Jump to content

Coś razem i coś osobno.


Liszka

Recommended Posts

Posted

Zaczęłam pisać coś, co mozna brać jako całość, ale i jako osobne teksty. Prosiłabym o opinie, czy warto to ciągnąć, co poprawić, co zmienić. Na tę chwile mam dwa opowiadania, nie wiem czy jest pisania czegoś dalej czy poprzestać na takkich dwu-trzy odcinkowych fragmentach. Soł let's goł:

Szlafrok miała. Zielony.

Tak naprawdę to stała po środku zbyt szerokiej ulicy. Kłamstwem byłoby mówienie, że jest ona bezbronna i ciśnie się w wąskich uliczkach uciekając przed wzrokiem ludzi. Nie, to by nie była ona. Na pierwszy rzut oka sprawiała wrażenie odrobinę zagubionej, ale czy zagubiona osoba z taką pewnością w sobie patrzyłaby w niewidzialny punkt zawieszony między odległym o jakieś dwadzieścia metrów chodnikiem, a budynkiem obok. Zapewne wielu z was sądzi teraz, że jest szalona. No bo co innego można sądzić o dwudziestoletniej kobiecie stojącej na ulicy w szlafroku. Mężczyźni pewnie zastanawiają się teraz co ma pod spodem, a kobiety, dlaczego wybrała tak tandetny odcień zieleni. Lubiła zieleń i nie była szalona. Była zwolenniczka wolnego słowa, ubioru, wyznania, czegokolwiek co akurat z wolnością się jej w danej chwili kojarzyło. Dziś postanowiła uwolnić swój rozbiegały wzrok. Postanowiła to zrobić rano, a rano, jak wiadomo, nosimy szlafrok. My, kobiety, mężczyźni z reguły nie używają tej części garderoby. Wisi u nich w szafie, zakupiona przez żonę pięć lat temu, rozpakowana dla świętego spokoju, nawet nie przymierzona. Ona akurat miała zielony szlafrok, miękki, przyjemnie otulający ciało, wiec dlaczego miałaby w nim nie wyjść na ulicę by uwolnić swój wzrok? A wiadomo, że by cokolwiek uwolnić trzeba wyjść na duża przestrzeń. Akurat takową znalazła, niedaleko, wystarczyło tylko wyjść z domu, zapomnieć zamknąć drzwi, po schodach zbiec na dół, przesunąć ciężkie, metalowe wrota i wyjść. Czy Was widzi, pytacie. Otóż, widzi, ale nie zauważa, a to różnica, prawda?Można widzieć, że młody chłopak wyrywa torebkę starszej pani okładając ją czymś twardym, ale nie trzeba tego zauważać, bo po co nam kłopoty, czyż nie? Więc ona, nasza kobieta w zielonym szlafroku właśnie uwalnia swój wzrok, właściwie to już go wypuściła, dlatego wydaje się nam wszystkim, że patrzy tępo w przestrzeń, albo jakiś niewidzialny punkt. Nie, nie patrzy, jej wzrok biega niczym rozhasana sarenka na łące, a ona czeka, czeka na niego, by móc wrócić do domu, wypić kawę, zjeść zimnego już tosta, zapalić trzy papierosy. Jednym z nich zapewne znów nie trafi do popielniczki, ale to nic, nie przeszkadza jej to, lubi czuć koło lewej nogi małego stolika wypalone do połowy pety. Sprawia jej to nieopisaną radość, kiedy tak gołą stopą wgniata tytoń w miękki dywan. Pytacie, ile tu stoi? Na tej ulicy? Ona nie liczy czasu, nie ma zegara, czas nie spełnia w jej życiu żadnej roli, nawet gdyby przestał płynąć ona nie zauważyłaby zapewne, my tak, ona nie. Dziwna, myślicie. Nie, inna, a inny nie jest człowiekiem dziwnym, jest innym i tego się trzymajmy. Jest inna, ma zielony szlafrok i stoi na środku ulicy wypuszczając wzrok. Jedni mają psa, z którym klnąc pod nosem wychodzą, gdy pada deszcz, ona ma wzrok, który zapragnął dziś pobuszować w świetle porannych świateł samochodów. Jest inna, ma szlafrok w tandetnym zielonym odcieniu i śpiewa czasem, gdy kroi chleb. Nigdy nie śpiewa, tylko, gdy kroi chleb, fałszuje przy tym okropnie, ale nóż i chleb chyba to lubią, nigdy nie uciekły, więc lubią. Tak, tak. Zastanawiacie się, czy jest samotna, no tak, ma tylko mieszkanie, z miękkim dywanem, nóż, zielony szlafrok, drzwi, stół, popielniczkę, papierosy i wzrok. To wiele, czułaby się samotna, gdyby nie miała okna w swoim mieszkaniu, przez okno patrzy, gdy wypala papierosa o godzinie piętnaście po czwartej popołudniu, wtedy szlafrok wisi niedbale na krześle, ale to nie jest istotne. Ona pali i patrzy przez okno i liczy wirujące w świetle drobinki kurzu. próbowaliście kiedyś je policzyć? Szalenie trudne. Ona policzyła, dwa razy, siedziała na podłodze po turecku i liczyła drobinki kurzu unoszące się nad nią w małej, oświetlonej kłębie. policzyła, zanotowała i schowała do dolnej szuflady w tej szafce przy barku. Cicho! Wzrok wrócił, a ona idzie wypić kawę, zjeść zimnego tosta i wypalić trzy papierosy, z czego ten ostatni trafi na dywan.

A on nos. Stłuczony.

Pchnął drzwi z takim impetem, że odbiły się od ściany i z jeszcze większą prędkością zatrzymały się na jego nosie. Zaklął głośno i tym razem otworzył je delikatniej prawą ręka, a lewą trzymając się za obolałą twarz. Ona siedziała na tym samym fotelu, na którym ostatnio widział ją wczoraj, w tej samej pozycji, wydawać się może, że z tym samym papierosem, nie odpalonym, trzymanym pomiędzy palcem środkowym, a wskazującym, a kciukiem kręciła wokół filtra. Ciekawy obrazek. Stojący w drzwiach facet, ciężko dyszący z bólu twarzy, na której zatrzymały się odbite od ściany drzwi, a w dużym salonie siedzi kobieta na fotelu, przez którego poręcz przewieszony niedbale jest miękki zielony szlafrok. Mężczyzna odsunął rękę od twarzy i upewnił się czy nie zagościła na niej krew. Całe szczęście nie, pozwoliło mu to zaoszczędzić wiele czasu. W przeciwnym razie musiałby iść do łazienki, spłukać krew z ręki, by ta, jasnym strumieniem, wraz z wodą popłynęła nie wiadomo gdzie, nie wiadomo jak brudnymi rurami, no i po co zanieczyszczać dodatkowo swoją krew? W końcu spojrzała na niego, nie dość, że na niego patrzyła to jeszcze zauważyła. Uśmiechnęła się uśmiechem nie mówiącym nic kompletnie. Znacie taki uśmiech, prawda? Z jednej strony wydaje się Wam, ze jest to strasznie kpiący, irytujący Was uśmiech, a z drugiej odczuwacie dziką satysfakcję, że go widzicie. On dodatkowo okropnie się wściekł, to mu utrudniało sprawę. Nienawidził, gdy uśmiechała się tak jak dziś, uwielbiał, kochał ten uśmiech, a przyszedł, a wrócił tu w zupełnie innym celu niż porwanie ją do jej małej sypialni z przesadnie dużym łóżkiem z miękkim materacem. Po drodze zrzuciłby z niej zielony szlafrok. Ale tym razem nie miała na sobie zielonego szlafroka, ten wisiał na oparciu fotela. Niedbale. Miała na sobie białą sukienkę, tę, w której ją poznał kilka lat temu. Oboje pamiętają ten dzień, tylko każde inaczej. On pamięta zjawiskową sukienkę odbijającą się w jeziorze, nad którym stała. Ona pamięta jego dwudniowy zarost. Dziś on miał ten sam zarost, a ona tę samą sukienkę. Nie, nie byli szczęśliwym związkiem, ale właśnie na tym nieszczęściu to wszystko się opierało. Oboje byli sobą zmęczeni. Ona nienawidziła jego postrzegania światem okiem fotografa, którym nie był swoją drogą, miał oczywiście najdroższy sprzęt, ale nigdy z niego nie korzystał, wolał patrzeć i mówić jakie zdjęcie by zrobił. Może tak naprawdę potrafił tylko dobrze mówić o zdjęciach, a wykonanie chociaż jednego z nich skończyłoby się totalnym niewypałem, rozmazanym idealnym światem. On zarzucał jej brak zegarka, brak racjonalnego myślenia, brak zauważania czegokolwiek, nie lubił, gdy widziała, lecz nie zauważała. oboje się nienawidzili i właśnie dlatego tak długo przy sobie trwali. Jak długo, pytacie? Ona odpowie, że długo, że za długo i dłużej niż potrzeba, no tak. Zegarka na swej ręce nie posiada, a w mieszkaniu głosu odmierzających czas wskazówek też nie usłyszymy. On powie, dwa miliony tych zaplanowanych zdjęć temu. Długo. Jeszcze raz potarł bolący nos, jakby to coś miało pomóc, ułatwić rozmowę. Ta biała sukienka, to światło z okna, gdyby tak przesunąć ten fotel delikatnie w lewo, gdyby w końcu odpaliła papierosa i trzymając go tak samo, lekko zbliżyła go do ust i jeszcze głowę, żeby odwróciła lekko w prawo. tak zdjęcie byłoby idealne. Dwa miliony i jeszcze jedno, a on ciągle przy niej. Oboje skazani na siebie i oboje wcale nie chcący tego. Wykrztusił coś lekko, udała, że nie słyszy. A w świetle zachodzącego słońca tańczyły drobinki kurzu łącząc się w pary przy starej melodii. Może tych dwoje było właśnie starą fotografią zrobioną kiedyś w przelocie, lekko rozmazaną, gdyż robioną niesprawną ręką fotografa. Spojrzała na niego jeszcze raz, głębiej, a na jej ustach znów pojawił się uśmiech. Ten sam uśmiech.

- Nie kocham cię.- powiedział on rozcierając sobie nos. Właściwie to po co go tarł, w czym to miało pomóc? Okropny widok.

- Ja ciebie też.- odpowiedziała z tym samym uśmiechem. Irytujące, prawda? Ja bym zalała się łzami, Wy też? Nie? Dlaczego, przecież po czymś takim człowiek może się załamać, rozsypać, rozpaść i nigdy nie pozbierać, nie poskładać. To tak jak ze starą fotografią, podarta i sklejona traci swą magię i urok. On na nią patrzył pocierając nos, a ona się uśmiechała. Wyszedł i zatrzasnął drzwi. Drobinki kurzu pouciekały jak małe dzieci czymś spłoszone. Bal czas zakończyć. Muzyka ucichła. Została sama w białej sukience na fotelu. odpaliła papierosa. A on gdzieś daleko nadal pocierał swój nos. Jakby to miało w czymś pomóc. Wróci, choćby po to, by dwa miliony dwa zdjęcia później zdjąć z niej zielony szlafrok.

Link to comment
Posted

To pierwsze już czytałam, zainteresowało mnie. Biorę to w sumie jako całość, bo ciekawie się czyta i zapowiada. Mam nadzieję, że będzie coś jeszcze.

- Nie kocham cię.- powiedział on rozcierając sobie nos. Właściwie to po co go tarł, w czym to miało pomóc? Okropny widok.

- Ja ciebie też.- odpowiedziała z tym samym uśmiechem. Irytujące, prawda? Ja bym zalała się łzami, Wy też? Nie? Dlaczego, przecież po czymś takim człowiek może się załamać, rozsypać, rozpaść i nigdy nie pozbierać, nie poskładać.

To mnie doprowadziło do łez, jak mogłaś? ;o

Link to comment
Posted

Lubię takie trudne sytuacje i nieszczęśliwe miłości. Zielone szlafroki teeeeeeeeeż lubię.

Co do błędów - nie znalazłam, nawet specjalnie nie szukałam. Czasem coś mi nie pasowało gramatycznie, ale poza tym "słit".

Pisz więcej, liszka!

Link to comment
Posted

Twoje opowiadania są takie oryginalne. Podobają mi się i na pewno masz kontynuować to co robisz! Muuusisz ;d W obydwu podoba mi się Twoja "taktyka" złapania się jakiegoś elementu, jednoczesnym zaczynaniu i kończeniu nim. To tak ładnie oddaje klimat. Szczególnie jak wplotłaś w to jakby fabułę (mówiąc o drugim opowiadaniu). Już polubiłam ten styl. Ogólnie również inne elementy są ciekawe. Twoje zwroty choćby do "nas", Twoje subiektywne oceny. Bardzo bardzo tak ;d

Ale, jak to ja, muszę się czegoś przyczepić. Zauważyłam, że masz tendencje do rozwlekania zdań. Owszem, potrzebne w języku polskim są zdania złożone, ale czy nie uważasz, że np. takie zdanie:

Stojący w drzwiach facet, ciężko dyszący z bólu twarzy, na której zatrzymały się odbite od ściany drzwi, a w dużym salonie siedzi kobieta na fotelu, przez którego poręcz przewieszony niedbale jest miękki zielony szlafrok.

mogłabyś jednak napisać trochę bardziej zrozumiale? Gdybyś pisała jakąś bardziej zawiłą historię łatwo byłoby się w tym poplątać, a chyba chcesz być rozumiana przez czytelnika? Zauważyłam to, bo sama mam problem z zaplątywaniem się w treści ; ) Najlepiej wtedy starać się pisać zdania prostsze, bądź potem próbować dzielić te zbyt zamotane ; )

Czekam z niecierpliwością na kolejne porcje Twojej pisaniny : )))

Link to comment
Posted
mogłabyś jednak napisać trochę bardziej zrozumiale? Gdybyś pisała jakąś bardziej zawiłą historię łatwo byłoby się w tym poplątać, a chyba chcesz być rozumiana przez czytelnika?
Właśnie czasem się zapominam, dlatego, że osobiście sama poszukuję ksiażek pisanych mało zrozumiałym językiem, w których niektóre zdania musze czytać kilka razy. Pracuję nad tym, ale albo słabo, albo muszę się bardziej skupiac na poprawkach, których swoją droga wnosić nie lubię ;p
Link to comment
Posted

No podoba mi się, niech Ci będzie ; D

A tak poważnie, całkiem fajnie się czyta, z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy ;)

Link to comment
Posted

Ich palce. A w nich pomięty papier.

W myślach podróżowali w te same miejsca, ale żadne nie przyznawało się do tego. Potrafili godzinami siedzieć i patrzeć się w zmieniającą litery i cyfry tablicę przylotów i odlotów. Potrafili godzinami obserwować ludzi przechodzących przez tą śmieszną bramkę, przez którą nigdy nie dane im było przejść. Obserwowali ludzi płaczących ze szczęścia, tych, którzy wracali do ukochanej osoby po długim czasie rozłąki, ludzi rzucających się sobie na szyję. Oni gnietli w ręce kolejny bilet, niezdecydowani tracili pieniądze na bilety, nigdy nie wsiedli na pokład latającej maszyny, ani nigdy nie żądali zwrotu kosztów poniesionych. Po prostu któreś z nich zgniatało bilet i rzucało pod nogi tego drugiego, a wtedy to drugie robiło dokładnie to samo. A ona zapalała papierosa. Zawsze milczeli, uciekali do półsłówek. Oboje wiedzieli, ze gdyby któreś z nich wyleciało, a potem wróciło, to drugie czekałoby z utęsknieniem. Jednak ich powitanie byłoby inne od tych wszystkich zaobserwowanych. Ona zgarnęłaby kosmyk włosów za ucho i trzęsącą się dłoń wsunęła w jego dłoń, a on powiedziałby czekałem. A potem wzięliby bagaż i udali się do jej mieszkania. Nie wiedzieć czemu nigdy nie bywali u niego. Ona nie pytała, a on nie proponował. Czy jest okłamywana? Tego nie wiem, ale raczej nie. Spójrzcie, w ich oczach widać szczerość, każdy milimetr ich ciała pokazuje jak bardzo potrzebny mu jest każdy milimetr ciała drugiego. Ich urywane słowa, ich młodzieńcze drżenie rąk, zupełnie nie podobne do ludzi z takim stażem. Dwa miliony trzysta i jeszcze cztery zdjęcia temu się poznali. Dziś on znów patrzył an koniec jej nosa, wzrokiem kadrował na jej pieprzyk na szyi, a w tle kolejna para się witała. Głośno wciągnął powietrze, za głośno i tym zwrócił swoją uwagę.

- Kolejne?- spytała.

- Kolejne.- odpowiedział. Oboje wiedzieli, że to zdjęcie nie było udane.

Na jej szyi połyskiwał złoty łańcuszek, wygrzebała go z szafy, wtedy, gdy zmuszała osiadłe drobinki kurzu do tańca przy starej melodii. Oboje pragnęli poddać się namiętności, to było widać na odległość. Każdy z Was to potwierdzi. Jedno i drugie rwało się do siebie, ale żadne z nich nie potrafiło zacząć. Uwierzycie? Doświadczony związek, a każde z nich godzinami tkwiło nad telefonem i nigdy nie wykręciło numeru drugiego. Po prostu nagle zrywali się z miejsca i biegli, by w momencie ujrzenia siebie nagle zahamować i z przesadzoną statecznością przywitać. A wtedy jej chłodna dłoń ląduje w jego rozpalonej, splatają się ich palce i to tyle. Czasem on zrzuca z niej zielony szlafrok niosąc ją do jej zbyt małej sypialni w porównaniu do tego wielkiego łóżka. Nigdy nie bywali u niego. Wspominałam o tym? To istotny szczegół, warty powtórzenia. Zastanawiam się co sądzą pracownicy lotniska, na którym się w tej chwili znajdujemy. Może wcale ich nie widzą, ale nie zauważają,a może przywykli do widoku tych dwojga. Ja bym się zastanawiała, tworzyła mnóstwo historii dlaczego żadne z nich nigdy nie doważyło się odlecieć. Podróżowali w myślach i to im wystarczyło, ale przecież nikt obserwujący o tym nie wie, prawda? Coś ich przyciągało w wielkiej hali przylotów i odlotów, a jakaś potężna siła odpychała od wkroczenia na pokład samolotu, siła, która sadzała ich na mało wygodnych krzesełkach i pozwalała gnieść kolejny bilet. A na czarnej tablicy znów zmieniły się litery i cyfry.

Link to comment
Posted

Też uwielbiam podróżować w myślach. Podoba mi się, bardzo. <3

Link to comment
Posted

Tak tak tak : ) Podoba mi się. Wysnute jakby na jedną nutę, trochę sentymentalne, a jednak wyważone. Do tego ta tajemniczość. Genialnie potrafisz tworzyć klimat, mieszając lekkie środki z przytłaczającą codziennością.

zupełnie nie podobne do ludzi z takim stażem

Nie "niepodobne"?

Dziś on znów patrzył an koniec jej nosa

ot, popraw literówkę

Może wcale ich nie widzą, ale nie zauważają,a może przywykli do widoku tych dwojga.

Tam nie miało być "albo"? Przy "ale" jakoś kompletnie gubi mi się sens tego zdania. Ale może to ja za głupia jestem ^ ^ Albo "może ich widzą, ale nie zauważają"?

Wiem, czepiam się. Jestem perfekcjonistką.

Link to comment
Incomprehensible
Posted

Masz taki wymięty, rozchwiany, pozornie niedbały styl. Na początku trochę chaotyczny, ale powoli z czasem, w miarę jak się czyta dalej, to wszystko zaczyna Ci się porządkować. Całkiem ciekawa historia, chciałabym poznać zakończenie.

A, i czasem mieszają Ci się czasy i to na pewno nie jest celowy zabieg. Zdecyduj, czy używasz przeszłego, czy teraźniejszego.

Link to comment
Posted
A, i czasem mieszają Ci się czasy i to na pewno nie jest celowy zabieg. Zdecyduj, czy używasz przeszłego, czy teraźniejszego.

Owszem, celowy ;p To jest dziś, ale takie z perspektywy czasu, nie iwem jak prościej wytłumaczyć x D No bo jak coś było minutę temu to jest przeszłosć, nie?

Link to comment
hypertrichosis
Posted

Za duzo, za duzo, za duzo. Za duzo Narratora w Tych opowiadaniach, jego zycia, jego mysli, jego calego! Za malo bohaterow, za malo ich osobowosci, za malo ich samych, razem i osobno!

Forma przystepna, calosc rowniez. Ale za duzo narratora a za malo bohaterow!

Link to comment
kury nas uratują
Posted

A mnie się podoba od początku do końca. Jako całość i każdy tekst z osobna. Genialne Liszka, genialne ;)

Link to comment
  • 2 weeks later...
Posted

Prawdopodobnie najgorsze ze wszystkiego, ale nie potrafię wykrzesać czegokolwiek lepszego, nie potrafię tego zmienić, rozwinąć. soł...

Koniec.

Stała z twarzą zwróconą ku niebu i pozwalała kroplom deszczu zmywać z siebie gorące łzy, a to pozorne oczyszczenie powodowało jedynie drżenie jej ciała. Choć nie była tą samą osobą, choć nie czuła się już człowiekiem, to czuła ból spowodowany wbijaniem paznokci w swój nadgarstek. Jej piersi unosiły się i opadały szybko. Nie mogła uwierzyć w to, co widziała, nie mogła uwierzyć, że człowiek jest zdolny do takich emocji, do takich czynów. Drapała swoje ramiona, swoje ciało, a deszcz ją mył. Opadła na chodnik i z płaczem krzyczała, by ktoś wymazał jej całą pamięć. Nie chciała ciągle czuć jego zastygającego ciała w swoich ramionach. Nie wierzyła, nie potrafiła uwierzyć w zajście dnia dzisiejszego. Nigdy już nie usłyszy o kolejnym zdjęciu. Wyrzuci zielony szlafrok, by już nigdy nikt nie zdejmował go z niej w ten sposób, w szale namiętności. Jej serce rozrywało się na kawałki, czuła jak jej paznokcie pękają pod naciskiem mokrej płyty chodnikowej. Pragnęła cofnąć czas, albo zapomnieć. Pierwszy raz w życiu odczuwała silne emocje, a przecież ona zawsze nad nimi panowała. Mogła nauczać, jak najgłębiej w sobie skrywać wszelkie uczucia i emocje. W tej chwili wychodziły z niej te wszystkie najgłębiej schowane. Gdyby ktokolwiek z Was ją teraz ujrzał, poczułby ten sam ból, tę sama miłość i tę samą tęsknotę i namiętność. Nagle spojrzała tępo przed siebie, a jej mózg przywołał prawdziwe wspomnienia. Przytulił ją i "odchodzę do innej" powiedział.

Link to comment
Posted

Jesteś okropna. Jak mogłaś to tak skończyć? Bardzo mi się podobało, ale zakończenie mnie poruszyło. ;o

Link to comment
Posted

Napisałaś, że to najprawdopodobniej "najgorsze ze wszystkiego" i mimo że nie chciałam się tym sugerować, muszę podzielić Twoje zdanie. Nie jest złe, ale poprzednie były o niebo lepsze. Oddane w bardziej przystępny sposób, oryginalniej i ciekawiej.

Jednak trochę żal, że taki jest koniec, i że to już koniec. Liszko, ale będzie więcej czegoś, prawda? ;d

Link to comment
Posted

Będzie, z racji tego, iż nie lubię pozostawiać rzeczy niedokończonych musiałam to zakończyć. Od długich dno szukałam natchnienia, aż nieproszone samo sie zatliło, a ja nie pozwoliłam sie rozpalić.

Szukam inspiracji, chcę bardziej nauczyć się oddawać emocje tak, by poruszyć niejedno ospałe serducho.

Link to comment
Kredka Na Baterie
Posted

Na początku wydawało mi się to wszystko mało zrozumiałe, taka plątanina, ale jak już przeczytałam do końca, to... zabrakło mi słów. Nadal mi brakuje.

Końcówka poruszająca.

Lisz, pisz jeszcze!

Link to comment
Posted

ej nie bawię się tak!

ta końcówka mnie dobija i przyprawia o doła. ;P

Link to comment
  • 2 weeks later...
Posted

Jak bardzo nienawidzisz.

Prostym, skomplikowanym językiem mówię Ci, jak bardzo Cię nienawidzę. Na początku pozbawię cię grzecznościowej formy, byś czuł się nagi, bezbronny, niedoceniony. Pozwolę sobie omiatać cię głębokim spojrzeniem, gdy po raz kolejny będziesz zabijał w sobie kolejne myśli kolejną strzykawką, życiobójczego płynu. Z zaciśniętymi pięściami będę patrzeć, jak szukasz mnie w swoim życiu.

Nieudolnie.

Rękami.

Popękanymi żyłami.

Przeczyszczonymi nozdrzami.

A ja krzyczę ci do ucha, jak bardzo cię kocham, Cię kocham, z grzecznościową formą i bez niej. Cię, cię, cię, Cię.

Co raz bar dziej nie na wi dzę.

Wciąż, wciąż, wciąż nie wiesz, nie rozumiesz, a ja mam przewagę. Nie masz siły by grać dalej. A ja podaję ci strzykawkę. Twoja miłość zabijając mnie pomaga mi żyć dalej. W swoich własnych paranojach, swoje własne pa ra no je zapisujesz na kolanie, w zatłoczonym, w zapuszczonym metrze, pod miastem, nie istnie ją cym cym cym. I jest nam dobrze.

Tak do brze w nie na wiści zatraceni.

Zapomnieni.

Zachłyśnięci nelogizmami własnego życia dobieramy słowa. Marne sło wa, puste sło wa, bez znaczenia.

Witaj.

Daj spokój.

Ale z czym kanapkę?

Wychodzę.

Prosto w swej skomplikowaności nauczyliśmy się kochać się nawzajem, nienawidzić się nawzajem, żyć dla siebie, obok siebie, z dala.

Nie na widzić tak zwyczajnie.

Chcesz strzykawkę?

Link to comment
Posted

Jak bardzo nienawidzisz. Niesamowite. Naprawdę jestem zszokowana tym jak genialnie udało Ci się oddać emocje. Co więcej powiedzieć? Bardzo mnie zaskoczyłaś. Wiedziałam, że piszesz dobrze, ale to ma nieopisywalną siłę.

Witaj.

Daj spokój.

Ale z czym kanapkę?

Wychodzę.

Ten fragment skojarzył mi się z "Wieżą Babel". Inspiracja? ; )

A wiesz co najbardziej mi się w tym podoba? Jest całością i w całość jest bardzo udana. Nie ma gorszych i lepszych części. Jest spójność. I już nie mogę się doczekać następnych tekstów. Życzę Ci, żeby były tak dobre jak ten.

Link to comment
  • 2 weeks later...
Posted
Ten fragment skojarzył mi się z "Wieżą Babel". Inspiracja? ; )
nie inspiracja, ale nawiązanie do całości utworu (;

Tupot.

Zapatrzona w dźwięki ciszy, biegła zgodnie z marnym kierunkiem nakreślanym przez fale na piasku. Zagubiona w nieustającym wrzasku milknących odgłosów, przeciskała się między ciemnością owiewającą jej ciało, a parą wydobywającą się z jej bladych ust. Tęskniła za tym co będzie, uciekając zapominała o przeszłości, pamiętając zapominała o pamięci. Słona woda zostawiała mokre ślady na jej bosych stopach, tak, że światło obrączkowo srebrnego Księżyca odbijało się od kropel wody rzucając delikatną poświatę na okruchy piasku, odbijające się od podłoża w rytm stawianych kroków. I tylko jedna rzecz mogła zmącić ten obrazek. Woda kapiąca na pozostawione płótno obrazu, leżące pod gołym, bezgwiezdnym miejskim niebem.

Link to comment
Posted

Popracuj nad różnymi konstrukcjami gramatycznymi zdań i słów, bo od pierwszego do ostatniego utworu w tej kwestii panuje okropna monotonia, która sprawia, że przy większej dawce, nawet przy ciekawej treści człowiek zaczyna ziewać i zasypiać na klawiaturze.

Jesteś dobry w pisaniu prostych rzeczy i błagam nie rób kwiatków w stylu "Zachłyśnięci nelogizmami własnego życia dobieramy słowa", bo aż plułem kawą monitor, szlifuj styl własny, a rzeczy które Cię przerastają omijaj.

A co do samej treści, fajnie, że jest prosto a z konceptem, jednak momentami popada to w prostactwo. Pracuj więcej nad tekstami, bo pomysły masz bardzo udane jednak chrzanisz wykonanie :roll:

Link to comment
Posted
dobry
dobrA*
błagam nie rób kwiatków w stylu "Zachłyśnięci nelogizmami własnego życia dobieramy słowa", bo aż plułem kawą monitor, szlifuj styl własny, a rzeczy które Cię przerastają omijaj.
Efekt zamierzony i przemyślany, nie kopiuję żadnego stylu.
prostactwo
Owszem, uczę się dopiero, ale prostactwem bym tego nie nazwała, z żadnej strony nie widzę prostactwa.
Link to comment
Posted
Tęskniła za tym co będzie, uciekając zapominała o przeszłości, pamiętając zapominała o pamięci.

Takie zawiłe, ale mi się spodobało.

Oba cudne.

Link to comment

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
  • Who's Online (See full list)

    • wardrum
    • yiliyane
  • Popular Now

  • Najnowsze posty

  • Recent Status Updates

    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      Serdecznie z tego miejsca pozdrawiam Wydział Ruchu Drogowego Komendy Powiatowej Policji w Starachowicach. Buziaczki <kiss> <kiss>
      · 0 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      Witam Was ponownie po rocznej nieobecności.
      · 5 replies
    • Kerosine

      Kerosine

      Ku pamięci wszystkich naszych bliskich, którzy nie mogą - już nie - zasiąść z nami do wigilijnego stołu i dla wszystkich tych, którzy musieli w kończącym się właśnie roku z kimś pożegnać. Czasami nie to, co jest, a to czego nie ma jest bardziej niż to, co jest.
      · 0 replies
    • Pizzaro

      Pizzaro

      Czy jest tutaj życie?
      · 3 replies
    • _Balladyna_

      _Balladyna_

      idę pogadać z siostrą

      · 0 replies
  • Popular Contributors

    1. 1
      yiliyane
      yiliyane
      8
    2. 2
      Martusiaaaaaa92
      Martusiaaaaaa92
      3
    3. 3
      Kerosine
      Kerosine
      3
    4. 4
      Gloria
      Gloria
      2
    5. 5
      LaFleur
      LaFleur
      1
  • Top użytkownicy (7 dni)

    Kerosine
    Kerosine
    10 posts
    wardrum
    wardrum
    9 posts
    Martusiaaaaaa92
    Martusiaaaaaa92
    9 posts
    yiliyane
    yiliyane
    5 posts
    Gloria
    Gloria
    5 posts
    fotograf1981
    fotograf1981
    3 posts
    konserwatoriumchaosu
    konserwatoriumchaosu
    3 posts
    halibutka
    halibutka
    3 posts
    LaFleur
    LaFleur
    3 posts
  • Top użytkownicy (miesiąc)

    Kerosine
    Kerosine
    39 posts
    wardrum
    wardrum
    29 posts
    yiliyane
    yiliyane
    20 posts
  • Top użytkownicy (rok)

    Kerosine
    Kerosine
    447 posts
    yiliyane
    yiliyane
    369 posts
    Gloria
    Gloria
    118 posts
×
×
  • Create New...
Please Sign In or Sign Up