Jump to content

samolotem


dziewczyna_z_kosmosu

Czy leciałeś/aś samolotem ? Jeśli tak ile razy ?  

83 members have voted

  1. 1.

    • Nie, ale bardzo bym chciaÅ?/a
      22
    • Nie leciaÅ?em/am
      22
    • 1
      4
    • 2
      12
    • 3
      2
    • 4
      5
    • 5
      0
    • 5 do 9
      6
    • 10 do 20
      6
    • powyżej 20
      5


Recommended Posts

Posted

Latam dużo i w sumie nawet to lubię, chociaż wolę jeździć autem (jako pasażer oczywiście). Fakt, lądowania są cholernie nieprzyjemne i czasami się człowiek tak nudzi, a tu nie można się ułożyć i zasnąć, bo niewygodnie albo dzieci płaczą non stop, albo jakiś bachor kopie ci w fotel calusieńki lot... Lubię jak jest ładna pogoda, dzień i mogę obserwować nad czym przelatujemy. Co dziwne, w samolocie jakoś nie odczuwam lęku wysokości.

Link to comment
  • 2 months later...
  • 2 weeks later...
Posted

Nie leciałam jeszcze nigdy samolotem i mam nadzieję, że nie będę musiała.

Link to comment
Posted

Nie, nie boję się latać samolotem. Ba. Kocham to. Przeraża mnie jedynie straszna nuda.

Za 2 tygodnie zrobię łącznie 4 loty. Razem ze wszystkimi przesiadkami, czasem lotu i tak dalej, wyszło mi 15 godzin w jedną stronę. 30 godzin w obydwie. Ehh.

Wolę samoloty. Wygodne, przyjemne, szybkie. Nienawidzę wszystkich samochodów czy autobusów. Raz, że zawsze byłem zmuszony do długich, kilkudniowych podróży samochodem lub autobusem w strasznym ścisku, bo moi rodzice boją się latać. Dwa, że są strasznie niewygodnie i nawet nie idzie jak zasnąć czy odpocząć. Mam traumę.

Link to comment
Ulquiorra
Posted

Leciałem dwa razy. Uważam to za nic specjalnego, nuda, wieeeelka nuda.

Link to comment
  • 2 months later...
Posted

Ostatnio samolotem leciałam yy... wczoraj ; d Z USA.

Samolotem latam bardzo często, najczęściej na jakieś wczasy lub do rodziny do Francji.

Pamiętam, że przed pierwszym lotem bardzo się bałam, a teraz już wchodzę do samolotu na zupełnym luzie.

Link to comment
Posted

Leciałam kilka razy. Lot samolotem nie wywołuje we mnie większych emocji niż poruszanie się innymi środkami transportu. Może jedynie to czego nie lubię, to samotnego odnajdywania odpowiednich terminali w innych krajach. :)

Link to comment
givemereason
Posted

nigdy nie leciałam, mając taką możliwość pewnie bym wykorzystała, ale nie mam jakichś niespełnionych marzeń na tym tle

Link to comment
  • 1 month later...
Posted

Hej, jakby ktoś chciał się przelecieć w przestępnej cenie po kraju (30zł w 1 stronę) to piszcie ;-) Latam hobbystycznie już dużo i chętnie z kimś polecę.

Link to comment
Posted

W ciągu tego roku 6 razy. Choć to faktycznie jakoś tak się złożyło. Przez wcześniejsze lata uzbierałoby się w sumie drugie razy tyle. Wcześniej była to kwestia głównie kasy, teraz bywają takie promocje, że nie opłaca się myśleć o pociągu.

Lubię to, że można pokonać sporą odległość w krótkim czasie (Pociąg do Serbii jedzie 24 godziny- z przesiadką, samolotem -1,5 h :mrgreen: ), można trafić na promocje które przy dużym dystansie opłacają się niebywale.

Nie lubię za to tego całego procesu odprawy- że w sumie czekanie na odprawę trwa czasem drugie tyle co lot ;) Nie przepadam też za limitami bagażu, w których często się nie mieszczę :P ale już jestem mistrzem ściemniania w tej kwestii. Spanie na lotnisku, opóźnienia- to też mnie nie rajcuje, ale mając na koncie spanie na lotnisku a spanie na dworcu kolejowym wybieram to pierwsze. (czystej posadzki mi się zachciało :mrgreen: )

I zawsze mam taki lekki niepokój- nawet nie tyle o bezpieczeństwo co, że zaginie mój bagaż, albo okaże się że z rezerwacją coś nie tak:P Ale tak generalnie to jestem nastawiona pozytywnie. Nie że uwielbiam, ale też się nie boję. Wsiadam i lecę, bez filozofowania.

Za to nienawidzę, jak ktoś bliski mi leci samolotem, a ja czekam na wieść czy doleciał.

Matko boska, nie mogę spać, nie mogę jeść, o niczym innym nie myślę, tylko o turbulencjach.

Luby jutro wraca z Madrytu- już mam reisefieber w jego intencji. Siostra tez lata dużo- i ostatnio też zawału dostawałam. Przyjaciółki- to samo. Wszyscy mają obowiązek zameldować się jak tylko dotkną stopą ziemi. 5 minut po godzinie planowanego lądowania- o ile nie dostane wieści- panikuję :mrgreen:

A jak latamy razem to się nie martwię w ogóle. :mrgreen:

Link to comment
Posted

Nie leciałam. Do tej pory jak miałam wybór gnieżdżenie się 40h w autokarze/pociągu i samolot wybierałam pierwszą opcję. Mam urojenia i boję się wsiąść na pokład samolotu, a wiem, że na 90% na przyszłe wakacje mnie to czeka, jeśli wypalą wszystkie plany.

Chciałabym, ale się boję i sądzę, że gdy bedę miała opcję śmierdzący autokar vs. samolot wybiorę autokar.

Link to comment
Posted

Ja w tym roku leciałem 38 razy, jutro kolejne dwa loty, w czwartek kolejne dwa :) Tylko niestety brakuje mi współtowarzyszki w moim wieku (17l) do latania, przez co zrezygnowałem z kilku podróży już, gdyż strasznie nie lubię samotności, no ale co zrobić. Zastanawiam się czy jutro lecieć, ale chyba tak, bo potem mam przerwę 1,5msc w lataniu.

Fajnie by było poznać jakąś dziewczynę w moim wieku, która równie chętnie by podróżowała. Jak coś to jestem otwarty na propozycje ;) A i ceny biletów wbrew pozorom nie są drogie, po Europie nie płacę nigdy więcej jak 100zł, choć i często nawet poniżej 50zł wychodzi :P

Mam urojenia i boję się wsiąść na pokład samolotu

Według wyliczeń Międzynarodowej Organizacji Transportu Lotniczego, w ramach globalnego wskaźnika wypadków lotniczych, w 2009 roku jeden wypadek lotniczy przypadał na 1,4 mln lotów. Oznacza to, że jeśli jedna osoba latałaby codziennie samolotem, to statystycznie rzecz biorąc, mogłaby ona latać bez wypadku przez 3859 lat.

Link to comment
  • 2 weeks later...
Posted

Leciałem, leciałem. Fantastyczne uczucie za każdym razem :)

Przyjemne, ale loty powyżej 5-6 godzin są już bardzo męczące :) Przynajmniej dla mnie.

No i obowiązkowo guma do żucia, uszy mi się często zatykają :/

Link to comment
  • 2 weeks later...
Posted

Leciałam raz, w te wakacje. Okropnie się bałam startu, potem samego lotu. Jak podchodziliśmy do lądowania, to się uspokoiłam. Myślę, że jak będę lecieć jeszcze raz, to będzie już w porządku, za pierwszym razem strach jest chyba uzasadniony. ;)

Link to comment
Posted

Ja jeszcze nie leciałem, chciałbym ale nie jakoś koniecznie, jeżeli będzie okazja to ok, ale jak nie to nie spieszy mi się w chmury ;)

Link to comment
Posted

Leciałam i zakochałam się w tym uczuciu ( jeśli taka miłość może istnieć ;) od pierwszego, że tak powiem lotu.

Kocham, uwielbiam etc. Widok nocą- niezapomniany, tak samo zresztą jak towarzyszące temu emocje. Mam nadzieję, że będę miała okazję polecieć gdzieś,nie raz;)

Link to comment
  • 7 months later...
Posted
Nie leciałam jeszcze nigdy samolotem i mam nadzieję, że nie będę musiała.

A jednak musiałam się przełamać i do samolotu wsiąść. Powiem szczerze - niesamowite uczucie! Bardzo mi się spodobało, chociaż nadal startowanie i lądowanie wzbudza we mnie strach. Ale sama podróż - mogę latać, fajne uczucie, no i te widoki ^^

cierpię na lęk wysokości [połączony z lękiem przestrzeni], a choć nie stanowi on podobno problemu w czasie przebywania na pokładzie ani wyglądania przez malutkie, wąskie okienka,

Według moich obserwacji - stanowi on problem. Sama mam lęk wysokości i wyglądanie przez te okienka były dla mnie mega traumatycznym przeżyciem - dałam radę, ale było warto.

Link to comment
Posted

Kilka razy leciałam, na początku jest to dziwne uczucie.

Jak samolot startuje to baaardzo mocno i bardzo długo wciska w fotel. Sportowe samochody się chowają po prostu, samolot ma takie przyspieszenie, że normalnie czuje się tę moc całym ciałem. Potem samolot odrywa się od ziemi i leci ostro w górę, więc siedzi się pod sporym kątem.

Zaraz potem następuje najgorszy dla mnie moment: samolot już osiąga wysokość i nie musi lecieć pod górę, więc piloci ustawiają go "normalnie". Więc chwilami "spada" ostro w dół, szuka przestrzeni w powietrzu, buja się, kołysze (jakby był w wodzie) momentami ma się wrażenie, jakby to było poza kontrolą pilotów. Wtedy też skręcają oni ster, żeby polecieć w odpowiednią stronę. Ogólnie te wrażenia, kiedy samolot już ma wysokość, ale trzeba go "ustawić" w odpowiednią stronę, są raczej nieprzyjemne. Bardzo bezpośrednio czuje się skręcanie maszyny, pływanie w powietrzu, słychać różne trzaski, wszystko trzeszczy i chrupie.

Kiedy samolot podchodzi do lądowania, wtedy obniża lot i czasami błyskawicznie spada kilkadziesiąt metrów w dół, też nie jest to przyjemne. Serce potrafi szybciej zabić. Samo lądowanie to tylko minimalne, leciutkie uderzenie, stuknięcie kół o płytę i prawie się tego nie czuje.

W samolocie jest na ogół bardzo głośno. To, co pokazują na filmach, jest ściemą. Trudno rozmawiać ze stewardessą, ze współpasażerami. Nawet tymi siedzącymi blisko. Dobrze wziąć gumę do żucia, bo zatykają się uszy.

To już zależy od samolotu, ale te małe z napędem turbośmigłowym (mają dwa śmigła zamiast takich obudowanych silników odrzutowych), zazwyczaj są bardzo ciasne. Miejsca na nogi mniej niż w autobusie. Nie jestem jakaś super wysoka, ale mam dobrze ponad 170cm no i jest ciasno nogom. Klimatyzacji brak, jest duszno. Takie samoloty jak Embrier 170/175, które ma LOT to już jest klasa sama w sobie. Używane są chociażby przez premiera i prezydenta, bo Tupolewy z wiadomych przyczyn odstawiono. Więc w Embraierze jest miejsca tyle, co w jakimś luksusowym samochodzie. Spokojnie rozprostowywałam nogi i jeszcze było sporo miejsca. Są względnie ciche (choć mówić dalej trudno :D), mają klimatyzację i są bardzo wygodne - skórzane fotele, itd. Duże samoloty długodystansowe typu Boeing czy Airbus są dużo bardziej komfortowe, niż te małe na 70 osób, którymi leci się max godzinę do większości miast Europy środkowej.

Czasami są też turbulencje, ja akurat kilka razy natrafiłam na lekkie (tym się nawet nie idzie martwić), ale kilka razy na naprawdę potężne, wtedy skóra na karku cierpnie. Jest to bardzo podobne do jazdy samochodem po bardzo wyboistej drodze, ale dużo mocniejsze. Cały samolot lata na wszystkie strony, trzęsie się, wydaje z siebie dziwne dźwięki (trzaski, jęczenie wyginanego metalu itd), ale wystarczy wtedy spojrzeć na stewardessy, które znudzone siedzą czytając gazety i nic sobie z tego nie robią. :D Również wyginające się za oknem skrzydła to nie powód do strachu - podobno niektórzy mdleją, jak widzą wyginanie się wielkich metalowych części, ale takie skrzydła muszą być trochę elastyczne, bo by się połamały.

Podczas podróży dostaje się poczęstunek. Na ogół jest to mała buteleczka wody albo soku. A do tego jakieś wafelki, jabłko, kanapkę. Raczej skromnie. W LOT zawsze jest najlepsze jedzenie. :D Kilka razy miałam bułkę z salami, serem, sałatą i pomidorem (dokładnie nie pamiętam), jabłko i coś do picia.

Także jak chcecie gdzieś lecieć to się nie bójcie. Ceny są teraz coraz niższe, nawet pociągiem często wychodzi drożej, podróż jest bardzo krótka i urozmaicona poczęstunkiem, ponadto jest to nowe przeżycie. Ale szczerze mówiąc, gdyby się coś na pokładzie zaczęło dziać, nie wytrzymałabym psychicznie. Mam nadzieję, że komuś coś rozjaśniłam. :D

Aha - dodam jeszcze, że z góry wszystko jest takie malutkie. Na początku widać ludzi, samochody, autobusy... ale jakiś czas potem, gdy wszystko się zmniejsza, pilot potrafi się odezwać przez głośniki i powiedzieć, że ta mała plamka (1cm x 1cm) to Monachium.

Podsumowując - latanie to na początku baaardzo nietypowe przeżycie. Odprawa to temat na osobą historię. Czasem trwa długo i wiele z tym zachodu. Ze wszystkimi rozmawia się po angielsku. Wszędzie doświadcza się sterylnej czystości, lśniących podług, świeżych zapachów. Nic nigdy nie jest zepsute. Przynajmniej na tych kilku lotniskach, na których byłam, ale myślę że w Europie jest to regułą. Samoloty również na ogół są wyczyszczone, zadbane, świeże. Organizacja na ogół bardzo dobra. Potem, po kilku godzinach tych czarów, wsiada się do specjalnego autobusu, który wiezie na płytę lotniska, do samolotu (albo wchodzi się na pokład rękawem z terminalu) i następuje te kilkadziesiąt minut oczekiwania na start, a na koniec kilkadziesiąt minut lotu. :D Są to ciekawe wrażenia, coś zupełnie nowego.

Link to comment
Posted

No to leciałam, w marcu!

Na trasie Szczecin- Kraków z miedzylądowaniem w Poznaniu, dorga powrotna tak samo.

Nie zginęłam, jadłam tortillę od sieci samolotowej, piłam sok pomarańczowy i było mega!

Ciśnienie dawało mi po uszach, ale było fenomenalnie.

Chociaż nie zapomnę pierwszego startu. Steward siadł na tym fotelu przy kabinie pilota, a ja ze łzami w oczach "potrzyma mnie pan za rękęę?" "nie mogę, ale da pani radę" "jestem asia, jak umrę, to niech pan zapamięta" "dobrze, zapamiętam"

A jak się podniósł w górę to kolega się smiał, ze miałam oczy ja pięciozłotówki i za chwilę zaczęłam się smiać. A potem to już tylko z głową w oknie <3

Szkoda że powrotna była wieczorem i nie było nic widać, prócz świateł ; )

Link to comment
Incomprehensible
Posted

W lataniu nie ma nic strasznego, fantastyczne uczucie. (; Gdyby tylko można było ominąć długi i męczący check-in, mogłabym latać codziennie!

Link to comment
Posted

Nie leciałem jeszcze nigdy samolotem. Ale tylko skończe nauke to napewno polece i skocze ze spadochronem bo uwielbiam extremalny sport a zawsze chciałem skoczyć ze samolotu i zapewne to sie nie skończy na tym...

Link to comment
  • 4 years later...
Posted

Leciałam już wiele razy i na początku się bałam jak cholera ale z czasem jakoś mi to trochę spowszedniało i teraz już się nie trzęsę jak osika na myśl o locie. Nadal nie lubię momentu startu ale zagryzam zęby, bo promocje są takie, że aż żal nie spróbować. Ode mnie są bilety do Rzymu czy Paryża za 10€! W tym miesiącu byliśmy w Barcelonie - godzina jazdy, pociągiem byłoby 6 godzin a autobusem nawet nie chcę o tym myśleć, więc... Mogę albo walczyć ze strachem albo siedzieć na dupie i nie poznawać świata.

Przygody miałam różne, turbulencje, starty w deszczu i z wiatrem, a nawet w śnieżycy jeden raz :D lądowania we mgle i w chmurach... Kilka dni temu mieliśmy start z turbulencjami, ludzie wokół krzyczeli ale wbiłam pazury w ramię narzeczonego i jakoś przeżyliśmy... Udało mi się nawet nie popłakać tym razem :D

Link to comment
  • 1 year later...
Posted

A w tym roku właśnie miałam ciekawą historię. Ogólnie byłam na wymianie angielskiej w Brighton i w dzień wyjazdu musieliśmy przejechać spory kawałek do Londynu szynobusem. I co zrobił nasz kochany opiekun? Wybrał szynobus z trzema przesiadkami  i to 10 min po czasie. Tym sposobem zapierdzielaliśmy przez pół Londynu z buta z walizami, deszcz kurna z całej pety, część osób w ogóle została na pasach i potem doszli dopiero. W końcu docieramy na lotnisko a tam co? Lot odwołany. No to śmieszkujemy że będziemy spać na lotnisku. Ale przestało nam być do śmiechu bo okazało się że lot mamy dopiero drugiego dnia o 18 i to na drugi koniec Polski.

Ale powiem wam, że opłacało się, bo jak tak lecieliśmy to obok mnie jakieś małe dziecko darło mordę całą drogę, pół samolotu wkurwione, a ja z jakimś stewardem się śmiejemy. Cholernie przystojny steward się do mnie uśmiechał i gapił się na mnie już do końca lotu! Oj warto było. 

Link to comment
Malwina2002
Posted

Leciałam już cztery razy i się nie bałam. Pamiętam, że przed pierwszym lotem byłam bardzo ciekawa, jak to będzie wyglądać. Nigdy nie czułam dyskomfortu związanego z lotem, jedynie z zachowaniem niektórych pasażerów 

Link to comment
Posted

Leciałam samolotem co najmniej kilkadziesiąt razy w życiu i, paradoksalnie, z każdym lotem boję się latać coraz bardziej. Mój najdłuższy lot trwał ponad 13h, a jeżeli liczyć przesiadki, to najdłuższa podróż samolotami wynosiła 48h. 

Link to comment

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
  • Who's Online (See full list)

    • yiliyane
    • Xantos
  • Popular Now

  • Najnowsze posty

    • yiliyane
      Zakładam, że chodzi o stały związek (np. małżeństwo), a nie o romans. W przypadku romansu majątek nie gra aż takiej roli, bo liczy się fizyczność, tu i teraz, a nie wspólne życie, ślub i dzieci. Wydaje mi się, że obiektywnie najlepiej jest jeśli: oboje mają podobny poziom inteligencji i typ zainteresowań oboje mają podobny poziom wykształcenia poziom zarobków mężczyzny wyższy od zarobków kobiety o 50-100% (przykład: ona 4000 zł, on 6000-8000 zł) Sytuacja nie jest najgorsza w jednym z tych trzech przypadków: mężczyzna jest nieco lepiej wykształcony od kobiety (np. on ma wykształcenie wyższe, a ona średnie, ale robi różne kursy, rozwija się) mężczyzna zarabia podobnie jak kobieta, czyli do 50% więcej niż ona (przykład: ona 4000 zł, on 4000-6000 zł) mężczyzna zarabia więcej od kobiety, ale maksymalnie o 150% (przykład: ona 4000 zł, on 10 000 zł) Źle jest, jeśli: występuje duża różnica w inteligencji i typie zainteresowań (trudno mi sobie wyobrazić światową osobę o licznych pasjach w związku z kimś, kto tylko leży przed TV) występuje duża różnica w wykształceniu, a osoba o niższym wykształceniu nie planuje się rozwijać, chociażby w postaci kursów doszkalających (ten problem szczególnie wadzi, jeśli to kobieta jest lepiej wykształcona) występuje duża różnica w zarobkach - mężczyzna zarabia dużo więcej od kobiety (o ponad 150% więcej niż ona) lub kobieta zarabia więcej od mężczyzny (o więcej niż 30-40%) Podsumowując, duża różnica majątku może być problemem, jeśli ktoś chce stworzyć rodzinę. Jeżeli on jest bardzo bogaty, a ona biedna lub średniozamożna, istnieje ryzyko przemocy ekonomicznej, strachu przed zostawieniem przemocowego partnera z obawy na pogorszenie swojej i swoich dzieci sytuacji majątkowej i/lub zostania porzuconą po kilku latach, kiedy mężczyzna wymieni żonę na młodszy model. Jeżeli ona jest bogatsza od niego, cała rodzina będzie de facto na jej głowie - nie tylko to ona będzie głównie zapewniać byt rodzinie, ale będzie też - jak to kobieta - opiekunką ogniska domowego. Nawet jeśli mężczyzna dużo pomaga w domu, to i tak większość prac domowych czy opieki nad dziećmi pozostaje kobiecie. Tak nas natura stworzyła i nic na to nie poradzimy. W takiej sytuacji, kobieta będzie zmęczona i rozdrażniona, małżeństwo zacznie się kłócić i pewnie w końcu się rozpadnie - nawet jeśli oboje, obiektywnie, nie są złymi ludźmi. Różnice majątkowe można jednak poniekąd nieco oszukać. Jeżeli ty jesteś tą sporo biedniejszą stroną, działaj, by polepszyć swoją sytuację majątkową. Rozwijaj się, dokończ edukację, doszkalaj się, bądź ambitny/-a. Jeżeli ty jesteś tą dużo bogatszą stroną, przypatrz się jakie ma podejście do życia twoja druga połówka. Czy jest ambitna, czy jest pracowita. Jeśli tak, warto dać szansę, warto czasem wspomóc w drodze do kariery. Jeśli nie, jeśli odpowiada jej swoja marna sytuacja finansowa i intelektualna, wtedy lepiej sobie odpuścić. Na zakończenie drobna uwaga. Wszystko co tu napisałam odnosi się do osób dorosłych a) po zakończeniu edukacji, b) w podobnym wieku. Wiadomo, że jeśli ktoś jeszcze się uczy, to nawet jeśli pracuje, nie będzie zarabiać tyle, co x lat po zakończeniu edukacji i pracy w zawodzie. Jeżeli występuje różnica wieku między partnerami, trzeba wziąć pod uwagę, że młodszy partner ma mniej doświadczenia zawodowego i z tej racji nie będzie zarabiał tyle co ty. W takiej sytuacji porównaj swoje zarobki, kiedy byłeś/-łaś w wieku swojego partnera, przyjrzyj się jego/jej ambicjom i na tej podstawie dopiero oceniaj. I wreszcie, finalna uwaga. Jeżeli ktoś pochodzi z biednej rodziny, nie oznacza to, że nie może się wybić. Wiadomo, bogatym i ze znajomościami jest łatwiej, ale są ludzie, którzy osiągnęli sukces, zaczynając od zera. Jeżeli ktoś jest świeżo po maturze, czy nawet na studiach, a pochodzi z biednej rodziny, nie będzie mógł poszczycić się wielkim majątkiem. Co się liczy, to jego pracowitość i ambicje. Dlatego trzeba patrzeć szerzej niż jedynie na aktualny stan konta.
    • Xantos
      Hej yiliyane, dzięki za twój punkt widzenia, zawsze to zboku więcej i lepij widać wiem coś o tym. Co do pytania o jej moralność, czy to był jednorazowy wyskok? To dosyć skomplikowane, ogólnie jestem jej drugim partnerem. Ona w pierwszym związku była 5 lat, po rozstaniu minęły 2 lata zanim się ze mną związała. Ale od początku bo to nie można tak jednoznacznie odpowiedzieć na te pytanie. Poznałem ją w pracy jak jeszcze była ze swoim poprzednim pierwszym partnerem. Miałem z nią kontakty tylko czysto zawodowe ponieważ jej pierwszy partner był bardzo zazdrosny o nią i zabraniał się jej spotykać z kolegami prywatnie po za pracą, Fakt podobała mi się ale nie zwracałem na nią zbytnio uwagi, bo przecież zajęta kobieta po co się wiedzieć. Ona z tego co mi opowiadała później (bo tak rozmawialiśmy jak już byliśmy ze sobą jak wyglądał jej poprzedni związek dlaczego nie przetrwał itd.) miała kryzys w związku i dali sobie pół roku przerwy, Podczas tej przerwy przespała sie z kolegą poznamy w Internecie ( ciągle ten internet ). Krótki przelotny romans i wróciła do swojego poprzedniego partnera. Z poprzednim partnerem była jeszcze rok potem się rozstali bo on ja zaradził. Po zerwaniu popadła w depresje zaczęła się brzydko się wyrażając szmacić, spała z kim popadnie, miała wielu kochanków. W tym czasie nasz kontakt przerodził sie ze znajomości w przyjaźń i to nie taką że robiłem jakieś podchody do niej czy coś tylko po prostu złapaliśmy wspólny język, zaczęliśmy wspólnie wychodzić itd. Ja ją traktowałem jak przyjaciółkę ponieważ w tym czasie podobała mi się inna dziewczyna wiec nie wyobrażałem sobie nic więcej niż tylko znajomość kumpelska. Wiedziałem że sypia z kim popadnie by zapomnieć o bólu rozstania, mówiłem jej że to jest słabe ale tylko tyle mogłem jako jej przyjaciel. Lecz z czasem mój w pływ na nią zacząć działać przestała sypiać z innymi zaczęło zdroworozsądkowo podchodzić do zżycia. Czy to aby na pewno mój wpływ? Może, ona tak twierdzi że znajomość ze mną wyciągnęła ja z depresji. Ja to mówiła zawsze jej się podobałem, już jak z nią byłem zapytałem ją dlaczego gdy robiła to co robiła z innymi nigdy nie próbowała mnie zaciągnąć do łóżka. Ona na to odpowiedziała że za bardzo mnie ceniła by potraktować mnie jak zabawkę by zapomnieć o byłym. W pewnym momencie tak dobrze się dogadywaliśmy że ją po prostu pocałowałem i od tamtego momentu w brzuchu moim  wybuchły motyle. Nawet się sam z tego śmiałem że latałem za innymi a To jedyną miałem tuż tuż i tego nie widziałem. Sam związek był bardzo dobry, tak szybko ze soba zamieszkaliśmy, dogadywaliśmy się jak mało która inna para znajomych. Co prawda była różnica wieku 9 lat ja 33 a ona 24 przez co nie byłem taki chętny na zabawy po klubach ale nie miałem problemu z tym żeby chodziła ze znajomymi. Wiem że była podrywana na tych imprezach ale była mi wierna i od razu odtrącała każde zaloty. Pod tym względem byliśmy sobie przez cały związek wierni, ja nie otaczałem się koleżankami a ona kolegami, choć nikt nikogo nie zmuszał do tego, to był nasz wybór że tak chcemy postępować. ufałem jej a ona ufała mi. Kiedy przyszły problemy? Problemy przyszły jak ona poroniła, oboje się cieszyliśmy na dziecko ale niestety poszło do nieba. Po tym wszystkim ona zmieniła zdanie, nie chciała już mieć dzieci a ja byłem innego zdania, że warto próbować że to się zdarza ale trzeba podnieść głowę do góry i zapomnieć o smutkach. Niestety jej zachowanie się zmieniło, tutaj mam pretensje do samego siebie że może nie okazałem jej wystarczającego wsparcia po tej traumie, dlaczego? Po poronieniu ja doszedłem do siebie po miesiącu i zacząłem normalnie funkcjonować a ona nie i nie widziałem tego. Przez to zdarzyło jej się zauroczyć w koledze z pracy. Przechodziliśmy przez pierwszy kryzys. Przyznała mi się do tego że się zauroczyła w koledze w pracy ale nie chce mnie tracić dlatego postanowiła urwać tamtą znajomość. Nie zdradziła mnie pod każdym względem, nie całował się z nim czy nie uprawiała sexu. Po prostu znalazła oparcie w kimś innym, Tu zawiodłem. Ale postanowiliśmy sobie dać szanse.... Lecz potem było coraz gorzej. Sam fakt że zauroczyła się w innym oddalił mnie od niej, nie mogłem tego przeboleć. Po czasie jak już w miarę o tym zapomniałem ona zaczęła grać w gry online. Tam znalazła sobie paczkę znajomych i to tam poznała tych dwóch pierwszych o których pisałem w pierwszym poście. Spędzała dużo czasu online zapominając o bożym świecie, o naszym psieku o mnie. Miałem już tego wszystkiego dość, pewnego dnia, po postu zapytałem czy nie wyjdzie ze mną i z piesekim na spacer bo super pogoda ale ona odmówiła bo miała jakiś event online.... W tamtym momencie nie wytrzymałem i napisałem do koleżanki ( o której pisałem że poznałem po rozstaniu a prawda była taka że znalem ją dużo wcześniej i moja była znała ją ale po prostu nie utrzymywaliśmy kontaktu) co tam u nie słychać może odświeżymy znajomość bo nie widzieliśmy się już rok. Moja była jej nie lubiła wiedziała że się jej podobam i nie ufała jej. Spotkałem się z tą koleżanką w geście ja to tak nazywam krzyku rozpaczy bo nie wiedziałem co zrobić by moja była w końcu rzuciła w ta grę w cholere i żeby zachowywała się jak dawniej przed poronieniem. Chciałem ja sprowokować do działania... Ale się przeliczałem te spotkanie z tą koleżanka doprowadziło do naszego rozstania. Spotkanie przebiegało w normalnych warunkach Co tam u Ciebie kawa, herbata itd. Po powrocie do domu ona do mnie podeszła i prosto z mostu zapytała ( bo sie do niej nie odzywałem bo byłem obrażony ) czy nie możemy się rozstać w zgodzie, ja na to tylko krótkie spoko......... Tak jak by czekała na pretekst, żeby to nie ona była winna rozstania.   Podsumowując..... Tak zdarzało się jej sypiać z wieloma facetami ale chyba pierwszy raz z zajętym. W naszym związku czy poprzednim była wierna, nie przekraczała granic.    
    • Martusiaaaaaa92
      To nie Twoja sprawa, z kim się przespała. Z tego co piszesz, już wtedy nie była Twoją dziewczyną. Więc nie zdradziła Cię. Raczej bym Ci odradzała powrót do byłej, skoro tak źle działa na Ciebie to, z kim się przespała nie będąc z Tobą. Wątpię, byś umiał jej zaufać jeśli wrócicie do siebie.
    • yiliyane
      Generalna zasada powinna być taka - nie ma romansów uczniów z nauczycielami (w tym również studentów z wykładowcami), niezależnie od wieku ucznia. Jeżeli sobie wpadną w oko, niech poczekają aż uczeń skończy szkołę/student skończy studia. Koniec, kropka. Gdyby ktoś mi bliski był w takiej relacji, tak bym doradziła. Gdyby sytuacja dotyczyła ucznia, jak podano w przykładzie, wpierw poprosiłabym tego ucznia o zakończenie relacji, a jeśli nie byłoby efektów, czułabym się w obowiązku zgłosić to - wpierw może rodzicom tego dziecka, dopiero potem dyrekcji. W przypadku trenerów/nauczycieli pozaszkolnych powinno się rozróżniać wiek. Młodzież szkolna, w tym dorosła, powinna być szczególnie chroniona. W przypadku starszych dorosłych, powiedzmy koło 30-stki, już nie wypada bawić się w policjanta, aczkolwiek uważam, że taki romans jest niezręczny. W związku partnerzy powinni być na podobnych pozycjach. Jeżeli jeden z nich ma autorytet i władzę, jest starszy, pewnie zamożniejszy, to trudno o partnerstwo. Dlatego unikałabym związków z nauczycielami, trenerami czy szefami. Sami w ten sposób stawiamy się, jako podwładni, na gorszej pozycji.
    • yiliyane
      Do wszystkiego należy podchodzić z rozsądkiem. Za utrzymywanie kontaktów zawodowych czy sporadycznych koleżeńskich nie należy urywać drugiej osobie głowy. Ale jeżeli widać, że partner/-ka non stop siedzi na telefonie z płcią przeciwną, to jest to duży znak ostrzegawczy. Nie tylko dlatego, że takie pisanie może w końcu doprowadzić do spotkania i zdrady, ale też dlatego, że nawet jeśli znajomość pozostanie w sferze pisania, to pokazuje jakie twój partner/twoja partnerka ma priorytety i gdzie tak naprawdę jest twoje miejsce w jego/jej życiu.
  • Recent Status Updates

    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      Serdecznie z tego miejsca pozdrawiam Wydział Ruchu Drogowego Komendy Powiatowej Policji w Starachowicach. Buziaczki <kiss> <kiss>
      · 0 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      Witam Was ponownie po rocznej nieobecności.
      · 5 replies
    • Kerosine

      Kerosine

      Ku pamięci wszystkich naszych bliskich, którzy nie mogą - już nie - zasiąść z nami do wigilijnego stołu i dla wszystkich tych, którzy musieli w kończącym się właśnie roku z kimś pożegnać. Czasami nie to, co jest, a to czego nie ma jest bardziej niż to, co jest.
      · 0 replies
    • Pizzaro

      Pizzaro

      Czy jest tutaj życie?
      · 3 replies
    • _Balladyna_

      _Balladyna_

      idę pogadać z siostrą

      · 0 replies
  • Popular Contributors

    1. 1
      yiliyane
      yiliyane
      8
    2. 2
      Kerosine
      Kerosine
      4
    3. 3
      Martusiaaaaaa92
      Martusiaaaaaa92
      3
    4. 4
      LaFleur
      LaFleur
      1
    5. 5
      Gloria
      Gloria
      1
  • Top użytkownicy (7 dni)

    Kerosine
    Kerosine
    14 posts
    yiliyane
    yiliyane
    11 posts
    wardrum
    wardrum
    11 posts
    Martusiaaaaaa92
    Martusiaaaaaa92
    7 posts
    Gloria
    Gloria
    5 posts
    supermati2009
    supermati2009
    3 posts
    fotograf1981
    fotograf1981
    3 posts
    konserwatoriumchaosu
    konserwatoriumchaosu
    3 posts
    halibutka
    halibutka
    3 posts
  • Top użytkownicy (miesiąc)

    Kerosine
    Kerosine
    45 posts
    wardrum
    wardrum
    28 posts
    yiliyane
    yiliyane
    26 posts
  • Top użytkownicy (rok)

    Kerosine
    Kerosine
    449 posts
    yiliyane
    yiliyane
    372 posts
    Gloria
    Gloria
    119 posts
×
×
  • Create New...
Please Sign In or Sign Up