Jigga

aborcja

5638 postów w tym temacie

21 minut temu, Bloody. napisał:

Nierozumiesz na czym to polega.

Kobieta potrzebuje zasobów mężczyzny, kobieta używa dziecka jako karty przetargowej. Często gęsto zdarza się, że gdy dziecko osiąga wiek około lat pięciu czyli jest w miarę samodzielne kobiecie odbija bo zbyt duża pomoc społeczna + alimenta rodzi w kobiecie myśl ?! ze jej się należy, że ona może, że da rade sama. Tak to działa. 

A co to ma do rzeczy w temacie aborcji?


Ponadto dwie sprawy @Bloody., mianowicie:
1. Nie wszystkie kobiety, napisałabym nawet że mniejszość.
2. O jakich zasobach mężczyzny myślisz? 

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
32 minut temu, mw2 napisał:

to trochę zbyt daleko idące wnioski.

Czemu, stwierdzenie że coś ma miejsce mimo że teoretycznie(bo tak podpowiada większości jakieś poczucie czegoś tam - zgubiłam słowo)nie powinno mieć takiego, jest "zbyt daleko idącym wnioskiem"? Tym bardziej CZEMU skoro sama piszesz, że ma miejsce(gdzieś tam) a jedynie u Ciebie się nie dzieje tak i dziać się nie będzie(a działo się? nie no pewnie nie działo, jeśli x czasu temu miałaś identyczny światopogląd). W którym miejscu coś tu zachodzi "za daleko"?

37 minut temu, mw2 napisał:

Bo pojęcie własności powinno mieć (obecnie nie ma) wymiaru absolutnego. 

...ale niekoniecznie mieć wymiar argumentu absolutnego, argumentu na wszystko. ;)

39 minut temu, mw2 napisał:

To w takim razie, skoro zarodek ani dziecko nie jest własnością kobiety (wybacz! ale inaczej nie mogłam zapisać ;) ), to dlaczego ma ona prawo rozporządzać nim według własnego kaprysu?

Hmmm, zarodek(czy jak ja wolę płód) jest skutkiem/efektem/konsekwencją jej działań, konsekwencją która na etapie rozwoju embrionalnego nie za dużo ma do powiedzenia na swoją obronę. Więc tak samo jak dla kaprysu kobieta może postanowić wziąć za swój czyn odpowiedzialność - donosić ciążę, urodzić i potem wedle uznania oddać lub wychować, tak samo może mieć kaprys je usunąć bo nie widzi jej się chodzić z brzuchem, rodzić a potem decydować czy wychować, czy dać komuś na wychowanie.

Ma ona do tego prawo? Czy ja wiem? Nie. Czy mnie to obchodzi? Nie.

Przytoczyłaś przykład osoby, która pali marihuanę mimo, że nie zezwala jej na to prawo ale ona to robi, bo w odróżnieniu od prawa nie uważa tego za niesłuszne.

48 minut temu, mw2 napisał:

Wszystko zależy od kodeksu moralnego każdego człowieka.

Tak samo może to działać i w przypadku aborcji, co za różnica? To czy coś można czy nie, czy się nie powinno, to czy jest to zgodne lub niezgodne z prawem zawsze będzie kwestią budzącą spory a taka osoba, która ma za przeproszeniem w dupie te rzeczy i problemy opinii publicznej(która mówi ze stanowiska gdzie aktualnie jej to nie dotyczy) to i tak zrobi jak ona będzie uważać za słuszne.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Wiadomo, że ta zależna od mężczyzny nie uwolni bestii ;)

O jakich zasobach? Lol, kasa, prestiż, wladza.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
40 minut temu, Bloody. napisał:

zbyt duża pomoc społeczna + alimenta rodzi w kobiecie myśl ?! ze jej się należy, że ona może, że da rade sama. Tak to działa.

...ehm, nie. Tak to nie działa. Odsetek kobiet - samotnych matek, które otrzymują "zbyt dużą" albo chociaż "odpowiednią", "wystarczającą" pomoc społeczną jest niewielki, tak samo z godziwymi alimentami(chociaż tu w dużej mierze zależy od mężczyzny, tego jaką wysokość owych orzeknie sędzia, czyli też jaki przypadnie i szeregu innych).

Druga sprawa, znaczna część takich matek nie myśli w takiej sytuacji o sobie, o tym że jej się należy a o dziecku, o jego dobru i potrzebach. No i raczej nie o tym, że da radę lecz o ty czy da radę sama? i czy będzie musiała, czy może znajdzie w kimś wsparcie? A jeśli nie ma rady, to myśli o tym że musi dać radę sama.

Inaczej gdy dziecko jej nie obchodzi.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

To właśnie tak dziala :) tak myślą kobiety. Nie daj, że jakaś koleżanką się rozwiedzie i pokaże, że daje radę bo jej się należą alimenta i zasiłki. Zaraz resztą się rozwodzi. Baby ino trajkocza, manipulują i spiskują przeciwko mężczyznom. Mężczyzna też ma zdanie. Też ma coś do powiedzenia. Żadna z Was nie napisała tutaj posty w tych słowach tylko ciągle baba, matka, baba, matka. A gdzie mąż, ojciec ?

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
24 minut temu, WszyscyZginiemy napisał:

Czemu, stwierdzenie że coś ma miejsce mimo że teoretycznie(bo tak podpowiada większości jakieś poczucie czegoś tam - zgubiłam słowo)nie powinno mieć takiego, jest "zbyt daleko idącym wnioskiem"? Tym bardziej CZEMU skoro sama piszesz, że ma miejsce(gdzieś tam) a jedynie u Ciebie się nie dzieje tak i dziać się nie będzie(a działo się? nie no pewnie nie działo, jeśli x czasu temu miałaś identyczny światopogląd). W którym miejscu coś tu zachodzi "za daleko"?

@WszyscyZginiemy, doszłam do takiego etapu w życiu, w którym mój światopogląd jest mocno ugruntowany. I zdaje się nigdzie nie napisałam, że JEDYNIE mnie to dotyczy. Ale nie o tym piszemy zdaje się.... koniec tych off topów.... Poza tym nie rozumiem, czemu ma służyć Twój wywód? 
 

34 minut temu, WszyscyZginiemy napisał:

Ma ona do tego prawo? Czy ja wiem? Nie. Czy mnie to obchodzi? Nie.

Brawo za szczerość! Skoro nie ma prawa to....? 
Więc skoro Cię to nie obchodzi, to dlaczego jesteś za całkowitym zniesieniem aborcji? Zostawiasz sobie furtkę?
W zasadzie ta wypowiedź kończy wszystko, bowiem przyznawać kobiecie prawo do czegoś, do czego prawa nie powinna mieć... to sprzeczność. 

37 minut temu, WszyscyZginiemy napisał:

Hmmm, zarodek(czy jak ja wolę płód) jest skutkiem/efektem/konsekwencją jej działań, konsekwencją która na etapie rozwoju embrionalnego nie za dużo ma do powiedzenia na swoją obronę.

Hahhaah, wybacz, ale chcesz mi powiedzieć, że to płód ma się bronić i przepraszać za to, że zaistniał? To powiedz to tym milionom dzieci/płodom spłukanym w toalecie/rozrywanym na strzępy podczas aborcji. W świecie w którym dostęp do antykoncepcji jest tak powszechny, mówi się o tylu niechcianych ciążach... dziwne... Bo nawet jeśli uwzględniając jej zawodność, co stanowi niewielki procent, to ciągle jest spory odsetek kobiet, które nie chciały ciąży i zamierzają się pozbyć dziecka. 

44 minut temu, WszyscyZginiemy napisał:

Tak samo może to działać i w przypadku aborcji, co za różnica?

Bo palenie marihuany nie jest agresją wobec innego bytu. 




 

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
20 minut temu, mw2 napisał:

czemu ma służyć Twój wywód? 

Tylko dowiedzeniu się, w którym miejscu owy wniosek zaszedł za daleko, bo że zaszedł wyraźnie napisałaś. Wniosek-nie wniosek, właściwie opis dość oczywistego stanu rzeczy.

20 minut temu, mw2 napisał:
Godzinę temu, WszyscyZginiemy napisał:

Ma ona do tego prawo? Czy ja wiem? Nie. Czy mnie to obchodzi? Nie.

Brawo za szczerość! Skoro nie ma prawa to....? 

Ma ona do tego prawo? Zostawione bez odpowiedzi. Czy ja wiem(czy wiem czy ma do tego prawo czy nie)? Nie, nie wiem i, i, i! I mnie to nie obchodzi czy to prawo ma czy go nie ma.

20 minut temu, mw2 napisał:

Więc skoro Cię to nie obchodzi, to dlaczego jesteś za całkowitym zniesieniem aborcji? Zostawiasz sobie furtkę?

Nie pisałam, że jestem ale w sumie mogę być. Nie tyle, żeby zostawić sobie furtkę bo (już wiem na pewno, że)nie jestem zainteresowana seksualnymi relacjami z mężczyznami, a z tego co wiem z kobietą nie można zajść w ciąże, więc no - tak jakby mnie to nie dotyczy.

21 minut temu, mw2 napisał:

chcesz mi powiedzieć, że to płód ma się bronić i przepraszać za to, że zaistniał?

Nie ma, bo w sumie nie ma jak. :) Krwawe obrazy, gadka o innym bycie na mnie nie działa dla mnie to tylko płód, niewielki zalążek dziecka niezbyt utożsamiany przeze mnie z czymś żyjącym, a dopiero z człowiekiem póki wygląda za niczym.

Agresja wobec innego bytu mówisz? W sumie zabijamy zwierzęta na jedzenie, to też taka sama agresja. W obu przypadkach zabijamy, w czymś jest lepsze nienarodzone dziecko od kurczaka, świni czy czego tam? To życie i to życie.

Może teraz to brzmi już okrutnie no ale cóż, nie będę(nie potrafię) się roztkliwiać nad czymś takim a co dopiero bulwersować skoro nic tym nie wskóram. Ot co, śmierć. Każdej minuty umiera/zostaje zabitych, uhm, wiele innych bytów, wielu różnych gatunków.

Godzinę temu, Bloody. napisał:

To właśnie tak dziala :) tak myślą kobiety.

Wszystkie? Nie, nawet raczej nie większość. Zresztą mówisz z jakiegoś doświadczenie, poznałaś jakiś przypadek albo dostatecznie wiele przypadków aby wydawać osąd, że tak jest? Czy to tylko takie Twoje "baby takie są" bo tak?

Godzinę temu, Bloody. napisał:

Baby ino trajkocza, manipulują i spiskują przeciwko mężczyznom.

Yhm, bo nie mamy innych rozrywek i całe nasze jestestwo musi być podporządkowane temu jak to dopiec okropnej płci brzydszej, no pewnie.

Godzinę temu, Bloody. napisał:

Mężczyzna też ma zdanie. Też ma coś do powiedzenia. Żadna z Was nie napisała tutaj posty w tych słowach tylko ciągle baba, matka, baba, matka. A gdzie mąż, ojciec ?

Gdzie? W najlepszym scenariuszu przy kobiecie, wspierając ją - nieważne jaką decyzje by podjęła. ;)

Zresztą po co jakoś głębiej zajmować się osobą mężczyzny, w momencie gdy mowa o aborcji i ciąży? Tyle co było do powiedzenia o jego roli, zostało powiedziane. Nic więcej dodać nie można, ani cały czas się nim zajmować, bo go ani ciąża, w którą zajść nie może, ani aborcja której nie będąc możliwym do zajścia w ciąże wykonać nie może bezpośrednio nie dotyczy więc... po co?

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
16 godzin temu, WszyscyZginiemy napisał:

Tylko dowiedzeniu się, w którym miejscu owy wniosek zaszedł za daleko, bo że zaszedł wyraźnie napisałaś. Wniosek-nie wniosek, właściwie opis dość oczywistego stanu rzeczy.

Jak dla mnie w każdym. Są przypadki, gdzie stosuje się przemoc fizyczną i psychiczną, ale to nie jest znacząca część stosunków międzyludzkich. W większości nie ma mowy o narzucaniu swojej woli komuś innemu ze względu na własne emocje. Można próbować wywierać wpływ - nie neguje, ale człowiek sam podejmuje decyzje (chyba, że mamy do czynienia ze wspomnianą przeze mnie przemocą). 
 

16 godzin temu, WszyscyZginiemy napisał:

Nie ma, bo w sumie nie ma jak. :)

To błąd logiczny. Płód nie może się bronić, bo nie ma jak. Dlaczego niby miałby się bronić? Powstał z decyzji dwojga osób. Jakby nie było dobrowolnej decyzji. Nikt "go" nie pytał, czy chce przyjść na świat, a jak już się komórki połączyły, to ma się bronić? Na jakiej podstawie?
 

16 godzin temu, WszyscyZginiemy napisał:

Agresja wobec innego bytu mówisz? W sumie zabijamy zwierzęta na jedzenie, to też taka sama agresja. W obu przypadkach zabijamy, w czymś jest lepsze nienarodzone dziecko od kurczaka, świni czy czego tam? To życie i to życie.

Zrównujesz człowieka do zwierząt? Oczywiście, człowiek jest ssakiem, nie ulega wątpliwości, ale w przeciwieństwie do zwierząt jest wyposażony w umysł i podejmuje decyzje nie jak zwierzęta, automatycznie, tylko kieruje się także rozumem. 

 

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
3 godziny temu, mw2 napisał:

Jak dla mnie w każdym.

Rozumiem. Ja przyznałam, że tak być może nie powinno ale jest a przynajmniej bywa, a we wcześniejszych skupiałam się na uczuciach, a nie działaniach, które mogą wynikać z nich i które są pewnym nadużyciem - o działaniach wspomniałaś Ty. Mój błąd, że jakoś się do nich nie odniosłam ale moje zdanie nie różni się wiele od Twojego. :)

3 godziny temu, mw2 napisał:

ma się bronić?

...mówię przecież, że nie ma? Od samego począteczku.

3 godziny temu, mw2 napisał:

Zrównujesz człowieka do zwierząt? Oczywiście, człowiek jest ssakiem, nie ulega wątpliwości, ale w przeciwieństwie do zwierząt jest wyposażony w umysł i podejmuje decyzje nie jak zwierzęta, automatycznie, tylko kieruje się także rozumem. 

Zrównuję agresje, śmierć jest śmiercią. Względem wszystkich jest równa. Może inaczej podejdę do śmierci komara, a człowieka lub psa. Na pewno tego ostatniego mnie ruszy najbardziej, pierwszego w ogóle, drugiego rzadko.

A tak już trochę robiąc off topa, jeśli chodzi o ten cały "umysł", to według definicji to:

Cytuj

Umysł – termin ogólny oznaczający ogół aktywności mózgu ludzkiego, przede wszystkim takich, których posiadania człowiek jest świadomy: spostrzeganie, myślenie, zapamiętywanie, odczuwanie emocji, uczenie się, czy regulowanie uwagi.

...no niby podkreślone, że ludzkiego ale! Naczelne też spostrzegają różne rzeczy, myślą aby rozwiązać różne problemy, wyzwania, które rzucają im ludzie lub/i (przede wszystkim) natura, uczą się i przekazują wyuczone umiejętności, wiedzę kolejnym małpą z kolonii. Są zdolne odczuwać emocje(czy może uważasz, że są bez uczuć?). No i nie mają problemu z wyostrzaniem uwagi w chwilach wymagającej jej wzmożonej aktywności. Według ostatnich poczynionych badań/obserwacji nawet kwestiach postrzegania śmierci - bo kiedyś podobno za unikalną dla ludzi uważano, świadomość śmierci/swojej śmiertelności i tym samym że poświęcamy tym sprawą wiele uwagi. Niektóre małpki nawet "opłakują", mają żałobę po śmierci swoich towarzyszy. Przejawiają też zachowania przypominające nasze różne kulty(pokazy siły samców podczas ulewy, aby przegonić żywioł). Tyle wyczytałam.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
21 godzin temu, WszyscyZginiemy napisał:

a we wcześniejszych skupiałam się na uczuciach, a nie działaniach, które mogą wynikać z nich i które są pewnym nadużyciem - o działaniach wspomniałaś

Nie działania są nadużyciem, a uczucia, za pomocą których próbujemy wpłynąć na innych. 

21 godzin temu, WszyscyZginiemy napisał:

...mówię przecież, że nie ma? Od samego począteczku.

Nie, Ty twierdzisz, że nie ma się bronić, bo nie ma jak. Logika wskazuje na to, że nie można wymagać, od bytu niezależnego, by się bronił, skoro powstał w skutek decyzji dobrowolnej dwóch innych bytów. Widzisz różnicę? 
 

21 godzin temu, WszyscyZginiemy napisał:

Na pewno tego ostatniego mnie ruszy najbardziej, pierwszego w ogóle, drugiego rzadko.

To akurat jest pewnym rodzajem znieczulicy i nie powinno być głównym argumentem w dyskusji na temat nierówności między człowiekiem a zwierzęciem. Zwierzęta żyją według prawa natury - podejmują takie działania, by przeżyć. Ludzie nie mają ośrodka, dzięki któremu wiedzą, co ich zabija bądź nie.
 

21 godzin temu, WszyscyZginiemy napisał:

Są zdolne odczuwać emocje(czy może uważasz, że są bez uczuć?).

Do nie jest warunek konieczny do posiadania umysłu. Nie mówię, że zwierzęta są głupie, bo nie są. Ale na pewno nie są równe bądź wyższe stopniowi rozwoju gatunku ludzkiego. Wystarczy spojrzeć na dokonania historyczne ;)
 

21 godzin temu, WszyscyZginiemy napisał:

bo kiedyś podobno za unikalną dla ludzi uważano, świadomość śmierci/swojej śmiertelności i tym samym że poświęcamy tym sprawą wiele uwagi.

O czymś takim nigdy nie słyszałam. Śmiem nawet myśleć, że niektóre "twierdzenia" mogą być rozpowszechniane (a przynajmniej dawniej były) w celu indoktrynacji.

 

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
O 12.10.2017 at 12:39, mw2 napisał:

To błąd logiczny. Płód nie może się bronić, bo nie ma jak. Dlaczego niby miałby się bronić? Powstał z decyzji dwojga osób. Jakby nie było dobrowolnej decyzji. Nikt "go" nie pytał, czy chce przyjść na świat, a jak już się komórki połączyły, to ma się bronić? Na jakiej podstawie?

Czy możesz mi powiedzieć o jaki konkretnie błąd logiczny chodzi? Błąd atrybucji czy może presupozycji?
Twoje zdanie natomiast jest po prostu fałszywe, bo byt zwany zarodkiem czy płodem nie powstaje na skutek żadnej decyzji. Dwoje ludzi decyduje, żeby iść do łóżka i rzadko kiedy z myślą że celem jest spłodzenie dziecka.

Kobieta nie decyduje czy plemnik zapłodni komórkę jajową, czy dany zarodek zagnieździ się czy może jednak nie, ani nic z takich rzeczy. Gdyby człowiek miał nad tym bezpośrednią kontrolę to wtedy można by mówić o decyzji, niemniej nadal nie implikowałoby to "nienaruszalności" tego bytu. Posługując się Biblijną powiastką która ponoć jest podstawą moralności tego ludu, to Bóg stworzył człowieka (decyzja -> byt), ale pewnego dnia się wkurzył i prawie wszystkich utopił. Innymi słowy decyzja może zostać zmieniona.

 

O 13.10.2017 at 14:10, mw2 napisał:

O czymś takim nigdy nie słyszałam. Śmiem nawet myśleć, że niektóre "twierdzenia" mogą być rozpowszechniane (a przynajmniej dawniej były) w celu indoktrynacji.


 

Wręcz przeciwnie. Zobacz sobie jak choćby Arystoteles nauczał o duszy, w skrócie tylko człowiekowi przypisywał jej rozumną część. Jakieś szersze badania nad rozumnością czy umysłem zwierząt są relatywnie świeże.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
18 godzin temu, Wulf napisał:

Czy możesz mi powiedzieć o jaki konkretnie błąd logiczny chodzi? Błąd atrybucji czy może presupozycji?

Błąd z niewłaściwą implikacją. Przypuszczam, że był to paralogizm.

18 godzin temu, Wulf napisał:

Twoje zdanie natomiast jest po prostu fałszywe, bo byt zwany zarodkiem czy płodem nie powstaje na skutek żadnej decyzji. Dwoje ludzi decyduje, żeby iść do łóżka i rzadko kiedy z myślą że celem jest spłodzenie dziecka.

Sprawa jest dość jasna - jeśli celem ich działania nie jest spłodzenie dziecka, to mogą korzystać z bardzo rozpowszechnionej i rozwiniętej antykoncepcji. Palacz też nie pali, by w przyszłości chorować na raka płuc. Nie widzę tu fałszu. Podejmując decyzję i działanie, należy liczyć się z jego skutkami. Nieświadomość nie zwalnia z obowiązku ponoszenia odpowiedzialności za własne i dobrowolne decyzje. 
 

18 godzin temu, Wulf napisał:

Kobieta nie decyduje czy plemnik zapłodni komórkę jajową, czy dany zarodek zagnieździ się czy może jednak nie, ani nic z takich rzeczy. Gdyby człowiek miał nad tym bezpośrednią kontrolę to wtedy można by mówić o decyzji, niemniej nadal nie implikowałoby to "nienaruszalności" tego bytu. Posługując się Biblijną powiastką która ponoć jest podstawą moralności tego ludu, to Bóg stworzył człowieka (decyzja -> byt), ale pewnego dnia się wkurzył i prawie wszystkich utopił. Innymi słowy decyzja może zostać zmieniona.

Owszem, sama kwestia połączenie komórek rozrodczych pozostaje kwestią prawa natury, ale znowu - nieświadomość skutków nie zwalnia z odpowiedzialności. Jest to relacja przechodnia. Decyzja o współżyciu (-->A)powoduje podjęcie działania (współżycie--> B), co z kolei przyczynia się do zaistnienia ryzyka zajścia w ciążę (-->C). Jeśli A-->B-->C to mamy do czynienia z relacją przechodnią i można powiedzieć, że A-->C. 

Na temat biblijnej podstawy rzekomej moralności nie będę się wypowiadać. :D 
 

18 godzin temu, Wulf napisał:

Wręcz przeciwnie. Zobacz sobie jak choćby Arystoteles nauczał o duszy, w skrócie tylko człowiekowi przypisywał jej rozumną część. Jakieś szersze badania nad rozumnością czy umysłem zwierząt są relatywnie świeże.

To inna sytuacja. Raczej miałam na myśli tezy takie jak chociażby utrzymywanie do XX w. poglądu o płaskiej Ziemi, gdzie teoria heliocentryczna (wynaleziona znacznie wcześniej, jeśli uznać za twórcę Kopernika to XVIw.) została już potwierdzona w XVIII w. 
 

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
5 godzin temu, mw2 napisał:

Błąd z niewłaściwą implikacją. Przypuszczam, że był to paralogizm.

Przypuszczam, że niesłusznie zarzucasz komuś błąd logiczny sama popełniając rzeczowy. ;] 
 

5 godzin temu, mw2 napisał:

Sprawa jest dość jasna - jeśli celem ich działania nie jest spłodzenie dziecka, to mogą korzystać z bardzo rozpowszechnionej i rozwiniętej antykoncepcji. Palacz też nie pali, by w przyszłości chorować na raka płuc. Nie widzę tu fałszu. Podejmując decyzję i działanie, należy liczyć się z jego skutkami. Nieświadomość nie zwalnia z obowiązku ponoszenia odpowiedzialności za własne i dobrowolne decyzje.

Rozumiem, że według Ciebie chory na raka płuca jeśli w przeszłości był palaczem (już abstrahując od kwestii przyczynowej) nie powinien mieć prawa do resekcji płuca? Nie bardzo widzę powód dla którego operację/zabieg/leczenie itp. również nie traktować jako możliwych konsekwencji.
Uprzedzając sama zaproponowałaś takie porównanie.

Istnienie antykoncepcji, a kwestia jej dostępności, a przede wszystkim świadomości to nieco odmienne kwestie. Tak więc póki nie żyjemy w kraju w którym jest ona powszechnie i łatwo dostępna (proponuje wyjść poza obręb dużych miast), i w którym istnieje porządna edukacja seksualna, to ten argument jest pomijalny. 
 

5 godzin temu, mw2 napisał:

Owszem, sama kwestia połączenie komórek rozrodczych pozostaje kwestią prawa natury, ale znowu - nieświadomość skutków nie zwalnia z odpowiedzialności. Jest to relacja przechodnia. Decyzja o współżyciu (-->A)powoduje podjęcie działania (współżycie--> B), co z kolei przyczynia się do zaistnienia ryzyka zajścia w ciążę (-->C). Jeśli A-->B-->C to mamy do czynienia z relacją przechodnią i można powiedzieć, że A-->C. 

Teraz kwestia fałszu.
Zacznijmy od tego, że zachowujesz się tu lekko nieuczciwie, bo poprzednio twierdziłaś, że decyzja dotyczy powstania bytu zwanego płodem, a teraz podajesz rozumowanie wiążące decyzje o współżyciu z ryzykiem ciąży. To trochę coś innego. Bo wiesz mogę dodać jeszcze jeden element i z przechodniości implikacji wyjdzie nam, że "decyzja o współżyciu" wiąże się z ryzykiem aborcji. 
Straszny się robi ten seks co?
Gdyby jednak wrócić do decyzji o powstaniu bytu, to właśnie kwestia tego co ogólnie nazywamy prawami natury sprawia, że ciężko tu mówić stricte o decyzji. 

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz