Jump to content

Wide Awake.


alexia

Recommended Posts

Posted

Więęc to jeszcze nie koniec mojej zajebiście bujnej wyobraźni. Jak widać.Przedstawiam wszystki opowiadanie pdt. 'Wide Awake'. Jest ono wciąz pisane,dlatego nie wiem w jakich odstępach czasowych będą dodane kolejne party.

Jest to historia Belli i Edwarda. Mają oni za sobą traumatyczne przeżycia, które odcisnęły piętno na ich psychice. Przeżycia, o których nie mogą zapomnieć, które dręczą ich w sennych koszmarach. Koszmarach, których starają się unikać poprzez brak snu. Dzięki przypadkowemu spotkaniu nawiązuje się między nimi znajomość. Dowiadują się o tym, że obydwoje mają taki sam problem ze snem i odnajdują sposób na wzajemne odpędzenie swoich lęków.

Wybaczcie,że wybrałam akurat tę parę a nie wymyśloną,długo zastanawiałam się nad tym kto to ma być,jednak wybrałam ich ze względu na to,że chciałam pokazać Edwarda i Bellę z innej strony,tej żywej. Bo w tym opowiadaniu nie ma żadnych wampirów.

Odrazu mówię,przeklenstwa są zamierzone,więc wybaczcie,ale bez nich osoba Edka wygląda prawie jak Bella.

W razie błędów proszę się nie bać mi ich wytknąć.

-----------

1.Gingerbread Zombies.

BPOV.

Nienawidzę tego pomieszczenia. Nie mam zamiaru brzmieć melodramatycznie, wcale. W jasnych porach dnia jest naprawdę znośny, jednak kiedy zbliża się godzina snu to miejsce jest nie do wytrzymania. Ciemne, opustoszałe pomieszczenie z najróżniejszymi zakątkami i zakamarkami. Strach i panika wznawiają się co dzień na nowo kiedy tylko otwieram drzwi. Nawet fakt, że dziś pełnia nie sprawia, że czuję się komfortowo w tym pokoju. Zresztą, to i tak bez różnicy, bo nie widać światła księżyca poprzez zasłaniające je specyficzne dla tego miejsca chmury oraz przeraźliwie wielki dom Cullenów- który stoi naprzeciwko. Ciocia Ósme i Alice pracowały ciężko nad wyglądem mojego pokoju, i jestem im za to bardzo wdzięczna, naprawdę. To najmilsza rzecz jaką kiedykolwiek ktokolwiek dla mnie zrobił.

Moje noce od skąd przeprowadziłam się do Foks spędzałam w kuchni. Była duża, jasna i otwarta. Pełna moich najlepszych wspomnień. Nigdy nic strasznego nie przytrafiło mi się w tej kuchni, za to ją lubiłam. Dlatego zawsze to ja zajmowałam się przyrządzaniem wszelakich dań dla mojej rodziny. Ciocia nie była z początku zachwycona tym, że to ja gotuję, niecodziennie widzi się gotującą nastolatkę. Jednak szybko się poddała, co naprawdę mnie ucieszyło. Jak niewiele rzeczy w tym miejscu, więc to była zdecydowana rzadkość.

Tak więc ostrożnia wprowadzałam swój nowy nawyk spędzania nocy w kuchni, zajmując się pieczeniem, gotowaniem i odrabianiem zadań domowych. Wszystko byleby nie spać w tym ciemnym opustoszałym pokoju. Ludzie w Phoenix nazywali tę przypadłość bezsennością. Miałam na ten temat wiele wykładów od najlepszych specjalistów wytrenowanych po to aby dbać o moje dobre samopoczucie. Przerabiałam już wszystko, środki nasenne, medytację mającą za zadanie pozbawić mnie siły na następne osiem godzin. Bezskutecznie, zawsze budziłam się z krzykiem, roztrzęsiona. Oni wszyscy po prostu nic nie rozumieją, nie chodzi o to, że nie mogę spać tylko o to, że nie chcę. I w tej kwestii się różniłam od tych wszystkich spotykanych specjalistów. Nie mogłam usnąć, jednak gniewałam napady dziesięciominutowego snu w czasie dnia. Próbowałam temu zaradzić, bezskutecznie. Więc całe dnie spędzam w letargicznej mgiełce, która jest zdecydowanie lepsza niż sny. Sny pełne agresji- bicia, szarpania za włosy, potworów chowających się po szafach, czekających na swoje upragnione od wielu dni pięć minut. Jednak te najgorsze są o mojej mamie – Renie, i te gniewałam najczęściej. Jej zimne, bezwładne ciało...Jezioro krwi wokół jej zwłok. I te oczy...

Odgoniłam te straszne myśli i skupiłam się na pieczeniu ciasteczek i odrabianiu zadań na angielski. Miałam nowy przepis, i musiałam go wypróbować. Od ką tu jestem piekłam co noc inne ciasteczka. Można śmiało nazwać to moim nowym nawykiem. Kiedy mieszkałam przez jakiś czas w Domu Dziecka w Phoenix, nocami mogłam robić w kuchni co tylko chciałam. Jednak apetyt Esme i Alice był strasznie duży, więc dla wygody przerzuciłam się na ciasteczka. Zawsze im smakowały i podobały się im nazwy które sama wymyślałam przez całą noc.

Na moje szczęście nie mówiły nic o moich całonocnych dziwactwach. Były zbyt szczęśliwe tym, że w końcu z nimi zamieszkałam, więc nie chciały denerwować mnie pytaniami na które z pewnością nie chciałabym kiedykolwiek odpowiadać. Esmee chciała abym zamieszkała z nimi już rok temu, zaraz po śmierci mamy, jednak nie chciałam im przeszkadzać i zarażać moim dziwnym zachowaniem. I oto jestem, pomyślałam.

Pozwalałam im często myślę, że przeprowadzka z Domu Dziecka w Phoenix do nich była ich małym zwycięstwem. Jednak obie nie znają prawdziwego powodu, po prostu było tam za dużo ludzi których znałam. Męszczyźni ocierający się o mnie na każdym kroku w małej przestrzeni. Żyłam w takim stanie, w takiej presji, że na pewno nie służyło to komuś, kto nie ,mógł w ogóle zasnąć. Nie specjalnie jakoś lubiłam chłopaków, przerażali mnie. Zwłaszcza po tym co zrobił Phil. To zbyt irracjonalne, wiem. Na pewno nie wszyscy spośród nich mieli wobec mnie jakiekolwiek plany. Jeśli nawet chciałam dać któremukolwiek szansę, moje ciało i umysł reagowało tak, że nie byłam w stanie dać komukolwiek się dotknąć, a co gorsze, nie mogłam temu zapobiec. Psycholodzy mówili, że to jakieś mechanizmy obronne czy coś w tym stylu, nieważne jak się nazywa, ważne że tego z całego serca nienawidziłam. Kłopoty z oddychaniem, drgawki, obezwładniający moje ciało strach ogarniały mnie zawsze kiedy tylko ktoś z płci przeciwnej stanął obok mnie. Tak było w Domu Dziecka. Więc nagle perspektywa mieszkanie tylko z dwiema kobietami wydała mi się szalenie interesującym rozwiązaniem, i oto jestem. Więc w gruncie rzeczy każdy odniósł w tym swoje małe zwycięstwo.

Forks wydawało mi się na początku znacznie lepszym miejscem od zaludnionego Phoenix. Cisza, spokój. Wydawałoby się, że jestem tutaj szczęśliwa, ponieważ tak naprawdę nigdy nie będę szczęśliwa nieważne w jakim miejscu będę i w jakim towarzystwie. Taka smutna prawda. Zbyt wiele z swoim życiu widziałam, przeżyłam. Jednak w Forks byłam o wiele bliżej mojego szczęścia niż w Phoenix.

Drrrrr.

Podskoczyłam i upuściłam z hukiem ołówek,zaskoczona dziwnie głośnym sygnałem budzika sygnalizującego, że ciasteczka właśnie się upiekły. Rety, weź się w garść!

Pozwoliłam im swobodnie ostygnąć, potem zabrałam się za dekorowanie małych człekokształtnych ciasteczek.

Kiedy już skończyłam poszukałam trzy zamykane torebki i na każdej z nich napisałam. Gingerbread Zombies. Ta nazwa pasowało do mojego aktualnego stanu- sama wyglądałam jak chodzące zombie tego dnia, tak samo jak i będę nim jutro i byłam przez ostatni mój czas.

Pięć godzin, cztery kubki kawy, dwa wypracowania z angielskiego na później, śniadanie miałam już gotowe, ubrana w mój zwyczajny strój- czarna bluza z kapturem, dżinsy i rozpuszczone włosy. Esmee wyszła już do pracy, ze swoimi ciasteczkami w dłoni, posyłając mi niewyraźny uśmiech w związku z ich nazwą zapewne. Alice przybyła na śniadanie jak zwykle całkowicie rozbudzona, tryskająca entuzjazmem, błyszcząca i pogodna- cała ona. Od tego jej pozytywnego nastawienia tylko chciało mi się wymiotować.

Swoją postawą przypominała żywe srebro.

Jest starsza ode mnie tylko o miesiąc,nasze mamy były siostrami, jest ode mnie niższa o głowę, ma krótkie czarne włosy, bardzo nastroszone. Jednak pomijając tych parę łączących nas genów, jesteśmy zupełnymi przeciwieństwami. Ona kochałam być w centrum uwagi, ja zawsze od niej stroniłam jak tylko mogłam. Ona mogła przyjaźnić się z każdym z Liceum w Forks, ja naturalnie uciekałam od tego. Ona znała się na każdych modowych nowinkach, jakie tylko mogły być, ja oczywiście nie wiedziałam o niej nic a nic, nigdy nie lubiłam być w centrum uwagi. Ona zawsze była pełna wdzięku i podekscytowana. Ja zamknięta w sobie i trudno dostępna. Do tego byłam niesamowicie niezdarna. Wiecie do czego zmierzam?

- Dzień dobry! Mmm, bekon i jajecznica?! Czy to gofry? Z jagodami? - Zaćwierkała i opadła wdzięcznie na stół. Jej krótkie nogi bujały się ze stolika do przodu i tyłu jak u siedmiolatka.-Bello, strasznie przytyję od tego twojego jedzenia. Czy to syrop? Może w takim razie go odłożę...

- Wywróciłam teatralnie oczami i zabrałam się za jedzenie mojej jajecznicy. Kochałam Alice jak siostrę, jednak co rano nie mogłam się odezwać, ciągle o czymś mówiła. Kiedy jednak spojrzała na mnie znad talerza, przerwała swoje zdanie w połowie i zatrzymała widelec tuż przed ustami. Spojrzała na mnie wzrokiem który mówił o tym, że coś ją martwi. No to zaczyna się...

- - Dobry Boże, Bello! Wyglądasz okropnie, nie spałaś przez całą noc?

- Skrzywiłam się, No pięknie, właśnie odnowiłaś mój portret. Westchnęłam, tak jak to miałam w zwyczaju odpowiadać na pytania po czym wróciłam do jedzenia mojego śniadania. Zaś ona z westchnieniem pełnym dezaprobaty pokręciła głową i zabrała się do swojego śniadania. Alice zawsze taka była co do mnie, martwiąca się jednak ostrożna, aby mnie nie urazić. Zawsze próbowała mnie nakłonić do tego, abym zdołała się przed nią otworzyć. Wiem, że ona wyłącznie się o mnie troszczyła, jak o swoją jedyną siostrę, jednak ja swoje problemy wolałam pozostawiać wyłącznie dla siebie. Nigdy nie próbowałam wytłumaczyć jej bo i tak zapewnię bym nie zrozumiała,a może nawet zaczęła martwic się jeszcze bardziej, a tego nie chciałam.

EPOV

Gdzie ja kurwa położyłem tę zapalniczkę?! Okręciłem się jak debil wokół własnej osi po raz trzeci i przeczesałem włosy, wyrażając tym samym swoją całkowitą frustrację. Właśnie obudziłem się po dwudziestu długich minutach mojego szczególnie pojebanego snu, i naprawdę potrzebowałem tego cholernego papierosa. To było zbyt typowe jak dla mnie, mnie przy sobie pełną paczkę szlugów i niczego czym mógłbym je podpalić. Naprawdę musiałem wziąć się za sprzątnięcie tego cholernego burdelu,by móc się w czymkolwiek odnaleźć. Myśl! Edwardzie! Kurwa..! Ostatnio miałem ją... No właśnie! Wypadłem przez otwarte drzwi balkonowe i natychmiast zlokalizowałem moją malutką zapalniczkę leżącą na balustradzie. Tu jesteś- uśmiechnąłem się.

Podpaliłem papierosa i mocno się nim zaciągnąłem. Ahh,od razu lepiej. Nigdy nie paliłem w domu, to gówno śmierdziało i osadzało się na każdej rzeczy. Carlise chyba miał moment jasnowidzenia dając mi pokój z balkonem. Daddy C. z pewnością wiedział jak obchodzić z sierotami . Adoptował mnie cztery lata temu, wyciągając z nieciekawej przybranej rodziny zastępczej. Doktor Carlise Cullen jest bardzo dobrym obywatelem Wspaniałej Społeczności Forks oraz uczciwym człowiekiem. Układa nam się raczej dobrze, jednak doktor jest zbyt rzadko w domu, by mogło być inaczej. Dla mnie ok. Ubiera mnie i karmi, a co najlepsze- nie zadaje pytań.

Mam wrażenie, że dla większości siedemnastolatków moje życie jest bliskie ideału. Jestem najprawdopodobniej tak blisko szczęścia, jak to tylko możliwe. Emmet też mieszka z nami. Jeszcze jeden przychówek Carlisa. Emmet jest ode mnie o rok starszy i jest tu dłużej ode mnie. Kocha mi to wypominać. Jakby mnie to w ogóle obchodziło. Jest pieprzonym chłopcem z Forks i etatowym dupowłazem. Kiedy starsi nie chcą na coś przystać,potrafi być wulgarny jak wszyscy diabli. Nie mamy ze sobą żadnych kontaktów. Absolutnie żadnych. Po roku nieustającej walki i upomnień Carlisle'a zawarliśmy umowę, by trzymać się od siebie z daleka. Emmet i tak wyjedzie stąd w przeciągu roku.

Spoglądając z balkonu,naszego sporej wielkości balkonu, na ciemny ogród, zaciągnąłem się papierosem. Pieprzona noc. Nienawidziłem tej pory dnia. Podobnie jak kiepska rosyjska literatura, noc była cholernie długa i nudna jak diabli. Miałem swoje hobby i pewnie, że mogłem spędzić dziewięć godzin na szkicowaniu i słuchaniu muzyki. Ale jeśli miałbym być ze sobą szczery to zdarzało się rzadko,przyznałbym, że istnieje tylko jedna czynność której chciałbym się poddać. Spanie. Minęło tyle lat odkąd przespałem spokojnie całą noc. Nie pamiętam nawet jakie to uczucie. Carlise na początku był tym przejęty i najprawdopodobniej nadal jest, ale ale wie, że nic nie może na to poradzić. Tak było każdej nocy. Prawie żadnego snu, nawet jeśli z rzadka podejmowałem jakieś próby, kończyły się marne. Te koszmary...Zawsze te pieprzone koszmary. Próby zaśnięcia nie miały najmniejszego sensu.

Wyrzuciłem peta ponad balustradą balkonu, w momencie gdy zaczął padać deszcz, normalne zjawisko w Forks. Kiedy wróciłem do ciepłego aczkolwiek zaśmieconego pokoju, rzuciłem się na łóżko i zabrałem się za szkic, który rozpocząłem wcześniej tego wieczora. Szkicowanie utrzymywało mnie w stanie rozbudzenia prawie tak dobrze, jak sekretne działki amfetaminy Daddy'ego C., której zapasy miały się niedługo wyczerpać. Zawsze, z oczywistych powodów, ograniczałem działki do minimum. Czasem wolałem po prostu iść się upić z moim przyjacielem Jasperem, co nie zdarzało się za często.

Jasper Hale był moim przyjacielem od pierwszego dnia szkoły, dokładniej od kiedy powiedziałem panu Johnsonowi- naszemu tragicznemu nauczycielowi historii- żeby się pierdolił. Jasper był tym zachwycony. Był jedynym moim przyjacielem jakiego potrzebowałem tutaj, w Forks. Nasza przyjaźń nie polegała na niekończących się rozmowach, wręcz przeciwnie. Może dzięki temu umieliśmy doskonale czytać z mowy swoich ciał i swoich spojrzeń. To nie był żaden homo- związek, nic z ten deseń, tacy po prostu byliśmy. Jednak pomimo tego, że Jasper jest gotowy posłuchać o moich problemach, nie potrafię zwalczyć w sobie poczucia samotności. On próbuje mnie zrozumieć, ale jak może być w ogóle w stanie? Gdy zapytał dlaczego jestem ciągle zmęczony, powiedziałem mu prawdę. Prawdę o tym, że wolę żyć jak pieprzony zombie, niż ryzykować ponowne spotkanie ze swoimi jebanymi koszmarami. Oczywiście, on pomyślał, że zwariowałem. Dlatego nigdy więcej nie wracałem do tego tematu.

Skończyłem szkic i umieściłem swój podpis i datę w prawym dolnym rogu, po czym zamknąłem książkę z westchnieniem. Czym by się tu teraz zając? Zabębniłem palcami po grubej okładce książki. Lekcje. Stłumiłem jęk.

Nie byłem w szkole przez ostatni tydzień, co było karą za poważne dyscyplinarne wykroczenie. Zostałem zawieszony na pięć dni za palenie na terenie placówki. Wow, niezła mi kara, pięć dodatkowych dni wolności. Nuda jak na cmentarzu. Zawsze miałem dobre stopnie w szkole, co było normalne. Szczególnie tutaj, gdzie mógłbym naucza większości przedmiotów, będąc nawet półprzytomnym. Dla jasności, miałem po prostu dziewięć godzin wolnych każdej nocy, więc zazwyczaj się uczyłem.

Z tą myślą rozpocząłem rozwiązywanie przydługawego tekstu z trygonometrii. Brak snu sprawia, że wszystko co robisz, jest o wiele razy trudniejsze, niż zazwyczaj. Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy, jaki ważny jest sen dla zdrowia fizycznego i psychicznego zarazem. Nikt nie wie tego lepiej niż ja. Osiem lat temu sam nie zdawałem sobie z tego sprawy i brałem długi odpoczynek jak coś oczywistego w życiu. Moja matka zwykle nuciła mi do snu po tym, jak już okryła mnie kołdrą. Oczywiście, wszystko to było zanim mnie znienawidziła i zanim nie odesłała daleko, zostawiając mnie w rękach słabo opłacalnych pracowników społecznych i fatalnie zarządzanych instytucji.

Nie potrafiła na mnie spojrzeć po tym co się stało, nie była nawet w stanie przebywać ze mną w tym samym pomieszczeniu. Nawet nigdy nie powiedziała mi pieprzonego 'żegnaj'. Chciałbym umieć powiedzieć, że winię ją za to, ale naprawdę nie potrafiłem. Zabrałem jej osobę, którą kochała najbardziej na świecie. Bardziej niż mnie, jak widać. Nawet teraz, osiem lat później, mogę zobaczyć oczyma wyobraźni ten ogień. To gorąco i zapach duszącego dymu. I jeśli zasnę wystarczająco głęboko,mogę zobaczyć jak mój własny ojciec leży na podłodze i płonie, krzycząc o pomoc, a ja nic nie mogę na to poradzić. Pomoc nie mogła nadejść.

Potrząsnąłem głową, chcąc wyrzucić te myśli z mej głowy.

Gdy zobaczyłem pierwsze oznaki wschodzącego słońca, zamknąłem książkę i rozpocząłem przygotowania do powrotu w mury Liceum w Forks. Nigdy nie przywiązywałem wagi do tego, co miałem na sobie, zazwyczaj był to zwykły t-shirt, dżinsy i moja ulubiona skórzana kurtka i wytarte buty. Prawdopodobnie wyglądałem na wiele mniej bogatego niż w rzeczywistości byłem, ale miałem to po prostu gdzieś. Jedynymi powodami dla których fatygowałem się do szkoły, było spotkanie z Jazzem oraz wypełnienie czymś mojego czasu. No może jeszcze to, że gdy średnia moich ocen spadnie poniżej 3,5 Daddy C. zabierze mi moje Volvo. Wszystko wskazuje na to, że dobry doktor wie jak skutecznie posłużyć się przekupstwem.

Gdy już udało mi się uniknąć jakiegokolwiek kontaktu z Emmetem, skierowałem się do przedmiotu przekupstwa i przejechałem palcem od dachu pod drzwi od strony kierowcy. Odnotowałem fakt, że moja sąsiadka Brandon już wyjechała do szkoły, gdyż jej żółte jak kurczak Porsche zniknęło z podjazdu. Oczywiście, że już wyszła. Nigdy nie mogła usiedzieć na miejscu o tej porze dnia. Wsiadłem do swojego auta i ruszyłem w kierunku domu Jaspera.

Czekał na chodniku przed swoim skromnym, średniej klasy domem i wskoczył do samochodu zanim miałem w ogóle szansę wjechania na podjazd jak człowiek.

- Najwyższy kurwa czas, człowieku. Rose truła mi cały ranek o imprezie, którą urządzasz dziś wieczorem- powiedział zapinając pas.

- Imprezie którą ja urządzam?- zadrwiłem. Nie mam najmniejszej ochoty na żadne pieprzone przyjęcie. I gdyby nie fakt, że Emmet zagroził mi iż powie Carlis'owi o moim zawieszeniu na pewno bym się na nią nie zgodził. Leniwie oparłem głowę na zagłówku i ruszyłem w stronę szkoły. - Przyjdziesz?- spytałem obracając głowę w stronę przyjaciela. Prychnął.

- Jasne, już biegnę na imprezę z bandą pijanych nastolatków z poziomem IQ równym wartości karty kredytowej mojej matki!

- Zachichotałem.

- No wiesz Jazz, obrażasz swoją przyszłą żonę. Chyba nie masz zamiaru poderwać Brandon poddając w wątpliwość jej inteligencję.

- Alice będzie na tej im prezie?- zapytał z ciekawością pomieszaną z rozczarowaniem. Skinąłem i uniosłem brwi. - No to zajebiście! Już obiecałem matce, że zostanę w ten weekend w domu i pomogę jej z planem zajęć.- Jasper skrzywił się i osunął na siedzenie pokonany.

Jasper od kiedy go znam, sekretnie podkochiwał się z mojej sąsiadce. Zacząłem się nawet zastanawiać czy kiedykolwiek zbierze się na odwagę by z nią pogadać. Jak bardzo cholernie trudne to może być? Za każdym razem kiedy go widzę, gapi się na nią w stołówce lub hallu, walczę z chęcią zawołania jej i zakończenia wreszcie tej głupiej dziecinnej zabawy. Hey, Brandon, to jest mój przyjaciel Jasper. Czy zrobiłabyś mi przysługę i pieprzyła się z nim do utraty zmysłów w schowku na szczotki? Może by wreszcie przestał piszczeć na twój widok jak zagubiony szczeniak. Ledwo stłumiłem chichot jaki wywołała u mnie owa myśl.

Kiedy dotarliśmy do szkoły nie omieszkałem zaparkować obok Porsche Brandon. Chociaż tyle mogłem zrobić dla tego kretyna. Ona ciągle siedziała w swoim samochodzie wymachując rękami i mówiąc coś do osoby znajdującej się na siedzeniu pasażera.

- - O cholera!- zwrócił się do mnie Jasper z szerokim uśmiechem, - Przegapiłeś całe zamieszanie z przybyciem tej nowej dziewczyny, co?

- Nowa dziewczyna? - Spytałem znudzonym głosem i zamknąłem oczy. Ludzie tutaj dostawali małpiego rozumu nad każdym świeżym mięsem. Ja miałem to gdzieś. Jasper wywrócił oczami nad moją oczywistą obojętnością.

- Nie ma mowy człowieku. Będziesz miał z tego niezły ubaw. Ta nowa, to szalona kuzynka Alice, wprowadziła się do niej tydzień temu.

Zmarszczyłem brwi. Miałem nową sąsiadkę i nawet tego nie zauważyłem. Wróć. Miałem nową,szaloną sąsiadkę, i nawet tego nie zauważyłem. Nagle zainteresowałem się tematem. Trudno nazwać komfortowym mieszkaniem w pobliżu kogoś, kto najprawdopodobniej jest zbzikowany. Machnąłem ręką dając mu zna aby kontynuował, sam otworzyłem oczy i spojrzałem w jego stronę. Jasper najwyraźniej zadowolony z mojego zachowania rozpoczął przerwany wątek;

- W środę na biologi, Newton chciał wypróbować na niej swój 'urok osobisty', a jej kompletnie odbiło. Miała coś w rodzaju emocjonalnego załamania nerwowego, czy coś. Zaczęła płakać i krzyczeć a potem uciekła z klasy. To było naprawdę duże wydarzenie. Myślałem, że Newton w końcu otrzymał normalną reakcję na swoje tradycyjne 'łapanie za tyłek'., ale kiedy wczoraj Crowley próbował pomóc jej z podnoszeniem książek, skończyło się tak samo. A tylko się potknęła. - zakończył wzruszając ramionami.Właśnie wtedy Brandon i jej kuzynka wysiadły z samochodu i skierowały się do budynku szkolnego. Nie mogłem dostrzec jej twarzy, bo ukrywała ją za długimi ciemnymi włosami wypływającymi spod jej czarnego kaptura. Wydedukowałem, że mam przed sobą Szaloną Kuzynką aka Nową Dziewczynę. Zdawała się iść wolno w stronę szkoły. Miałem zamiar wypytać Jaspera o jej umysłową dysfunkcję, jednak jego uwagę pochłonął widok oddalającego się tyłka Brandon. Westchnąłem i wysiadłem z auta bu udać się na lekcje.

BPOV.

Alice nie mogła przestać paplać o dzisiejszej imprezie. Siedziałyśmy w jej żółtawym Porsche aż zadzwoni dzwonek.

- Będziemy się naprawdę świetnie bawić! Imprezy Emmeta są zawsze wielkim wydarzeniem. Musisz tam przyjść- kwiliła do mnie.

- Alice – błagałam cicho – Proszę, nie zmuszaj mnie do tego. Naprawdę nie mam najmniejszej ochoty tam iść.- Nie chciałam jej zdradzić prawdziwych powodów, dla którego nie mam najmniejszej ochoty się tam zjawiać; stałaby się jeszcze bardziej podejrzliwa niż przedtem. Nie wspominając, że plotki krążące o mnie po szkole i tak kierowały uwagę na moje zachowanie.

Przez chwilę panowała krępująca cisza i byłam pewne, że udało mi się wygrać tę bitwę, jednak kiedy na nią spojrzałam wiedziałam, że przegraną jestem ja. Na jej twarzy zagościła mina bardzo skrzywdzonego dziecka. Nikt w tym przypadku nie potrafił jej odmówić, nawet jakby się bardzo starał. Ale szczerze, chciałam jej pokazać , że potrafię być normalną dziewczyną przez godzinę lub dwie, mając nadzieję, że chociaż na chwilę uśpię jej troski.

- Uh, niech ci będzie! Pójdę z tobą i pogadam kilka minut z Rose, a potem się wymknę do domu. - powiedziałam zdenerwowana.

- Zapiszczała i zaczęła podskakiwać na siedzeniu.

- Zobaczysz Bello, będzie świetna zabawa! - wywróciłam oczami i wyszłam z samochodu w momencie dzwoniącego dzwonka. Miałam swoją prywatną codzienną mantrę, którą powtarzałam w momentach takich jak ten. Kaptur do góry, głowa na dół. Z każdą sekundą czułam się coraz bardziej zmęczona. W dzień zazwyczaj najbardziej chciało mi się spać. Słyszałam szepty i ciche śmiechy kiedy mijałam ludzi na korytarzu, nie słuchałam o czym mówią. Orientacyjnie odcinałam się od wszystkich, wpadając w lekkie odrętwienie każdego dnia w szkole. W ciągu siedmiu dni miałam trzy 'starcia' z chłopakami ale to w zupełności wystarczyło, aby stać się pośmiewiskiem całej szkoły. Jakby czytając w moim myślach, Alice nachyliła się w moją stronę;

- Obiecuję, że nie pozwolę, aby ktokolwiek cię niepokoił – wyszeptała mi do ucha i ścisnęła za ramię.

Nic nie odpowiedziałam. Po prostu szłam wolno dalej, z opuszczoną głową jak najniżej i nogami padającymi z wyczerpania.

Podczas lunchu zorientowałam się, że byłam omijana przez wszystkich uczniów niczym jakaś straszna zaraza. Ten fakt przyniósł mi taką ulgę, że prawie się uśmiechnęłam. Prawie. Bycie omijaną sprawiało, że wszystko stało się o wiele łatwiejsze. Parsknięcia i szepty trwały nadal, lecz z nimi zdecydowanie dawałam sobie radę.Nigdy nie jadłam szkolnego jedzenia, dlatego wyciągnęłam torbę z Ingerencja Zombies i zajęłam swoje miejsce przy końcu stołu, obok Alice i naprzeciwko Rosalie, jej najlepszej przyjaciółki i dziewczyny Emmeta Cullena. Emmet i Rose byli w ostatniej klasie, ale oni i Alice byli niemal nierozłączni. Powiedziano mi, że ta trójka była najbardziej popularna w szkole, trudno się z tym nie zgodzić. Rose z jej nieziemską urodą, Alice ze swoją energią i serdecznością i oczywiście sam Emmet, duży gracz footballowy, na którym wszyscy chcieli zrobić duże wrażenie.

Emmet i ja tak naprawdę nigdy nie rozmawialiśmy, głównie dlatego, że przerażał mnie śmiertelnie, lecz ja i Rose stawałyśmy się dla siebie kimś w rodzaju dobrych przyjaciółek. Powiedziałam szybkie cześć i zanurkowałam do swojej torby w poszukiwaniu książki, którą właśnie wypożyczyłam z biblioteki. Odkąd nie miałam już swojej kolekcji książek, musiałam zadowalać się wypożyczaniem. I choć książki były zazwyczaj kiepskie, pochłaniały moją uwagę i odciągały od tego zatłoczonego miejsca.

Nigdy nie próbowali mnie nawet wciągnąć do swojej rozmowy, która zdawała się obracać wokół dzisiejszej imprezy, więc po prostu przeżuwałam swoje ciasteczka i zaczęłam czytać książkę z opuszczoną głową. Oto co robiłam każdego dnia- starałam się być niewidzialna. Dźwięk dzwonka szybko przywrócił mnie do rzeczywistości, szybko zabrałam swoje rzeczy i udałam się na biologię. Lubiłam tę lekcję, ponieważ miałam cały stolik tylko dla siebie i mogłam pozwolić sobie czasami nawet na kilka minut snu. Pan Banner nigdy tego nie komentował,bo wiedział, że to wszystko brałam już w Phoenix.Idąc do klasy, trzymałam swoją głowę nisko i szłam nieco wolniej niż zwykle. Wyczerpanie dawało się we znaki, moje powieki opadały, ruchy znacznie się spowalniały. Jedyną rzeczą która przytrzymywała mnie w stanie rozbudzenia był padający deszcze, moczący moje włosy i kaptur. Obudź się, obudź się, obudź się!- łajałam się mentalnie przecierając oczy rękami, desperacki próbując uciec przed nieuniknionym.

Gdy jednak znalazłam się w ciepłej klasie wiedziałam, że muszę złapać co najmniej dziesięć lub dwadzieścia minut odpoczynku. Zdawałam sobie sprawę z tego, że jedynie odwlokłam ten moment nie zasypiając na angielskim, jednak wtedy musiałam oddać te nieszczęsne wypracowania. Najlepszym wyjściem było dla mnie spanie na lekcjach, gdzie dzwonki dzwoniły stale, o określonych im porach- wiedziałam, że nigdy nie uda mi się porządnie usnąć, tak żeby śnic. Skrzyżowałam ręce na stole i położyłam na nich głowę. Słuchając stukotu stóp, gdy ludzie zmierzali do swoich miejsc i gapiąc się w ciemność stworzoną przez zasłonę moich ramion i włosów, powoli opadałam w błogą nieświadomość.

EPOV.

Szalona Kuzynka aka Nowa Dziewczyna odpłynęła na moim stole biologicznym. Więc siedziałem i tryskałem w jej ciemny przemoczony kaptur moje spojrzenie. To musiałoby być miłe.- pomyślałem kwaśno, zaczynając wykonywać swoje – nie, nasze- kwiczenie. Powinienem obudzić ją jak dupek i kazać jej robić to cholerne ćwiczenie. Powinienem zerwać jej ten cholerny kaptur i porządnie nią potrząsnąć. Powinienem powiedzieć panu Bannerowi, co o tym sądzę, gdyby mnie zapytał. Przerywanie czegoś tak spokojnego i zarazem nieosiągalnego było niczym świętokradztwo.

Tak więc przełknąłem irytację i zazdrość, wykonałem te pieprzone ćwiczenie i miałem nadzieję, że będzie ją cieszyć A, które z pewnością dostanie. Gdy skończyłem omal tego nie pożałowałem, mogłem się tak bardzo nie spieszyć. Teraz nie mam kompletnie nic do roboty, a powieki same mi opadały. Zacząłem robić to co zwykle robię w takich sytuacjach ; spuściłem głowę i zamknąłem oczy, po czym gwałtownie ją uniosłem ku górze. Powtórzyłem tę czynność pięć razy po czym poklepałem się porządnie po twarzy i rzuciłem spojrzenia na śpiącą po mojej lewej stronie dziewczynę. Głupia suka. W ciszy zalegającej w klasie słyszałem jej głęboki oddech i emitowane przez nią ciche pochrapywanie, byłem jednak pewny, że jestem jedyną osobą która to słyszy. Było ciche, głębokie, niczym kołysanka. Sprawiało ono, że czułem jeszcze większe zmęczenie. Do końca lekcji zostało jeszcze dużo czasu. Potrząsając z furią głową uznałem, że dłużej tego nie zniosę. Podniosłem rękę, jednak gdy to nie działało, odchrząknąłem, a by zwrócić uwagę pana Bannera.

- Tak, panie Cullen? - ton jego głosu sugerował, że wie o co mi chodzi. W przypadkach takiej jak ten, często prosiłem o zwolnienie z lekcji. Był najłatwiejszym moim obiektem, gdy chodziło o urwanie się z lekcji.

- Przepraszam panie Banner, czy mógłbym zostać dziś zwolniony wcześniej?- spytałem najgrzeczniej jak umiałem, będąc tym samym wysoce poirytowany. Miałem nadzieję, że nie wychwycił tego, jak mocno brzmiały moje słowa. Gdy przybrał oporny wyraz twarzy dodałem; - W końcu pracowałem dzisiaj za dwoje. - skinąłem głowa w stronę Zbzikowanej Śpiącej Suki aka Nowej Dziewczyny aka Kuzynki.Pan Banner westchnął głęboko i skinął głową. Z powodów mi bliżej nieznanych pozwolił jej na tak chamskie zachowanie, dlatego zapewne wolał uniknąć jakiegokolwiek konfliktu w katedrze. Zebrałem swoje rzeczy z triumfalnym uśmiechem. W momencie gdy miałem zamiar wstać z mojego krzesła, usłyszałem ciche chlipnięcie z miejsca obok. Rzuciłem kątem oka na nią by zarejestrować , że trzęsie się lekko we śnie. Gapiłem się przez moment na to drżenie, rozważając obudzenie jej z tego, co wyglądało mi na koszmar, jednak porzuciłem szybko ten pomysł. Masz na co zasługujesz. Uśmiechnąłem się w duchu. Z taką myślą podniosłem się ostatecznie ze swego miejsca i szybko opuściłem pomieszczenie, zamykając za sobą drzwi. Nigdy nie przywiązywałem żadnej uwagi do głośnych krzyków dochodzących z budynku za mną, gdy kierowałem się w stronę Volvo.

- Będę w domu w niedzielę rano. Wierzę, że wasza dwójka nie pozabija się nawzajem do tego czasu.- powiedział Carlise z lekką nutą szaleństwa w głosie, robiąc obchód dookoła salonu, klepiąc się po kieszeniach w poszukiwaniu kluczyków. W takich momentach jak ten, mógłbym przysiąść, że mamy to samo DNA.

- No daj spokój Carlise, ja i mój kumpel? - Emmet oplótł swoje wielkie spocone ramiona dookoła moich, co oczywiście natychmiast wywołało grymas na mojej twarzy.

- Słodki Jezu, Em. Strasznie śmierdzisz. Idź weź prysznic, zanim nakłonię Carlies'a do dania ci wykładu na temat higieny.- rzuciłem wyswobadzając się z jego uścisku z wielkim obrzydzeniem. Zawsze śmierdział kiedy wracał z treningu, a ja wprost nie mogłem się doczekać kiedy pójdzie do łazienki. Jednak Carlies'e musiał jechać na jakąś konferencję medyczną na drugi koniec Stanów, więc musiałem się zachowywać jak dobry syn, którym oczywiście nie byłem. Carlisle pokręcił głową z dezaprobatą i wydał z siebie zniecierpliwione westchnienie.

- Proszę, Edwardzie, nie używaj takiego słownictwa- zbeształ mnie nadal polując po salonie.

- - Jedna sprawa, Daddy C.

Nienawidził, kiedy go tak nazywałem. W momencie kiedy to powiedziałem, namierzył swoje kluczyki i wziął je z triumfalnym uśmieszkiem. Gdy już miał w ręce walizkę, zmierzał ku drzwiom mijając nas, zatrzymał się w pół kroku i zmarszczył nos patrząc na Emmeta. Momentalnie ożywiłem się tym, że on też poczuł ten odrażający odór.

Proszę, zaserwuj mu pogadankę na temat dezodorantów. Spojrzałem na niego błagalnym wzrokiem, gdy nasze spojrzenia się spotkały. Carlisle zamiast powiedzieć cokolwiek Emmetowi, zmarszczył tylko brwi.

-Edwardzie, kiedy ostatnio spałeś? - spytał z troską w głosie. Musiałem stłumić jęk.Spałem zeszłej nocy. Miałem po prostu długi dzień.- Nie było to kłamstwo. Przez moment przyglądał się sceptycznie, lecz w końcu przytaknął.W takim razie połóż się dzisiaj wcześniej, wyglądasz na wykończonego. - powiedział odwracając się w stronę drzwi i dodał;

- Emmet. Dezodorant. To wszystko co mam do powiedzenia.Zachichotałem ponuro, gdy opuszczał dom i skierowałem się na górę, by przygotować się do czekającej mnie długiej nocy.

Link to comment
Posted

KOMFĆ:

Nio, superaśnee ;d fajnie napisane, nic nie poprafiaj, jest dobrze ;d

juuż chcem trukom czenść.. ;d

Ciekawi mnie strasznie, co będzie dalej.

kosiam. <33 ;d

Link to comment
Posted

Ale to nie jest twoje opowiadanie.

Link to comment

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
  • Who's Online (See full list)

    • wardrum
  • Popular Now

  • Najnowsze posty

  • Recent Status Updates

    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      Serdecznie z tego miejsca pozdrawiam Wydział Ruchu Drogowego Komendy Powiatowej Policji w Starachowicach. Buziaczki <kiss> <kiss>
      · 0 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      Witam Was ponownie po rocznej nieobecności.
      · 5 replies
    • Kerosine

      Kerosine

      Ku pamięci wszystkich naszych bliskich, którzy nie mogą - już nie - zasiąść z nami do wigilijnego stołu i dla wszystkich tych, którzy musieli w kończącym się właśnie roku z kimś pożegnać. Czasami nie to, co jest, a to czego nie ma jest bardziej niż to, co jest.
      · 0 replies
    • Pizzaro

      Pizzaro

      Czy jest tutaj życie?
      · 3 replies
    • _Balladyna_

      _Balladyna_

      idę pogadać z siostrą

      · 0 replies
  • Popular Contributors

    1. 1
      yiliyane
      yiliyane
      8
    2. 2
      Martusiaaaaaa92
      Martusiaaaaaa92
      3
    3. 3
      Kerosine
      Kerosine
      3
    4. 4
      Gloria
      Gloria
      2
    5. 5
      LaFleur
      LaFleur
      1
  • Top użytkownicy (7 dni)

    Kerosine
    Kerosine
    10 posts
    Martusiaaaaaa92
    Martusiaaaaaa92
    9 posts
    wardrum
    wardrum
    9 posts
    Gloria
    Gloria
    5 posts
    yiliyane
    yiliyane
    5 posts
    dannonka
    dannonka
    3 posts
    fotograf1981
    fotograf1981
    3 posts
    konserwatoriumchaosu
    konserwatoriumchaosu
    3 posts
    halibutka
    halibutka
    3 posts
  • Top użytkownicy (miesiąc)

    Kerosine
    Kerosine
    39 posts
    wardrum
    wardrum
    29 posts
    yiliyane
    yiliyane
    20 posts
  • Top użytkownicy (rok)

    Kerosine
    Kerosine
    447 posts
    yiliyane
    yiliyane
    369 posts
    Gloria
    Gloria
    118 posts
×
×
  • Create New...
Please Sign In or Sign Up