Incomprehensible

Książki Waszego dzieciństwa.

Recommended Posts

Do założenia tego tematu zainspirowało mnie buszowanie w osiedlowej bibliotece po półkach z książkami dla dzieci. Bywam tam gdzieś tak od czwartego roku życia, więc wiele z tych książek niejednokrotnie miałam w rękach, czytałam (albo ktoś mi czytał) i pamiętam. Ta biblioteka jest i będzie dla mnie zawsze takim sentymentalnym miejscem, gdzie zostawiłam ogromną część swojego życia - całe moje dzieciństwo.

Jakie książki pamiętacie z dzieciństwa? Może jakieś serie opowieści? Ja wypowiem się później, bo dużo tego było. (;

Share this post


Link to post

Poczytaj mi mamo - klasyka :mrgreen:

O Dwóch Takich Co Ukradli Księżyc - O jak płakałem na pierwszym rozdziale "...w którym ostatnia kropka nad ,,i'' łzą była postawiona" o ile dobrze pamiętam. :mrgreen: Pierwsze zetknięcie z surrealem: zamienienie w marchewki, hrabia zboczony na punkcie pomadek itp. xD Jakoś zapadła mi w pamięć bardzo. :P

Harry'ego Pottera pierwsze dwie części. Bo reszta to już nie takie dzieciństwo :P

No i Mikołajek - do tej pory czasami do niego wracam. :D Świetna pozycja zarówno dla dzieci jak i dorosłych.

EDIT

A! Jeszcze miałem takie opasłe tomiszcze "Bajarka opowiada" gdzie zebrane były baśnie, bajki i opowiadania z całego świata. Podany był tytuł i kraj z jakiego pochodził utwór. Brat często mi je czytał <3. Najbardziej zapadł mi w pamięć węgierski "Żelazny Laczy" i arabski "Małpi Król" czy jakoś tak. Wtedy to podjąłem zainspirowane tymiż bajkami pierwsze literackie próby. xD

Share this post


Link to post

Moją przygodę z książkami zaczęłam w wieku 7 lat, kiedy to mogłam sama czytać i sprawiało mi to ogromną frajdę. Od zawsze kochałam się w baśniach Andersena, pamiętam jak czytała mi je mama i chociaż wszystkie znałam doskonale, często do nich wracałam.

,Tytus, Romek i Atomek' ten komiks również kojarzy mi się z dzieciństwem, mój brat czytał, dlatego ja też sięgnęłam i nie mogłam się od tego oderwać.

Wiersze Tuwima, uwielbiałam uczyć się na pamięć a potem szpanować ;d Bardzo miło wspominam, do tej pory znam początki.

,O psie,który jeździł koleją', ,Chłopcy z placu broni' pamiętam,że płakałam jak głupia,zresztą kto nie płakał ...

Miło wspominam również Jeżycjadę, perypetie rodziny Borejków.

Share this post


Link to post

Do dziś mam swoje bajki. ;)

Ulubiona był oczywiście ''Pinokio'' Carlo Collodi'ego. Cieniutka, malutka książeczka w której jestem zakochana do dziś. Zawsze płakałam na ostatniej stronie gdzie Pinokio zamieniał się w chłopca z krwi i kości. Najbardziej wzruszająca część. :)

Baśnie!. Chyba każdy miał taką księgę z najbardziej znanymi bajkami typu świnki trzy, śpiąca królewna itd. Bardzo lubiłam jak mi je mama czytała. :)

Chyba z milion razy czytałam 'Piękną i Bestię". Bardzo podobały mi się rysunki w tej książce. Jest tak wyeksploatowana, że każda kartka jest osobno. Cała się rozkleiła, ale nadal ją mam. : D

U kuzynki bardzo lubiłam czytać Baśnie z tysiąca i jednej nocy. Coś wspaniałego. Polecam każdemu. Przez te baśnie moją ulubiona bajką stał się Ali Baba i czterdziestu rozbójników. <3

Miałam też zbór opowiadań dla dzieci. Ogólnie te opowiadania miały być pouczające i zawsze zawierały jakiś morał. Hmm takie bardzo chrześcijański zawsze mi się wydawały.

Innymi książkami, które kojarzą mi się z dzieciństwem są książka o Jodze :mrgreen: oraz Kariera Nikodema Dyzmy Dołęgi - Mostowicza. : )

No i Mikołajek

To prawda, chociaż Mikołajka poznałam dopiero niedawno. :)

Share this post


Link to post

Pamiętam wszelakie książki z baśniami, ale nie do końca jakoś zapadły mi w pamięć. Jedynie "Legendami polskimi" bardzo się fascynowałam, gdzie były zawarte m.in. legenda o złotej kaczce, o bazyliszku, o Warsie i Sawie, i inne fascynujące polskie legendy.

Książkami mojego dziecieństwa były głównie takie duże, cienkie książki z Disney'a, które mama chyba zamawiała z jakiejś kolekcji wysyłkowej. Byłam w posiadaniu Kubusia Puchatka, Herkulesa, Pinokia, Śpiącej królewny, Królewny śnieżki i paru innych. Uwielbiałam całostronnicowe ilustracje, mogłam je oglądać godzinami ^^ Treść schodziła tu na drugi plan ;p

Miałam też coś w stylu 'Lektur dla klas 1-3', zebranych w jednej książce. Z tego akurat namiętnie czytałam "Plastusiowy pamiętnik".

Pamiętam też "Lokomotywę" i "Karolcię" :

Karolcia_Maria-Kruger,images_big,27,978-83-7162-457-5.jpg

Moim wielkim skarbem była wieeelka książka (bez kitu, chyba miała format A2, a w dzieciństwie wszystko było taaakie duże) która zawierała bajki o królewnach. Była o tyle szczególnie zilustrowana, że każdy etap opowieści był jednym, małym rysunkiem, a te wszystkie rysunki tworzyły jakby jedną ścieżkę przez takie dwie wielkie strony, jakby były połączone.

No i moja wielka miłość "Akademia Pana Kleksa" <3

Akademia%20Pana%20Kleksa%20Tajemnica%20Golarza%20Filipa%20(1984).jpg

To tak na szybkiego, jakby mi się coś przypomniało to nie omieszkam dorzucić ;)

Share this post


Link to post

Niestety nie pamiętam wszystkich książek, które kojarzą mi się z błogim okresem dzieciństwa. Gdy mama po raz pierwszy poszła ze mną do biblioteki, to byłam w siódmym niebie. Ja taka mała, a wokół mnie półki uginające się od ogromnej ilości książek, to było coś ... No, ale przejdę już do właściwego tematu. "Dzieci z Bullerbyn" - o ile dobrze pamiętam, czytaliśmy to w podstawówce, do dziś pamiętam jakie emocje towarzyszyły mi, gdy czytałam tę książkę. "O psie, który jeździł koleją" - również czasy szkoły podstawowej i płacz podczas pogrążania się w lekturze. "Karolcia" - już sam tytuł wywołuje we mnie miłe wspomnienia i widzę przed oczami, ten tajemniczy koralik. "Akademia Pana Kleksa" - to dopiero było coś, cała klasa huczała na temat tej książki, każdy wychwalał się, ile już przeczytał i streszczał innym, co wydarzy się w kolejnych rozdziałach. "Ania z Zielonego Wzgórza" - najmilsze wspomnienie sprzed lat, czasem zazdrościłam głównej bohaterce przygód, które przeżywała. "Tajemniczy ogród", "Mała księżniczka"... to taka namiastka mojego dzieciństwa. ;)

Share this post


Link to post

Najbardziej kochałam "Dzieci z Bullerbyn". Czytałam ją kilka razy.

"Oto jest Kasia". Od dziecka interesowałam się przemianami, które następują w ludziach ;)

Wiersze dla dzieci Tuwima,

Baśnie Andersena,

Bajki Brzechwy.

Share this post


Link to post

Dzieci z Bullerbyn - czytałam tysiące razy, był czas, że niektóre zwroty znałam na pamięć! Do dzisiaj lubię od czasu do czasu zajrzeć do tej książki.

I Plastusiowy Pamiętnik - chociaż już w sumie niewiele z niej pamiętam, to wiem, że ogromnie mnie wzruszała.

Share this post


Link to post

'Akademia Pana Kleska'

'101 dalmatyńczyków'

'Król Lew'

baśnie

wiersze J. Tuwima

Share this post


Link to post

Dzieci z Bullerbyn- przeczytałam, żeby nie skłamać coś koło 25 razy <3

Karolcia i Witaj Karolciu- też koło 20 razy

Klechdy Domowe

Baśnie z gór

Chłopcy z Placu Broni (to mój szał do tej pory, nawet nie licze ile razy to czytała, a że za każdym ryczę, jak umiera Nemeczek to nie wspomnę ;p )

Plastusiowy Pamiętnik! pierwsza ksiażka, którą przeczytałam całkiem sama, jako 4letni dzieciak. Sentyment zostaje <3

O psie, który jeździł koleją, o matko, toż to hicior

Nasza szkapa

Wiersze Brzechwy, Chotomskiej, Tuwima i Konopnickiej <3

Baśnie Andersena i Braci Grimm

Zakochany kundel (jestem Tramp książę pchlarzy, kto mnie dotknie ten się sparzy, ale ale my się chyba znamy maleńka <333 )

Ania z Zielonego Wzgórza, wiecznie żywa seria książek, po którą sięgam do tej pory, nadal bawi i wzrusza, uwielbiam!

Tajemniczy ogród, choć nadal wolę film od książki, tak samo jak film 101 Dalmatyńczyków jest lepszy od książki wg mnie (;

Baśnie tysiąca i jednej nocy

7 bajek o księzniczkach

Baśnie narodów ZSRR

Białowieskie opowieści, czy coś w ten deseń

ksiazka z opowiadaniami lekko uwspółcześnionymi, ale nie pamiętam tytułu, może nawet nie miała okładki.

Generalnie wielu książek i opowieści nawet nie pamiętam tytułów, wiele książek było wiekowych, nie miało oryginalnych okładek, tylko dorobione ręcznie i przyszyte lub przyklejone, więc i tytuły poginęły. Jestem w posiadaniu ponad 100 różnych książek typowo dla wieku dziecięcego, do tego pamiętam masę bajek opowiadanych przez Mamę i Babcię do snu, takie jak O dziewczynce, która wpadła do studni, o 12 miesiącach i innych.

Do tego jako mały berbeć czytałam Trędowatą oraz wiele poważniejszych tytułów. Zakochałam się w ksiażkach, jako 3latka, jako 4ro zaczęłam je sama czytywać i miłość trwa i kwitnie nadal.

Share this post


Link to post

Z wczesnego dzieciństwa to pamiętam moją kolekcje książeczek: twarde, małe, mające po 5-6 stron, na każdej stronie po dwa zdania. Najczęściej były to po prostu wierszyki Brzechwy albo Tuwima (;

Swoją pierwszą książeczkę, którą dostałam od Chrzestnej mam do dziś :) Też miała po dwa zdania na każdej stronie, ale miała przycisk na każdej, który wydawał dźwięki. Znałam ją na pamięć! :)

Znałam też na pamięć wierszyk "Lokomotywa" Tuwima, i ochoczo prezentowałam go na każdym spotkaniu rodzinnym :roll:

Jeśli chodzi o wiek, kiedy sama już mogłam czytać, to 'Karolcia' (tak, też miałam wtedy swojego koralika, którego uważałam za magicznego:D), Dzieci z Bullerbyn, O psie, który jeździł koleją, Nasza mama - czarodziejka, jeszcze była taka książka o pingwinach i Eskimosach, ale nie pamiętam tytułu :) Oprócz tego legendarny Król Lew, którego do tej pory uwielbiam, oraz Śpiąca Królewna. Też dobrze wspominam wymienioną przez Eirene Małą księżniczkę, Tajemniczy ogród, czy Anię z Zielonego Wzgórza. O, 'Ten obcy' jeszcze mi się bardzo podobał (;

Share this post


Link to post

Król lew nie wiem ile razy to czytałam ale zawsze z nadzieją że Mufasa przeżyje :P

Harry Potter chyba 2-3 pierwsze części jeszcze w dzieciństwie

Jeszcze była jedna taka książeczka nie pamiętam tytułu o 6-cio letnich bliźniętach którzy przygotowywali się do komunii(poszli wcześniej) czytałam to chyba z 30 razy :)

Share this post


Link to post

Kilka zdecydowanie zapadło mi w pamięć i jeżeli kiedyś będe miała okazję poczytać jakiemuś malcowi coś na dobranoc, wiem co wybiorę:

Przede wszystkim Mikołajek i jego przygody. Książka cudowna. Pamiętam jak się chowałam w kącie pokoju i nie mogłam się oderwać od tego prześmiecznego chłopczyka, jego kolegów i fajnej rodzinki. To było coś cudownego.

Uwielbiam także Dzieci z Bulerbyn. Przeczytałam jednym tchem. Chyba miałam słabośc do tych wszyskich codziennych przygód małych dzieciaków. Nigdy nie pociągała mnie fantastyka.

Chociaż zaczytywałam się w baśniach ale nigdy poza "dziwność" i nierealistyczność Calineczki nie wychodziłam. ;)

Plastusiowy pamiętnik też był moim ulubionym.

Jak byłam już nieco starsza to pochłaniałam ksiązki Marty Fox. Do tego dochodziły różne ksiązki z serii Nie dla mamy nie dla taty, lecz dla każdej małolaty, przeczytałam chyba wszystkie.

Share this post


Link to post

Na pewno Dzieci z Bullerbyn. Ach, moja pierwsza miłość, mnóstwo razy ją przeczytałam. Oprócz tego Plastusiowy pamiętnik i Jak Wojtek został strażakiem - chyba pierwsze książki, które przeczytałam. Zaczytywałam się też w Mikołajku, pamiętam, że odkryłam go w wakacje, wszystkie książki z serii przeczytałam w tydzień, tak mnie wciągnęło. Harry Potter też miał na mnie duży wpływ. O psie, który jeździł koleją - pierwsza książka, na której się popłakałam. Nie mogę nie wspomnieć o wierszach Brzechwy (Na straganie w dzień targowy...) i Tuwima (Słoń Trąbalski i pan Hilary, co zgubił okulary).

Aż mnie naszła chęć, żeby wrócić do tych książek. ^^

Share this post


Link to post

Hm. Na pewno To my dla kapciuszki - to moja ulubiona książka z dzieciństwa, pamiętam jak ją czytałam, była świetna. : D Poza tym Oto jest Kasia, tę książkę czytałam kilka razy, bardzo mi się podobała. Z dzieciństwem kojarzą mi się też baśnie Andersena i wiersze Brzechwy. : )

Share this post


Link to post

"Dzieci z Bullerbyn", klasyka. Czytałam to mnóstwo razy.

"Kubuś Puchatek"

"Karolcia"

"O psie, który jeździł koleją "

Wiadomo, "baśnie" Andersena.

"Wiersze" Brzechwy, które od najmłodszych lat umiałam na pamięć i potrafiłam wyrecytować nawet w środku nocy <3

"Chłopcy z Placu Broni" - jejku, płakałam przy tym strasznie, ale uwielbiam tą książkę <3

Kurcze, pamiętam też, że mama przeczytała mi kiedyś ze zbioru różnych bajek jakąś opowieść o choince, która nie chciała już mieszkać w lesie. Coś tam, że zbliżały się święta i pewnego dnia znalazła się w domu pewnej rodziny. Była pięknie przystrojona, ale minął jej czas, więc wyniesiono ją na strych, gdzie była bardzo smutna. Taka historyjka bez happy endu. O masakra, jak ja wtedy ryczałam i zamiast spać w nocy mama musiała mnie uspokajać. Kurde, jakim ja kiedyś byłam wrażliwym dzieckiem :mrgreen:

"Calineczki" nie lubiłam. Ta bajka od najmłodszych lat wydawała mi się jakaś głupawa x D

"Harry Potter", ale to już nieco później. Wszystkie części przeczytałam. Pamiętam jak najpierw tata czytał mi pierwszą część, potem ja sama... i tak jakoś w ciągu kilku lat z radością przebrnęłam przez wszystkie <3

"Muminki" - to już czasy dzieciństwa mojego brata. Czytałam mu muminkowe opowieści, ale prawda była taka że bardziej interesowały one mnie niż jego xD

Pewnie było tych książke jeszcze dużo, dużo, dużo więcej... na dzień dzisiejszy tyle tylko udało mi się wyszperać w pamięci.

Share this post


Link to post

W dzieciństwie ogólnie bardzo dużo czytałam. Najpierw właśnie książki dla dzieci, potem dla młodzieży... Są jednak takie książki, powszechnie uważane za książki dla dzieci, do których lubię wracać nawet dziś. Zapewne nie wymienię wszystkich, bo większości nie pamiętam, ale te, które najbardziej zapadły mi w pamięci:

"Karolcia", Marii Kruger - w sumie od zawsze lubiłam książki z nutką magii, fantastyczne, nie do końca realne. Do tej wracałam kilkakrotnie, za każdym razem czytając ją z taką samą ciekawością i chęcią.

"Dzieci z Bullerbyn", Astrid Lindgren - zdecydowanie moja ulubiona książka z czasów "wczesnego" dzieciństwa. Praktycznie była to pierwsza, którą przeczytałam zupełnie samodzielnie. Czytałam ją kilkakrotnie, od deski do deski, ale też "na wyrywki". Film niestety nie przypadł mi tak do gustu.

"Madika z Czerwcowego Wzgórza", Astrid Lindgren - jedna z książek, przy której płakałam, śmiałam się i multum innych rzeczy. Mam nawet gdzieś jeszcze, no i teraz będę miała pretekst, żeby znów ją przeczytać - siostrze. ; D

"Matylda", Dahl Roald - w sumie nie do końca wesoła książka. Zawsze było mi żal tytułowej Matyldy, przeżywałam wraz z nią wszystkie jej problemy i perypetie. Film również mi się podobał.

"Oto jest Kasia", Miry Jaworczakowej - zawsze było mi żal jej siostrzyczki. x D Pierwszy raz przeczytałam ją jako lekturę w szkole podstawowej, ale kilkakrotnie do niej wróciłam.

"Tajemniczy ogród", Frances Hodgson-Burnett - pierwszy raz zostałam przymuszona do przeczytania tej książki jako lektury. Nie spodobała mi się, chociaż chyba bardziej z zasady ("bo to przecież lektura!"). Potem obejrzałam film i ponownie przeczytałam książkę, odbierając ją już zupełnie inaczej. Świetna.

"Mała księżniczka", Frances Hodgson-Burnett - po tej książce miałam szał na imię Sara. ; D W sumie to taka klasyka, przynajmniej dla dziewczynek.

"Harry Potter", J.K. Rowling - Harry do dziś jest jedną z moich ulubionych pozycji, jeżeli chodzi o książki. Niedawno nawet po raz enty zebrałam się i przeczytałam całą serię od początku do końca. To jest w sumie taka książka, która bardzo kojarzy mi się z dzieciństwem i latami beztroski. Za każdym razem, kiedy ją czytam, czuję w sobie taką niewyjaśnioną atmosferę, wręcz magię. Oczywiście dzieciństwo to pierwsze 2-3 części, ale pozostałe również są mi bliskie.

"Seria niefortunnych zdarzeń", Lemony'ego Snicketa - to już nieco późniejsze dzieciństwo, tak po trzeciej klasie podstawówki. Ilekroć czytałam tą książkę, tylekroć głowiłam się nad tym, czy ta historia jest prawdziwa, czy też nie. ;P Nawet teraz, mimo wszystko, lubię do niej powracać, bo jest taka... inna, nietypowa, a przy tym fajna, pomimo wszystkich smutnych momentów.

"Ania z Zielonego Wzgórza", Lucy Maud Montgomery - ta książka to w sumie nie tylko moje dzieciństwo, ale i późniejsze lata. Pierwszą część czytałam jakoś w podstawówce, pochłonęłam ją bardzo szybko i żałowałam, że się skończyła. W sumie klasyka, każdy chyba zna Anię. Potem czytałam ją jeszcze parokrotnie, również jako lekturę. Inne części też czytałam, chyba nie wszystkie, ale w sumie najbardziej podobała mi się pierwsza.

No i oczywiście wszelakie baśnie. Należałam nawet do Klubu Książki Disneya, czy jakoś tak. Co miesiąc przysyłano mi inną książkę - krótką, ale disneyowską. Nawet gdzieś tam jeszcze leżą. Mogłam je czytać kilkakrotnie, nawet kilka razy dziennie. ; D

Na pewno książek jest więcej, ale nie mogę sobie, na chwilę obecną, żadnej już przypomnieć. Wydaje mi się, że te wymienione wyżej, to takie the best of. (;

Share this post


Link to post
Aż mnie naszła chęć, żeby wrócić do tych książek.

Właśnie taki miałam cel, żeby usprawiedliwić się, że ostatnio wypożyczyłam "Piotrusia Pana". (;

Podobnie jak Mali, już jako mały dzieciak pochłaniałam książki. Czytać nauczyłam się z "Kubusia Puchatka", mając jakieś 4 lata. Miałam takie wydanie tej książki w formacie A4, z kolorowymi, Disneyowskimi obrazkami. W ogóle wtedy chyba był szał na książki Disneya. Pamiętam, że miałam "Kopciuszka", "Pocahontas", "Małą Syrenkę", "101 dalmatyńczyków", "Królewnę Śnieżkę", "Śpiącą Królewnę", "Piękną i Bestię" (Bello, nie patrz w książkę, patrz na mnie!), "Alicję w Krainie Czarów" i pewnie jeszcze coś, ale w tej chwili nie mogę sobie przypomnieć.

Jest w mojej pamięci książka, której nikt z Was nie wymienił, a która była ze mną przez wielką część mojego dzieciństwa - "Przygody Nieumiałka i jego przyjaciół" Mikołaja Nosowa. Nieumiałek był karzełkiem i słynął z bajkopisarstwa i tchórzostwa, strasznie mnie rozbawiały jego przygody. (; Znałam tę książkę dosłownie na pamięć, bo przez długi czas mama czytała mi ją do snu. Kiedy ze zmęczenia przekręcała już słowa, ja otwierałam oczy i ją natychmiast poprawiałam. ;d

Pamiętam też, ale to z czasów, kiedy byłam jeszcze bardzo mała, książkę o Księżycu Kleofasie. Miała różowo-fioletową okładkę i była bardzo cieniutka - nie jestem jednak w stanie przypomnieć sobie, co ten Księżyc robił ani dokładnego tytułu, przez co nie mogę znaleźć jej w necie. Kolejna z książek, których nie mogę znaleźć, to historia o jakiejś Babci Kluczykowej. Też kojarzę tylko to, nie mogę sobie przypomnieć nic więcej.

Nie będę wspominać o lekturach szkolnych, bo wtedy czytało się wszystko; właśnie ktoś z Was mi przypomniał o książce, którą już zapomniałam: "Jak Wojtek został strażakiem". (;

Książki z serii "Klasyka" również pochłaniałam i nadal do nich wracam. A więc: "Mała księżniczka" (i również odtąd podoba mi się imię Sara, do tej pory), "Zaczarowane baletki" (chodziłam wtedy na balet, więc zaczytywałam się w tej książce), księgi Bastablów (wszystkie części), "Mały lord" (zakochałam się w tym Cedryku), "Tajemniczy opiekun", "Tajemniczy ogród". Te książki stoją nadal na półce w moim pokoju.

Uwielbiałam "Baśnie" Andersena, może nie wszystkie, ale przede wszystkim "Królową Śniegu", "Calineczkę", "Brzydkie kaczątko", "Świniopasa", "Księżniczkę na ziarnku grochu", baśń o ołowianym żołnierzyku i tancereczce, "Bzową babuleńkę", "Czerwone trzewiczki" (choć to makabryczna bajka), "Pasterkę i kominiarczyka", "Pięć ziarenek grochu", a nade wszystko "Dziewczynkę z zapałkami". Później, gdy byłam już nieco starsza, razem z koleżanką zrobiłyśmy na podstawie tej bajki przedstawienie kukiełkowe dla dzieci z pobliskiego przedszkola. (;

Dobrze wspominam też "Baśnie czeskich dzieci", "Baśnie" braci Grimm (w dwóch częściach, jedna miała na okładce kruka w koronie, a druga żabę w koronie) i Charlesa Perraulta. Lubiłam też "Opowieści tysiąca i jednej nocy", a wśród nich bajkę o Ali-Babie i czterdziestu rozbójnikach, o Aladynie i Szeherezadzie, a oprócz tego "Najpiękniejsze baśnie" la Fontaine'a. Pamiętam książkę o Fregacie Orondze z Wyspy Wielkanocnej, ale nie mogę nigdzie jej znaleźć, i jakieś opowieści z Japonii, które były o małej, biednej dziewczynce imieniem Oba (jestem Oba, uparta osoba, i pójdę tam, gdzie mi się iść podoba), której braciszek ciężko zachorował i ona szła daleko, daleko, do cesarza, żeby dostać dla niego zupę z gniazd jaskółczych, która jako jedyna mogła go uzdrowić.

Jako starsza dziewczynka uwielbiałam "Opowieści z Narnii", "Harry'ego Pottera" oraz książkę "Stravaganza - miasto masek" Mary Hoffman (od tej książki zaczęła się moja fascynacja Wenecją i innymi miastami włoskimi), a także "Koszmarnego Karolka" i "Przygody Mikołajka" (nienawidziłam pupilka Ananiasza, jak chyba każdy ;d) oraz wszystkie książki o misiu Paddingtonie. Jako chyba trzecioklasistka (podstawówka) przeczytałam po raz pierwszy "Małego Księcia" i zakochałam się w tej książce, a miłość trwa do dziś.

No i oczywiście wszystkie te wierszyki Brzechwy i Tuwima, o Grzesiu, co niósł worek piasku, o panu Hilarym, co zgubił okulary, o ptasim radiu, o lokomotywie, Słoniu Trąbalskim, Pawle i Gawle, małpie w kąpieli, chorym kotku, samochwale, Zosi-samosi, itd. To chyba wszyscy znają.

Czytałam też lokalne legendy, klechdy domowe, jakieś opowieści o Bazyliszku, smoku Wawelskim, itd. Później też "Moją dziewczynę" Patricii Hermes (to chyba po obejrzeniu filmu o tym tytule), "Beethovena" (to też po filmie), wiersze księdza Twardowskiego, "Matyldę", "Karola i fabrykę czekolady", "Czarownice" (wszystko Dahla). Później zaczęłam lubować się w takich dziecięcych kryminałach, więc czytałam Chmielewską (chyba wszyscy pamiętamy "Nawiedzony dom"?), "Piekielny pociąg" Michela Amelina, "Nieistniejącą szkołę" Gudule'a i jego "Kierunek: koszmar", a także "Szatański zegarek" Francoise Sautereau. Potem były powieści grozy (ale to już wczesne czasy nastoletnie) - powieści R. L. Stine'a (potem nie mogłam spać ;d) i książki z serii "Szkoła przy cmentarzu". No i historie Marty Patton i jej kolegów. Martę Fox też lubiłam, oprócz tego chyba wszystkie powieści z serii "Nie dla mamy, nie dla taty, lecz dla każdej małolaty".

Zaczytywałam się też w przygodach "Pippi Pończoszanki" i w ogóle w książkach Lindgren - "Madika i berbeć z Czerwcowego Wzgórza", "Bracia Lwie Serce" (jak ja płakałam!), "Dzieci z Bullerbyn", wszystko o Karlssonie z Dachu, "Lotta z ulicy Awanturników" (Gdy wracam do domu, ma chatka malutka, i sama w niej jestem, zupełnie samiutka, lampeczkę zapalam, choć ledwo się tli, i tylko mój kotek ze mną śpi), "Ronja, córka zbójnika". Ze skandynawskich to jeszcze lubiłam historie o Magnusie.

Jest tego na pewno dziesięć razy tyle, ale już mi się w głowie mąci - starczy. ;d

Share this post


Link to post

Zapomniałam! Książka mojego dziecinstwa, którą gdzieś zgubiłam, może ktoś mi podprowadził.

"Cudaczek-wyśmiewaczek" nie wiem czyja jest ta pozycja, ale książka była genialna, wiele się z niej nauczyłam jako dziewczynka w wieku od 5 do 14 lat ;p

Share this post


Link to post

Te najbliższe sercu do których z ogromnego sentymentu wracam nawet teraz: Dzieci z Bullerbyn, Karolcia, wszystkie części Ani z Zielonego Wzgórza.

Share this post


Link to post
Jakie książki pamiętacie z dzieciństwa? Może jakieś serie opowieści?

Pamiętam następujące książki :

:arrow: Oto jest Kasia.

:arrow: Dzieci z Bullerbyn.

:arrow: takie małe ksiażeczki , opowiadające każda o czym innym . Nie pamiętam tytułu .

:arrow: Baśnie Andersena.

:arrow: Baśnie Braci Grimm.

Ogólnie kiedyś nie lubiałam czytać, nie to co teraz ;)

Share this post


Link to post

Pamietam mnostwo. Od pierwszej przeczytanej ksiazki czyli "O Wojtku ktory zostal strazakiem" (albo "chcial zostac", juz nie pamietam) przez "O psie ktory jezdzil koleja", "Anie z Zielonego Wzgorza", ale uczuciem darze jedynie dwie:

"Chłopcy z Placu Broni" - idealna ksiazka dla 12 letniego chlopaka, bez slabych punktow. Na tyle dobra ze sami zalozylismy sobie podobny "klub" (elitarny! nie kazdy kto chcial mogl wstapic!), mielismy baze w lesie ale skonczylo sie zaraz po tym jak uzylismy smoly jako jako broni do razenia przeciwnikow na odleglosc i polowa kumpli musiala przejsc drastyczne zmiany dotyczace fryzury, a mianowicie skrocenia wlosow - bylo to jedyna metoda pozbycia sie z nich smoly.

"Dzieci z Bullerbyn" - bo kto nie marzy o sielskich wakacjach na wsi? A Lasse, Bosse i inni niebieskooocy blondyni z koncowka "-osse" to mieli. Fajnie byloby sie do nich dolaczyc, budowac schorny w stogu siana i cieszyc szwedzkim sloncem...

Tu chyba trzeba szukac korzeni mojego zamilowania do Szwecji, Polnocy i ogolnie takiej Skandynawiofilii...

Share this post


Link to post

"Jak Wojtek został strażakiem" :mrgreen:

miałam jeszcze kolekcję takich małych książeczek z krótkimi bajkami, bardzo je lubiłam.

plus ogromna książka "bajki na 365 dni w roku" czy jakoś tak.

Share this post


Link to post

Mama mi duzo czytala, jak bylam mala. Kazdego wieczora jakas ksiązka. Gdy już umialam sama czytać, chetnie siegalam po książki. No dużo tego było.. te które najbardziej zapamietalam:

"Karolcia" i jej przygody z niebieskim koralikiem

"Dzieci z Bulerbyn"

"O psie, który jeździł koleją", chyba płakałam, czytając to

"Tajemniczy ogród" cudowna opowieśc o przyjaźni, spałnianiu marzeń, uwielbialam to

"Ania z Zielonego Wzgórza", chociaz przeczytalam tylko 2 albo 3 czesci... Wszystkie oglądalam po pare razy na kastach, bo mi mama nagrywala jak na Polsacie wyswietlali :lol:

"Chlopcy z Placu Broni" strasznie smutno mik bylo po przeczytaniu tego

"Basnie braci Grimm"

"Mała syrenka", "Dziewczynka z zapałkami", "Swiniopas", "Księżniczka na zaiarnku grochu" itd. oczywiście

"Haidi" zna ktoś? ja to ubóstwialam

"Jezycjada" kurcze wsyztsko przeczytalam, czasami jeszcze siegam po te ksiązki, np. "Noelke" czytalam chyba z 5 razy. Strasznie lubie Musierowicz

No i niestety mnóstwo glupich ksiązeczek typu "milosc i inne nieszczescia" czy jakos tak... do dzis odczuwam skutki na psychice :lol:

"Harrego Pottera" dopiero w gimnazjum czytalam, o ksiazkach po podstawówce już mi sie nie chce pisac :roll:

Share this post


Link to post

Harry Potter <3

To było jeszcze gdzieś w 2000/2001 roku. Wcześniej nie przepadałem za książkami.

Share this post


Link to post
wszystko o Karlssonie z Dachu, "Lotta z ulicy Awanturników" (Gdy wracam do domu, ma chatka malutka, i sama w niej jestem, zupełnie samiutka, lampeczkę zapalam, choć ledwo się tli, i tylko mój kotek ze mną śpi), "Ronja, córka zbójnika".

Jak mogłam o tym zapomnieć! Uwielbiałam. I jeszcze "Piątkę z Zakątka", o ile dobrze kojarzę, to była książka poprzedzająca "Lottę...", ale mogę się mylić. <;

I jeszcze przypomniało mi się, że jak miałam trochę więcej lat (tak około dziesięć-jedenaście), to uwielbiałam książki z serii "Bezsennik", ale teraz nie wiem, jak mogłam to czytać... (;

Share this post


Link to post

Dzieci z Bullerbyn, <3

Karolicia,

Macoszka,

Oto jest Kasia,

i multum bajek Disneya - takie jak Król Lew, 101 Dalmatyńczyków, Mała Syrenka, Piękna i Bestia itp itd.

Pamiętam jeszcze inne baśnie i bajki z dużych kolorowych książek. Nie pamiętam wszystkich tytułów, mam jedynie niektóre ilustracje w głowie.

Share this post


Link to post

i multum bajek Disneya - takie jak Król Lew, 101 Dalmatyńczyków, Mała Syrenka, Piękna i Bestia itp itd.

Pamiętam jeszcze inne baśnie i bajki z dużych kolorowych książek. Nie pamiętam wszystkich tytułów, mam jedynie niektóre ilustracje w głowie.

ja tez, ja też <3 nadal mam wszystkie, ale teraz nie stoja na półkach, tylko leza w piwnicy dla potomnych.

harry potter.

dziecie z bullerbyn

i oczywiście wszystkie częsci ani z zielonego wzgórza.

byly jeszcze jakieś ksiazki o martynce, ale nie pamietam tytułu.

i pewnie by sie jeszcze coś znalazlo, ale nie umiem sobie wspomnieć :)

Share this post


Link to post

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!


Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.


Sign In Now

  • Who's Online (See full list)

    • owczaro
    • michaelowax3
    • yiliyane
    • Martusiaaaaaa92
    • Kerosine
    • Anarchist
    • mw2
    • Shady-Lane90
    • Markiz
    • dannonka
    • Filip
    • Kalafior_Grozy
  • Chatbox

    Load More
    You don't have permission to chat.
  • Recent Status Updates

  • Posts

    • yiliyane
      10 tematów - konkurs!
      I + II TURA WYNIKI: @WszyscyZginiemy - 16/20 @michaelowax3 - 13/20 @Martusiaaaaaa92 - 12/20 @Markiz - 7/20 @Kerosine - 5/20 @mastna - 1/10 III TURA TEMATY: Lwów polskim miastem? Ulubieni bohaterowie literaccy Prawo przyciągania Oddawanie pieniędzy na fundacje Zmiana czasu (czas letni i zimowy) Damy do towarzystwa Czym jest dla was normalność/naturalność? Nielubiani Polacy Co my
    • Anarchist
      Zmiana profilu po 1 klasie z humana na biolchem
      Sam byłem w podobnej sytuacji, gdyż po 1 klasie liceum przeniosłem się z profilu humanistycznego na biologiczno-chemiczno-matematyczny.  Na Twoim miejscu od razu przeniósłbym się na biol-chem, jeśli masz taką możliwość, bo często są miejsca zapełnione i nie chcą przyjmować. Ja miałem pod górkę z przenoszeniem, gdyż warunkiem było uzyskanie z biologii, chemii i fizyki minimum oceny 4 + średnia >4,80.  Czy na biol-chemie jest trudno? Tak, ten profil jest bardzo wymagający, gdyż przedm
    • yiliyane
      Wybory Użytkownika Miesiąca
      Głosuję na nasz nowy nabytek, czyli na @Markiz. Chociaż @michaelowax3 też była aktywna w tym miesiącu, co również widzę i doceniam  
    • mw2
    • mw2
      Zmiana profilu po 1 klasie z humana na biolchem
      W zasadzie przeniesienie na ten kierunek zależy tylko od Ciebie. Ja byłam w liceum na mat-fiz i były w mojej klasie osoby, które zdawały rozszerzoną chemię i biologię, a później dostały się na medycynę. Jednak szczególnie w zakresie biologii korzystały z korepetycji. Wszystko zależy od determinacji, a przede wszystkim od systematycznej nauki. Przeniesienie na kierunek biologiczny na pewno ułatwi naukę, bo nie będziesz się skupiać już na innych przedmiotach. Możesz też porozmawiać z nauczycielami