Jump to content

Praca jako warunek życiowej samorealizacji


Kerosine

Recommended Posts

Kerosine

Często można spotkać się ze stwierdzeniem, że praca nie służy jedynie zarabianiu pieniędzy, ale stanowi także [i ta rola jest niemal tak samo ważna, a bywa że ważniejsza niż prozaiczne zapewnienie sobie środków na utrzymanie] niezbędny element prawdziwie satysfakcjonującego, udanego i wartościowego życia. Bez pracy nie ma po prostu mowy o stuprocentowej - a według niektórych nawet częściowej - samorealizacji. Zgadzacie się z tym poglądem? Co konkretnie według Was sprawia, że aktywność zawodowa ma aż taki wpływ na poczucie szczęśliwej i konstruktywnej egzystencji?

Osobiście jestem zdania, że choć praca jak najbardziej może stanowić ważny element, a nawet podstawę życiowego spełnienia, to jednak nie jest jego warunkiem koniecznym i równie dobrze można je osiągnąć poprzez inne aktywności [co jednak prawdopodobnie uzależnione jest mocno od konkretnej osoby]. Jaka jest Wasza opinia? Bylibyście szczęśliwi nie pracując i w zamian poświęcając się w pełni swojemu hobby/działając w wolontariacie/prowadząc dom i wychowując dzieci? Co sądzicie o takiej postawie?

Link to post
O 15.03.2017 at 19:33, Kerosine napisał:

Zgadzacie się z tym poglądem? Co konkretnie według Was sprawia, że aktywność zawodowa ma aż taki wpływ na poczucie szczęśliwej i konstruktywnej egzystencji?

Bylibyście szczęśliwi nie pracując i w zamian poświęcając się w pełni swojemu hobby/działając w wolontariacie/prowadząc dom i wychowując dzieci? Co sądzicie o takiej postawie?

Tak, moim zdaniem coś w tym jest, choć jest to dość indywidualne. Kiedyś w okresie szkolnym "zbijanie bąków" w życiu wydawało się czym pięknym, ale teraz mając chwilę wolną odpoczywam, coś pogram, posprzątam, pogotuje, poczytam i nagle czuje brak czegoś "ambitniejszego". Zawsze się śmieje i nikomu nie polecam moich studiów, ale ja się chyba na nich świetnie odnalazłem, bo podoba mi się to a praktyki, gdzie mogę zrobić jak najwięcej i pracownicy traktują mnie jak "członka" zespołu- sprawia mi to ogromną radość i pomimo wstawania rano i zmęczenia, były takie dni, że z chęcią szedłem na oddział.

Kontynuując  wcześniejszą myśl- kiedyś perspektywa nie robienia nic była dla mnie czymś wymarzonym, ale teraz nie wyobrażam sobie aby tak żyć. Myślę, że zmieniłem się od tamtego czasu i cokolwiek bym nie robił to starałbym się poświęcić temu w większym stopniu i każdy luźniejszą formę aktywności rozwijałbym w stronę "pracy”.

 

Link to post
Kerosine
8 godzin temu, LaFleur napisał:

"zbijanie bąków"

 

9 godzin temu, LaFleur napisał:

perspektywa nie robienia nic

Tak tylko doprecyzowując - mam świadomość, że brak aktywności zawodowej kojarzy się na ogół z zupełnym nic nierobieniem i po prostu leżeniem do góry brzuchem całymi dniami, wbrew pozorom jednak wcale nie musi to wyglądać właśnie tak. Nie bez powodu wymieniłam w przedostatniej linijce takie aktywności, jak poświęcanie się w pełni swojemu hobby, działanie w wolontariacie czy prowadzenie domu i wychowywanie dzieci - zajęcia alternatywne w stosunku do pracy zawodowej, ale wciąż mogące rozwijać i/lub związane z mniejszym lub większym wysiłkiem fizycznym/umysłowym [szczególnie o prowadzeniu domu i wychowywaniu dzieci mówi się często, że to nieoficjalny etat]. Czy którekolwiek z nich może stanowić pełnowartościowy substytut "normalnej" pracy?

Link to post

Ja osobiście  uważam, że spełnienie się w pracy jest jedną z lepszych rzeczy która może trafić się człowiekowi. Zarabia pieniążki i robi to co lubi, nie traktuje swojej pracy jako zło konieczne, przez co się także do niej przykłada. Też jest inne spojrzenie społeczeństwa na osoby które pracują, i na te co siedzą w domu i choćby uczyły się grać na skrzypcach, czy uczyły fizyki kwantowej. Takie osoby nie zarabiają, nie są samodzielne. Przychodzi w pewnym momencie wiek w którym trzeba się usamodzielnić, stać się poważniejszym, i odrzucić na bok własny pomysł na samorealizacje, i spróbować tego w życiu dorosłym. Może to się udać bardziej lub mniej. Znam  osoby które potrzebują pracy, bo inaczej nie wiedzą co z sobą zrobić, co jest dla mnie trochę  przykre bo nie mają zainteresowań, z drugiej strony tak jak wspomniałem i tak kiedyś trzeba iść do pracy próbować się usamodzielnić w związku z sytuacją w jakiej można się znaleźć. Kiedyś przeczytałem że nie ważne ile ktoś ma zainteresowań, i tak wszyscy pójdziemy do pracy, a po pracy nie będzie siły na nic. Niechęć do pracy pewnie też wynika z niedojrzałości, chyba to się nazywa syndrom Piotrusia Pana. Osobiście nie gram w gry, nie oglądam telewizji, uważam że moje zainteresowania mnie rozwijają, no ale z nich niestety nie będę miał pieniążków. Na pewno nie teraz. Poszedłem na studia jakie poszedłem, liczyłem na łatwiejszy start na na rynku pracy, trochę się przeliczyłem. Mam nadzieję, że przyszła praca nie odbierze mi chęci do życia.

Link to post
O 19.03.2017 at 11:13, Kerosine napisał:

 

Tak tylko doprecyzowując - mam świadomość, że brak aktywności zawodowej kojarzy się na ogół z zupełnym nic nierobieniem i po prostu leżeniem do góry brzuchem całymi dniami, wbrew pozorom jednak wcale nie musi to wyglądać właśnie tak. Nie bez powodu wymieniłam w przedostatniej linijce takie aktywności, jak poświęcanie się w pełni swojemu hobby, działanie w wolontariacie czy prowadzenie domu i wychowywanie dzieci - zajęcia alternatywne w stosunku do pracy zawodowej, ale wciąż mogące rozwijać i/lub związane z mniejszym lub większym wysiłkiem fizycznym/umysłowym [szczególnie o prowadzeniu domu i wychowywaniu dzieci mówi się często, że to nieoficjalny etat]. Czy którekolwiek z nich może stanowić pełnowartościowy substytut "normalnej" pracy?

 

Ależ ja się do tego odniosłem i te określenia były raczej skrótami myślowymi. Przede wszystkim wszystko to można pogodzić z pracą, dlatego nie potrafię tego traktować jako pełnowartościowe substytuty. A z drugiej strony rozwinę moją myśl na przykładzie. Mamy pasje, którym chcemy się oddać ot przykładowo muzyka- uwielbiamy za młodu słuchać i poznawać co raz to nowsze nurty, utwory, albumy czy też wykonawców i jest to coś co sprawia nam największą przyjemność. Co jednak dalej? Angażując się w to zazwyczaj ktoś oddany muzyce próbuje tworzyć, śpiewać czy może coś z publicystyki... W każdym razie angażowanie rośnie do poziomu pracy wręcz może przerodzić się w coś co pieniądze Ci zapewniać będzie. Takie jest przynajmniej moje stanowisko. Nie wyobrażam funkcjonowania bez pracy zupełnie zbijając bąki i tutaj mam na myśli kompletne lenistwo dla odmiany czy też skupiając się na innych aktywnościach(hobby, wolontariat, prowadzenie domu czy też wychowywanie dzieci). Te aktywności można pogodzić a czasami wręcz trzeba z aktywnością zawodową dlatego też nie są moim zdaniem to pełne substytuty pracy. Kwestia czy komuś to wystarczy czy też nie jest już zupełnie osobista, moje zdanie przedstawiłęm chyba już znacznie lepiej.

Link to post

Są zawody pozwalające na realizowanie swoich potrzeb, wypełnianie aspiracji czy dążenie do równowagi pomiędzy rozwojem osobistym, a tworzeniem udanych relacji z bliskimi osobami.

Dla mnie to jednak brzmi troszeczkę egzotycznie, ale znam ludzi spełnionych, może i mi się kiedyś to uda.

Link to post
Kerosine
17 godzin temu, LaFleur napisał:

Mamy pasje, którym chcemy się oddać ot przykładowo muzyka- uwielbiamy za młodu słuchać i poznawać co raz to nowsze nurty, utwory, albumy czy też wykonawców i jest to coś co sprawia nam największą przyjemność. Co jednak dalej? Angażując się w to zazwyczaj ktoś oddany muzyce próbuje tworzyć, śpiewać czy może coś z publicystyki... W każdym razie angażowanie rośnie do poziomu pracy wręcz może przerodzić się w coś co pieniądze Ci zapewniać będzie. Takie jest przynajmniej moje stanowisko.

Kiedy ja dokładnie o takim poziomie zaangażowania/wysiłku - równym lub porównywalnym z tym wkładanym w pracę zawodową - mówię =) Bynajmniej nie o "lajtowym" przesłuchiwaniu albumów, ale właśnie np. próbach komponowania własnej muzyki [trzymając się przytoczonego przez Ciebie przykładu]. Masz przy tym rację, w sporej części/większości przypadków pasja czy hobby rzeczywiście staje się prędzej czy później w ten czy inny sposób źródłem dochodów, mimo wszystko, nie zawsze jest to możliwe.

17 godzin temu, LaFleur napisał:

Przede wszystkim wszystko to można pogodzić z pracą, dlatego nie potrafię tego traktować jako pełnowartościowe substytuty.

Tu już bym polemizowała, pogodzenie pracy zawodowej z prowadzeniem domu [o wychowywaniu dzieci nie wspominając] i własnymi pasjami w taki sposób, by nie ucierpiało na tym nasze zdrowie i poczucie satysfakcji z życia często jest bardzo trudne, a bywa wręcz, że zupełnie niemożliwe. Choć oczywiście wiele zależy od rodzaju wykonywanej pracy.

Link to post
  • 3 weeks later...
michaelowax3

Mam w pamięci pewną rozmowę z kimś gdy jeszcze jakoś dwa lata temu nie podejmowałam pracy zawodowej i gdy była gadka o tym co robię w życiu [w najogólniejszym skrócie] zaczynając swoje słowa od tego, że jeszcze nie pracuje tylko... Wymieniać zaczęłam co robię zostałam wyśmiana a ten osobnik nadał mi miano ogromnego lenia co wydało mi się dość mocno ograniczające jego samego. Jeżeli uważa kogoś kto oddaję się swoim pasjom/swojemu życiu w taki a nie inny sposób za kogoś gorszego to jak dla mnie jest zbyt płytkie myślenie. Myślę, że człowiek jest w stanie osiągnąć satysfakcję ze swojego życia niekoniecznie pracując. Nie jest to jedyny wyznacznik do poczucie "spełnienia". Praca jest to w większości nieodłączny element i jest uznawana za najważniejszą wartość w życiu człowieka a jest to dla mnie zbyt przesadne. Znam paru ludzi którzy poświęcają się swojej pracy bez reszty a gdy z nimi  rozmawiam często słyszę, że są już znudzeni/zmęczeni/nie odczuwają satysfakcji takiej jaką chcieliby uzyskać. 

Myślę, że w tym wszystkim chodzi o to [co zresztą zostało w jakiś sposób wspomniane] że po prostu praca prędzej czy później wręcz jest potrzebna bo ciężko byłoby bez niej wyżyć. Ja jednak może mam zbyt ograniczone myślenie dla większości osób ale myślę, że i bez pracy człowiek może być tak samo szczęśliwy albo i nawet bardziej osiągając je w inny sposób. 

Poza tym w swoim przypadku miałam wrażenie, że praca mnie ograniczała przez co zwyczajnie nie czerpałam radości. A bardzo nie lubię gdy coś mnie ogranicza bo jestem takim osobnikiem który w danym momencie będzie robił to na co ma ochotę i wręcz czułam się w pewien sposób więźniem. Jestem daleka od schematów życia i chyba to nigdy nie ulegnie zmianie. 

Myślę, że praca dla wielu ludzi jest ważna również tego względu, że chcemy mieć jakieś obowiązki/czuć się potrzebni bo inaczej czujemy się w jakiś sposób puści w środku. Z moich obserwacji również wynika fakt, że idziemy do pracy bo zwyczajnie nie wiemy co ze sobą zrobić i brak nam bodźca który na cokolwiek nas natchnie. 

O 18.03.2017 at 12:32, gressip napisał:

Zarabia pieniążki i robi to co lubi

Nie zawsze człowiek pracujący robi w danej pracy to co lubi. Dość ogólny argument i nad wyraz słaby. Zbyt wielkie oczekiwania pracodawców prowadzą do tego, że człowiek podejmuje się takiej pracy która jest mu właściwie narzucona a nie takiej która by go w jakiś sposób satysfakcjonowała. Można by uznać osoby niepracujące za niesamodzielne bo o ile wykorzystują oni innych dla własnych korzyści w tym aspekcie to takimi właśnie osobami są. Ale w szerszym rozumowaniu niekoniecznie są one niesamodzielne a niekiedy zmuszone do takiej a nie innej sytuacji życiowej.

Link to post
  • 1 month later...

Prawdą jest, że żyjemy w tak luksusowych warunkach (jak widać, nawet w Polsce, którą tak wielu potrafi krytykować), że możemy sobie pozwolić na rozmawianie o konieczności pracowania w ogóle i o pracy, która da spełnienie. Całkowicie nie pracować się nie da na świecie. A w biednych krajach to już w ogóle - bo albo zasuwasz albo głodujesz i nie masz czasu na myślenie o czymś takim jak "realizacja". Najważniejsze zawody to te chyba najmniej ciekawe. Potrzebujemy rolników, inżynierów, budowniczych, ludzi od hydrauliki i elektryki, jeśli chcemy zachować dzisiejszy standard życia. Ktoś nam musi sprzedać benzynę na stacji do naszego jakże przydatnego samochodu, a ktoś sprzedać tę głupią bułkę w Macu (bo wielu z nas te bułki lubi i kurde, ale chce, żeby ktoś mu je dał).

Jeśli ktoś nie ma sensownej pracy to znaczy:

a) po prostu nie każdy może być każdym, w niektórych zawodach potrzeba małej ilości ludzi i zwyczajnie nie ma dla nas miejsca. Jesteś cholernie potrzebny gdzie indziej. 

b) jest debilem i mało umie. Niech usiądzie do książek i się poucz.

c) po prostu nie chce i robi coś innego - jego wola, a mi nic do tego, póki żyje w warunkach, które mu na to spokojnie pozwalają a mi to nie szkodzi. Chyba, że mam utrzymywać takiego darmozjada.

Do czego zmierzam i jak to się ma do tematu? Uważam, że fajnie mieć pracę, którą się lubi, ale czasami zwyczajnie się nie da. Merzi mnie takie coachingowe wmawianie ludziom, że powinni mieć pracę swoich marzeń, to doprowadza tylko do dzikiej frustracji i odczuwanego wstydu, gdy im się nie udaje. Jaka powinna być praca? Dobrze wykonana. I najlepiej taka, z której idzie wyżyć. I dobrze, jeśli przy okazji przynosi innym jakieś korzyści.

Link to post
  • 2 weeks later...

Zgadzam się z tym stwierdzeniem, ale przy szerokiej definicji pracy. Praca to nie tylko to, co wykonuje się w ramach podpisania umowy o pracę. Pracą może być też prowadzenie gospodarstwa domowego, wychowywanie dzieci czy działania charytatywne.

Link to post
  • 3 years later...
Shady-Lane90
O 15.03.2017 at 19:33, Kerosine napisał:

praca nie służy jedynie zarabianiu pieniędzy

Trafna uwaga. Dzięki pracy człowiek się rozwija zarówno pod względem zawodowym, jak i społecznym - o ile właśnie taki zawód wykonuje. Możemy bowiem pogłębiać nasze kwalifikacje oraz uczyć się wielu nowych rzeczy od osób, mających większe doświadczenie. Ja osobiście bardzo cenię sobie także kontakt z ludźmi w pracy. Nie wyobrażam sobie chodzić do pracy z niechęcią przez osoby, z którymi tam przebywam, dlatego z większością współpracowników mam bardzo dobre relacje, są i osoby, z którymi mogę porozmawiać wręcz o wszystkim. Nie od dziś wiadomo, że kontakt z ludźmi jest potrzebny (mniej lub bardziej) każdemu człowiekowi.  

O 15.03.2017 at 19:33, Kerosine napisał:

Bez pracy nie ma po prostu mowy o stuprocentowej - a według niektórych nawet częściowej - samorealizacji. Zgadzacie się z tym poglądem? Co konkretnie według Was sprawia, że aktywność zawodowa ma aż taki wpływ na poczucie szczęśliwej i konstruktywnej egzystencji?

Zgadzam się z tym poglądem. Powiązałabym to jednak po części z wykształceniem danej osoby. Wydaje mi się, że spełnienie przynosi fakt, że pracujemy w wyuczonym zawodzie, w którym zawsze chcieliśmy pracować. Jeżeli do czegoś dążyliśmy i nam się udało, to jest to właśnie samorealizacja. 

O 15.03.2017 at 19:33, Kerosine napisał:

Bylibyście szczęśliwi nie pracując i w zamian poświęcając się w pełni swojemu hobby/działając w wolontariacie/prowadząc dom i wychowując dzieci? Co sądzicie o takiej postawie?

Nie. Dla mnie praca jest jednym z najważniejszych elementów mojego życia. Mam to szczęście, że rzeczywiście mogę uznać się za osobę spełnioną pod względem zawodowym. Nie wyobrażam sobie pracować w innej branży lub też - nie pracować w ogóle. Ta druga opcja całkowicie nie wchodzi w grę z wielu powodów. Głównym jest poczucie niezależności. Będąc na czyimś utrzymaniu byłoby mi źle i w moim wieku czułabym po prostu wstyd z tego powodu. Nie wyobrażam sobie także zrezygnować z pracy w celu prowadzenia domu, czy wychowywania dzieci - da się to pogodzić, co obserwuję po osobach w moim otoczeniu. Większość z moich znajomych pracuje zarówno zawodowo jak i w domu, a spora część z nich wychowuje także dzieci. 

Co do hobby - jeżeli byłoby ono powiązane z możliwością uzyskania środków finansowych na własne utrzymanie, to czemu nie. W innym wypadku praca zawodowa ma dla mnie priorytetowe znaczenie względem hobby. Jak już jednak wspominałam - na szczęście mam taką pracę, która jest zgodna zarówno z moim wykształceniem, jak i zainteresowaniami, więc przynajmniej pod tym względem uznaję siebie za szczęściarę.

Link to post
  • 2 weeks later...
michaelowax3

Nie wyobrażam sobie na dłuższą metę nie pracować. Od końca liceum podjęłam zatrudnienie i zwyczajnie przyzwyczajona jestem do tego stanu rzeczy. Gdy tylko miałam dłuższy okres na bezrobociu to dostawałam na łeb :wallbash:Dla mnie to również kwestia tego, że nie chcę być na czyimś utrzymaniu. Praca również ma wpływ na moją lepszą kondycję psychiczną bo wtedy nie myślę o głupotach. No i oczywiście - lubię zakupy :lol:

Link to post
WszyscyZginiemy
O 15.03.2017 at 19:33, Kerosine napisał:

Osobiście jestem zdania, że choć praca jak najbardziej może stanowić ważny element, a nawet podstawę życiowego spełnienia, to jednak nie jest jego warunkiem koniecznym i równie dobrze można je osiągnąć poprzez inne aktywności [co jednak prawdopodobnie uzależnione jest mocno od konkretnej osoby].

Ogólnie zgodziłabym się, że praca nie jest czymś, czego potrzeba przez całe życie aby być szczęśliwym i czuć się spełnionym. Praca nie jest potrzebna, gdy człowiek ma w danym momencie życia jakąś "misję" do spełnienia, która staje się jego priorytetem życiowym. Wówczas jednak do tej "misji" podchodzimy niejako jak do naszej pracy. Nie ważne czy jest to macierzyństwo, czy opieka nad członkiem rodziny potrzebującym tej opieki czy ktoś poczuwa się do jakiegoś innego "powołania"

Na dobrą sprawę jesteśmy tak skonstruowani, że potrzebujemy ciągłych zadań do rozwiązania aby być psychicznie stabilni. Praca nam tego dostarcza. Przy okazji często zmuszając do nauki, rozwijania nowych umiejętności, czy to są jakieś manualne, interpersonalne czy "przetrwania". 

Praca jest nam potrzebna, nie tylko aby mieć pieniądze potrzebne do przeżycia. Praca jest warunkiem (samo)realizacji w życiu, jeśli nie ma na horyzoncie innego zadania, które wypełniłoby lukę zamiast pracy.

Tym czymś nie może być hobby. Hobby/pasja jest czymś, co daje nam szczęście, może uczucie spełnienia, jednak nie będzie to takie samo poczucie spełnienia, jakie może dać praca. Poczucie produktywności, robienia czegoś z życiem, dla siebie, rodziny czy innych, czy ogólnie społeczności. Osoby pracujące w każdym zawodzie są potrzebne. 

Link to post

Myślę, że praca odgrywa ogromną rolę w samorealizacji obok załozenia (lub nie) rodziny, hobby itd., ponieważ pracując w wybranym przez siebie i wyuczonym zawodzie robimy to, co lubimy, zapewniamy sobie przez to pieniądze i niezależność. Ważne jest, aby wykonywana pracą była tą, która chce się wykonywać, która się lubi, a nie taka z konieczności (bo hajsu potrzeba), bo w końcu będziemy tam pracować z 30-40 lat. Sama praca w sobie nie zapewni samorealizacji w 100%, warto mieć obok siebie najbliższe osoby, hobby itd. Jednak nie wyobrażam sobie rozwoju osobistego opartego tylko na prowadzeniu domu, hobby, sportu itp., bez pracowania i bycia zależnym od rodziców/męża. Uważam, że w poczuciu spełnienia życiowego ważna jest ta niezależność, usamodzielnienie się od rodziców i partnerski podział obowiązków i zarobków z mężem/żona. Osiągając samodzielność przez zarabianie własnych pieniędzy stajemy się dojrzalsi, bardziej decyzyjni, dzięki temu nie musimy nieustannie liczyć na kogoś (gdy ta osoba w danym momencie nie jest dyspozycyjna by nam w czymś pomóc). Z rodziną, małżeństwem bywa różnie, rodzina może wymrzec, mąż/żona porzucić współmałżonka i osoba spełniająca się tylko w hobby, a będąca na czymś utrzymaniu, może być w ogromnym kryzysie finansowym i życiowym. Wiadomo, że warto liczyć na czyjeś wsparcie i oby w każdej rodzinie tak było, jednak trzeba też mieć na uwadze, że kiedyś to my będziemy zmuszeni wesprzeć bliską osobę w kryzysie finansowym.

Link to post
  • 4 months later...
yiliyane
O 15.03.2017 at 19:33, Kerosine napisał:

Często można spotkać się ze stwierdzeniem, że praca nie służy jedynie zarabianiu pieniędzy, ale stanowi także [i ta rola jest niemal tak samo ważna, a bywa że ważniejsza niż prozaiczne zapewnienie sobie środków na utrzymanie] niezbędny element prawdziwie satysfakcjonującego, udanego i wartościowego życia. Bez pracy nie ma po prostu mowy o stuprocentowej - a według niektórych nawet częściowej - samorealizacji. Zgadzacie się z tym poglądem?

To zależy od człowieka. Myślę jednak, że praca przede wszystkim służy głównie zarabianiu pieniędzy - po to, by za te pieniądze przeżyć, a po osiągnięciu pewnego poziomu zarobków, by spełniać swoje zachcianki. Sądzę, że większość ludzi, gdyby nagle stała się w magiczny sposób bajecznie bogata, przestałaby pracować. Wyobraźmy sobie 50-letniego pracownika, który zarabia minimalną krajową (2061,67 zł netto). Pracował 25-30 lat, do emerytury jeszcze 15 lat, ale już jest zmęczony. I nagle ten pracownik wygrywa 30 milionów. Pytanie brzmi jaki jest sens, by pracował przez kolejne 15 lat. Zakładając, że jego pensja nie wzrośnie (można tak przyjąć, ponieważ wzrost pensji w przyszłości zniweluje wzrost cen), zarobiłby jeszcze w swoim życiu 371 tys. zł, czyli 1,2% tego co wygrał. 15 lat tyrania dla 1,2%. To się zwyczajnie nie opłaca. Przy dobrym zainwestowaniu i zarządzaniu wygraną, do końca życia będzie mógł spokojnie wypoczywać i nie martwić się o pieniądze. A dla świata to żadna różnica, czy Kowalski pracuje, czy nie. Kiedy Kowalski odejdzie z pracy po wygranej, na jego miejsce przyjdzie Nowak. I cała machina dalej się kręci. Prawda jest taka, że rzadko kiedy praca konkretnego człowieka jest niezbędna dla świata. Mało kto jest wyjątkowy, większość ludzi jest łatwo zastępowalna.

O 15.03.2017 at 19:33, Kerosine napisał:

Co konkretnie według Was sprawia, że aktywność zawodowa ma aż taki wpływ na poczucie szczęśliwej i konstruktywnej egzystencji?

Aktywność zawodowa, a właściwie pieniądze, daje poczucie sprawczości. Im więcej pieniędzy samemu posiadasz, tym bardziej jesteś niezależny od innych i tym większy masz wybór - wybór co do tego jak chcesz urządzić swoje życie. I dopóki nie wystąpi sytuacja, w której posiadasz ogromną sumę pieniędzy, a zarabiasz bardzo mało (patrz: wspomniany przypadek Kowalskiego), dopóty ta zasada działa. Bo jeżeli masz 30 milionów i zarabiasz milion, to ta dysproporcja nie jest duża. Chcesz mieć coraz więcej i jest to realne. Dlatego bogacze, którzy dorobili się bogactwa pracą, wciąż pracują. Bo chcą mieć więcej i mogą mieć więcej. Ale jeżeli, tak jak Kowalski, wygrywasz 30 milionów, te 2 tysiące na rękę co miesiąc to jest nic. I praca zwyczajnie przestaje się opłacać.

O 15.03.2017 at 19:33, Kerosine napisał:

Osobiście jestem zdania, że choć praca jak najbardziej może stanowić ważny element, a nawet podstawę życiowego spełnienia, to jednak nie jest jego warunkiem koniecznym i równie dobrze można je osiągnąć poprzez inne aktywności [co jednak prawdopodobnie uzależnione jest mocno od konkretnej osoby]. Jaka jest Wasza opinia? 

Zgadzam się. Gdybym była w komfortowej* sytuacji i mogła nie pracować, nie pracowałabym**. Ale ponieważ nie jestem i, statystycznie rzecz biorąc, są niewielkie szanse, bym kiedykolwiek była, więc będę pracować.

O 15.03.2017 at 19:33, Kerosine napisał:

 Bylibyście szczęśliwi nie pracując i w zamian poświęcając się w pełni swojemu hobby/działając w wolontariacie/prowadząc dom i wychowując dzieci? Co sądzicie o takiej postawie?

Byłabym szczęśliwa, nie pracując, gdybym miała na własnym koncie kilkadziesiąt milionów lub więcej. Mogłabym godnie przeżyć do końca życia z tą kwotą. Nie wchodzi natomiast w grę rezygnacja z pracy z powodu bogatego męża. To jest najprostsza droga, żeby stać się niewolnikiem.



* - przez "komfortową" należy zrozumieć posiadanie na własność minimum kilkudziesięciu milionów
** - za wyjątkiem sytuacji, w której okazałabym się geniuszem w jakiejś dziedzinie; gdybym była kimś pokroju Einsteina, przeprowadzałabym badania naukowe (a więc pracowałabym) niezależnie od tego, czy byłabym bogata, czy też nie - świat nauki mnie fascynuje, ale niestety brak mi zdolności

Link to post
  • 5 months later...
O 15.03.2017 at 19:33, Kerosine napisał:

Często można spotkać się ze stwierdzeniem, że praca nie służy jedynie zarabianiu pieniędzy, ale stanowi także [i ta rola jest niemal tak samo ważna, a bywa że ważniejsza niż prozaiczne zapewnienie sobie środków na utrzymanie] niezbędny element prawdziwie satysfakcjonującego, udanego i wartościowego życia. Bez pracy nie ma po prostu mowy o stuprocentowej - a według niektórych nawet częściowej - samorealizacji. Zgadzacie się z tym poglądem? Co konkretnie według Was sprawia, że aktywność zawodowa ma aż taki wpływ na poczucie szczęśliwej i konstruktywnej egzystencji?

 

W zależności od wykonywanego zawodu, praca określana może być jako męka albo spełnienie życiowe dla danej osoby. Myślę, że nie zawsze kwestią finansową może być wykonywana praca, ponieważ nawet bardzo wysokie wynagrodzenie może nie zachęcać do podjęcia pracy lub wykonywania jej w dłuższej perspektywie. Dotyczy to również pracy za niską stawkę, ponieważ znam osoby, dla których pasją i celem życiowym jest dana praca, więc to naprawdę zależy od naszych priorytetów. Uważam, że nawet wygrana w lotto nie jest czynnikiem decyzyjnym w zaprzestaniu pracy, ponieważ człowiek z natury chce się rozwijać, spotykać się z ludźmi, wykonywać określone czynności itd. Poza tym, czym byłaby wygrana w polskim lotto? Te pieniądze z wygranej wcale nie muszą wystarczyć nam do końca życia, ponieważ człowiek mógłby nie umieć rozporządzać tak nagłym "zastrzykiem" gotówki. Z kolei wygrana w loterii nie równa sile waluty, bo co innego wygrać x milionów złotych a co innego y milionów franków szwajcarskich czy euro. Jeśli nasza praca jest jednocześnie naszym hobby, gdzie mamy świetny team oraz możliwości ciągłego rozwoju, to nawet nagły dopływ gotówki nie zmieniłby tego, ponieważ człowiek z natury stety czy niestety jest istotą przywiązaną do określonych przyzwyczajeń. 

 

O 15.03.2017 at 19:33, Kerosine napisał:

Osobiście jestem zdania, że choć praca jak najbardziej może stanowić ważny element, a nawet podstawę życiowego spełnienia, to jednak nie jest jego warunkiem koniecznym i równie dobrze można je osiągnąć poprzez inne aktywności [co jednak prawdopodobnie uzależnione jest mocno od konkretnej osoby]. Jaka jest Wasza opinia?

Zgadzam się, ponieważ praca nie jest warunkiem koniecznym do zapewnienia egzystencji, ale na pewno jest jednym z najważniejszych elementów naszego życia. 

 

O 15.03.2017 at 19:33, Kerosine napisał:

Bylibyście szczęśliwi nie pracując i w zamian poświęcając się w pełni swojemu hobby/działając w wolontariacie/prowadząc dom i wychowując dzieci? Co sądzicie o takiej postawie?

Nie byłbym szczęśliwy nie pracując, ponieważ z natury jestem osobą, która lubi odkrywać oraz rozwijać się. Moja przyszła praca należy do dziedzin z mojego hobby, więc rezygnacja z pracy oznaczałaby rezygnację z mojego hobby, co jest oksymoronem. Nawet jeśli wygrałbym kwotę zapewniająca mi byt do końca życia to i tak pracowałbym, ponieważ praca to nie tylko otrzymanie wynagrodzenia ;) 

Link to post

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
  • Who's Online (See full list)

    There are no registered users currently online

  • Najnowsze posty

    • Gloria
      Morsowania jako takiego nie uprawiałem, ale zdarzył mi się epizod, że brałem zimne prysznice. Wzięło się to z tego, że wyczytałem o prozdrowotnych właściwościach takich kąpieli. Pamiętam, że codziennie rano brałem zimny prysznic... Na początek trwało to parę chwil, a później - w miarę upływu czasu - wydłużałem stanie w zimnie. Po pewnym czasie wytrzymywałem dosyć długo (jak na moje wyobrażenie!). Podobało mi się to. Niestety, po kilkunastu dniach zaczęła dobierać się do mnie choroba. I tak po czasie pomyślałem, że chyba za często brałem te zimne (a w zasadzie to lodowate) prysznice. Myślę, że zimny prysznic raz na 2 dni albo chociaż raz w tygodniu byłby wystarczający. Mimo wszystko przyznam, że lubię po ciepłej kąpieli spłukać się na koniec zimniejszą wodą... Do samego morsowania mnie nie ciągnie, bo przeraża mnie wizja zdjęcia z siebie ubrań w zimowej porze. Pewnie wszystko by się zmieniło, gdybym trochę więcej poczytał o tym, bo nawet jakbym chciał morsować to nie wiem, jakbym miał się za to zabrać, a nie chciałbym sobie zrobić krzywdy.
    • Kerosine
      ... maila z umową o pracę >.<
    • Kerosine
      @mw2, wyznacz jeszcze następną parę i wybierz dla niej tematy 
    • Kerosine
      Dla mnie zawsze największą zaletą for była możliwość z jednej strony oderwania się od swego "realnego" ja [choćby poprzez posługiwanie się nickiem zamiast prawdziwego imienia i nazwiska czy avatarem w miejsce zdjęcia], a z drugiej poniekąd bycia z innymi, ale jednak obok nich. Następca - pożal się borze - tej formy dyskusji, czyli Facebook i jego grupy umożliwiają istotnie poczucie bliższej więzi z naszymi rozmówcami i ogólnie w większym stopniu sprzyjają nawiązywaniu / utrzymywaniu bliskich znajomości, ale dla mnie to właśnie wada, ponieważ wcale nie głębokich relacji szukam / szukałam w internetach... przynajmniej nie w takim rozumieniu, które cechuje 99,99% osób. Aby w pełni zaspokoić swe społeczne [i nie tylko] potrzeby z powodzeniem wystarcza mi samo udzielanie się na forum; dawno już zauważyłam, że przy próbie przeniesienia zawartych za jego pośrednictwem znajomości na bardziej prywatny grunt szybko tracę nimi zainteresowanie [ostatecznie m. in. na powrót zbliżają mnie one do "prawdziwego" świata...]. Zdaję sobie jednak sprawę, że ze swym szczególnym podejściem do tematu jestem niczym prawdziwy jednorożec. Fora takie jak nasze, uzupełniłabym. Tematyczne wciąż potrafią cieszyć się zaskakującą [a może wcale nie?] popularnością... niestety także i tam zaczynają się coraz bardziej wkradać FB / Messenger, Skype'y i inne koszmarki, zwłaszcza na poziomie zarządzania stroną [które przy braku zgody na korzystanie z wyżej wymienionych może okazać się wręcz niemożliwe (!)].
    • Celt
      "Clickbait" - przez pierwsze odcinki zapowiada się ciekawie, i widać wtedy, że aspiruje do miana czegoś ambitniejszego i poruszającego ważne społecznie tematy, jednak koniec końców serial rozczarowuje i marnuje swój potencjał. Zwłaszcza ostatnie trzy odcinki. Fabuła jest zawiła i przekombinowana. Wątki i postacie drugoplanowe pojawiają się i znikają, nie są rozwijane tak, jak by mogły. Np. w pewnym momencie kluczowymi postaciami wydają się być Ben Park i Roshan Amiri, jednak w pewnym momencie twórcy zdają się o nich zapominać, gdy twórcy chcą zrobić kolejny zwrot akcji - i te postacie albo znikają, albo stają się zupełnie epizodyczne i nieistotne, stają się jedynie tłem. Serial wciąga m.in. właśnie tymi zwrotami akcji. Jednak z czasem wychodzi na to, że nie mieli dopracowanego pomysłu na to, ile czasu poświęcić fabule, a ile postaciom - i wychodzą płaskie postacie o motywacjach nie wiadomo skąd, a przynajmniej niektóre z postaci. A najbardziej rozczarowuje końcówka, która jest naprawdę mocno naciągana i wydaje się być wymyślona w ostatniej chwili i nie kleić się z tym, co widzieliśmy wcześniej. Twórcy chcieli zaskoczyć widzów rozwiązaniem, które by wszystkich zaskoczyło, jednak to rozwiązanie jest fabularnie dziurawe i wręcz niewiarygodne. Nie kupuję zachowania i motywacji tego, kto okazał się być sprawcą. Twórcy chcieli złapać za ogon naprawdę wiele srok, jednak tylko w kilku przypadkach im się to udało - i to nie wystarczyło, żeby efekt końcowy był satysfakcjonujący. Ten serial mógłby być czymś więcej - mógłby być bardziej zaangażowaną opowieścią o tym, co z ludźmi robią media społecznościowe, poruszającą przy tym temat np. rasizmu czy obwiniania ofiar (w tym tzw. kultury gwałtu), czym momentami nawet wydaje się być. Jednak z czasem zrobił się z tego zbyt typowy i schematyczny kryminał i dreszczowiec w jednym. Im dalej w odcinki, tym więcej absurdów i tym bardziej naciągane to wszystko. Widać tu inspirację Davidem Fincherem, jednak bez jego talentu i polotu. Tak że w sumie, pierwsze 5 odcinków to jak dla mnie 8/10, jednak ostatni odcinek to 3/10. Szósty i siódmy to jakieś 6/10.
  • Recent Status Updates

    • Anarchist

      Anarchist

      Och, te remonty w mieście, nie widać końca :C 
      · 2 replies
    • Shady-Lane90

      Shady-Lane90

      Więcej czasu potrzebne od zaraz! :/
      · 2 replies
    • NYC

      NYC  »  Martusiaaaaaa92

      Odpisałam;)
      · 0 replies
    • Kerosine

      Kerosine

      Z okazji dzisiejszego święta - ku przypomnieniu, że pokochanie drugiego człowieka [przynajmniej tym zdrowym rodzajem miłości] jest niemożliwe bez uprzedniego przynajmniej zaakceptowania i uszanowania samego siebie, a każdy z nas już na starcie jest kompletną całością, nie zaś czyjąkolwiek połówką 
      · 0 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy  »  Shady-Lane90

      Dziś tak bardziej...
      Zimowo. O.
      · 0 replies
  • Popular Contributors

    1. 1
      Anarchist
      Anarchist
      6
    2. 2
      yiliyane
      yiliyane
      3
    3. 3
      Kerosine
      Kerosine
      2
    4. 4
      Highline
      Highline
      1
    5. 5
      mw2
      mw2
      1
  • Top użytkownicy (7 dni)

    Kerosine
    Kerosine
    20 posts
    Jolkaa
    Jolkaa
    17 posts
    Anarchist
    Anarchist
    15 posts
    Monalissa
    Monalissa
    15 posts
    yiliyane
    yiliyane
    5 posts
    kacper2001
    kacper2001
    2 posts
    Xavery
    Xavery
    1 post
    Karolek998
    Karolek998
    1 post
    beata111
    beata111
    1 post
  • Top użytkownicy (miesiąc)

    Kerosine
    Kerosine
    39 posts
    Anarchist
    Anarchist
    36 posts
    yiliyane
    yiliyane
    25 posts
  • Top użytkownicy (rok)

    Kerosine
    Kerosine
    828 posts
    yiliyane
    yiliyane
    704 posts
    Shady-Lane90
    Shady-Lane90
    639 posts
×
×
  • Create New...