnych rzeczy ( niby korzysta tylko z rzeczy swojej koleżanki, ale widze ze ma problem w rozpoznaniu co jej a co moje, bo moje rzeczy nigdy nie znajdują sie na swoim miejscu). I dlaczego jeśli ja ledwo daje rade finansowo- płace pieniądze, a ona na krzywy ryj siedzi nie płacąc i korzystając z wszystkiego... nie ponosi żadnych konsekwencji, jest zwykłym pasożytem. Najgorsze, że nie moge zmienic pokoju, bo nie ma wgl miejsc wolnych na przenosiny, są tylko pokoje gościnne. Moja współlokatorka wydaje sie mocno być wykorzystywaną przez tą swoją przyjaciółkę, jak jest sama jest super dziewczyną, przy niej zmienia sie nie do poznania w szarą zastraszoną myszkę. Co ja mam zrobić? przecież ja nie wytrzymam w takim układzie. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Jest dla mnie opryskiwa i nie lubimy się. Udaje zawsze, że ja nie istnieje i próbuje manipulować aby jej było wygodnie. Nie potrafię z nią porozmawiać na żaden poważny temat. Czy powinnam na nią zwyczajnie nakapowac w jakis sposób? ale w jaki? i czy ja nie będę od razu podejrzana. ? Pomóżcie, naprawdę, to jest ogromny problem. Nie stać mnie aby kogoś sponsorować i też udawac, że ta sytuacja mi odpowiada. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Bardzo poważnie pogadałbym z przyjaciółką, jak to nie pomoże, wymusiłbym szczerą rozmowę w cztery oczy z tamtą dziewczyną, a jak to nic nie da to zgłosiłbym to. Nie ma się co męczyć. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
O 10.01.2018 at 10:14, Bellatriks napisał:

Co ja mam zrobić?

1. Zmienić pokój.

2. Podkablować laskę.

3. Pogadać z laską szczerze i koleżanką.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Powiedz współlokatorce jeszcze raz jak się czujesz w zaistniałej sytuacji, że to jest bardzo nie w porządku i mimo że nie chcesz psuć relacji między wami, to jeśli ona nie zrobi z tym porządku, ty idziesz od razu do osoby odpowiedzialnej za akademik (nie wiem kto tym zarządza, ale dowiedz się) i powiesz, że płacisz za pokój dwuosobowy, w którym przez większość czasu pomieszkuje trzecia osoba wbrew twojej woli. Powinni się tym zająć.

Przyjemne to nie będzie, ale jeśli chcesz mieć spokój, a nikt w tym układzie nie zachowuje się poważnie, leży to w twojej gestii zadbać o własny komfort.

Powodzenia. :-)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
O 10.1.2018 at 10:14, Bellatriks napisał:

Heyo, mam do was pytanie jak powinnam się zachować i jak ustosunkować odnośnie sytuacji, którą już opisuje. Mieszkam pierwszy rok w akademiku, mam spoko koleżankę w pokoju, ale co najmniej 3 razy w tygodniu nocuje u nas jej druga koleżanka( studiuje na naszej uczelni, dojeżdża, często nie wraca bo późno kończymy zajęcia), i to nocowanie mnie denerwuje. Nie potrafię przekonać współlokatorki aby jej nie pozwalała na takie wybryki, ale to jej przyjaciółka i nie może jej odmówić... Ale ta jej koleżanka nie płaci! udaje jej sie dostać na akademika bez zostawiania dowodu tożsamości, raz moze zapłaciła i powiedziała ze to za drogo. 2 osoby w małym pokoju to tłok, 3 to juz przesada. Owszem można pomóc od czasu do czasu, ale codzienne? + korzystanie z wspólnych rzeczy ( niby korzysta tylko z rzeczy swojej koleżanki, ale widze ze ma problem w rozpoznaniu co jej a co moje, bo moje rzeczy nigdy nie znajdują sie na swoim miejscu). I dlaczego jeśli ja ledwo daje rade finansowo- płace pieniądze, a ona na krzywy ryj siedzi nie płacąc i korzystając z wszystkiego... nie ponosi żadnych konsekwencji, jest zwykłym pasożytem. Najgorsze, że nie moge zmienic pokoju, bo nie ma wgl miejsc wolnych na przenosiny, są tylko pokoje gościnne. Moja współlokatorka wydaje sie mocno być wykorzystywaną przez tą swoją przyjaciółkę, jak jest sama jest super dziewczyną, przy niej zmienia sie nie do poznania w szarą zastraszoną myszkę. Co ja mam zrobić? przecież ja nie wytrzymam w takim układzie. 

Z Twojego postu jasno wynika, że Twoja współlokatorka jest pod ogromnym wpływem tej swojej przyjaciółki,ale Ty nie musisz być,dlatego powinnaś - mimo, że nie darzycie się sympatią - nie prosić,ale powiedzieć jej,że tak dłużej być nie może,Ty płacisz za akademik,współlokatorka też,a jej przyjaciółka obie Was wykorzystuje.Jeśli nie dotrze do niej to co oczywiste i co powinna dawno zrozumieć,powiesz jej,że zgłosisz jej nielegalne noclegi.Uważam, że nie powinnaś mieć żadnych skrupułów, bo przyjaciółka współlplkatorki ich nie ma .Taki pasożyt raczej Wam potrzebny nie jest.Jak wyjdzie, że przetrzymujecie na noclegach dodatkową osobę,możecie mieć - chyba - problemy. Załatw to szybko,bo widać, że ona jest bezczelną osobą,dlatego z nią także należy w ten sam sposób postępować. Powodzenia.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz

  • Podobna zawartość

    • heavy13
      Przez heavy13
      Cześć, sprawa wygląda następująco: od zawsze podobała mi się koleżanka mojej kuzynki. Podobała mi się od zawsze w sumie, ale jakoś nie było okazji się lepiej poznać przełom nastąpił, gdy byliśmy razem ze znajomymi na koncercie, po którym zaprosiła mnie jako osobę towarzyszącą na studniówkę, co mnie strasznie ucieszyło i miałem nadzieję, że coś z tego wyjdzie   niestety, mimo, że na studniówce świetnie się bawiliśmy, były delikatne flirty itp. to jednak po całej tej imprezie się zdystansowała, ja starałem się z nią utrzymać kontakt jednak było to w sumie tylko z mojej strony, udało ją się namówić na spotkanie, było miło, jednak, znowu to samo, próbowałem zagadywać na różne sposoby, zainteresować ją moją osobą. Międzyczasie proponowałem jej spontaniczne wyjścia, na basen, lodowisko, takie nic zobowiązującego, jednak zawsze miała coś innego do roboty, albo imieniny wujka, jakaś wizyta u koleżanki. Oczywiście z jej strony nie było nadal nic, nie odzywałem się przez jakiś tydzień pod pretekstem nawału roboty, jednak niestety dopóki ja nie wznowiłem kontaktu, ona milczała. Nie zraziło mnie to, ponieważ to mężczyzna ma prowadzić relację, przynajmniej na początku, ale już mi zapał opadł delikatnie :/. Mimo to udało mi się z nią spotkać jakiś czas później, szału nie było bo ja ciągnąłem cały temat rozmów itp, na koniec jeszcze zaczęła ziewać (xD), byłem już pewny, że daję sobie z nią spokój, ale napisała mi po wszystkim, że następnym razem ona stawia, co dało mi nadzieję na kolejne spotkanie, niestety na krótko, bo kolejne dwie propozycje spotkania odmówiła, za każdym razem  pisała, że jest już umówiona na proponowany przeze mnie termin (oczywiście innego nie podała). Wtedy już dałem sobie spokój całkowicie, żeby nie wyjść na nachalnego, nie to nie. Nie kontaktowałem się z nią przez 2 miesiące, nie było dnia żebym o niej nie myślał i czekał, że może się odezwie, niestety jak dobrze się domyślacie... nie dała nawet znaku życia.  Dopiero w dzień kobiet postanowiłem napisać jej życzenia, odpisała, sama coś zagadała, stwierdziłem, co mi szkodzi i zaryzykowałem jeszcze jedną OSTATNIĄ już propozycją spotkania, ściemniłem, że będę u niej w mieście coś załatwiał, to wpadnę jej wręczyć kwiatka i osobiście złożyć życzenia przy kawie na mieście. Odpisała mi tylko że odezwie się później bo coś załatwia, odpisać odpisała, ale tylko coś tam o tych swoich sprawach, że jedzie do innego miasta, bo musi zawieźć papiery, a spotkanie zlała całkowicie. Powiedziałem jej tylko szkoda, że cię nie będzie i życzyłem jej powodzenia tam z tą jej pracą. Tu byłby koniec tego dramatu  ale ta moja kuzynka, jej można powiedzieć przyjaciółka, ma w tą sobotę wesele, ja oczywiście nie brałem pod uwagę zapraszania tej koleżanki (ona też ma zaproszenie), ponieważ wyszedł bym już na jakąś łajzę, żebraka po tych moich zalotach i jej odrzuceniach, trzeba mieć swój honor hehe, ale miałem cichą nadzieję, że może ona tym razem wyjdzie z inicjatywą. Kuzynka mnie dobiła, bo przy rozmowie wyszło, że brała mnie pod uwagę na to wesele, ale stwierdziła, że pewnie jestem zły na nią (te jej kosze wszystkie). Przez to wszystko wróciło mi całe zauroczenie, a już powoli zapominałem o niej :/ Pluję sobie w brodę teraz czemu ja jej nie zaprosiłem, na pewno by się zgodziła. Ale z drugiej strony narobił bym sobie tylko nadziei a ona po weselu dalej by mnie traktowała jak przed (podobno jak kobieta od razu nie postrzega nas jako potencjalnego partnera to nie da się tego zmienić już) miała by mnie za takiego bawidamka (tak jak kolesia z którym idzie teraz, w tamtym roku byli na 6 weselach razem i nic z tego nie wynikło, zfriendzonowała go tylko :D) tak to może spojrzy na mnie inaczej jak przyjdę z kimś innym trochę odmieniony, te wszystkie jej zlewki mi dały motywacji, zacząłem ćwiczyć aby załagodzić to nieszczęśliwe zauroczenie, przybyło 14kg (nie tłuszczu xD) odkąd się widzieliśmy ostatnio, ogólnie zmieniłem fryzurę, bardziej dbam o siebie, może uzna mnie za bardziej niedostępnego/atrakcyjniejszego przez to że ją sobie odpuściłem i nie prosiłem się  o to wesele (a coś tam myślała o mnie bo wspominała kuzynce). Teraz Co byście zrobili na moim miejscu, idę na to weselę z taką dobrą znajomą, że się tak określę po łebkowemu 10/10. Są dwie opcje, albo tamtej powiedzieć tylko cześć i z nią nie zatańczyć/nie zagadywać olać całkowicie, albo coś tam próbować dyskretnie poflirtować, zatańczyć, skomplementować, ogólnie żeby myślała, że po weselu znowu się będę starał o nią, a potem czekać tylko na jej ruch (ja już swój limit wykorzystałem ). Wydaje mi się, że druga opcja będzie lepsza, bo ja nie mam do niej o nic w sumie żalu, nie chcę wyjść na obrażalskiego czy coś, już delikatnie poszedłem w drugą stronę bo była pewna, że będę chciał iść z nią.
      PS. sorry, że tak długo, ale musiałem się wygadać, bo nie mogłem spać ostatnio w nocy przez to   i chciałem przedstawić, cały obraz sytuacji. Najlepsze jest to, że ona nawet za ładna nie jest a tak mi się w banie wryła, ogólnie jak myślicie co do sytuacji sprzed wesela, dość jej dałem swojego zainteresowania i inicjatywy, czy trzeba się było bardziej starać? 
  • Kto jest online? (Zobacz całą listę)

    • Nineku
  • Ostatnie aktualizacje statusu

  • Posty

    • Nineku
    • Cyrin
    • Lilla Weneda
      Podpisy
      @LaFleur, brak podpisu (choć w pamięci przebłyskuje mi całkiem śmiało, że istniał w momencie wysyłania powyższego posta), powstrzymuję się więc od oceny.
    • Lilla Weneda
      Dlaczego nie lubicie meczów ???
      Myślę, że na obecnym etapie to już po prostu kwestia przede wszystkim wielopokoleniowej tradycji oraz intensywnej promocji, za którą stoi chęć wydobycia jak największej ilości kasy od kibiców - ostatecznie gdy nie wiadomo o co chodzi, z reguły chodzi o pieniądze :}
    • Celt
      Równouprawnienie
      Dla mnie jest oczywiste, że kobiety powinny mieć te same prawa, co mężczyźni. Że powinny mieć taki sam dostęp do edukacji i wykonywania dowolnych zawodów, do wyboru swojej drogi życiowej (w tym wybory partnera), że w postępowaniu cywilnym i karnym kobiety i mężczyźni powinni być traktowani tak samo. Gdy ktoś sprowadza równouprawnienie do wykonywania tych samych czynności przez mężczyzn i kobiety, w tym czynności zależnych od uwarunkowań fizycznych (jak z jednej strony dźwiganie ciężarów, a z drugiej rodzenie dzieci i karmienie ich piersią), czy nawet do codziennej kurtuazji wynikłej z kodu kulturowego (jak przepuszczanie w drzwiach i obdarowywanie kobiet kwiatami) to wtedy nic, tylko westchnąć. Bo jak sama nazwa wskazuje, równouprawnienie oznacza, że kobiety są uprawnione do tego samego, do czego mężczyźni. Nie oznacza, że wobec kobiet nie należy być szarmanckim, kurtuazyjnym ani że trzeba zmuszać kobiety do wnoszenia lodówki na trzecie piętro. Można jednak zauważyć, że niezależnie od postępującego zrównywania statusu kobiet i mężczyzn i od różnych uprzejmości i drobnych przywilejów przyznawanych kobietom, w kulturze są obecne różne krzywdzące mity i stereotypy dotyczące kobiet i tego, co one powinny i czego nie powinny robić. Szczególnie wyraźnie widać to w porównywaniu swobody seksualnej kobiet i mężczyzn. Kobieta mająca wielu partnerów bardzo często uchodzi za "puszczalską", "łatwą" i nieszanującą się i jest z tego powodu stygmatyzowana i uznawana za gorszą i niezasługującą na szacunek, za to mężczyzna mający wiele partnerek to "prawdziwy mężczyzna", człowiek godny raczej podziwu i docenienia, a nie zasługujący na stygmatyzowanie i brak szacunku. Często używa się tu dość kuriozalnego porównania penisa do klucza i pochwy do zamka, mówiąc, że klucz który otwiera wiele drzwi jest świetny, a zamek który można otworzyć wieloma kluczami jest beznadziejny. I tym podobnych. W każdym razie bardzo często kobietom o wiele chętniej wytyka się i przypisuje prowadzenie "rozwiązłego" trybu życia niż mężczyznom. Mężczyznom łatwiej się to wybacza, i mężczyznom łatwiej wybacza się zdradę. Nie muszę tu chyba dodawać, że w przeszłości za cudzołóstwo karano śmiercią tylko kobiety, a na męskie zdrady patrzono pobłażliwie. Nawet w Biblii (Księga Kapłańska i Księga Powtórzonego Prawa) jest mowa o karaniu śmiercią przez ukamienowanie kobiet za cudzołóstwo, a nie ma nic o karaniu śmiercią (ani karaniu w ogóle) mężczyzn za cudzołóstwo. I jest też coś takiego, jak kultura gwałtu, czyli obwinianie ofiar gwałtów i mówienie, że kobieta może być sama sobie winna lub przynajmniej współwinna temu, że została zgwałcona. Z tym wiąże się wiele mitów i stereotypów. Np. taki, że wyzywający strój kobiety zachęca potencjalnych sprawców gwałtu, mimo że tak naprawdę wyzywający ubiór ofiary nie zwiększa ryzyka gwałtu, a wręcz onieśmiela napastnika. Albo takie, że kobieta mówiąc "nie" myśli "tak", że kobieta zawsze może oprzeć się napastnikowi i uniknąć gwałtu, jeśli naprawdę chce, i że wiele kobiet skrycie chce być gwałconych itd. Więc wiele, jeśli nie większość, gwałtów, nie jest zgłaszanych, bo ofiary boją się napiętnowania i boją się sugerowania, że mogą być współwinne gwałtom - np. pytań o ich życie osobiste mających doprowadzić śledczych do przekonania, że skoro ofiara miała wcześniej wielu partnerów, to znaczy, że jest "łatwa" i że sama jest sobie winna, bo gdyby miała tylko jednego, stałego partnera, to wtedy nikt by jej nie podejrzewał o bycie współwinną gwałtu. Więc istnienie takich mitów i stereotypów krzywdzących dla kobiet można uznać za przejaw nierównego - w pewnych aspektach - statusu mężczyzn i kobiet, mimo formalnej równości praw. Choć z drugiej strony należy zauważyć, że mity i stereotypy dotyczące płci są nie tylko krzywdzące dla kobiet, ale też że czasem utrudniają podjęcie sprawiedliwej decyzji dotyczącej przyznania prawa do opieki nad dziećmi (prawie zawsze przyznaje się je matkom, a bardzo rzadko ojcom), a także że utrudnia ukaranie kobiety winnej czynów, o które zwykle kobiet się nie podejrzewa - np. molestowanie nieletnich. W Polsce za przestępstwa pedofilskie skazano samych mężczyzn, mimo że istnieją udokumentowane fakty, że kobiety też się ich dopuszczają, choć przeciwko nim praktycznie nie wytacza się spraw, bo funkcjonariusze wymiaru sprawiedliwości nie dają temu wiary, bo nie są w stanie wyobrazić sobie, że kobieta może być do tego zdolna. http://www.nto.pl/magazyn/reportaz/art/3955729,pieklo-domowe,id,t.html - np. sprawczyni tego piekła domowego, która przez lata molestowała własnego syna, nigdy nie poniosła kary. Oglądałem też kiedyś film dokumentalny niemieckiej produkcji pt. "Molestowani przez własne matki" i relacje osób, które padły ofiarą molestowania przez matki, są nie mniej wstrząsające od relacji osób molestowanych przez ojców, ojczymów lub innych mężczyzn. I że też był problem z wszczęciem postępowania karnego wobec sprawczyń i ukaraniem ich, właśnie dlatego, że prokuratorzy nie chcieli uwierzyć, że kobiety mogą się tego dopuszczać. Może takie naiwne podejście wynika m.in. z tego, że przez stulecia negowano istnienie kobiecych potrzeb seksualnych lub je umniejszano i spychano na margines, że jest to na swój sposób pokłosie dawnego patriarchatu i patriarchalnej wizji świata, zgodnie z którą to mężczyzna dominuje i ma naturalne skłonności do dominacji, a kobieta ma naturalne skłonności do uległości. Podobnie zresztą, znane są przypadki, że kobieta fałszywie oskarża mężczyznę o gwałt lub napastowanie seksualne, żeby się na nim zemścić, a sąd dał jej wiarę i skazał mężczyznę na więzienie.
  • Aktywni użytkownicy

    1. 1
      mw2
      mw2
      4
    2. 2
      Anarchist
      Anarchist
      3
    3. 3
      Kalafior_Grozy
      Kalafior_Grozy
      2
    4. 4
      duce
      duce
      2
    5. 5
      Martusiaaaaaa92
      Martusiaaaaaa92
      1