zgredek1

Dobra szkoła angielskiego w Stolicy?

73 postów w tym temacie

Ja przez rok uczyłam się w English Best Way, angielski metoda Callana w Wołominie. Niestety musiałam zrezygnować, teraz szukam dobrej szkoły w Warszawie (gdzieś w okolicach centrum), gdzie będę mogła rozwinąć umiejętność mówienia. Znacie jakąś godną polecenia?

W centrum przy Marszałkowskiej to ma swój oddział English For You. Jak zresztą w kilku postach widać jest dobra szkoła. Mnie się podoba, ze kursy prowadzone są w dużej cześci przez native speakers. W tej placówce rzeczywiście można podgonić angielski. Nie tylko gramatykę z polskim lektorem, ale przede wszystkim mówienie z native speakers

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Koniecznie musi być kontakt z native speakerem. Bez tego szkoda kasy na kurs. Chyba, że trafi się na Polaka, który naprawdę biegle mówi po angielsku - takiego akurat znam.

Poza tym dobrze, żeby kontakt z angielskim był również poza szkołą.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Też tak uważam, lepiej korki od jakiegoś studenta (lub studentki ;)) anglistyki. Więcej się można nauczyć na takich zajęciach indywidualnych.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

a ja uważam, że nauka w dobrej szkole ma sens. Przede wszystkim szanująca się szkoła ma metodyka, który nadzoruje cały proces nauki. Kontroluje w ten sposób lektora, czy materiał jest prawidłowo realizowany. Tak samo przy zatrudnianiu taki kandydat na lektora musi przejść całą procedurę sprawdzającą kwalifikacje. Potem szkolenia. Przy korkach nigdy nie wiemy kto nas będzie uczył i czy ma kwalifikacje. Radzę omijać korki ze studentami bez przygotowania

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
a ja uważam, że nauka w dobrej szkole ma sens. Przede wszystkim szanująca się szkoła ma metodyka, który nadzoruje cały proces nauki. Kontroluje w ten sposób lektora, czy materiał jest prawidłowo realizowany. Tak samo przy zatrudnianiu taki kandydat na lektora musi przejść całą procedurę sprawdzającą kwalifikacje. Potem szkolenia. Przy korkach nigdy nie wiemy kto nas będzie uczył i czy ma kwalifikacje. Radzę omijać korki ze studentami bez przygotowania

Właśnie z tych powodów zapisałem się do English For You, widać, że kadra w tej szkole ma odpowiednie przygotowanie do pracy, native speakers i polscy lektorzy są pod stałą kontrolą metodyków. Dzięki temu jakość jest wysoka i poziom wysoce zadawalający

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Najlepiej do szkoły językowej z nativem i w której robią egzaminy semestralne. Dzięki temu widzisz czy są jakieś postępy czy nie. Wakacje za granicą dużo dają (np. wymiana do innej rodziny), ponieważ tam jest się zmuszonym do mówienia po angielsku, bo inaczej Cię nie zrozumieją. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Jeśli chodzi o  speak up to teraz prowadzi taką akcję, przynosisz  stary podręcznik  do szkoły do dostajesz za każdy 1 % rabatu. To podobno promocja z okazji Dnia Ziemi, ale można przy okazji  kilka  rabatów połączyć i pójść od razu na kurs Premium.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Ja byłam kiedyś w takiej reklamowanej szkole angielskiego blisko miejsca zamieszkania. Problemem tej szkoły było to że każdy kto do nich przychodził miał zaniżany poziom swojej edukacji, a gdy był zbyt niski to miał go zawyżany podczas testu początkowego. Było tak dlatego bo mieli za mało nauczycieli i sal. W ten sposób wszyscy mieli nauczanie na jednym poziomie. Ogólnie nauczyłam się u nich kilku nowych rzeczy ale drugi raz bym nie poszła. Jedyna metoda angielskiego jaka przychodzi mi do głowy to słuchanie audycji na you tubie i wyjazdy zagraniczne

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Jak się z takich audycji dobrej wymowy nauczyć?? PRzecież ktoś musi cię słuchac, poprawić jeśli coś jest nie tak. Do której szkoły chodziłaś?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Nie no to chyba jakiś żart z tym you tube, a i na wyjazdy nie każdego stać. Trzeba szukać szkoły która kładzie nacisk na dużo mówienia w klubach dyskusyjnych i w grupie, wówczas angielski szybkiej do głowy wejdzie :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Jeżeli chodzi o szkoły językowe warto zajrzeć na ten ostatni ogólnopolski ranking, zresztą szkoła English For You do której miałem okazję chodzić jest na pierwszym miejscu.

Wstawianie linków do tematu, możliwe od 50 postów./isia2408

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Warto też się kierować tym jak długo dana szkoła jest na rynku, jak już są od wielu lat to większe jest prawdopodobieństwo że uczą dobrze, bo jakby źle uczyli to by się po prostu na rynku nie utrzymali, bo konkurencja jest dosyć spora.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
O 26.05.2016 at 14:30, barba napisał:

Warto też się kierować tym jak długo dana szkoła jest na rynku, jak już są od wielu lat to większe jest prawdopodobieństwo że uczą dobrze, bo jakby źle uczyli to by się po prostu na rynku nie utrzymali, bo konkurencja jest dosyć spora.

Dokładnie, dlatego uważam English For You za dobrą szkołę, gdyż działają od 1999 roku i to ją pozytywnie weryfikuje

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
10 minut temu, lokaj12 napisał:

działają od 1999 roku i to ją pozytywnie weryfikuje

Na pozytywną ocenę szkoły powinny wpływać raczej wyniki, jakie przynosi nauka w niej, a nie rok, w jakim powstała ;) Poza tym wydaje mi się, że płacą Ci za jej reklamę, bo wspomniałeś o niej drogi użytkowniku w kilku ostatnich postach, jakie dodałeś na tym forum... 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

ja z kolei zapisałam się do empik school online, dlatego, że mam po pracy zazwyczaj sporo rzeczy na głowie, więc na chodzenie do stacjonarnej szkoły nauki język angielskiego równałoby się cudem. Dlatego znalazłam rozwiązanie które najbardziej mi pasuje, lekcje umawiam sobie online o dowolniej godzinie, do 23 można odbywać zajęcia, siedzisz w domu i za pomocą słuchawek masz lekcje kiedy chcesz, nauczyciel skupia się tylko na tobie a nie całej grupie więc poświęca tylko tobie tą godzinę, według mnie najlepsze rozwiązanie na nakę języka angielskiego.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Również chodziłam do Speak Up i mam pozytywne wrażenia. Owszem poziom nauki jest dobierany do preferencji kursanta i zależy czego się oczekuje. Na początku robią test, potem sie dogadujesz co i jak. Ja dużo również pracowałam w domu, ogólnie dawałam radę.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Rzeczywiście English For You jest chyba jedyną szkołą w Warszawie, gdzie uczą tylko angielskiego. Bardzo dobrze, gdyż według mnie najbardziej liczy się specjalizacja.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz

  • Kto jest online? (Zobacz całą listę)

    • Nineku
  • Ostatnie aktualizacje statusu

  • Posty

    • Nineku
    • Cyrin
    • Lilla Weneda
      Podpisy
      @LaFleur, brak podpisu (choć w pamięci przebłyskuje mi całkiem śmiało, że istniał w momencie wysyłania powyższego posta), powstrzymuję się więc od oceny.
    • Lilla Weneda
      Dlaczego nie lubicie meczów ???
      Myślę, że na obecnym etapie to już po prostu kwestia przede wszystkim wielopokoleniowej tradycji oraz intensywnej promocji, za którą stoi chęć wydobycia jak największej ilości kasy od kibiców - ostatecznie gdy nie wiadomo o co chodzi, z reguły chodzi o pieniądze :}
    • Celt
      Równouprawnienie
      Dla mnie jest oczywiste, że kobiety powinny mieć te same prawa, co mężczyźni. Że powinny mieć taki sam dostęp do edukacji i wykonywania dowolnych zawodów, do wyboru swojej drogi życiowej (w tym wybory partnera), że w postępowaniu cywilnym i karnym kobiety i mężczyźni powinni być traktowani tak samo. Gdy ktoś sprowadza równouprawnienie do wykonywania tych samych czynności przez mężczyzn i kobiety, w tym czynności zależnych od uwarunkowań fizycznych (jak z jednej strony dźwiganie ciężarów, a z drugiej rodzenie dzieci i karmienie ich piersią), czy nawet do codziennej kurtuazji wynikłej z kodu kulturowego (jak przepuszczanie w drzwiach i obdarowywanie kobiet kwiatami) to wtedy nic, tylko westchnąć. Bo jak sama nazwa wskazuje, równouprawnienie oznacza, że kobiety są uprawnione do tego samego, do czego mężczyźni. Nie oznacza, że wobec kobiet nie należy być szarmanckim, kurtuazyjnym ani że trzeba zmuszać kobiety do wnoszenia lodówki na trzecie piętro. Można jednak zauważyć, że niezależnie od postępującego zrównywania statusu kobiet i mężczyzn i od różnych uprzejmości i drobnych przywilejów przyznawanych kobietom, w kulturze są obecne różne krzywdzące mity i stereotypy dotyczące kobiet i tego, co one powinny i czego nie powinny robić. Szczególnie wyraźnie widać to w porównywaniu swobody seksualnej kobiet i mężczyzn. Kobieta mająca wielu partnerów bardzo często uchodzi za "puszczalską", "łatwą" i nieszanującą się i jest z tego powodu stygmatyzowana i uznawana za gorszą i niezasługującą na szacunek, za to mężczyzna mający wiele partnerek to "prawdziwy mężczyzna", człowiek godny raczej podziwu i docenienia, a nie zasługujący na stygmatyzowanie i brak szacunku. Często używa się tu dość kuriozalnego porównania penisa do klucza i pochwy do zamka, mówiąc, że klucz który otwiera wiele drzwi jest świetny, a zamek który można otworzyć wieloma kluczami jest beznadziejny. I tym podobnych. W każdym razie bardzo często kobietom o wiele chętniej wytyka się i przypisuje prowadzenie "rozwiązłego" trybu życia niż mężczyznom. Mężczyznom łatwiej się to wybacza, i mężczyznom łatwiej wybacza się zdradę. Nie muszę tu chyba dodawać, że w przeszłości za cudzołóstwo karano śmiercią tylko kobiety, a na męskie zdrady patrzono pobłażliwie. Nawet w Biblii (Księga Kapłańska i Księga Powtórzonego Prawa) jest mowa o karaniu śmiercią przez ukamienowanie kobiet za cudzołóstwo, a nie ma nic o karaniu śmiercią (ani karaniu w ogóle) mężczyzn za cudzołóstwo. I jest też coś takiego, jak kultura gwałtu, czyli obwinianie ofiar gwałtów i mówienie, że kobieta może być sama sobie winna lub przynajmniej współwinna temu, że została zgwałcona. Z tym wiąże się wiele mitów i stereotypów. Np. taki, że wyzywający strój kobiety zachęca potencjalnych sprawców gwałtu, mimo że tak naprawdę wyzywający ubiór ofiary nie zwiększa ryzyka gwałtu, a wręcz onieśmiela napastnika. Albo takie, że kobieta mówiąc "nie" myśli "tak", że kobieta zawsze może oprzeć się napastnikowi i uniknąć gwałtu, jeśli naprawdę chce, i że wiele kobiet skrycie chce być gwałconych itd. Więc wiele, jeśli nie większość, gwałtów, nie jest zgłaszanych, bo ofiary boją się napiętnowania i boją się sugerowania, że mogą być współwinne gwałtom - np. pytań o ich życie osobiste mających doprowadzić śledczych do przekonania, że skoro ofiara miała wcześniej wielu partnerów, to znaczy, że jest "łatwa" i że sama jest sobie winna, bo gdyby miała tylko jednego, stałego partnera, to wtedy nikt by jej nie podejrzewał o bycie współwinną gwałtu. Więc istnienie takich mitów i stereotypów krzywdzących dla kobiet można uznać za przejaw nierównego - w pewnych aspektach - statusu mężczyzn i kobiet, mimo formalnej równości praw. Choć z drugiej strony należy zauważyć, że mity i stereotypy dotyczące płci są nie tylko krzywdzące dla kobiet, ale też że czasem utrudniają podjęcie sprawiedliwej decyzji dotyczącej przyznania prawa do opieki nad dziećmi (prawie zawsze przyznaje się je matkom, a bardzo rzadko ojcom), a także że utrudnia ukaranie kobiety winnej czynów, o które zwykle kobiet się nie podejrzewa - np. molestowanie nieletnich. W Polsce za przestępstwa pedofilskie skazano samych mężczyzn, mimo że istnieją udokumentowane fakty, że kobiety też się ich dopuszczają, choć przeciwko nim praktycznie nie wytacza się spraw, bo funkcjonariusze wymiaru sprawiedliwości nie dają temu wiary, bo nie są w stanie wyobrazić sobie, że kobieta może być do tego zdolna. http://www.nto.pl/magazyn/reportaz/art/3955729,pieklo-domowe,id,t.html - np. sprawczyni tego piekła domowego, która przez lata molestowała własnego syna, nigdy nie poniosła kary. Oglądałem też kiedyś film dokumentalny niemieckiej produkcji pt. "Molestowani przez własne matki" i relacje osób, które padły ofiarą molestowania przez matki, są nie mniej wstrząsające od relacji osób molestowanych przez ojców, ojczymów lub innych mężczyzn. I że też był problem z wszczęciem postępowania karnego wobec sprawczyń i ukaraniem ich, właśnie dlatego, że prokuratorzy nie chcieli uwierzyć, że kobiety mogą się tego dopuszczać. Może takie naiwne podejście wynika m.in. z tego, że przez stulecia negowano istnienie kobiecych potrzeb seksualnych lub je umniejszano i spychano na margines, że jest to na swój sposób pokłosie dawnego patriarchatu i patriarchalnej wizji świata, zgodnie z którą to mężczyzna dominuje i ma naturalne skłonności do dominacji, a kobieta ma naturalne skłonności do uległości. Podobnie zresztą, znane są przypadki, że kobieta fałszywie oskarża mężczyznę o gwałt lub napastowanie seksualne, żeby się na nim zemścić, a sąd dał jej wiarę i skazał mężczyznę na więzienie.
  • Aktywni użytkownicy

    1. 1
      mw2
      mw2
      4
    2. 2
      Anarchist
      Anarchist
      3
    3. 3
      Kalafior_Grozy
      Kalafior_Grozy
      2
    4. 4
      duce
      duce
      2
    5. 5
      Martusiaaaaaa92
      Martusiaaaaaa92
      1