Shunra

Twój stosunek do chorób psychicznych

Recommended Posts

Dojeżdżam do szkoły autobusami. Stosunkowo często w jednym z nich pojawia się intrygująca kobieta. Po ruchach rąk można domyślić się, że nie jest taka jak ja. Ma szeroko otwarte oczy, i powtarza wciąż jedną kwestię. Jest miła, starsi rozmawiają z nią grzecznie i są cierpliwi, gdy po raz setny wypowiada to samo, ale osoby w moim wieku śmieją się z niej.

Nie zauważyłam, by było jej przykro z tego powodu - całe szczęście, ale za to mi zrobiło się jakoś niewyraźnie.

Inny mężczyzna, którego zwykle spotykałam w kościele, siadał zawsze w trzeciej ławce i żegnał się tysiące razy, jakby był to nieopanowany tik nerwowy. Mamrotał przy tym z dziwnym akcentem "W Imię Ojca i Syna...", kiwając się w przód i w tył.

Nie są dokładnie tacy sami jak ja. Postrzegają świat w inny sposób. Jednak nie mam odwagi, by mówić, że jestem lepszą od nich. Że mój świat jest tym właściwszym. I że właśnie z tego powodu ludzie ci zasługują na mój śmiech, na moje odrzucenie ich, na moje potępienie.

Z mojego punktu widzenia zasłużyli na moje współodczuwanie i próbę zrozumienia.

Tymczasem zauważam, że wielu ludzi potępia choroby psychiczne. Nasza kultura ma tendencję do uciekania od nieznanego, a choroba psychiczna czy śmierć są zdecydowanie czymś niepoznanym. Mamy ostre prawa, które wyznaczają nam, co jest normalne, a od czego należy stręczyć. W kulturach pradawnych czczono to, czego nie znano. Kosmos pełen był bóstw, a szaleni byli uznawani za "widzących inaczej". Byli równi, nie zmarginalizowani czy odrzuceni, jak dziś w naszej kulturze, wyższej, lecz w wielu punktach samozaniżającej się.

Czy to potępienie nie wynika zarazem z faktu, że tak mało wie się o ludziach chorych psychicznie, że nadal jest to temat tabu - krzywdzące - czy może z wychowania jesteśmy skłonni osądzać chorych negatywnie?

Doszłam do wniosku, że nie potrafię już potępić żadnego chorego psychicznie. Każda choroba ma swój własny oryginalny powód, najczęściej zmiany zachodzą wbrew woli czy z powodu genów - za co więc taka osoba powinna doświadczyć mojego potępienia?

Należy odróżnić zaburzenie psychiczne od choroby psychicznej. To pierwsze ma miejsce, gdy osoba zdaje sobie sprawę, że to, co robi, jest nieprawidłowe czy absurdalne. I tak np. nerwica natręctw nie jest chorobą psychiczną, tylko zaburzeniem. To, że człowiek ów zachowuje się dziwnie z powodu swoich natręctw, każe nam rozumieć go jako chorego, tymczasem on zdaje sobie sprawę ze swojego stanu - nie jest chory, cierpi. Nerwica to natrętne, absurdalne myśli, które powtarzają się tym częściej, im bardziej nie chce ich chory. Da się ich pozbyć tylko wykonaniem określonej czynności, np. umyciem rąk. Bardzo wielu ludzi, szczególnie w miastach, może mieć pewne symptomy nerwicy i żyć z nimi, nie wiedząc o tym, czego są składową. Psychoza, schizofrenia będą już chorobami. Psychoza to stan zaburzonego postrzegania rzeczywistości, z tym że urojenia są uznawane przez chorego za w pełni prawdziwe. Schizofrenia objawia się najczęściej urojeniami czy omamami słuchowymi, wynikającymi znów z zaburzonego postrzegania rzeczywistości (zalicza się do psychoz). Osoba taka słuchająca radia może być przekonana, że spikerka wiadomości głosi jej jakiś tajny przekaz. Czasem schizofrenia prowadzi do całkowitej apatii, człowiek taki nie jest w stanie kontaktować się z otoczeniem. Choroba ta przenosi się genetycznie. Zresztą, wraz z genami możemy otrzymać skłonności do zaburzeń psychicznych. U niektórych z nas określone wydarzenia sprawią uaktywnienie tych potencjalnych zaburzeń, u innych całe życie pozostanie takie, jak wszystkich.

Piszę to w nadziei, że może ktoś zainteresuje się tym tematem i przestanie tępić chorych psychicznie. W nadziei, że choć ciut zmniejszy to totalną dezinformację.

Trzeba byłoby pamiętać, że chory psychicznie także cierpi, jak osoba, która choruje fizycznie.

Chciałam w końcu spytać Was,

Jaki jest Wasz stosunek do chorych psychicznie?

Czy w rodzinie macie osobę chorą psychicznie? Czy wpływa to na wasze postrzeganie tych osób?

Czy staracie się rozumieć takie osoby?

Share this post


Link to post

W mojej klasie jest jedna autystka. Zachowaniem moznaby ja przyrownac do bardzo niesmialej i wstydliwej 5-ciolatki. Mowi troche inaczej niz 'normalnie', ale ogolnie to za duzo nie mowi. Prawie zawsze ma przy sobie jakiegos nauczyciela. Traktuje ja neutralnie. Czasami jest tylko denerwujace, ze ona przychodzi z jakichs zajec i zaczyna cos do siebie mowic, podczas gdy my czytamy albo piszemy i wtedy ciezko jest sie skoncentrowac.

Dosyc duzo osob w szkole traktuje ta dziewczyne jak nie wiem co. Odzywaja sie do niej w sposob, ktory dla niej jest wredny. 'Przez przypadek' przewracaja sie albo rzucaja rzeczy w jej poblizu. Nie wiem co komu przeszkadza to, ze ona jest jaka jest.

Choroby psychiczne staram sie traktowac w miare neutralnie, ale nie jestem w stanie teraz powiedziec, czy tak traktuje absolutnie wszystkie takie choroby. Probuje tez zrozumiec osoby z takimi chorobami, ale to bywa dosyc trudne gdy przez cale dotychczasowe zycie bylem 'normalny'.

Share this post


Link to post

Sorry, będzie długo.

Choroba ta przenosi się genetycznie. Zresztą, wraz z genami możemy otrzymać skłonności do zaburzeń psychicznych. U niektórych z nas określone wydarzenia sprawią uaktywnienie tych potencjalnych zaburzeń, u innych całe życie pozostanie takie, jak wszystkich.

To jest fragment, który motywuje to, jak patrze na ludzi chorych psychicznie. Moja babcia jest chora. Nie chce słyszeć o lekarzu, nie przyjmuje do wiadomości , ze jest chora. Dla nas- rodziny, diagnoza, że jest to schizofrenia, jest już od lat oczywista, choć jak mówię-nie mamy papieru od lekarza, trudno określić jaki to rodzaj schizofrenii.

Babcia wyobraża sobie istnienie ludzi, rzeczy i wydarzeń. Potrafi być agresywna, gdy nie może znaleźć przedmiotu który ktoś jej kiedyś dał. Problem w tym , że ten przedmiot nigdy nie istniał, tak samo jak obdarowujący.

Nie jest to tylko jakaś starcza demencja, babcia jest chora od kiedy pamiętam. Niestety objawy się nasilają z roku na rok.

Moje, jak i mojej rodziny życie jest niejako dostosowane do jej choroby. Babcia nigdy nie może zostać sama. Kiedy dziadek jedzie do sanatorium, czy szpitala, my- tj moja mama, siostra i ja, jesteśmy stawiane w stan pogotowia, niezależnie od własnych planów jedziemy do babci albo sprowadzamy ją do siebie. Bo babcia lubi wykorzystać nieobecność dziadka, żeby np jechać gdzieś w Polskę i zaatakować niewinnego człowieka bo "wie , że jest podły".

Babcia jest kochana, nie jest tak, że cały czas rządzi nią choroba. Bardzo nam na niej zależy, chcielibyśmy, żeby podjęła leczenie bo może chociaż można by odrobinę bardziej panować nad tym zniszczeniem jakie sieje w niej choroba.

Wiem, że ona w tym układzie bardzo się męczy. WSZYSCY, cały jej mały świat, w jej przekonaniu, spiskuje przeciw niej, kłamie, knuje. My chcemy dobrze- a ona widzi w tym najgorszy podstęp.

W końcu wracam do zacytowanego fragmentu- niesamowicie boję się, że jeszcze ktoś w naszej rodzinie odziedziczy chorobę. Zwłaszcza, że jeszcze jakiś wujek( kuzyn babci) jest schizofrenikiem- tyle , że już zamkniętym w zakładzie.

Moja druga babcia chorowała na Alzheimera. To już trochę inna bajka.

Niemniej brak kontroli nad swoim mózgiem, utrata władzy umysłowej, życie w tym obłędzie w jakim tkwi moja babcia- to najgorsze koszmary które mnie nachodzą. Boje się tego niesamowicie. Mamy w rodzinie umowę, że jeśli kiedyś ktoś również zacznie przejawiać jakieś objawy choroby to interweniujemy od samego początku.

Teraz wracając do tematu- daleka jestem od gardzenia osobami chorymi. Nie wyobrażam sobie ich potępiać, bo rozumiem, że nie mają nad sobą władzy, że ich zachowanie nie jest kontrolowane. Jednocześnie ta myśl napawa mnie strachem. Wiem, że potencjalnie ta miła pani, która tylko rzuca rękoma na boki, może dostać niekontrolowanego napadu szału i uderzyć najbliższą osobę. Oczywiście, rozumiem, ze nie wszystkie choroby mają te same objawy. Wiem, że osoba chora nie równa się osobie agresywnej. Wiem, są i apatyczni, zamknięci, spokojni aż do bólu. Zawsze jednak ta doza niepewności, braku kontroli, wywołuje we mnie niepokój.

Wszystkie przypadkowe spotkania z ludźmi chorymi psychicznie wywołują we mnie duże emocje, bo jest mi to po prostu problem bliski. Nie umiem się odpędzić od myśli czy tej osoby właśnie nie szuka rodzina, czy sobie poradzi, czy nikt nie zrobi jej krzywdy. I wreszcie myśl , że ta osoba była kiedyś zdrowa i do tej pory pewnie przekonana jest o swojej normalności.

Share this post


Link to post

Ludzie z chorobami psychicznymi mają po prostu wielkiego pecha i nie rozumiem dlaczego z tego powodu się nimi gardzi. To ,że nie mogą w pełni korzystac ze swojego mózgu to jeszcze nie powód by ich obrażac, powinniśmy raczej współczuc tym osobom.

Share this post


Link to post
Jaki jest Wasz stosunek do chorych psychicznie?

Czy w rodzinie macie osobę chorą psychicznie? Czy wpływa to na wasze postrzeganie tych osób?

Czy staracie się rozumieć takie osoby?

Przyznam szczerze, że czasem boję się osób chorych na niektóre choroby psychiczne, boję się ich nieobliczalności.

Widząc kogokolwiek z zaburzeniem czy też chorobą psychiczną, nie nabijam się z tej osoby, ale też jej nie współczuję. Sama nie chciałabym odczuwać na sobie litościwych spojrzeń. Po prostu, mijam tą osobę, nie oglądam się, w komunikacji miejskiej nie gapię się natrętnie, kiedy ta osoba mi się przygląda- uśmiecham się, czasem cos odpowiem, porozmawiam. Zauważyłam, że takie moje podejście jest doceniane przez takie osoby.

W mojej rodzinie chyba nie ma przypadków osób chorych psychicznie, ani z zaburzeniami. Moja Babcia pracowała jako opiekuna osób starszych i chorych, przez co, gdy była u Niej na weekend zawsze szłam z Nią do jednej Pani, po 80tce, która miała zaawansowanego Alzheimer'a, rodzina Jej nie odwiedzała, jedynie płaciła mojej Babci grosze, a Ona z ogromnym poswięceniem karmiła tą Panią, rozmawiała. Kilka razy zdarzyło mi się zostać z tą Panią sam na sam, śpiewała mi piosenki, nie wiedziała kim jest, szukała swojej mamy, myslała, że jest młodsza. Raz mówiła, że ma 5 lat, innym razem miała 20, a jeszcze innym koło 50tki. Kiedy mówiłyśmy Jej "Nie Władziu, masz 86 lat" odpowiadała ze śmiechem, że na pewno tyle nie ma. Nie bałam się Jej, przytłaczała mnie przerażająca myśl, że mnie to też kiedyś może spotkac, przez co razem z Babcią przywiązywałyśmy się do tej Pani.

Babcia opiekowała się także starszym Panem. Kilka weekendów Babcia pozwoliła mi iść samej, robiłam temu Panu śniadanie, herbatę, pomagałam założyć kapcie i sadzałam przy stole, podawałam sztućce i wychodziłam, to samo z obiadem i kolacją. Leki musiałam dawać bezpośrednio do ust, gdyż sam nie chciał łykać leków. Kilka razy byliśmy na spacerze, raz w Kościele- sprawiło Mu to niesamowitą radość, opowiadał mi różne historie, jak używał życia ponad miarę, jednak zatracał siew czasie, pytał o dokładną datę, dzień tygodnia.

Moje spotkania z Alzheimerem były przytłaczające, acz przyjemne.

Jednak jest pewna osoba, która budzi we mnie strach. Po mieście od lat chodzi mężczyzna, pchając wózek inwalidzki, nie mówi, ślini się, wydaje dziwne odgłosy. Swojego czasu często było Go widać z otwartym portfelem, do którego zbierał pieniądze (potem dowiedzieliśmy się, że Jego opiekun zostawia go tak z portfelem i kazał mu żebrać). Wiele razy zauważyłam, że gdy ktoś podchodził, by wrzucić pieniądze, mężczyzna ten rzucał sie na tą osobę, potrafił uderzyc, ugryźć, z dzikim szałem. Wzywana policja, czy pogotowie przestali przyjeżdżać... Boję się koło Niego przechodzić i nie potrafię zachować się racjonalnie. Przeraża mnie ta osoba.

Kiedyś mój wujek został (z braku miejsc na innym oddziale) przyjęty na oddział psychiatryczny. Odwiedzałam go codziennie przez okres ponad tygodnia, kiedy tam był. Patrzyłam na róznych ludzi dotkniętych chorobami psychicznymi. Jedni patrzyli tępo w scianę- zamroczeni lekami, inni błądzili po korytarzach, inni miewali ataki. Smutne, przygnębiające i przerazające miejsce. Mimo zakazów pielęgniarek zdarzyło mi się kilka razy wdać w dyskusję z tymi osobami, wbrew pozorom z każdą z tych osób udało się porozmawiać na najprostsze tematy, o pogodzie, dniach tygodnia, pracy, pieniądzach i szkole.

Co do starania się zrozumieć te osoby, nie staram się, bo wiem, że nikt nie jest w stanie ich w 100% zrozumieć, akceptuję Je takimi, jakimi są, nie pogardzam, nie traktuję jak podludzi, gorszych od innych.

Share this post


Link to post
To, że ktoś jest chory nie znaczy, że jest podludziem Liszka. Np.: ja czuję się równa z Wami - zdrowymi o.O

Pokaż mi gdzie napisałam, że jest podludziem, czytaj dokładniej ja Cię proszę.

Share this post


Link to post

To trudny temat. Z jednej strony zawsze istnieje świadomość, że to osoba chora, która nie ma wpływu na swoje zachowania, działania... Z drugiej natomiast zawsze pozostaje pewien dystans, lęk i niepewność, który budzą tacy właśnie ludzie. Czasem próbujemy ich zrozumieć, ale sądzę, że to błędne wyjście. Dopóki nie znajdziemy się w takiej sytuacji raczej ciężko będzie nam pojąć, jak oni się czują, co myślą, co nimi powoduje.

Kiedyś, jak byłam sporo młodsza, odwiedzałam moją prababcię. Jej zachowanie niekiedy mnie przerażało, ale jako dziecko niczego nie rozumiałam. Dlaczego babcia myli mnie z moją mamą, jakąś ciotką lub kompletnie nie wie kim jestem? Nikt mi tego nie tłumaczył, musiałam po prostu się z tym godzić i słuchać krótkich wyjaśnień, że "babcia tak już ma". Bałam się, kiedy kolejny raz widziałam jej błędny i przerażony wzrok. Opowiadała o latających psach z wielkimi skrzydłami lub o komarach wielkości ludzi. Atakowały ją, czasem krzyczała czy raczej skrzeczała...Nie rozumiałam jej strachu, a mimo to tak strasznie chciałam jej jakoś pomóc. Bezsilność to paskudne uczucie.

Z chorobami psychicznymi zetknęłam się też w pewnym zakładzie dla dzieci. Chodziliśmy tam pomagać, umilać im czas. Organizowaliśmy występy, przedstawienia i tym podobne. Pewnego razu jedna dziewczynka "wdarła się" na "scenę". Bardzo chciała tam z nami być. Śliniła się, uśmiechała i dziwnie zachowywała. Nie wiedzieliśmy jak to przyjąć, więc po prostu uśmiechaliśmy się do niej i staraliśmy sprawić, by czuła się częścią nas. Wziąć za rękę, stanąć obok, kucnąć , pozwolić śpiewać z nami. Strasznie się cieszyła. To była taka radość...taka niewypowiedziana, wyrażała ją nieartykułowanymi dźwiękami, przytulała się do każdego. W jednej chwili zaczęła wykonywać jednoznaczne ruchy na nodze koleżanki. To było dziwne, jednak podeszła jej opiekunka, zabierając ją. Tłumaczyła, że chciała rozładować tą nagłą radość i podniecenie, które się w niej wezbrało. Myślę, że po części to zrozumieliśmy.

Mimo tego, ludzie chorzy psychicznie zawsze będą u mnie budzić pewien niepokój. W tej dziedzinie, z mojej strony, nigdy nie było miejsca na szyderstwa czy wyśmiewanie się. Wiem, że to choroba, a te często niezrozumiałe zachowania są zwykle niezależne od nich. Nie chcę wnikać głębiej. Co, jak i dlaczego. Nie będę też im współczuć. To tacy sami ludzie jak my, tylko z zupełnie inną wizją świata. Może bogatszą? Nie wiem.

Share this post


Link to post
Shunra, nie wspomniałaś o depresji. Też poważna choroba psychiczna.

no tak, ale jest jednak inna. Nie budzi przede wszystkim strachu w otoczeniu. Natomiast chory na depresję jednak zachowuję dużo większy kontakt z rzeczywistością, społeczeństwem.

Powiedziałabym poetycko (i bardzo upraszczając więc proszę podejść do tego z dystansem), że depresja to bardziej choroba duszy. (Podkreślam , ze używam takiego ogólnika w celu wytłumaczenia tego co jest "na zewnątrz", co widzą inni ludzie. Wiem, że depresja to głębszy problem, wiem, leczyłam się z niej.)

Można ją zatrzymać dla siebie, ukryć, założyć maskę uśmiechu i funkcjonować jako tako w społeczeństwie. To nie to samo co obłęd i absolutny brak kontroli nad sobą, nad ciałem, nad umysłem. A jeszcze inną rzeczą jest upośledzenie umysłowe od dziecka. Ja oddzieliłabym też od tego Alzheimera bo jest to degeneracyjna choroba układu nerwowego. Widzę, że powoli wszystko sprowadzamy do jednego mianownika. Niemniej tak- ten mianownik gdzieś jest, trudno zaprzeczyć( bo widząc kogoś w autobusie nie diagnozujemy go dokładnie)- jest to inność i nieprzewidywalność.

Share this post


Link to post
Inny mężczyzna, którego zwykle spotykałam w kościele, siadał zawsze w trzeciej ławce i żegnał się tysiące razy, jakby był to nieopanowany tik nerwowy. Mamrotał przy tym z dziwnym akcentem "W Imię Ojca i Syna...", kiwając się w przód i w tył.

To jest fascynujące. Dlaczego człowiek który siedzi w trzeciej ławce żegnając się bez przerwy ma być uznawany za psychicznie chorego a te kilkaset pozostałych osób co co niedziele klepią te same formułki w tej samej kolejności już nie? O różańcu już nie wspominając gdzie się setki razy jedną modlitwę powtarza ;)

W kulturach pradawnych czczono to, czego nie znano. Kosmos pełen był bóstw, a szaleni byli uznawani za "widzących inaczej". Byli równi, nie zmarginalizowani czy odrzuceni, jak dziś w naszej kulturze, wyższej, lecz w wielu punktach samozaniżającej się.

Oj dość zbyt daleko idące uproszczenie. Jeśli syn kapłana urodził się ze schizofrenią to może i by go tam uznali za "widzącego inaczej" ale wśród normalnego ludu raczej chore psychicznie dzieci były topione albo zrzucane ze skały ;) W końcu na co chłopowi "widzący inaczej", który ni to pola nie zasieje, ni obory nie oporządzi?

Share this post


Link to post

Ja nic o nich nie myślę bo od 3 dni również należę do grona psychicznych.

Nie powiedziałem, że pewne myśli ze mnie wyciekają i inni je znają. Przez to już byłbym schizofrenikiem :crazy:

Psychiatra chciała mnie wysłać do psychiatryka lecz ja nie chciałem i jestem na jakiś czas uratowany :jupi:

Biorę od 2 dni antydepresanty i większość objawów zanikło i stałem się oazą spokoju.

żegnał się tysiące razy

To na pewno nerwica obsesyjno kompulsywna, a ona nie jest chorobą psych.

Też poważna choroba psychiczna
Nie każda depresja jest chorobą.

Share this post


Link to post

Postrzegają świat w inny sposób. Jednak nie mam odwagi, by mówić, że jestem lepszą od nich. Że mój świat jest tym właściwszym.

Widzę, że wpadłaś na to samo co ja. Co jeżeli ludzie chorzy psychicznie widzą świat lepszym i piękniejszym a tylko z naszej perspektywy, ludzi znajdujących się na niższym szczeblu postrzegania wygląda to okropnie, nieestetycznie i w ogóle?

Wiesz, chorób psychicznych jest od groma, więc to temat rzeka. Ludziom których szaleństwo dzieli od geniuszu cienka czerwona linia nawet czasami zazdroszczę...

Dopóki osoba nie wykazuje skłonności destrukcyjnych względem innych czy siebie moim zdaniem powinna być traktowana jako pełnoprawny człowiek społeczeństwa. W końcu mamy demokrację i jeżeli pojeb*ani znajdą się w większości to oni mają prawo stanowić swój idealny kraj... :twisted:

Powiem szczerze, że chorzy psychicznie mnie fascynują. Z reguły są świetnymi artystami, jako że logiczne myślenie jest u nich w zaniku.

A śmiać się z nich przestałem gdy poszedłem do podstawówki.

Share this post


Link to post
Nie wiem co komu przeszkadza to, ze ona jest jaka jest.

Jest inna. Inność rodzi złość, gdy jest nieoswojona. Zawsze nasuwa mi się myśl w takich sytuacjach, czy nie można byłoby zrobić z klasami lekcji o autyzmie, żeby naświetlić problem. Może wtedy dzieci śmiałyby się mniej.

Albo nauczyłyby się jak dokuczać dotkliwiej.

Mystery, rzeczywiście leczenie Twojej babci na siłę nie przyniosłoby wcale rezultatów. Wiele zależy od samego pacjenta. Pewnie czytałaś już na temat tej choroby, ja tylko mogę dodać otuchy mówiąc, że im później wystąpią pierwsze objawy tym łatwiej jest schizofrenię wyleczyć. Przy czym klasyczny wiek zachorowania to 18-21, jakoś tak około.

Shunra, nie wspomniałaś o depresji. Też poważna choroba psychiczna. Czy ja wiem czu powinniśmy im wspułczuć. Jakby mi ktoś wspułczuł czułabym się 'gorsza'. Raczej, trzeba ich traktować jak normalnych ludzi. Jak równych sobie. Tacy ludzie są naprawdę ciekawymi osobami.
O depresji wie każdy, czym się objawia, jak wygląda. O nerwicy niestety prawie nie wie nikt, a schizofrenia to już kompletna enigma. Często widzę, jak na m-forum ludzie plączą i sobie, i człowiekowi który szuka tu pomocy.

Poza tym, czy to naprawdę choroba psychiczna? Dość trudno to zdefiniować.

Co do współczucia, celowo zmieniłam to na "współodczuwanie". Współczucie kojarzy się z litością, współodczuwanie z empatią.

Przyznam szczerze, że czasem boję się osób chorych na niektóre choroby psychiczne, boję się ich nieobliczalności.
Jasne, strach zawsze jest. Jednak jako ludzie będący na jakimś poziomie nie powinniśmy pozwalać, by to się przeradzało w jakąś agresję czy co gorsza śmiech.

Alzheimer to bardziej choroba mózgu niż psychiki, choć w oczywisty sposób demencja mózgu oddziałuje na psychikę.

Quizer, na temat.

Biorę od 2 dni antydepresanty i większość objawów zanikło i stałem się oazą spokoju.

Super, oby tak dalej :D
Co jeżeli ludzie chorzy psychicznie widzą świat lepszym i piękniejszym a tylko z naszej perspektywy, ludzi znajdujących się na niższym szczeblu postrzegania wygląda to okropnie, nieestetycznie i w ogóle?
O ile ich urojenia nie są dla nich koszmarem, jak u neurasteników czy schizofreników, to czemu nie.
Powiem szczerze, że chorzy psychicznie mnie fascynują. Z reguły są świetnymi artystami, jako że logiczne myślenie jest u nich w zaniku.
Też mnie fascynują, przerażają i ciekawią naraz. Nie mogę się powstrzymać by nie obserwować ich ruchów czy zastanawiać się co, jak i dlaczego.

Prawda, że większość geniuszy miała problemy. Szczególnie tych matematycznych, często chorują na schizofrenię. Pisarze na chorobę dwubiegunową.

Widzę że wielu z Was zwierza się tutaj z własnych doświadczeń, zazdroszczę z serca. Ja stoję bardziej z boku i obserwuję - Wy działacie ;)

Share this post


Link to post
Nie każda depresja jest chorobą.

Według definicji depresją nazywana jest choroba psychiczna. To, że tego słowa się nadużywa, jest troszeczkę inną sprawą.

No, to by było na tyle, jeśli chodzi o cytaty.

Powiem szczerze - ludzie zachowujący się alogicznie mnie odrzucają. Ogólnie, dziwnie się zachowujący, wyglądający, przyciągają mój wzrok i gapię się na nich jak głupia ale, żeby normalnie rozmawiać, muszę się naprawdę zmuszać. Z tego powodu, kiedy rozmawiam z kimś tego typu (a nieraz się spotka "dziwaka", że to brzydko ujmę, w autobusie), tym bardziej mam tremę, jest mi wstyd i... to widać. Bo nie umiem normalnie patrzeć na ludzi jakkolwiek upośledzonych.

Ale ja o tym wiem, próbuję z tym jakoś walczyć - ostatnim razem zwyczajnie zwiałam, a potem przez cały dzień miałam cholerny wyrzut sumienia, bo mężczyzna był niemową i nie mogłam zrozumieć tego, co mówi. To było żałosne. Pocieszam się, że o tym wiem i jakkolwiek rozmawiam z kimś kto trochę "inaczej" patrzy na świat, staram się to w sobie zdusić i zapomnieć, ale może to kwestia tego, że w późnym stosunkowo okresie dojrzewania zaczęłam mieć z takimi osobami do czynienia, że to szalenie trudne.

Od prawie roku mama jest na psychotropach, ojciec ma poważne zaburzenia osobowości a u jednego spośród mojego rodzeństwa widzę bardzo, ale to bardzo poważny kompleks. Wstyd mi, ale skaczę wokół nich jak na paluszkach i wstyd mi, że ciągle o tym myślę. Ale przynajmniej to wiem.

Znam mnóstwo osób, które w praktyce zachowują się podobnie jak ja, chociaż... jest bardzo wiele osobowości, które mają znacznie, znacznie lepszą postawę no i tacy, którzy mają gorszą. Oczywiście. Ale bądźmy ze sobą szczerzy - nie każdy jest doskonały, wszyscy mówią o tolerancji a praktyka wygląda naprawdę różnie. Jestem zwolenniczką szczerości wobec siebie, stąd przyznam, że nie lubię takich tematów _^_ bo wiele osób będzie starało się przed sobą wybielić, opisze wyidealizowany obraz i czytając coś takiego wykryje się jedynie bulgot kipiących ego.

Share this post


Link to post

Nie miałam bezpośredniego kontaktu z osobami chorymi psychicznie, nie licząc widoku ich na ulicy czy w autobusie. Gdy byłam mała widok takich ludzi nieco mnie przerażał, bo bałam się że coś mi zrobią i dziwne, wydawane przez nich odgłosy budziły u mnie raczej mieszane emocje. Takie uczucie powraca nieraz gdy odwiedzając kogoś w szpitalu drogę zachodzi mi taka - dość nieobliczalna osoba, lecz teraz postrzegam to inaczej...

Powiem szczerze, że chorzy psychicznie mnie fascynują. Z reguły są świetnymi artystami, jako że logiczne myślenie jest u nich w zaniku

Właśnie. Żyją w swoim świecie, jednak to odmienne spojrzenie na rzeczywistość nie musi świadczyć o nich negatywnie.

Nie śmieję się z nich. Każdy jest inny i powinno się to szanować.

Share this post


Link to post

Jest wszystko ładnie pięknie, akceptujemy takich ludzi, bla, bla, a jak przyjdzie co do czego większość ludzi ucieka. Zacytuję sytuację, miasto szkolne, masa młodzieży wędruję na dworzec autobusowy. Na przejściu dla pieszych, na samym jego środku stoi kobieta. Samochody lawirują między nią, młodzież wręcz przeskakuje między samochodami, i nikt, chociaż prawie wszyscy przechodzą przez te pasy, nie zatrzymał się spytać o co chodzi. Szłam wtedy z dwiema koleżankami, gdy doszłyśmy to tego przejścia stanęłam przy tej kobiecie i zaczęłam do niej mówić. Wzięłam ją pod ramię i sprowadziłam z pasów. Uśmiechnęła się do mnie w taki sposób, że krew w żyłach mi się zmroziła. Miałam 3 minuty do autobusu, chciałam dziewczyny poprosić, by przetrzymały kierowcę moment, ale.. ich nie było. Zwiały.

Nie pokazuję heroizmu, nie oczekuję pochwał, chce po prostu pokazać jak rówieśnicy zachowują się w stosunku do osób z zaburzeniami.

Share this post


Link to post

Zawsze, ale to zawsze gdy spotykam kogoś chorego psychicznie, staram się go zrozumieć, nieodtrącać, rozmawiać cierpliwie (w miarę możliwości), uśmiechnąć ciepło, dać wsparcie, sprawić by poczuł z mojej strony jakąś bliskość.

Ja miałam już sporo do czynienia z takimi osobami i boli mnie zawsze jak widzę że są wyśmiewani, że się z nich szydzi, podpuszcza itp.

Zacznę od tego, że mieszka ze mną chora na alzheimer babcia. Nie kojarzy już nic, trzeba ją kłaść spać, kąpać, namawiać do tego żeby załatwiła się w łazience, przewijać nawet, przebierać, karmić...jest jak dziecko. Bywa agresywna, bywa też urocza. Gada głupoty, wymyśla nowe słowa, często zachowuje się co najmniej dziwnie...ale ja staram się ją traktować wciąż jak najlepiej mogę i nawet jak setny raz pwtarza mi tę samą historyjkę i tak cierpliwie słucham...a kiedy zdarzy jej się, że powie do mnie po imieniu albo ni stąd ni z owąd przytuli mam aż łzy wzruszenia w oczach...

Inne przypadki zdarzały mi się jak jeżdziłam na obozy narciarskie lub kajakarskie. Tam czasem były jakieś dwie lub jedna osoby chore np na autyzm, schizofremię i takie tam... z nimi naparwdę można było się miło dogadać ale inni chyba tego nie dostrzegali...widzieli ich tylko jako nienormalnych, smiesnzych psycholi...a tak naprawdę byli głupsi od nich w większości.

Share this post


Link to post
W kulturach pradawnych czczono to, czego nie znano. Kosmos pełen był bóstw, a szaleni byli uznawani za "widzących inaczej". Byli równi, nie zmarginalizowani czy odrzuceni, jak dziś w naszej kulturze, wyższej, lecz w wielu punktach samozaniżającej się.

Uuu, chyba trochę przesadziłaś :) O ile niektórzy mawiali, że bez szaleństwa nie ma geniuszu, to w praktyce ludzie upośledzeni byli odtrącani przez społeczeństwo. Rodziny, aby nie mieć problemu prosili o zamkniecie ich w więzieniach. I to nie są wcale jakieś pradawne praktyki: ostatnio w tv był materiał o sytuacji osób chorych psychicznie w Nowej Zelandii, gdzie chorych wciąż zakuwa się w kajdany i są przetrzymywani w jakiś komórkach.

Mam siostrę chorą psychicznie i mimo całego zrozumienia tej choroby czasami nie da się wytrzymać. Jest to naprawdę ogromny ciężar, kto nie ma do czynienia z takimi osobami będzie prawił moralne treści typu "trzeba zrozumieć, odnosić się życzliwie", blablabla. Takie osoby są bardzo często agresywne, a poprzez swoje natręctwa potrafią uprzykrzyć zycie.

Share this post


Link to post

bo w każdym z nas jest coś z wariata :wink:

ludzie dzielą się na chorych psychicznie i na tych nie zbadanych :roll:

Share this post


Link to post

Do mojej szkoły chodziła osoba chora psychicznie. Bałam się jej, tego spojrzenia :wink: Są to osoby o nieprzewidywalnym zachowaniu i nie raz byłam świadkiem brutalnych zdarzeń także staram się nie podpaść.

Share this post


Link to post
Napisze tylko tyle- przeczytajcie/obejrzyjcie Lot Nad Kukułczym Gniazdem. Polecam ;]

Oj, chyba nie zrozumiałaś o co tam chodzi :) W zakładzie psychiatrycznym przebywali ludzie, którzy nie byli chorzy psychicznie. Dlatego ten film nie jest dobrym przykładem, aby poznać psychikę i zachowanie osoby chorej psychicznie. Już lepszym przykłądem byłby "Rain Man".

Share this post


Link to post

Fascynuje mnie to. Swego czasu myślałam nawet, żeby zostać psychiatrą. Chciałabym się wgłębić w takiego człowieka i poznać jego sposób myślenia. Choroby psychiczne to coś, co urozmaica nasze życie :)

Share this post


Link to post

Do mnie do szkoły uczęszcza parę takich osób. Trudno jest się z nimi porozumieć, ale również "fascynuje" mnie ich pogląd na świat. Jest taki niewinny! Nie śmieję się z nich, jest to dla mnie niedorzeczne! W gruncie rzeczy jak się ich pozna, są to bardzo mili i wrażliwi ludzie. Często dużo lepsi przyjaciele od otaczających nas rówieśników. "wystarczy tylko chcieć", a wszystko zacznie się spostrzegać inaczej.

Share this post


Link to post

Moje podejście do chorób psychicznych jest takie same, jak do jakiejkolwiek innej choroby. Współczuje tym ludziom, bo na pewno nie jest im łatwo, gdy są wyśmiewani, wytykani palcami. Dla wielu osób, człowiek chory jest gorszy, nieakceptowany- mimo, że w niczym nie zawinił. Nie znam bezpośrednio żadnej osoby, która jest chora psychicznie, ale na pewno nie izoluję się od takich osób.

Share this post


Link to post

Dużo mówić o wyrozumiałości, chęci zrozumienia, współczuciu. Tak, tak, oczywiście mam uczucia, żal mi takich osób. Ale niestety jestem uprzedzona, ma to związek z zdarzeniami z dzieciństwa, które naprawdę mocno się na mnie odbiły. Będąc młodsza miałam kontakt ze schizofrenikiem.

Oczywiście, wszystko zależy od choroby i jej nasilenia, jak już mówiliście, depresja też jest chorobą psychiczną, a te osoby nie budzą we mnie lęku.

Jednakże należy pamiętać, że osoby psychiczne, inaczej odbierają rzeczywistość. Naprawdę , przypuśćmy umysł schizofrenika jest to tak ciekawy i faszynujący, zarazem niestety przerażający, obiekt, że pochłania swoją potęgą.

Wiadomo, idąc ulicą nie uciekam na drugą stronę.

Kiedy mam do czynienia, staram się nie skreślać takiej osoby, ale tez nie nawiązuje zażyłości. Zazwyczaj samo spojrzenie sprawia , że przypominają mi się niektóre sytuacje i mam ochotę uciec z krzykiem.

Wiem również, że najgorsze w chorobie psychicznej jest to, iż chory uważa, że leczenie nie jest mu potrzebne, a wszelkie próby pomocy odbiera jako zamach na swoje życie, swoją świadomość. Często budzi to niestety agresję, która jest naturalną reakcją obronną.

Share this post


Link to post
Jaki jest Wasz stosunek do chorych psychicznie?

Szczerze im współczuję, naprawdę, ale unikam takich ludzi.

Czy w rodzinie macie osobę chorą psychicznie?

Tak, starą ciotkę. Bliższa rodziną ją zostawiła niestety.. Nawet my jej pomagamy.. Zanosimy zakupy, czy coś.. Teraz jest z nią ok, bierze leki, miała jakąś tam terapię..

Share this post


Link to post
Szczerze im współczuję, naprawdę, ale unikam takich ludzi

Bo nie wiesz czego się spodziewac po nich, ponieważ nie podlegają prawom bedacym normami w spoleczenstwie. Dlatego nieprzystosowanych izoluje się od społeczeństwa.

Share this post


Link to post

Jeśli chodzi o psychozy to oczywiście jak większość, mam obawy i boję się ich, gdyż nie można przewidzieć ich zachowania. Jeśli chodzi o neurozy to potrafię to zrozumieć w pewien sposób. Moja mama ma nerwicę i początki choroby były trudne nie tylko dla niej, po kilka latach leczenia nie można powiedzieć, że coś jej jest, sama nie odczuwa już dolegliwości. Pewnie, że nie do końca da się zrozumieć to co osoby chore przeżywają ale na pewno można to akceptować i się temu w pewien sposób podporządkować.

Share this post


Link to post

Raz w życiu miałam styczność z osobami chorymi psychicznie. Byłam na wakacjach z całym turnusem ludźmi z psychicznymi chorobami, byli w tym samym ośrodku co ja. Co prawda wtedy byłam jeszcze dzieckiem i na pewno postrzegałam to inaczej, niż teraz. Nie śmiałam się z nich, nie sądzę, żeby było w tym coś śmiesznego, w końcu to człowiek chory, potrzebują pomocy, wsparcia, a nie odrzucenia. Może i są trochę inni, może trzeba do nich więcej cierpliwości, ale przecież inni nie znaczy gorsi. Choroby psychiczne mają różne stopnie zaawansowania, są też osoby, z którymi można najnormalniej w świecie porozmawiać, jak ze zdrowym człowiekiem. Wracając do tamtych wakacji, to pamiętam, że trochę się tych osób bałam. Właściwie jest tak po dziś dzień, bo w sumie nie wiadomo co takiej osobie przyjdzie do głowy, skoro jest nieobliczalna. Nie dyskryminuję jednak z tego powodu, uważam, że zasługują na normalne życie tak, jak cała reszta osób. Nóż w kieszeni mi się otwiera, jak słyszę/widzę, że młodzież takie osoby wyśmiewa i nawet się z tym nie kryje - przecież takie osoby też mają uczucia i może być im przykro. Niewątpliwie współczuję takim osobom, chociaż wiem, że moje współczucie w niczym nie pomoże i tak dalej. Mogło to spotkać każdego z nas. Wyśmiewanie się z osób chorych psychicznie jest nie na miejscu.

Share this post


Link to post

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!


Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.


Sign In Now