Mendoxes

Menda pisze.

Recommended Posts

Postanowiłem stworzyć Jeden temaciki z moimi głupotami no bo po co mam spamować xD

Pamiętam jak dziś, otworzyłem moje wielkie znudzone oczy z głębokiego snu.

Ujrzałem to co widziałem na co dzień.

Wodopój, siano,plac do spacerku i te przebrzydłe zapyziałe kraty.

Marzy mi się wolność, chociaż inni mieszkańcy zoo zazdrościli mi tej przestrzeni życiowej dla mnie to za było zdecydowanie za mało.

Słowa turystów, bez ich wiedzy co dzień ranią moje wielkie tłuste serce

"mamo popatrz na jego trąbę","ale ogromny pewnie ma małego","Moszimo haradara kendda!".

Minął poranek, jak zawsze chlapałem się wodą dla zabicia czasu, gdy nagle, stało się coś nie zgodne z grafikiem.

O 14:00, otworzyły się kraty zaplecza.

Za wcześnie na jedzenie, musieli mieć inny cel wizyty i pewnie nie wpadli zaprosić dziesięcio tonowego szarego słonia do kina.

Poczułem delikatne ukłucie na trąbie, ryknąłem przeraźliwie i upadłem na glebę tak szybko jak Mandaryna spadła z Top list po tym jak okazało się, że nie umie śpiewać.

Obudziłem się po paru godzinach, ze strasznym kacem, szybka kalkulacja w głowie co się stało, "czy znowu turysta dolał mi Wódki do wodopoju?" nie nie nie! zostałem uśpiony przez strażników!

Dręczyło mnie pytanie "po co" przecież byłem zawsze miły i grzeczny, nie sprawiałem kłopotów to dlaczego tak drastycznie to załatwili, ahh Ci durni ludzie.

Podniosłem się bardzo ociężale rozejrzałem się do okoła i oniemiałem.

Na moim przepięknym śmierdzącym posłaniu leżała ona.

Piękna, szczupła,lśniąca słonica a seksownej zawiniętej do dołu trąbie.

Serce zaczęło mi bić szybciej, moje twarde jak głowy posłów nogi zrobiły się miękkie jak wata, miałem ochotę obudzić ją i porozmawiać, ale w moje serce wkradł się strach.

Nie mam doświadczeń jeżeli chodzi o słonice, przecież ja urodziłem się w zoo, samotnie spędzałem tu życie, może stałem się Asłoniwo-społeczny.

Bałem sie bardziej niż dentysty zoofila, który odwiedził mnie tydzień temu.

Moja nowa współlokatorka przekręciła się z gracją ośmio tonowej baletnicy na drugi bok i bardzo powoli otworzyła oczy.

Spojrzała na mnie, tak cudownie i ciepło, że poczułem się jakbym chwycił pana boga za nogi - gdybym miał ręce.

Powstała powoli, podeszła bliżej nadal z tym przepięknym uśmiechem i podała mi swoją seksowną trąbę.

Uścisnąłem ją mocno, może nawet za mocno, ale mimo tego uśmiech z jej pyszczka nie znikał.

-Skąd jesteś? - zapytałem by przerwać ciszę

Ona nic nie odpowiadała, tylko się uśmiechała, chyba wiedziałem w czym rzecz, ona nie mówi Po Polsku.

Na szczęście, klatkę obok zamieszkuje "Pijane oko dżon" Leniwiec z Ameryki to czasem uczył mnie angielskiego.

-Where are you from?

Nadal pięknie się uśmiechając, pokręciła głową.

Angielski też nie hmm, co to może być, podeszła jeszcze bliżej i przerwała moje rozmyślania ryknęła tak głośno, że serce prawie mi stanęło.

Ona nie jest z Zoo to jest dzika słonica i zna tylko nasz język.

Po tym donośnym ryknięciu objęła mnie trąbą, zrobiłem to samo, noc spędziliśmy razem, bez słowa.

Mijały dni, ona nauczyła mnie języka wolnych słoni, ja ją lekko nauczyłem Polskiego.

Pamiętam jak dziś to był czwartek, po upojnej nocy znowu przyszli strażnicy, poczułem ukłucie w trąbę.

Znowu! czyżby chcieli mi przyprowadzić kolejną słonice? Chcą mi zrobić harem? - zasnąłem.

Obudziłem się na jeszcze większym kacu, marzyłem teraz tylko o tabletce przeciw bólowej, ale gdzie jest moja wybranka? rozglądałem się do okoła, nie ma po niej śladu, zacząłem się denerwować!

Gdzie ją zabrali i na jak długo!

Popędziłem czym prędzej do klatki obok do Tygrysa bengalskiego o ksywce "pierd".

-Pierd! co tu się stało! gdzie ona jest!

Pierwszy raz widziałem by dumny paskowany tygrys spuścił wzrok.

-Ludzie chcieli...tylko byście się rozmnożyli.. ona wraca do swojego Zoo.

Mój świat się zawalił, łzy napłynęły mi do oczu i po tym wszystkim miałbym wrócić do swojego beznadziejnie nudnego życia?

Powiedziałem sobie - NIGDY, muszę się stąd wydostać i zacząć ją szukać!

rozpędziłem się i uderzyłem głową w kraty, wygięły się, ale nie pękły.

Poczułem niesamowity Ból czaszki moje prawe oko zalała krew.

Ryknąłem jak przystało na prawdziwego wolnego słonia, uderzyłem w kratę po raz kolejny i kolejny, ona nie pękała, nie chciała ulec uderzyłem ostatni raz, ona puściła, poczułem się słabo.

Spojrzałem w dół, stałem w kałuży krwi, swojej krwi, usłyszałem lament moich getto przyjaciół..

Już na mnie czas, tak chce by moja historia się skończyła, umarł bo próbował, jestem szary ale tylko na skórze.

Share this post


Link to post
Postanowiłem stworzyć Jeden temaciki z moimi głupotami no bo po co mam spamować xD

O, właśnie chciałam Ci napisać, żebyś założył jeden :D

Menda! :mrgreen: to jest wspaniałe, widać podróże pociągiem Ci służą.

Słowa turystów, bez ich wiedzy co dzień ranią moje wielkie tłuste serce

"mamo popatrz na jego trąbę","ale ogromny pewnie ma małego","Moszimo haradara kendda!".

:lol::lol:

Pisz, pisz ;D

Share this post


Link to post

Właśnie mi się przypomniało, że ptaszki ćwierkały kiedyś, że menda napisał coś o jakichś słoniach. x DDD

Genialne, rzeczywiście najlepsze z tych, co tu dodałeś. x DDD I jakie romantyczne. x DDD

To już wiem, dlaczego tak BARDZO lubisz zwierzęta. ;P

Share this post


Link to post

Aaaa takie głupie trochę xD nie śmieszne podkreślam!

Spokojne leżenie jest nie dla mnie, mam ochotę wydzierać się i płakać, ehh

to jest totalnie nie profesjonalne, nie wiem jakiego typu narkotyki mi

podali w kaszce o smaku domestosa, ale to jest nie do zniesienia, nie mogę normalnie się poruszać, nie mogę mówić, ani samodzielnie jeść, na szczęście mój piękny umysł został w stanie nie naruszonym.

Moja pamięć także jest ograniczona, pamiętam jedynie przeszłość oddaloną o rok i parę miesięcy.

Pamiętam jak dziś...

Kiedyś byłem obdarowany niezwykłą prędkością poruszania, mój witkowaty ogon

zdobił moją okrąglutką sylwetkę, teraz jestem jakąś poczwarą.

Ale wróćmy do tego jak to wszystko się zaczęło.

Dryfowałem po bezkresie nicości w towarzystwie milionów przyjaciół, miałem

swoją wierną ekipę, z którą mogliśmy wszystko, nie było lasek, które byśmy

nie zarwali, nie było ilości browara, którego byśmy nie wydoili, jednakże

pewnego dnia, zostaliśmy zalani przez jakąś dziwną maź, dostaliśmy się w wir odpływowy, starałem się złapać moim ogonem o cokolwiek, jednakże nie dałem rady.

Poddałem się, nachodziły mnie myśli końca, byłem przygotowany na spotkanie ze stwórcą w plemnikowym raju.

ale poczułem drgania, wszystko w okół się trzęsło, dziwna maź zniknęła,

niezliczona ilość moich towarzyszy rozglądała się do okoła nie mniej

zdezorientowana niż ja.

To nie jest "dobrze nam znana" nicość w której żyliśmy, to było zupełnie

inna "nicość" wydawała się bardziej ciepła i przytulna.

W porywie mazi zauważyłem, że straciliśmy paru członków ekipy między innymi

witko-nosego Edka i pajęczyno zębnego Stasia.

Miałem niezmierną ochotę sprawdzić tą okolice.

Wszyscy w kupie ruszyliśmy na zwiady, krążyliśmy tak dobre kilka godzin.

Gdy nagle, dotarliśmy do ogromnej antycznej sali tronowej, na środku niej

znajdowały się ogromne jabłka, poczułem się głodny.

Wrzuciłem drugi bieg i szturmem na jabłko!

Odbiłem się niczym Adam Małysz od trybun kiedy skoczył za daleko.

Pomyślałem: Z plastiku? czy nawet w tej pieprzonej nicości Japońskie dzieci

nintendo muszą chwalić się swoimi beznadziejnymi produktami?

Ku mojemu zdziwieniu, więcej plemników rzuciło się na jabłeczka, większość

odbijała się tak jak ja.

Ale nielicznym udawało się ugryźć, a nawet przegryźć cieniutką różowiutką

skórkę.

Nie dawałem za wygraną, kolejna próba.. i kolejna! przebiłem się! wbiłem się w ten cudowny miąsz, chciałem więcej i więcej! nagle poczułem jakiś dziwny

instynkt! chce być jednością z tym jabłkiem!

Zrobiło się tłoczno, miliony plemników walczyło o dojście do michy,

zirytowało mnie to, wrzuciłem wsteczny, wycofałem, załączyłem moje uber

lasery i rozpocząłem wojnę.

strzelałem, do wszystkich, nawet moich wiernych towarzyszy, mordowałem i

zabijałem w imię swojego własnego egoistycznego dobra.

Poczułem ukłucie na widce, straciłem zwrotność, ktoś odstszelił mi witkę.

Żeź trwała, eksplozje na około, krew i pot to jedyne co było wyczuwalne gdy

zostałem sam na polu bitwy.

Wygrałem, nikt nie będzie mi już przeszkadzać.

Ociężały i obolały podjechałem na jedynce do jabłka. Wbiłem się w nie,

zobaczyłem światło, to mnie wchłonęło.

Ciepło i ciemno.

Film mi się urywa w tym miejscu na jak mniemam pare tygodni.

Budze się w więzieniu, zamknięty w czterech półkolistych ścianach, zalany

obrzydliwą wodą.

Co się ze mną stało?

Oglądam siebie dokładnie, nie mam witki, zamiast niej mam dwa szpadle.

Moja idealna okrągła sylwetka zmieniła się w wynaturzoną zmutowaną odmianę

małpy.

do mojego brzucha jest podłączony jakiś kabel.

Może zostałem porwany przez kosmitów i wysysają ze mnie energie? jestem jak bateria R4?

Potrząsnąłem głową, nie nie nie! za dużo matrixa się naoglądałem.

Zdenerwowałem się nie ziemsko, chciałem się stąd wyrwać, kopnąłem w jedną ze ścian.

TO niesamowite, ale jedno kopnięcie zmęczyło mnie całkowicie, poczułem się jak plemnik Joe floe, śmiałem się z niego bo nie nadążał za nami, zawsze z tyłu, wolał czytać tolkiena niż oglądać mecz, czyżbym miał skończyć jak on?

Kolejne miesiące to doskonalenie mojego nowego ciała, jezeli to w ogóle jest możliwe.

Zauważyłem, że moje więzienie od czasu do czasu się porusza, a kiedy kopne w ścianę, którą uważam za zewnętrzną, to słysze cieniutki cichy głos typu "spokojnie mały" albo "ooo kopie dotknij kochanie" Nie wiem czemu, ale przyzwyczaiłem się do tych głosów w mojej głowie, wydają mi się niezwykle miłe i przyjemne.

To chyba był dziewiąty miesiąc mojego pobytu w tym zapyziałym więzieniu bez klawiszy.

Wpadłem w depresje maniakalną, kopałem jak najęty miałem dość, chciałem umrzeć, słyszałem jak za każdym kopnięciem to coś z zewnątrz jęczy.

Teraz już wszystko zrozumiałem, stałem się pasożytem tego przepysznego

jabłka, chciałem Mu ulżyć w cierpieniu.

Zobaczyłem dziurę.

Światło!

Dziura się otwiera do mnie, światło mnie oślepia, zaczynam przeraźliwie

krzyczeć, wszystko mnie boli, czuje nie pojęty ból wszystkich elementów

mojego ciała.

Przypomniała mi się jakaś głupia scena z filmu grozy, gdzie medium mówi do duchów "nie idź w stronę światła" umarłem?

Coś mnie złapało! Coś mnie wyciąga! Czy to Plemniczany Bóg?

Jakiś... stwór w zielonym fartuchu...

No i od tego momentu moje życie polega na wiecznych poniżeniach, traktują

mnie jak jakiegoś opóźnionego w rozwoju wiecznie tylko "kuciu kuciu kuciu"

"tulu lulu lulu" a w telewizji puszczają mi teletubujskiego pedała a ja chce

oglądać koszmar z ulicy wiązów.

Choć widzę fizyczne podobieństwo między mną a tą dwójką barbarzyńców,

którzy zapewniają mi pokarm i wyjmują moje odchody z tej białej czapki na

kupy zwanej pieluchą.

Moje narzędzia mowy są w opłakanym stanie, nie wiem czy mi je wycieli czy podwiązali ale jedyne co moge powiedzieć to "fufuffu" "gugugug" i inne takie żałosne sformułowania, Ja! ex-plemnik z dyplomem filozoficznym... To okrutne, gdyby moja nauczycielka od trygonometrii mnie zobaczyła... ahh wole nie wiedzieć.

Mijały dnie, postanowiłem uprzykrzyć życie moim oprawcą jak bardzo chce, kiedy nastaje noc, dre się, beczę, robię kupę specjalnie taką by wyleciała z tej ich całej pieluchy.

To na nich nie działa, nadal robią te obrzydliwe i nie higieniczne rzeczy typu "pocałunek w czółko" ehh, poczekajcie tylko jak dorosnę...

Share this post


Link to post

zakończenie jest boskie, w ogóle genialnie piszesz podobaja mi się sformułowania i sposób w jaki wszystko opisujesz cud miód

Share this post


Link to post

A tu druga część tego niemowlęcego bajzlu xD

Niedawno zauważyłem zmianę zachowania u moich oprawców, cały czas trują mi głowę tymi samymi zdaniami to żeńskie coś "powiedz mama" to owłosione na twarzy "powiedz tata" a ja jak na złość nie mam zamiaru, ich frustracja daje mi uśmiech na twarzy i chęć dalszego życia w tym pokracznym ciele.

Jeszcze do tego dochodzi to siłowe wyciągania mnie z mojego wózkowego

więzienia stawianie na podłodze i tresowanie mnie jak małpy w cyrku "no zrób parę kroczków"

O za nic, nawet jakby przyprowadzili mi tu niemowlęcą miss świata nie zrobię tego by mogli klaskać i wcinać solony popcorn.

Mijały dnie, tygodnie, ich wymagania stają się coraz częstsze, potrafią

powtórzyć "powiedz mama" 100 razy dziennie, przechodzę swoje 78 załamanie psychiczne.

W środę, przeszła mi myśl "a może powiem "mama" to się odpieprzą?

Ale po chwili napadły mnie przeciw argumenty: małpka zrobi jedno to zaraz zaczną "powiedz stół z powyłamywanymi nogami" albo wyrecytuj pana Tadeusza od tyłu po języku Afrykańsko-Bułgarskim.

W o życiu, nie zatańczyłem w tańcu z gwiazdami to nie mam zamiaru przed

nimi.

Czwartek, czuje się głodny, gdzie to posiadające piersi stworzenie, króre z

reguły daje mi racje żywnościowe? zniknęła? zostawiła mnie bym umarł z

głodu? ahh, to jest wbrew konwencji genewskiej tak nie można.

Ahh gdybym miał moje ultra-fazowe lasery mrożące...

Ale nie mam, muszę pomyśleć nad wykombinowaniem jakiejś broni z rzeczy

znajdujących się w moim otoczeniu, trzy głębokie wdechy! I mogę brać się do dzieła.Hopsa! jednym susem z wyrka, kozioł, poraczkowałem do szafy, rozglądam się i nic nie widzę, same bez użyteczne nie groźne śmieci, wszystko oznaczone plakietką "Dla dzieci poniżej 3-go roku życia"

Moje Chojnie obdarowane zmysły usłyszały przekręcanie się klucza w zamku, "ktoś idzie'

trzy salta do tyłu i schowałem się za kanapą, usiadłem - musiałem chwile

pomyśleć, jak wyjść z tej sytuacji.

Z reguły ten klawisz z długimi włosami nie odstępuje mnie na krok, to może być moja jedyna szansa na wydostanie się z tego miejsca, ale nie miałem żadnego pomysłu jak to zrobić.

Obok mnie zauważyłem zielony klocek wielkości piłeczki tenisowej, wziąłem go do tych moich grabi.

Jak się zbliży to wydłubie temu czemuś oko, i ucieknę.

Zbliża się, słyszę jak coś do mnie mówi "Ojej, wyszedłeś z wózeczka, choć do mamci" Pomyślałem "ja Ci dam mamcie ty kosmito".

Moje ręce są bez wartości nie dorzucę do niej, nim mnie obezwładni, szybko

szybko myśl!!!!

Wiem! do buzi i wypluć to na nią z ogromną siłą! to musi zrobić jej dziurę w

głowie! prawa fizyki...

Wziąłem klocek do ust, smakował tak samo zielono jak wyglądał.

Ufo, chyba przeczuło mój plan, przyśpieszyło tempo ataku na mnie wydzierając się "nie bierz tego brudniutkiego klocuszka do buzi!"

Złapała mnie pod pachami ja wyplułem klocka wprost na nią, dostała w czoło!

HEADSHOT!

Ale ona zamiast upaść w konwulsjach zaśmiała się i położyła mnie z powrotem do mojego łóżkowego więzienia.

Może następnym razem.

Przyszedł kolejny dzień, gdy znowu nie było kosmitów, zauważyłem, że

chodzenia na tych szpadlach zwanych nogami jest o wiele wygodniejszym

sposobem poruszania się niż łażenia jak pies.

Pech Chciał, że zauważyli jak chodziłem, co skończyło się karą, ściskali

mnie jak na przesłuchaniach KGB oraz tym okropną wymianą płynów przez usta.

Zrobiłem jedno, teraz muszę się spiąć w sobie żeby nie powiedzieć "mama" i "tata" bo będzie kaszka z rodzynkami w czekoladzie...

Nie podołałem i temu, jestem beznadziejny, następnego dnia stosowali terror psychiczny, karmiąc mnie powtarzali "powiedz mama" i jak nie powiedziałem to nie trafiali tą kaszką do moich ust wszystko lądowało na brodzie lub policzku, to okrutne nawet jak na sadystycznych satanistów skinhedów..

Musiałem powiedzieć "mama" a potem "tata"

Moja godność upadła, ale będąc głodny nie wymyśle jak ich zgładzić, uciec i opanować ten świat.

Share this post


Link to post

Kurde, śmieszne ale jednak takie ponure i nie-mendowe. ;P Albo to po prostu ja mam taki humor i psuję sobie nastrój opowiadania. ;)

No cóż, mimo wszystko, niektóre teksty jak zwykle powalające. Dla przykładu:

Mijały dnie, tygodnie, ich wymagania stają się coraz częstsze, potrafią

powtórzyć "powiedz mama" 100 razy dziennie, przechodzę swoje 78 załamanie psychiczne.

W środę, przeszła mi myśl "a może powiem "mama" to się odpieprzą?

Ale po chwili napadły mnie przeciw argumenty: małpka zrobi jedno to zaraz zaczną "powiedz stół z powyłamywanymi nogami" albo wyrecytuj pana Tadeusza od tyłu po języku Afrykańsko-Bułgarskim.

x DDD

Ehh, po prostu pisz dalej, ok? ^^ ;P

Share this post


Link to post

Ostrzeżenie: Tekst ten jest przeznaczony jedynie dla czytaczy posiadających ukończone 18 lat, z dystansem do świata i Boga, trzymających gumy do żucia zawsze w tylnych kieszeniach oraz mlaszczących przy jedzeniu kaszki manny.

Dawno dawno temu, przed tym jak kolumb odkrył Amerykę oraz przed

wynalezieniem truskawkowych prezerwatyw, była nicość oraz wszechwiedząca

istota dziś znana jako Bóg.

Leżąc jak co dzień w swoim niebiańskim leżaczku i oglądając Kube

wojewódzkiego, Bóg wpadł na pomysł.

HEj! czemu by tak nie stworzyć jakiś marnych istot i nie spalić ich moją

nową lupą którą dostałem od taty na miliardowe urodziny?

Z impetem wstał z leżaczka i popędził na niebiańskiej chmurce do tak samo niebiańskiego pokoju i otworzy nie mniej niebiańską szufladę.

Przerzucając różne śmieci typu "puszka pandory, mydelniczkę z Sarsem czy

woreczek marihuany znalazł cel swoich poszukiwań "zestaw młodego

stworzyciela"

Na bosaka przefrunął do salonu, gdzie przestudiował 2 zdaniową instrukcje

obsługi "piach zalać wodą i wypowiedzieć magiczne słowo abra kadabra"

Bóg w swojej wszechwiedzy zrobił jak kazała instrukcja.

Przepiękne akwarium ożyło, zaczęły pojawiać się rośliny, wody nabrały

ustalonych przez jego palec kształtów.

Jako młody strateg Bóg, zaczął kreślić granice 'aa tu, będą Niemcy, przez

których za parę tysięcy lat będę miał niebiańską pompę geheh"

Po 200 latach Wszechmogącemu znudziło się oglądanie roślin i bakterii, więc wrzucił przewijanie w video i migusiem przyszły na świat zwierzęta.

Mijały lata, nawet wieki, Bóg kochał obserwować rozmnażające się zwierzęta, ale przyszedł dzień, w którym Mu się znudziło.

Nie miał powodzenia u dziewczyn, tata zabronił mu oglądać filmy

pornograficzne więc postanowił urządzić sobie własne studio.

Stworzył człowieka.

Mężczyznę - na swoje podobieństwo, nie wiedział jak wygląda naga kobieta

więc miał dylemat, jak człowiek będzie się rozmnażał?

Nie przypuszczał, że odpowiedz podeśle Mu sam stworzony człowiek...

Nowy początek.

Jestem głodny, jestem brudny, jestem nagi.

Ahh, nie rozumiem tego, żyłem sobie parę miliardów lat w tym opakowaniu i nagle temu całemu wszechmogącemu przypomniało się, że ma "zestaw młodego stworzyciela" i wprowadził mnie w ruch ehh, gdyby jeszcze stworzył mi jakiegoś towarzysza.

Ale nie!

Jestem w tym pięknym raju sam, smutno mi i troszkę zimno, całe dnie jedynie wędkuje, poluje, lub śpię.

Co to za życie kiedy nie ma się do kogo ust otworzyć.

Bez kres nudy..

Mijają tygodnie, wciąż jestem sam, z Tygrysiej jaskini zrobiłem sobie domek, jest przytulny na ścianach wykazałem się talentem i naszkicowałem parę mamutów.

Wystrój jest prosty jednakże klasyczny, na środku parę kamieni, w kątach

parę kamieni, przy wejściu parę kamieni, praktycznie wystrój mojej jaskini

kończy się na kamienieniach.

Wyszedłem a raczej wybiegłem z jaskini gdy słońce padało na kamień przy

wejściu budząc ogromne muchy ludojady.

Biegłem tak parę naście kilometrów, nim owe muchy zmieniły cel i zjadły

niedźwiedzia nieopodal.

Zmęczony bez sił usiadłem na łączce, zdziwiłem się bo zauważyłem zwierze,

którego nigdy wcześniej moje oczy nie widziały.

Stało na 4 nogach, było białe w czarne plamy, miało krótkie rogi, ale było

coś pod brzuchem na czym skupiłem swoją uwagę.

To zwierze, które w napadzie weny twórczej nazwałem krową na cześć Bożej

teściowej, pod brzuchem miało worek, a z tego worka zwisało parę takich

fajnych pałeczek.

Obserwowałem to przez długie godziny, po czym stwierdziłem, że człowiek też powinien takie coś mieć, zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie siebie z

wymionami.

Na początku na głowie, to wyglądało śmiesznie.

Potem nogach- też nie pasowało.

najwięcej miejsca miałem na klatce piersiowej, dlatego w miejsce tych moich

5 złotówek zwanych męskim sutkami wyobraziłem sobie krowie wymiona.

Błysnęło mi w głowie, jedyna jak dotąd nie używana i bez użyteczna część mojego ciała zmieniła się, nazywałem tą część mojego ciała "ręką bez palców" teraz wiem, że zasługuje na inną, własną nazwę "siusiaczek!

Wiem już, co może dać mi szczęście, towarzysz z wymionami na klatce piersiowej!

Bóg obserwował zachowanie mężczyzny, jako, że czytał w jego myślach wiedział czego on pragnie i dał Mu to czego chciał, ale niestety! nie starczyło Mu niebiańskiej plasteliny na siusiaczka a sklepy były czynne jedynie do 18:00 więc Bóg, nie chciał zrobić zawodu mężczyźnie i w miejsce siusiaka zrobił dziurę.

Zesłał tak zwaną kobietę na ziemie.

Od tego czasu życie mężczyzny zmieniło się nie do poznania, na lepsze.

Share this post


Link to post

Wystrój jest prosty jednakże klasyczny, na środku parę kamieni, w kątach

parę kamieni, przy wejściu parę kamieni, praktycznie wystrój mojej jaskini

kończy się na kamienieniach.

Pięknie xD

Share this post


Link to post

Ja już wyraziłam swoje zdanie:

"Mendo, dzięki, że porównałeś mnie do krowy!" x DDD

A tak poza tym to przeee! x DD

Share this post


Link to post
Ja już wyraziłam swoje zdanie:

"Mendo, dzięki, że porównałeś mnie do krowy!" x DDD

Muuuuuuu xD

Share this post


Link to post

Tytuł "z czego jest coca cola"

Od razu podkreślam, że to nie jest tym razem śmieszne i jest pisane prawie na poważnie

Nie czytajcie tego tekstu, jeżeli

a) Macie tasiemca

b) Lubicie pić Coca cole

c) Jesteście Anty/alter-globalistami i chcielibyście wykorzystać moją

opowieść w wywiadzie dla tvn24 albo telewizji trwam.

d) Jeżeli jesteś Ojcem dyrektorem

e) Jeżeli masz na imię Ania lub Hania.

Styka ;;

Tomasz, jak zwykle po męczącym dniu w szkole wrócił zmęczony do domu, był spocony i zgrzany, na zewnątrz było cieplej niż pod pachą Angeliny Jolie.

Tomasz, rzucił plecak w przedpokoju i popędził do kuchni by się ochłodzić,

jakimś płynem.

Otwiera lodówkę, a tam cały asortyment napoi, soki o smaku prześcieradła,

babciny kompot o smaku babcinych zębów i tym podobne.

Tomasz jednak nie był tym wszystkim zainteresowany, on szukał płynu swoich marzeń, nie chodzi mi tu o ślinę jego koleżanki tylko o coca cole! napój Bogów!

Tomasz znalazł drogocenny napój, był skrzętnie ukryty, otworzył korek,

cudowny odgłos "pss" pogłaskał jego uszy, przystawił gwint do ust, bąbelki delikatnie skakały po jego szarym zaroście, przechylił i wypił do dna.

Ale Tomasz nigdy nie zastanawiał się jak tak naprawdę narodziła się coca

cola.

Otóż milion lat temu...

Może trochę mniej, jakieś siedemdziesiąt lat temu, czarnoskóra kobieta o

przepięknym imieniu Umba umba, przez całe swoje życie poszukiwała

niepowtarzalnego smaku.

Ahh, to miasto nie przypomina mi domu, od dawna nie odwiedzałam mojego rodowitego miasta, studia na oxfordzie i praca w Japonii kompletnie zamazały moje wspomnienia dotyczące tego miejsca.

A przecież stąd pochodzę, tu jest mój dom, tu mieszkali moi rodzice i z

początku ja, tu dostałam to idiotyczne imię umba umba.

Nienawidzę tego miejsca, ale tu mam się spotkać z Francuzem, który wie coś na temat składnika x, niektórzy nazywają ten składnik ambrozją, inni niebem na ziemi, tak naprawdę to nikt nie wie lub nie chce wiedzieć gdzie on tak naprawdę się znajduje.

Francuz Pier Pier, zapewne też nie wie, ale może posiada jakieś mały skrawek informacji, które by mi pomogły w poszukiwaniach.

Stolica somali, odzwyczaiłem się od tego widoku, nagie brudne dzieci

biegające za małpami po ulice, obślizgłe błotne ulice, slumsy, w których

nawet psy nie chcą spać.

Dotarłam do jedynej przyjemnej pseudo kawiarni w całej somali.

Pier pier był prawdziwym dżentelmenem, nim powiedział "witam" głośno

charchnoł i splunął nie opodal mojej nogi.

-Witam koleżanko - miał oczy diabła, przemawiała przez nie chciwość i dziwna rządza, wiedziałam, że cena tej informacji nie będzie niska.

-Do rzeczy, Pier Pier, co wiesz i ile będzie mnie to kosztować.

Wino-pijca rozsiadł się wygodnie na siedzeniu przypominającym bardziej

skrzynkę niż krzesło.

-Pięć tysięcy dolarów, za informacje dotyczącą hipotecznego miejsca pobytu

ambrozji.

Wiedziałam, że są setki hipotetycznych miejsc dotyczących położenia tej

substancji, jednakże jeżeli wiem, że muszę sprawdzić każdą ewentualność, co nie zmienia faktu, że chciałam się trochę potargować.

-Jesteś śmieszny, nie zapłacę Ci takiej kwoty za nie sprawdzoną informację.

Diabelskie oczy żabojada błysnęły jak oczy policjanta łapiącego staruszkę na radar.

-Zawsze możemy się dogadać, płatność w naturze też jest przezemnie

akceptowana.

Nie wzburzyłam się wcale jego propozycje, wiem, że jestem atrakcyjna, a taki gruby pucołowaty francuz z manierami więźnia na pewno jest głodnym wilkiem, jednakże przez myśl mi nawet nie przeszło by się na to zgodzić.

-Jesteś chamski, koniec rozmowy.

Wstałam od stołu, odwróciłam się tyłem do Piera i kierowałam się do wyjścia.

-Poczekaj! możemy się dogadać z tą ceną!

Tak, jestem diabłem psychologiem, wiedziałam, że mnie zatrzyma.

-dwa tysiące dolarów, tyle mogę dać - to była niezwykle niska cena, za taką

informację, ale Pier nie umie się targować.

-Zgoda.

Pier Pier, bardzo obrazowo wyjaśnił mi gdzie dokładnie znajduje się ukryta

jaskinia, jak gdyby tam był i tu naszły mnie wątpliwości, skoro był to czemu

nie posiada ambrozji?

Może jest tym coś czego się boi, może uciekł z krzykiem, a może wcale tam nie był i nabija mnie w butelkę?

Nie dowiem się póki sama nie sprawdzę, wyruszę jutro z samego rana.

Przyszedł ranek, w cuchnącym śmiercią hotelu odganiając się od much,

spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy do obszernego plecaka i wyruszyłam moim zdechłym jeepem w podróż dającą mi kolejną szansę na zrealizowanie marzeń.

Podróż po wertepach puszczy trwała parę godzin, w drodze stłukłam sobie

zegarek z myszką mikki, więc nie miałam pojęcia o dokładnej godzinie.

Jaskinia opisywana przez Piera, różniła się trochę od tej opisywanej przez

Piera, nie była taka ogromna, nie wyglądała jak paszcza smoka, teraz mam pewność, że Pier nigdy tu nie był.

Możliwe, że usłyszał tą plotkę od jakiegoś tubylca, z nad naturalną

zdolnością do kolorowania nie tylko kolorowanek.

Zapaliłam moją latereczkę wielkości przydrożnej latarni i weszłam w głąb.

Jaskinia w środku wydawała się o wiele większa niż na zewnątrz, pachniało to wszystko tajemniczością.

Przeszłam parę kilometrów, gdy zdarzyło się coś dziwnego, poczułam się

senna.

Pomyślałam, że nie ma tu tlenu, musiałam jak najszybciej wrócić, stamtąd,

założyłam maskę z tlenem, którą mam zawsze przy sobie podczas przeszukiwań jaskiń.

Senność nie znikała, pogłębiała się z każdym krokiem.

Moje wszystkie zmysły oszalały, wpadłam w panikę, biegłam bez opamiętania do wyjścia, którego nie widać. Upadłam.

Zimno, otworzyłam powoli oczy, czuje chłód na całym ciele, jakbym leżała

naga na śniegu.

Spojrzałam na siebie, rzeczywiście leże naga na śniegu.

Rozejrzałam się do okoła, nie byłam już w jaskini, byłam w ogromnej

zdewastowanej sali, pełnej marmurowych kolumn, pokrytych białym puchem.

NIe chciałam się nawet zastanawiać, jakim cudem się tu znalazłąm, czemu

jestem naga? i kto mnie tu przyniósł?

Wziełam trzy wdechy, podniosłam się i poszłam przed siebie.

W tej chwili najchętniej uciekła bym stąd, ale nie było dokąd.

Mijając te wszystkie kolumny, myślałam o nagrodach jakie mnie czekają gdy pokarze to wszystko światu, o dumie profesorów na uniwersytecie, o mojej śwince morskiej którą zapomniałam nakarmić.

Doszłam do prze ogromnych pozłacanych drzwi, musnęłam je koniuszkami palców, a one samoistnie się otworzyły do środka.

Ciemność, w sali do, której prowadzą te drzwi panuje całkowita ciemność.

Boje się, ale robię pierwszy krok do przodu, potem drugi i trzeci, jestem w środku, ale nic nie widzę.

Drzwi z trzaskiem zamykają się za mną, odwracam się na pięcie z przerażeniem.

Ciemność się rozjaśnia, jakby ktoś powoli zapalał świecę.

Cudowny pozłacany pokój, wszędzie pełno malowideł, na środku znajduje się dziesięć pudełek, pod nimi był wyryty napis "to co daje ludziom szczęście"

Czy to moja nagroda?

Czy oprócz ambrozji dane mi jest wsiąść coś jeszcze?

Czy może mogę wybrać sobie tylko jedną nagrodę i skąd moge wiedzieć, którą?

Te pytania nie miały sensu, nie było się nad czym zastanawiać, otworzyłam wielkie drewniane pudło oznaczone rzymską jedyną.

W środku znalazłam pergamin o tytule "jak uprzykrzyć życie teściowej"

Zrobiłam kwaśną minę i powędrowałam do pudła oznaczone rzymską dwójką.

Znalazłam w niej dziwną pałeczkę, gdy nacisnę na klawisz ona zaczyna wibrować.

Nie wiedziałem do czego to służy, więc odłożyłam i powędrowałam do pudła Nr 3. otworzyłam i znalazłam w niej kota w worku z napisem "Zonk"

Nie wiem co to więc powędrowałam do pudła Nr 4.

W owym pudle był kolejny pergamin.

5 ludzi, bez których świat będzie lepszy.

1.Hitler

2.Mussolini

3.Stalin

4.Lenin

5.Kaczyński

TO nadal nie jest rzeczą, która by mnie zainteresowała, podeszłam do kolejnego i kolejnego pudła

w pudle nr 6 była butelka rumu, w siódmym były dziwne spodnie z krokiem w kolanach w ósmym była instrukcja obsługi operacji powiększania biustu, w dziewiątym znalazłam nagie zdjęcie mężczyzny o Nazwisku Bush.

Przy tym zdjęciu próbowałam się nie zaśmiać, ale nie dałam rady.

W ostatniej była ambrozja.

Wzięłam ją dla siebie nie podzieliłam się tą rozkoszą z nikim.

A co do coca coli to jest zrobiona z odpadów z pudełek 1-9.

Share this post


Link to post

No, teraz świetny koniec. Zakonczony akurat xD

Jest trochę błędów interpunkcyjnych i ortograficznyych.

O treści się nie wypowiadam bo jak zwykle świetne xD :lol:

Share this post


Link to post

Tomasz, jak zwykle po męczącym dniu w szkole wrócił zmęczony do domu, był spocony i zgrzany, na zewnątrz było cieplej niż pod pachą Angeliny Jolie.

kocham ; haha ;

Wzięłam ją dla siebie nie podzieliłam się tą rozkoszą z nikim.

A co do coca coli to jest zrobiona z odpadów w pudełkach 1-9.

xD

Share this post


Link to post

To nawet mi się średnio podoba ;; ale cóż xD ;;;

Pianie napalonego koguta budzi mnie co ranek.

Smutna codzienność, praca w polu, dojenie krów, dojenie dzieci z pieniędzy w

skarbonkach i tym podobne.

Moja, ważąca więcej niż cztery kombajny żona, mnie całkowicie nie rozumie,

nie mamy wspólnych tematów, ja jestem bardziej górnolotny, ona przyziemna,

ja chce się stąd wyrwać, ona chce zapuścić tu korzenie na stałe.

Tak mijały dni, miesiące, lata nic się nie zmieniało, aż tu pewnego pięknego

poranka, kogut nie zapiał.

Obudziłem się późnym popołudniem, pierwszy raz od dawien dawna, wyspany i

pełen Energi na nadchodzący dzień!

Aż chciało mi się sprzątać świńskie kupy!

Poszedłem do łazienki się umyć, wróciłem do pokoju po dwudziestu sekundach,

ubrałem się w to co zawsze i wyszedłem z domu.

To co zobaczyłem omal nie przyprawiło mnie o zawał serca.

Mój dom, na skrawku lądu, dryfował po wodzie.

Ta woda przypominało mi jezioro nieopodal, tylko było bardziej bezkresne i

nikt do niego nie sikał.

Wróciłem do domu, by poszukać mojej puszystej jak miliard poduszek żony.

Nigdzie nie mogłem jej znaleźć, nawet w szafie gdzie zawsze się chowała i

pochłaniała trufle razem z opakowaniem.

Pewnie porwał ją prąd wody! wyszła i ją zalało! mnie uratował sen a ona

biedna utonęła.

Impreza!!!

Nareszcie wolny od tej pseudo-chudziny.

Moja radość trwała dwa dni, potem vódka i tabletki na kaca się skończyły.

Koniec końców doskwierała mi samotność, bałem się bo zapasy zaczynały się

kończyć, a jakiegokolwiek lądu na horyzoncie brak.

Mijały tygodnie, moimi jedynymi rozrywkami było pisanie dziennika, plucie

klejem do szyb, śpiewanie do dezodorantu w łazience.

Zapasy pożywienia się skończyły, tak samo jak zapas wody pitnej, w prawdzie

w piwnicy miałem 40 słoików kompotu, które przyrządziła żonka, to samo ich

powąchanie kończy się co najmniej miesięcznym pobytem w szpitalu i paro

miesięczną kuracją psychiczną.

Minęło parę dni, czuje, że umieram.

Wyszedłem na zewnątrz by umrzeć na swojej ziemi, która dała mi życie.

Ku mojemu zdziwieniu, moja skarpa, przybiła do lądu!

Uratowany!

Wskoczyłem na suchy ląd, moim jedynym celem było znalezienie jakiegoś

supermarketu.

Rozejrzałem się do okoła i oniemiałem, wszystko w okół było spopielone, kusz

.brud, śmierć.

Co się wydarzyło kiedy spałem? Czyżby podczas stosunku z sekretarką

prezydent USA w podniosłej chwili przypadkiem nacisnął czerwony guzik bomby

atomowej?

Moje rozmyślania przerwało omdlenie.

Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, nie ocknąłem się przed bramami niebios, ani

też nikt nie smażył mnie na gorącej patelni tuż obok naleśników w piekle.

Ocknąłem się w szarym i ciemnym pomieszczeniu.

To był bardzo dziwny pokój, ściany były stworzone z żelek, sufit przypominał

skórę antylopy, a podłoga to był jeden wielki kakaowy budyń.

Nie byłem głodny ani spragniony.

Żelkowa ściana otworzyła się samoistnie, przez dziurę weszła dziwna istota.

Nie przypominała ona niczego co widziałem w ówczesnym życiu, wyglądała

trochę jak połączenie kupy słonia i kupy bociana.

TO coś podpłynęło do mnie i wydało dziwny dźwięk.

-JDSKKDdjsa jdkf kfaschooyfhhsdajf

To coś czekało na moją odpowiedź, gdy jej nie dałem, zmarszczyło swoje eksklementowe brwi wyjął z kieszeni jakieś ustrojstwo, zaczął przy nim obrzydliwie grzebać, nacisnął czerwony guziczek o powiedział.

-Lubisz tańczyć ugi-bugi?

Wlepiłem w niego gały, on zorientował się, że jest coś nie tak, pokręcił jeszcze trochę przy tej maszynce i spróbował ponownie.

-Wiesz gdzie jesteś i kim my jesteśmy?

Wahałem się nad odpowiedzią, chociaż była oczywista jak głupota Dody.

-Nie.

Kupa, opowiedziała mi krótką ale jakże treściwą historię, co się wydarzyło gdy spałem.

Otóż ich król mając zaparcie w toalecie, zamiast klawisza spuszczania wody nacisnął klawisz "unicestwij najbliższą planetę" i padło na ziemie.

A jako, że jestem ostatnim żyjącym przedstawicielem gatunku ludzkiego to będe robić za eksponat w ich Zoo.

Nie wiedziałem co zrobić, czy spróbować uciec, walczyć o wolność? czy się poddać?

żyłem na uwięzi w tej swojej wiosce, nie mam zamiaru dalej tak egzystować.

popchnąłem istotę brudząc się przy tym nie miłosiernie i pobiegłem do żelkowej dziury w ścianie, która zaraz się zamknęła, wokół mnie były szyby, z drugiej strony tych szyb widziałem moich widzów, setki Kup patrzących i śmiejących się ze mnie.

Jedyny, który przetrwał, jedyny który stracił honor.

Share this post


Link to post

Nudziło mi się dzisiaj troszkę w nocy ;; jak co nocy ;

Takie trochę głupie ;

Alarm zawył, oddycham Ciężko, w kominiarce jest niezwykle gorąco ale nie

mogę jej zdjąć.

Trzydziestu czterech ludków leży na ziemi, płaczą, krzyczą.

Chyba popełniłem błąd, ale wycofać się już nie mogę, nie bez niczego.

Zebrałem pieniądze z sejfu i teraz czas na ucieczkę.

Słysze syreny, policja, jestem stracony.

Zachować spokój, to teraz najważniejsze, na filmach zawsze jak przyjedzie

Policja to z bandyty zostaje wiór.

Ale życie to nie Hollywood i na ulicach nie chodzą pół nagie modelki.

Dzwoni telefon, odebrać? czy nie? muszę pokazać, że jestem twardy, musze

stworzyć sztuczną skorupę, muszę pokazać, że naprawdę jestem gotów zabić zakładników, choć nie jestem, a pistolet w mojej dłoni nie jest nawet

nabity.

Podnoszę powoli słuchawkę i przyciskam do ucha, słysze jedynie szmery,

odruchowo zdejmuje kominiarkę by lepiej słyszeć osobe z drugiej strony.

Błysk w głowie - ale ze mnie średniowieczny debil, jestem tak głupi jak

ludzie udający, że czytają książkę równocześnie trzymając ją do góry nogami.

Już za późno na cichą ucieczkę, znają moją torzsamość, ale o późniejszym

ukrywaniu się pomyśle kiedy indziej.

-Z kim mam przyjemność - ahh, nie dość twardo to powiedziałem, jak mam wyjść

na twardego przestępce z blizną na twarzy i śladami po papierosowych

od gaszeniach na dłoniach?

-Negocjator, Geylord Maria

Chyba nie traktują mnie poważnie? przysyłają negocjatora o imieniu "król

gejów?" a na nazwisko ma Maria, "żenada"!

-Jakie masz żądania?

Teraz chwila namysłu czego zażądać? co może dać mi wolność? Prawdopodobnie czegokolwiek zażądam to i tak nie da mi pewności, że wyjdę stąd cały i zdrowy, ale muszę pograć na czas, muszę to przedłużyć tak długo jak tylko się da.

-Chce prywatnego odrzutowca z pilotem.

TO chyba powinno im zająć pare godzin, choć wiem, że i tak mi go nie

podstawią

-To zajmie parę godzin, możesz poczekać?

Tak to moment, który mogę wykorzystać chwila, w której mogę pokazać, że nie żartuje, że jestem poważnym człowiekiem i nie śmieszą mnie żarty o żydach.

-Macie cztery godziny, za każde pół godziny zwłoki zapłaci zakładnik.

Nie chciałem używać słowa "zabije" gdyż wiem, że przy możliwym złapaniu

dostane więcej lat, w końcu pistolet nie jest nabity.

-Dobrze dobrze, spokojnie.

Rozłączyłem się.

Przeanalizowałem całą rozmowę raz jeszcze.

NIe wypadłem dobrze, ale też nie wypadłem jak Kwaśniewski na Ukrainie.

Zebrałem wszystkich zakładników do kupy, zliczyłem, było ich dokładnie 33.

Ktoś uciekł, ktoś się ukrył, to hipotetycznie niebezpieczeństwo, rozglądam

się, szukam sprawdzam każdy kąt.

Słysze cichy szmer za plecami, odwróciłem się na pięcie, słyszę głośne

ryknięcie trzydziestego czwartego zakładnika, nad głową miał, potężną

gaśnice, z impetem uderzył mnie ją w głowę.

Obudziłem się w szpitalu.

Nie widzę ostro, ruch głową sprawia mi ogromny ból, a miało być tak pięknie.

Chce się ruszyć, ale moje ręce są przypięte kajdankami do łóżka, wpadłem

gorzej niż Lew Rywin u Michnika.

Sąd, kara, 10 lat, okazało się, że przeze mnie jeden z zakładników umarł na

zawał.

Wyrzuty sumienia, dręczyły mnie aż do momentu przyjazdu do więzienia.

Widok, tego już chyba antycznego więzienia, wzbudzał strach/przerażenie/chęć

bycia brudasem i nie wchodzenia pod natryski.

Strażnik zaprowadził mnie do wielkiego holu.

Przechodząc obok cel wzbudzałem różne reakcje: "oo jaki piękny chłopiec,

nowy nabytek w moim haremie", "mmm schrupie Cie", "Masz łupież".

Strażnik zaprowadził mnie do mojej celi, wszedłem do środka, był tylko jeden współlokator, na szczęście nie był to jakiś ogromny facet, czarnoskóry

niski,chudy uśmiechnięty mężczyzna, może nie trafiłem wcale tak źle?

Z przeraźliwym trzaskiem kraty zasunęły się za mną, nie zapomnę tego odgłosu do końca życia, bardziej wnerwiający od skrobania paznokciami po tablicy, bardziej obrzydliwy od pisków udającej orgazmy prostytutki, bardziej okrutny od krzyku nie nakarmionego niemowlęcia.

-Cześć - musiałem coś powiedzieć, a to jest raczej słowo uniwersalne.

Czarnoskóry więzień spojrzał się na mnie, przeszył wzrokiem od stóp do głów.

-no no no- odrzekł - jeżeli czegoś nie zmienisz to staniesz się zabawką

tłuściochów.

Zdziwiłem się, ale równocześnie miałem ochotę dowiedzieć się nieco więcej.

-To znaczy?

Więzień wstał, podszedł do mnie bardzo blisko i szepnął mi do uszka.

-Jeżeli jeszcze raz, ktoś do ciebie podejdzie tak jak ja teraz, to przygotuj

się na prezent do ust i to wcale nie będzie Rafaelo.

Wiedziałem już o co chodzi, nie będę miał tu łatwego życia jeżeli nie będę w

pełni twardy, choć moim celem jest przeżycie tych lat tutaj względnym

spokoju, wyjdę po 5 za dobre sprawowanie, najważniejsze to nie dać się

zgwałcić i zabić.

-To co mam robić by nie podchodzili? - zapytałem badawczo.

Więzień roześmiał się błogo.

-Musisz być użyteczny, jest tu parę zawodów, do wykonywania, takie jak

"ochroniarz,psychol,zabójca,przemytnik,czarodziej,gość"

Ochroniarz - to raczej nie dla ciebie, musisz być pakerem i ochraniać tych

którzy mają kasę.

Psychol - udajesz chorobę psychiczną, nikt z tobą nie gada, nikt Ci nie

truje, jesteś jakby Cie nie było.

Zabójca - dostajesz zlecenia na kogoś, jesteś bardzo szanowany w

społeczności, nikt nie ma prawa Cie zabić ani obrazić.

Przemytnik - Musisz mieć kontakty ze strażnikami, by takie wałki były

możliwe.

Czarodziej - Robienie, silnych narkotyków z wszystkiego w okół, jeżeli nie

jesteś dobrym chemikiem odpuść.

Gość - najwyżej w hierarchii, jesteś gościem możesz wszystko, większość z

nich nie jest gejami, jednakże bądź pewien, że jak się nie pośpieszysz to

Cie wydymają.

Nie ma co, musiałem wybrać sobie jakiś zawód, Ochroniarz - nie Psychol - nie Zabójca - nie przemytnik - nie Czarodziej? czemu nie?

-Wiem kim chce zostać.

Więzień uderzył mnie w twarz z impetem.

-Gówno mnie obchodzi kim chcesz, naucz się, ja tu nie jestem dla Ciebie, powiedziałem Ci co i jak, wykaż się a może zostaniesz tym kimś, bo na razie jesteś smalcem na kanapce, który zostanie schrupany przez meksykańca o imieniu Raul.

Nie miałem ochoty kończyć tej rozmowy, ale wiem, że musiałem coś zrobić, coś by pokazać, że nie jestem smalcem, uderzyłem go.

Stał przez chwile zahipnotyzowany.

Chyba zrobiłem źle, chciałem pokazać, że jestem twardy, ale chyba przegiąłem.

-no no no - odparł murzyn - jestem John, widzę, że kolega nie daje sobie w kasze dmuchać, tacy ponoć smakują najlepiej - roześmiał się okrutnie.

Po tygodniu, stałem się nową zabawką gości, chciałbym napisać, że zawsze udało mi się uciec przed gwałtami, że zawsze byłem górą, ale nie mogę.

To było obrzydliwe za każdym razem, próbowałem się przyzwyczaić, ale nie mogłem, musiałem coś wymyślić, chciałem zostać czarodziejem, ale nie wychodzą mi żadne narkotyki z tego co udaje mi się zgromadzić, nie przeżyje tak pięciu lat.

Minęły dwa miesiące, po odgryzieniu członka pewnemu gościowi przestałem być nękany, dostałem rangę psychopaty, jadłem sam, nie gadałem z nikim, nawet kolega z celi ze mną nie gadał ani na mnie nie patrzył, czyżby to strach?

Jak to możliwe, że ze smalcu dającemu się gwałcić zacząłem siać postrach?

Ale to nie było moje zmartwienie.

W prawdzie towarzystwo więźni zostawiało wiele do życzenia, to jednak nie miałem ochoty nie rozmawiać z nikim przez co najmniej pięć lat.

Eksperymentowałem i eksperymentowałem, aż w końcu udało mi się.

Nie chciałem tego testować na sobie więc wsypałem odrobinę magicznego proszku do wody jednego z gości.

Efekt był całkowicie zaskakujący.

Gość zaczął się śmiać, biegał po stołówce udając kurczaka, aż został potraktowany pałkami strażników, co nie przerwało jego śmiechu.

Stworzyłem coś, o co większość z tych kmiotków będzie się zabijać.

Szybko stałem się rozprowadzaczem tego świństwa dostałem rangę czarodzieja, jestem jak hary potter, daje dzieciom szczęście i uczę skakać z dachu.

Każdy chciał na tym odlecieć, to było tak banalnie do zrobienia, że gdyby ktoś poznał mój sekret był bym skończony, za opłaty które za to pobierałem.

Po pół roku, z honorami otrzymałem rangę gościa.

Teraz ja dymam nowo przybyłych, robię co chce to mój dom, zabiłem jednego więźnia by zostać skazany na dożywocie, chce tu zostać i zostanę.

Share this post


Link to post

Wiem, wiem, zapewne jak zwykle nie miało być śmieszne, ale przez cały czas się śmiałam. x DDD

Nie chce mi się cytować, ale niektóre teksty były powalające. ;P

Dobrze Ci służy ta nocna nuda. ^^

Share this post


Link to post

Groszek Chciał instrukcje to ma ; D później usunę bo to raczej opowiadanie nii jest ;

Instrukcja obsługi solniczki.

Spis treści

1-> Rodzaje solniczek

2-> Zastosowanie solniczek

3-> Jak sypać żeby nie wysypać

4-> Najczęściej zadawane pytania.

1)

Solniczki mogą być o rożnych kształtach i rozmiarach, mogą być wielkości pineski lub Giewontu, przy wyborze solniczki powinniśmy zastanowić się parę tygodni nad wyborem tej jedynej i nie zastąpionej, bo jak mówi staropolskie porzekadło, kobiet,seksu,samochodów,złamanych kości wiele solniczka jedna.

Solniczki nie zależnie od gabarytów dzielimy na trzy podstawowe grupy.

1Solniczka do solenia amatorskiego, najczęściej ma kształt nie drożnego jądra z dziurkami na główce. Jest to bardzo dobra solniczka jeżeli jesteśmy laikami w dziedzinie solenia.

2Przedebilna solniczka - Jest to solniczka dla bardziej zaawansowanych użytkowników, jeżeli musisz czytać tą instrukcje to to nie jest solniczka dla ciebie.

3Odpędzacz upiorów i pecha - Jest to specjalistyczna solniczka, jest niezwykle łatwa i prosta w użyciu, dodatkow w zestawie można znaleśc specjalny statyw na ramie, by łatwiej było rozsypać troche soli przez nie.

Ma wbudowaną specjalną pompę powietrzną, dzięki czemu sól nie odrazu opada na ziemie, zostaje ona wystrzelona z prędkośćią 90km na godzine, dzięki czemu, kryształki soli nie osadzą się na barkach garnituru czy koszulki.

2)

Podstawowe zastosowania solniczek:

Solenie potraw

odpędzanie pecha - potwierdzone naukowe, że jeżeli pech chodzi za nami, to rzucenie w niego solą spowoduje jego zniknięcie.

podryw w knajpie - Wyobraźcie sobie sytuacje: do knajpy wchodzi wysoka zgrabna blondynka z różowym telefonem marki motorrolla, jak zacząć rozmowę?

Ty: "Przepraszam czy nie uważasz, że ta solniczka jest prześliczna?"

Ona: "Ohh oczywiście, że tak! ohh jesteś taki romantyczny.

Ty: Idziemy do Ciebie czy do mnie

Ona: do mnie misiu.

3)

Uważaj.

4)

Pytanie nr1. - lubię przytulać się do solniczki czy jestem zboczona?

Odpowiedz Nr1. - Tak

Pytanie Nr2. - Czy rzucając solą w kościelnego z tacą on nie będzie chciał od emnie pieniędzy?

Odpowiedz Nr2. - Sól pomaga w życiu ale nie czyni cudów.

Share this post


Link to post

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!


Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.


Sign In Now

  • Who's Online (See full list)

    • Filip
    • yiliyane
    • Shady-Lane90
    • Kuchciak13
    • Elllele5786
  • Chatbox

    Load More
    You don't have permission to chat.
  • Recent Status Updates

    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy  »  Shady-Lane90

      · 2 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy  »  Shady-Lane90

      · 0 replies
    • Kerosine

      Kerosine

      Lato w mieście lesie, wakacje pod sosną.
      · 0 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy  »  Shady-Lane90

      · 0 replies
    • Kerosine

      Kerosine

      Zobaczyć świat w ziarenku piasku,
      Niebiosa w jednym kwiecie z lasu.
      W ściśniętej dłoni zamknąć bezmiar,
      W godzinie – nieskończoność czasu.
      ["how the universe ends is how it begins"]
      · 0 replies
  • Posts

    • Elllele5786
      Najlepsze odkrycia literackie ostatniej dekady
      Są wakacje, kwarantanne i znacznie więcej siedzenia w domu. Korzystając z tego całego czasu zdecydowałam się na poszukanie inspiracji wśród nowyszych tytułów. Jakie są wasze uluebione książki z ostatniej dekady?
    • sylwia13256
      Cześć
      Hejka wszystkim Jestem Sylwia mam 30lat (prawie) jestem mamą  trójki dzieci. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie.
    • Kerosine
      piosenka na dziś. (;
      W rzeczy samej.
    • Kerosine
      O czym teraz myślisz?
      ... o tym, jak dalece więcej wiedzy wynieślibyśmy wszyscy ze szkolnych lekcji fizyki*, gdyby uprościć / uwspółcześnić / uczynić bardziej adekwatną część stosowanej w niej terminologii [łapka w górę komu wielkość określana słowem "pęd" zawsze intuicyjnie kojarzyła i myliła się z prędkością, przez co nigdy właściwie nie zrozumiał jej istoty - podczas gdy tak naprawdę to po prostu... impet, jaki posiada dane ciało znajdujące się w ruchu]. * choć oczywiście nie jest to jedyny powód, dla którego
    • Vertigos
      Lewica czy prawica.
      Mam dość liberalne poglądy te społeczne i gospodarcze, choć skrajnym liberałem typu Korłin-Nike (gosp.) nie jestem i widzę, że państwo musi czasem ustalać reguły, lub chociaż pewne ramy.