Partylover

Jak sprawdzić?

40 postów w tym temacie

Cześć. Nie będę się zbytnio rozpisywać, bo mam zbyt dużego doła żeby wszystko tłumaczyć.

Ostatnio oglądałem wiele filmów w których ktoś ulegał strasznemu wypadkowi gdzie dopiero w następnym dniu miało się okazać czy to osoba przeżyje i miałem takie myśli, że chce być na miejscu tej osoby. Wiem, że to durne, ale piszę jak jest. Niby mam wielu przyjaciół, ale chciałbym sprawdzić kilka ważnych dla mnie spraw gdyby się okazało, że źle ze mną. Mam problemy ze sercem i tylko moi dwaj przyjaciele mieli okazję doświadczyć co się ze mną dzieję jak się czuje bardzo źle z powodów dolegliwości sercowych - m.in. mdleję i mam drgawki i może to Wam podsunie jakiś pomysł.

Dziś się dowiedziałem kilka dla mnie przykrych spraw dotyczących kolejnej dziewczyny w moim życiu na której mi zależy. Mój tata zmarł 2 lata temu na raka i patrzyłem jak umiera u mnie w domu. Od tamtej pory życie mnie kompletnie nie cieszy i wydaję mi się, że mam depresję.

Ogólnie, żebym Wam dupy nie truł moimi problemami, to napisze w skrócie - całe życie mam problemy jak nie rodzinnie, to osobiste.

Macie jakieś pomysły jak sprawdzić kto się mną zainteresuje? Pisze poważnie i jeśli ktoś ma zamiar pisać durne posty, żebym dał sobie spokój, to Niech ta osoba sama sobie da spokój i nie pisze w tym temacie, bo szkoda Waszego czasu.

Czekam na odpowiedzi.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

smierc bliskiej osoby jest czyms okropnym, samej ostatnio na rekach umarla mi babcia a krotko po niej moj przyszly tesc i ciezko jest sie z tym pogodzic, nawet teraz piszac to mam lzy w oczach i wiesz wydaje mi sie ze w tym wszystkim to wlasnie to jest problemem, mysle ze smierc taty spowodowala u Ciebie duza depresje i utrate dobrej samooceny, dlatego uwazasz ze nikogo nie obchodzisz, ja jednak jestem przekonana ze tak nie jest, kazdy ma w zyciu wokół siebie osoby ktorym na nas zalezy. mysle ze powinnes sprawdzac znajomych, to nie byloby ok, w codziennym zyciu jest tyle problemow ze mozna zauwazyc komu na nas zalezy, takie osoby sa w najgorszych chwilach z nami. mysle ze powinienes zaczac od zupelnie czegos innego a mianiwicie od wizyty u psychologa, takie osoby wiedza jak pomoc i nie ma sie przede wszystkim czego wstydzic. warto siegnac po pomoc innych, takich ktorzy wiedza jak to zrobic

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Ja również mam teraz łzy w oczach jak piszę tego posta, bo myślę o tacie i nie jest mi lekko mimo, że minęły prawie 2 lata.

Każdy ma wokół siebie osoby na którym na Nas zależy? No dobrze, ale ja chcę je zobaczyć, żeby poczuć się potrzebny na tym zasranym świecie, bo nie czuję się tak - możesz mi wierzyć na słowo.

mysle ze powinienies sprawdzac znajomych, to nie byloby ok, w codziennym zyciu jest tyle problemow ze mozna zauwazyc komu na nas zalezy, takie osoby sa w najgorszych chwilach z nami.

Ja mam tyle problemów, że już po prostu nie okazuję tego, że mnie przytłaczają. Po prostu nie umiem się nie uśmiechać. Uśmiecham się, śmieję, wspieram innych, ale w głębi sobie mam dużo smutku. Zaraz po śmierci taty po pijaku 2 razy chciałem się zabić i gdybym był sam, to bym tutaj teraz nie pisał.

Chcę sprawdzić komu na mnie zależy dlatego proszę Was o pomoc...

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Zamiast interesować się tym kto się Tobą interesuje to zainteresuj się sam sobą i rusz tyłeczek do lekarza: )

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

I ja Ci chcę pomóc. Zadbaj o siebie i o swoje zdrowie, to jest najważniejsze!

Wydaje mi się, że jak już kogoś sprawdzisz cyz mu na Tobie zależy to problem nie zniknie.

No ale ok...

najbanalniejszy sposób: jak do kogoś długo nie piszesz, nie odzywasz się to jak mu zależy to będzie się upominał o kontakt :)

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

nie sprawdzaj tego, chcialbys aby Twoi znajomi Ciebie sprawdzali? mysle ze nie to swiadczy o tym ze sie nie ufa. powiedz czy po smierci taty myslales kiedys o wizycie u psychologa? mysle ze masz depresje i ona jest temu winna, psycholog pomoglby ja zwalczyc

Dodano 08 Mar 2011, 21:50:12:

ale dlaczego nie chcesz isc do lekarza? to nic zlego a pomoc Ci probujem, podpowiadamy co powinienes zrobic

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
zdrowie, to jest najważniejsze!

Dla mnie już nie jest najważniejsze.

nie sprawdzaj tego, chcialbys aby Twoi znajomi Ciebie sprawdzali? mysle ze nie to swiadczy o tym ze sie nie ufa.

To znaczy ja się źle może wyraziłem. Głównie chodzi mi o to, żeby ktoś się pomartwił chociaż przez chwilę o mnie. Chciałbym się chodź przez chwilę poczuć ważny, że mam przyjaciół, bo widzę, że po śmierci taty tego własnie mi brakuje.

Jak źle się czuję, to robię sobie melisę na uspokojenie, bo o lekach na serce ani bratu ani mamie nie mówiłem i jak im powiem, że się źle czuję, to oni tego nawet do siebie nie wezmą i mają mnie gdzieś mimo, że np. mama wie, że mam problemy z sercem.

powiedz czy po smierci taty myslales kiedys o wizycie u psychologa? mysle ze masz depresje i ona jest temu winna, psycholog pomoglby ja zwalczyc

2-3 razy myślałem, ale nie pójdę, bo wolę sam to rozwiązać z pomocą innych dlatego napisałem co by mi mogło pomóc.

ale dlaczego nie chcesz isc do lekarza? to nic zlego a pomoc Ci probujem, podpowiadamy co powinienes zrobic

Jeśli chodzi Wam o serce, to już byłem 3 razy, bo kilka razy straciłem przytomność (2 dni temu znów) i mam jakieś leki. Raz nawet trafiłem na pogotowie w nocy..

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

widzisz nerwy niszcza serce, a nerwy to sprawa umyslu wiec po to potrzebny jest psycholog, zwykly czlowiek nie jest w stanie sam sie uporac w takiej sprawie ktora trwa 2 lata, sam sobie nie poradzisz! uwierz potrzebujesz osoby ktora jest w stanie Ci pomoc! ja tego nie potrafie nie jestem po psychologii, moge tylko probowac cie przekonac do tego co mowie. mialam kolege ktoremu nie potrafilam pomoc i nie ma go juz na tym swiecie, z pewna sprawa meczyl sie 4 lata az sie powiesil, nie chcialabym abys popelnil jakis blad. takie sos nie jest dobrym rozwiazaniem

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Eh.. śmierć bliskich i ważnych dla nas osób... nigdy tego nie doświadczyłem i nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jak strasznie musisz się teraz czuć ; /

Niektórzy mówią że życie, jest adekwatne do naszych myśli, że to my postrzegamy je źle lub dobrze. Na własnej skórze przekonałem się, że tak nie jest. Ludzie sobie nawzajem potrafią nieźle uprzykrzyć życie i zostawiać ciężkie blizny na psychice. Najgorszy jest moment, jeśli dostrzegać że liczba wad i niepowodzeń jest większa od tych jakże rzadkich radości, których czasem uda się nam doświadczyć. Myślę, że los człowieka w dużej mierze zależy od masy bezwzględnych przypadków i otaczających nas ludzi. Człowiek w porównaniu z tym wszystkim jest tylko marnym pyłkiem, którego mało kto bierze na serio pod uwagę. Ja często, zastanawiając się nad tym wszystkim, wyobrażam sobie sytuacje (tak jak pisałeś) rodem z filmu, że jest ze mną bardzo źle i że to ludzie się do tego przyczyniają, to daje mi w jakimś stopniu czasem satysfakcję, dla wielu może się to wydawać nienormalne ale tak mam. Ja, żeby zwrócić na siebie uwagę, paradoksalnie zacząłem wycofywać się z życia i odstawać na boku. Miałem wrażenie że ludzie bardziej zaczęli się mną interesować, może z ciekawości, a może ze zmartwienia, ciężko to powiedzieć. Ogólnie ludzie w tych czasach są bardzo znieczuleni na innych. Większość, chce za wszelką cenę udowodnić swoją wyższość nad innymi. Silniejszym się to udaje a słabszym zostaje potem tylko depresja. No ale cóż, czas to najlepszy lekarz, jeżeli jakoś postarasz się przeczekać te najgorsze emocje, może z czasem minie chęć zwrócenia na siebie uwagi. Człowiek cały czas się czegoś uczy, im więcej przechodzimy bolesnych upadków, tym łatwiej radzić sobie z kolejnymi.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żaden psycholog nie jest potrzebny. Po co masz bulić kasę, żeby wygadać się jakiemuś człowiekowi, który i tak ma to generalnie gdzieś. Proponuję najpierw znaleźć znajomych, nawiązać przyjaźnie. Nie mów, że nie chodzisz do szkoły... Zacznij się uśmiechać do ludzi, do kolegów z klasy. Jak znajdziesz osobę godną zaufania to jej się zwierzaj. Jest bardzo dużo osób, które chętnie pomagają.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Partylover, ale to wszystko jest w Tobie i Twojej głowie. Nawet jeżeli stałoby się coś krytycznego (odpukać w niemalowane) to owszem, ludzie z Twojego otoczenia przyszliby pewnie Cię odwiedzić, ale później wszystko wróciłoby do rzeczywistości. Aktualnie jesteśmy w takim wieku, że ludzi w większości interesują się sobą. Wkraczając w dorosłość poznają siebie od nowej strony, borykają się z nowymi problemami i sami czasem nie potrafią wszystkiego dobrze ogarnąć. Sama przechodziłam przez okres, w którym czułam się szalenie samotna mimo ogromu ludzi mnie otaczających. Jednak z czasem zrozumiałam, że przecież nie powinnam ich obarczać swoimi problemami, skoro oni mają też swoje Wiadomo można czasem zrzucić wszystko z siebie -jednak pisałeś, że masz dwóch przyjaciół -a to bardzo dużo. Doceń to.

Musisz sobie uświadomić, że każdy ma pewne bolesne doświadczenia -inni je wylewają na wszystkich dookoła, a inni trzymają głęboko w sobie, naprawdę nie jesteś ze wszystkim sam.

Mój tata zmarł 2 lata temu na raka i patrzyłem jak umiera u mnie w domu. Od tamtej pory życie mnie kompletnie nie cieszy i wydaję mi się, że mam depresję.
To naprawdę bolesne stracić bliską osobę w tak młodym wieku, a wcześniej patrzeć jak się męczy. Sama mam w rodzinie osobę, która przez nowotwór pomalutku nam znika, kwestią kilku tygodni jest, aż zniknie na zawsze -wszyscy to bardzo przeżywają. Jakby to nie brzmiało -Twój tata już nie żyje, a Ty masz jeszcze szanse. Wydaje mi się, że on by wolał, gdyby jego syn był szczęśliwy. Może daj sobie szansę poznać życie od jego lepszej strony? Postaw sobie za cel, że spełnisz w nim chociaż część swoich marzeń -i dąż do nich. Wtedy zarówno częściej będzie się pojawiał uśmiech na Twoich ustach -ten szczery oczywiście, jak i staniesz się bardziej otwarty na ludzi.

Nie myśl, że jesteś nikomu nie potrzebny. To naprawdę mylące. Każdy z nas ma jakąś rolę w swoim życiu. I nie dąż do tego, aby przekonać się o tym w tragiczny sposób, później możesz tego żałować.

Masz dwadzieścia lat -nie marnuj tego. Pamiętaj, że Twoje życie zależy od Ciebie -i albo przeżyjesz je na własnych zasadach, albo przecieknie Ci przez palce. Podnieś głowę i mimo bolesnych doświadczeń, niepewności siebie i wewnętrznego nieszczęścia -staw czoło wszelkim przeciwnościom. Szczęście to stan umysłu -tutaj sam sobie jesteś panem.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Dziękuje za wszystkie posty. Bardzo mnie podniosły na duchu, lecz wiem, że to długo nie potrwa i dopadnie mnie znów kolejny parszywy dzień taki jak wtedy gdy założyłem ten temat.

mialam kolege ktoremu nie potrafilam pomoc i nie ma go juz na tym swiecie, z pewna sprawa meczyl sie 4 lata az sie powiesil, nie chcialabym abys popelnil jakis blad. takie sos nie jest dobrym rozwiazaniem

Na szczęście myśli samobójcze u mnie już minęły, ale nieraz sobie myślę jakby to było gdyby mnie zabrakło.

Ja, żeby zwrócić na siebie uwagę, paradoksalnie zacząłem wycofywać się z życia i odstawać na boku.

Myślałem nad tym, ale u mnie to nie przejdzie, bo co chwila gram w jakimś klubie i oczywiście na każdej imprezie są moi znajomi, bo jeżdżą ze mną na moje występy a ja nie potrafię okazywać tego, że dołuje mnie życie. U mnie jest uśmiech na twarzy a w sercu ogromny smutek.

Może daj sobie szansę poznać życie od jego lepszej strony? Postaw sobie za cel, że spełnisz w nim chociaż część swoich marzeń -i dąż do nich. Wtedy zarówno częściej będzie się pojawiał uśmiech na Twoich ustach -ten szczery oczywiście, jak i staniesz się bardziej otwarty na ludzi.

Moim marzeniem było zostać jednym z lepszych DJ w PL i mi się udało. Co chwila gram w klubach i zgarniam fajny pieniądz za to, lecz mnie to już naprawdę nie cieszy. Dobija mnie też samotność, bo za każdym razem co poznam dziewczynę, to nic mi nie wychodzi. Nigdy nie miałem dziewczyny, bo byłem nieśmiały - w sumie nadal jestem, ale już mniej.

Kolejnym moim marzeniem jest mieć kochającą dziewczynę, fajną pracę i wydać płytę. Z dziewczynami wiadomo jak mam - napisałem wyżej. Z pracą jest nieco gorzej, bo mi już mama z bratem zwracają uwagę, że nigdzie nie pracuję - brat mnie wyzywa od nierobów chociaż ja wszystko w domu od zawsze naprawiam i sprzątam. Po prostu jestem od wszystkiego w domu po śmierci taty. Chciałbym iść do pracy, ale mi się wydaję, że mam coś z psychiką, bo po prostu się boję. Miesiąc temu byłem na rozmowie w sprawie pracy, to tak mi się plątał język ze stresu, że prędzej błazna z siebie zrobiłem niż przekonałem pracodawcę do tego, żeby mnie przyjął.

Nie myśl, że jesteś nikomu nie potrzebny. To naprawdę mylące. Każdy z nas ma jakąś rolę w swoim życiu. I nie dąż do tego, aby przekonać się o tym w tragiczny sposób, później możesz tego żałować.

Co ja poradzę, że tak się czuję? Chciałbym aby ktoś kiedyś mnie docenił w życiu za to co robię dla innych. Nie chcę sprawdzać moich przyjaciół, bo wiem, że skoczyli by za mną w ogień, ale chciałbym doświadczyć jakby się zachowali wobec jakiejś złej chwili dla mnie. Chodź przez chwilę chciałbym się poczuć ważny.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Strata osoby bliskiej po jakimś czasie nie jest tak bolesna, wszyscy kiedyś umrzemy, to nieuniknione a im szybciej pogodzimy się ze śmiercią bliskiej osoby, tym dla nas lepiej. Minęły tak na prawdę dopiero 2 lata. Miałeś jednak czas pogodzić się z tym losem, widziałeś jak Twój tata walczył i jak zaczął przegrywać. Inni doświadczają takiej straty bez wcześniejszych oznak końca bo nie każdy ma szansę walczyć o swoje życie.

Potrafisz sam docenić to co robisz? Chyba nie. Dla Ciebie to tylko granie, tylko pasja, tylko pomoc rodzinie... A czemu nie myślisz o tym w kategoriach "aż"? Jeśli sam nie docenisz tego co robisz to jak chcesz aby inni Cie docenili? Spełniłeś swoje marzenie, nie wiele osób może tak powiedzieć.

A co z tą pracą? Piszesz w jednym zdaniu, że co chwile grasz i masz z tego kasę a zaraz, że nie masz pracy... Wyjaśnisz to? Bo ja się zgubiłam...

Szkoda, że Twoją rodzinę tragedia rozdzieliła zamiast połączyć. Współczuje, rodzina jest najważniejsza, powinniście się wspierać. Ale nie ma sposobu na to by się ktoś zainteresował kimś kto tego zainteresowania nie chce. Bo Ty go nie chcesz... Nie dajesz sygnałów, że potrzebujesz pomocy, że chcesz rozmowy (przynajmniej tak wynika z tych postów). Inni widzą Cie jako wesołego chłopaka, który ma pasję, który się spełnia, który radzi sobie po tragedii... A jesteś zagubionym facetem z mnóstwem myśli, które nie mają ujścia. Jak otaczający Cię ludzie mają poznać, że potrzebujesz pomocy? Nic nie dzieję się samo z siebie, jest akcja - następuje reakcja. Dlatego umawiaj się z przyjacielem i wygadaj się...

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
A co z tą pracą? Piszesz w jednym zdaniu, że co chwile grasz i masz z tego kasę a zaraz, że nie masz pracy... Wyjaśnisz to? Bo ja się zgubiłam...

No gram co chwila, ale nie traktuję tego jako pracy. Po prostu dla mojego brata i mamy najważniejsze jest to, żebym gdzieś pracował. Z ich zachowania zauważyłem, że dla Nich byłoby dobrze gdybym nawet pracował za 1zł/h, nie ważne gdzie i co bym robił - po prostu egoistyczne podejście mają do mnie a ja mam tego dość. Od czasu do czasu sobie zarobie, bo np. kumplowi z autem zrobię i mam na swoje wydatki. Mamy nie proszę o pieniądze ani brata, bo potrafię sobie sam na własne wydatki zarobić. Jak raz pokazałem mamie 400zł za godzinkę grania w klubie, to tylko odparła, że fajnie że zarobiłem, ale żebym się zajął czymś innym niż tylko graniem.

Dla nich się nie liczy to co chcę w życiu robić - tak to odbieram.

Ale nie ma sposobu na to by się ktoś zainteresował kimś kto tego zainteresowania nie chce. Bo Ty go nie chcesz... Nie dajesz sygnałów, że potrzebujesz pomocy, że chcesz rozmowy (przynajmniej tak wynika z tych postów).

A co mam według Ciebie robić? Jak już pisałem u mnie na Twarzy jest radość a w sercu ogromny smutek. Nie potrafię się nie uśmiechać w towarzystwie.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

A co mam według Ciebie robić? Jak już pisałem u mnie na Twarzy jest radość a w sercu ogromny smutek. Nie potrafię się nie uśmiechać w towarzystwie.

Nie potrafisz się otworzyć to i nie oczekuj, że ktoś z Ciebie coś wyciągnie. To nie ma być towarzystwo a przyjaciel. Napisz do przyjaciela, że chcesz się spotkać bo musisz z kimś pogadać... Na pewno na spotkaniu sam zapyta o co chodzi... Nie będziesz musiał udawać i ciągle się uśmiechać.

Z rodziną można by zacząć jakąś terapię. Nie mów, że psycholog odpada bo to głupota. Jeżeli sami nie potraficie się dogadać to można zgłosić się o pomoc. Przecież oczekujesz wsparcia, pomocy, zainteresowania... Myślę, że nie przeżyliście tragedii wspólnie tylko osobno i efekty są. Albo sam zacznij, że masz dość takiej atmosfery, że Cie to dobija i dłużej nie chcesz tak funkcjonować... Czasem ktoś musi się przełamać, Twoja mama i brat pewnie potrzebują rozmowy... Przed śmiercią ojca też mieliście tak kiepskie relację?

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Albo sam zacznij, że masz dość takiej atmosfery, że Cie to dobija i dłużej nie chcesz tak funkcjonować..

I się np. mama spyta co takiego ktoś mi robi...

Czasem ktoś musi się przełamać, Twoja mama i brat pewnie potrzebują rozmowy...

Z mamą nie potrafię rozmawiać o takich rzeczach, bo co ja jej powiem? Że wpędzają mnie w depresje? Pogarszają mój stan zdrowia z powodu nerwów przez Nich? Co do brata, to nie da się z Nim rozmawiać, bo ma okropny charakter. Gdyby nie był moim bratem, to dziś by leżał w szpitalu w stanie ciężkim. Jak wychodził do pracy o 6 rano, to znów mi dogryzał, że jestem nierobem i się kłóciliśmy.

Przed śmiercią ojca też mieliście tak kiepskie relację?

Właśnie jak tata żył, to było super.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Partylover, wiesz co mogę Ci poradzić, tak do siebie?

2,5 roku temu nagle straciłam najważniejszą osobę w życiu, moją Babcię, kóra była mi bliższa niż ktokolwiek na świecie.

Jak i u Ciebie relacje w rodzinie kompletnie się posypały, rodzice się kłócą, mama jest nieszczęśliwa i przerzuca to na nas wszystkich, odbija się to głównie na mnie.

Od samego początku, po śmierci Babci w towarzystwie swojej rodziny płakałam tylko raz, w szpitalu na korytarzu... Czułam się paskudnie, ale wiedziałam, że nie mogę poddać się uczuciu pustki.

Ciągle wbijam sobie do głowy, w każdej chwili załamania, że Babcia zawsze chciała bym była szczęśliwa, bym się rozwijała, walczyła o lepsze zycie i tego się trzymam.

Musisz zrozumieć, że Twój tata wraz ze swoją śmiercią nie odszedł na zawsze. Nikt w pełni nie umrze, gdy miał kiedyś bliskich, którzy go kochali, którzy pamiętają. On żyje w Tobie, dzięki niemu zyjesz, nauczył Cię wielu rzeczy i uczyłby dalej, ale nie może, więc został we wszelkich wspomnieniach, zdjęciach, w sercu i to jest piękne. Ciesz się, że możesz Go pamiętać.

Musisz być silny, silniejszy od mamy, bo powinieneś być dla niej teraz wsparciem.

Co do sytuacji z bratem. Jak widzisz każdy reaguje inaczej, Ty szukasz akceptacji i zamykasz sie w sobie, on reaguje złością. Powiedz mu kiedyś, gdy naskoczy na Ciebie, że wiesz, że on też cierpi, że przeżywa to inaczej niż Ty i że jest Ci dużo ciężej, gdy tak Cię traktuje.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Z mamą nie potrafię rozmawiać o takich rzeczach, bo co ja jej powiem? Że wpędzają mnie w depresje? Pogarszają mój stan zdrowia z powodu nerwów przez Nich?

A dlaczego nie możesz tego powiedzieć?

Zacznij, że śmierć taty mocno Tobą zachwiała, że nie wytrzymujesz tej napiętej i ostrej atmosfery, że chcesz abyście zaczęli ze sobą rozmawiać a nie tylko sobie dogryzać... Powiedz po prostu co Ci leży na sercu. Mama na pewno nie zostanie obojętna na takie słowa, jesteś jej synem, kocha Cie i na pewno Cie wysłucha. Ciężko się otworzyć, tym bardziej, że nigdy tak ze sobą szczerze nie rozmawiacie...

Zawsze też możesz napisać list, zostawić jej go, wyjaśnić wszystko... Potem łatwiej jest zacząć temat w rozmowie...

Twoje mamie pewnie lepiej przemilczeć cały problem niż go poruszyć ale na pewno widzi co się dzieję. Myślę, że to z nią musisz pogadać. Brata na razie zostaw i staraj się olewać.

I się np. mama spyta co takiego ktoś mi robi...

Powiedz, że brat i ona, że tak nie powinna wyglądać rodzina, że to nie jest dobre dla Was wszystkich.

Nie wiem czy się odważysz, wiem, że łatwo jest mi tak pisać ale wiesz sam, że jeśli nic nie zrobisz to nie masz co liczyć na poprawę. To wszystko będzie w Tobie tylko narastało, potęgowało Twój zły stan i zostaniesz wrakiem człowieka, zostaniesz pochłonięty goryczą...

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Musisz zrozumieć, że Twój tata wraz ze swoją śmiercią nie odszedł na zawsze. Nikt w pełni nie umrze, gdy miał kiedyś bliskich, którzy go kochali, którzy pamiętają. On żyje w Tobie, dzięki niemu zyjesz, nauczył Cię wielu rzeczy i uczyłby dalej, ale nie może, więc został we wszelkich wspomnieniach, zdjęciach, w sercu i to jest piękne. Ciesz się, że możesz Go pamiętać.

Jak to przeczytałem, to aż łezka mi się w oku zakręciła..

Musisz być silny, silniejszy od mamy, bo powinieneś być dla niej teraz wsparciem.

Jestem i zawsze będę.

A dlaczego nie możesz tego powiedzieć?

Bo z mamą nie chcę o takich rzeczach rozmawiać. Wolę, żeby zauważyła to po moim zachowaniu. Często gdy tak robiłem, to brat zamaist pomóc, spytać się co się dzieje, to tylko lubi sobie mówić do mnie jak mało mówię lub nie odzywam swój sławny tekst: "O znów Dawida rzuciła" lub "Znowu Cię jakaś rzuciła". On nie potrafi docenić tego, że dzięki mnie jest z dziewczyną już 3 rok. Dzięki mnie się poznali i jak mu o tym mówię, to się tego wypiera a potem się ze mnie śmieje, że ja nie mam dziewczyny, że co chwila mam inną z każdą mi nie wychodzi.

Przyjdzie taki dzień, że już nie wytrzymam i mu tak przyp... że wyląduje w szpitalu, bo np. miech temu prawie mi nos złamał po pijaku, bo go wkurzyłem tym, że chciałem go rozśmieszyć - ja mimo wszystko nie potrafię go uderzyć, ale przyjdzie kiedyś taki dzień, że to się zmieni a wtedy za siebie nie ręczę, bo jestem od Niego silniejszy i większy a on wykorzystuje to, że wie, że go nie uderzę. Najbardziej dobija mnie to jak wyzywa mnie od alkoholików (A nie piję) i żebym szedł się najebać z kumplami, bo tylko to potrafię a sam po pijaku mi prawie nos złamał.

Zacznij, że śmierć taty mocno Tobą zachwiała, że nie wytrzymujesz tej napiętej i ostrej atmosfery, że chcesz abyście zaczęli ze sobą rozmawiać a nie tylko sobie dogryzać... Powiedz po prostu co Ci leży na sercu. Mama na pewno nie zostanie obojętna na takie słowa, jesteś jej synem, kocha Cie i na pewno Cie wysłucha. Ciężko się otworzyć, tym bardziej, że nigdy tak ze sobą szczerze nie rozmawiacie...

I tak zrobię. Dziękuję Ci bardzo. Jak dziś mama przyjdzie z pracy i znów na mnie naskoczy lub brat, to im powiem to, co mi napisałaś, bo właśnie to im z chęcią powiem.

Brakowało mi słów jakie mam użyć.

Raz jak wróciłem z okropnym bólem serce od kolegi, to położyłem się spać w dzień. Nigdy nie śpię w dzień więc mój kochany brat pomyślał, że śpię, bo się opiłem a wcale tak nie było. Mówiłem mu, że serce mnie boli i żeby mi dał spokój, ale on swoje, że jestem nierobem i tylko się obijam i nic nie robię. Kłóciliśmy, mama się wtrąciła. Mama była po jego stronie jak i mojej, to ja już nie wytrzymałem i powiedziałem, że jak jestem taki niechciany w tym domu, to chętnie wyjdę i zacząłem się ubierać. Ubrałem się i chciałem wyjść, bo brat dogryzał, żebym sobie wyszedł jak jestem taki mądry i mama mnie nie puściła. Z tego wszystkiego straciłem wtedy przytomność i mama się bardzo przejęła. Brat też się przejął, ale potem jak zwykle dogrywka, że udawałem - brat ma prawie 23 lata i tak się zachowuje. Ja już mam go osobiście dość. jest wredny, chętnie bym mu poprawił szczękę, ale mimo to nie widzi tego, że mam do Niego cierpliwość. Zabieram go na każdy mój występ w klubie gdzie sobie pije za darmo ile chce i się dobrze bawi. Gdy wracamy do domu, to potrafi zacząć nową kłótnie o byle co.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Witaj. Czytam kilka tych Twoich postów... i widzę w nich siebie, sprzed paru miesięcy.

Nie przeżyłam, co prawda tak traumatycznego wydarzenia, o którym mówisz, ale w moim życiu również nie działo się za dobrze. Problemy w relacjach z ludźmi - to nie brzmi najgroźniej, ale wiem, co to znaczy nagle zostać samemu z całym światem i nie mieć się kompletnie do kogo zwrócić.

Wymyślałam sobie choroby, zamykałam na długie tygodnie w domu, rzucałam w wir pracy, byle tylko po pierwsze - zwrócić na siebie za wszelką cenę uwagę rodziny, po drugie - zapomnieć o tym, że ich zainteresowanie mną jest nikłe a nawet zerowe. Miałam piękne dzieciństwo, byłam bardzo szczęśliwym dzieckiem. Sielanka skończyła się, kiedy ojciec stracił pracę i zaczęliśmy mieć problemy finansowe. Stał się wtedy zupełnie innym człowiekiem. Na zewnątrz starałam się udawać, ze wszystko jest ok, ale lata mijały a ja pękałam coraz bardziej. Byłam bita, poniżana, miałam siebie za nic. W pewnym momencie okazało się, że nawet przyjaciele mieli gdzieś moje "humory", a osoba, którą kochałam ponad wszystko i o której miłość aż się dławiłam, wbiła mi nóż prosto w serce i jeszcze go przekręciła. To był najlepszy przyjaciel. Wiedział o wszelkich radościach i smutkach. O wszystkim. zakochałam się w nim, a on zdawał sobie z tego sprawę. Nasza relacja uległa zmianie, zaczęliśmy się spotykać jak para, dał mi namiastkę miłości, której tak bardzo potrzebowałam i okazało się, że takich jak ja ma na pęczki. W samotności lizałam rany i wpajałam sobie nienawiść do świata. Tyle, że w tej postawie nie było żadnej siły. Byłam słabsza niż kiedykolwiek. Chciałam nawet odejść z tego świata. Nie wierzyłam kompletnie w nic, bo wszystkie wartości, które do tej pory były tymi najważniejszymi, ktoś już dawno rozdeptał i wyrzucił. Słowo depresja kojarzyło mi się z nastolatkami albo subkulturą emo. Marne hasełko psychologów, żeby wytłumaczyć proste rzeczy i odnaleźć w nieszczęśliwym dzieciństwie źródło twoich problemów. W psychologię dotąd nie wierzę. Inaczej sprawa się ma z lekarzem o bardzo groźnie brzmiącej specjalności. Mam na myśli psychiatrę. Trafiłam do niego, kiedy wpadłam w coś, co on później nazwał nerwicą lękową. Przestałam wychodzić z domu. Wiedziałam, że to już dno i tak dalej być nie może. Miałam przecież plany, musiałam chodzić do szkoły, zdać maturę, dostać się na studia. Wiedziałam, że dla rodziny jestem tylko problemem. Pierwsza wizyta była gehenną. Lekarz wytłumaczył mi co i jak. Na bazie mojej sytuacji wyjaśnił mi, że aby funkcjonować na powrót normalnie potrzebuję innych ludzi, ale ich brak, ich obojętność wobec mojej osoby przesłoniła mi cały świat. Dostałam leki. Nie stałam się od nich głupsza, nadpobudliwa czy też odwrotnie senna i otumaniona. Wręcz przeciwnie - zaczęłam normalnie funkcjonować. Nie stało się to oczywiście jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale działo się stopniowo. Zaczęłam po prpostu krok po kroku realizować mój plan i całkowicie zapominać o przeszłości. Osoby, które mnie raniły już nie były mi potrzebne, nie musiałam nic udowadniać, liczyć na okruch uczucia czy zainteresowania z ich strony. Po prostu zaczęłam żyć. I dzięki temu, że zdecydowałam się i poszłam do lekarza, byłam w stanie sama zadziałać. Już nie chciałam, żeby to ktoś mi coś udowadniał. To ja udowodniłąm sobie, że można być szczęśliwym, bez błagania o miłość. Ja swoją miłość znalazłam, dziś nie pamiętam o tym, co złe. Dziś liczy się tylko dziś i jutro. Wczoraj nie ma znaczenia.

Moje poprzedniczki mądrze radzą. Pójście do lekarza nie jest żadną ujmą. Depresja to choroba jak każda inna. Ona niszczy, zabiera kolory, dzięki niej wszystko blednie, staje się nijakie. Ale cudowne jest na nowo odzyskiwanie... tych wszystkich barw. Tego uczucia nie da się z niczym porównać,

Trzymam za Ciebie kciuki. Jakiejkolwiek decyzji nie podejmiesz, to życzę Ci aby nastąpił przełom i aby okazało się, że na każdy dzień spoglądasz z coraz większą nadzieją. Bo życie naprawdę jest piękne. Tylko trzeba o siebie zawalczyć.

zawalcz o siebie. warto.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Nie widzę sensu, żeby iść do psychologa, bo nie będę płacił komuś za pomoc. Musi mi ktoś pomóc z moich znajomych, albo ja sam sobie muszę poradzić chociaż nie wiem jak.

Bo życie naprawdę jest piękne. Tylko trzeba o siebie zawalczyć.

Piękne życie, to jest chyba tylko na filmach. Całe życie się staram o chodź minutę szczęścia i co? Już zapomniałem co to szczęście.

Dziś trafiłem znów na pogotowie, bo się zdenerwowałem pewną dziewczyną na której mi zależy. Nie odzywam się do Niej już 3 dzień. Pisała smsy, żebym się odezwał, ale ja się nie odezwę. Sami widzicie co już nerwy ze mną robią i wiem, że będzie gorzej. Znów mam dziś zły dzień. Siedzę sam w domu i się dołuję..

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

skoro widzisz swoje bledy to czemu ich nie chcesz poprawiac, widzisz co jest nie tak wiec rob tak, aby bylo dobrze. czemu nie odpisujesz, to denerwuje i ja i Ciebie, takie zachowanie nie ma sensu

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Partylover, nie każdy psycholog jest płatny. Powiem Ci coś. Jak masz depresje to trzeba ją leczyć. Musisz iść do specjalisty, a jeszcze lepiej jakbyś poszedł na psychoterapię wspierającą osoby po stracie bliskiej osoby. Powinieneś iść. Musisz. Niestety. Depresja sama się nie wyleczy. Przypominasz mi bohatera książki, którą teraz czytam 2 raz. Też stracił on tatę i nie rozumie czasem mamy. Może powinieneś ze swoją mamą czasem pogadać. Ona też czuje ból po stracie twojego Taty, bo On był jej mężem. Musicie sie wspierać. Ty naprawdę potrzebujesz specjalisty. Wiem, że nie jest to przyjemne, ale czasem trzeba coś zrobić, aby było lepiej nawet jeśli się tego nie lubi. Jeśli potrzebujesz kogoś do rozmowy to możesz pogadać ze mną na PW. Ja chętnie pomogę.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Dziękuję wszystkim za posty. Podniosły mnie na duchu, ale dziś mam znów zły dzień.

Do psychologa nie pójdę, bo zacznijmy od tego, że spaliłbym się ze wstydu. Przed chwilą byłem w sklepie to gdy szukałem drobnych pieniędzy, to z nerwów mi się ręce trzęsły nie wiedząc czemu. Tak samo bije mi cholernie serce jak spotkam swoją była którą kochałem 5 lat i nie potrafię z Nią porozmawiać, bo się "jej" boję.

Po tych paru dniach mogę z pełną świadomością stwierdzić, że mam coś z psychiką, ale nie chce iść do psychologa. Chcę aby ktoś mnie wsparł i pomógł.

Powiedziałem dwóm najlepszym kumplom co się ze mną dzieje od jakiegoś czasu, że myślę nad psychologiem, to po prostu w to nie wierzą, bo ja jestem zawsze uśmiechnięty i zawsze jestem duchem towarzystwa.

Siedzę teraz znów sam w domu, bo nie mam co robić. Byłem chwilę pobiegać, ale szybko wróciłem do domu, bo jakoś nie czułem się dobrze poza domem.

Dziś mam się spotkać z dziewczyną na której mi zależy, ale mam zamiar do Niej napisać, że nie dam rady chociaż sam "prosiłem się" miesiąc o spotkanie, bo po prostu boję się spotkania.

skoro widzisz swoje bledy to czemu ich nie chcesz poprawiac

Pomyśl.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz