Jump to content

Opowieść...


Ardar

Recommended Posts

Posted

Witajcie

Chciałbym wam podarować coś wyjątkowego, a mianowicie historie do ocenienia. Mam nadzieje na liczne komentarze z poprawkami odnośnie początku mojego opowiadania bo jak wiemy każdy początkujący nastolatek chcący zostać najemnikiem pióra często robi błędy, które wytrawne oko na pewno nie przeoczy. Jest to dopiero początek historii, którą mam zamiar rozwinąć na co najmniej 40 stron. Na razie mam 11 stron A4 zapełnionych literami, a wam wklejam 6 pierwszych. Jak dotąd moją twórczość widziało nieliczne grono czytelników i jestem ciekawy jak wy przyjmiecie to co z taką przyjemnością skrobałem przez najbliższe 5 dni :)

Zapraszam was do świata, który sam wykreowałem :)

DOM WARIATÓW

Starą schludnie pozamiataną ulicą przechadzał się niespełna 25 letni mężczyzna z burzą blond włosów niedbale zaczesaną na lewy bok. W ręku trzymał niewielką mapę z zapałem czegoś w niej poszukując. Po kilku minutach, nieznajomy w końcu znalazł stary pognieciony plan miasta, by niemal natychmiast schować go na swoje miejsce kontynuując swój gorączkowy marsz. Skierował się w stronę jednej z bocznych uliczek niewielkiego miasta posiadającego jeden z najstarszych szpitali psychiatrycznych w Polsce. Po drodze mijał zaniedbane budynki mieszkalne z farba płatami odchodzącą od niegdyś barwnych i zadbanych ścian. Droga, którą podążał prowadziła przez niewielkie osiedle mające swoje najlepsze lata dawno za sobą. Gdyby nie okoliczni przechodnie szybkim krokiem, podążający w stronę sobie tylko wiadomego celu, miasto mogłoby się wydać opuszczone. Blondyn powoli zbliżał się do niedaleko położonego szpitala, w którym znalazł upragnioną od dawna prace. Otaczające go widoki w miarę zbliżania się do nowego miejsca pracy zaczynały coraz bardziej niepokoić, a ludzkie twarze ledwo widoczne za grubej warstwy brudu pokrywającego szyby, wraz z zauważeniem uciekały w głąb domów niczym szczury z tonącego okrętu. W oddali mężczyzna ujrzał szary budynek wielkością przypominający niewielki market handlowy. Przyspieszył kroku chcąc zgubić nieufne spojrzenia śledzące go z wnętrz zaniedbanych domostw. Jego ciężkie buty uderzały z łoskotem w chodnik przerywając nienaturalną cisze zaułka, do jakiej przyzwyczajeni byli jego mieszkańcy. Psychiatryk stał w znacznym oddaleniu od innych budynków niczym outsider wśród grupy popularnych nastolatków. W końcu kroki 23-latka zachrzęściły na żwirze, którym wyłożony był podjazd tego nienaturalnie cichego zabudowania. Słońce powoli zaczynało zanurzać się w miękkiej ziemi ustępując miejsca nikłemu blaskowi pełnego księżyca. Budynek wyglądał na bardzo stary ze spadzistym dachem, licznymi oknami oraz niewielkimi kolumnami, którymi podparte było zadaszenie, mógł uchodzić za zabytek renesansowy z XVII wieku. Większość okien była otwarta, a ciężkie żeliwne kraty strzegły jedynej drogi ucieczki w tym zapomnianym przez boga budynku. W jednym z okien uwieszając się leniwie na kratach wisiał młody mężczyzna tęsknie spoglądając ku zachodzącemu na horyzoncie słońcu. Spojrzał się w stronę nieznanego mężczyzny na podjeździe. Jego smutne spojrzenie zatrzymało się na chwile wnikliwie badając nowego pracownika ośrodka by następnie na nowo powrócić to łapczywego pochłaniania ostatnich promieni zachodzącego słońca. Damian wywołał na twarzy uśmiech chcąc dodać trochę otuchy zarówno sobie, jaki i pacjentowi. To miejsce zaczynało mu się coraz mniej podobać w miarę jak jego posępność przesłaniała nieliczne pozostałe zalety, jakie go tu sprowadziły. Podszedł do ciężkich dębowych drzwi z mosiężną klamką oraz kołatką w kształcie głowy lwa, która jak wszystko w tym miejscu wręcz emanowała smutkiem i niespełnionymi marzeniami. Blondyn zapukał do drzwi nie chcąc wpadać w kontakt z niegdyś złotym, a obecnie brudnym i podejrzanie brązowym metalem. Po trzech uderzeniach kłykci w spróchniałe szare drzwi, podwórze zasnuła przeraźliwa cisza przerywana niekiedy odległymi jękami z głębi psychiatryka. W górnej części drzwi na poziomie twarzy młodego mężczyzny pojawiła się para zielonych oczu przenikliwie wpatrująca się w nieznajomego przybysza. Damian nieprzygotowany na taki obrót spraw, cofnął się nieznacznie zapalając w tajemniczych oczach iskierki rozbawienia. Po krótkiej chwili ze szczeliny wydobył się ciepły kobiecy głos zupełnie niepasujący do otaczającego go krajobrazu:

- Witam. Proszę się przedstawić i podać powód swojej wizyty

- Dzień Dobry. Nazywam się Damian Narwicki i przyszedłem tu w sprawie pracy. Zdałem już wszystkie testy opieki nad chorymi i przydzielono mnie do państwa placówki.

-Wyrazy współczucia dla pańskiej osoby. Już otwieram zanim zdąży pan zwiać jak poprzedni pracownicy.

Ciężkie drzwi uchyliły się do środka odsłaniając przed Damianem śnieżno-biały korytarz prowadzący w głąb ponurego budynku. Wnętrze pomieszczenia wypełniał specyficzny zapach szpitalnych medykamentów, jaki codziennie czuli budzący się w nim pacjenci. Niskie obcasy uderzały o białą marmurową podłogę, a wywołany stukot rozchodził się po nienaturalnie cichym pomieszczeniu. W niewielkim oddaleniu od drzwi przystanęła korpulentna kobieta w wieku powoli zbliżającym się ku sześćdziesiątce. W lekarskim kitlu oraz z krótko przystrzyżonymi włosami zawiązanymi w niewielką kitę z tyłu głowy, można było ją porównać do dobrotliwej matki mającej piecze nad swymi umysłowo chorymi dziećmi. Spojrzała się z ciepłym uśmiechem na nowo przybyłego pracownika chcąc dodać mu nieco otuchy w czekającej go niebawem pracy. Damian przekroczył próg pomieszczenia stając naprzeciwko brązowo włosej kobiety. Z uwagą wpatrywał się w jej zielone oczy próbując odgadnąć, jakie to jeszcze tajemnice skrywa w głębi swego umysłu.

- Nie będzie pani miała nic przeciwko, jeżeli spytam się z jakiego powodu uciekli moi poprzednicy.

- Pytaj śmiało po to tu jestem aby udzielać ci odpowiedzi. Witam cię w skromnych progach ośrodka Wiosenna Polana. Ja nazywam się siostra Gertruda i z przyjemnością oprowadzę cię po twoim nowym miejscu pracy – uśmiechnęła się promiennie. Wydawało się, że zamiast zwiedzania ponurego zakładu psychiatrycznego przeniosą się do wesołego miasteczka. Co najdziwniejsze Damian nie spostrzegł w kobiecie żadnych sztucznych zachowań. Jej radość, choć dosyć niespodziewana była jak najbardziej szczera, z tonu głosu dobierającego słowa, można by wywnioskować, że ta praca jest spełnieniem jej najskrytszych marzeń. Mężczyzna przywołał na twarzy coś na kształt uśmiechu by nie przygasić entuzjazmu kobiety stojącej tuż przed nim.

-To wspaniale. Siostro Gertrudo …

- Wybacz nie wspomniałam ci o jednym. Do personelu szpitala zwracaj się po imieniu, to pomaga nam wszystkim utrzymać rodziną atmosferę wsparcia i zaufania jak między nami panuje. Nie masz nic przeciwko, prawda.

- Ależ skąd. Gertrudo moglibyśmy już zacząć zwiedzanie??? Wybacz moją niecierpliwość, ale dużo ciekawych rzeczy słyszałem o tym miejscu, dlatego jak najszybciej chciałbym oddzielić prawde od fikcji, której z pewnością dużo jest w zasłyszanych przez mnie opowiadaniach.

- Ależ niecierpliwy- Kobieta uśmiechnęła się czule- Bardzo przypomina mi pan mojego syna, też ma takie wspaniałe blond włosy jak pan. Pewnie w godzinach wolnych wręcz nie może się pan odpędzić od fanek co ??

-Cóż nie narzekam, jeśli o to pani chodzi.- starałem się ukryć rozdrażnienie za maską przymilnego uśmiechu- Możemy kontynuować…

- Tak tak. Wybaczy pan, ale na starość trochę pamięć mi szwankuje proszę za mną –odparła nieco zmieszana. Kobieta ruszyła przed siebie pewnym krokiem, a jej obcasy wydawały rytmiczne stukanie podobne do uderzeń stalowego młotka w niewielki gwóźdź. Kobieta powolnym krokiem znikała tuż za zakrętem białej ściany. Damian nie chcąc się zgubić w tym wielkim i podobnym do starego lochu budynku, zatrzasnął za sobą drzwi zrywając się do biegu by dogonić już znacznie wyprzedzającą go staruszkę. Za zakrętem gdzie jeszcze przed chwilą zniknęła pielęgniarka wąski korytarz rozdzielał się na dwie odnogi wyglądające niemal tak samo w nikłym świetle energooszczędnej żarówki. Z lewego tunelu dochodził oddalający się dźwięk rytmicznych uderzeń, co przeważyło o jego wyborze. Mężczyzna kierując się za nieustannym stukotem w końcu dogonił równomiernie oddalającą się pielęgniarkę, która stała u progu kolejnych metalowych drzwi uśmiechając się przepraszająco.

-Wybacz nie wiedziałam, że nie nadążasz

Damian kolejny raz przywołał na twarzy już nie tak wesoły uśmiech bagatelizując sprawę pojedynczym machnięciem renki

- Gdy tak za p… za tobą goniłem zauważyłem drugi korytarz, który opadał nieznacznie w dół. Co tam jest jeżeli można się spytać

Kobieta krótko przytaknęła głową z roztargnieniem poszukując kluczy w kieszeniach lekarskiego kitla. Ze wzrokiem utkwionym w wypchanych kieszeniach odparła:

-Damianie nie radziłabym tam zaglądać chyba, że na własną odpowiedzialność. Niemna tam nic niebezpiecznego, ale podobno było tam kiedyś laboratorium doktora Schraimera. O ile mnie pamięć nie myli był naukowcem, a właściwie chemikiem. Po jego śmierci nikt nie był chętny do kontynuowania jego badań, więc nikt nie zajmował się tymi wszystkimi substancjami, które zostały przez niego wykonane. Kilka dni po śmierci doktora, jeden z jego asystentów rozlał przez przypadek jakąś substancje. Nie wiemy, co to było. ale ten człowiek po wyjściu z dolnych pięter legł na ziemi ledwo wydostając się z trujących oparów. Poprzednia dyrekcja szpitala z braku środków na zajęcie się tym problemem kazało zabić deskami drzwi prowadzące do niższych sali. Kilka osób wierzy, że być może trujące opary już dawno zniknęły, ale po co ryzykować. Tutaj na górnym piętrze i tak mamy wystarczająco miejsca. O proszę w końcu się znalazł!!!! – pielęgniarka wzniosła nieznacznie klucz w geście zwycięstwa by zaraz potem włożyć go do żelaznego zamka stalowych drzwi. Damian w pierwszej chwili nie zwrócił na to uwagi, jednak po bliższym przyjrzeniu zauważył, że drzwi na pierwszy rzut oka wykonane z drewna w rzeczywistości zbudowane były z ciężkiego kawałka stali ze specjalnie utwardzonymi zawiasami. Kobieta po trzecim z kolei przekręceniu klucza zaczęła siłować się z żelaznym uchwytem kilkudziesięciu kilogramowych drzwi. Mężczyzna ruszył kobiecie z odsieczą obiema rękami ciągnąc za wystające z metalu mocowanie. Drzwi powoli ustąpiły otwierając przejście w głąb korytarza i ciężkich drzwi ustawionych w rzędach naprzeciwko siebie. Gertruda z wdzięcznością spojrzała na nowego pracownika ścierając kropelki potu z szyi oraz czoła. Chłopak zapominając dobrym wychowaniu szybkim krokiem wkroczył do kolejnego korytarza ciągnącego się aż do północnej ściany szarego budynku. Na ścianach, powieszone zostały piękne obrazki mogące wyjść z pod ręki modernistycznego artysty oraz prymitywne rysunki wyglądające na prace małych jeszcze dzieciaków. Po za obrazkami i ciężkimi wzmacnianymi drzwiami przedpokój nie różnił się niczym od poprzednio przemierzonych korytarzy. Damianowi niewielki szpital skojarzył się z zamkniętym więzieniem bez jakiejkolwiek drogi ucieczki. Zadrżał na samą myśl zamknięcia w tak smutnym budynku, którego każda część przypominała o smutku i tęsknocie panującej w umysłach nieuleczanie chorych pacjentów. Obiecał sobie, że zrobi wszystko by mieszkający tu ludzie zaznali choć chwilę radości, która przerwie wszechogarniającą wszystko samotność nieprzerwanie panującą w murach tego zakładu. U jego boku po raz kolejny przystanęła tęgiej postury staruszka wpatrując się z dumą w powieszone na korytarzu obrazki.

-To dzieła naszych podopiecznych – odparła z uśmiechem wpatrując się w najbliżej położone zdjęcia- niektórzy z nich mają prawdziwy talent w malarstwie, a inni kompletnie się na tym nie znają. Obrazy zarówno piękne jak i te o stosunkowo gorszej estetyce powieszamy w tym korytarzyku by, żadnemu z nich nie zrobiło się przykro z powodu odrzucenia jego pracy. Razem zgromadziliśmy około 500 rysunków, którymi równo zapełniamy białe ściany tego pomieszczenia. Czy to nie jest wspaniałe jak sztuka potrafi się rozwinąć nawet w murach tak wyjątkowego budynku??

Damian nieznacznie kiwnął głową z uwagą przypatrując się najbliżej położonym obrazkom. Większość z nich istotnie była pięknie wykonana, ale ich tematyka przedstawiała niespełnione marzenia, smutki codziennego dnia oraz rzeczy, za którymi więźniowie tego nieoficjalnego więzienia tęsknili najbardziej. Na najbliższym obrazie widniał wspaniały zachód słońca oraz mężczyzna zamknięty w stalowej klatce. Jego głowa zwrócona była w stronę znikającego słońca, a po twarzy spływała pojedyncza łza dołączając do kolejnych tworzących niewielkie kałuże w środku klatki. Nad klatką stał nieduży przygarbiony cień mogący być zarówno drzewem jak i człowiekiem. Cień pochylał się nad uwięzioną postacią zasłaniając ostatnie promienie słońca, które więzień wychwytywał z takim uporem. Patrząc na ten prosty obrazek Damian przypominał sobie młodego mężczyznę z utęsknieniem wpatrującego się w słońce powoli zachodzące na błękitnym horyzoncie zasłanianym przez niewielkie domki tworzące rozległe osiedla tego smętnego miasteczka. Podświadomie przypomniał sobie jego twarz widzianą zza rzędu żelaznych krat oddzielających go od świata zewnętrznego. Spojrzał na niską staruszkę, która z dumą przyglądała się powieszonym przez pracowników obrazkom. Nie chcąc komentować tematyki rysunków przypomniał kobiecie o jej niedawno złożonej obietnicy.

- Gertrudo rysunki są wspaniałe. Naprawdę nie mogę się do czekać zwiedzenia reszty tego nietuzinkowego budynku

Kobieta otrząsnęła się z transu kierując wzrok ku drzwiom naprzeciwko siebie. Ruszyła powolnym krokiem w stronę wzmacnianych metalem drzwi z rozkoszą przypatrując się każdemu z obrazów psychicznie chorych podopiecznych. Ponownie rozpoczęła gorączkowe poszukiwania odpowiedniego klucza, przetrząsając kieszenie kitla wypchane kluczami oraz innymi metalowymi przedmiotami. Nie przerywając swoich poszukiwań odezwała się do Damiana tonem luźnej pogawędki mającej umilić im ten krótki czas poświęcony na mozolne przetrząsanie kieszeni:

-Teraz wprowadzę pana do naszej dyżurki gdzie odpoczywamy po zajęciach z podopiecznymi. O tej godzinie powinno być tam stosunkowo pusto. W środku zapewne przebywają Marek oraz Żaneta. Na pewno ich pan polubi, Marek jest naszym lekarzem i dyżuruje w nocy na zmianę z Tadeuszem. Nasza Żanetka jest jednym z opiekunów ośrodka podobnie jak pan. Opiekunowie powinni dbać o to by podopiecznym naszego ośrodka nigdy niczego nie brakowało, są także odpowiedzialni za cogodzinne kontrole pokojów, nawet w nocy. Zawsze lekarz oraz opiekun, zmuszeni są zostać na nocy w ośrodku, aby dbać o bezpieczeństwo oraz zdrowie naszych pacjentów. Po za Mną, Markiem oraz Żanetą w szpitalu pracuje jeszcze 6 osoby. Tadeusz drugi lekarz, Jadwiga i Renata zajmujące się sprzątaniem oraz praniem, Krystyn odpowiedzialny za posiłki, Waldemar zajmujący się biurokracją a jednocześnie będący naszą złotą rączką oraz Marcin drugi opiekun. Marcin oraz Waldemar postanowili wykorzystać swój miesięczny urlop tak więc nad papierkową robotą czuwam ja. Pan dostanie posadę drugiego opiekuna, dogada się pan z Żanetą, co do nocnej i dziennej zmiany by dziewczyna nie musiała przemęczać się tak jak przez ostatnie 2 dni, gdy zabrakło między nami Marcina. Wierze, że praca tutaj bardzo się panu spodoba, właściwie co pana pokusiło aby zgłosić się do pracy w naszym ośrodku???- spytała na kilka chwil przerywając systematyczne przetrząsanie głębokich kieszeni. Wpatrywała się z uwagą w mężczyznę zastanawiając się nad jego odpowiedzią. Damian zwlekał chwile z udzieleniem odpowiedzi na to pytanie. Było wiele różnych powodów, dzięki którym ostatecznie zdecydował podjąć się tego niełatwego zadania opieki nad umysłowo chorymi pacjentami. Po chwili namysłu postanowił odpowiedzieć zgodnie z prawdą, która ostatecznie przeważyła o wyborze jego zawodu:

-Cóż zawsze pragnąłem pomagać ludziom, którzy tej pomocy najbardziej potrzebowali. Gdy zauważyłem, że brakuje wam personelu postanowiłem przyjąć posadę w jednym z największych i najbardziej wyspecjalizowanym ze szpitali. Słyszałem, że w murach tego budynku mieszkają także osoby, które być może już nigdy nie zdołają dojść do siebie po przeżytych doświadczeniach. Zamykają się w okowach własnego umysłu dobrowolnie godząc się na wieczne uwięzienie w tym budynku. To właśnie takich ludzi zostałem tym, kim jestem przynajmniej tak mi się zawsze wydawało. Na pewno pa… Na pewno mnie rozumiesz Gertrudo.

-ehh co za zapał –kobieta tęsknym wzrokiem spojrzała w przeszłość- ja również w młodości myślałam, że zdołam naprawić cały świat. Teraz …

-Teraz codziennie pomagasz mieszkającym tu pacjentom dają im pewność, że mogą liczyć na kogoś więcej niż na siebie samych. Dzięki tobie być może wielu z nich w przyszłości będzie wstanie wrócić wśród ludzi by wieźć normalny żywot nie martwiąc się demonami, jakie ich to tej pory nawiedzały. Naprawiasz świat, nie na tak wielką skale jak byś chciała, ale robisz wszystko, co możesz by uczynić go lepszym dla mieszkających tu pacjentów i tego z całego serca ci zazdroszczę.

Kobieta uśmiechnęła się poruszona do głębi słowami młodego pracownika. W jej oku zaległa niewielka łza, którą niezauważanie starła szybkim ruchem wolnej ręki. Z wdzięcznością pokiwała głową w stronę, stojącego przed nią mężczyzny bojąc się okazać jak bardzo potrzebowała słów zachęty w swoim działaniu. Po kilku sekundach otworzyła drzwi gestem nakazując Damianowi by podążył za nią. Za ciężkimi drzwiami znajdował się pokój, wyraźne niepasujący do ogólnej atmosfery tego ponurego budynku. Pierwszą rzeczą rzucającą się w oczy po wejściu do tego przytulnego i wygodnego pokoju był brak krat w jakimkolwiek z dwóch okien wychodzących na morze złocistego zboża łagodnie kołyszącego się w podrygach wiosennego wiatru. Ściany w odróżnieniu od korytarzy były pomalowane na beżowy kolor idealnie kontrastując z czerwoną kanapą umiejscowioną zaraz przy drewnianym stoliku mającym swoje najlepsze lata już dawno za sobą. Przy oknach wychodzących na wschód budynku, ustawione były trzy niewielkie jedno osobowe łóżka schludnie pościelone i przykryte jaskrawo czerwoną kapą. Na ścianach wisiały wspaniałe obrazy przedstawiające krajobrazy z całego świata i kraj. W kącie wisiał kolorowy kalendarz ze zdjęciami pór roku. Obecnie prezentował wspaniałe łany zbóż porównywanie piękne jak te znajdujące się za otwartymi na oścież oknami, przez które ciepłe powietrze czerwcowego wieczora wlatywało do pogrążonego w beżu i czerwni pokoju. Kanapę zajmowała rudowłosa kobieta w skąpej koszuli na ramkach oraz sztruksowych dżinsach, o które oparła kubek parującej kawy trzymany w obu schludnie pomalowanych dłoniach. Damian rozpoznał w niej drugiego opiekuna zajmującego się chorymi. Jej urodziwa twarz odznaczała się już pierwszymi oznakami zmęczenia po dwóch dniach ciągłego czuwania nad psychicznie chorymi pacjentami. Kobieta w pierwszej chwili nie zauważając nowo przybyłych gości wydała z siebie serie ziewnięć stłumionych dopiero dużą porcją kawy, której przyjemny zapach zapełnił niemal całe pomieszczenie. Gertruda wydała z siebie serie niezidentyfikowanych dźwięków mających powiadomić zaspaną opiekunkę o naszym przybyciu. Żaneta podniosła zaspane spojrzenie napotykając na swojej drodze dwie pary oczu z rozbawionymi uśmieszkami przyklejonymi do ust. Dziewczyna spłonęła rumieńcem posyłając zakłopotany uśmiech w stronę nowo przybyłych gości. Zaspanym spojrzeniem próbowała rozpoznać stojące przed nią postacie. Podniosła się z kanapy chwiejąc się nieznacznie. Skierowała swoje zamglone spojrzenie w stronę niedaleko stojącej Gertrudy. Odezwała się głosem, w którym dało się słyszeć wszystkie nieprzespane godzinny, poświęcone na opiekę nad chorymi pacjentami.

-Gertrudo nareszcie przyprowadziłaś mi zmiennika. O boże nie wiem czy zdołałabym wytrzymać kolejną nieprzespaną noc przy akompaniamencie tych ciągłych jęków zza ściany.

-Żanetka możesz już iść do domu, wytłumaczę wszystko Damianowi oraz powiadomię go o jego obowiązkach. Prześpij się kochana zasłużyłaś sobie na długi i spokojny sen- odparła z wyraźną troską malującą się w głosie.

-Tak masz racjeeeee… Potrzebuje porządnego snu

Damian wtrącił się do rozmowy przyciągając spojrzenie obu znajdujących się w pokoju kobiet:

-Sądzę, że mógłbym popracować zarówno dziś w nocy jak i jutro od rana do wieczora, tak więc proszę się zdrowo wyspać. O sprawach zawodowych porozmawiamy za 24 h

Żaneta uśmiechnęła się do niego przymilnie, a Gertruda pokiwała głową z wyraźną aprobatą. Kobiety wymieniły między sobą porozumiewawcze spojrzenie trwające mniej aniżeli kilka sekund by następnie słowa mężczyzny, jako pierwsza mogła skwitować opiekunka:

-To bardzo miło z twojej strony. Nie myślałam, że przyślą nam tutaj prawdziwego dżentelmena. Z radością wykorzystam twoją wspaniałomyślną ofertę. Jeśli kiedyś będę mogła się odwdzięczyć proszę śmiało mówić

-Żaden problem

-Mam nadzieje, że zostaniesz u nas na dłużej ???-Spytała z zaciekawieniem Gertruda, podczas gdy Żaneta rozpoczęła pakowanie nieprawdopodobnie dużej, hebanowej walizki- szkoda by było gdybyś tak szybko nas opuścił

-Nie mam zamiaru opuszczać tego miejsca. Jest w nim coś co sprawia, że człowiek ani myśli opuszczać murów tego domostwa dopóki nie odkryje wszystkich znajdujących się w nim tajemnic.

-Tu lepiej jest nie szukać tajemnic, one zazwyczaj same cię znajdują –odpowiedziała złowieszczo – Nie powiedziałam ci dlaczego jest nas tu tak mało. Reszta personelu wysyłana nam z różnych miast po prostu boi się tu przyjeżdżać.

- Z jakiego powodu jeśli można spytać

- Między kilkoma pacjentami panuje przeświadczenie, oprócz pacjentów i personelu ktoś jeszcze mieszka w tym budynku. Nazywają go doktorem i upierają się, że przychodzi w nocy do ich pokoi, aby odebrać im resztki świadomości. Z początku byliśmy tym bardzo zaniepokojeni i zwiększyliśmy ilość nocnych kontroli. Za każdym razem gdy wchodziliśmy do pokoi panowała w nich cisza i spokój, a na żadnego doktora się nie natknęliśmy. Naszą naiwność wykorzystał jeden z pacjentów, który prawdopodobnie wymyślił całą tą historie i przekonał swoich chorych kolegów o jej prawdziwości. Tej nocy sprawdzaliśmy wszystkie pokoje jednocześnie i nie umyślnie zostawiliśmy uchylone drzwi do jednego z nich. Pacjentowi udało się zbiec, choć jego leczenie nie doszło nawet do półmetka. Szukaliśmy go wiele dni w okolicznych wsiach oraz miasteczkach, niestety bezskutecznie. Zawiedliśmy na całej linii zarówno ja jak i cały personel, czego do dziś nie możemy zapomnieć.

-A reszta personelu opuściła szpital ponieważ zobaczyła tego ducha ???- spytał zaciekawionym głosem

-Nie. Po prostu nie dali rady tu pracować. Zostali od razu rzuceni na głęboką wodę i bali się zatonąć, dlatego odeszli.

-Ich strata mój zysk

-Jestem zadziwiona, nie słyszę w twoim głosie ani grama strachu-Gertruda ze zdziwieniem pokręciła głową- inni pracownicy podczas opowiadania tej historii trzęśli się jak osiki. Naprawdę jestem pod wrażeniem…

-Gertrudo, ja nigdy nie wierzyłem w takie bajki- mężczyzna uśmiechnął się dobrodusznie- Już, jako nastolatek śmiałem się z tych wszystkich potworów pokazywanych we współczesnych horrorach. Zawsze brałem je za wytwór chorej wyobraźni jakiegoś scenarzysty czy pisarza, który z butelką wódki w ręce próbował wymyślić coś, co tak naprawdę istniało tylko w jego mrocznej podświadomości. Podczas nauki na opiekuna spotkałem się z wieloma przypadkami gdzie chorych psychiczne pacjentów dręczyły przedziwne monstra znikające i pojawiające się ni stąd ni zowąd. Te jęki z za ściany mogą być pewnym nieudogodnieniem, do którego zawsze z czasem można się przyzwyczaić.

Kobieta spojrzała na niego radośnie się uśmiechając.

-Cieszę się, że pan do nas dołączył.

-Ja również się z tego cieszę…

Rozmowę przerwało nagłe pojawienie się chwiejącej Żanety dźwigającej na ramieniu torbę wielkości średniego kufra i przypuszczalnie o podobnej do niego wadze. Kobieta skierowała się ku wyjściu ledwo dochodząc do nieznacznie uchylonych drzwi prowadzących wprost na pokryty bielą korytarz. Damian szybko podbiegł do kobiety by wziąć od niej ciężką skórzaną walizkę, ważącą więcej aniżeli cały jego dobytek razem wzięty. Gdy odległość między nimi drastycznie się zmniejszyła, Damian zaczął dostrzegać coraz więcej oznak nie wyspania i skrajnego wyczerpania. W ledwo przytomnych oczach dziewczyny mężczyzna spostrzegł iskierki wdzięczności. Zaraz potem Żaneta oparła się o niego całym ciężarem ciała wprost przygniatając go do znajdującej się niedaleko ściany. Gertruda pospieszyła z pomocą biorąc w ręce podręczną torbę wielkości niewielkiego piekarnika, z dużym wysiłkiem odsunęła torbę na bok cicho przy tym przeklinając. Odezwała się z wyrzutem patrząc się na nadzwyczajnie ciężki bagaż:

-Żaneta, co ty tam nosisz. Przypadkiem nie podkradasz nam cegieł ze ścian???-odrzekła kopiąc ze złością przeraźliwie dużą torbę. Zaraz później złapała się za prawą nogę podskakując w sposób, który uczciwie można by nazwać komicznym. Damian podtrzymał słaniającą się na nogach opiekunkę z uporem prowadząc ją w stronę 3 dokładnie pościelonych łóżek w koncie pokoju. Uśmiechnął się do nowej koleżanki dodając jej nieco otuchy w tym powolnym marszu w stronę upragnionego snu.

-Było by znacznie bezpieczniej gdybyś tą noc spędziła w ośrodku, bo dojść do domu raczej już nie będziesz w stanie. Nie masz nic przeciwko, prawda??

-Niiiiieee- odparła wydając z siebie dźwięk mogący być zarówno słowem jak i potężnym ziewnięciem skierowanym w stronę stopniowo zbliżającego się łóżka.

Podczas gdy Gertruda z trudem odsunęła walizkę w kąt pomieszczenia, Damian zdążył już delikatnie ułożyć kobietę w pozycji embrionalnej przodem do otwartego okna wychodzącego na pogrążone w ostatnich promykach słońca pole. Zdjął kobiecie buty na niewielkich obcasach jednocześnie przykrywając ją cienką wełnianą kołdrą w niewielkie kwiatowe wzory. Kobieta w kontakcie z miękką kołdrą westchnęła przeciągle odwracając się do ciągle nad nią stojącego mężczyzny. Z na wpół zaspanym na wpół figlarnym uśmiechem odezwała się do niego w charakterystyczny sposób przeciągając ostatnie sylaby każdego słowa:

-Mmmm aż zaczynam żałować, że mam już chłopaka. Jesteś taki…

-Zapewniam cię, że ja też nad tym ubolewam, teraz powinnaś się skupić bardziej na śnie, którego tak drastycznie potrzebujesz – odrzekł ze szczerym uśmiechem przerywając wypowiedzenie słów, których po przebudzeniu mogłaby żałować. Dziewczyna kiwnęła głową niemal natychmiast zapadając w głęboki sen, w tej chwili nawet cała orkiestra dęta nie byłaby jej wstanie dobudzić.

Kilka metrów od niego stała uśmiechnięta Gertruda z aprobatą kiwając głową. Damian posłał jej pytające spojrzenie, odpowiedź na nie dostał niemal od razu:

-Takich ludzi jak ty najbardziej potrzebujemy. Opiekuńczy, ale jednocześnie znający granice, której nie należy przekraczać. Będzie z ciebie wspaniały opiekun i być może dzięki pana pomocy, w końcu uda nam się pomóc tym, dla których przestano rokować jakąkolwiek nadzieje na ozdrowienie.

-Przecenia mnie pani nie sadzę abym był w stanie…

PROSZĘ TEGO NIE KOPIOWAĆ ANI NIE ROZPRZESTRZENIAĆ PO ZA TO FORUM

ZACHOWUJE WOBEC TEGO UTWORU WY

Link to comment

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
  • Who's Online (See full list)

    • yiliyane
    • dannonka
  • Popular Now

  • Najnowsze posty

  • Recent Status Updates

    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      Serdecznie z tego miejsca pozdrawiam Wydział Ruchu Drogowego Komendy Powiatowej Policji w Starachowicach. Buziaczki <kiss> <kiss>
      · 0 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      Witam Was ponownie po rocznej nieobecności.
      · 5 replies
    • Kerosine

      Kerosine

      Ku pamięci wszystkich naszych bliskich, którzy nie mogą - już nie - zasiąść z nami do wigilijnego stołu i dla wszystkich tych, którzy musieli w kończącym się właśnie roku z kimś pożegnać. Czasami nie to, co jest, a to czego nie ma jest bardziej niż to, co jest.
      · 0 replies
    • Pizzaro

      Pizzaro

      Czy jest tutaj życie?
      · 3 replies
    • _Balladyna_

      _Balladyna_

      idę pogadać z siostrą

      · 0 replies
  • Popular Contributors

    1. 1
      yiliyane
      yiliyane
      8
    2. 2
      Kerosine
      Kerosine
      3
    3. 3
      kasia_demańska
      kasia_demańska
      1
    4. 4
      Xantos
      Xantos
      1
    5. 5
      Gloria
      Gloria
      1
  • Top użytkownicy (7 dni)

    yiliyane
    yiliyane
    39 posts
    wardrum
    wardrum
    19 posts
    Kerosine
    Kerosine
    17 posts
    Gloria
    Gloria
    11 posts
    Martusiaaaaaa92
    Martusiaaaaaa92
    5 posts
    Adam3344
    Adam3344
    4 posts
    Xantos
    Xantos
    4 posts
    supermati2009
    supermati2009
    3 posts
    kasia_demańska
    kasia_demańska
    3 posts
  • Top użytkownicy (miesiąc)

    yiliyane
    yiliyane
    53 posts
    Kerosine
    Kerosine
    50 posts
    wardrum
    wardrum
    46 posts
  • Top użytkownicy (rok)

    Kerosine
    Kerosine
    457 posts
    yiliyane
    yiliyane
    403 posts
    wardrum
    wardrum
    129 posts
×
×
  • Create New...
Please Sign In or Sign Up