Sign in to follow this  
Followers0
Kerosine

Postrzeganie/stosunek do własnego ciała

Recommended Posts

Czym jest dla Was Wasze ciało?

Integralną i bardzo ważną częścią Waszej osoby czy tylko łupinką, a Wy sami to tak naprawdę Wasza dusza?

Lubicie swoją cielesną powłokę? Jesteście hedonistami, którzy dbają o nią, dogadzają jej na wszelkie możliwe sposoby i chętnie eksponują? A może przeciwnie, nienawidzicie własnego ciała? Jeśli tak, dlaczego? Macie ku temu [mniej więcej] racjonalne powody czy wstręt spowodowany jest głównie tkwiącymi w Waszej głowie wyobrażeniami i przekonaniami? Na punkcie których części macie kompleksy?

Co do tej pory robiliście i robicie z Waszym ciałem [mam tu na myśli wszelką pielęgnację wykraczającą poza zwykłą higienę, odchudzanie, rzeźbienie, modyfikacje, ale także okaleczanie]?

Czy mając ku temu możliwość zamienilibyście się z kimś ciałem lub stworzyli sobie od podstaw nowe?

Share this post


Link to post

Tak właściwie stając przed lustrem uważam, że wcale nie lubię swojego ciała, nie podoba mi się ono za bardzo. Ale wszystko trwa do momentu ubrania się (choćby w bieliznę) lub komplementów od partnera. Wtedy automatycznie czuję się pewniej i lepiej z własnym ciałem. Jakby nagle nabierało innych kształtów i wymiarów. Nie mam problemu by wyjść na plaże w stroju czy by pokazać się partnerowi.

Nie dbam o ciało za bardzo, ostatnio już nawet balsamowanie wyszło mi z rutyny. A gdzie by tu jakieś zabiegi, ćwiczenia. Chciałabym bardzo coś z tym zrobić ale nie na tyle bardzo by coś jednak robić.

Moje ciało się nie wiele zmienia patrząc na przełom ostatnich lat i to mnie najbardziej cieszy. Brakuje mi tylko ćwiczeń by je wzmocnić.

Żeby pokochać swoje ciało to w przypadku kobiet wystarczy mieć partnera, który zaleczy wszystkie kompleksy:) Nie mogę narzekać przy partnerze na jakąkolwiek część mojego ciała bo od razu mówi, że bzdury gadam - działa. Choć tak naprawdę jak mam się przyczepić do czegoś to do moich paznokci u rąk - są pozbawione jakiegokolwiek normalnego kształtu, każdy inny i w ogóle kiepsko.

A do mojego kościstego ciała się czepiać tu nie będę - muszę się w końcu do tego przyzwyczaić.

Mam za dobre geny by się z kimkolwiek zamieniać na ciało. :)

Share this post


Link to post

Ciało jest dla mnie ważną sprawą. Kiedy poznajemy ludzi to pierwsze co zwraca się uwagę to wygląd, no nie oszukujmy się tak jest i będzie.

Odchudzałam się wielee razy, niestety wystąpiły efekt jo-jo, teraz jestem na tyle mądrzejsza, że staram się jeść zdrowo, być zdrowym, a nie przez pryzmat byle by schudnąć. Lubię swoje ciało, chętnie pokazuje swoje nogi ^^ Lecz jestem niską osobą co czasami mi to przeszkadza w kontaktach towarzyskich.

Też rzeźbię sylwetkę - chodząc na basen, świetna sprawa, uwielbiam to <3

I mogłabym nie mieć tak jasnej karnacji :(

Czy mając ku temu możliwość zamienilibyście się z kimś ciałem lub stworzyli sobie od podstaw nowe?

Nie, nie zamieniłabym się, to jest moje ciało - trochę akceptacji i dystansu do siebie.

Share this post


Link to post

Cóż, nosiłem aparat na zęby, przypakowałem, zapuściłem brodę i włosy. Jednak jakoś bardziej szczęśliwy się nie czuję

Share this post


Link to post

Niby nie jestem religijna, ale dopuszczam istnienie "duszy" (śmiertelnej lub nie). Z tym że, według mojego postrzegania, słowo "dusza" można z łatwością zastąpić jakimś bardziej przyziemnym - osobowość, wnętrze. Zaczęłam się nad tym zastanawiać, bo wiele osób na co dzień używa określenia "ja", właściwie nie wiedząc, do czego dokładnie się odnosi - "moje ciało czegoś potrzebuje, ale ja..." - tak jakby widzieli jakieś rozgraniczenie pomiędzy "sobą" a "swoim ciałem". Może część z nas miewa takie wrażenie (odrębności ciała i "duszy") dlatego, że jesteśmy niesamowicie skomplikowaną maszyną ;) I trudno nam zrozumieć samych siebie, jako ludzi.

Jeśli chodzi o szacunek do mojego ciała i zadowolenie z niego - właściwie nie jest czymś, do czego jestem przywiązana. Ale może pozostawię tę kwestię niedokończoną, bo jeszcze się okaże, że ktoś czyta moje posty, a ja za bardzo się rozgadam (musiałabym bardzo dużo tłumaczyć, aby moje słowa nie zabrzmiały jak takie użalanie się bardzoemonastolatki;)).

Share this post


Link to post

Mój stosunek do włąsnego ciała doskonale wyrażają słowa utwory Arcade Fire, w ulubionym przeze mnie coverze Peter'a Gabriela:

My body is a cage

That keeps me from dancing with the one I love

My mind holds the key

Share this post


Link to post

Wszystko co mogłam, zrobiłam, żeby czuć się dobrze w swoim ciele. Nie mam oczywiście na myśli jakiejś chirurgicznej ingerencji w swoje ciało, ale wykorzystałam ogólnodostępne sposoby na poprawienie wyglądu. Aparat załatwił wadę zgryzu, ćwiczenia usunęły to, co zbędne, a uwydatniły to, co potrzebne, odżywki i maski zrobiły z włosów całkiem przyjemny dla oka obraz i znalazłoby się jeszcze więcej rzeczy, nad którymi kiedyś w jakiś sposób pracowałam. Podobam się sobie, choć jak chyba każdy czasami mam do siebie krytyczny stosunek i znajdę coś, czego w sobie nie lubię. Staram się jednak dobrze myśleć o sobie, bo to przekłada się na mój nastrój, a po co go sobie psuć przez głupoty. Chociaż zaraz, nos mogłabym mieć inny, ale jest już jaki jest.

Share this post


Link to post
Czym jest dla Was Wasze ciało?

Czymś czego powinno być zdecydowanie mniej. Czymś co jest moją zmorą, nie czuję się w nim dobrze. Śmietnikiem.

Integralną i bardzo ważną częścią Waszej osoby czy tylko łupinką, a Wy sami to tak naprawdę Wasza dusza?

Ciało ma się nijak do duszy, w środku jestem krucha a na zewnątrz baryła.

A może przeciwnie, nienawidzicie własnego ciała? Jeśli tak, dlaczego?

Niestety tak jest,bo wiem,że nieważne jakby wyglądało to i tak będzie źle, według swoich przekonań, według mnie. Według moich ,wymagań' względem siebie.

Macie ku temu [mniej więcej] racjonalne powody czy wstręt spowodowany jest głównie tkwiącymi w Waszej głowie wyobrażeniami i przekonaniami?

Mam powody w głowie, na wadze, w lustrze, ale najczęściej właśnie niestety w myślach. Nie są pewnie racjonalne, ale tak siebie po prostu postrzegam.

Na punkcie których części macie kompleksy?

Lubię jedynie swoje oczy,także lepiej mi odpowiedzieć tak na to pytanie.

Troszkę zazdroszczę dziewczynom,które lubią/kochają swoje ciało pomimo wszystko. Każda z nas powinna siebie kochać, byłoby nam łatwiej no ale nie ma łatwo bo kobietą zawsze gruz w oczy!

Share this post


Link to post
Czym jest dla Was Wasze ciało?

Moim ciałem- zdecydowanie.

Integralną i bardzo ważną częścią Waszej osoby czy tylko łupinką, a Wy sami to tak naprawdę Wasza dusza?

Ciało reprezentuje mnie- taka kolorowa wizytówka, która niby ma zachęcić do rozmowy...

Lubicie swoją cielesną powłokę?

Niekoniecznie.

Jesteście hedonistami, którzy dbają o nią, dogadzają jej na wszelkie możliwe sposoby i chętnie eksponują?

Nie.

A może przeciwnie, nienawidzicie własnego ciała? Jeśli tak, dlaczego? Macie ku temu [mniej więcej] racjonalne powody czy wstręt spowodowany jest głównie tkwiącymi w Waszej głowie wyobrażeniami i przekonaniami? Na punkcie których części macie kompleksy?

Jeśli miałbym ku temu powód to byłby on spowodowany przeze mnie.

Co do tej pory robiliście i robicie z Waszym ciałem [mam tu na myśli wszelką pielęgnację wykraczającą poza zwykłą higienę, odchudzanie, rzeźbienie, modyfikacje, ale także okaleczanie]?

Hmmm. Nadmiernie dbam o włosy.

Czy mając ku temu możliwość zamienilibyście się z kimś ciałem lub stworzyli sobie od podstaw nowe?

Równie dobrze mógłbym być mniejszy oraz mieć mniejsze stopy, ale to tak dla "wygody".

Share this post


Link to post

Ciało jest naszą wizytówką. Kiedy kogoś poznajemy, to zazwyczaj zwracamy najpierw uwagę na to jak ktoś wygląda. Czuję się dobrze w swoim własnym ciele, zawsze mogłoby być lepiej, ale nie mam powodów do narzekania.

Co do tej pory robiliście i robicie z Waszym ciałem [mam tu na myśli wszelką pielęgnację wykraczającą poza zwykłą higienę, odchudzanie, rzeźbienie, modyfikacje, ale także okaleczanie]?

Ćwiczę od czasu do czasu, głównie ze względu na problemy z kręgosłupem.

Czy mając ku temu możliwość zamienilibyście się z kimś ciałem lub stworzyli sobie od podstaw nowe?

Chyba nie.

Share this post


Link to post

Też nie raz nad tym rozmyślałem, z doświadczenia wiem że stan w jakim znajduje się moje ciało zupełnie nie ma wpływu na stan mojego umysłu dopóki nasz stan zdrowia nie wpływa na nas ograniczająco, wiem jak to jest gdy twoje własne ciało odmawia ci posłuszeństwa i wiem jak to jest leżeć w szpitalu nie mogąc wstać z łóżka i jednocześnie być w świetnym nastroju. Moje ciało jest moim narzędziem do wyrażania siebie i spełniania swoich celów, nie mam do niego żadnych zastrzeżeń, a nadmiar tkanki tłuszczowej w niczym mi nie przeszkadza. Moje rysy twarzy mi się nawet podobają. Jedną z bardziej wymagających rzeczy z jaką musiałem się zmierzyć jest przystosowanie się do płci mojego ciała, będąc dzieckiem po prostu byłem sobą na tyle na ile warunki w których się wychowywałem mi pozwalały jednak po przejściu okresu dojrzewania pojawiła się u mnie chęć zdobycia dziewczyny, po dość nieudolnych początkach uświadomiłem sobie że aby to zrobić muszę nauczyć się być mężczyzną co wcale nie było takie proste ponieważ zostałem wychowany głównie przez matkę i babcię i przez większość życia kolegowałem się w większości z dziewczynami nie mogąc znaleźć wspólnego języka z większością chłopaków. Teraz nabrałem męskich cech i czuję się z tym w pełni zintegrowany, jednak uważam że gdyby moje ciało było płci przeciwnej to z czasem również bym się do tego przystosował.

Czym jest dla Was Wasze ciało?

Narzędziem do wyrażania siebie i spełniania własnych celów.

Integralną i bardzo ważną częścią Waszej osoby czy tylko łupinką, a Wy sami to tak naprawdę Wasza dusza?

Nie czuję się jakoś szczególnie przywiązany do swojego ciała, nie przywiązuje też szczególnej uwagi do wyglądu innych, gdy zaczniecie prowadzić z kimś nocne rozmowy bez światła to zrozumiecie jak małe znaczenie ma wygląd przy budowaniu wzajemnych relacji.

Lubicie swoją cielesną powłokę?

Nie narzekam na nią, idealna nie jest, ale spełnia swoje najważniejsze funkcje, mogło być gorzej.

Jesteście hedonistami, którzy dbają o nią, dogadzają jej na wszelkie możliwe sposoby i chętnie eksponują?

Zdecydowanie nie, o wiele chętniej eksponuję swoje wnętrze, aczkolwiek nie mam nic przeciwko dbaniu i dogadzaniu.

A może przeciwnie, nienawidzicie własnego ciała?

Dzięki niemu istnieję, więc jakbym mógł go nienawidzić?

Na punkcie których części macie kompleksy?

Nie mam kompleksów, aczkolwiek nie przepadam za swoją figurą w okolicach klatki piersiowej, jednak nie na tyle, aby pracować nad jej rzeźbieniem.

Co do tej pory robiliście i robicie z Waszym ciałem [mam tu na myśli wszelką pielęgnację wykraczającą poza zwykłą higienę, odchudzanie, rzeźbienie, modyfikacje, ale także okaleczanie]?

Nosiłem aparat na zębach, miałem operację wstawienia prętów w kość.

Czy mając ku temu możliwość zamienilibyście się z kimś ciałem lub stworzyli sobie od podstaw nowe?

Bycie sobą jest dla mnie swego rodzaju wyzwaniem, a ja nie lubię się poddawać więc nie chciałbym być kimś innym, aczkolwiek mając taką możliwość zamieniłbym się na jakiś czas ciałem z jakąś dziewczyną, bo na pewno miałbym przy tym niezły ubaw.

Share this post


Link to post
Czym jest dla Was Wasze ciało?

Ciekawe pytanie. Nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiałam. Moje ciało jest odzwierciedleniem mojej osobowości, a także uczuć i emocji - zimne, smutne, blade, pokaleczone. Jest pewnego rodzaju pamiętnikiem, który za pośrednictwem blizn przypomina o przeszłości oraz płótnem, które w niedalekiej przyszłości będą zdobić tatuaże. Jest czymś, dzięki czemu mogę wyrażać siebie, chociażby nowym kolorem włosów, makijażem czy ubiorem.

Lubicie swoją cielesną powłokę? Jesteście hedonistami, którzy dbają o nią, dogadzają jej na wszelkie możliwe sposoby i chętnie eksponują?

Nie nazwałabym siebie hedonistą, na pewno nie pod względem fizyczności.

Czy je chętnie eksponuję? Zależy gdzie i przed kim. :devil:

Na co dzień raczej nie ujawniam swojej ekshibicjonistycznej natury i nawet w lecie zakładam długie gotyckie szmatki, dodatkowo chroniąc moją wrażliwą skórę przed słońcem.

A może przeciwnie, nienawidzicie własnego ciała?

Nie nienawidzę mojego ciała. Owszem, daleko mi do ideału, ale akceptuję siebie taką jaka jestem, pomimo nadwagi i niskiego wzrostu.

Co do tej pory robiliście i robicie z Waszym ciałem [mam tu na myśli wszelką pielęgnację wykraczającą poza zwykłą higienę, odchudzanie, rzeźbienie, modyfikacje, ale także okaleczanie]?

W sumie to od niedawna jestem na diecie i coś tam ćwiczę, ale głównie ze względów zdrowotnych. Lubię swoje grube nóżki i brzuszek (znajomi faceci zresztą też), więc nie zależy mi na wielkiej utracie zbędnych kilogramów i "idealnej" figurze.

Jeżeli chodzi o modyfikacje, to posiadam kilka kolczyków, planuję zafundować sobie jeszcze kilka dodatkowych i tatuaże.

Moje ciało zdobią też pamiątki po epizodzie autodestrukcji.

Czy mając ku temu możliwość zamienilibyście się z kimś ciałem lub stworzyli sobie od podstaw nowe?

Zdecydowanie nie.

Share this post


Link to post

Nie lubię swojego ciała. Jest bardzo mocno zdeformowane przez wadę, z którą przyszło mi się urodzić. Deformacja ta jest powodem mojego braku pewności siebie i kompleksów. Do tej pory przeszłam liczne operacje (niezwiązane z tym kompleksem), więc pojawił się kolejny problem - blizny. Te jednak nie przeszkadzają mi aż tak bardzo.

Ostatnio najchętniej bym się schowała i nie wychylała po prostu. Postanowiłam jednak sprawdzić u lekarzy, czy z tym paskudztwem, które zatruwa mi życie, można coś zrobić i mam wielką nadzieję, że tak. Jeśli moje nadzieje się ziszczą, zrobię wszystko, by osiągnąć cel.

Share this post


Link to post

Chyba mogę powiedzieć, że lubię swoje ciało, w każdym bądź razie nigdy nie miałam żadnych kompleksów związanych z jego wyglądem, które sprawiałyby, że wolałabym się schować w wielkim worze.

Czy ciało jest dla mnie czymś więcej niż tylko łupinką? Nie zastanawiałam się nad tym jakoś specjalnie. Ciało do pewnego stopnia obrazuje daną osobę, jej wnętrze, obserwując charakterystyczne ruchy, reakcje, czy gesty, można sporo powiedzieć o danym człowieku.

Co do tej pory robiliście i robicie z Waszym ciałem (...) ?

Głównie stawiam na zdrowy tryb życia, zdrowa kuchnia, trochę aktywności fizycznej. Raczej nigdy nie zdecyduję się na żadne "ozdoby" typu piercing, tatuaże, różne ingerencje w w to z czym się urodziłam, jak operacje plastyczne, też odpadają.

Czy mając ku temu możliwość zamienilibyście się z kimś ciałem lub stworzyli sobie od podstaw nowe?

Nie.

Share this post


Link to post

Sama zadbałam o swoje ciało i to ode mnie zależało jak ono teraz wygląda. Podobam się sobie mimo małych wad i nie zamieniłabym go, jestem przyzwyczajona do niego i pasuje do mnie. Przynajmniej tak uważam ja i moi znajomi ;d

Share this post


Link to post

Moja relacja z własnym ciałem?

To skomplikowane

Wprawdzie na przestrzeni ostatnich miesięcy wiele się zmieniło. Przestałam dążyć do nieokreślonego ideału. Wytykać samej sobie własne niedoskonałości. Powoli pojawiła się akceptacja. Mimo wszystko nie jest to łatwe. Zwłaszcza teraz, gdy #makefithappen stało się nieodłączną częścią naszego życia. Fanki Ewy Chodakowskiej, #fitstagram, poradniki, zdjęć metamorfoz, to wszystko ostatnio zdominowało mi Facebook. Zdjęcia idealnych fit posiłków, ciał, metamorfoz. Stan naszego ciała, zacząć wyznaczać naszą wewnętrzną siłę. Osiągnij sukces- pracuj nad sobą. Podejmij się wyzwania. Zrób Skalpel przez 30 dni.

Osobiście wolę ten inny rodzaj wyzwania. Skupiający się na pokochaniu własnego ciała. Większość kobiet życie w przekonaniu, że jej ciało jest brzydkie. Za grube. Ma zbyt wiele niedoskonałości. Teraz wychodzę z założenia, że jeśli coś zmienię, to super. Jednak jeśli mi się to nie uda. Trudno.

Swoją drogą ostatnio pojawiła się świetna akcja prowadzona przez Taryn Brumfitt

Share this post


Link to post

Jest kilka niedoskonałości. Przede wszystkim drażni mnie, że mogę jeść baaardzo dużo i nie tyję. To irytujące, mógłbym przytyć te 5kg. Wkurza mnie też fakt, że strasznie brzydko wychodzę na zdjęciach, naprawdę trzeba się postarać, żeby dobrze mnie ująć, chociaż realnie nie uważam, że jest ze mną aż tak źle. I nie lubię swojego zarostu, jest taki łysy, tu jest a tam go nie ma. Generalnie nie jest źle i nie mam jakiegoś wielkiego uprzedzenia do samego siebie gdy patrzę w lustro.

Share this post


Link to post

Nie przywiązuję wielkiej wagi do mojego ciała. Jest mi ono obojętne. Owszem ważna jest dla mnie higiena, wygląd, ale nie zabiegam o to, by wyglądać jak miss świata, nie czuje potrzeby robienia ulepszeń. Dla mnie najważniejsze jest to, by moje ciało było sprawne i się "nie psuło".

Share this post


Link to post

z zainteresowaniem przeczytałam wszystko, co tu piszecie. Nasz stosunek do siebie może być naprawdę różnorodny. Ale właśnie dlatego uwielbiam swoją pracę, bo pomagam w niej ludziom, którzy ze swojego wyglądu nie są zadowoleni. To wspaniałe uczucie wiedzieć, że poprawiło się czyjś nastrój.

Share this post


Link to post

Czuję się dobrze we własnym ciele. Jedynie nos mam niefajny ale tylko z profilu :P

Ogólnie dbam o siebie bo uprawiam sport. A jeżeli chodzi o jakieś niedoskonałości na twarzy zawsze makijaż pomaga. A reszta jest jak najbardziej w porządku :)

Share this post


Link to post

Mój stosunek do własnego ciała ulegał przekształcaniu na przestrzeni lat. Był w moim życiu okres, kiedy czułam wręcz nienawiść do samej siebie, a ciało zakrywałam bezkształtnymi ubraniami. Zmieniałam się jednak, zarówno fizycznie, jak i psychicznie i zaczęły pojawiać się myśli, że może jednak nie jest tak źle. Wciąż jestem w tej fazie, kiedy moja ocena własnego ciała zależy od dnia/nastroju/pogody i jeszcze innych czynników, jednak coraz częściej, kiedy patrzę w lustro myślę 'ej, wyglądasz całkiem spoko' i wydaje mi się, że jestem na dobrej drodze do całkowitej samoakceptacji. Jest to jednak spowodowane zmianami, które zachodzą, na przykład zrzuceniem paru kilogramów. Ciągle dążę do 'ideału', który sobie wymyśliłam i gdy jestem coraz niego bliżej, tym lepiej się czuję sama ze sobą. Jednocześnie mam świadomość, że są rzeczy, których nie jestem w stanie poprawić albo mnie na to nie stać (na przykład nos) i staram się to zaakceptować takim, jakim jest. Jeśli jednak wiem, że coś mogę poprawić (wspominane wcześniej zbędne kilogramy), staram się do tego dążyć, a nie po prostu 'zaakceptować siebie taką, jaką jestem'.

Share this post


Link to post

Ja w pełni akceptuję moje ciało. Według mnie jesteśmy całością - ciałem i duchem.

Mężczyzna który nie umie zrobić np. 20 pompek jest tak samo upośledzony jak ten co nie umie dodawać.

Powyższe to tylko przykład, ale dobrze obrazuje mój stosunek.

W chwili obecnej w sferze fizycznej staram się rozwijać siłę i wytrzymałość, a nie rzeźbę. Podoba mi się moje ciało i lubię się nim popisywać. Fakt, że wiele wysiłku kosztowało mnie doprowadzenie go do stanu w jakim jest teraz.

Oczywiście był czas, że pewne rzeczy chciałbym mieć większe - jak pewnie każdy nastolatek - plus zmieniłbym parę rzeczy w sobie (jak gęstszy zarost, wzrost), jednak teraz w pełni akceptuje to co dostałem od Boga.

Oczywiście jak każdy mam niedoskonałości np. wadę wzroku; jednak ostatnio spotykam się z ludźmi naprawdę niepełnosprawnymi - sparaliżowanymi, z Parkinsonem lub innymi chorobami i naprawdę mam za co dziękować.

Share this post


Link to post

W zależności od mojego sposobu myślenia, moje ciało raz jest integralną częścią mojej osoby, a czasem tylko skorupą.

A jak się z nim czuję? Bardzo dobrze. Cieszę się z swoich wad i zalet, cieszę się, że nie mam problemów z swoimi zmysłami.

Share this post


Link to post

Jestem wszystkim co moje, także ciałem. Jak każdy przejmuję się tym, jak wyglądam i jak postrzegają je osoby, których zdanie w tej kwestii się liczy. (Nie widzę sensu w udawaniu, że jest inaczej). Dbam o siebie. Jakiś czas temu wróciłem na siłownię i muszę przyznać, że dzięki temu czuję się lepiej fizycznie, ale to także zawsze przyjemne uczucie wiedzieć, że jestem atrakcyjny w ocenie osoby, na której zdaniu mi zależy.

Nie eksponuję go często, ale czasem trzeba. Dobrze jest móc się przed kimś rozebrać i nie myśleć o tym, że widać coś niepożądanego. Jeszcze lepiej jest czuć się z tym dobrze. Wiadomo, że nikt nie jest idealny, ale...

Share this post


Link to post

Moje ciało jest częścią mnie,bardzo ważną.Nie lubię go gdyż wydaje mi się,że to brak zainteresowania ze strony kobiet jest winą mojej fizyczności.Dużo ćwiczę i staram się pielęgnować co tylko mogę,ale nienawidzę swojej zewnętrznej powłoki.Wprawia mnie ona w kompleksy i dołuje.Jest ono słabe,łatwo odczuwa ból i poddaje się,męczy.

Share this post


Link to post

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!


Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.


Sign In Now
Sign in to follow this  
Followers0

  • Similar Content

    • karo123
      By karo123
      Mam 16 lat.Nie miałam nigdy chłopaka, wiem że mam powodzenie. Moim problemem jest to, że nie wiem jak się zbliżyć.Boje się tego, nie jestem jakaś desperatka ze musze mieć chlopaka, ale jednak fajnie by bylo z kims byc. Jednak do tej pory poznawalam nieodpowiednich kandydatow, albo ci którzy byli we mnie zakochani nie podobali mi się.. Nawet nigdy sie nie calowalam..boje się to zrobic gdyz czuje ze mnie wysmieje.
      Jak już ma zaczac sie jakies zbliżenie to ja uciekam.Nie przytule sie  na pożegnanie przy pierwszym spotkaniu.. w myslach nie boje sie niczego, ale jesli cos ma przyjsc na zywo boje sie.Jesli chodzi o flirtowanie to tez do odpowiedniego stopnia.Nie chce wyjsc tez na nieszanujaca sie i przy pierwszym spotkaniu wole pogadac i zachowuje sie oschle bez zadnych slodkich slowek, pozegnan.
      pomóżcie boje sie zakochac przez to ze taka jestem..a jak juz sie zakocham to cierpie pozniej ze mi nie wyszlo.
    • KtośMiły
      By KtośMiły
      Martyna - moja dawna "przyjaciółka", która odkąd pamiętam zawsze szukała okazji by mi dokuczyć. Głównym powodem było to, że lepiej się od niej uczyłam. Czuła się przy mnie gorsza, dlatego jej zazdrość niejednokrotnie dawała mi się we znaki. Czasem bywała w porządku i naprawdę ją lubiłam, lecz przez jej uciążliwe docinki i obgadywanie mnie za plecami, coraz bardziej traciła w moich oczach. Mimo wszystko jednak dalej utrzymywałam z nią kontakt, bo ani ja, ani ona, nie miałyśmy poza sobą w klasie nikogo wystarczająco bliskiego. Tak więc męczyłam się z nią przez kilka ładnych lat, póki nie obraziła się na mnie za jakąś błahostkę. Sądzę, że po prostu wykorzystała nadażającą się okazję, by zerwać ze mną znajomość. Było mi to w sumie na rękę. Wcale po niej nie płakałam.
      Teraz, gdy jesteśmy w różnych liceach, w ogóle jej nie widuję (jest w internacie). Dzisiaj jednak, zajrzałam z ciekawości na jej profil na fb. Zauważyłam, że przez rok nauki zdobyła w nowej szkole mnóstwo przyjaciół. Na jej osi czasu jest ponad sto życzeń urodzinowych, z czego około połowa to zwariowane zdjęcia z jakimiś zupełnie nieznanymi mi ludzmi... Już w gimnazjum lubili ją niemal wszyscy. Wyjątkiem byłam chyba tylko ja.
      Nie mogę pojąć, jak tylu ludzi może dażyć ją taką sympatią. Martyna lubi się wywyższać, gardzi "gorszymi", uważa się za nie wiadomo kogo i nie omieszka wyśmiewać innych za plecami. I żeby było jasne, obserwowałam to nie tylko wobec siebie, ale także wobec innych - ludzi, którzy ją tak bardzo lubią. Czy oni wszyscy są tak ślepi, by tego nie zauważać?
      Ja jestem zupełnym przeciwieństwem Martyny. Zawsze chętnie pomagam, nie wywyższam się. Potrafię słuchać i wczuć się w drugiego człowieka. Tyle tylko, że ja jestem sama. Ludzie w klasie się do mnie nie odzywają, a na mojej osi czasu jest zaledwie kilkanaście życzeń i to złożonych mi chyba jedynie z litości. Zastanawia mnie, dlaczego tak jest? Czemu ktoś tak fałszywy jest bardziej lubiany ode mnie?
      Okej, może jestem nieśmiała, dość poważna... Nie mam odwagi by do kogoś podejść i zagadać. Ale miałam raz taką sytuację, w której pewna dziewczyna sama do mnie podeszła, proponując wspólne siedzenie w autobusie. Zaskoczyła mnie, bo normalnie nigdy nie rozmawiałyśmy. W miarę nawiązywania znajomości okazało się, że od dawna chciała mnie poznać. Stwierdziła, że jestem bardzo tajemnicza i szalenie ciekawa. Aktualnie jesteśmy w stałym kontakcie i bardzo się lubimy. Mamy ze sobą wiele wspólnego.
      Inni jednak się mnie jakby boją, czują respekt. Czy aby zdobyć ich sympatię, muszę stać się krnąbrna i szalona? To naprawdę jedyny sposób, by zwrócić na siebie ich uwagę? To niedorzeczne. Nie chcę się zmieniać. Lubię siebie.
    • Janek99
      By Janek99
      Hej, mam 18 lat i pewnego rodzaju problem. W opisie tego wątku jest napisane że wszystkie tematy są brane na poważnie, mam taką nadzieję bo na innych forach ludzie albo się śmiali albo wyzywali :/ Chodzi o to że mam wrażenie że coś jest ze mną nie tak. W liceum poznałem fajną dziewczynę. Spoko, podoba mi się, ale nie tylko ona. W między czasie umawialiśmy się z kumplami na różne wyjazdy a ja odczuwam jakby podobał mi się kolega, tak jak ta dziewczyna ze szkoły. To dziwne i trochę mnie to niepokoi :/ Pierwsze "objawy" homoseksualizmu miałem już w gimnazjum czyli w wieku 15 mnie więcej lat ale zlałem to bo miałem dziewczynę i było dobrze. Jednak teraz z biegiem czasu zaczyna się to nasilać. Wiem że może to być biseksualizm, ale co do tego nie jestem pewien bo w tym momencie mam wrażenie że ciągnie mnie bardziej w tę drugą stronę. Wiem że to głupie i nie powinienem się tego bać albo wypierać ale prawda jest taka że się boję... Nie chciałbym aby ktoś się z tego śmiał czy coś, ale chcę poznać waszą opinię czy znacie kogoś takiego (ja nikomu jeszcze tego nie mówiłem), jak sobie z tym poradzić, jakieś rady wskazówki może psycholog, seksuolog. 

      Liczę na pozytywny odzew.
      Dzięki!
    • sabina221126
      By sabina221126
      Witam jestem tu nowa od 5 minut ,zacznę może od tego że mam 16 lat a męczę się już z tym problemem od 4 lat...
      Mój problem polega na tym że nie akceptuje moich piersi , są zbyt małe
      Nie było by w tym problemu gdyby nie to że jestem niską osobą a posiadam dość szeroki tyłek i troszeczkę w udach 
      dodam do tego , że palę już od 4 lat.
      Nie akceptuje moich piersi nie potrafię dobrać sobie stanika , wstydzę się chodzić w bluzkach na ramiączkach jak i również wychodzić na basen moje rówieśniczki mają piersi dochodzące do rozmiaru B,C a ja mam dalej staniki dziecięce.
      Strasznie się z tym źle czuje 
      Dodam , że moja mama ma dość duże piersi jak również jej mama ( moja babcia ) 
      Jestem nie raz wyśmiewana w szkole jak to w tym społeczeństwie bywa , że jestem deską 
      Moja mama wie o moim problemie z papierosami i sądzi , że piersi mi nie rosną i już nie urosną bo pale
      Ja jednak obrałam taktykę jedzenia 
      Wpychałam w siebie ile wlezie, wszystko smażone nie raz już nie mogłam ale jednak dalej jadłam.Ale jak sie okazuje nie poszło mi w cycki tylko standardowo w d**ę.
      Prosze pomóżcie mi jakoś chociaż dobrymi słowami , ponieważ mam dość moich małych piersi a to wygląda bardzo kosmicznie kiedy mam za duży stanik i wieli tyłek a małe piersi 
      Proszę o pomoc 
      I z góry dziękuje 
       
    • Maggie
      By Maggie
      Osobowość dyssocjalna to zaburzenie osobowości, które dotyczy około 3% społeczeństwa. Czym charakteryzuje się osobowość antyspołeczna?
      Lekceważeniem uczuć innych, silną postawą nieodpowiedzialności, ignorowaniem norm i reguł społecznych, niezdolnością do przeżywania poczucia winy, wstydu, skruchy i korzystania z doświadczeń;  niemożnością utrzymania trwałych związków, niską tolerancją na frustracje i brakiem akceptacji porażek czy odmowy ze strony innych, obwinianiem innych za własne postępowanie, skrajnym racjonalizowaniem własnych zachowań, podwyższonym progiem pobudzenia, niezdolnością do przeżywania lęku i empatycznego współczucia, zachowaniami agresywnymi i impulsywnymi, wykorzystywaniem relacji społecznych dla realizacji osobistych celów – wszystko, co służy psychopacie, jest dobre; związki są wykalkulowane na osiąganie zysków; ubogim życiem psychicznym, kompensowanym przez postawę narcystyczną i przewrażliwieniem na wszelkie sygnały niedocenienia przez otoczenie, nałogowym kłamaniem i manipulowaniem innymi ludźmi, łamaniem prawa (kradzieże, akty przemocy, okrucieństwo, agresja słowna i fizyczna, bójki, rozboje, nadużywanie alkoholu itp.), bezosobowym stosunkiem do aktywności seksualnej, instrumentalnym traktowaniem partnera – ważne jest tylko zaspokojenie własnych potrzeb seksualnych, chęcią kontrolowania życia innych ludzi, niezdolnością planowania i przewidywania konsekwencji swoich zachowań, nieumiejętnością odraczania przyjemności, utrwalonymi zachowaniami aspołecznymi, podejmowanymi bez wyraźnej motywacji, skłonnością do irytacji i drażliwości, brakiem troski o bezpieczeństwo swoje i innych, autodestruktywnym wzorcem życia.
      Mam w rodzinie osobę, która najprawdopodobniej  posiada  osobowość dyssocjalną.  Jest to osoba z mojej najbliższej rodziny.  Zupełnie nie potrafimy sobie  z nią  poradzić, próbowaliśmy już wszystkiego  łącznie  z  konsekwencjami  prawnymi.  
      Moje pytanie,  czy  ktoś z  Was miał może do czynienia z    taką osobę  i zna jakąś metodę na postępowanie  z nią? Czy istnieją jakiekolwiek  szanse  na  zmianę postępowania takiej osoby ?
      W internecie zapoznałam się już z dostępnymi artykułami, jeśli chodzi o lekarzy specjalistów sami nie potrafią określić, co  byłoby  najlepszą metodą, dlatego wolałabym  przeczytać  opinię kogoś,  kto może  posiada własne doświadczenie.
  • Who's Online (See full list)

    There are no registered users currently online

  • Chatbox

    Load More
    You don't have permission to chat.
  • Recent Status Updates

    • Shady-Lane90

      Shady-Lane90  »  Filip

      Trzymam magiczne kciuki! Serduchem jestem z Tobą Fifi! Pamiętaj, że jak coś, to ściągamy odszkodowanie! ;D 
      · 9 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      "Żyję w kraju, w którym wszyscy chcą mnie zrobić w ch*ja. Za moją kasę."
      · 4 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy  »  Shady-Lane90

      · 9 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      Chińska klątwa brzmi: "Obyś żył w ciekawych czasach.".
      I my faktycznie żyjemy w ciekawych czasach.
      · 3 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      let the bodies hit the floor, let the bodies hit the floor, let the bodies hit the floor...
      · 0 replies
  • Posts

    • daga3ka
      Czego się boisz?
      tak na prawdę sama nie wiem czego się boję. Jeśli człowiek pogodzi się z swoim życiem to niewiele rzeczy jest go w stanie "wystraszyć". No może boję się o własną latorośl. Tak to jest chyba jedyne o co się boję na tą chwilę.
    • daga3ka
      Wasz ostatni zakup.
      no więc właśnie z racji tego, że mam bzika na punkcie handamedów wszelakich kupiłam mega, odjazdowy obraz z diamencików do samodzielnego "montażu"  jest piękny i jaka satysfakcja po wyklejeniu całego
    • daga3ka
      samopoczucie zimą
      Delikatny spadek formy w pochmurne dni, ale mimo wszystko w miarę na jednym pozytywny poziomie. W końcu życie wbrew wszystkiemu jest piękne.
    • daga3ka
      Jak się czujesz?
      rewelacyjnie, bardzo pozytywnie, zresztą jak przez większość czasu. A  poza tym jestem prawie zrelaksowana  oaza spokoju i tego typu historie.
    • daga3ka
      O czym teraz myślisz?
      ile jeszcze pracy przede mną i kiedy ja to zrobię, skoro dzień ma tylko 24 godziny. Ale ja nie dam rady ?? jasne, że dam bo kto jak nie ja. :)