Lamia

Twój ulubiony wiersz

Recommended Posts

Zabawne, wzruszające, refleksyjne, oczarowujące, niepowtarzalne... - nie ważne jakie wiersze - ważne, że zostały Wam w pamięci i chcielibyście podzielić się tym z innymi.

Zauważyłam, że spora część osób z forum w mniejszym lub większym stopniu interesuje się poezją. Chciałabym, aby każdy przedstawił nam swoje ulubione wiersze. Bez ograniczeń ilościowych w faworytach. Mam na myśli wklejenie całego utworu + autor. Jestem ciekawa Waszych gustów, a jednocześnie ten temat mógłby się stać ogólną biblioteką tych "najulubieńszych".

Dlaczego nie poznawać nowych, często nieznanych, a wartych przeczytania dzieł nieznanych poetów, bądź znanych poetów - nieznanych dzieł? Szczególnie kiedy można się rozwijać w taki nieskomplikowany sposób ; )

Ps. Szukałam szukałam i nie znalazłam tak skonkretyzowanego tematu. Są ogólne tylko o poezji. Jeśli przeoczyłam, proszę o wybaczenie : F

Share this post


Link to post

Na mojej liście ulubionych wierszy pierwsze miejsce zajmuje

Elegia o chłopcu polskim, K.K. Baczyńskiego

Oddzielili cie, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,

haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią,

malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg,

wyszywali wisielcami drzew płynące morze.

Wyuczyli cię, syneczku, ziemi twej na pamięć,

gdyś jej ścieżki powycinał żelaznymi łzami.

Odchowali cię w ciemności, odkarmili bochnem trwóg,

przemierzyłeś po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg.

I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,

i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut - zło.

Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.

Czy to była kula, synku, czy to serce pekło?

Drugie zaszczytne miejsce zajmuje wiersz Halinki Poświatowskiej,

Mówisz na śmierć

mówisz - na śmierć

mówisz - na wieczność

a jeśli zmienisz się w drzewo

czy mogę liczyć na to że wzejdziesz

pod moim oknem

jeśli - w szybę

czy będzie można końcem języka

podrażnić twoje dzwoniące jestem

a jeśli - w wiatr

czy będę trawą którą rozszumisz

a jeśli - w światło

czy będę nocą którą rozproszysz

a jeśli - dniem

czy dobrą chmurą osłonisz

moją zmęczoną głowę

jak ją weźmiesz lekko

we włosy

pieszczotą palców zwinnych

szepczesz

trwam

Na miejscu trzecim figuruje

Jeżeli gdzieś jest niebo

Nie wiedziałam, że tak blisko

jest to wszystko,

to wszystko, o co chodzi...

Nie wiedziałam, że tej zimy

zatańczymy,

zatańczymy jak w ogrodzie...

Nie wiedziałam, że się ręce

z tego tańca

jak z wieńca

nie rozpłaczą,

nie wiedziałam, że się serca

nigdy więcej,

nigdy więcej nie rozłączą,

nie wiedziałam, że to można - tak bez tchu...

nie wiedziałam, że ja także będę Ewą,

nie wierzyłam, nie czekałam, nie przeczułam

w głębi snu,

że jeżeli gdzieś jest niebo,

to tu, to tu.

Nie wiedziałam, że się serca tak ostudzą,

uwierzyłam, że umiera się parami,

nie wiedziałam, że się ludzie różnie budzą

jak okręty, nie te same, choć w tej samej wciąż

przystani...

Nie wiedziałam, że to można - tak bez tchu...

Nie wiedziałam, że odfrunie, co się rzekło,

nie czekałam, nie cierpiałam, nie przeczułam

w głębi snu,

że jeżeli gdzieś jest piekło,

to tu.

Sentyment mam również do wiersza ks. Jana Twardowskiego:

bliscy i oddaleni

Bo widzisz tu są tacy którzy się kochają

i muszą się spotykać aby się ominąć

bliscy i oddaleni Jakby stali w lustrze

piszą do siebie listy gorące i zimne

rozchodzą się jak w śmiechu porzucone kwiaty

by nie wiedzieć do końca czemu tak się stało

są inni co się nawet po ciemku odnajdą

lecz przejdą obok siebie bo nie śmią się spotkać

tak czyści i spokojni jakby śnieg się zaczął

byliby doskonali lecz wad im zabrakło

bliscy boją się być blisko żeby nie być dalej

niektórzy umierają - to znaczy już wiedzą

miłości się nie szuka jest albo Jej nie ma

nikt z nas nie jest samotny tylko przez przypadek

są i tacy co się na zawsze kochają

i dopiero dlatego nie mogą być razem

jak bażanty co nigdy nie chodzą parami

można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie

nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem

Share this post


Link to post

K.K.Baczyński- Piosenka (Znów wędrujemy)

Znów wędrujemy ciepłym krajem,

malachitową łąką morza.

(Ptaki powrotne umierają

wśród pomarańczy na rozdrożach.)

Na fioletowoszarych łąkach

niebo rozpina płynność arkad.

Pejzaż w powieki miękko wsiąka,

zakrzepła sól na nagich wargach.

A wieczorami w prądach zatok

noc liże morze słodką grzywą.

Jak miękkie gruszki brzmieje lato

wiatrem sparzone jak pokrzywą.

Przed fontannami perłowymi

noc winogrona gwiazd rozdaje.

Znów wędrujemy ciepłą ziemią,

znów wędrujemy ciepłym krajem.

Share this post


Link to post

Ryszard Marek Groński - Rewanż

A kiedy pada deszcz,

Bezdomne koty mokną -

Co zrobić masz, sam wiesz:

W piwnicy otwórz okno.

A kiedy szron się szkli,

Spod nóg i kół śnieg pryska -

Zamknięte uchyl drzwi,

Zmarznięte wpuść kociska.

Bo może być i tak:

W twych grzechach zaczną grzebać,

A kot - da łapką znać,

Uchyli furtę nieba.

Halina Poświatowska - Kiedy umrę kochanie

kiedy umrę kochanie

gdy się ze słońcem rozstanę

i będę długim przedmiotem raczej smutnym

czy mnie wtedy przygarniesz

ramionami ogarniesz

i naprawisz co popsuł los okrutny

często myślę o tobie

często piszę do ciebie

głupie listy - w nich miłość i uśmiech

potem w piecu je chowam

płomień skacze po słowach

nim spokojnie w popiele nie uśnie

patrząc w płomień kochanie

myślę - co się też stanie

z moim sercem miłości głodnym

a ty nie pozwól przecież

żebym umarła w świecie

który ciemny jest i który jest chłodny

Jeszcze mój ulubiony fragment Koniugacji Poświatowskiej:

nad wodą

olszyna

czerwona

zmarzła moknie

mijam

mijasz

mija

a zawsze tak samotnie

Share this post


Link to post

Andrzej Bursa - Nic

On jest nic

on się nie liczy

jego nie ma

może tylko

marynarka

zbyt luźne spodnie

potworne czarne półbuty

mogą wzbudzić odrazę lub politowanie

ale twarz nieważna

ręce nieważne

nieważne oczy i usta

godzinami wyczekuje przed bramą

w nadziei

że znajdzie się po drugiej stronie

ale przecież on jest Nic

więc to wszystko jedno

po której stronie

niczego nie będzie

czytając gazetę

kurczy jak ślimak swoją znikomość

lub nadyma jak paw swoją nicość

mimo że gazety dotyczą rzeczy istniejących

a jego nie ma

mówi

lecz nikt go nie słyszy

dźwięk jego głosu

jest nieważny dla ucha ludzkiego

bo on jest nic

a raczej jego nic nie ma

mimo że jada obiady

mimo spodni i półbutów

mimo że czasami

ma nawet dobry humor.

Rafał Wojaczek - PROŚBA

Zrób coś, abym rozebrać się mogła jeszcze bardziej

Ostatni listek wstydu już dawno odrzuciłam

I najcieńsze wspomnienie sukienki także zmyłam

I choć kogoś nagiego bardziej ode mnie nagiej

Na pewno nie mieć mogłeś, zrób coś, bym uwierzyła

Zrób coś, abym otworzyć się mogła jeszcze bardziej

Już w ostatni por skóry tak dawno mi wniknąłeś

Że nie wierzę, iż kiedyś jeszcze nie być tam mogłeś

I choć nie wierzę by mógł być ktoś bardziej otwarty

Dla ciebie niż ja jestem, zrób coś, otwórz mnie, rozbierz

Rafał Wojaczek - Wierszyk Mironowi Białoszewskiemu

Wsłuchać się do ogłuchnięcia

Wpatrzeć się do oślepnięcia

Wdyszeć się do beztchu w piersiach

Wmyśleć do unicestwienia

Ach, wykrwawić się - do Słońca!

Kochać aż do obrzydzenia

H. Poświatowska - bądź przy mnie blisko

bądź przy mnie blisko

bo tylko wtedy

nie jest mi zimno

chłód wieje z przestrzeni

kiedy myślę

jaka ona duża

i jaka ja

to mi trzeba

twoich dwóch ramion zamkniętych

dwóch promieni wszechświata

Poświatowska - ***

Zawsze kiedy chcę żyć krzyczę

gdy życie odchodzi ode mnie

przywieram do niego

mówię - życie

nie odchodź jeszcze

jego ciepła ręka w mojej ręce

moje usta przy jego uchu

szepczę

życie

- jak gdyby życie było kochankiem

który chce odejść -

wieszam mu się na szyi

krzyczę

umrę jeśli odejdziesz

Małgorzata Hillar - My z drugiej połowy XX wieku

My z drugiej połowy XX wieku

rozbijający atomy

zdobywcy księżyca

wstydzimy się

miękkich gestów

czułych spojrzeń

ciepłych uśmiechów

Kiedy cierpimy

wykrzywiamy lekceważąco wargi

Kiedy przychodzi miłość

wzruszamy pogardliwie ramionami

Silni cyniczni

z ironicznie zmrużonymi oczami

Dopiero późną nocą

przy szczelnie zasłoniętych oknach

gryziemy z bólu ręce

umieramy z miłości

Share this post


Link to post

Halina Poświatowska

Bądź przy mnie blisko

Badź przy mnie blisko

bo tylko wtedy nie jest mi zimno

chłód wieje z przestrzeni

kiedy myślę jaka ona duża

i jaka ja

to mi trzeba

twoich dwóch ramion zamkniętych

dwóch promieni wszechświata

Share this post


Link to post

Rafał Wojaczek

"Damski klub"

Chodzą wokół zielonego drzewka

Wokół choinki chodzą całkiem nago

A każda trzyma w prawej ręce świecę

A każda świeca nierówno się spala

A lewą ręką każda każdą drapie

Drapie ją w plecy aż do krwi ją drapie

Potem przykłada święcę do krwawiącej rany

Potem porzuca świece i pod drzewkiem kuca

Kucają wokół zielonego drzewka

Rodzą potworki tureckim sposobem

A potem jakby całkiem zapomniały

Gdzie były Co robiły.

ubierają się i wychodzą

Rafał Wojaczek

Mit Rodzinny

To jest kiełbasa

To jest moja matka jadalna

Ona wisi na niklowym haku

i pachnie kominem

Ona jest tania zresztą nigdy się nie drożyła

była wyrozumiała i znała możliwości

Ja jestem synem mojej matki

i pewnego młodzieńca

który nie był ostrożny

a pewnie był złośliwy

a może tylko nie wiedział

matka wtedy była zamroczona

a potem było jej żal

Teraz ja jestem głodny

a moja matka wisi

Więc wpatruję się w wystawę

i czuję

jak mi cieknie

ślina i sperma

Wiem za chwilę już nie będę się wahał

wejdę i poproszę

tę właśnie

To jest kiełbasa

To jest moja matka jadalna

A to jest mój głód dziecinny

Stanisław Grochowiak

Czyści

Wolę brzydotę

Jest bliżej krwiobiegu

Słów gdy prześwietlać

Je i udręczać

Ona ukleja najbogatsze formy

Ratuje kopciem

Ściany kostnicowe

W zziębłość posągów

Wkłada zapach mysi

Są bo na świecie ludzie tak wymyci

Że gdy przechodzą

Nawet pies nie warknie

Choć ani święci

Ąni są też cisi

Cyprian Kamil Norwid

Pióro

...Nie dbając na chmury

Panów krytyków, gorsze kładzie kalambury.

Byron. Beppo

I wlano w ciebie duszę nie anielską, czarną,

Choć białym włosem strzępisz wybujałą szyję

I wzdrygasz się w prawicy wypalonej skwarną

Posuchą - a za tobą długie żalów chryje

Albo okrągłe zera jak okrągłe grosze

Wtaczają się w rubryki, zaplecione giętko,

Jak zrachowane jaja, kiedy idą w kosze

Ostrożnie i pomału. - Czasem znowu prędko

Nierozerwany promień z ciebie głosek tryska

I znakiem zapytania jak skrzywioną wędką

Share this post


Link to post

liszka, świetny jest ten wiersz Noriwda, który wkleiłaś! Ostatnio znalazłam taki jego autorstwa:

Popiół i dyjament

Coraz to z ciebie, jako z drzazgi smolnej,

Wokoło lecą szmaty zapalone;

Gorejąc, nie wiesz, czy stawasz się wolny,

Czy to co twoje, ma być zatracone? Czy popiół tylko zostanie i zamęt,

Co idzie w przepaść z burzą – czy zostanie

Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament,

Wiekuistego zwycięstwa zaranie!

Share this post


Link to post

Catwoman, Popiół i dyjament jest cudowny, zapomniałam go wkleić.

tez Norwida, Sieroty- długi ale nie warty krojenia na kawałki.

Czy widziałeś sieroty, co w nabrzmiałym oku

Gwałtem budzą wesołość, a ta, wysilona,

Na chwilę tylko błyśnie i po chwili kona,

Zanurzając się w łoże chmurnego obłoku?

Biedne dzieci! szczęśliwe, jeśli przy nich czasem

Ktoś o zmarłych rodzicach napomknie nawiasem,

Bo wtedy w młode serca taka lubość płynie,

Jak w lilie, które zaraz otwierają usta,

Skoro promień słoneczny spod chmur się wywinie.

Biedne dzieci! z was często zamożna rozpusta

Wyśmiewa się bezkarnie; a starsi tłumaczą,

Że to dobrze: "bo czemuż głupie dzieci płaczą ?"

I znów wchodzi Wesołość, jak gość nieproszony,

Lub jak polny fijołek zagmatwany w cierni,

Gdy zwiędną wkoło niego towarzysze wierni,

A on drży, patrzy, blednie, bo na wszystkie strony,

Dokąd tylko błękitnym okiem dojrzeć może,

Wszędzie wiją się, plączą, kolczyste obroże.

Lecz nie wszystkie sieroty są tak nieszczęśliwe...

Ja widziałem młodzieńca, co w okropnej nędzy

Dniem i nocą pracował, by dostać pieniędzy,

Pieniędzy! które swoim przeważnym ciążeniem

Przytrzymywały jego matkę na tym świecie.

Teraz zaś młody człowiek sam został, z wspomnieniem,

Że gdy matka konała,

Jego czoło uwiędłą ręką przeżegnała;

I tak mu było błogo jak po deszczu w lecie,

Lub jak gdyby przechodząc dotknął się anioła,

Który wieczorem stawa przy wschodach kościoła.

Widziałem jeszcze potem innego sierotę,

Jak w wygodnym powozie przebiegał ulice,

Śmiał się do wszystkich głośno, miał rumiane lice

I różne cacka złote.

Lecz on nie był sierotą; on w języku nowym

Nieutulonym w żalu się nazywa;

I tak to zwykle piszą w liście pogrzebowym,

Który krewnych, przyjaciół i znajomych wzywa.

Potem widziałem znowu młodego człowieka,

Od którego tłum ludzi pobożnych ucieka,

A gdy ku niemu oczy obróci łaskawe,

To całej ciżby tłumne, stuoczne spojrzenie

On przyjmuje jak gdyby rzucone kamienie!

Bo on jest dziecię nieprawe.

On, tymi spojrzeniami wciąż kamienowany,

Czuje wszystkie i mógłby policzyć, jak rany,

Więc gorzko płacze.

A chociaż ma rodziców, nie wie ich siedliska,

I nieraz bije czołem w pałac granitowy,

W którym nieznany ojciec na puchach spoczywa,

I nieraz z Losem wściekłe prowadzi rozmowy,

Gdy ten pięknie wschodzące nadzieje wyrywa.

Nieszczęśliwy! wpadł jako motyl do mrowiska,

Co na próżno wytęża poszarpane skrzydła,

Na próżno chce polepszyć to życie tułacze,

Bo go zewsząd nieznane obiegły straszydła,

I przy nim, na nim, siedzą,

Przed nim, za nim, się wleką,

I biedne ciało sieką,

I biedne życie jedzą.

W końcu spotkałem jeszcze dziwnego człowieka,

Który po swych rodzicach nie nosił żałoby,

Nie rozpaczał przy ludziach, nie chodził na groby;

Lecz czasem tylko jego zapadła powieka

Przyjmowała do siebie promyczek wesela,

A ten tak blado, drżąco spod rzęsów wystrzela,

Jakby się od księżyca nauczył mrugania.

Ten człowiek od pierwszego z światem przywitania

Był bardzo nieszczęśliwy, ale się nie zrażał,

Patrzył w niebo i, pełniąc swoje obowiązki,

Na ziemię mało zważał.

On nawet w drobnych rzeczach był prześladowany,

Jakby go los trefnisiem dla siebie uczynił;

On często cierpiał potwarz, choć nic nie zawinił;

On, pragnąc zerwać różę, rwał ostre gałązki...

Ten więc człowiek, sierota, od nieszczęść ścigany,

Patrząc w górę, ze świętym uśmiechem proroctwa

Mówił do mnie, że nie ma bynajmniej sieroctwa!

Ja zaś jakoś niechcący ku niebu spojrzałem,

A niebo było gwiaździste;

W gwiazdach więc tajemnicę tych słów wyczytałem,

Bo one tam wyraźne były, oczywiste;

Potem, gdy dusza swego skosztowała chleba,

Nie mogłem się już więcej oderwać od nieba,

Które mnie wciąż ciągnęło silnym, wonnym tchnieniem.

*

I wtedy to ja, wziąwszy mój łzawy różaniec,

Zmówiłem na nim pacierz - potężnym milczeniem.

*

Teraz zaś, widząc, słysząc tyle rzeczy nowych,

Do was biegnę, wam prawdy przynoszę kaganiec,

Wam, biednym bladym dzieciom z nabrzmiałą powieką,

Co samotne jesteście w tłumach pogrzebowych,

I samotne musicie patrzyć na to wieko,

Które tak silnie serca wasze przyskrzypnęło,

Które przed wami wszystko na świecie zamknęło!

O, wy jesteście kwiatki, które Los szaleniec

Skręca, plecie, usiadłszy na najświeższym grobie,

Skręca, przędzie i plecie na torturach wieniec,

Aby nim dzikie skronie przyozdobić sobie.

Share this post


Link to post

Natomiast mój ulubiony to:

Tadeusz Miciński

Inferno

Wichry i dżdże - niebo od gromów rozdarte,

węże błyskawic i wycie szatanów -

duch mój zgnieciony głębią Oceanów

szyderstwem kłuje swą zastygłą wartę.

- Ha, Belfegorze! doli twej zazdroszczę,

bo ogień chłonąc, jak ptak nieśmiertelny -

światów gasnących bard, książę udzielny -

w

Share this post


Link to post

Rafał Wojaczek - Bądź mi

Bądź mi od stóp do głowy, od pięty do ucha

Od kolan do pachwiny, od łokcia do paznokci

Pod pachą, pod językiem, od łechtaczki do rzęs

Bądź biegunem mojego pomylonego serca

Rakiem, który mózg jedząc pozwoli poczuć mózg

Bądź wodą tlenu dla spalonych płuc

Bądź mi stanikiem, majtkami, podwiązką

Bądź kołyską dla ciała, niańką co kołysze

Jedz mi brud zza paznokci, pij miesięczna krew

Bądź żądzą i spełnieniem, rozkoszą, znowu głodem

Przeszłością i przyszłością, sekunda i wiecznością

Bądź chłopcem, bądź dziewczyną, bądź nocą i dniem

Bądź mi życiem, radością, bądź śmiercią, zazdrością

Bądź złością i pogarda nieszczęściem i nudą

Bądź Bogiem, bądź Murzynem, ojcem, matka synem

Bądź- i nie pytaj, jak Ci się wypłacę

A wtedy darmo weźmiesz najpiękniejszą zdradę:

Miłość, która obudzi śpiącą w Tobie śmierć

Stanisław Barańczak - Jeżeli porcelana to wyłącznie taka

Jeżeli porcelana to wyłącznie taka:

Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,

Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby

Nie było przykro podnieść się i odejść;

Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,

Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,

Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć

gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki

na inną ulicę, kontynent, etap dziejowy

lub świat

Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?

Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?

Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy

w świecie

czuł się jak u siebie w domu?

Share this post


Link to post

liszka, zbyt przytłaczający:)

Bardzo lubię wiersze Baczyńskiego, chyba najlepszym jego wierszem jest ten poniżej. Kwintesencja poezji.

Niebo złote ci otworzę,

w którym ciszy biała nić

jak ogromny dźwięków orzech,

który pęknie, aby żyć

zielonymi listeczkami,

śpiewem jezior, zmierzchu graniem,

aż ukaże jądro mleczne

ptasi świt.

Ziemię twardą ci przemienię

w mleczów miękkich płynny lot,

wyprowadzę z rzeczy cienie,

które prężą się jak kot,

futrem iskrząc zwiną wszystko

w barwy burz, w serduszka listków,

w deszczów siwy splot.

I powietrza drżące strugi

jak z anielskiej strzechy dym

zmienię ci w aleje długie,

w brzóz przejrzystych śpiewny płyn,

aż zagrają jak wiolonczel

żal - różowe światła pnącze,

pszczelich skrzydeł hymn.

Jeno wyjmij mi z tych oczu

szkło bolesne - obraz dni,

które czaszki białe toczy

przez płonące łąki krwi.

Jeno odmień czas kaleki,

zakryj groby płaszczem rzeki,

zetrzyj z włosów pył bitewny,

tych lat gniewnych

czarny pył.

Share this post


Link to post

Wisława Szymborska „Konkurs piękności męskiej"

"Od szczęk do pięty wszedł napięty,

Oliwne na nim firmamenty,

Ten tylko może być wybrany,

Kto jest jak strucla zasupłany.

Z niedźwiedziem bierze się za bary

groźnym (chociaż go wcale nie ma).

Trzy niewidzialne jaguary

padają pod ciosami trzema.

Rozkroku mistrz i przykucania

Brzuch ma w dwudziestu pięciu minach.

Biją mu brawo, on się kłania

Na odpowiednich witaminach."

Share this post


Link to post

Wszelkie wiersze ks. Jana Twardowskiego.

A w szczególności "Szukasz":

Szukasz prawdy ale nie tajemnic

Liścia bez drzewa

Wiedzy a nie zdziwienia

Boisz się oprzeć na tym czego nie można dotknąć

Zaczynasz od sukcesu wielki i zbędny

Nie milczysz ale pyskujesz o Bogu

Chcesz być kochany ale sam nie umiesz kochać

Myślisz że sobie zawdzięczasz wyrzuty sumienia

Nie wiesz że dowodem na istnienie jest to że tego dowodu nie ma

Inteligentny i taki niemądry.

Piękny.

Share this post


Link to post

O tym-że dumać na paryskim bruku,

Przynosząc z miasta uszy pełne stuku

Przeklęstw i kłamstwa, niewczesnych zamiarów,

Zapóźnych żalów, potępieńczych swarów!

Biada nam zbiegi, żeśmy w czas morowy

Lękliwe nieśli za granicę głowy.

Bo gdzie stąpili, rosła przed nim trwoga,

W każdym sąsiedzi znajdowali wroga,

Aż nas objęto w ciasny krąg łańcucha

I każą oddać co najprędzej ducha.

A gdy na żale tén świat nie ma ucha!

Gdy ich co chwila nowina przeraża,

Bijąca z Polski jako dzwon smętarza,

Gdy im prędkiego zgonu życzą straże,

Wrogi ich wabią z dala jak grabarze!

Gdy w niebie nawet nadziei nie widzą!

Nie dziw, że ludzi, świat, siebie ohydzą,

Że utraciwszy rozum w mękach długich,

Plwają na siebie i żrą jedni drugich!

Chciałem pominąć, ptak małego lotu,

Pominąć strefy ulewy i grzmotu

I szukać tylko cienia i pogody,

Wieki dzieciństwa, domowe zagrody...

Jedyne szczęście, kto w szarej godzinie

Z kilku przyjaciół usiadł przy kominie,

Drzwi od Europy zamykał hałasów,

Wyrwał się z myślą ku szczęśliwym czasóm

I dumał, myślił o swojej krainie..

Ale o krwi tej, co się świeżo lała,

O łzach, którymi płynie Polska cała,

O sławie, która jeszcze nie przebrzmiała!

O nich pomyślić - nie mieliśmy duszy.

Bo naród bywa na takiej katuszy,

Że kiedy zwróci wzrok ku jego męce,

Nawet Odwaga załamuje ręce.

Te pokolenia żałobami czarne,

Powietrze tylu klątwami ciężarne,

Tam myśl nie śmiała zwrócić lotów,

W sferę okropną nawet ptakom grzmotów

O Matko Polsko! Ty tak świeżo w grobie

Złożona - nie ma sił mówić o tobie!

Ach! czyjeż usta śmią pochlebiać sobie,

Że dzisiaj znajdą to serdeczne słowo,

Które rozczula rozpacz marmorową,

Które z serc wieko podejmie kamienne,

Rozwiąże oczy tylą łez brzemienne

I sprawia, że łza przystygła wypłynie,

Nim się te usta znajdą, wiek przeminie.

Kiedyś - gdy zemsty lwie przehuczą ryki,

Przebrzmi głos trąby, przełamią się szyki,

Gdy orły nasze lotem błyskawicy

Spadną u dawnej Chrobrego granicy,

Gdy ciał podjedzą i krwią całe spłyną,

I skrzydła wreszcie na spoczynek zwiną,

Gry wróg ostatni wyda krzyk boleści,

Umilknie, światu swobodę obwieści-

Wtenczas, dębowym liściem uwieńczeni,

Rzuciwszy miecze, siądą rozbrojeni!

Rycerze nasi zechcą słuchać pieni!

Gdy świat obecnej doli pozazdrości,

Będą czas mieli słuchać o przeszłości!

Wtenczas zapłaczą, nad ojców losami,

I wtenczas łza ta ich lica nie splami.

Dziś dla nas, w świecie nieproszonych gości,

W całej przeszłości i w całej przyszłości

Jedna już tylko jest kraina taka,

W której jest trochę szczęścia dla Polaka,

Kraj lat dziecinnych! On zawsze zostanie

Święty i czysty, jak pierwsze kochanie,

Nie zaburzony błędów przypomnieniem,

Nie podkopany nadziei złudzeniem,

Ani zmieniony wypadków strumieniem.

Gdziem rzadko płakał, a nigdy nie zgrzytał,

Te kraje rad bym myślami powitał,

Kraje dzieciństwa, gdzie człowiek po świecie

Biegł jak po łące, a znał tylko kwiecie

Miłe i piękne, jadowite rzucił,

Ku pożytecznym oka nie odwrócił.

Ten kraj szczęśliwy ubogi i ciasny!

Jak świat jest boży, tak on był nasz własny,

Jakże tam wszystko do nas należało,

Jak pomnim wszystko, co nas otaczało:

Od lipy, która koroną wspaniałą

Całej wsi dzieciom użyczała cienia

Aż do każdego strumienia, kamienia,

Jak każdy kątek ziemi był znajomy

Aż po granicę, po sąsiadów domy.

I tylko krajów tych obywatele

Jedni zostali wierni przyjaciele

Jedni dotychczas sprzymierzeńcy pewni!

Bo któż tam mieszkał - matka, bracia, krewni,

Sąsiedzi dobrzy, kogo z nich ubyło,

Jakże tam o nim często się mówiło,

Ile pamiątek, jaka żałość długa,

Tam gdzie do pana przywiązańszy sługa

Niż w innych krajach małżonka do męża,

Gdzie żołnierz dłużej żałuje oręża

Niż tu syn ojca; po psie płaczą szczerze

I dłużej niż tu lud po bohaterze.

I przyjaciele wtenczas pomogli rozmowie,

I do piosnki rzucali mnie słowo za słowem,

Jak bajeczne żurawie nad dzikim ostrowem,

Nad zaklętym pałacem przelatując wiosną

I słysząc zaklętego chłopca skargę głośną,

Każdy ptak chłopcu jedno pióro zrucił,

On zrobił skrzydła i do swoich wrócił...

O gdybym kiedy dożył tej pociechy,

Żeby te księgi zbłądziły pod strzechy,

Żeby wieśniaczki, kręcąc kołowrotki,

Gdy odśpiewają ulubione zwrotki

O tej dziewczynie, co tak grać lubiła,

Że przy skrzypeczkach gąski pogubiła,

O tej sierocie, co piękna jak zorze,

Zaganiać gąski szła w wieczornej porze,-

Gdyby też wzięły na koniec do ręki

Te księgi proste jako ich piosenki.

Tak za dni moich przy wiejskiej zabawie,

Czytano nieraz pod lipą na trawie

Pieśń o Justynie, powieść o Wiesławie.

A przy stoliku drzemiący pan włodarz

Albo ekonom, lub nawet gospodarz,

Nie bronił czytać i sam słuchać raczył,

I młodszym rzeczy trudniejsze tłumaczył,

chwalił piękności, a błędom wybaczył.

I zazdrościła młodzież wieszczów sławie,-

Która tam dotąd brzmi w lasach i w polu,

I którym droższy niż laur Kapitolu,

Wianek rękami wieśniaczki osnuty,

Z modrych bławatków i zielonej ruty.

Adam Mickiewicz

Share this post


Link to post

Moje dwie perełki:

Halina Poświatowska, Czy świat...

Czy świat umrze trochę

kiedy ja umrę

patrzę patrzę

ubrany w lisi kołnierz

idzie świat

nigdy nie myślałam

że jestem włosem w jego futrze

zawsze byłam tu

on - tam

a jednak

miło jest pomyśleć

że świat umrze trochę

kiedy ja umrę

Agnieszka Osiecka, Na zakręcie.

Dobrze się pan czuje?

To świetnie,

właśnie widzę - jasny wzrok, równy krok

jak w marszu.

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.

Moje prawo to jest pańskie lewo.

Pan widzi: krzesło, ławkę, stół,

a ja - rozdarte drzewo.

Bo ja jestem, proszę pana, na zakręcie.

Ode mnie widać niebo przekrzywione.

Pan dzieli każdą zimę, każdy świt na pół.

Pan kocha swoja żonę.

Pora wracać, bo papieros zgaśnie.

Niedługo, proszę pana, będzie rano.

Żona czeka, pewnie wcale dziś nie zaśnie.

A robotnicy wstaną.

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.

Migają światła rozmaitych możliwości.

Pan mówi: basta, pauza, pat.

I pan mi nie zazdrości.

Lepiej chodźmy, bo papieros zgaśnie.

Niedługo, pan to czuje, będzie rano.

Ona czeka, wcale dziś nie zaśnie.

A robotnicy wstaną.

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.

Choć gdybym chciała - bym się urządziła.

Już widzę: pieska, bieska, stół.

Wystarczy, żebym była mila.

Pan był także, proszę pana, na zakręcie.

Dziś pan dostrzega, proszę pana, te realia.

I pan haruje, proszę pana, jak ten wół.

A moje życie się kolebie niczym balia.

Pora wracać, już śpiewają zięby.

Niedługo, proszę pana, będzie rano.

Iść do domu, przetrzeć oczy, umyć zęby.

Nim robotnicy wstaną.

Share this post


Link to post

Wisława Szymborka " Na wieży Babel"

- Która godzina? - Tak, jestem szczęśliwa,

i brak mi tylko dzwoneczka u szyi,

który by brzęczał nad tobą, gdy śpisz.

- Więc nie słyszałaś burzy? Murem targnął wiatr,

wieża ziewnęła jak lew, wielką bramą

na skrzypiących zawiasach. -Jak to, zapomniałeś?

Miałam na sobie zwykłą szarą suknię

spinaną na ramieniu. - I natychmiast potem

niebo pękło w stu błysku. -Jakże mogłam wejść,

przecież nie byłeś sam. - Ujrzałem nagle

kolory sprzed istnienia wzroku. - Szkoda,

że nie możesz mi przyrzec. - Masz słuszność,

widocznie to był sen. - Dlaczego kłamiesz,

dlaczego mówisz do mnie jej imieniem,

kochasz ją jeszcze?-O tak, chciałbym,

żebyś została ze mną. - Nie mam żalu,

powinnam była domyślić się tego.

- Wciąż myślisz o nim? - Ależ ja nie płaczę.

- I to już wszystko? - Nikogo jak ciebie.

- Przynajmniej jesteś szczera. - Bądź spokojny,

wyjadę z tego miasta. -Bądź spokojna,

odejdę stąd. - Masz takie piękne ręce.

- To stare dzieje, ostrze przeszło

nie naruszając kości. - Nie ma za co,

mój drogi, nie ma za co. - Nie wiem

i nie chcę wiedzieć, która to godzina .

Share this post


Link to post
Wisława Szymborka " Na wieży Babel"
strasznie wzrusza mnie ten wiersz, zwłaszcza to
Dlaczego kłamiesz' date='

dlaczego mówisz do mnie jej imieniem,

kochasz ją jeszcze?-O tak, chciałbym,

żebyś została ze mną. - Nie mam żalu,

powinnam była domyślić się tego.

- Wciąż myślisz o nim? - Ależ ja nie płaczę.

- I to już wszystko? - Nikogo jak ciebie.

- Przynajmniej jesteś szczera. - Bądź spokojny,

wyjadę z tego miasta. -Bądź spokojna,

odejdę stąd. - Masz takie piękne ręce.

- To stare dzieje, ostrze przeszło

nie naruszając kości. - Nie ma za co,

mój drogi, nie ma za co. - Nie wiem

i nie chcę wiedzieć, która to godzina .[/quote']

Gdy przeczytałam go pierwszy raz płakałam jak głupia nad tomikiem Szymborskiej.

Skoro jesteśmy przy Pani Szymborskiej to "Powroty" jest genialny

Wrócił. Nic nie powiedział.

Było jednak jasne, że spotkała go przykrość.

Położył się w ubraniu.

Schował głowę pod kocem.

Podkurczył kolana.

Ma około czterdziestki, ale nie w tej chwili.

Jest -- ale tylko tyle ile w brzuchu matki

za siedmioma skórami, w obronnej ciemności.

Jutro wygłosi odczyt o homeostazie

w kosmonautyce metagalaktycznej.

Na razie zwinął się, zasnął.

Share this post


Link to post

Stanisław Barańczak - NN próbuje sobie przypomnieć słowa modlitwy

Ojcze nasz, któryś jest niemy,

który nie odpowiesz na żadne wołanie,

a tylko rykiem syren co rano dajesz znać, że świat

ciągle jeszcze istnieje,

przemów:

ta dziewczyna jadąca tramwajem do pracy

w tandetnym płaszczu z trzema pierścionkami

na palcach, z resztą snu w zapuchniętych oczach,

musi usłyszeć Twój głos,

musi usłyszeć Twój głos, by się zbudzić

w ten jeszcze jeden świt.

Ojcze nasz, ktory nic nie wiesz,

ktory nie patrzysz nawet na tę ziemię,

a tylko codzienną gazetą obwieszczasz, że świat, że nasz świat,

trwa uporządkowany: spójrz,

ten mężczyzna siedzący za stołem, schylony

nad kotletem mielonym, setką wódki, płachtą

popołudniówki tłustą od sosu i druku,

musi wiedzieć, że ty także wiesz,

musi wiedzieć, że wiesz, aby przeżyć

ten jeszcze jeden dzień.

Ojcze nasz, którego nie ma,

Którego imienia nikt nawet nie wzywa

prócz dydaktycznych broszur piszących Cię z małej litery, bo świat

radzi sobie bez Ciebie,

bądź:

ten człowiek, który kładzie się spać i przelicza

wszystkie te dzisiejsze

kłamstwa, lęki, zdrady,

wszystkie hańby konieczne i usprawiedliwione

musi wierzyć, żeś jednak jest,

musi wierzyć, żeś jest, aby przespać

tę jeszcze jedną noc.

Share this post


Link to post

Grzegorz Przemyk

"Jeśli przyjdziesz"

W dniu w którym przyjdziesz po mnie

Nie umyję zębów

Nie będę musiał także zmieniać ubrania

Tylko buty włożę

Na długą drogę

Najpierw pokażesz mi słońce

Wyciągniemy do niego dłonie

I nasze postacie zostaną tak

A my pójdziemy dalej

Potem pokażesz mi wodę

Napijemy się Jej

Schylone postacie zostaną tak

A my pójdziemy dalej

Rajskie jabłka

Co głód cudownie zaspokajają i radość czułą przynoszą

W cieniu drzewa jeść będziemy

Żadnego węża nie będzie

Zostaną pod drzewami przytulone mocno postacie

A my weźmiemy trochę owoców na drogę

I pójdziemy dalej

Ludzi mi nie pokażesz nie możesz

A tych co możesz nie chcesz czy nie potrafisz

Gdy zapadnie noc księżycowa i gwieździsta

Zaprowadzisz mnie na miejsce

Gdzie bije serce Ziemii

Wsłuchane sylwetki przytulą twarz do niej

Zostaną

A my pójdziemy w kierunku ogromnej skały

Powoli wspinać się będziemy

A gdy osiągniemy szczyt

Zobaczysz miliony spadających czy wznoszących się gwiazd

Lecz nie będziemy mieli żadnych życzeń

Staniemy na skraju i nie patrząc na siebie skoczymy

Nasze cienie zostaną - może zawrócą

A my lecieć będziemy frunąć gdzieś

Jeśli przyjdziesz...

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

"Miłość"

Nie widziałam cię już od miesiąca.

I nic.

Jestem może bledsza,

trochę śpiąca

trochę bardziej milcząca

lecz widać można żyć bez powietrza.

Jan Twardowski

"Miłość"

Jest miłość trudna

jak sól czy po prostu kamień do zjedzenia

jest przewidująca

taka co grób zamawia wciąż na dwie osoby

niedokładna jak uczeń co czyta po łebkach

jest cienka jak opłatek bo wewnątrz wzruszenie

Jest miłość wariatka egoistka gapa

jak jesień lekko chora z księżycem kłamczuchem

jest miłość co była ciałem a stała się duchem

i ta co nie odejdzie - bo znów niemożliwa

Share this post


Link to post

Leopold Staff

Więc można kochać...

Więc można kochać i nie wiedzieć o tem?

Po przypadkowym, najkrótszym spotkaniu

Dłoń sobie wzajem podać w pożegnaniu

I w dusz spokoju odejść — z bezpowrotem...

Lecz już nazajutrz, ledwo po rozstaniu,

W dzień ów zabłądzić pamięci przelotem

I stając, jakby przed czemś cudnem, złotem,

Uczuć się nagle sercem — na wygnaniu!

I odtąd wracać wstecz, wciąż i na próżno,

Przesiewać przeszłość wspomnienia przetakiem,

By coś w niej znaleźć, co było żywotem!

Lecz smęt mży jeno szarym suchym makiem,

Jak proch w klepsydrze, co szemrze: "Za późno!..."

Ach, można kochać i nie wiedzieć o tem!

Krzysztof Kamil Baczyński

Biała magia

Stojąc przed lustrem ciszy

Barbara z rękami u włosów

nalewa w szklane ciało

srebrne kropelki głosu.

I wtedy jak dzban - światłem

zapełnia się i szkląca

przejmuje w siebie gwiazdy

i biały pył miesiąca.

Przez ciała drżący pryzmat

w muzyce białych iskier

łasice się prześlizną

jak snu puszyste listki.

Oszronią się w nim niedźwiedzie,

jasne od gwiazd polarnych,

i myszy się strumień przewiedzie

płynąc lawiną gwarną.

Aż napełniona mlecznie,

w sen się powoli zapadnie,

a czas melodyjnie osiądzie

kaskadą blasku na dnie.

Więc ma Barbara srebrne

ciało. W nim pręży się miękko

biała łasica milczenia

pod niewidzialną ręką.

Share this post


Link to post

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

"Miłość"

Nie widziałam cię już od miesiąca.

I nic.

Jestem może bledsza,

trochę śpiąca

trochę bardziej milcząca

lecz widać można żyć bez powietrza.

ks. Jan Twardowski

Bliścy i oddaleni

Bo widzisz tu są tacy którzy się kochają

i muszą się spotkać aby się ominąć

bliscy i oddaleni jakby stali w lustrze

piszą do siebie listy gorące i zimne

rozchodzą się jak w śmiechu porzucone kwiaty

by nie wiedzieć do końca czemu tak się stało

są inni co się nawet po ciemku odnajdą

lecz przejdą obok siebie bo nie śmią się spotkać

tak czyści i spokojni jakby śnieg się zaczął

byliby doskonali lecz wad im zabrakło

bliscy boją się być blisko żeby nie być dalej

niektórzy umierają-to znaczy już wiedzą

miłości się nie szuka jest albo jej nie ma

nikt z nas nie jest samotny tylko przez przypadek

są i tacy co się na zawsze kochają

i dopiero dlatego nie mogą być razem

jak bażanty co nigdy nie chodzą parami

można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie

nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem.

Share this post


Link to post

"Na wieży Babel" W. Szymborska

- Która godzina?- Tak, jestem szczęśliwa, i brak mi tylko dzwoneczka na szyi, który by brzęczał nad tobą, gdy spisz.

- Więc nie słyszałaś burzy? Murem targnął wiatr, wieża ziewnęła jak lew, wielką bramą na skrzypiących zawiasach.

- Jak to zapomniałeś? Miałam na sobie zwykłą szarą suknię spinaną na ramieniu.- I natychmiast potem niebo pękło w stubłysku.

- Jakże mogłam wejść, przecież nie byłeś sam.- Ujrzałem nagle kolory sprzed istnienia wzroku.

- Szkoda, że nie możesz mi przyrzec.- Masz słuszność, widocznie to był sen.

- Dlaczego kłamiesz, dlaczego mówisz do mnie jej imieniem, kochasz ją jeszcze?- O tak, chciałbym, żebyś została ze mną.

- Nie mam żalu, powinnam była domyślić się tego.- Wciąż myślisz o nim?

- Ależ ja nie płaczę.- I to juz wszystko?

- Nikogo jak ciebie.- Przynajmniej jesteś szczera.

- Bądź spokojny, wyjadę z tego miasta.- Bądź spokojna, odejdę stąd.

- Masz takie piękne ręce.- To stare dzieje, ostrze przeszło nie naruszając kości.

- Nie ma za co, mój drogi, nie ma za co.- Nie wiem i nie chcę wiedzieć, która to godzina.

Share this post


Link to post

Bursa Andrzej

Pantofelek

Dzieci są milsze od dorosłych

zwierzęta są milsze od dzieci

mówisz że rozumując w ten sposób

muszę dojść do twierdzenia

że najmilszy jest mi pierwotniak pantofelek

no to co

milszy mi jest pantofelek

od ciebie ty skurwysynie.

Sylogizm prostacki

Za darmo nie dostaniesz nic ładnego

zachód słońca jest za darmo

a więc nie jest piękny

ale żeby rzygać w klozecie lokalu prima sorta

trzeba zapłacić za wódkę

ergo

klozet w tancbudzie jest piękny

a zachód słońca nie

a ja wam powiem że bujda

widziałem zachód słońca

i wychodek w nocnym lokalu

nie znajduję specjalnej różnicy.

Share this post


Link to post

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!


Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.


Sign In Now

  • Who's Online (See full list)

    • yiliyane
  • Chatbox

    Load More
    You don't have permission to chat.
  • Recent Status Updates

    • Filip

      Filip

      Słoneczny Filip niczym Słoneczny Patrol 8-) 
      · 4 replies
    • Shady-Lane90

      Shady-Lane90

      Rzadko o coś proszę.
      Ale dzisiaj - proszę Was o pomoc.
      https://zrzutka.pl/bf8wmk
      · 0 replies
    • Shady-Lane90

      Shady-Lane90  »  Filip

      Fifi! Do lekcji! ;D 
      · 3 replies
    • Martusiaaaaaa92

      Martusiaaaaaa92

      Po zamachu na London Bridge media i politycy mówią dobrze o tutejszych Polakach jak nigdy Co ciekawe, głównie lewicowi politycy i media, by pokazać, że imigranci z UE nie są tacy źli jak ich zwolennicy brexitu przedstawiają. Zwłaszcza, że drugi z bohaterów, rodowity Brytyjczyk, okazał się nie być bez skazy: jest mordercą niepełnosprawnej dziewczyny, który dopiero co wyszedł przedterminowo z więzienia.
      · 3 replies
    • Filip

      Filip

      Herbaty dawno nie piłem, tym bardziej na czas, ale podoba mi się kreatywność tych tytułów, z niecierpliwością czekam na następne.  
      · 16 replies
  • Posts

    • Kerosine
      Arcturus
      Znam i lubię, natrafiłam nań bodajże poszukując rozmaitych kulturowych odniesień do postaci Buki - a tak się składa, że jeden z utworów Arcturusa, Hufsa, poświęcony jest właśnie jej [skądinąd to także jeden z nielicznych przypadków gdy wersja koncertowa danego kawałka brzmi o wiele lepiej niż studyjna]. Niekoniecznie najłatwiejsza w odbiorze muzyka [tak jak napisała @Nineku - w zasadzie esencja skandynawskiej awangardy] wymagająca co najmniej kilku przesłuchań, jednak po głębszym zapoznaniu się
    • Gloria
      Wizyta u psychoterapeuty
      Też miałem na początku takie nastawienie ( i rzeczywiście przy wizycie u psychologa to się sprawdzało), ale zaryzykowałem i u psychoterapeuty było w porządku. I też co istotne było, że terapeuta sam mówił, że mu nie zależy na pieniądzach i też, że patrzy na mnie pod tym kątem (w rozumieniu: nie chcę Cię naciągać na kasę). W przypadku 2 z 4 wizyt na pewno przeciągnąłem czas, a w tym w 1 przypadku z 1 godziny zrobiły się ponad 2... (zapłaciłem za 1) i jeszcze pytał się mnie, czy mam jeszcze jakieś
    • Kerosine
      Piosenka, której obecnie najczęściej słuchasz?
      Chyba odrobinkę zbyt łatwo wpada w ucho, aby bardziej zaawansowani znawcy ciężkich brzmień mogli określić to jako gustowne, ale chu... i tak słucham w pętli ;D 
    • Kerosine
      Hity i Kity Spożywcze
      To jeszcze nic... ta sama Inna Bajka ma w swojej ofercie także ciecierzotto oraz [uwaga, nadchodzi skojarzenie z Bobo Frutem] soczotto ;D Ten producent zdecydowanie jest liderem w zakresie kulinarno-językowych innowacji. Ogólnie jednak tak, zgadzam się jak najbardziej z komentarzem. "Potrawka z kaszy / ciecierzycy / soczewicy" [przykładowo] byłaby zapewne o wiele lepszym i bardziej naturalnie brzmiącym wyborem, aczkolwiek z drugiej strony rozumiem, że w marketingu liczy się zwięzłość nazwy
    • Slipknot87
      Jak zrozumieć zachowanie dziewczyny
      Byc moze ma inne ale widzialem jak sie zachowuje przed zerwaniem kontaktu i sama mowila o nienawisci itp. no i znam ja troche. No zalezy i nie mam jej tego za zle, pisze tylko ze w ogole sie nie spodziewalem odzewu. W sumie kiedys mowila ze nie daje jej tam wsparcia i obecnosci (co bylo troche trudne na tamten moment) ale masz racje moze go nie potrzebowac. Mysle jednak ze czesto ludzie czuja jakas potrzebe naprawienia bledow po czasie nawet jesli do konca nie jest to potrzebne lub sluszne. Wyrz