szarpa

W czasie zakupów najbardziej wkurza mnie, gdy...

117 postów w tym temacie

A mnie w zakupach w sumie denerwuje mało rzeczy, najbardziej chyba ekspedientki.

Ja na prawdę rozumiem, że pytanie się ich ''Czy w czymś pomóc?'' to część ich pracy, ale na prawdę powinni to zmienić, bo to mi zabiera cały komfort w kupowaniu rzeczy. Czuję się wtedy jakbym była pod jakimś odstrzałem, gdybym chciała pomocy to bym sama spytała. Nie potrzebuję wyłaniających się za rogu pań z tym często spotykanym pytaniem.

A druga rzecz to gdy upatrzę sobie jakąś rzecz i już podchodzę szczęśliwa, szukam rozmiaru, a tu nagle ukazuje mi się cena z kosmosu, której dane ubranie zdecydowanie nie jest warte takiej ceny. Trzecia rzecz to te rozmiary, zawsze gdy coś mi się podoba to nie ma mojego rozmiaru, zwłaszcza tak jest kiedy kupuję buty. I czwarta sprawa. Ochroniarze lub właśnie panie sprzedające w niektórych sklepach. Czasami potrafią przeszywać wzrokiem i chociaż nic nie zrobiłam to zaczynam czuć jakby podejrzewali mnie, że zaraz coś ukradnę. Tak jest zawsze w Kappahl i Douglasie.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Chyba jak u większości osób - ekspedienci i ekspedientki dosłownie snujący się za mną i pytający czy w czymś pomóc, zachwalający np. dane obranie i koniecznie szukający rozmiaru na mnie, gdzie ja dosłownie przystanęłam na chwilę żeby tylko zerknąć na krój. Nie ma nic bardziej zniechęcającego od tego. U mnie w mieście jest taki jeden sklep, w którym są ciuchy które mi się podobają, ale często odpuszczam sobie chodzenie tam bo nie jestem w stanie znieść nachalności sprzedawców :/

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

W niektórych sklepach, zwłaszcza tych bardziej młodzieżowych, ekspedientki/ekspedienci walą do mnie na ty i gadają jak do starej znajomej. Ostatnio w Sinsay jedna przy kasie do mnie wyskoczyła z czymś w rodzaju Ej, weź obczaj sobie nasze tiszerty, mamy teraz w promocji; nie chcesz sobie nic dobrać? Nie wiem, czy też mają z góry narzucone, że jak pracują w super młodzieżowym sklepie, to muszą być takie super wyluzowane, ale nie podoba mi się takie podejście.

Irytują mnie też kolejki, które tworzą się jak na zawołanie, w momencie gdy zbliżam się do kasy, która jeszcze przed chwilą była pusta. Zjawisko szczególnie popularne w marketach, zwłaszcza gdy mi się spieszy.

Muzyka grająca równie głośno jak podczas zabawy w klubie. Też dość powszechne zjawisko w modnych, młodzieżowych sieciówkach odzieżowych. Przeszkadza w skupieniu uwagi, tym bardziej, że często idzie w parze z przekrzykującymi tę muzykę ekspedientkami/ekspedientami.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Najbardziej w sumie mnie wkurza, jak do wąskiego sklepu ktoś próbuje wjechać wózkiem dziecięcym. Wjeżdża tam, ty nie masz jak wyjść, bo zajmuje 3/4 przestrzeni, rozjeżdża asortyment, wózkiem zahacza o wszystko, a koniec końców, jeszcze prosi o to, żeby klienci za wózkiem wyszli ze sklepu, bo chce wyjechać...

Z małych sklepów wkurzający są też klienci z wielkimi listami zakupów. Ty chcesz wejść na szybko kupić tylko keczup do już smażących się frytek, ale czekaj czekaj babka przed tobą ma z dwadzieścia pozycji na liście zakupów i co z tego, że piętnaście metrów dalej jest market gdzie by kupiła to wszystko dużo taniej?

W marketach wkurzające są "stonki" czyli ludzie, którzy muszą dotknąć po kolei każde warzywo/owoc/pieczywo, zanim kupi. Ostatnio nawet zwróciłem uwagę emerytce, bo gdy wypadła jej bułka to, zamiast ją wziąć osobno i kupić, to włożyła z powrotem do szufladki z pieczywem, tłumacząc się mi "czego oczy nie widzą, temu sercu nie żal"...

I wisienka na torcie. Klienci, którzy już po zapłaceniu, nie odchodzą od kasy, bo chcą porozmawiać z ekspedientką, która nie może im przeszkodzić. Z jednej strony rozumiem, bo to zwykle emeryci, którzy już pomału nie mają z kim rozmawiać i każda okazja do kilku zdań jest dobra, ale z drugiej strony są lepsze miejsca na to.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

1) Jeśli w tym sezonie są modne spodnie nad kostkę z postrzępionymi nogawkami to nie oczukuj, że znajdziesz sklep, w którym dorwiesz normalne dżinsy. To samo odnosi się do kurtek (jeśli nie lubisz zielonych parek, to masz do wyboru masz tylko bomberkę w kwiatki) czy też koszulek (mamy nadzieję, że szalejesz za wycięciami na ramionach, bo może ci być ciężko). Oszaleli.

2) Dziwne kroje spodni niepasujące chyba na żadną sylwetkę, jak ktoś wspomniał w poście powyżej.

3) Personel, który dopada mnie zaraz na wejściu i co 10 minut pyta, czy w czymś pomóc. 

4) Stada - w kupowaniu grupą zwykle wiodą prym muzułmańskie panie, które, pozakrywane od stóp do głów, tłoczą się w 5 osób przy rajkach z bielizną/świeczkami/sztuczną biżuterią, po czym przemieszczają się pomiędzy półkami również wszystkie razem, jak jeden organizm.

5) Kobiety z małymi dziećmi. Zwłaszcza w olbrzymich, zatłoczonych sieciówkach typu Primark, gdzie nie ma miejsca by stanąć, a co dopiero wtarabanić wózek! Krzyk, płacz. Mama jedną ręką przymierza tysiąc swetrów, drugą karmi i kołysze, trzecią dzwoni do męża/przyjaciółki/własnej matki.

6)  Ludzie, którzy dostają mózg owcy po przestąpieniu progu sklepu - mają taki oszalały, niewidzący wzrok, poruszają się jak w transie, depczą, idą przed siebie nie zwracając uwagi na nic i nikogo. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

... grubemu we wszystkim brzydko.

 

Do księgi żalów muszę jeszcze dorzucić dźganie mnie w dupę wózkiem w kolejce do kasy, jakby to, k.rwa, miało cokolwiek przyspieszyć. 

Bo mnie ktoś tak dzisiaj.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

... gdy ktoś wpycha się do kolejki, tłumacząc się tym, że zajął sobie tam miejsce 2 h wcześniej / za chwilę odlatuje mu samolot/ ewentualnie ma w domu kota z biegunką ^^

... gdy jest za jasno (szczególnie w jakichś drogeriach, czy perfumeriach). Nie wiem, czasami mam wrażenie, że w takim sklepie rachunek za prąd byłby większy, niż rachunek z oświetlenia całej Wawy w skali 2 tygodni. 

... gdy ktoś zobaczy jakiś ciuch na drugim końcu sklepu i nagle dostaje zaćmienia w mózgu i leci po to coś, jakby mu to miało zapewnić kurde zbawienie i nie zwraca uwagi, że biegnąc taranuje wokół siebie wszystko i wszystkich.

... gdy cena jest nieproporcjonalna i nieadekwatna do jakości. 

... gdy zamiast zasłony w przebieralni wisi coś na kształt zasłonki prysznicowej

... gdy coś, co mi się podoba, jest ubabrane czyimś np. fluidem. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

To, gdy wszystkie sępy rzucają się na darmowe sample, biorą pełnymi garściami, nerwowe gesty, w oczach popłoch. Już, już mają pół pączka z degustacji, już odbiegaja, jakby ktoś miał im go wyrwać, czy, co gorsze, zaprosić do zakupu oferowanych produktów. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

W tym wątku padło już tyle niemalże dogłębnie wyczerpujących temat odpowiedzi, że raczej nie będę ubierać tych samych powodów wku*wu w nowe słowa, tylko posłużę się cytatami, dodając od siebie jedynie komentarz:

O 26.02.2013 at 23:09, Avrukk napisał:

Gdy wchodzę do sklepu, a sprzedawca już do mnie podbiega w czym pomóc. Rozumiem, że taka polityka firmy, że musi itd. ale mnie to totalnie zniechęca, zawsze mam ochotę odwrócić się na pięcie i wyjść.

Co najlepsze, gdy naprawdę potrzebuję zwrócić się do ekspedientki z jakimś pytaniem lub prośbą o pomoc często wydaje się mieć nałożoną czapkę niewidkę lub dysponować umiejętnością teleportacji.

O 17.08.2011 at 13:36, mystery napisał:

to, że jak jest na coś moda, to sklepy zalane są takimi samymi ciuchami, że jak jest moda na jakiś krój sukienki to mogę sobie żyly wypruć a nie znajdę innego fasonu, a jeśli już znajdę to widać, że to jakieś resztki, zrobione źle, uszyte źle, obleśne i w ogóle

Spodnie rurki, sztandarowy przykład od wielu sezonów. Nawet w sklepach wyspecjalizowanych w odzieży dżinsowej [czyli takich, które teoretycznie powinny posiadać wszystkie istniejące fasony w odpowiednim wyborze] upolowanie już nie tyle typowych, szerokich dzwonów czy szwedów, ale zwyczajnych spodni z lekko rozszerzającymi się w dolnej części nogawkami graniczy z cudem. A jeśli już są, to w jednym kolorze i jednym rozmiarze.

O 27.02.2013 at 16:07, Filth napisał:

szukam w sklepie przedmiotu/produktu po który przyszłam a go nie ma, lub jest w nie moim rozmiarze

Esencja nieudanych zakupów, chyba najbardziej oczywisty i powszechny powód.

O 23.02.2013 at 16:53, Liszka napisał:

Ceny. Czemu skrawek materiału kosztuje czasem tyle kasy i czemu ja go chcę?

Nawet zaś jeśli nie chcę w sensie takim, że jest to po większej części moja fanaberia, to po prostu potrzebuję, nie mając zamiaru zadowalać się tańszym i wyraźnie gorszym jakościowo odpowiednikiem. W zasadzie można to też ująć w ten sposób:

O 24.02.2013 at 19:37, maga napisał:

(...) wkurza mnie fakt, że nie mam swobody kupienia dobrych jakościowo produktów. Szlag mnie trafia mając świadomość, że półki uginają się od nadmiaru towaru, ale ja nie mogę go tknąć, bo jestem jedynie średnią klasą. Wolę kupić wtedy dwie drogie rzeczy i nie mieć nic w lodówce.

(...) chciałabym wejść, wybrać artykuły, które wydają mi się najlepsze bez ciągłego analizowania cen, kupić i wyjść.

Głównie dlatego warto być bogatym - by pozwalać sobie na rzeczy, które winny być normą dla każdego.

 

O 22.02.2013 at 20:43, maga napisał:

prędko się męczę i po dwóch/trzech sklepach mam dosyć

Przeładowanie bodźcami, podczas wyprawy do centrum handlowego jestem w stanie należycie "obrobić" właśnie maksymalnie dwa-trzy sklepy, po reszcie snuję się już jak błędna owca - a jak wiadomo zmęczenie jest jednym z tych czynników, które sprawiają, że gwałtownie wzrasta ogólna podatność na wku*w.

O 29.09.2016 at 11:30, Ann_ napisał:

Muzyka grająca równie głośno jak podczas zabawy w klubie. Też dość powszechne zjawisko w modnych, młodzieżowych sieciówkach odzieżowych. Przeszkadza w skupieniu uwagi, tym bardziej, że często idzie w parze z przekrzykującymi tę muzykę ekspedientkami/ekspedientami.

Osobiście na sklep, w którym muzyka grałaby naprawdę równie głośno jak podczas zabawy w klubie trafiłam tylko raz i było to zaiste surrealistyczne przeżycie, ale tak, sączące się z głośników energetyczne dźwięki to kolejna rzecz, jaka irytuje mnie podczas zakupów. Sklepowa muzyka, jeśli już w ogóle musi być obecna, powinna wyciszać, a nie stanowić kolejny bodziec skutkujący w krótkim czasie sensorycznym przeciążeniem. Niestety w mało którym sklepie można takową uświadczyć.

And last but not least:

O 23.02.2013 at 01:50, alegoria napisał:

powolni ludzie w sklepach są dla mnie jak Hatifnaty z Muminków - powolutku sobie falują, jak jednoosobowe wyspy rzucone na ocean, chodzą sobie od brzegu do brzegu, żeby w żadnym wypadku nikomu nie udało się ich wyminąć

Ludzie nie potrafiący poruszać się w sklepie to coś, co paradoksalnie od dłuższego już czasu irytuje mnie chyba bardziej niż wszystkie powyższe sytuacje razem wzięte. Snujący się w spacerowym tempie między regałami, dumnie kroczący samym środkiem alejki [nie daj Boże jeszcze pchający przed sobą monstrualnych rozmiarów wózek - swoją drogą stan wyposażenia zwłaszcza hipermarketów w odpowiednią ilość i rodzaje wózków/trolleyów/koszyków stanowi często osobny powód frustracji], uniemożliwiający swobodny dostęp do półki z produktem czy na tyle niezgrabni, że nie są w stanie uniknąć wejścia z drugą osobą w bezpośredni kontakt fizyczny - irytują mnie tym bardziej, że ja będąc w sklepie zawsze mam świadomość tego, że nie jestem w nim jedyną klientką i dbam o to, by nie uprzykrzać innym w ten sposób zakupów.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Klimatyzacja niedopasowana do pogody za oknem i albo wciąż grzejąca w porze kiedy już grzać nie trzeba, albo jeszcze nie włączona gdy przydałoby się aby działała.

Ludzie wykładający przy kasie swoje towary na taśmę tuż za artykułami poprzedniej osoby tak, że często nie sposób określić gdzie kończą się jej sprawunki, a zaczynają ich - zawsze mam ochotę w takiej sytuacji zapytać "Rozumiem, że nie ma Pan / Pani nic przeciwko, abym dorzuciła sobie również Pańską wodę / wino / jabłuszka?".

Osoby nie umiejące poruszać się po sklepie ani zatrzymać przy danym stoisku / regale w taki sposób, by nie utrudniać poruszania innym - irytujące tym bardziej, że sama zawsze zwracam ogromną uwagę na to, by kogoś nie potrącić ani by nikt nie musiał mnie prosić o przesunięcie się.

Kasjerzy uparcie wciskający paragony, wydrukowane kupony i resztę wprost do ręki zamiast odłożyć na blat - nie lubię fizycznego kontaktu (poza sferą intymną) i konieczność wejścia w takowy jest dla mnie przykra.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

W sumie mało rzeczy. Jeśli jestem wkurzona, to znaczy, że po prostu znudziły mnie zakupy i pora wracać do domu ;) Jedna kwestia przychodzi mi do głowy - gwałcenie moich zmysłowych odbiorników, np. puszczanie bardzo głośnej muzyki lub perfumowanie całego sklepu na maksa (Zara Home, ach mój nos tam cierpi). 

O 31.05.2018 at 20:14, Lilla Weneda napisał:

Kasjerzy uparcie wciskający paragony, wydrukowane kupony i resztę wprost do ręki zamiast odłożyć na blat

Nie jest to fajne, ale ludzie często nie biorą paragonów i potem mają pretensję do sprzedawców, że nie mogą zwrócić towaru. Miałam ze dwie takie sytuacje pracując w sklepie i w sumie niewiele można wtedy zrobić - nie udowodnisz klientowi, że dałaś mu paragon, a pracodawca nie zawsze jest po stronie pracownika. Dlatego niektórzy wciskają te paragony na siłę.

A wynika to z głupiego przepisu, że kasjer ma obowiązek wydrukować i podać paragon nawet, jeśli klient go nie chce.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
O 31.05.2018 at 20:14, Lilla Weneda napisał:

Osoby nie umiejące poruszać się po sklepie ani zatrzymać przy danym stoisku / regale w taki sposób, by nie utrudniać poruszania innym

Jeśli masz tu na myśli wszelkiej maści Januszy oraz Grażyny co staną przy regale i nie wiedzą jaką musztardę wybrać a wózek stoi nie przed nimi a za nimi co powoduje zablokowanie całej alejki, bedące szczególnie mocno odczuwalne w momencie gdy pracownicy podjadą paletą towaru do wyłożenia pod miejsce wyłożenia to chyba mamy na myśli to samo.

Aha i druga rzecz. Szybki strzał - wbijam do Biedry (nie wiem czemu, ale w Lidlu nigdy takich akcji nie mam) i mam do kupienia 3-4 rzeczy. Wiem gdzie są i ile kosztują więc nie kluczę po innych regałach bo wiem że niczego więcej nie kupię. No i idzie przede mną ktoś, kto nagle robi zwrot o 180 stopni. Irytujące jest to, że nie obracają się najpierw i nie patrzą czy ktoś idzie zupełnie jak by chodzili po polu.

Jeszcze inny patent. Dwie obok siebie otwarte kasy. Mąż i żona na zakupach. Ona w jednej kolejce, on w drugiej i patrzą gdzie szybciej idzie kolejka i jak w kasie 4 idzie szybciej niż w kasie 3 to się przenoszą z wózkiem wypchanym rzeczami do kasy 4.

Inna kwestia to wykładanie towarów na taśmę. Raz byłem świadkiem tego, że przede mną postawił na taśmę butelkę z colą jakiś typ. Taśma rusza, butelka jeb. Taśma się zatrzymuje, on ją podnosi i stawia. Taśma rusza, butelka znów jeb. I tak chyba 4 razy. Ciekawe jak zachował się napój gazowany po otwarciu. Albo coś takiego - ja wykładam towar i jeszcze nie zdążę położyć tej przekładki "następny frajer" a ktoś nie zachowa tego odstępu przynajmniej kilku centymetrów i kładzie swoje zakupy centralnie na moich.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
3 godziny temu, Kalafior_Grozy napisał:

Jeśli masz tu na myśli wszelkiej maści Januszy oraz Grażyny co staną przy regale i nie wiedzą jaką musztardę wybrać a wózek stoi nie przed nimi a za nimi co powoduje zablokowanie całej alejki, bedące szczególnie mocno odczuwalne w momencie gdy pracownicy podjadą paletą towaru do wyłożenia pod miejsce wyłożenia to chyba mamy na myśli to samo.

Ja zazwyczaj mam to "szczęście", że mi paletą zablokują podejście do towaru. I są trzy opcje, albo olać i nie kupić, można też spróbować się jakoś tam przecisnąć, albo mój ulubiony sposób szukam jakiegoś pracownika i go wołam, żeby mi tym odjechał. Reagują gniewnie ale reagują. :D

Limity od jakiej kwoty można płacić kartą też wkurzają, albo jak kartą nie można płacić i dowiadujesz się o tym po skasowaniu.

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

...gdy idę po jajka i mleko, wydaję 218392183zł, wracam do domu z pełnymi torbami niepotrzebnych rzeczy, a jajek i mleka brak. 

Jeszcze, kiedy wchodzę do sklepu przekonana, że dostanę daną rzecz, a jej nie ma.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Gdy jest jedna kasa czynna, ludzie poruszają się bezmyślnie, prowadzą często z kasjerkami dialog, który spowalnia jeszcze czas oczekiwania na finalizację transakcji.

Druga sprawa, denerwują mnie zmieniające się ceny. Wpadam rano do piekarni, na styk z rozpoczęciem pracy za kilka chwil, rzucam wyliczone drobniaki na bułkę i ni stąd ni zowąd podwyżka. 

Wariujące ceny żywności tak samo przy większych zakupach, nie jestem w stanie przewidzieć czy suma, którą mogę danego dnia wydać nie zmieni się na niekorzyść.

 

Wyjątkowo wkurwiają mnie też zabawki w sklepach. Kosze z zabawkami, których nie kupisz normalnie, bo musisz zbierać jakieś ichnie punkty, ale Twoje dziecko tego nie rozumie, widzi zaraz po wejściu target. Sceny przez całe zakupy albo brak wyjścia do sklepu i głodówka w domu -_-

 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
  • Nie lubię ochroniarzy, którzy patrzą na mnie jak na potencjalnego złodzieja.
  • Nie lubię, gdy ktoś pcha się na mnie w kolejce i traktuje jak powietrze. Obecnie rzadko zdarzają mi się takie sytuacje, ale kiedyś to naprawdę mnie wkurzało. Albo stoję sobie w kolejce przy kasie, lekko odsunąłem się od taśmy z zakupami, a zaraz ktoś się wepchnął. :) To czasami wygląda jak walka o kolejkę.
    O 28.09.2016 at 20:17, Okapi2016 napisał:

    często odpuszczam sobie chodzenie tam bo nie jestem w stanie znieść nachalności sprzedawców :/

    Pojedź sobie np. do Egiptu, tam zobaczysz, co to znaczy prawdziwa nachalność sprzedawców... ;) I o dziwo, to działa i mają w tym dużą wprawę. Tylko tam nieco inaczej wygląda rozmowa ze sprzedawcą - jest tworzona bardziej luźna atmosfera, a potem dopiero jest sprzedaż.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz