Gumioleusz

Własna sekta? - Czemu nie?

28 postów w tym temacie

Od 2 lat chodzi mi po głowie pewna myśl.

Człowiek sam, jako jednostka, ma zawsze tylko jeden punkt widzenia - swój punkt widzenia, często bez pomocy innych ludzi, mających inne zdanie nie potrafi, często wręcz niemożliwym jest dostrzeć przez niego coś co wykracza poza ramy jego przekonań, doświadczeń czy zdobytej wiedzy.

Osoby interesujące się "wszystkim co interesujące" same, znacznie wolniej będą rozwijać pasje i ciekawości aniżeli dzieląc się nimi z innymi umysłami. Takie osobowości często poszukują partnerów rozmów równych sobie pod względem intelektualnym jak i szerokością zainteresowań.

Ze swego doświadczenia wiem też, że gdyby nie parę przypadków w moim życiu (spowodowanych przez znajomych) to nigdy nie odkrył bym, tyle wspaniałych możliwości, sposobów na życie, czy nawet tajemnego gatunku muzyki którego prawie nikt nie słucha, prócz wąskiej grupy pasjonatów nawzajem rozumiejących się. Teraz, jakim wymownym może wydawać się znane przysłowie "co dwie głowy to nie jedna".

Dlatego dobrym pomysłem wydawało się założenie czegoś, co przezwać by się mogło sektą (jednak z religią nie miało by to wiele wspólnego).

Celem takiego stowarzyszenia mógłby być po prostu rozwój, ekstremalny rozwój intelektualny i psychiczny. Osoby przynależne mogły by dodatkowo oprócz, dyskutowania i wymieniania się ciekawymi książkami , rywalizować ze sobą w sferze bystrości umysłu, wiedzy i siły charakteru. To wszystko spowodowało by ,że każda osoba z grupy zyskała by, więcej czy mniej, zależnie od zaangażowania, które też w odpowiedni sposób da się wykrzesać.

Wszyscy członkowie wrzucili by swoje zainteresowania do jednego wora, starając się zarazić nimi resztę, i nie dać się zdominować, być gorszym w tamtej czy innej dziedzinie.

Z resztą, same spotkania takich osób mogły by być dla nich interesującym doświadczeniem ze względu na oderwanie od szarej rzeczywistości, powierzchowności i płytkości reszty świata.

Mam jeszcze multum pomysłów co do tego, ale liczę na odzew i obiektywne opinie.

Pozdrawiam

PS: Przepraszam za styl, nie jestem dobrym humanistą aczkolwiek pracuje nad tym ;)

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Takie rzeczy zwykle powstają same od siebie bez początkowego zamiaru, ot jest sobie grupka ludzi z pewnego rodzaju liderem, robią coś, jest ich coraz więcej aż w końcu sami zauważają, że tworzą coś więcej niż tylko grupkę znajomych. Z zamysłem "założę sektę" raczej nic nie osiągniesz... aczkolwiek czasami brakuje w okół nas ludzi reprezentujących ten sam poziom.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

"Sektą" to ja to przezwałem, aby temat topica zwabiał forumowiczów ;)

Takie rzeczy zwykle powstają same od siebie bez początkowego zamiaru, ot jest sobie grupka ludzi z pewnego rodzaju liderem, robią coś, jest ich coraz więcej aż w końcu sami zauważają, że tworzą coś więcej niż tylko grupkę znajomych.

gdyby to było takie proste,.. o takich ludzi trudno:

aczkolwiek czasami brakuje w okół nas ludzi reprezentujących ten sam poziom.

Dlatego czasem trzeba zwrócić się do ogółu, a nóż się kogoś wyłowi z szarego tłumu.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Sekta to grupa osób w obrębie jakiegoś wyznania, która ma inne poglądy na kwestie owego wyznania. Nie piszesz nic o postawie wobec boga jakiegokolwiek, a więc wysnuwam wniosek, że w Twojej 'sekcie' kwestia wiary nie byłaby aż tak istotna. Czy tak?

Ups, teraz dopiero zauważyłam pierwsze zdanie Twojego drugiego posta:)

Sam pomysł jest niezły, zalatuje trochę masonerią. Ale nie sądzę, że sam zdziałasz wiele, musisz mieć odpowiednie zaplecze. Każdy charyzmatyk miał.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Wszyscy członkowie wrzucili by swoje zainteresowania do jednego wora, starając się zarazić nimi resztę, i nie dać się zdominować, być gorszym w tamtej czy innej dziedzinie.

Cóż, stare angielskie powiedzenie:

"A jack of all trades is master of none" ( Jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego, oryginalna angielska wersja w tym wypadku bardziej odpowiednia ;) )

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Wydaje mi się, że masz dobry pomysł. Jednakże może się on nie udać, gdyż początkowo potrzeba grupy ludzi, która rozszerzy całą działalność.

Nasuwa mi się jedna myśl, jak chcesz zebrać ekipę? Czy masz już jakieś osoby na myśli? Chcesz szukać przez internet? Może z otoczenia?

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

To mi zakrawa na wyścig szczurów. A coś takiego wcześniej czy później może przynieść skutki odwrotne od zamierzonych.

Podobne sytuacje zdarzają się na co dzień - jakaś rywalizacja itp, ale chyba niezdrowym pod względem psychicznym byłoby obracać się jedynie wśród tych, którzy chcą być lepsi od innych. Zwyczajnie niezdrowe.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

W Stanach swego czasu powstawały komuny łączące w ciasne grupy członków wkoło jednej jednostki,najbardziej charakterystycznej (jedną z nich była słynna rodzina Ch. Mansona),to, o czym jednak mówisz to czysta utopia.

By łączyć ludzi, poznawać ich, prócz pomysłu trzeba mieć pewien dar rozumienia ludzkiej natury, a przynajmniej image, które przyciągnie do Ciebie jak magnez jednostki.

oderwanie od szarej rzeczywistości, powierzchowności i płytkości reszty świata.

Zacznij spotykać się z rówieśnikami, rozwijaj swoją pasje i poczytaj coś więcej o tym w dobrej literaturze, przydatny będzie nawet wstęp do psychologii. Nie wiem, czego oczekujesz po założeniu tematu na forum? Akceptacji i aprobaty pomysłu czy szukasz ludzi?

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Chyba mylisz pojęcia:P Sekta to zupełnie coś innego. ty chcesz stowrzyć jakąś organizację, spotkania. Szukasz tutaj ludzi do tych spotkań , czy co?

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Mała riposta do tego co napisaliście:

Quizer napisał:

Cóż, stare angielskie powiedzenie:

"A jack of all trades is master of none" ( Jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego, oryginalna angielska wersja w tym wypadku bardziej odpowiednia ;) )

Racja, bo nie warto się za wszystko łapać, trzeba wyciągnąć esencję ze swych zainteresowań i dać powąchać innym , dlatego uważam ,że te przysłowie tu się nie łapie.

szaloonaa napisała

To mi zakrawa na wyścig szczurów. A coś takiego wcześniej czy później może przynieść skutki odwrotne od zamierzonych.

Rywalizacja do pewnego stopnia jest jak najbardziej zdrowa, szczególnie w wypadku gdy nagrodą w wyścigu jest wiedza i umiejętność. Pomaga ona zmotywować się do działania, samemu często, bardzo trudno zabrać się do roboty. Parę przykładów z doświadczenia: Kilka lat temu byłem zafascynowany akrobatyką, wraz z kumplami wynajeliśmy starą salkę sportową. Organizowaliśmy sobie tam treningi. To że ćwiczyliśmy razem powodowało bardzo szybki postęp całej grupy, ponieważ gdy któryś z nas "wykręcił" coś nowego reszta koniecznie chciała nauczyć się tego samego, dla własnej satysfakcji. Co więcej pomagaliśmy sobie, każdy trenował inną gałąż przewrotów, pomagając i dając wskazówki reszczie co do nich. Nawet gdy w wakacje rozdzieliliśmy się po powrocie okazało się ,że każdy z nas trenował na własną rękę podczas wakacji z myślą powrotu do grupy i pokazania nowych nabytków umiejętności . To na pisaku jakiejś żwirowni, czy gdziekolwiek, aby łba sobie nie skręcić :roll: .

Mówisz też, niezdrowe pod względem psychicznym, dlatego psychikę, hardość charakteru, trzeba ćwiczyć, również uważam ,że najlepiej w grupie.

Nineku napisała:

W Stanach swego czasu powstawały komuny łączące w ciasne grupy członków wkoło jednej jednostki,najbardziej charakterystycznej (jedną z nich była słynna rodzina Ch. Mansona),to, o czym jednak mówisz to czysta utopia. Aby łączyć ludzi, poznawać ich, prócz pomysłu trzeba mieć pewien dar rozumienia ludzkiej natury, a przynajmniej image, które przyciągnie do Ciebie jak magnez jednostki.

Nie o to mi się rozchodzi, nie chcę być tym "najmądrzejszym" przecie. Sam chciałbym czerpać z innych ludzi inspirację, pasję, zainteresowania, i przemyślenia, a nie obdarzać nimi jak wielki guru wszystkich dookoła. Analogicznie oni ze mnie, jeśli było by co.

Zacznij spotykać się z rówieśnikami, rozwijaj swoją pasje i poczytaj coś więcej o tym w dobrej literaturze, przydatny będzie nawet wstęp do psychologii.

Hm, czy wydaje Ci się ze jestem nerdem i siedzę przed komputerem w poszukiwaniu przyjaciół? Otóż nie. Psychologią interesuję się na swój sposób już kawałek czasu, najbardziej przypadły mi do gustu techniki NLP, a czasami lubię poczytać o socjotechnice.

Nie wiem, czego oczekujesz po założeniu tematu na forum? Akceptacji i aprobaty pomysłu czy szukasz ludzi?

Idą mym tokiem rozumowania, oczekuję poznania innych punktów widzenia na mój pomysł, których sam się nie dopatrzę. Szukać ludzi w internecie to raczej głupi pomysł, z wiadomych względów.

Aktywacja napisał:

Chyba mylisz pojęcia:P Sekta to zupełnie coś innego. ty chcesz stowrzyć jakąś organizację, spotkania. Szukasz tutaj ludzi do tych spotkań , czy co?

Ja napisałem:

"Sektą" to ja to przezwałem, aby temat topica zwabiał forumowiczów ;)
0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Coś w tym jest:) jednak trzeba by dobrze dobrać osoby pod względem socjologicznym i psychologicznym. Wiele też zależy od liczebności grupy. W mniejszej człowiek nauczy sie więcej i szybciej ale im więcej osób tym więcej doświadczeń, pomysłów, wiedzy...

Skoro masz juz pojęcie o socjologii to chyba wiesz, że w każdej grupie znajdzie sie dowódca, błazen, kozioł ofiarny, szara eminencja itd... W każdej sytuacje role mogą sie zmieniać ale zawsze tak bedzie. A to taka reakcja łańcuchowa. Wszystko może potoczyć sie w kierunku zwykłej sekty (guru+pomocnicy+reszta członków). To dość ryzykowne. Ciężko opanować jakieś pierwotne zapędy posiadania władzy.

I socjotechniki zaczyna być ryzykowne - najgorsza staje sie manipulacja. A to najlepszy sposób kierowania grupą choć najbardziej niemoralny.

Dlatego takie coś w grupie 2-5 osób jak najbardziej, dalej chyba zby ryzykowne:)

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Racja, bo nie warto się za wszystko łapać, trzeba wyciągnąć esencję ze swych zainteresowań i dać powąchać innym , dlatego uważam ,że te przysłowie tu się nie łapie.

Cóż pozwolisz, że jeszcze raz to samo zacytuje:

"i nie dać się zdominować, być gorszym w tamtej czy innej dziedzinie."

Jeśli dobrze rozumiem język polski pisany to z tego wynika coś zupełnie przeciwnego.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Rywalizacja do pewnego stopnia jest jak najbardziej zdrowa, szczególnie w wypadku gdy nagrodą w wyścigu jest wiedza i umiejętność. Pomaga ona zmotywować się do działania, samemu często, bardzo trudno zabrać się do roboty.

Doskonale o tym wiem, ale jak już pisałam wcześniej - na co dzień i tak się tego doświadcza a tworzyć jakieś specjalne stowarzyszenie w tym celu przynajmniej jak dla mnie mija się z celem. Część ludzi zapewne popadłaby w taką jakby rutynę, że muszą być lepsi, mądrzejsi itp i wynosiliby to w swoje codzienne życie, w kontakty interpersonalne i to nie byłoby zdrowe. Szczególnie, jeśli w pewnym momencie przekroczyliby granicę i chcieli osiągnąć sukces idąc po trupach. Wszystko z umiarem i rozumem.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Wiem, że temat w odniesieniu do konkretnego przypadku jaki przytoczył założyciel jest przedawniony ale uważam, że rozważając wątek bardziej ogólnie - można owy temat wskrzesić. Myślę, że tzw.

O 15.10.2009 at 01:14, Gumioleusz napisał:

obiektywne opinie

nie będą jednak tu przeważać, bo coś takiego jak ocena intrygi stworzenia własnej sekty skłania do wydania subiektywnego osądu, zgodnego z własnym sumieniem. Chociaż moim zdaniem nazywanie pomysłu autora prototypem sekty jest sporo na wyrost.

O 15.10.2009 at 01:14, Gumioleusz napisał:

Osoby przynależne mogły by dodatkowo oprócz, dyskutowania i wymieniania się ciekawymi książkami, rywalizować ze sobą w sferze bystrości umysłu, wiedzy i siły charakteru.

Ten aspekt kojarzy mi się z (amatorskim) klubem dyskusyjnym, w którym często natrafią na siebie cięte języki lubiące intelektualne potyczki, a w niektórych przypadkach przybłąka się ktoś przekonany, że tym silniejszy jest Twój argument, im głośniej krzyczysz.

O 15.10.2009 at 01:14, Gumioleusz napisał:

Wszyscy członkowie wrzucili by swoje zainteresowania do jednego wora, starając się zarazić nimi resztę, i nie dać się zdominować, być gorszym w tamtej czy innej dziedzinie.

...z kolei to w pierwszej części przypomina akcje/projekty promujące wymienianie się umiejętnościami, wychodzące często w propozycjach na startup'ach, a funkcjonujące już na jakiejś zagranicznej stronce w wirtualnej formie - tylko, że w takiej formie wkrada się niezdrowy typ rywalizacji, gdzie nikt nie chce być gorszy od reszty.

Tyle z moich rozważań o sekcie nie-sekcie, a właściwie sekcie tylko z potrzeby chwytliwego tematu, jak zaznaczył to autor. Bardziej interesowałaby mnie Wasza opinia odnośnie założenia własnej sekty, nie tylko z nazwy, ale też z definicji - czy uważacie że Wy, albo że ktoś Wam dobrze znany miał w sobie to coś co pozwoliłoby mu przejąć pozycje lidera takiego, czy innego ugrupowania? Jeślibyście, tak tylko gdybając, mieli założyć własną sektę jaką ideologie głosilibyście wśród swoich członków? Jakie byłyby jej założenia? A ostatecznie, co mogłoby zmotywować, albo bardziej co uważacie za pociągające w możliwości założenia takiej sekty? Akurat te kwestie ciekawią mnie, jestem ciekawa co Was jeszcze interesuje i pod jakimi kątami można spojrzeć jeszcze na całą tą sprawę? ;)

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Hmmm, taka sekta byłaby ciekawa, ale pewnie skończyłaby się właśnie chorą rywalizacją, podziałami, kłótniami i na końcu kompletnym wygaśnięciem zaangażowania. Chociaż... sporo zależy od ludzi.

 

O 9.05.2017 at 16:21, WszyscyZginiemy napisał:

Tyle z moich rozważań o sekcie nie-sekcie, a właściwie sekcie tylko z potrzeby chwytliwego tematu, jak zaznaczył to autor. Bardziej interesowałaby mnie Wasza opinia odnośnie założenia własnej sekty, nie tylko z nazwy, ale też z definicji - czy uważacie że Wy, albo że ktoś Wam dobrze znany miał w sobie to coś co pozwoliłoby mu przejąć pozycje lidera takiego, czy innego ugrupowania? Jeślibyście, tak tylko gdybając, mieli założyć własną sektę jaką ideologie głosilibyście wśród swoich członków? Jakie byłyby jej założenia? A ostatecznie, co mogłoby zmotywować, albo bardziej co uważacie za pociągające w możliwości założenia takiej sekty? Akurat te kwestie ciekawią mnie, jestem ciekawa co Was jeszcze interesuje i pod jakimi kątami można spojrzeć jeszcze na całą tą sprawę? ;)

Kiedyś z pewną osobą dyskutowałam o założeniu sekty, tyle że w ramach eksperymentu psychologicznego i zarobienia pieniędzy przy okazji. Także sama ideologia nie byłaby ważna, bo my, założyciele, wiedzielibyśmy, że to tylko bajeczka, a ludziom można wcisnąć niemal wszystko. Należałby sprawić, by sekta naprawdę mocno wciągnęła swoich członków, może nawet zmusić ich do robienia rzeczy powszechnie uważanych za niemoralne (złożenie zwierzaka w ofierze?), żeby dodać tej organizacji smaczku. Potem,  jeżeli by się udało, po kilku lub nawet kilkunastu latach wyznać prawdę i patrzeć na reakcje. Zaprzeczyliby? Załamali się? Kto wie... ;)

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
3 godziny temu, Sibethesto napisał:

Także sama ideologia nie byłaby ważna, bo my, założyciele, wiedzielibyśmy, że to tylko bajeczka

Jednak prostsze jest głoszenie czegoś w co się samemu wierzy, albo skłonnym byłoby się uwierzyć. Niedopracowana ideologia, co za tym idzie niezbyt wiarygodna gra aktorska założycieli, którzy sami by nie wyglądaliby na przekonanych do tego co mówią, byłaby pewnie głównym elementem, który by sprawił, że cały eksperyment spaliłby na panewce. Ja pokusiłabym się o obsadzenie w roli przywódcy jakiegoś potocznie mówiąc świra z własnym pomysłem, w który wierzy i ze zdolnościami krasomówczymi. Mając go pod kontrolą, ale na tyle subtelną aby miał poczucie zupełnie wolnej ręki, można by obserwować funkcjonowanie obu stron, zarówno wiernych jak i tych prowadzących.

Założę się, że ktoś już próbował - szkoda by było nie, ciekawe jednak z jakim efektem. Mam zadanie domowe, poszukam informacji, poszperam w Internecie.

3 godziny temu, Sibethesto napisał:

Należałby sprawić, by sekta naprawdę mocno wciągnęła swoich członków, może nawet zmusić ich do robienia rzeczy powszechnie uważanych za niemoralne (złożenie zwierzaka w ofierze?), żeby dodać tej organizacji smaczku.

Nie tyle smaczku, co zadbać o całą oprawę artystyczną. Coś nieprawdopodobnego, do granic niepoprawnego, czy po prostu niedorzecznego często okazuję się tym w co najłatwiej uwierzyć. Ślepa wiara nie potrzebuję argumentów logicznych, kilka cudów załatwiłoby sprawę, a fanatycy sami zatroszczyli by się o jakieś stosowne obrzędy.

3 godziny temu, Sibethesto napisał:

Potem,  jeżeli by się udało, po kilku lub nawet kilkunastu latach wyznać prawdę i patrzeć na reakcje. Zaprzeczyliby? Załamali się?

Założenie sekty "na niby" wydaję mi się prawie nie możliwe, zawsze znajdą się osoby, które się w to zaangażują, będą wierzyć, ufać. Prędzej dowiadując się, że wszystko byłoby wstrętną mistyfikacją zwrócili by się przeciwko liderom, niż przeciwko swojej idei lub swoim bogom.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
2 godziny temu, WszyscyZginiemy napisał:

Jednak prostsze jest głoszenie czegoś w co się samemu wierzy, albo skłonnym byłoby się uwierzyć. Niedopracowana ideologia, co za tym idzie niezbyt wiarygodna gra aktorska założycieli, którzy sami by nie wyglądaliby na przekonanych do tego co mówią, byłaby pewnie głównym elementem, który by sprawił, że cały eksperyment spaliłby na panewce. Ja pokusiłabym się o obsadzenie w roli przywódcy jakiegoś potocznie mówiąc świra z własnym pomysłem, w który wierzy i ze zdolnościami krasomówczymi. Mając go pod kontrolą, ale na tyle subtelną aby miał poczucie zupełnie wolnej ręki, można by obserwować funkcjonowanie obu stron, zarówno wiernych jak i tych prowadzących.

Ciekawy pomysł, ale z drugiej strony mógłby zaburzyć koniec eksperymentu, wyznanie o oszustwie. W końcu kto zaprzecza temu, w co wierzy? A fanatyków przecież ciężko szantażować. Usunięcie go zaś wzbudziłoby pewnie podejrzenia.

2 godziny temu, WszyscyZginiemy napisał:

Nie tyle smaczku, co zadbać o całą oprawę artystyczną. Coś nieprawdopodobnego, do granic niepoprawnego, czy po prostu niedorzecznego często okazuję się tym w co najłatwiej uwierzyć. Ślepa wiara nie potrzebuję argumentów logicznych, kilka cudów załatwiłoby sprawę, a fanatycy sami zatroszczyli by się o jakieś stosowne obrzędy.

Założenie sekty "na niby" wydaję mi się prawie nie możliwe, zawsze znajdą się osoby, które się w to zaangażują, będą wierzyć, ufać. Prędzej dowiadując się, że wszystko byłoby wstrętną mistyfikacją zwrócili by się przeciwko liderom, niż przeciwko swojej idei lub swoim bogom.

Do tego warto byłoby powiedzieć im, że robią coś ważnego, dobrego - w stylu ratowania świata.

Owszem, dlatego ważny byłby dobrze opracowany odwrót taktyczny... ;)

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
25 minut temu, Sibethesto napisał:

ratowania świata

...nie. Ratowanie świata jest oklepane. Jeszcze gdyby to była organizacja, do której ciągnęliby głównie młodzi ludzie. Nastolatkowie działający dla idei ratowania świata - bardziej typowo się już nie da. Kto by poszedł na ratunek światu?

31 minut temu, Sibethesto napisał:

Ciekawy pomysł, ale z drugiej strony mógłby zaburzyć koniec eksperymentu, wyznanie o oszustwie. W końcu kto zaprzecza temu, w co wierzy? A fanatyków przecież ciężko szantażować.

Takie rozwiązanie nie dotyczyłoby raczej tego konkretnego eksperymentu, a raczej takiego, który miałby na celu obserwacje. A jeśli chodzi o jakiś szantaż, nie użyłabym tak mocnego słowa. Kontrola. Patrzeć z boku, czasem pociągać za sznurki, wpychać kogoś w wir akcji, zaciągać do całej tej intrygi kolejne nowe osoby. Nie być liderem, a samym bóstwem - czyli, a co jeśli ten podłożony świr wierzyłby w Ciebie? Stawiałoby to osobę w zupełnie innym położeniu względem wydarzeń wewnątrz sekty, dając możliwość zarazem obserwacji jak i dowolnej, nieograniczonej ingerencji.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
1 godzinę temu, WszyscyZginiemy napisał:

...nie. Ratowanie świata jest oklepane. Jeszcze gdyby to była organizacja, do której ciągnęliby głównie młodzi ludzie. Nastolatkowie działający dla idei ratowania świata - bardziej typowo się już nie da. Kto by poszedł na ratunek światu?

Wiem, że jest, dlatego podałam to za przykład. Celem równie dobrze może być "karmienie" gigantycznych, kosmicznych, duchownych mrówek, które walczą ze złymi ośmiornicami, które z kolei żywią się ludzkimi myślami. ...No cóż, to akurat nie wygląda dobrze ani inteligentnie. ;)

1 godzinę temu, WszyscyZginiemy napisał:

Takie rozwiązanie nie dotyczyłoby raczej tego konkretnego eksperymentu, a raczej takiego, który miałby na celu obserwacje. A jeśli chodzi o jakiś szantaż, nie użyłabym tak mocnego słowa. Kontrola. Patrzeć z boku, czasem pociągać za sznurki, wpychać kogoś w wir akcji, zaciągać do całej tej intrygi kolejne nowe osoby. Nie być liderem, a samym bóstwem - czyli, a co jeśli ten podłożony świr wierzyłby w Ciebie? Stawiałoby to osobę w zupełnie innym położeniu względem wydarzeń wewnątrz sekty, dając możliwość zarazem obserwacji jak i dowolnej, nieograniczonej ingerencji.

Nie do końca dowolnej, mimo wszystko lepiej trzymać się pewnego wizerunku - nawet bogowie mają ograniczenia. Zresztą jak będąc tak wysoko ma się obserwować dół? Do tego trzeba by wykorzystywać kogoś zaufanego.  A im więcej osób, tym trudniej o tajemnicę, która powinna być zachowana dla udanych obserwacji.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Godzinę temu, Sibethesto napisał:

No cóż, to akurat nie wygląda dobrze ani inteligentnie.

...a ratowanie świata brzmi inteligentnie? W moim odczuciu raczej niedojrzale, ale ja odczuwam wiele rzeczy jakoś nietypowo, no cóż.

1 godzinę temu, Sibethesto napisał:

nawet bogowie mają ograniczenia

konkretniej? Łatwiej manipulować z pozycji bóstwa, niż lidera - to kwestia wygody. Zresztą mówimy o eksperymencie naukowym, psychologicznym w którym to ludzie są jakby obiektami testowymi, więc czemu nieograniczona ingerencja miałaby być jednak ograniczona? Jedynymi hamulcami byłoby dla takiego człowieka-boga jego własne poczucie moralności, sprawiedliwości, to jak ludzki by był.

1 godzinę temu, Sibethesto napisał:

 A im więcej osób, tym trudniej o tajemnicę, która powinna być zachowana dla udanych obserwacji.

Czemu mówimy o dużej ilości osób? Wystarczy nieszczęśnik, który by uwierzył w innego człowieka jak w bóstwo, a jego fanatyzm napędzałby tylko odczłowieczenie tej osoby, a prócz niego właśnie bóstwo. To daje dwie, z czego jedna niespełna władz umysłowych więc niczego nieświadoma, więc tylko jedną bezpośrednio zamieszaną.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
1 godzinę temu, WszyscyZginiemy napisał:

...a ratowanie świata brzmi inteligentnie? W moim odczuciu raczej niedojrzale, ale ja odczuwam wiele rzeczy jakoś nietypowo, no cóż.

Oczywiście, że nie brzmi. Miało być stereotypowym przykładem dążenia do jakiegoś "szczytnego celu". A pomysły na takie rzeczy mam marne, jak widać.

1 godzinę temu, WszyscyZginiemy napisał:

konkretniej? Łatwiej manipulować z pozycji bóstwa, niż lidera - to kwestia wygody. Zresztą mówimy o eksperymencie naukowym, psychologicznym w którym to ludzie są jakby obiektami testowymi, więc czemu nieograniczona ingerencja miałaby być jednak ograniczona? Jedynymi hamulcami byłoby dla takiego człowieka-boga jego własne poczucie moralności, sprawiedliwości, to jak ludzki by był.

Hmmm, chyba trochę się nie zrozumiałyśmy. Ciężko byłoby sfałszowanać coś nieograniczonego. Nie da da się przekonać kogoś o człowieku-bóstwie bez jakiegoś pokazu "mocy". Bo zanim zacznie się manipulować mechanizmami sekty, to trzeba ją mieć... A władza absolutna nad ludźmi, to czemu nie? Ewentualne niezadowolenie też byłoby ciekawe.

1 godzinę temu, WszyscyZginiemy napisał:

Czemu mówimy o dużej ilości osób? Wystarczy nieszczęśnik, który by uwierzył w innego człowieka jak w bóstwo, a jego fanatyzm napędzałby tylko odczłowieczenie tej osoby, a prócz niego właśnie bóstwo. To daje dwie, z czego jedna niespełna władz umysłowych więc niczego nieświadoma, więc tylko jedną bezpośrednio zamieszaną.

A czemu nie? Więcej ludzi to więcej danych, reakcji i powiązań. W końcu teoretycznie jest mowa o sekcie, sekta wydaje mi się jednak być czymś większym niż dwie osoby.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
8 godzin temu, Sibethesto napisał:
10 godzin temu, WszyscyZginiemy napisał:

Czemu mówimy o dużej ilości osób? Wystarczy nieszczęśnik, który by uwierzył w innego człowieka jak w bóstwo, a jego fanatyzm napędzałby tylko odczłowieczenie tej osoby, a prócz niego właśnie bóstwo. To daje dwie, z czego jedna niespełna władz umysłowych więc niczego nieświadoma, więc tylko jedną bezpośrednio zamieszaną.

A czemu nie? Więcej ludzi to więcej danych, reakcji i powiązań. W końcu teoretycznie jest mowa o sekcie, sekta wydaje mi się jednak być czymś większym niż dwie osoby.

8 godzin temu, Sibethesto napisał:

Ciężko byłoby sfałszowanać coś nieograniczonego. Nie da da się przekonać kogoś o człowieku-bóstwie bez jakiegoś pokazu "mocy".

Jedna osoba wmieszana ma być wtajemniczona, do sekty naturalnie może dołączać nieograniczona ilość osób. Tylko jedna osoba będzie musiała trzymać język za zębami i nie wydać się, że to mistyfikacja. Reszta przecież nie wiedziałaby o kłamstwie, celem miałoby być ewentualnie poinformowanie ich o nim -  w wersji gdzie cała sekta jest na niby (nadal budzi to mój wewnętrzny sprzeciw!), a z kolei gdy sprawa tyczy się człowieka-bóstwa... czy mówimy tu rzeczywiście o jakimś sekrecie? Kult jednostki się odbywał, może odbywa nie mam żadnych danych aktualnych i wcale nie muszą być do jednostki wszechmocne, czy boskie - więc co miałoby się ukrywać, skoro człowieczeństwa nie trzeba?

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
9 godzin temu, WszyscyZginiemy napisał:

Jedna osoba wmieszana ma być wtajemniczona, do sekty naturalnie może dołączać nieograniczona ilość osób. Tylko jedna osoba będzie musiała trzymać język za zębami i nie wydać się, że to mistyfikacja. Reszta przecież nie wiedziałaby o kłamstwie, celem miałoby być ewentualnie poinformowanie ich o nim -  w wersji gdzie cała sekta jest na niby (nadal budzi to mój wewnętrzny sprzeciw!), a z kolei gdy sprawa tyczy się człowieka-bóstwa... czy mówimy tu rzeczywiście o jakimś sekrecie? Kult jednostki się odbywał, może odbywa nie mam żadnych danych aktualnych i wcale nie muszą być do jednostki wszechmocne, czy boskie - więc co miałoby się ukrywać, skoro człowieczeństwa nie trzeba?

Wewnętrzny sprzeciw przy czystym teoretyzowaniu można spróbować porzucić, nikogo tutaj raczej nie natchniemy do prób tworzenia czegoś takiego, ani nic. ;)

Tylko jak doprowadzić do takiego kultu jednostki jako bóstwa bez żadnej boskości?

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
24 minut temu, Sibethesto napisał:

Wewnętrzny sprzeciw przy czystym teoretyzowaniu można spróbować porzucić, nikogo tutaj raczej nie natchniemy do prób tworzenia czegoś takiego, ani nic. ;)

Nie w tym rzecz. Wewnętrzny sprzeciw wywołany kwestią ala definicyjną, bo według mnie nie można o tym przypadku mówić o jako takiej "sekcie na niby". Do czynienia z "sektą na niby" miałoby się w momencie gdy ktoś, lub bardziej grupa ktosiów udawałaby taką organizację, a nie gdy zakłada się sektę rzeczywiście chociaż w celach naukowych. Taka sekta stanowczo nie jest "na niby", jest na prawdę.

30 minut temu, Sibethesto napisał:

Tylko jak doprowadzić do takiego kultu jednostki jako bóstwa bez żadnej boskości?

Bóstwo, symbol - zwał jak zwał. Zresztą tu się znowu zahacza o problem definicyjny - bo czym właściwie jest boskość? Czy jest na nią jednolity przepis?

Rozważmy to też na przykładzie. Chociażby bogów z mitologii nordyckiej odznaczały siła, władza, (ewentualnie) mądrość, mimo swojej niezwykłości byli też niezwykle ludzcy. Nie byli bez wad, nie byli wszechpotężni, nie byliby też wiecznie młodzi gdyby nie złote jabłka Idun. Jednak ludzie w nich wierzyli, nawet tym łatwiej bo było w nich po równo człowieczeństwa i boskości, a czasem przeważało nawet to pierwsze.

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
5 minut temu, Kerosine napisał:
30 minut temu, WszyscyZginiemy napisał:

Rozważmy to też na przykładzie. Chociażby bogów z mitologii nordyckiej odznaczały siła, władza, (ewentualnie) mądrość, mimo swojej niezwykłości byli też niezwykle ludzcy. Nie byli bez wad, nie byli wszechpotężni, nie byliby też wiecznie młodzi gdyby nie złote jabłka Idun. Jednak ludzie w nich wierzyli, nawet tym łatwiej bo było w nich po równo człowieczeństwa i boskości, a czasem przeważało nawet to pierwsze.

Gdyby jednak taki bóg zstąpił na ziemię musiałby jakimś sposobem przekonać ludzi o swej boskości, myślę, że właśnie o to chodziło @Sibethesto.

...zakładając, że jeden nieszczęśnik niespełna rozumu w ową boskość wierzy - wtedy reszta mogłaby pójść reakcją łańcuchową, a jeśli nawet nie to jak sama mówiłaś:

6 minut temu, Kerosine napisał:

Czy cud musi być prawdziwy, aby ludzie w niego uwierzyli? :rolleyes: 

Z kolei gdy mowa o wcielanie się w rolę Kiry, czyli właściwie pewnej ostatecznej sprawiedliwości - ciekawe! :D Aby określić czy jakaś osoba sprawdziłaby się w takiej roli, jakie trzeba byłoby cechy wziąć pod uwagę? Oczywiście byłby to idealista o silnym poczuciu sprawiedliwości, nie mający szczególnych oporów, konsekwentny, nadmierna empatia i wyrozumiałość byłaby nie wskazana, hm... chyba coś pogmatwałam, nie umiem nazywać cech za bardzo.

 

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz