d!va

Schizofrenia

Recommended Posts

To są normalni ludzie tylko chorzy. Choroby psychiczne są tez chorobami tak jak grypa. Każdy może zachorować na chorobę psychiczną. Jak ktoś chorujący bierze leki to objawy są uśpione, ale jak zaprzestanie brać leki to choroba się uaktywni. Ludzie nie rozumieją takich chorób. To jest ludzkie. Wielu ludzi nie jest uświadomionych na temat chorób psychicznych. Powinno się robić kampanie, akcje przybliżające ten temat. Jako wolontariusz chciałabym pracować z takimi osobami. Wiele by mnie taka praca nauczyła.

Share this post


Link to post

Mówię , ze każy może na to zachorować, ale nie chodziło mi o to, że sobie tak nagle zachorujesz jak na choroby fizyczne tylko, ze może każdy zachorować na np, depresję po śmierci kogoś bliskiego.

Share this post


Link to post
Każdy kto musiał skosztować leków z rodziny klonów, kodeiny czy choćby benzodiazepiny zdaje sobie sprawę że ich zbawienne działanie jest równie mocne jak zdecydowanie niepożądane tzw. pierdolnięcie.

Kodeina to opioid... Jeszcze nie słyszałem aby podawano ją schizofrenikom,choć pewnie znacznie umiliłaby im życie ; )) . A jeśli chodzi o benzodiazepiny to tutaj się zgodzę, w ilościach jakie biora je osoby chore,żaden człowiek niema prawa funkcjonować normalnie... chociaż benzosy to jeszcze pikuś,przy potężnych psychotropach jakie przepisuje się osobom chorym. Niektóre te leki mogą poprostu zabić zwykłego człowieka... Gdy moja babcia,przez pomyłkę,wzieła 1 tabletkę,które bierze mój nieszczęsny wujek,wylądowała w szpitalu... O ile dobrze pamiętam ten lek nazywał się KLOZAPOL.

Choroba psychiczna nie bierze się z dupy.

Otóż to. Istnieje jeszcze masa czynników,wpływających na rozwój choroby. M.in niewyleczona depresja.

Share this post


Link to post
Kodeina to opioid... Jeszcze nie słyszałem aby podawano ją schizofrenikom,choć pewnie znacznie umiliłaby im życie ; )) . A jeśli chodzi o benzodiazepiny to tutaj się zgodzę, w ilościach jakie biora je osoby chore,żaden człowiek niema prawa funkcjonować normalnie... chociaż benzosy to jeszcze pikuś,przy potężnych psychotropach jakie przepisuje się osobom chorym. Niektóre te leki mogą poprostu zabić zwykłego człowieka... Gdy moja babcia,przez pomyłkę,wzieła 1 tabletkę,które bierze mój nieszczęsny wujek,wylądowała w szpitalu... O ile dobrze pamiętam ten lek nazywał się KLOZAPOL.
Akurat bliżej mi do speca od depresji niż schizofrenii ;] Dlatego podałam leki, które przewinęły się w mojej karierze i które zapamiętałam jako działające ze zdrowym kopem.

Share this post


Link to post
Otóż to. Istnieje jeszcze masa czynników,wpływających na rozwój choroby. M.in niewyleczona depresja.

no i u mnie tak to się zaczęło. Dlatego teraz nie lubie gdy ktoś olewa swoje zdrowie psychiczne bo to naprawdę samo nie przejdzie tylko będzie się pogarszać aż w końcu jakaś niemiła choroba psychiczna sobie wybuchnie.

Nie prawda depresja nie przechodzi w schizofrenię. Przy schizofreni nie są potrzebne przyczyny psychologiczne/ środowiskowe, źródło choroby są geny. Zaś w depresji, mogą być to przyczyny psychogenne/ społeczne lub endogenne geny (ale inne geny wywołujące podatność na depresje). Schizofrenia jest jako jedyna nazywana chorobą, bo ma podłoże takie jak inne choroby endogenne. A nie warto zaniedbywać swojego zdrowia, żeby depresja się nie pogłębiała i tyle.

Share this post


Link to post

Jako jedyna ze schorzeń psychicznych oczywiście :). Psychoza też jest chorobą psychiczną, ale to to samo co schizofrenia, tylko, że schizofrenia to powtarzający się stan psychozy co jakiś czas na jakiś okres czasu.

Share this post


Link to post

Nie obalili, do dzisiaj nie wiadomo jaka jest przyczyna schizofrenii. Dość dużo czytam o psychiatrii, bo się tym interesuje z powodów osobistych ;). Gdyby znaleźli przyczynę tej choroby to myślę, że szumiałoby o tym w mediach, bo od około już stu lat jest badana i nadal nie wiadomo o niej wiele. Z pierwszą częścią mogę się zgodzić nieleczona depresja się pogłębia, kryteria diagnostyczne się zmieniają i z umiarkowanej przechodzi w ciężką, człowiek staje się zamknięty w sobie. Depresja może prowadzić do zaburzeń osobowości, w szczególności do unikającej, schizoidalnej. Według psychiatrów około 70% pacjentów chorujących na schizofrenię ma obciążenie genetyczne. Te 30% to albo, choroba była w genach już, ale wcześniej się nie pojawiała, albo uszkodzenia mózgu (np. upadek na głowę), wirusy, neurotoksyny, np. kiedyś jeden z lekarzy opowiadał historię, gdy jeden z pacjentów miał objawy identyczne jak schizofrenia przez gnijący ząb, czy coś takiego, gdzie zaczęły się tworzyć neurotoksyny.

Pozdrawiam :).

Share this post


Link to post

Ja w tej kwestii ufam opinii mojej mamy -która co prawda studiowała jakiś czas temu ale pracuje ze schizofrenikami do dzisiaj- że pewne genetyczne skłonności występują zazwyczaj u chorych, jednak nie uaktywnią się one ot tak. Zazwyczaj wpływają oba czynniki (genetyka i patologia), nie ma chyba przypadków osób wychowujących się w szczęśliwej, kochającej rodzinie bez traumatycznych przeżyć chorych na schizofrenię przez "złe" geny.

Była tutaj dyskusja o otępiającym działaniu leków, jeśli leki wpływają źle na codzienne funkcjonowanie to się je zmienia, to nie jest tak że jest tylko jeden rodzaj proszków na schizofrenię.

Ludzie lubią patrzeć na schizofrenię jak na chorobę w której ma się halucynacje, słyszy głosy, generalnie "jest się świrem". To przecież bardzo złożona choroba, rozszczep osobowości niosący ze sobą ogromne ilości lęku. Bardzo współczuję chorym na schizofrenię (wiem ze nie powinnam tego pisać ale co mam kłamać, takie są moje odczucia), jednak nie uważam żeby należało traktować ich jakoś inaczej.

Wszystkim zainteresowanym/walczącym z tą chorobą polecam książkę Świat urojony Evy Syristovej.

Share this post


Link to post

Morgana. Zbieram informacje odnośnie schizofrenii, czy mógłbyś wyszczególnić czynniki (oprócz wspomnianej patologii), które sprawiają, że ta choroba wychodzi z "genów na wierzch" ? Dzięki

Share this post


Link to post

Nie rpzejmuj się innymi, wyśmiewają się z choroby, co tylko swiadczy o ich głupocie i zacofaniu, robią innym przykrośc nawet nie wiedząc za pewne co to schizofremia.

Mam w rodzinie kuzynkę, która jest opóźniona w rozwoju. Choroba wynikła przez śmierć jej matki, dziewczyna przestała mówić bylo to dla niej tak wielkim szokiem, gdzy idzie ze mną ulica ludzie dziwnie się na nią patrza bo w mówieniu jest obecnie na poziomie 4 latki. Nienawidze tej pogardy w oczach innych, to nie jej wina, że życie zgotowało jej taki los.

Share this post


Link to post
Nie rpzejmuj się innymi, wyśmiewają się z choroby, co tylko swiadczy o ich głupocie i zacofaniu, robią innym przykrośc nawet nie wiedząc za pewne co to schizofremia.

Mam w rodzinie kuzynkę, która jest opóźniona w rozwoju. Choroba wynikła przez śmierć jej matki, dziewczyna przestała mówić bylo to dla niej tak wielkim szokiem, gdzy idzie ze mną ulica ludzie dziwnie się na nią patrza bo w mówieniu jest obecnie na poziomie 4 latki. Nienawidze tej pogardy w oczach innych, to nie jej wina, że życie zgotowało jej taki los.

Dokładnie, cieszę się, że są jeszcze ludzie tacy jak Ty. Bardzo Ci dziękuję, że to napisałaś.

Share this post


Link to post

Znam dwie osoby, które cierpią na tę chorobę. Biorą tabletki i nie zauważyłam u nich nigdy, żeby odbiegali czymś od innych. Oczywiście co się nasłuchają oni i ich bliscy, ile plotek, niestworzonych opowieści, wyzwisk itd. to już tylko oni wiedzą. Dlatego staram się zawsze, żeby czuli się przeze mnie traktowani tak samo jak każdy człowiek. Czasem boję się znowu czy nie przesadzam w drugą stronę - moja postawa może być odbierana jako użalanie się, a tego też bym nie chciała bo przecież to nie jest fajne.

Ciężko znaleźć złoty środek w kontaktach z taką osobą, żeby z jednej strony nie czuł się "gorszy" a z drugiej nie czuł się jak kretyn, nad którym trzeba się litować. Zawsze gdzieś wisi świadomość tej choroby, która zmienia stosunek do człowieka.

Share this post


Link to post

karr, myślę, że każdy ma prawo wypowiadać się na dany temat ze swojego punktu widzenia. Wiadomo, że w moich marzeniach byłoby to najlepiej gdyby każdy PRZYNAJMNIEJ poczytał na ten temat. Ale tak naprawdę co z tego, że znamy terminy, fachowe nazwy, objawy itp.?

Przecież to nic nie da.

Jak byłam w szpitalu, dopiero wtedy zauważyłam o co w tym chodzi. Było parę różnorodnych przypadków, też nie zgodzę się, że ataki można przewidzieć, ale znam wiele przypadków gdzie osoby biorąc leki funkcjonują praktycznie normalnie, różnicą mogą być chwilowe zawahania różnego typu (wybuchy, omamy, itp), ale to rzadkość przy dobrze dobranych lekach.

Mam koleżankę, która ma męża już teraz i on ją taką pokochał, a było z nią naprawdę bardzo źle.

A co do tej patologii brat mojego kolegi jest chory, a rodzinę mają naprawdę porządną, jakiś czynnik mogła na niego mieć, ale na pewno nie główny.

Share this post


Link to post

A co mi tam ... w internecie jestem anonimowy.

Nie lubię nazwy schizofrenia. Negatywnie się kojarzy. Lepsza moim zdaniem jest rozszczepienie umysłu - ludzie inaczej reagują. Zdiagnozowali mi tą chorobę, na początku stwierdzili psychozę - potem schizofrenie. Co jest całkiem śmieszne dla mnie, bo schizofrenie zdiagnozowali na podstawie mojej aspołeczności - poza tym miałem jeden epizod psychotyczny ( a schizofrenia to już chyba więcej niż jeden musi być - czy się mylę ? )i to wcale nie paranoidalny. Były to zwykłe zaburzenia urojeniowe paranoiczne. Tak ostatnio stwierdziłem rozmawiając z moją psycholog. Apropo aspołeczności - z kim ja tam miałem rozmawiać ? Sama patologia. Jedynie była jedna normalna dziewczyna, która miała depresje po śmierci chłopaka - pamiętam jeszcze jak wyrzygiwałem im na tak zwanej "społeczności", że dają jej jakieś tabletki zamiast robić jej terapię. Moim zdaniem to była normalna reakcja zdrowej psychicznie osoby. Każdy byłby smutny jak straciłby partnera, z którym był jakieś dwa lata i wiązałby z nim przyszłość. Tabletki to jej powinni dać jakby była uhahahna z tego powodu.

Najlepsze jest to, że nie dawno przestałem brać leki. Nie biorę już jakiś czas. I czuje się świetnie. Byłem u psychiatry - innego. Powiedział, że mam sobie przypomnieć jak się zachowywałem przed tą chorobą, i mam być wyczulony na tego typu objawy. Powiedziałem, że miałem natłok myśli, już jakiś jakiś długi okres, setki myśli na sekundę, nie mogłem nad tym zapanować ( ale nie były to jakieś niespójne myśli, bezsensowne, umiałem je wyrazić ale mimo tego, że rozmawiałem z kimś o czymś myślałem o czymś jeszcze innym - większości myślałem o fizyce teoretycznej, dzięki pewnej wiedzy zaczynałem rozumieć zjawiska zachodzące w Wszechświecie bez znajomości jakiś prac naukowych itd. ). Poza tym wspomniałem o moim porcelanowej osóbce. Wszystko przeżywałem. Dostałem nawet astmy na tle emocjonalnym. Do tego doszedł związek. W którym się mocno zawiodłem. Byłem traktowany jak zabawka. Nie spałem około tygodnia. Mimo tego byłem pobudzony, energiczny I dopiero jazda zaczęła się jak byłem w szpitalu i dawali mi leki. Ten właśnie lekarz z którym to analizowałem powiedział, że zachowanie ordynatora oddziału na którym byłem było niedorzeczne. Przy natłoku myśli, i po tak doskwierającym braku snu - mózg nie rozróżnia myśli realnych od urojonych. Wystarczyło mi dać jakieś tabletki nasenne i zobaczyć jak się zachowam gdy mój organizm wróci do normy. A podobno człowiek po jednym dniu bez snu dochodzi do siebie po około trzech dniach normalnego snu. Ale po co ? Skoro można wstrzykiwać Relanium i inne gówna, przepisać jedną z rzadszych chorób na świecie i dostać ładną premię.

Te wszystkie choroby urojeniowe mają nieznane podłoże. Prawdopodobnie kilkoma z nich to :

a) narkotyki

b) zawód miłosny ( nie chodzi mi o prostytucje tylko o zawiedzenie się na kimś kogo się kocha )

c) niemiłe dzieciństwo ( co właśnie przeżył Twój ojciec )

I kilka innych rzeczy, których nie pamiętam. Akurat u mnie występują wszystkie trzy - leków nie biorę już jakieś pół roku, a pół roku brałem - i wszystko jest dobrze. Wiem, choroba może wrócić w przeciągu pięciu lat, nie pocieszajcie mnie :*

Poza tym, czemu od razu leczyć tą chorobę tabletkami ? No chyba, że Twój tata chciał wysadzić dom w powietrze lub coś podobnego. To już jest cięższy przypadek.

Jednakże trzeba się zastanowić, czy warto niszczyć sobie wątrobe/psychike itd. Bo ja na przykład zauważyłem, że po tym leczeniu jestem w ogóle innym człowiekiem. Mam trochę problemy z koncentracją teraz i z tą moją "kobiecą intuicją" dzięki której po swojemu formułowałem bez problemu to co się dzieje w naszym Wszechświecie.

Ważny jest tok myślenia, unikanie stresu bądź jak już stres jest jest mówienie to trzeba mówić o tym co myślimy i czujemy - nie tłumimy tego. Na miejscu Twojego ojca odstawiłbym te leki. Większość diagnoz lekarskich jest niepoprawna. Powtarzały mu się epizody ? Czy zdarzyło mu się chociaż zapalić niewinną trawkę ? Choroba rozwinęła mu się w okresie młodzieńczym czy później ?

Radziłbym Wam skonsultować się z jakimś naprawdę dobrym psychiatrą. Który nie patrzy na to, że za każda kontrolną wizytę, na której będzie musiał przepisać nowe recepty będzie dostawać pieniądze. Poza tym konsultacje z psychologiem. I przede wszystkim OBSERWACJA. To jest najważniejsze. Trzeba wiedzieć co się działo przed chorobą. Bo te zespoły urojeniowe wszystko robią małymi kroczkami - powoli podchodzą do finału. Nie od razu to wszystko się dzieje. Także można spróbować szczęścia moim zdaniem. Chociaż ... zależy też jak na Twojego ojca te tabletki działają. Ja brałem na początku Solian, to chodziłem po ścianach. Miałem objawy pozapiramidowe czy jak to się nazywa. Potem zmienili mi na Zolafren, chemiczna nazwa to olanzapinium o ile dobrze pamiętam. Chodziłem spać o 18, wstawałem o 7. Byłem jak roślina. Po trzech miesiącach ordynator ( bo u niego się leczyłem ) znowu mnie wziął do siebie do szpitala, i zmienił mi lek na Abilify. Przez jakiś czas czułem się normalnie. Wróciła jasność umysłu, a potem lek zaczął stopniowo działać. Również brak motywacji do wszystkiego. Chciałem rzucić szkołę i iść do pracy. A teraz ? Moi nauczyciele widzą znowu powrót starego dobrego mnie. Bali się, że jak dostanę indywidualne nauczanie to będę większym odludkiem niż wtedy jak brałem leki, że będę się włóczyć po korytarzach jak kiedyś - a dziś jestem chyba z najbardziej towarzyskich osób w szkole. Teraz to jeżdżę na otwarte wykłady, czasami się zdarza, że swoim myśleniem potrafię zagiąć kogoś kto zajmuje się fizyką teoretyczną całe życie - nie wspomnę o nauczycielach fizyki w moim mieście, którzy twierdzą, że przy mnie "moczą dupę". W teorii względności to chyba nie mam równego sobie - chodzi mi o osobę bez żadnego tytułu naukowego oczywiście. Pamiętam ostatnio jak na wycieczce w planetarium facet, który nas oprowadzał zadał pytanie jak to możliwe, że miony, które powstają w skutek uderzenia protonów w atmosferę ziemską ( nie wiem czy piszę teraz głupoty, ale tak to zapamiętałem ), przedostają się do obserwowanego przez nas teleskopu mimo tego, że praktycznie znikają chwile po swoim powstaniu ? I czemu przedostają się do tego teleskopu skoro nie jest połączony nijak z dachem. Zacząłem to wszystko tłumaczyć, odpowiadając na jego pytanie. Podając dokładnie nawet ilość czasu istnienia mionu, i przedłużenie długości jego "istnienia" przy prędkości światła. A on patrzył na mnie wielce urażony na co ja byłem zdziwiony. I gdy skończyłem powiedział - że prosił uczniów o odpowiedź. Wyglądam trochę staro, przyznam. Poza tym wycieczka była z pierwszą klasą, a ja się podczepiłem. Normalnie powinienem być w trzeciej, ale przez tabletki i szpital zawaliłem rok. Oczywiście wszyscy wybuchli śmiechem, a ja mu odpowiedziałem, że jestem uczniem. Mina gościa nie do opisania. Na pewno te tabletki obniżają sprawność intelektualną Twojego ojca.

No nie wiem, w sumie różnie to u różnych bywa. Ale ja bym się zastanowił, zmienił lekarza i na poważnie porozmawiał.

Zauważyłem, że post jest trochę stary :crazy:

No ale zawsze jest to jakaś rada dla ludzi o podobnym problemie.

Naprawdę czasami trzeba samemu przeanalizować swoją chorobę / najlepiej przy pomocy jakiegoś specjalisty. Jeśli jesteśmy wobec siebie obiektywni i sami potrafimy zauważyć swoje zachowania będziemy lepszym obserwatorem niż doktorek na oddziale, który widzi Cię 20 minut dziennie i Cię wielce obserwuje. Oczywiście - są te zapisy pielęgniarek itd. Ale ... sumując wszystko do kupy, to to nie ma sensu.

Share this post


Link to post
Ale tak naprawdę co z tego, że znamy terminy, fachowe nazwy, objawy itp.?

To z tego, że człowiek, który wie o czym mówi, nie pierdzieli od rzeczy, powtarzając bzdury zasłyszane od innych. Nie rozmawiamy o życiu jakiejś podrzędnej polskiej gwiazdeczki, tylko o poważnej chorobie, która ma konkretny opis stworzony przez fachowców i bynajmniej nie jest wypadkową "własnych opinii" wypowiadanych przez szarych ludzi, bez żadnej konkretnej wiedzy na temat psychiatrii czy chociażby działania układu nerwowego człowieka.

Nie znam się na zawałach serca, więc nie udzielam rad ludziom, którzy je przeszli. Rozumiesz co mam na myśli?

Sam łapię się za głowę, gdy czytam "porady" niektórych mądrych inaczej ludzi. I dziękuję Bogu, że w całym swoim szaleństwie byłem na tyle przytomny, żeby ich nie słuchać. Wiem, że wielu szukało okazji do kpiny (dla mnie to norma, od kiedy pamiętam trafiam na szambo intelektualne, próbujące podbudować własne ego, wyśmiewając cudzą chorobę), ale bez przesady, czasami lepiej ugryźć się w język albo zostawić głupawy komentarz dla siebie.

Co jest całkiem śmieszne dla mnie, bo schizofrenie zdiagnozowali na podstawie mojej aspołeczności - poza tym miałem jeden epizod psychotyczny ( a schizofrenia to już chyba więcej niż jeden musi być - czy się mylę ? )i to wcale nie paranoidalny.

Nic nowego, corocznie tysiące osób w Polsce pada ofiarą złej diagnozy. Lekarze idą na łatwiznę, często na podstawie jednego objawu stawiają diagnozę, która kompletnie niszczy życie "chorego".

Te wszystkie choroby urojeniowe mają nieznane podłoże. Prawdopodobnie kilkoma z nich to :

a) narkotyki

Ani trochę nie jest mi szkoda ludzi, którzy przechodzą przez psychozę albo chorują na "pełnowymiarową" schizofrenię przez branie narkotyków. Gdyby świat był sprawiedliwy, to tylko tacy musieliby przez to przechodzić.

Share this post


Link to post

Ja choruje na psychoze, miałam jej dwa ataki i biorę leki. Takie jak APRA, Setaloft. Straszny lęk towarzyszy atakom psychotycznym. Strasznie choroba podkopala moja samoocenę, pewność siebie i bystrosc umysłu. Jeszcze minimum półtora roku mam brać te leki. Po tym czasie zobaczymy co dalej. U mnie drugi atak pojawił się po jednorazowym zapaleniu trawki :/

Share this post


Link to post
O 3.11.2012 at 20:56, Levau napisał:

Nie lubię nazwy schizofrenia. Negatywnie się kojarzy. Lepsza moim zdaniem jest rozszczepienie umysłu - ludzie inaczej reagują.

Moim zdaniem ta nazwa jest gorsza - niezamierzenie sugeruje bowiem szczególnie nie mającym zbyt obszernej wiedzy w dziedzinie psychiatrii osobom, że schizofrenik to ktoś, w kogo umyśle żyje co najmniej jedno alter ego. Nie na tym polega schizofreniczne rozszczepienie, psychiatria skądinąd jednak zna taką właśnie patologię (pod nazwą tzw. dysocjacyjnego zaburzenia tożsamości / osobowości mnogiej).

O 3.11.2012 at 20:56, Levau napisał:

Zdiagnozowali mi tą chorobę, na początku stwierdzili psychozę - potem schizofrenie. Co jest całkiem śmieszne dla mnie, bo schizofrenie zdiagnozowali na podstawie mojej aspołeczności - poza tym miałem jeden epizod psychotyczny ( a schizofrenia to już chyba więcej niż jeden musi być - czy się mylę ? )

Istotnie, mylisz się. Co więcej - mimo, że schizofrenia kojarzona jest przede wszystkim z tzw. objawami pozytywnymi (wytwórczymi), to... tak naprawdę osoba chora wcale nie musi słyszeć głosów czy rozmawiać z nieistniejącymi ludźmi. Co nie zmienia faktu, że diagnozy psychiatryczne, ich słuszność i sens to temat na osobny temat.

***

Zagadnienie schizofrenii ma dla mnie dwa zasadnicze wymiary. Pierwszy to oczywiście sama choroba i związane z nią cierpienie, drugi natomiast to powszechnie funkcjonujący w zbiorowej świadomości obraz schizofrenika i miejsce takiej osoby w społeczeństwie. Niestety, ale ludzie z diagnozą F20 stanowią chyba najbardziej marginalizowaną grupę spośród wszystkich znajdujących się w sferze społecznego wykluczenia lub zagrożonych do niej trafieniem - i co najgorsze, często są pomijani nawet przez środowiska walczące o uznanie równych praw i akceptację osób w szeroki sposób zaburzonych psychicznie (!).

Widać to znakomicie chociażby po ilości najpowszechniej dostępnych (eksponowanych) materiałów i kampanii propagujących wiedzę odnośnie poszczególnych rodzajów zaburzeń: dziesiątkach książek na temat bulimii i anoreksji ze wspomnieniami samych dziewcząt na czele (nie, całych ruchach mających na celu zmianę powszechnie obowiązującego kanonu piękna - patrz Body Positivity), pokaźnej i zauważalnie większej niż jeszcze jakiś czas temu liczbie programów telewizyjnych / radiowych oraz akcji informacyjnych na temat depresji... jak wielu z Was jest w stanie podać przykład choć jednego zakrojonego na podobnie szeroką skalę działania oswajającego schizofrenię?

To bardzo niesprawiedliwe, bo mimo wszystko nie osoby cierpiące na zaburzenia odżywiania czy depresję (fobię społeczną, nerwicę natręctw, uzależnienia...) reprezentują w społeczeństwie stereotypowego świra - tylko ktoś słyszący głosy, mający halucynacje, święcie przekonany o słuszności zupełnie nieprawdopodobnych teorii rodem z kosmosu (często dosłownie), zachowujący się w sposób bywa, że zupełnie niezrozumiały i nieprzewidywalny. Jednym słowem: psychotyk, a psychoza najściślej związana jest właśnie ze schizofrenią (co jednak warto podkreślić, nie musi być związana jedynie z nią).

... argumentu faktycznej nieobliczalności schizofreników mogącej cechować ich podczas trwania epizodu nie da się niestety zbić - podobnie jak zignorować tezę, że lęk przed pierwotnym chaosem umysłu wydaje się być w człowieku po prostu organicznie silnie zakorzeniony i stanowić część jego natury. Nawet (zwłaszcza) jeśli to tak naprawdę lęk przed samym sobą. Mimo wszystko zawsze warto zadać sobie pytanie: scary or scared? Rola otoczenia w przebiegu choroby oraz procesie powrotu do normalnego funkcjonowania (na tyle, na ile to w danym przypadku możliwe) jest nie do przecenienia i to kolejny fakt, sami chorzy zaś są często z jednej strony o wiele mniej niebezpieczni niż się wydają, a z drugiej mają o wiele większy wgląd w rzeczywistość niż się ich o to podejrzewa - nawet będąc w stanie surrealizmu.

Anyway, wszystkim zainteresowanym tematem polecam książkę "Niepotrzebna jak róża" Arnhild Lauveng.

  • + 2

Share this post


Link to post

Nie znam się na schizofrenii. Jak słusznie zauważyła @Kerosine w gruncie rzeczy niemal nie istnieje widoczna, konstruktywna dyskusja o tej chorobie. Cholera, to w sumie kompletnie idiotyczne - mówiono nam w szkole co nieco o depresji, trochę o anoreksji, coś tam u uzależnieniach. I szczerze mówiąc, gdy kilka lat temu moja znajoma, jak się okazało ze schizofrenią, zaczęła zachowywać się dziwnie, to nie miałam pojęcia, co z tym zrobić. Pisała mi, że ktoś mnie obserwuje pod oknem, że powinnam na siebie uważać, itd. Na szczęście miałam wystarczająco dużo oleju w głowie, by nie wdawać się z nią w jałowe dyskusje. Ale tak naprawdę jak postępować z osobą w stanie psychozy wprost powiedział mi dopiero psycholog, gdy miałam robić za wolontariuszkę w miejscu dla osób po doświadczeniu kryzysu psychicznego. To naprawdę smutne, że edukacja o takich rzeczach nie jest czymś powszechnym, oszczędziłoby to wielu problemów i stygmatyzacji.

  • + 1

Share this post


Link to post
13 godzin temu, Sibethesto napisał:

Jak słusznie zauważyła @Kerosine w gruncie rzeczy niemal nie istnieje widoczna, konstruktywna dyskusja o tej chorobie.

Zawsze powtarzam w sytuacji, gdy ktoś zwróci na ten fakt uwagę, że ostatnim społecznym tabu, jakie zostanie przełamane będzie schizofrenia [psychoza]. Ostatnim, niestety, bo jak już wcześniej napisałam lęk przed pierwotnym chaosem umysłu wydaje się być [wyjątkowo] głęboko atawistyczny, a z atawizmami jak wiadomo walczy się najciężej.

13 godzin temu, Sibethesto napisał:

depresji

Ze ściśle osobistego i subiektywnego punktu widzenia - odczuwam spory... wielki... ogromny przesyt tematem depresji w dyskusji na temat zdrowia psychicznego [pomimo tego, że dotyka mnie bezpośrednio]. Nie twierdzę absolutnie, że nie jest on ważny i potrzebny, bo jest, jednak istnieją choroby, które swojego miejsca w debacie publicznej nie mają na dobrą sprawę wcale, a odnoszę dziwne wrażenie, że głośny szum wokół depresji stanowi [przynajmniej w pewnym stopniu] obok faktycznych wysiłków mających na celu edukację społeczeństwa także próbę usprawiedliwienia braku dyskusji przede wszystkim właśnie o schizofrenii i psychozach - na zasadzie "czego chcecie, przecież rozmawiamy o zaburzeniach psychicznych".

***

Z rzeczy wartych wspomnienia, o których jeszcze nie napisałam - psychoza stanowi czasem naturalną reakcję obronną umysłu na traumę, który aby uporać się / odizolować od danego czynnika [lub zespołu czynników] stresowego wytwarza wokół siebie taki właśnie kokon. Zwana fachowo psychozą reaktywną, trwa stosunkowo krótko [nie dłużej niż miesiąc] i najczęściej mija samoistnie. Stan psychotyczny nie zawsze również musi wiązać się [jedynie] z nieprzyjemnymi doznaniami: wrażenie rozumienia [lub... naprawdę rozumienie ;) ] wyższych tajemnic Wszechświata czy specyficzne doznania percepcyjne mogą być naprawdę przyjemne i wyjątkowe - do tego stopnia, że niektórym osobom zdarza się autentycznie tęsknić za nimi i dotkliwie odczuwać ich brak po "zejściu z obłoków". Psychoza [jak zresztą chyba każda psychiczna aberracja] ma także charakter spektralny: istnieją tzw. stany podprogowe, w niektórych przypadkach zdolność krytycznej oceny swojego myślenia i postępowania zostaje częściowo zachowana, a tzw. schizotypia w ogóle lokowana jest przede wszystkim w sektorze zaburzeń osobowości.

  • + 1

Share this post


Link to post

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!


Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.


Sign In Now

  • Who's Online (See full list)

    There are no registered users currently online

  • Chatbox

    Load More
    You don't have permission to chat.
  • Recent Status Updates

    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy  »  Shady-Lane90

      · 2 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy  »  Shady-Lane90

      · 0 replies
    • Kerosine

      Kerosine

      Lato w mieście lesie, wakacje pod sosną.
      · 0 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy  »  Shady-Lane90

      · 0 replies
    • Kerosine

      Kerosine

      Zobaczyć świat w ziarenku piasku,
      Niebiosa w jednym kwiecie z lasu.
      W ściśniętej dłoni zamknąć bezmiar,
      W godzinie – nieskończoność czasu.
      ["how the universe ends is how it begins"]
      · 0 replies
  • Posts

    • Sibethesto
      Wasz ulubiony napój
      Kocham dobrze zrobioną czekoladę, słabe kawy z mlekiem, koktajle bananowe oraz herbaty - zielone, waniliową, cynamonową oraz mocną, czarną z miodem. Niestety nie umiem wybrać pojedyńczej rzeczy z tej listy.
    • Sibethesto
      Body Positivity
      Chociaż nie wnikam w body positivity zbyt aktywnie, to raczej je popieram. Co prawda nie jest to idea, którą czuję całą sobą - mam dosyć typowe poczucie estetyki i nie widzę piękna w każdym ciele. Nie przeszkadza mi to jednak spać spokojnie, bo w końcu trudno szybko zmienić sposób widzenia wpajany przez kulturę całe życie. Do tego mam niesamowitą umiejętność nierzucania zbędnych, krzywdzących komentarzy oraz szanowania innych ludzi. Może to właśnie powinno zostać mniej skrajnym odpowiednikiem Bo
    • mastna
      Wasz ulubiony napój
      Herbata zawsze na pierwszym miejscu, zwłaszcza na zimno. Ostatnio też woda kokosowa - pyszna jest kiedy się ją dobrze schłodzi i doda trochę cytryny 
    • WszyscyZginiemy
      Niechęć do niektórych ludzi po pierwszym spojrzeniu
      Jedynie czasem gdy słyszałam wcześniej o tej osobie jakieś historie stawiające ją w bardzo ale to baaaardzo niekorzystnym świetle od wiarygodnego źródła, wówczas gdy poznaje bohatera tych historii niechęć do tej osoby rośnie gdyż mogę lepiej sobie to wszystko, co dotychczas usłyszałam zwizualizować, przez co dotychczasowa niechęć lub zaczątek niechęci nabiera bardziej realnego wymiaru. To chyba jednak się nie liczy? Więc tak, żebym kogoś zobaczyła po raz pierwszy i ta osoba jeszcze nie zdąż
    • WszyscyZginiemy
      Rzeczy dodające nam pewności siebie
      O tak! Chociaż może niekoniecznie czarne. Wystarczy, że wskoczę w glany lub martensy i krok od razu staje się sprężystszy i pewniejszy, a ja czuję się bardziej stanowcza. Drugą taką rzeczą, która może niebezpośrednio dodaje mi pewności siebie, bo spojrzenie na nią w stresujących lub w inny sposób ciężkich dla mnie sytuacjach pozwala mi się trochę uspokoić albo podnosi mnie na duchu, przez co łatwiej pozwala wykrzesać tą pewność siebie, jest mój pierścionek zaręczynowy. Bo przypomina mi o ob