Penny Lane

śmieszne / zaskakujące sytuacje za granicą

Recommended Posts

Czy podczas waszego pobytu zagranicą zdarzyło się coś, co wprawiło Was w zdumienie?

Może były to różnice kulturowe, a może zwykłe przeciwieństwa między Polską a innym państwem? (:

szukałam podobnego tematu, lecz nie natrafiłam na takowy, mam nadzieję, że odpowiedni dział, jeśli nie bardzo proszę o przeniesienie. (:

Share this post


Link to post

Od 4 lat każde wolne od szkoły spędzam w Irlandii i zawsze imponowało mnie to jakie są tutaj relacje między ludźmi. Nie ma rasizmu, szufladkowania. Każdemu mówi się 'hello', każdy się uśmiecha. Jest całkiem inaczej niż w Polsce. Tu każdy każdego zna, wpada na kawę, ciasteczka, robi domówki. Ludzie są mega życzliwi.

Share this post


Link to post

irlandia:

wracalismy z "moherowych klifow" i plan byl taki, by dojechac na okreslona godzine do jednego miasteczka, by potem ostanim autobusem zdazyc do galway.

niestety autobus poworotny z klifow przyjechal godzine pozniej niz bylo w planie, zatem przez cala droge zastanawialismy sie czy damy rade z przesiadka czy bedziemy szukac noclegu w tej "dziurze" do ktorej zmierzamy. niestety mielismy takie "szczescie", ze bedac juz 300m przed dworcem zobaczylismy uciekajacy nam upragniony autobus...

ale poszlismy sie spytac na dworzec co mozemy teraz zrobic, moze nam jakies b&b poleca, a koles(wprowadzajac nas w oslupienie) zalatwil nam kolejny autobus do galway i odjechalismy 3 min pozniej :D

Share this post


Link to post

Rrzypomniałam sobie fajne zdarzenie z Włoch.

Piza. Razem ze znajomymi poszliśmy do restauracji. Zjadłam swoją część pizzy i poleciałam robić zdjęcia sławnej wieży. Stoję, cykam zdjęcia, bawię się z perspektywami. W pewnym momencie podchodzi do mnie Murzyn. Patrzy się na mnie, patrzy i patrzy, aż wreszcie mówi:

- Special price only for you! - formułka wygłaszana do wszystkich turystów, po której następuje pokazanie torby z ogromną ilością portfeli / zegarków. ;)

- No, thanks. I have a wallet. :)

Chwila ciszy...

- Hmm, are you from Poland?

- Yes, I am from Poland.

- Poland?

- Poland.

- Poland?

- Poland.

- Polonia?

- Polonia.

15 sekund przerwy...

- Kocham cieee!

Wpadłam w śmiech. :D Powiedziałam mu, iż mówi pięknie po polsku - facet także miał z siebie ubaw, uścisnął moją rękę, życzył miłego pobytu we Włoszech i wrócił do pracy. ;)

Share this post


Link to post

Jadę sobię z ojcem autobusem po Londynie. Zajmujemy sobie miejsca, przed nami dwóch polaczków po 25 lat około. Do pojazdu wchodzi monstrualna wręcz kobieta. Jeden do drugiego mówi- Ej, patrz, ale ta murzynka jest gruba! - Na co ona się odwraca i do niego - A chcesz w mordę? -

Do dziś pamiętam jak mnie płuca ze śmiechu bolały.

Share this post


Link to post

Będąc w Madrycie, mnie i moich znajomych bardzo rozśmieszał fakt, jak ludzie reagowali na imię naszej koleżanki, Oli.

Wytłumaczę: dla Polaków "Ola" to skrót od Aleksandry. Natomiast dla Hiszpanów (generalnie osób z krajów hiszpańskojęzycznych) "hola" (czyt. ola) oznacza po prostu powitanie, czyli nasze "cześć".

Było wiele sytuacji, gdzie ludzie nie wierzyli, że tak można mieć na imię. Zdarzało się także, że wielokrotnie prosili ją o powtórzenie imienia- "bo chyba niedosłyszeli". Lecz najbardziej rozbawiła nas jedna sytuacja:

Ktoś: ¿cómo te llamas? (jak się nazywasz?)

Ola: Ola.

Ktoś: Hola... ¿pero cómo te llamas? (cześć... ale jak się nazywasz?)

Nie wiem, czy osoby nieznające hiszpańskiego załapały ten żart do końca. ; )

Share this post


Link to post
Będąc w Madrycie, mnie i moich znajomych bardzo rozśmieszał fakt, jak ludzie reagowali na imię naszej koleżanki, Oli.

Wytłumaczę: dla Polaków "Ola" to skrót od Aleksandry. Natomiast dla Hiszpanów (generalnie osób z krajów hiszpańskojęzycznych) "hola" (czyt. ola) oznacza po prostu powitanie, czyli nasze "cześć".

Było wiele sytuacji, gdzie ludzie nie wierzyli, że tak można mieć na imię. Zdarzało się także, że wielokrotnie prosili ją o powtórzenie imienia- "bo chyba niedosłyszeli". Lecz najbardziej rozbawiła nas jedna sytuacja:

Ktoś: ¿cómo te llamas? (jak się nazywasz?)

Ola: Ola.

Ktoś: Hola... ¿pero cómo te llamas? (cześć... ale jak się nazywasz?)

Nie wiem, czy osoby nieznające hiszpańskiego załapały ten żart do końca. ; )

oj załapałam, zwłaszcza że właśnie tak mam na imię i będąc w Hiszpanii ciągle się z tym zmagałam. Mało tego, na początku sama nie mogłam się przyzwyczaić i ilekroć ktoś się witał, odwracałam głowę i pytałam "co?".

Tunezja, 3 lata temu... kupując pamiętaki targuję się z niebywale upartym młodym facetem i sama też nie ustępuję, w końcu rezygnuję i mam zamiar iść dalej, ale słyszę pytanie:

- Where are you from?

- From Poland.

- (chwila na zastanowienie)

Share this post


Link to post

Hmm, kiedyś w Chorwacji czy w Bośni (nie pamiętam) na straganie kupowałam dla koleżanki kolczyki. No i jakoś tam po angielsku się dogadałyśmy, pytam, czy można płacić w euro, sprzedawczyni, że tak (bo nie wszędzie można było, a nie mieliśmy czasu wymienić pieniędzy), no i oglądam te kolczyki, mówię, że biorę, a ona wyciąga lusterko i każe mi je mierzyć. Nie chciało mi się tłumaczyć, że to nie dla mnie, więc przymierzyłam, a ona w tym czasie zagadała się z jakimś chłopakiem. Skończyła z nim gadać i znów do mnie, żebym przymierzyła i pokazuje mi to lusterko, na migi, myślała, że nie wiem, o co jej chodzi. ; D Tymczasem moment, kiedy je mierzyłam wcześniej, przegapiła. ;P

Albo ostatnio w Anglii, wlazłam na jakiś mur i siostra chciała zrobić mi zdjęcie, ale musiałam jeszcze poprawić spodnie. Chodnikiem obok przechodzili jacyś faceci i zaczęli krzyczeć (po angielsku) coś w stylu: "No! Jeszcze nogi popraw!". ;o

Albo - to już mniej śmieszne. Moja siostra, zanim do niej przyjechałam do Anglii, pochwaliła się wszystkim, że przyjeżdża do niej "mała siostra". Jestem od niej 12 lat młodsza, więc. ;P No i pewnego dnia, łażąc po sklepach, spotkałyśmy jej jakiegoś znajomego - Anglika. Ona mu mnie przedstawia, a on na mnie takim wzrokiem wyrażającym "wtf?" i mówi: "Small sister?". ; D Okazało się, że jak powiedziała mu, że to będzie "mała siostra", wyobrażał sobie jakąś 5-latkę. ; D

Share this post


Link to post
Moja siostra, zanim do niej przyjechałam do Anglii, pochwaliła się wszystkim, że przyjeżdża do niej "mała siostra". Jestem od niej 12 lat młodsza, więc. ;P No i pewnego dnia, łażąc po sklepach, spotkałyśmy jej jakiegoś znajomego - Anglika. Ona mu mnie przedstawia, a on na mnie takim wzrokiem wyrażającym "wtf?" i mówi: "Small sister?". ; D Okazało się, że jak powiedziała mu, że to będzie "mała siostra", wyobrażał sobie jakąś 5-latkę. ; D

znam to samo! xD

od lat pada tekst: "dude.. lil'sister? she? are u crazy!?" xD

Share this post


Link to post

Jak byłam w Londynie to obok domu mojego wujka mieszkali Hindusi i przez 4 dni zastanawiali się jak skosić trawę:D w pierwszym dniu chodzili cale popołudnie wśród tej trawy i myśleli. W drugim pani hinduska nożyczkami zaczęła obcinać poszczególne źdźbła. W 3 dniu 2 panów hindusów zaczęło sypać jakimś ziarnem a następnie polewać wodą. W 4 dzień odkryli kosiarkę:D

To tak zabawnie wyglądało;p

Share this post


Link to post
Jadę sobię z ojcem autobusem po Londynie. Zajmujemy sobie miejsca, przed nami dwóch polaczków po 25 lat około. Do pojazdu wchodzi monstrualna wręcz kobieta. Jeden do drugiego mówi- Ej, patrz, ale ta murzynka jest gruba! - Na co ona się odwraca i do niego - A chcesz w mordę?

:lol: niezłe

Jak byłam w Londynie to obok domu mojego wujka mieszkali Hindusi i przez 4 dni zastanawiali się jak skosić trawę:D w pierwszym dniu chodzili cale popołudnie wśród tej trawy i myśleli. W drugim pani hinduska nożyczkami zaczęła obcinać poszczególne źdźbła. W 3 dniu 2 panów hindusów zaczęło sypać jakimś ziarnem a następnie polewać wodą. W 4 dzień odkryli kosiarkę:D

ło matko...co do Hindusów, moja koleżanka gdy jest poniżej 5 stopni zamarza w drodze do szkoły (dosłownie), i wraca do domu pod kocyk, wychodzi z pod niego jak jest conajmniej 10 stopni :)

na ten moment nie przpominam sobie żadnych śmiesznych sytuacji, ale jak coś mi wpadnie to napiszę

Share this post


Link to post

Supermarket we Włoszech ze szkolną grupą. Chłopcy, przyzwyczajeni do tego, że prawie nikt nas nie rozumie, standardowo zaczynają komentować wygląd klientki przed nami w kolejce.

Share this post


Link to post

Kiedyś mi opowiadal kumpel, że jak był w Berlinie ze znajomymi to na obiad wybrali się do McDonalda i mieli smakę na frytki, a że oni niemieckiego sie nie uczyli to poszli na hadrdcore. Podchodzą do kasy i zaczynają sie produkowac: "Frytki..." dziwna mina kasjerki "Fritten..." kolejna mina wyrażając niezrozumienie "No te żólte!" Podniesiony nieco głos kolegi "No takie długie, żółte" gestykulacja rąk, wskazywanie palcem na różne obrazki gdzie frytki były pokazane. A kolesiówa po 2 minutach: "Pommes?" Pytająca mina kolegów i nagła,chóralna odpowiedz "Tak, Pompes" Potem znowu problem czy duże, czy małe, ale to szybko poszlo. Także dostali swe upragnione "Pompesy" :lol:

Morał z tego taki, że języki to podstawa. ;)

Share this post


Link to post

W Finlandii:

Moi znajomi siedzieli na mórku i grali na PSP. Podchodzi do nich starsza kobieta i zaczyna coś gadać, na co oni tłumaczyli jej ze stoickim spokojem:

-No, spierda*aj, spierda*aj! A co u ciebie? Spierda*aj, spierda*aj!

Druga sytuacja:

Ci sami kumple na lotnisku (a niezłe z nich zboki) siedzieli i gadali o pewnej miejscowej:

- Ale fajna du*a.

- Ale bym se podymał....

- Ciekawe czy jest dziewicą....

- Zajebista jest....

Po jakimś czasie laska wstała i kierowała się ku bliżej nieokreślonemu miejscu, a przechodząc koło nas powiedziała:

- Dziękuje, nie wiedziałam, że jestem aż taka ładna. ;):D

Share this post


Link to post

we Włoszech szłam wieczorem przez miasto.. podszedł do mnie młody chłopak z jakimś biletem i załytał: "Disco?"

Na początku nie wiedziałam co odpowiedziec, po chwili nadal zdezorientowana odpowiedziałam "No, no, gracje."

Share this post


Link to post

Ja, będąc w Grecji zdziwiłam się otwartością Greków. Kiedy byłam w Atenach i łaziłam ze znajomymi po sklepach, często ktoś nas zagadywał, zdarzyło się, że przechodziłam koło jakiejś restauracji a jakiś Grek do mnie "you are beautiful". Albo inny, kiedy zapytaliśmy się o toaletę, wziął mnie pod rękę i zaprowadził prosto do wc xD albo np. jacyś Grecy, których się o coś pytałyśmy, zaprosili nas później na drinka. Z taką otwartością i serdecznością w Polsce się nie spotkałam.

Ciekawe było też to, że na jednej z ulic pełnych sklepów typowych dla turystów, kiedy Grecy widzieli, że idą jacyś cudzoziemcy, stawali przed drzwiami i wołali "zapraszamy, tanio, tanio".

Przeraziło mnie też to, że stereotyp o Polakach złodziejach, to tak naprawdę nie stereotyp :P kiedy zostawiłam przy basenie hotelowym kilka rzeczy (w tym dość drogi aparat), nikt mi tego nie wziął, chociaż kręciło się tam mnóstwo różnych Greków spoza hotelu. Tak samo było z moimi okularami i jakimiś innymi rzeczami znajomych, zostawionych innym razem. Za to, kiedy zjawiły się grupy z Polski (w tym moja) od razu słyszało się o jakichś kradzieżach.

Share this post


Link to post

Rok temu w Eseen poszłam na zakupy z kuzynką. Z racji że ona po polsku nie potrafi musiałyśmy między sobą rozmawiać po niemiecku. To był sklep z pamiątkami, oglądałyśmy i nagle sprzedawca do swojej żony k**wa kolejne, które oglądają a nie kupią. Tak strasznie śmiać mi się chciało, na co mu odpowiedziałam szanuj ojczysty język facet spalił takiego buraka.

Share this post


Link to post
Będąc w Madrycie, mnie i moich znajomych bardzo rozśmieszał fakt, jak ludzie reagowali na imię naszej koleżanki, Oli.

Wytłumaczę: dla Polaków "Ola" to skrót od Aleksandry. Natomiast dla Hiszpanów (generalnie osób z krajów hiszpańskojęzycznych) "hola" (czyt. ola) oznacza po prostu powitanie, czyli nasze "cześć".

Było wiele sytuacji, gdzie ludzie nie wierzyli, że tak można mieć na imię. Zdarzało się także, że wielokrotnie prosili ją o powtórzenie imienia- "bo chyba niedosłyszeli". Lecz najbardziej rozbawiła nas jedna sytuacja:

Ktoś: ¿cómo te llamas? (jak się nazywasz?)

Ola: Ola.

Ktoś: Hola... ¿pero cómo te llamas? (cześć... ale jak się nazywasz?)

Nie wiem, czy osoby nieznające hiszpańskiego załapały ten żart do końca. ; )

Za to w Norwegii 'Ola' to imie meskie. Jedna taka polka jak tu przyjechala (a nazywa sie Ola) to wolala byc nazywana 'Aleksandra', bo sie robilo zamieszanie :D

Albo jak zaczynalem sie uczyc norweskiego to mnie rozsmieszylo norweskie slowo 'pipa' (co znaczy fajka/komin) :lol:

Share this post


Link to post

Ja pamiętam jedną taką akcję. Byłam na obozie na Chorwacji. Pewnego dnia stałam z kumplami w kolejce. W tym sklepie był ogromny ruch,a jeszcze zwaliła się tam cała nasza grupa. Śmialismy, gadalismy i tak zabijaliśmy czekanie w kolejce. Ogólnie mielismy trochę świński humor i niezłą polewę z trzech średniego wieku babek, które kłóciły się o cos zapamietalae,chyba po hiszpańsku, o ile dobrze pokojarzylismy z kumplami. No i my tak z nich smiejemy, te babki w pewnym momencie podeszły do nas i zaczęły sie tak durnowato usmiechac do moich kumpli. Ja dusiłam się ze śmiechu, a oni nie wiedzieli,co robić ;D no i te babki zaczęły cos tam mówić łamaną angielszczyzną :

- Boys ! Super boys!

MOi kumple achhh, poczuli się jak Brad Pitt i tak też zaczęli się z nimi gadać i wdzięczyć i sypać, że oni z Poland i w ogóle;d

no i babki :

- O Poland ! Poland !

i tak sie przekrzykiwały . My laliśmy juz konkretnie ze smichu, a jak sie troche opanowalismy, to stwierdzilismy,że te 3 babki wrypały nam się w kolejkę

:D wtedy już myslałam,że się autnetycznie tam skończe w tym sklepei >:)

Share this post


Link to post

z ciekawostek jezykowych:

glowny przystanek w dublinie "abbey street" po irlandzku to "sráid na mainistreach" - wymawiane brzmi jak "sraj na majstra" ;)

Share this post


Link to post

Będąc w Niemczech na jakichś tam saneczkach, koleś zaczął nawijać po niemiecku jak jechać żeby się nie zabić, koleżanka mówi do niego : My nie poniemaj hahaha. Wytłumaczył nam po engielsku i jakoś dojechałyśmy do celu , żywe ;]

To jedna z takich śmieszniejszych.

Miłe są te przywitania, ale ,tschus' już nie zniosę ... Oni śpiewają a nie mówią.

Share this post


Link to post

No to moje:

sytuacja nr 1-

czasy kiedy się jezdziło z mamusią:D

Moja matka cały czas zmuszała mnie żebym to ja załatwiała wszystko( bardzie zaawansowana znajomosc angielskiego), niemniej było to wybitnie denerwujące bo stała za moimi plecami i podrzucała co raz to głupsze pytania, zawsze miała jakies "ale" etc. W końcu się zbuntowałam, powiedziałam że skoro wszystko wie lepiej to niech sama załatwia, bo w końcu nie jest tak że nie zna tego angielskiego w ogóle. Matka zacisnęła zęby, powiedziała "no to sama załatwie" i z miną jestem-zdeterminowana-zeby-ci-udowodnic-ze-wiem-lepiej podeszła do blatu recepcjii.

Wszystko byłoby dobrze gdyby nie zaczęła:

"Good night!, I would like....."

Sytuacja nr 2- opowiesc trochę przydługa ale...

Pare tygodni temu, pociąg relacji Budapeszt-Nowy Sad. Ja + 3 koleżanki.

Objuczone walizkami wpakowałyśmy się do odpowiedniego wagonu. Szybko zajęłyśmy sobie przedział, wpakowałyśmy walizy na górę, zmęczone doszczętnie padłysmy na fotele i obsrwujemy z niecierpliwoscią podróżnych, czy aby nikt sie nie przysiądzie. słyszymy już serbów, cieszymy się ze rozumiemy, poza tym wygląda na to ze nikt się nie dosiądzie bo: "w tym przedziale nie ma miejsca na walizki, chodzmy dalej". Pociąg zaczyna ruszać, wchodzi jakis Węgier, rozgląda się podejrzliwie. Siada, wstaję,znowu siada. Wiadać, że coś mu nie pasuje. W końcu pyta nas łamaną angielszczyzną czy to 1 czy 2 klasa. My z pełnym przekonaniem odpowiadamy ze 2, no oczywiscie. On się wychyla z przedziału, pogadał po madziarsku z kimś, wraca, zabiera plecak i wyprowadza nas z błędu. CAly wagon to 2 klasa ale ten jeden przedzialik, w samym srodku wagonu został jakimś cudem wyrózniony i jest w klasie 1. Zastanawiamy się co tu zrobić, udawać głupie, przeniesc się, napewno nie chcemy dopłacać. Biegamy po wagonie, szukamy wolnych miejsc.

Na korytarzu sporo osób, słyszymy ze Serbów( więc wszystkie zachwycone). Jeden jegomość przechadza się po wagonie w te i w tamtą, krokiem władcy wszechświata. Zdjęta koszula, przewieszona przez ramię. Postura niedzwiedzia. Wielki wąs, fantazyjnie podkręcony. Nagi tors, kolczyki w sutkach.Bojówki & pasek z cwiekami.

Patrzymy na siebie z kolezankami, jedna do drugiej puszcza oko, wszystkie myslimy to o tym samym ale tylko jedna powiedziała to na glos( za to dość głośno):

-Eeeeej, on wygląda jak zywcem wyjęty z filmów Kusturicy!

-Nooooo, po prostu nic tylko jugosłowiański partyzant.

-nie noooo, jaki koooooooleś

Oczywiście parskamy śmiechem, nie to ze mamy cos złego na mysli, jesteśmy zachwycone, po prostu gość taki.. "klimatyczny".

Na to on odwraca się, patrzy na nas i nienaganna polszczyzną zagaja

" o, to Wy z Polski? Ja jestem pół polakiem, pół serbem.""

My -szczęki w dół.

'"Macie jakiś problem z przedziałem? nie ma sprawy, w naszym przedziale zawsze się znajdzie dla was miejsce"- tu zakrzyknął po serbsku, poustawiał kolegów i od tej pory miałyśmy miejsce. Miałysmy też konsultacje z serbskiego, zaproszenia, deklaracje dozgonnej przyjaźni,okrzyki zachwytu-ze to najwspanialsze odkrycie jego życia- polki znające serbski etc. wszystko to przez 8 godzin wspólnej drogi. I to nie koniec, ów jegomość mieszka w naszym mieście(kiedy nie jest w serbii), studiuje na naszym uniwersytecie...

Generalnie nic tylko to podpisać: "I taki był początek pięknej przyjaźni' ;)

Sytuacja nr 3.

Słowenka+Serb+ja+2 kolezanki polki.

Jesteśmy w knajpie, wieczór, wino.

Serb dolewa nam wina. W końcu nalewa koleżance, wino nalane do połowy kieliszka, koleżanka na to się podrywa i mówi "josz!". Serb się uśmiecha i leje dalej.

K. na to "josz, josz!".

Serb podnosi do góry brew, chichocze, powoli dolewa, już kieliszek mu się kończy.

K: "Josz, josz!".

Serb nie wie co ze sobą począć.

W końcu ja się włączam:

-Kasiu, a chcesz używać polsko-serbskiego czy serbskiego?

Kasia nie pojęcia o co się czepiam, przynajmniej na to wygląda.

-Wybacz, nieporozumienie- tu zwracam sie do serba- Wasze "josz'- to 'jeszcze" a nasze "już" wręcz odwrotnie.

Serb najpierw oniemiał, później popłakał się ze śmiechu a na koniec nauczylismy K. odpowiedniego słowa na taka okazję- "dosta"

;)

Share this post


Link to post

to raczej nie było śmieszne, raczej cholernie miłe. (;

byłam na zielonej szkole we Włoszech. dostawaliśmy czas wolny na mieście - chodziliśmy gdzie chcemy, a o którejśtam godzinie zbieraliśmy się w jednym miejscu, no wiadomo. ;p więc z dziewczynami ustaliłyśmy, że trzeba iść na pizzę. ;D wybrałyśmy małą knajpkę, bo miała normalne ceny i miłą obsługę. szef gadał po włosku, angielskiego nie umiał, więc dogadanie się z nim graniczyło z cudem.. w końcu zapytał - where are you from? - from Poland. na usłyszenie słowa "poland" szef zaczął się cieszył, powiedział "wait" i chwycił za telefon. coś tam gadał, gadał i nagle podaje mi słuchawkę ze szczerym uśmiechem, a ja 'halo?' a tam jakaś babka mi po polsku gadała jakąś promocję. ;D cholernie, cholernie miłe, naprawdę!

no i może też śmieszniejsze, w każdym razie nas to rozbawiło. ;p wchodzimy z koleżankami do jakiejś knajpki, wystrój wnętrza - cudny i raczej nie na nasza kieszeń... :mrgreen: więc wychodzimy, i wtedy kelnerzy nas łapią za rękę i pokazują kieliszki i wino, zaciągają do środka i zaczynają je nalewać xd wtedy podchodzi do nich taki młody, uroczy chłopak - kurwa, one nie są pełnoletnie! drugi kelner - nie? a my wtedy - nie, nie! - ich miny - bezcenne. ;D

Share this post


Link to post

Mieszkam w holendersko języcznej części Belgii. No i podchodzi do mnie ziomek z mapą w takim mieście jak Hasselt i sie pyta po holendersku jak ma dojechać do Houthalen i łamie język xD Ja mu płynnie odpowiadam, a ziomek do mnie, że przeprasza, ale nie rozumie. Widać, że nowo przybyty człowiek do roboty za granicą lub turysta xD

No to ja sie go pytam czy mówi po angielsku, on, że tak. No to mówie mu po angielsku, potem sie go pytam skąd pochodzi, a on do mnie: "From Poland", a ja po polsku: "No i kurwa nie trzeba było tak od razu" xD Nie zapomne tego do końca życia xD

Share this post


Link to post

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!


Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.


Sign In Now

  • Who's Online (See full list)

    There are no registered users currently online

  • Recent Status Updates

    • Pizzaro

      Pizzaro

      Czy jest tu jakaś cywilizacja? 
      · 8 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      Wybitny radziecki profesor anatomii Anatolij Jebiedrewienko w 1969 roku odkrył, że oko i dupa połączone są nerwowo.
      Aby dowieść swej tezy potrzebował ochotnika, na którym przeprowadziłby swój eksperyment. Na ochotnika zgłosił się 27-letni Dymitri Starodupcew.
      Eksperyment miał rozwiać wszelkie wątpliwości, gdyż środowisko naukowe wątpiło w śmiałą tezę Jebiedrewienki. I ostatecznie tak też się stało. Najpierw profesor z całej siły uszczypał w pośladek Starodupcewa, któremu z oka niemal natychmiast poleciała łza. Następnie z impetem wsadził mu palce do oczy wskutek czego ochotnik się zesrał.
      · 3 replies
    • Borowy

      Borowy

      Ej, czemu nie jestem zielony?! 
      · 14 replies
    • Shady-Lane90

      Shady-Lane90  »  Kalafior_Grozy

      Jak się nazywa ten większy dzyndzel, co się go zakłada na mniejszy dzyndzel przy słuchawkach? Takie to samo, ale większe braciszku.  
      · 2 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      Nie ma to jak świętować 30. rocznicę odzyskania wolności, która jeszcze nie przyszła.
      · 0 replies
  • Popular Now

  • Posts

    • yiliyane
      Wyprowadzka po ukończeniu 18 roku życia.
      Teoria teorią, a praktyka praktyką. Postępowanie sądowe się ciągnie niekiedy latami, alimenty są zwykle marne, a ponieważ Twoi rodzice mieszkają za granicą, może być problem z wyegzekwowaniem płacenia alimentów. Nie liczyłabym zbytnio na to. Jak już pisałam wcześniej, z pracy dorywczej się nie utrzymasz. Korepetycje z niemieckiego to dobry pomysł, o ile w Łodzi byłoby na nie zapotrzebowanie. Wpierw powinieneś rozeznać się w temacie jakie są szanse zatrudnienia w wybranym przez Ciebie mieś
    • DarekMarekArek
      Wyprowadzka po ukończeniu 18 roku życia.
      Z takiego, że bym się jeszcze uczył. Czytam na internecie i pisze, że należą się do 24 roku życia, jeżeli osoba się uczy i nie może do końca się utrzymać. Może źle coś rozumiem, nie znam się na prawie, mówię tylko o tym co przeczytałem.   Mógłbym pracować w gastronomii, może coś innego się znajdzie. Może dałbym też radę prowadzić korepetycje z niemieckiego.   Nie mam wykształcenia. Mam tylko zrobione 3 tygodnie praktyk. Praktyki dokładnie miałem w Supermarkecie. Rodzicę p
    • Kerosine
      Wyprowadzka po ukończeniu 18 roku życia.
      Z jakiego tytułu alimenty? Praca jedynie wieczorami i weekendami... raczej tylko w gastronomii mógłbyś coś takiego ogarnąć, a i to moim zdaniem wystarczyłoby jedynie na tzw. koszty stałe [dach nad głową i opłaty za media]. Call center? I don't know. Na Twoją niekorzyść działa zdecydowanie Twój wiek i brak jakiegokolwiek kierunkowego wykształcenia ani doświadczenia zawodowego [chyba, że się mylę?]. Jeśli naprawdę nie musisz - nie ruszaj się nigdzie.
    • DarekMarekArek
      Wyprowadzka po ukończeniu 18 roku życia.
      Chciałbym wtedy znaleźć prace po szkole i na weekendy. Może mogę się ubiegać o alimenty? Nie mam zbyt dużego wyboru z wyprowadzką, będę musiał to szybko zrobić. Chcę pogodzić te dwie rzeczy jakoś.   Znam język niemiecki na b2, a niedługo będzie c1. Może to mi pomoże.    Nie pochodzę z Łodzi, chcę poprostu tam zamieszkać. W Polsce nie mieszkam już 3 lata.
    • Kerosine
      Wyprowadzka po ukończeniu 18 roku życia.
      Albo praca, albo edukacja. Taką decyzję będziesz musiał podjąć. Przy czym w tym drugim przypadku lepiej, żeby było to NAPRAWDĘ dobrze opłacalne dorywcze zajęcie [coś w rodzaju striptizera być może? Only half a joke]. Swoją drogą, pochodzę właśnie z Twojego docelowego miasta. Ty też być może? Długo mieszkasz na obczyźnie?