Exmoi

Zaburzenia psychiczne

Recommended Posts

Spotkaliście się kiedyś z zaburzeniami psychicznymi? A może sami kiedyś na nie cierpieliście lub nadal cierpicie? Pod tym pojęciem kryją się: nerwica, depresja, anoreksja itp. Osobiście zauważyłem, że osobą z takimi zaburzeniami psychicznymi się nie pomaga, tylko się oddala, bo nie wie się co to. Napisałem taki temat, ponieważ chcę aby ludzie mogli tutaj opowiedzieć trochę o zaburzeniach, żeby świadomość ludzi wzrosła, zapraszam do pisania :).

Share this post


Link to post

Znam bardzo wiele osób z różnego rodzaju zaburzeniami i chorobami psychicznymi, między innymi dlatego, że jako wolontariuszka pomagałam w domu dla chorych psychicznie. Bardzo dużo dowiedziałam się wtedy o samych chorobach, ale również miałam okazję przekonać się, jacy naprawdę są Ci ludzie. Mają bogaty świat wewnętrzny, są wrażliwi i bardzo dobrze się z nimi czułam, przede wszystkim dlatego, że nie są zakłamani. Akceptują siebie takimi, jacy są i tworzą wspólnotę.

Co do bulimii i anoreksji również się z nimi spotkałam, ale tu chodziło o moją koleżankę. Właściwie miałam wrażenie, że to wyuczona anoreksja. Tak naprawdę nie była, tylko chciała być chora. Starałam się ją wspierać, zwłaszcza, że znałam źródło jej problemów.

Co do nerwicy, również znam takich ludzi. Ludzi z boku oceniają ich, nie patrząc przez pryzmat choroby, dlatego, że nie mają o tym pojęcia. I dobrze, że nie mają. To jednak jest problem, gdy trzeba funkcjonować w społeczeństwie, ale jest się na to za słabym i wciąż toczy się walkę ze swoim umysłem.

Share this post


Link to post

Mam pograniczne zaburzenie osobowości, depresję i bulimię. Leczę się farmakologicznie, biorę antydepresanty i stabilizatory nastroju.

W czerwcu zostałam skierowana na oddział leczenia nerwic i depresji, po dwóch tygodniach pobytu kwalifikacyjnego powiedziano mi, że nie przyjmą mnie, bo uważają, że w chwili obecnej bardziej mi zaszkodzą, niż pomogą. Zgwałcili mnie emocjonalnie, wyciągnęli wszystkie brudy, wszystko, od czego się odgrodziłam, obudzili wszystkie demony, a potem mnie z tym zostawili. Psychiatra powiedział mi ostatnio, że oni po prostu poszli na łatwiznę, byłabym za trudną pacjentką. Siedziałam w szpitalu dwa tygodnie, 300 km od domu, z dala od dziecka, z nadzieją, że mi pomogą, że przerwą ten pieprzony łańcuszek, że to ja będę ostatnia, że moje dzieciństwo nie będzie mi się odbijać czkawką przez całe moje życie, a oni odprawili mnie z kwitkiem. O, przepraszam, z zaleceniem długoterminowej, dwuletniej terapii indywidualnej.

O tym, co mi dolega, wiedzą tylko Ci, co muszą wiedzieć. Moja matka nie wie, jak ma się zachować w stosunku do mnie, wie, że jest w tym dużo jej winy. Dlatego rzadko się odzywa, bo nie wie, co powiedzieć. Mąż i teściowie zachowują się normalnie w stosunku do mnie. Są ostrożniejsi w tym co robią i mówią, ale to wszystko. Wspierają mnie.

Gdy przed innymi przyznaję się do swoich zaburzeń, ludzie mi po prostu nie wierzą. Doszukują się tych skrajności, obłędu w oczach. Jestem normalnym człowiekiem. Jedynie psychika płata mi figle, to wszystko.

Share this post


Link to post

Nie wstydzę się otwarcie przyznać, że temat ten, jest mi dość bliski. Zmagam się z nerwicą (lękową i natręctw) i wiem jak wygląda życie z takimi zaburzeniami. Ludzie, którzy nie wiedzą nic o moich przypadłościach, bardzo często nietrafnie mnie oceniają. Kiedyś, w zaawansowanym stadium moich zaburzeń, zdarzały się dni, kiedy bałam się odebrać telefon, czy też wyjść do sklepu. Spora grupa osób odbierała to w taki sposób: "o znowu jej się nie chce, tylko by w domu siedziała i nawet paluszkiem nie ruszyła".

Share this post


Link to post

Moja mama choruje na nerwicę lękową. Zupełnie normalnie funkcjonuje od kiedy leki ustabilizowały to wszystko. Po pierwszych atakach przez kilka miesięcy bała się wyjść z domu, bała się odwiedzin ludzi itd. Potem postępowo robiła kolejne kroki aż dziś jest w stanie sama pojechać do miasta bez napadu lęku. Choć paskudna to przypadłość bo nie można przewidzieć tych napadów lęku i w jednej chwili jest ok a w drugiej, bez wyraźnej przyczyny, moja mama dostaje ataku lęku. Oczywiście z czasem ataki te są bardzo rzadkie i łagodne. Ciężko zrozumieć te zaburzenie, jak słuchałam co się odczuwa to trudno było uwierzyć. Moja kuzynka również na to choruje choć u niej przebiega to trochę inaczej.

Z innymi zaburzeniami się nie spotkałam, przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Zdaję się, że jedna koleżanka ze studiów też miała jakąś nerwicę ale nigdy się w to nie zagłębiałam.

Share this post


Link to post

Jeszcze krótko żyję na tym świecie i nie miałam bezprośredniego konktaktu z osobami z zaburzeniami psychicznymi. Znam to tylko z tego, co przeczytałam, co usłyszałam, dlatego ciężko wczuć mi się w rolę osoby z psychicznym zaburzeniem. Zdaję sobie sprawę, że takiej osobie trzeba pomóc, ale gdybym oko w oko z danym osobnikiem stanęła, nie wiedziałabym, co robić w jego obecności, jak rozmawiać, cały czas uważałabym, żeby nie wywołać u tej osoby jakiegoś ataku czy nie urazić. Czułabym się strasznie niekomfortowo. Kiedyś pewnie dojrzeję na tyle, by móc miec styczność z kimś z zaburzeniem psychicznym, jednak jeszcze nie teraz.

Zostało mądrze powiedziane, że społeczeństwo osoby z takim schorzeniem traktuje inaczej niż innych lub zupełnie olewa. Fakt, wydaje mi się, że potrzebują oni trochę innego traktowania, ale nie rozumiem, czemu ich się odtrąca. Wystarczyłoby tylko trochę zrozumienia.

Share this post


Link to post

Ja chciałabym się skupić konkretnie na nerwicy lękowej i natręctw. Podejrzewam, że jestem ofiarą tejże choroby. Nie ukrywam .. mam już tego dość . Jest to strasznie męcząca sprawa. Chce z tym skończyć, ale ciągle zwlekam, a to nie mam czasu, a tu to , a tu tamto. A wiem, że jeżeli zwróce się do konkretnego specjalisty o pomoc będzie mi łatwiej w życiu, ale też powiem, że wstydze się tej choroby. Widzę, że nie jestem sama z tym problemem na forum. Eirene i inne osoby, które się z tym zmagają. Możecie przybliżyć mi mniej więcej to, jak wygląda leczenie choroby ?

Share this post


Link to post

Tak, mam nerwicę. Muszę sobie z nią radzić tabletkami. Ale to u mnie chyba rodzinne, bo począwszy od taty każdy domownik jest znerwicowany. Każdej jesieni mam też depresję i często ciężko mi się z tym żyje. Ale zawsze muszę wziąć się w garść aby przeszło.

Share this post


Link to post
Eirene i inne osoby, które się z tym zmagają. Możecie przybliżyć mi mniej więcej to, jak wygląda leczenie choroby ?

Jeżeli Ci to pomoże, to mogę odpowiedzieć na każde Twoje pytanie, dotyczące tych zaburzeń. U mnie zaczęło się od wizyty u psychologa, pamiętam do dziś, że to był dla mnie istny koszmar. Trafiłam na kobietę, która wywołała u mnie morze łez i utwierdziła mnie w przekonaniu o mojej beznadziejności. Już od tamtej chwili wiedziałam, że moja noga nigdy więcej u Niej nie postanie. Od kolejnej wizyty, już oczywiście u innego psychologa, broniłam się rękami i nogami. Bałam się, że historia się powtórzy, na szczęście tak się nie stało. Tym razem trafiłam na odpowiednią psycholożkę, która wzbudziła moje zaufanie. Następnym krokiem, który okazał się konieczny, była wizyta u psychiatry. Najpierw jeździłam prywatnie, jednak było to dosyć kosztowne, jak dla mnie (100 zł za wizytę). Przepisałam się do lekarza, w przychodni, w której podjęłam terapię. Był to bardzo zły wybór, facet w ogóle nie umiał do mnie dotrzeć, wywoływał u mnie same negatywne emocje, co odbijało się na moim zdrowiu psychicznym. Opowiedziałam o wszystkim mojej terapeutce, która podała mi namiary na kobietę, która ma ponoć bardzo dobry kontakt z pacjentami. Spróbowałam i naprawdę nie żałowałam swojej decyzji. Co prawda, leczenie farmakologiczne, zaczęłam już od czasów prywatnych wizyt u psychiatry, jednak tabletki prawdopodobnie były źle dobrane, bo bardzo źle się po nich czułam i to przez dłuższy okres czasu. Lekarka, więc przepisała mi inne. Mogę Ci nawet dokładnie powiedzieć jakie, Sertagen i Sulpiryd. To był strzał w dziesiątkę, już po miesiącu poczułam się znacznie lepiej. Dodatkowo cały czas uczęszczałam na terapię, która bardzo mi pomogła. Śmiało mogę powiedzieć, że te dwa czynniki, nauczyły mnie żyć na nowo.

Teraz już nie uczęszczam na terapię, doszłyśmy do wniosku, że sobie poradziłam i teraz mogę spróbować żyć samodzielnie. Lecz wiem, ze jeśli coś będzie nie tak, to Jej drzwi stoją dla mnie otworem. Jeżeli chodzi o leczenie farmakologiczne, to nadal zażywam wyżej wspomniane tabletki, tylko w mniejszych dawkach. Kontrole u psychiatry też bardzo dużo mi dają, bo mogę spokojnie opowiadać o swoich niepokojach i czuje się zrozumiana.

Droga do rozpoczęcia w miarę normalnego życia, była bardzo trudna, ale warto było.

Share this post


Link to post

Będąc na oddziale leczenia nerwic, poznałam ludzi, zmagających się z przeróżnymi zaburzeniami. To, o czym pisze Eirene, nerwica natręctw, dla niektórych wydawała się być czymś śmiesznym, z przymróżeniem oka patrzono na kogoś, kto myje ręce za każdym razem, gdy kogoś dotknie, kto skarpetki wiesza od najmniejszej do największej, zawsze wszystkie w jedną stronę, liczyli do dwudziestu, zanim się odezwali, powtórzyli cały alfabet siedząc na ubikacji i dopiero wtedy wstawali. Śmieszne? Dla nich było to uciążliwe, nie mogli przez to normalnie funkcjonować. Miewali straszliwe napady lękowe. Jedni bali się ludzi, inni burzy i wiatru, pewna dziewczyna nie mogła normalnie żyć, bo bała się, że wypadną jej wszystkie włosy, nie myła ich, nie dotykała, był też chłopak, który bał się zasnąć, w obawie, że umrze we śnie. W rezultacie prawie wcale nie sypiał.

Inna grupę stanowili ludzie z zaburzeniem osobowości z pogranicza nerwicy i psychozy, z borderline. Byli ciężkimi przypadkami, z myślami samobójczymi, z bliznami po samookaleczaniu, swoimi myślami i zachowaniem atakujących samych siebie. Do tej grupy zaliczałam się też ja. Bulimia była jednym z objawów. Na zaburzenia odżywiania cierpię już od 6 lat. Dla mnie naturalną rzeczą jest wymiotowanie po posiłku, to stało się częścią mojego dnia, czymś naturalnym, chociaż od dawana mój organizm się buntuje przeciw prowokowaniu wymiotów.

Ciężko jest żyć z podobnymi zaburzeniami. Podziwiam Eirene, że podjęła walkę o normalne życie. Ja stoję w miejscu. Boję się, że leczenie nic nie pomoże, żyje więc od ataku do ataku. Męczę się ja i moi najbliżsi.

Chciałabym mieć więcej siły do walki ze swoimi demonami.

Share this post


Link to post

A ja próbowałam rok sama walczyć z nerwicą, ale nie mam już siły więc wybieram się jednak do lekarza. Jeszcze do ok. lipca czułam, że mam nad tym kontrolę. Noc jest dla mnie koszmarem, już na samą myśl o próbie zaśnięcia dostaję drgawek. Rzadko się zdarza żebym normalnie spała. W ciągu dnia myślę tylko o śnie. Mam tyle rzeczy na głowie, a nie mam siły żeby wziąć się w garść. Mam troskliwego chłopaka, koleżanki i kolegów, ale prawda jest tak że, zrozumiana poczułam się tylko przez znajomą, która też jest chora. Rodzice nie wiedzą i nigdy im nie powiem, oni nie wierzą w zaburzenia psychiczne, moja matka uważa psychiatrów za czubów. Na pewno więcej napiszę po wizycie u lekarza, ale to będzie dopiero na początku października, więc do tego czasu będę wegetować i "walczyć". Na forum są osoby, które mnie znają osobiście, może to przeczytają, trochę mi głupio się przyznawać, ale musiałam napisać, bo ten temat jest mi strasznie bliski.

Share this post


Link to post

Więc jak już jest taki temat.. Byłam ponad 5 tygodni w zakładzie psychiatrycznym. Stwierdzono mi zaburzenia dysocjacyjne i skłonności samobójcze. Boję się mojej choroby. Zaczęło się od tego, że po próbie samobójczej (dłuższa historia) trafiłam do szpitala i tam miałam rozmowę z psychologiem.. On się bardzo zaniepokoił i skierował mnie do psychiatry.. Moje objawy przyczyniły się do próby samobójczej.. Rozmawiałam (niestety nadal) z osobami. których jak teraz wiem nie ma..

Share this post


Link to post

Ja mam czasami wrazenie ze wszystko jest bezsensu , raz mialem cos takiego tydzien czasu i sie zastanawialem czy nie skonczyc z soba bo sie tylko mecze , skonczylo sie tylko na tym ze szukalem sposobow na samobujstwo w internecie ale zadnych krokow w tym kierunku nie poczynilem . Czasami mam tak ze poprostu kupujac cos chowam wzrok przed kasjerka albo rozmawiajac z nieznajoma osoba drzy mi glos jagbym sie bal , naszczescie od kiedy pracuje wystepuje to coraz rzadziej , czasami jeszcze mam takie wrazenie ze wszystkie osoby sa do mnie wrogo nastawione , ze cos zrobilem nie tak albo sie zle zachowalem lub ze ktos mnie widzial jak cos zlego zrobilem i wszyscy o wszystkim wiedza a ja nie wiem o co im chodzi . Znacie moze jakies sposoby zeby to sie nie pogłębiało bo teraz jest spoko zwlaszcza kiedy pracuje to nie mam czasu myslec o tych rzeczach ale kiedy zbliza sie niedziela i wiem ze bede sie nudzil i bede myslal to sie boje troche , staram sie zawsze zapelnic wolny czas ale wiadomo nie zawsze sie da .

Share this post


Link to post

Czasami przychodzą do nas takie dni, kiedy zaczyna się wydawać że życie nie prowadzi do niczego konkretnego, że to wszystko jest pozbawione sensu. Ludzie zazwyczaj mają "brzydkie" myśli, kiedy jest ich zbyt dużo, nadto się namnażają, prowadzą do tego, że tracimy wiarę. Ogarnia nas depresja. Co prawda studiuję psychologię, aczkolwiek specjalistką nie jestem ale wydaje mi się, że leczenie powinno polegać na indukowaniu pozytywnej wizji świata w myślach osoby cierpiącej na obniżenie nastroju. Możemy odnaleźć sens w pomocy z drugiemu człowiekowi, w życiu z innymi, w budowaniu swojej lepszej przyszłości. Życie nie jest złe, trzeba tylko potrafić odpowiednio na nie patrzeć:)

Share this post


Link to post

Dzień dobry i dobranoc bulimio.

Mam. Już od roku. Ogólnie jestem dziwną osobą, jeśli chodzi o takie sprawy. Psychicznie zmaltretował mnie trener i otoczenie. Czasem miałam nadzieję, że coś mi się stanie i wyląduje w szpitalu,a wtedy pomyślą " co my zrobiliśmy.." a ja będę się śmiać z ich wielkich oczu, słów i ze wszystkiego, bo.. cóż, ja po prostu uważam, że nic mi nie jest. Może dlatego, że jeszcze mam nad tym jakąś kontrolę. Chyba. A może mi się wydaje? W każdym razie, nie uważam żebym była jakoś chora, ale też wiem, że zdrowa nie jestem. I wiem, że się nie wyleczę z tego, że w jakiejś części mi to pozostanie na wiele lat.

A tak naprawdę to jestem normalnym człowiekiem.

Share this post


Link to post

Mam nerwice. Często zdarzają sie napady lęku zupełnie bez powodu,problemy z oddechem,drżenie rąk. Rok temu psychiatra stwierdził również depresje i zapisał leki. Nie biore ich bo moja mama twierdzi,że po nich będzie jeszcze gorzej. Czasami czuje, że potrzebuje tabletek. Mysle chociażby o deprimie czy coś w tym stylu. Ktoś to brał??? Jeśli tak to czy to coś daje??? Bo nie jest to na recepte i chyba zrobione jest na bazie ziół więc wątpie w efekty. A wracając do nerwicy to strasznie komplikuje życie. Wśród znajomych sie tym za bardzo nie chwale.

Share this post


Link to post

Ja wśród znajomych o moich zaburzeniach nie opowiadam.. Najlepsza przyjaciółka wie.. To, że na bazie ziół to znaczy tylko, że jest łagodniejszy i się nie uzależnisz. Widocznie psychiatra stwierdził, że takiego potrzebujesz.. Spróbuj. Ja też mam przepisane, niestety (a może i stety.. xD) na receptę.. I faktycznie działają. Chociaż już sama na własną rękę kupiłam sobie wiele leków uspokajających bez recepty i niektóre naprawde pomagaja xD

Share this post


Link to post
myslę chociaż o deprimie

Jest dosyć łagodnym środkiem, o ile stosujesz go równolegle z melisą i próbą wyciszenia samemu, pomaga ;).

W moim wypadku pojawiają się (na szczęście już coraz rzadziej ) nawroty depresji.

O ile można poradzić sobie z brakiem nastroju, gorzej gdy dochodzi do stanów lękowych czy totalnym rozłożeniem na łopatki.

Ale juz jest lepiej,mam nadzieję :roll: .

Share this post


Link to post
Dzień dobry i dobranoc bulimio.

Moja przyjaciółka ze szpitala psychiatrycznego ma bulimię, jak z resztą parę innych koleżanek też stamtąd. Wiem jak Ci musi być ciężko. Jeżeli chcesz pogadać to mogę Ci poradzić parę rzeczy, które wiem na podstawie 6-letniej choroby mojej przyjaciółki lub własnych obserwacji. Z moimi zaburzeniami dysocjacyjnymi mało się to wiąże, ale zawsze to choroba z podobnym podłożem.

Share this post


Link to post

No cóż, ja niestety tak, i to na własnym przykładzie. Było to spowodowane sytuacją w domu, dosyć nieciekawą. Teraz trochę poprawiło, ponieważ wreszcie mam spokój, ale było momentami naprawdę ciężko. Z własnego doświadczenia wiem, że jedyne co może pomóc to całkowita zmiana otoczenia, całkowite pozbycie się problemu. Wprawdzie chodziłam do psychologa, ale zamiast pomagać szkodziło mi to, przed każdą wizytą stresowałam się, wysłuchiwałam nieprawdziwych rzeczy na swój temat... Psycholog mnie po prostu nie rozumiała, bo zrozumieć problem może tylko ktoś, kto też na niego cierpi lub cierpiał.

Share this post


Link to post
No cóż, ja niestety tak, i to na własnym przykładzie. Było to spowodowane sytuacją w domu, dosyć nieciekawą.

A mogę wiedzieć co po tej ciężkiej sytuacji się stało? Jakie dokładnie zaburzenia psychiczne przechodziłaś?

Ja też chodzę do psychologa i szczerze twierdzę, że jest świetna.. Trzeba dobrze trafić i się otworzyć. To naprawdę pomaga.

Share this post


Link to post

coś podobnego do depresji... miałam. Albo nawet samą depresje. Nigdy nie byłam z tym u psychologa. Tzn, byłam raz, później stan mojego umysłu podpowiadał mi, ze to i tak mi nie pomoże wiec na kolejną wizytę nie poszłam. Nie wiem, w każdym bądź razie co jakiś czas mam takie okresy, że tylko płakać, spać i nawet mam dość "mroczne" myśli. I to raczej spowodowane jest przeszłością. Ciężka sytuacja w domu, śmierć mamy. Ale narazie jest lepiej, tak mi się zdaje.

Share this post


Link to post

Byłam u lekarza, wzięłam tabletki, po jednej od razu odstawiłam (za przyzwoleniem lekarki), a trzyma mnie po niej trzeci dzień. Czuję się fatalnie, codziennie mdleję. Także na razie, po tej "przygodzie" mam w dupie leczenie. Już wolę się męczyć sama.

Share this post


Link to post

Od ponad 2 lat choruję na bulimię. Nigdy nie uważałam tej choroby za zaburzenie psychiczne, teraz już wiem jak bardzo się myliłam,

Chciałabym z tym skończyć, ale dla mnie jest to błędne koło. Bo z jednej strony bardzo chcę się wyleczyć, ale z drugiej mam paniczny lęk przed przytyciem, wiec nie leczę się. A doskonale sobie zdaję sprawę z tego, że samo nie minie. Póki co jestem w kropce i nie mam pojęcia jak z tego wyjść.

ja po prostu uważam, że nic mi nie jest. Może dlatego, że jeszcze mam nad tym jakąś kontrolę. Chyba.

Też tak myślałam, że nic mi nie jest, ale było, mój organizm zaczyna się zamieniać we wrak, a anemia przeszkadza normalnie funkcjonować, bo zawroty głowy mam co chwilę.

A kontrola? Nie, raczej jej nie masz, nie po takim czasie. Chociaż to wszstko zależy od intensywności choroby.

Moja przyjaciółka też miała bulimię, wyszła z niej sama, podziwiam ją za to. Ja sobie sama nie poradzę, ale nie jestem gotowa żeby zwrócić się do kogoś o pomoc.

Cierpiałam też na depresję. Czasem mam nawroty, ale są już o wiele lżejsze od początkowego stadium choroby.

Share this post


Link to post

Kejti, właśnie, widzisz, ja nie wymiotuję codziennie. Czasem po prostu jest tak, że mam okropne wyrzuty sumienia , bo pochłonęłam całą czekoladę czy coś. Więc dlatego piszę, że jakąś kontrolę mam. Ale był okres, kiedy umiałam chodzić do toalety 6-8 razy w jednym celu. Jest lepiej.

A i nie przeczytałaś dalej lub nie zwróciłaś uwagi :

W każdym razie, nie uważam żebym była jakoś chora, ale też wiem, że zdrowa nie jestem. I wiem, że się nie wyleczę z tego, że w jakiejś części mi to pozostanie na wiele lat.

Jestem świadoma

Share this post


Link to post

Nikala18, mam wrażenie, że przez swoją "przypadłość" i to, że byłaś w szpitalu, czujesz się w jakiś sposób wyróżniona, lepsza, bo cierpisz na chorobę duszy, jak o swoich chorobach mówią ludzie na oddziałach leczenia nerwic i depresji.

Share this post


Link to post

Callie, Też takie coś zauważyłem u wielu chorych, także u siebie :). Takie poczucie wyjątkowości dają bogate przeżycia, szczególnie psychotyczne, które odrywają Cię całkowicie od tego świata. Często można usłyszeć depresja= zły humorek, smutek, a tak naprawdę jest to bardzo złożona choroba, przechadzka po piekle umysłu, wiele dostrzega się w takim stanie i przeżycia są bardzo rozwinięte, mimo pozorów.

Share this post


Link to post
mam wrażenie, że przez swoją "przypadłość" i to, że byłaś w szpitalu, czujesz się w jakiś sposób wyróżniona, lepsza, bo cierpisz na chorobę duszy, jak o swoich chorobach mówią ludzie na oddziałach leczenia nerwic i depresji.

Nie czuję się wyróżniona, nie uważam tego za zaszczyt. Dużo udzielam się w tym temacie, bo mam doświadczenia tego typu, ale innych, których nie znam lub tylko ze słyszenia to już twierdzę, że nie moja działka.

Jako dziewica mogłabym opowiadać o ulubionej pozycji itd.

Jeżeli jednak was uraziłam, to przepraszam.

Share this post


Link to post

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!


Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.


Sign In Now

  • Who's Online (See full list)

    • Shady-Lane90
    • yiliyane
    • Olga_00
    • Kerosine
    • alegoria
    • dannonka
    • Anarchist
    • MARCEL17101980
  • Chatbox

    Load More
    You don't have permission to chat.
  • Recent Status Updates

    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy  »  Shady-Lane90

      · 2 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy  »  Shady-Lane90

      · 0 replies
    • Kerosine

      Kerosine

      Lato w mieście lesie, wakacje pod sosną.
      · 0 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy  »  Shady-Lane90

      · 0 replies
    • Kerosine

      Kerosine

      Zobaczyć świat w ziarenku piasku,
      Niebiosa w jednym kwiecie z lasu.
      W ściśniętej dłoni zamknąć bezmiar,
      W godzinie – nieskończoność czasu.
      ["how the universe ends is how it begins"]
      · 0 replies
  • Posts

    • Olga_00
      Czy wyglądam ma swój wiek?
      Wiem, że to dziwne. Ale gdy miałam 12 lat mamy mojej koleżanka powiedziała, że ze względu na wzrost wyglądam na 14-15 lat, a siostra wtedy gadała, że na 16 lat wyglądam. W wieku 12-13 lat nie kojarzę żeby ktoś dziecko mi mówił tylko proszę pani. Jak byłam gim brali mnie za lo, jak zaczynałam lo czy gim to myśleli że kończę lo lub gim, pod koniec lo brali mnie za studentkę. W wieku 11-16 lat brali mnie za 2-3 lata starsza rzadziej za rok starsza bądź 4 lata starsza. W wieku 14 lat jakiś gościu po
    • Shady-Lane90
      Wzywam Cię do odpowiedzi!
      Dziękuję Ci @Kerosine za wybór świetnych tematów! Udzieliłam odpowiedzi w obu Z mojej strony nominacja leci do @Kalafior_Grozy. Mój drogi braciszku, proszę o odpowiedź w którymś z poniższych tematów.    
    • Shady-Lane90
      Życie po sąsiedzku.
      W swoim prawie 30-letnim życiu mieszkałam w różnych miejscach. Przez pierwsze kilka lat w domu jednorodzinnym z babcią. Przez kolejne naście - w bloku. W wieku 17 lat zamieszkałam w domu jednorodzinnym, który powstał dzięki samozaparciu i heroicznej pracy mojego taty. W międzyczasie jednak wyprowadzałam się kilkukrotnie - a to na studia, a to do "miłości mojego życia". Na studiach również mieszkałam w domu jednorodzinnym. W Legnicy dzieliłam z lubym małą kawalerkę i przyznam szczerze - trafiał m
    • WszyscyZginiemy
      Zazdroszczę innym...
      Wiary, że coś jeszcze jest po śmierci.
    • Kerosine
      Ludzie emitujący negatywną energię
      Moim zdaniem to kwestia tego, że [wielkie] miasto - ze swym ciągłym pędem, hałasem, zanieczyszczeniem i oddzieleniem od natury - ogólnie stanowi niesprzyjające człowiekowi środowisko. Weekendowa czy letnia poprawa sytuacji jest oczywiście zauważalna, jednak prawdziwą różnicę widać i czuć dopiero po przeniesieniu się w rejony położone daleko od centrum, na rubieża miejskiego molocha lub wręcz do strefy suburban. Osobiście jak najbardziej mogę powiedzieć, że przeprowadzka x lat temu w bardziej ruc