Jump to content

Więzi międzyludzkie


NYC

Recommended Posts

1.Ile potrzebujecie czasu, aby zbliżyć się do drugiej osoby i odczuć, że coś Cię z ta osobą łączy?

Bardzo niewiele, od 5 minut do 6 godzin max.

2.Jeśli już mocno zżywacie się z kimś to jak silna jest ta więź? Ile może przetrwać? Co w stanie jesteście zrobić dla tej osoby? Jak przeżywacie rozstania z ta osobą ( wszelakie rozstania te czasowe i na zawsze)?

Silna jak diabli. Rozstania - bardzo bolesne, ale zawsze zostaje we mnie ta część, która mi przypomina, że wkrótce znowu ją zobaczę.

3.Bylibyście w stanie zżyć sie z kimś tak,z e nie wyobrażacie sobie absolutnie istnienia bez niej, a na myśl o rozstaniu z nią, jej śmierci napawa Was paniczny strach, albo jak nie dzwoni to budujecie sobie czarne scenariusze?

Już nie aż tak, jeszcze parę lat temu zrobiłbym w swojej głowie taki armageddon jakby mi dziewczyna nie dzwoniła, że największym pisarzom się to nie śniło.

Link to comment
  • 3 weeks later...

Bardzo łatwo się przywiązuję, dlatego ciężko znoszę wszelkie rozstania. Zawsze się angażuję i gdy ktoś odchodzi, czuję się obdarta z tej cząstki siebie, którą włożyłam w tę relację. Szybko czuję się z kimś związana i od początku dbam o znajomość. Dla mnie wszyscy bliżsi znajomi i przyjaciele są bardzo ważni i nie wyobrażam sobie, że miałoby ich nie być. Uwielbiam to przywiązanie, bycie od kogoś uzależnionym i wierne trwanie, dopóki nie nadejdzie moment pożegnania. Wiele razy dostało mi się od życia za to, że za dużo serca wkładam w znajomości, ale chyba nigdy nie będzie to dla mnie nauczką na przyszłość.

Link to comment
  • 2 months later...

Hmm... gdy tak to czytam, to aż się przeraziłam. Chyba nie ma nikogo tak bardzo bliskiego dla mnie. Owszem, kocham mocno moje rodzeństwo, siostrę i brata. Myślę, że dla nich mogłabym zrobić bardzo wiele, bo są bez względu na wszystko. Co by się nie działo - mamy siebie. Jeśli chodzi o koleżanki i kolegów. Kiedyś dużo się przejechałam na relacjach z przyjaciółkami, koleżankami. Dlatego od długiego czasu mam duży dystans do ludzi. Szkoda by inni cierpieli przez to co zrobił ktoś inny w przeszłości, jednak bardzo ciężko jest mi się zbliżyć sercem do kogoś. Jestem na prawdę na dystans. Choć mogę mówić o rzeczach bardzo ważnych, bliskich i osobistych, to jakaś tam forma dystansu zawsze jest. Kiedyś moja jedna przyjaciółka zostawiła mnie dla innych i jakoś to przeżyłam, choć ze smutkiem. Druga przyjaciółka wzięła ślub i wyprowadziła się do innego miasta. I teraz prawie w cale nie mamy kontaktu. To smutne i straszne, bo miało się kogoś kochanego i do rany przyłóż. A teraz ta przyjaciółka się dość sporo zmieniła, wyprowadziła. Chyba nawet już mi jej tak nie brakuje. Mam teraz taką bliską koleżankę Anię, która mnie nazywa swoją przyjaciółką, ale sama nie wiem czy tak jest. Jeśli zaś chodzi o chłopaków, nigdy nie byłam aż tak do nich przywiązana. Zwykle związki nie były długie. Z obecnym jestem najdłużej, bo pół roku, ale jakoś wiem, że jak bym musiała, to bym sobie bez niego poradziła. Przykra świadomość, ale wiem, że tak jest póki co.

Link to comment
  • 5 years later...
O 16.01.2013 at 02:03, NYC napisał:

1.Ile potrzebujecie czasu, aby zbliżyć się do drugiej osoby i odczuć, że coś Cię z ta osobą łączy?

Dość długo. Jestem nieufna i potrzeba sporo czasu, żebym kogoś dopuściła bliżej do siebie. Polubić kogoś mogę w miarę szybko, ale wobec osób jeszcze niesprawdzonych będę zawsze ostrożna i... kurtuazyjna. Dopiero po dłuższym czasie udaje mi się nieco wyluzować i nie dbać aż tak o każdy szczegół. Co nie oznacza, że po roku czy dwóch znajomości zaczynam się zwierzać. Jeżeli w ogóle z czegokolwiek się zwierzam, to z rzeczy dość błahych i to dopiero po latach przyjaźni, a nie zwykłej znajomości. A z prawdziwych tajemnic nie zwierzam się nikomu, niezależnie od stopnia zażyłości i długości znajomości.

O 16.01.2013 at 02:03, NYC napisał:

2.Jeśli już mocno zżywacie się z kimś to jak silna jest ta więź? Ile może przetrwać? Co w stanie jesteście zrobić dla tej osoby? Jak przeżywacie rozstania z ta osobą ( wszelakie rozstania te czasowe i na zawsze)?

Jeżeli z drugą osobą dojdę do etapu przyjaźni, jest to silna i trwała więź - a przynajmniej z mojej strony. Jestem bardzo lojalną osobą i jeżeli ta lojalność jest odwzajemniona, taka relacja mogłaby z powodzeniem przetrwać do końca życia. Dla przyjaciela jestem w stanie dużo zrobić, choć etap pomocy drugiemu człowiekowi własnym kosztem mam już za sobą - i nie zamierzam do niego wracać. Rozstania czasowe przeżywam bez większego problemu, wiadomo, za bliską osobą się tęskni, ale przecież nie można jej trzymać na uwięzi. Te na zawsze... dotąd rozstań tych na zawsze nie inicjowałam - robiła to ta druga osoba. (W przyjaźni, w każdym razie.) I za każdym razem, kiedy tak się działo, czułam się zdradzona, oszukana i... wściekła. Bo w bliską relację zawsze wkładam dużo serca. Za każdym razem tak samo boli, kiedy przyjaciel zwraca się przeciwko tobie.

O 16.01.2013 at 02:03, NYC napisał:

3.Bylibyście w stanie zżyć sie z kimś tak,z e nie wyobrażacie sobie absolutnie istnienia bez niej, a na myśl o rozstaniu z nią, jej śmierci napawa Was paniczny strach, albo jak nie dzwoni to budujecie sobie czarne scenariusze?

Miałam tak z moją byłą przyjaciółką i z perspektywy czasu wiem, że to była potwornie toksyczna i wyniszczająca relacja. I chociaż przyjaciółka zdradziła moje zaufanie i zniknęła z dnia na dzień, bez niej wreszcie jestem wolna.

O 16.01.2013 at 02:03, NYC napisał:

4.Co sadzicie o takich, chorobliwych więziach miedzy ludźmi, że myśl o przerwaniu jej powoduje paniczny strach, albo jak następuje przerwanie tej relacji to osoba, która zostaje zapada się w sobie i nie umie życ dalej? Czy według Was jest to po prostu bardzo mocne przywiązanie do kogoś czy stan chorobowy/uzależnienie kwalifikujące się do leczenia? Jakie mogą być sposoby na pokonanie strachu o bliskich i na myśl o rozstaniach z nimi?

To są znamiona toksycznej relacji. Przerabiałam to, w pewnym sensie w wersji "light". Bo chociaż bałam się jej utraty i ta obawa była uzasadniona (połączenie schizofrenii, depresji i myśli samobójczych to nie jest bajka ani dla chorego, ani dla jego otoczenia), to kiedy ta relacja została w zakończona, umiałam właściwie od razu pójść dalej. Gniew mi pomógł :zeby: Chyba najlepiej ze wszelkiego przywiązania leczy wściekłość na osobę, która zdradziła zaufanie ;) I daje kopa, żeby iść dalej samemu przez życie.

Link to comment
  • yiliyane pinned this topic

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
  • Who's Online (See full list)

    • There are no registered users currently online
  • Najnowsze posty

    • Kerosine
      Gotowe Zapraszam teraz do zabawy @dannonka i odbijam piłeczkę do Ciebie @yiliyane:  
    • Kerosine
      U mnie również wygląda[ło] to podobnie: po prostu mówiłam bliskim, co chciałabym dostać lub - gdy nie miałam pomysłu - prosiłam zwyczajnie o pieniądze  Dzięki temu od dawna już nie otrzymałam nietrafionego podarku, w czasach jednak, gdy jeszcze się to zdarzało [szczególnie mama lubiła celować w prezentach, które tak naprawdę sama chciałaby / mogłaby dostać] zazwyczaj wracały one do obdarowującego lub trafiały do swego rodzaju "strefy niczyjej" / na przysłowiową zakurzoną półkę.
    • Kerosine
      ... zawiodłam swoją rodzinę.
    • Gloria
      Chodzi o to, że mam porównanie do interakcji za granicą (np. Niemcy, Dania) i tam powszechne jest witanie się (nawet jak się ktoś nie zna), dlatego napisałem, że być może wynika to z kultury... Można by też zadać pytanie, czy wchodząc do windy witacie się z osobami, które już są w windzie, ale to już pomysł na nowy temat...
    • Gloria
      Dzięki za odpowiedź! Nie pomyślałem o tym, że można na to popatrzeć z takiej perspektywy. Rzeczywiście, być może to jest kwestia odnośnie reakcji na sytuacje stresowe i radzenie sobie z gniewem. W przykładzie powyżej wyszedłem z założenie, że ja zostałem zaatakowany. Ja, w takim sensie, że moja własność mogłaby zostać naruszone (chodzi o integralność przedmiotu ze mną). Zniszczenie przedmiotu lub próba zniszczenia uważałbym za atak na mnie. To znaczy w tamtym momencie wydawało mi się, że rozwiązanie siłowe rozwiąże problem, tzn. w pewien sposób kierowca zostanie ukarany (co po szybkim przemyśleniu stwierdziłem, że nie miałoby sensu - zważając na możliwe konsekwencje). Czy możecie polecić jakieś książki z tego zakresu? Chodzi mi np. o reagowanie na stresowe sytuacje. Co do sytuacji na drogach to myślę, że radzę sobie w porządku, a takie przykłady jak powyżej należą do rzadkości.
  • Recent Status Updates

  • Popular Contributors

    1. 1
      yiliyane
      yiliyane
      2
    2. 2
      LilCharlotte
      LilCharlotte
      1
  • Top użytkownicy (7 dni)

    Gloria
    Gloria
    7 posts
    Kerosine
    Kerosine
    5 posts
    yiliyane
    yiliyane
    4 posts
    LilCharlotte
    LilCharlotte
    2 posts
    Magdalena234
    Magdalena234
    1 post
    miknet
    miknet
    1 post
    BlablablaWika
    BlablablaWika
    1 post
    Kasiastan
    Kasiastan
    1 post
  • Top użytkownicy (miesiąc)

    Kerosine
    Kerosine
    25 posts
    Uszanka
    Uszanka
    14 posts
    yiliyane
    yiliyane
    13 posts
  • Top użytkownicy (rok)

    Kerosine
    Kerosine
    490 posts
    yiliyane
    yiliyane
    417 posts
    Gloria
    Gloria
    90 posts
×
×
  • Create New...