Jump to content

Paczqa - opowiadania


Xqwzst

Recommended Posts

Posted

Cześć. Napisałem kiedyś kilka opowiadań o grupie przyjaciół, trochę inspirując się brytyjskim serialem Skins. Poruszam w nich różne problemy z jakimi mogą się spotkać młode osoby jak przemoc, zdrada, pierwszy seks, radzenie sobie z presją otoczenia, wybór swojej przyszłości, znęcanie się nad kolegami.

Chciałem zaprezentować pierwszy rozdział o dziewczynie imieniem Anka, która popełniła błąd i na jej głowę w jednym momencie zwaliły się same problemy. Jeżeli ktokolwiek przeczyta i zostawi komentarz, niewykluczone, że zamieszczę odsłony rozdziałów o kolejnych osobach.

Rozdział I

Anka

Jesienne, sobotnie popołudnie, prawie wieczór, szeptało do uszów Anki językiem szumu, kompilacją wydarzeń dnia, wrzasków ulicy gdzieś w centrum miasta. Boże daj mi jeszcze kilka takich wieczorów w tym roku… Dziewczyna spacerowała po parku trzymając ręce w kieszeniach niebieskiego, wełnianego płaszcza. Co jakiś czas przystawała spojrzeć w oczy marmurowym popiersiom wielkich bohaterów, czasem zbierała liść klonu, plączący się gdzieś na ziemi, do kolorowego bukietu. Szum był najpiękniejszą muzyką jaką znała, który przypominał jej pociąg jadący w oddali lub samolot lądujący na odległym lotnisku, szum morza. Czasem tylko ktoś przebiegał obok, kobiety w leginsach, zwykle w starszym wieku, słuchające Madonny i innych bzdur. Przecież szum jest najpiękniejszą muzyką, szarawe niebo , opadające liście najwspanialszym obrazem, a lekkie zimno na policzkach… ?

Anka usiadła na ławce, wyjmując z torby książkę.

"Tyżeś to? i tak późno?" - "Błędną miałem drogę,

Śród lasów, przy niepewnym księżyca promyku;

Tęskniłaś? myślisz o mnie?" - "Luby niewdzięczniku

Pytaj się, czy ja myśleć o czym innym mogę!"

Dotknęła policzka, potem słomianych, spiętych włosów. Chłonęła każde słowo, zapominając o wszystkim wokół. Na świecie nikt nie miał w sobie tyle miłości. Teraz została w nim tylko ona i pusty park… i szum. I wtedy ktoś przerwał tę chwilę. Anka zerwała się, podniosła głowę, po jej plecach przeszły ciarki. Naprzeciw usiadł młody facet, na oko dwudziestokilkuletni, dopiero po studiach, wysoki, postawny brunet, w kremowym prochowcu, niczym Humphrey Bogart. I ten kapelusz, spod którego świeciły się wesołe ślepia. Posłał uśmiech w jej kierunku i również sięgnął do płaszcza po książkę.

Spuściła wzrok po chwili, lecz nie mogła się powstrzymać by zerknąć co jakiś czas na człowieka. Mężczyzna po kilku chwilach wyjął miętówkę i znów posłał do niej uśmiech. Policzki dziewczyny mimowolnie uniosły się do góry i zaczęły przyjemnie piec jakby gryzły je mrówki. Blade, lekko odstające uszy również wzbiły się ku niebu, ale to wszystko trwało tylko chwilę.

Anka speszyła się natychmiast, wbiła wzrok w sonety i starała się skupić na każdym wersie. Ale te słowa, które tak kochała teraz przelatywały przez jej głowę, nie mając większego sensu. – Boże, to nie możliwe… Ja, dlaczego… On jest starszy co powiedzą inni, moi rodzice, mam maturę… - tysiące myśli kłębiło się w jej głowie i wtedy jeszcze raz zerknęła. Facet znów się uśmiechnął, wstał, wyraźnie patrząc na nią. Dziewczyna skuliła się, spuściła wzrok. Słyszała jego kroki.

I wtedy nadszedł ratunek. Do ławki podjechali ci, o których istnieniu kompletnie zapomniała, którzy zawsze ratowali jej tyłek, nawet wtedy gdy nie prosi ich o pomoc.

- Wiedziałem, że ją tu znajdziemy – wykrzyczał Mikser tym swoim piskliwym głosikiem, podważając stopą deskę, która stanęła do pionu i została złapana przez jego dłoń.

- Znowu wyłączyłaś komórkę! Co jest! Mieliśmy razem iść na imprezę do Lucy! – Przypomniał z pretensjami Tom, robiąc z deskorolką to samo co przyjaciel.

- Przepraszam, mam teraz tyle na głowie. Matura, młodszy brat, rodziców ciągle nie ma w domu, ja muszę się nim opiekować, sami wiecie, nie jest wesoło. – Dziewczyna spojrzała ukradkiem za plecy przyjaciół i odetchnęła z ulgą. Znajomy poszedł sobie a właściwie zniknął, jakby nigdy go tam nie było. – Wiecie co, chodźmy po prostu, mam ochotę na drinka, takiego jak kiedyś, na mojej osiemnastce.

- Hahaha, tylko nie przesadź jak wtedy. – Roześmiał się Mikser, przyjacielsko obejmując jej tułów.

***

- Dwieście osób. – Iga wypuściła dym z cieniutkich, czerwonych warg. – Mikser założył akcję na fejsbuku.

- Ona jeszcze o niczym nie wie? – Wiesiek spojrzał na Lucy, która dopracowywała makijaż.

Iga jedynie pokiwała głową, zaciągając się cieniutkim papierosem, niczym famme fatale.

- Na pewno tyle nie przyjdzie, ale dom będzie pełen.

- I jak? – zapiszczała Lucy stając przed przyjaciółmi.

- Czad jak zawsze Lucy. – Iga odeszła od ściany, o którą się opierała i dała całusa koleżance ubranej w różową bluzę z kapturem i krótkie, białe spodenki. – Będę za chwilkę, muszę się odświeżyć.

Wiesiek poczuł się nieswojo i uśmiechnął się krzywo patrząc na koleżankę. Wymalowane, czarne oczy, jasna pomadka i gruby podkład upodabniały ją do lalki Barbie, a wrażenie to potęgowały jeszcze jasne, proste włosy koloru pereł.

- Przyniosłem muzę. – Chłopak spojrzał na płyty leżące na stole.

- Super posłucham sobie w wolnym czasie.

- To na imprezę.

- Ach… wiesz, już wybrałam kawałki z Tomusiem . Ale dzięki, to takie miłe. – Lucy wyciągnęła ściśniętą dłoń i przybiła z Wieśkiem żółwika. – Pijesz coś?

Wiesiek chwycił za butelkę z piwem, stojącą na blacie szafki kuchennej i uniósł ją w geście toastu.

- Chyba już idą! – Krzyknęła podekscytowana dziewczyna.

- Lucy, musisz coś wiedzieć…

- Mój Tomuś i Mikser i Ania.

Drzwi dużego domu otworzyły się. Lucy rzuciła się na Toma, witając go namiętnym pocałunkiem. Chłopak nie mogąc się powstrzymać, złapał ją za pośladki i zaczął je masować.

- Ble. – Mikser ominął parę, rzucił deskorolkę pod stół i zaczął wypakowywać trunki z plecaka. Za nim weszła Anka witając całusem Wieśka.

- Ej, nie odwzajemniłeś! – oburzyła się natychmiast, gdy chłopak odwrócił twarz.

- Śmierdzi ci z buzi.

- Świnia! – jęknęła, po czym odepchnęła chłopaka na kuchenną szafkę.

Anka sięgnęła natychmiast do kieszeni płaszcza w poszukiwaniu gumy, ale jej dłoń natrafiła na rzecz niezwykłą, której na pewno się nie spodziewała. Znalazła miętówkę, biały cukierek opakowany w nylonowy papierek. Dziewczyna wyszła z kuchni jak zahipnotyzowana i usiadła na kanapie odpakowując znalezisko i wsuwając je sobie do ust. Takiego smaku, jeszcze nie znała, orzeźwiający, miętowy z delikatnym posmakiem trudnym do identyfikacji.

- Ania, gdzie jesteś? – Iga przerwała jej tę chwilę zadumy.

- Tu kochanie. – wysyczała przez zęby. – Gdzie byłaś.

Iga weszła do pokoju w swoich wysokich glanach. Ubrana jak zawsze w barwy nocy, z ciemnym makijażem. Poprawiła czarne , pofalowane włosy i ucałowała przyjaciółkę. Jej oczy były przekrwione, wręcz czerwone.

- Byłam w ubikacji.

- Kochanie czy ty płakałaś?

- Nie, to nic takiego.

- Co się dzieje Iguś? Czy ty… no wiesz, wciągasz coś? Ostatnio na biologii…

- Spokojnie, to tylko ważki… - Iga pociągnęła nosem teatralnie. – Nie ma się czym martwić, kiedyś odlecą.

- Ważki? – zdziwiła się Anka. Choć znała Igę od zawsze, to i tak wciąż ją zaskakiwała. Broń Boże nie dziwiła. Dziewczyna była przyzwyczajona do jej odchyłów, jej przyjaciółce mógł przyjść do głowy jakiś szalony pomysł w każdej chwili. Jak wtedy, gdy na wycieczce szkolnej wsiadła na prom, gdzie nikogo nie znała i wzięła udział w stypie znanego aktora. Wszyscy byli przekonani, że to jakaś jego krewna, zrobiła sobie nawet zdjęcia z kilkoma znanymi osobistościami.

- No wiesz, te w brzuchu, muchy, czy komary…

- Motyle! – Wykrzyknęła pełna ekscytacji Anka. – Poznałaś kogoś, gadaj. Ja też kogoś poznałam, to znaczy to za dużo powiedziane, ale ty pierwsza.

- To nic takiego, jeszcze nic nie wiadomo, to takie skomplikowane. – Iga spuściła wzrok. Anka znów zwróciła uwagę na jej czerwone oczy, zanim włosy zasłoniły jej twarz.

- Od kiedy jesteś taka nieśmiała? – Powiedziała już ciszej. – Jak wtedy na wycieczce dorwałaś tego aktora, Damiekowskiego, pamiętasz obciągnęłaś mu… - zachichotała najciszej jak umiała. – Opowiedziałaś wszystko ze szczegółami.

- Kogo to obchodzi, wtedy po prostu miałam ochotę się troszkę skurwić i tyle. Teraz, to może być coś więcej… A ten twój Romeo?

- Nie, nie! Nie odwracaj kota ogonem. – Ostrzegła. – Ty pierwsza.

- Znowu zaczęłam grać w tę grę co kiedyś.

- W tę, przez, którą nie wychodziłaś z domu dwa tygodnie?

- Tak, w nią.

- Ale co to…

- Beny przyszedł i inni, cholera naprawdę ich sporo… Choć się zjarać.

Beny, zdjął plecak i kiwnął głową do Toma. Chłopak natychmiast wyrwał się z objęć Lucy i podążył do łazienki. Za nimi zaraz wparował Mikser z uśmiechem na twarzy.

- No no pedałki, zamykacie się w kiblu… beze mnie…

- Cicho ciotko. – Przerwał stanowczo Beny pokazując towar. – Skąd tu kurwa tyle ludu.

- Mnie nie pytaj. – Mikser wyszczerzył jeszcze bardziej swoje białe niczym mleko ząbki.

- Zaprosił ich na fejsbuku… - Wyjaśnił szybko Tom.

– Widzę, że towaru jest tylko dla nas, więc nikomu go nie pokazujcie i pilnujcie jak oka w głowie.

- Tajes! – Mixer stanął na baczność, zasalutował, po czym wyciągnął z plecaka woreczek z ziołem i przystąpił do zwijania skręta. – O tym dziś marzyłem.

- Kurwa, gdybym wiedział, że będzie tyle ludzi, można by coś zarobić… - Myślał na głos Beny, niski chłopak przy kości ubrany jak raper w szerokie dżinsy i bluzę z kapturem. – Wiecie, chyba wrócę za jakiś czas. Bawcie się dobrze.

Beny zapakował towar do małej reklamówki i wręczył go Tomowi, po czym zdjął czapkę, ukłonił się i zmył się na jednej nodze z domu Lucy.

- Co to w ogóle za ludzie? – zapytał Tom, zajętego miksera.

- Chyba ze szkoły.

- Chyba?

- No skąd mam wiedzieć kto to zobaczył na fejsie? Może przyszli lokalni gwałciciele, wyluzuj stary, masz.

Tom chwycił skręta i natychmiast odpalił rozkoszując się uspokajającym dymem.

***

Wiesiek siedział ponury na kanapie, popijając leniwie piwo i patrząc na tańczący tłum. Z głośników Doda śpiewała o nowej szansie. Obok jakaś para prawie dławiła się swoimi językami, z tyłu rzygał metal, którego natychmiast spławił Tom kopniakiem w półprzytomny łeb. Na Wieśku to nie robiło wrażenia, od jakiegoś czasu miał depresję i wszystko go irytowało łącznie ze swoimi przyjaciółmi. Miał nadzieję, że za chwilę zmyje się niepostrzeżenie i wszyscy o nim zapomną tego wieczoru, a najlepiej na zawsze.

- Co się dzieje Wiesiu? – Chłopak poczuł irytację i wściekłość, kiedy Anka usiadła na boku kanapy, prawie na jego kolanach i odgarnęła mu z czoła rozczochrane, brązowe włosy. Wiesiek rzucił jej spojrzenie pełne pretensji, poczuł pogardę, której nie mógł opanować.

-Nic do cholery, przyszłaś na imprezę czy na kolejne spotkanie klubu anonimowego grubasa?! – Trafił w samo sedno, Ance łzy stanęły w oczach, wstała i rzuciła mu pytające spojrzenie. Nie mogła uwierzyć, że on coś takiego powiedział. Jej przyjaciele wiedzieli, że ma problem ze swoją wagą, mimo, że się odchudza i stara ćwiczyć, to jej organizm nie radzi sobie z przemianą materii jak innych. Anka nie była tłusta, miała małą nadwagę, a do tego była tęga i raczej wyróżniała się z tłumu.

Chciała go uderzyć, poczuła się zraniona, jak nigdy wcześniej, ale jedyne na co się zdobyła to lekki uśmiech, trochę drwiący, może zawierał nutkę wyrzutu. Wybiegła, mijając Miksera, który właśnie macał swojego nowego kolegę w kuchni. Musiała zaczerpnąć trochę powietrza.

Na dworze było zimno. Dziewczyna drżała, ale bardziej z nerwów. Z każdym dniem jej poczucie wartości malało coraz bardziej. Nie rozumiała dlaczego luzie wciąż ją ranią. Zawsze miała w sercu tylko miłość, dla każdego. Pragnęła rozmów, uśmiechu, trochę ciepła. Tylko, że wszyscy wokół za jej plecami wciąż robili jej przykrości.

Drzwi od domu znów się otwarły. Iga usiadła na schodach, tuż obok dziewczyny. Jak zwykle, skleciła szybko skręta i odpaliła od srebrnej, eleganckiej zapalniczki.

- Trzymaj mała.

Anka paliła kilka razy papierosy, zwykle wymiotowała po tym, ale teraz miała dziwną ochotę zapalić. Nigdy wcześniej nie miała do czynienia z marihuaną, potrafiła się bawić świetnie bez używek. Ale teraz nie miała ochoty na rozrywkę. Wzięła skręta od przyjaciółki i zaciągnęła się mocno, aż zakręciło jej się w głowie.

- Dlaczego tak musi być? Powiedz? – Mówiła przez łzy do koleżanki. – Dlaczego ludzie wokół się krzywdzą?

Iga skleciła jeszcze jednego dżointa, widząc jak szybko Anka pochłaniała swoją działkę.

- Mam ochotę na ciastko. Takie z kremem, na kruchym cieście.

- O czym ty mówisz? – zdziwiła się Anka.

- Ludzie pozostaną ludźmi. Ja po prostu zjadłabym ciastko, to jedyne lekarstwo na ludzi.

- Jakie jest lekarstwo dla mnie?

- Po prostu spróbuj zapomnieć. – Iga wzięła głęboki oddech, po czym wypuściła chmurę dymu z nozdrzy.

***

Lucy poczuła miętę. Koszula Toma traciła kolejne guziki, rozrywana przez jej drobne, lecz silne dłonie. Chłopak całował jej rozmazane różem szminki usta i pieścił jej tyłek. Wpadając co trochę na inne pary oraz meble. W końcu dostali się do łazienki. Tom wyrzucił z niej na półprzytomną laskę, która klęczała przed muszlą. Dziewczyna zwymiotowała, po czym musiała całkowicie odlecieć. Tom zamknął za nią drzwi i zabrał się do roboty. Spodenki Lucy gładko ześlizgnęły się z jej tyłka. Równie gładko poszło ze stanikiem, ale gdy został odpięty, bez zdejmowania bluzki, dziewczyna zastopowała chłopaka.

- Nie zdejmuj góry. – powiedziała, po czym, rozpięła rozporek Toma i zaczęła dotykać jego sprzętu, zapakowanego w ciasne, białe bokserki. Chłopak czuł jak twardnieje z każdym jej dotykiem. Jego prawa dłoń zawędrowała pod bluzkę i pieściła sterczącą pierś, a lewa wdzierała się za białe, koronkowe majtki. Dziewczyna zawyła z rozkoszy i ściągnęła spodnie Toma do kolan.

Chłopak po chwili przystąpił do dzieła, zsuwając nieco bokserki i zaczął rżnąć dziewczynę, kładąc ją wcześniej na pralce. Widział jak jej piersi unoszą się i opadają pod białą bluzką, jak jej odpięty stanik zsuwał się bezwładnie pod nimi. Czerwone, rozgrzane sutki przebijały się przez biel cienkiego materiału.

Po czterech minutach było po wszystkim. Lucy otarła pot z czoła i zeszła z pralki. Tom już podciągał spodnie z powrotem. I wtedy drzwi się otworzyły. Lucy natychmiast włożyła majtki i odsunęła się na bok, widząc jak do łazienki wbiega Anka i wymiotuje w kierunku sedesu. Za dziewczyną przybiegło kilka innych osób, mając niezły uwab, robiąc zdjęcia i kręcąc filmiki.

Lucy rozejrzała się jeszcze, ale Toma już nie było. Objęła Ankę, wytarła jej usta chusteczką i wyprosiła wszystkich z pomieszczenia.

- Dzięki Lu… - wybełkotała dziewczyna.

- Co się stało słońce, ty w takim stanie?

- Wiesz co jest najlepsze? Że od dwóch godzin powinnam być w domu.

- Może Iga cię podwiezie? Nie piła nic chyba.

- Nie kurwa. To jeszcze nie koniec.

Anka zwymiotowała po raz kolejny , otarła usta, oraz zapłakane oczy. Spojrzała w lustro po czym chwyciła niespodziewanie suszarkę do włosów i cisnęła ją prosto w swoje odbicie. Szkło rozsypało się na drobne kawałki.

- No to czeka mnie kolejnych siedem lat nieszczęść – powiedziała na głos, choć nie kierowała tych słów do nikogo konkretnego. – Żadna nowość.

***

- Już spadasz? – Mikser zatrzymał starającego się wymknąć Wieśka.

- Tak, mam już dość na dzisiaj. – wycedził zdawkowo chłopak.

- Nie bawisz się dziś zbyt dobrze, co? W przeciwieństwie do niej. – Mikser wskazał butelką piwa na tańczącą, a właściwie szalejącą Ankę w salonie, która w jednej ręce trzymała zapalonego dżointa a w drugiej butelkę z piwem. – Ona będzie miała przez to kłopoty.

Wiesiek tylko wzruszył ramionami i odwrócił się dając do zrozumienia, że chce już iść.

- Wiesz, kogoś mi przypominasz. – Ciągnął Mikser. – Kiedyś byłem dokładnie taki sam jak ty teraz.

- Kurwa Mikser, nie porównuj mnie do siebie, okej?

- Bo co, bo jestem pedałem? To chcesz powiedzieć? – Mikser natychmiast odpalił papierosa. – Pierdoli mnie to, ja przynajmniej mam przyjaciół. Jeszcze trochę i będziesz na świecie sam jak palec. Kurwa, patrz na nią, ona przez ciebie cierpi. – Chłopak znów wskazał na Ankę.

- Nie dbam o to.

Wiesiek otworzył drzwi i wyszedł, cały drżąc. Na dworze było zimno, temperatura oscylowała wokół zera. Chłopak włożył ręce do kieszeni i poszedł w kierunku przystanku autobusowego. Z każdym krokiem czuł się coraz bardziej nieswojo, a jego płuca paraliżował coraz większy, nieuzasadniony strach. Zatrzymał się i spojrzał za siebie. Trzech typów w bluzach z kapturami przyglądało mu się bacznie. Wiesiek rzucił się do ucieczki, a oni zaczęli biec za nim.

Z każdym metrem czuł się gorzej. Jego astma przypomniała o sobie ze zdwojoną siłą zaledwie po kilkudziesięciu metrach. Dopadli go, powalili jednym ciosem. Kilka butów wylądowało na jego brzuchu. Nos trysnął czerwoną eksplozją. Poczuł obcą rękę w swojej kieszeni. Napastnicy wyjęli portfel, zabrali co miał czyli koło dwudziestu złotych i rzucili mu nim w twarz, po czym odeszli. Wiesiek jeszcze długo leżał zanim podjechał autobus.

***

- Jesteś pewna, że nie masz dość? – Zapytał od zimna czerwony na twarzy Beny.

- Dajesz Beny. – sepleniła Anka, bujając się na krześle.

- Beny jesteś. – Wtrąciła się Iga, przebijając się przez tłum tańczących postaci po czym uściskała mocno przyjaciela. – Nie obraź się, ale myślę, że powinnyśmy z Anią przypudrować nos.

Anka po tych słowach upadła na podłogę. Do dziewczyny natychmiast przybiegła Lucy i pomogła Benemu i Idze podnieść koleżankę.

- Zapakujemy ją do mojego pokoju.

Trójka przyjaciół wdrapała się na piętro z półprzytomną koleżanką. Lucy położyła się przy niej, głaszcząc jej złote włosy.

- Nie rozumiem co wszyscy do niej mają – powiedziała do siedzących w rogu pokoju przyjaciół. – Przecież jest taka ładna, tylko trochę puszysta.

- Nie staraj się zrozumieć ludzi Lu. – Iga wstała i wyszła z pokoju zostawiając przyjaciółki i Benego razem.

- Zostaniesz przy niej? – spytał po chwili chłopak. – Mam trochę towaru do opchnięcia jeszcze.

- Pewnie Beny idź.

Z oka Lucy popłynęła łza jednak tego wieczora nikt jej nie widział. Dziewczyna pociągnęła nosem i przytuliła przyjaciółkę. W tle słyszała głośny bas muzyki. Przez okno wpadał blask księżyca i gwiazd, który oświetlał jej łóżko.

Tę krótką chwilę spokoju przerwał dzwonek telefonu.

- Dobry wieczór. – Przywitała się smutnym głosem Lucy. – Ania nie może wrócić dziś, źle się poczuła, wie pani, babskie sprawy. Wróci jutro rano, odprowadzę ją.

Lucy się rozłączyła. Nie miała ochoty na dyskusje z matką przyjaciółki. Dobrze wiedziała, że cokolwiek powie Anka i tak będzie miała straszną awanturę.

***

Anka z niedowierzaniem otwarła oczy. Na jej twarz padały promienie porannego, jesiennego słońca. Było wcześnie, koło ósmej. Dziewczyna sama nie wierzyła, że wstała tak wcześnie. Lucy jeszcze spała. Ktoś namalował jej na czole markerem napis „Dziwka

Link to comment
  • 3 weeks later...
Posted

W sumie z początku fajnie się to czyta jednak po kilkuset zdaniach musiałem przerwać lekturę. Pewnie dlatego, że opowiadania o zwyczajnym życiu nastolatków mnie nie interesują. Na drugim razem wybierz inny temat, umieść więcej opisów co do otoczenia w jakim znajdują się bohaterowie, staraj się wprowadzić do opowieści jakieś niespodziewane zwroty akcji, które zadziwią czytelnika, ponieważ opowiadania o rzeczywistości interesują bardzo wąski krąg odbiorców :)

Jeżeli chodzi o stylistykę całego tekstu to nie mam dostatecznej wiedzy, by wypowiedzieć się w tej kwestii

Link to comment

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
  • Who's Online (See full list)

    • michaelowax3
  • Najnowsze posty

    • Gloria
      Wracając do tematu, w liceum w Warszawie powstała łazienka stworzona z myślą o osobach niebinarnych, transpłciowych oraz nieokreślających się. https://polskatimes.pl/toaleta-dla-transplciowych-i-niebinarnych-dzieci-w-polskim-liceum-przemyslaw-czarnek-szalenstwo/ar/c1-16357345 https://twitter.com/PiotrW1966/status/1528438149243871235
    • Wulf
    • Wulf
      Chodzi o Klausa Schwaba, założyciela światowego forum ekonomicznego w Davos.  Chłopak przeczytał 1 książkę, oglądnął 2 filmy jej autorów na youtube i ewidentnie coś źle zrozumiał.  Inna sprawa, że łatwiej człowiekowi przelać nienawiść i frustracje na konkretną osobę, bo z kapitalizmem nic nie zrobi. 
    • wardrum
      Spotify. Brunetka czy blondynka? 
    • wardrum
      0/10
  • Recent Status Updates

    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      Serdecznie z tego miejsca pozdrawiam Wydział Ruchu Drogowego Komendy Powiatowej Policji w Starachowicach. Buziaczki <kiss> <kiss>
      · 0 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      Witam Was ponownie po rocznej nieobecności.
      · 5 replies
    • Kerosine

      Kerosine

      Ku pamięci wszystkich naszych bliskich, którzy nie mogą - już nie - zasiąść z nami do wigilijnego stołu i dla wszystkich tych, którzy musieli w kończącym się właśnie roku z kimś pożegnać. Czasami nie to, co jest, a to czego nie ma jest bardziej niż to, co jest.
      · 0 replies
    • Pizzaro

      Pizzaro

      Czy jest tutaj życie?
      · 3 replies
    • _Balladyna_

      _Balladyna_

      idę pogadać z siostrą

      · 0 replies
  • Popular Contributors

    1. 1
      yiliyane
      yiliyane
      11
    2. 2
      Kerosine
      Kerosine
      6
    3. 3
      Martusiaaaaaa92
      Martusiaaaaaa92
      2
    4. 4
      LaFleur
      LaFleur
      1
    5. 5
      Gloria
      Gloria
      1
  • Top użytkownicy (7 dni)

    wardrum
    wardrum
    21 posts
    Kerosine
    Kerosine
    18 posts
    yiliyane
    yiliyane
    16 posts
    Gloria
    Gloria
    12 posts
    Martusiaaaaaa92
    Martusiaaaaaa92
    7 posts
    Xantos
    Xantos
    4 posts
    Adam3344
    Adam3344
    4 posts
    kasia_demańska
    kasia_demańska
    3 posts
    dannonka
    dannonka
    3 posts
  • Top użytkownicy (miesiąc)

    Kerosine
    Kerosine
    45 posts
    wardrum
    wardrum
    39 posts
    yiliyane
    yiliyane
    29 posts
  • Top użytkownicy (rok)

    Kerosine
    Kerosine
    453 posts
    yiliyane
    yiliyane
    380 posts
    Gloria
    Gloria
    128 posts
×
×
  • Create New...
Please Sign In or Sign Up