noir

Maski - nie w kontekscie karnawałowym

Recommended Posts

Pytanie z mojej strony brzmi kim jesteśmy ? Co określa, to kim jesteśmy i czym są maski ?

Załóżmy, że mamy taki przypadek. Żyje sobie pewien chłopak. Zwyczajny młody chłopak z masą wad i odrobiną zalet, czyli po prostu, powiedzmy przeciętniak.

Załóżmy, że pewnego dnia poznaje dziewczynę, która mu się podoba. Ale ten chłopak nie jest romantykiem i nie wyróżnia się niczym. Teraz przypuśćmy, że możliwe są dwie opcje. Ten chłopak zacznie gadać z tą dziewczyną niczego w sobie nie zmieniając. Będzie taki jak zawsze. Druga opcja, to taka, że założy maskę. Maskę romantyka. Będzie się dla niej starał, przyniesie jej kwiaty, zaprosi na romantyczna kolacje przy świecach nad gołym niebem itd.

W pierwszym przypadku prawdopodobnie zostanie odrzucony, ale to nic bo był sobą. Widać po prostu nie byli sobie pisani. W drugim przypadku pewnie mu się uda. To tylko hipotetyczne założenia.

Idźmy dalej. W pierwszym przypadku, chłopak spotyka następne dziewczyny, aż w końcu któraś się z nim zwiążę akceptując jego nudny styl życia i będą żyli długo i szczęśliwie, ale tak zwyczajnie.

W drugim przypadku chłopak będzie cały czas musiał się starać. Ciągle będzie romantyczny, aż w końcu wejdzie mu to w krew. Jego dziewczynie nie spodoba się jego tryb życia dzięki czemu zaczną razem zajmować się rzeczami, których chłopak nie znał. Może zaczną chodzić do teatru, a może zaczną dla zabawy grać na jakimś instrumencie, może zaczną uprawiać razem(tak wiem chłopcy już sobie pomyśleli) jakiś sport, a może zaczną podróżować. To nie będzie istotne, bo chłopak w pewnym momencie zacznie dostrzegać, że poznaje świat z tej bardziej ekscytującej strony. Może mu się ona podoba, a może nie. Może ta para się rozejdzie, a może będą już zawsze razem. Wiem jedno, że chłopak pozna świat i samego siebie. Będzie wiedział, że jest lub nie jest romantykiem i że lubi w życiu robić to i to.

Według mnie maski, które przywdziewamy, to tak na prawdę my sami tylko zamknięci w koncie i odrzuceni lub jeszcze nie odkryci i to właśnie maski definiują to jacy jesteśmy.

Share this post


Link to post

Nie wiem, czy można nazwać to maską, jednak nie mam w zwyczaju okazywania swoich uczuć. Odkąd pamiętam tak jest. Poza tym zawsze robię i mówię to co chcę, to co myślę. Nie udaję nikogo.

Share this post


Link to post

Powiem tak - inny jestem dla kolegów z LO, inny dla starych znajomych z tańców oraz gimbazy, jeszcze inny dla nauczycieli i dla rodziny.

Share this post


Link to post

Każdy zakłada maskę, jeśli ktoś twierdzi, że tak nie jest, to kłamie. Ja inaczej zachowuję się w stosunku do rodziców, inaczej do partnera. W pracy staram się być innym człowiekiem, a do chamskich nieznajomych jestem jeszcze inna. Wszystko zależy od danej sytuacji, w której się znajduję i z ludźmi, którzy mnie otaczają.

Share this post


Link to post

Każdy z nas zakłada czasami "maskę". Nie zawsze chcemy by ktoś poznał nasze prawdziwe ja. Nie będę rozmawiać z rodzicami tak samo jak z kolegami. Osoby młodsze, i bardzo niedojrzałe także mnie irytują, więc staram się pokazać powagę by się, że tak powiem "ogarnęły".

Share this post


Link to post

Każdy z nas ma cztery twarze: tę, którą pokazuje, tę, którą widzą inni, tę, która myśli, że jest prawdziwa i tę, która jest prawdziwa. Wybierając jedną z nich nie rezygnujmy z pozostałych.

W tym przypadku myślę,że słowo twarze idealnie mogą zastąpić maski. Przypadkiem znalezione chińskie przysłowie, które odzwierciedla wszystko w tym temacie.

  • + 1

Share this post


Link to post

Sobą jestem tylko gdy jestem sam ze sobą, może nie nazwałbym tego jakimiś maskami lecz w otoczeniu włączają się różne hamulce i przełączam dźwignię biegów z których każdy bieg warunkuje jakieś inne zachowanie, luz to moje prawdziwe JA, każdy inny bieg jest jakimś zwichnięciem tego oblicza .

A co z powiedzeniem: "Z kim przystajesz - takim sie stajesz"?

Prawda lecz nie musi to być regułą .

Share this post


Link to post

Niemal bez przerwy przybieram jakąś maskę. Tak naprawdę całkowicie sobą jestem tylko wtedy, gdy jestem sama (czy aby na pewno? :roll:). Różnie zachowuję się w różnych sytuacjach, przy różnych osobach, co jest chyba zrozumiałe. Ale czasem maska samoistnie do mnie przylega, jakkolwiek głupio to nie brzmi, mimo że ja niekoniecznie tego chcę, po prostu wewnątrz wyczuwam jakąś blokadę, która nie pozwala mi pokazać prawdziwej ja.

A co z powiedzeniem: "Z kim przystajesz - takim sie stajesz"?

W wielu przypadkach jest jak najbardziej słuszne.

Share this post


Link to post

Obijałam się o ten temat milion razy i za każdym razem rezygnowałam, bo wydawało mi się, ze nic odkrywczego nie dodam.

I dalej prawda jest prosta- nie będzie odkrywczo, ale przynajmniej mogę osobiście:

dostosowywanie się do innych ma bardzo krótkie nogi.

Jeszcze jakiś czas temu byłam niesamowicie dumna z tego, że wszyscy mnie lubią, akceptują, że starsi mają za taką miłą, rezolutną dziewczynkę, że rówieśnicy widzą we mnie taką co to "i do tańca i różańca", uważałam, ze to super, że jestem taka elastyczna i wielofunkcyjna i to ja robię cały świat w trąbę. Uważałam się za szpiega z krainy deszczowców- bo mogłam być i słodziutką kretynką i mistrzem ciętej riposty, grzeczną córką i niegrzeczną kochanką; rzeczową, dziecinną, szaloną i stabilną- równocześnie. I jak trzeba było to i w mordę mogłam dać a zaraz później przeprosić najsłodziej na świecie. Równocześnie, poza jednym przypadkiem z którego wyciągnęłam lekcję, byłam zawsze bardzo asertywna i niezależna, więc fasada, która przybierałam miała służyć mojej rozrywce a nie cudzej i wynikała wyłącznie z mojej ambicji bycia mistrzem maskowania a nie tego, że potrzebowałam aprobaty. Choć może inaczej- osiągałam aprobatę, dodawałam sobie 10 punktów do fajności po czym sama odrzucałam tych, na których wrażenie chciałam zrobić.

Dalej uważam, że jest to jakaś pozytywna sprawa- umieć w sobie łączyć wiele cech i z szerokiego wachlarza możliwości wybierać te cechy, które na daną chwilę są pożądane. Wydaje mi się, że każdy sprytny człowiek uskutecznia taki kamuflaż od czasu do czasu, a nieumiejętność dostosowania się w niektórych sytuacjach uważam za kalectwo.

Ale równocześnie wpadłam w pułapkę nijakości.

Bo podając komuś dłoń po raz pierwszy jeszcze nie wiadomo, która opcję włączyć. Co robić?!- myślałam w popłochu wielokrotnie. NIC. Żadnych gwałtownych ruchów. Nic co mogłoby mnie zdradzić, co mogłoby zaszkodzić później. I tym cudownym sposobem zamykałam się, stawałam białą kartą na której nie było NIC.

Szokiem było dla mnie odkrycie, że ludzie to widzą, że widzą we mnie miłą i nawet ciekawą osobę, ale głównym elementem, który był dla nich interesujący był fakt, ze nie wiadomo jaka jestem na prawdę.

Co za tym idzie wg mojego rozumowania- że jestem nijaka.

Tymczasem ja miałam i mam świadomość, że jestem bardzo "jakaś" tyle że nie umiałam tego szczerze uzewnętrzniać.

Proces mówienia sobie "no trudno, najwyżej się nie spodobam" trwa u mnie od jakiegoś czasu i przynosi pewne efekty, grono osób przy których czuję się swobodnie i szczerze zdecydowanie się poszerza.

Niestety wyskakują czasem jakieś pomyłki z przeszłości, osoby poznane X lat temu, które wciąż myśląc o mnie posługują się tymi uproszczonymi schematami. I trudno, tak już będzie.

Ważne żeby dłużej się nie dusić.

Wiadomo tez, ze są sytuację, gdzie dalej trzeba się dostosowywać- przecież wiadomo, że inaczej się noszę w pracy, inaczej w szkole , inaczej na imprezie i inaczej w domu.

Zawsze będę miała inną wersje wydarzeń dla moich dziadków i mamy, bo chyba by nie zdzierżyli, równocześnie mam silne postanowienie, żeby przynajmniej w kwestii ludzi którymi otaczam się dobrowolnie nie było już nieporozumień.

Share this post


Link to post

W kontaktach z kolegami, przy poznawaniu kogoś, nie uznaję masek. Jestem sobą, nie podoba się - nie gadajmy, dla nikogo nie zamierzam być sztucznie miły żeby mnie polubił. Za to załatwiając jakąś konkretną sprawę, często trzeba jej użyć. Bycie sobą nie jest najlepszym wyjściem w wielu wypadkach, i po prostu taka metoda jest konieczna. To się nazywa umiejętnością adaptacji.

Share this post


Link to post

Zawsze staram się być naturalny, być sobą, lecz nie zawsze to wychodzi. Tak naprawdę nigdy nie wiemy w którym momencie przywdziewamy maskę i stajemy się sztuczni, udajemy zupełnie innych niż w rzeczywistości jesteśmy. Na to jak się zachowujemy, jaką maskę i czy w ogóle ją przywdziewamy, zależy zwykle od sytuacji oraz emocji.

Oczywiście są także momenty, gdy ktoś specjalnie, świadomie tego dokonuje, aby coś osiągnąć. To są jednak ludzie fałszywi, których trzeba unikać, gdyż mogą nas "wydoić", a później się ulotnić (oszuści).

Share this post


Link to post
Przywdziewacie maski, czy zawsze jestescie soba?

Zawsze sobą bo kłamać nie umiem ani udawać bo sumienie mnie gryzie.

A moze "bycie soba" to zwykly frazes powtarzany bez namyslu, ktory nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistosci?

Czasami trzeba być kimś innym żeby móc żyć w społeczeństwie, oczywiście nie robiąc z siebie zupełnie kogo innego. Np. robić z siebie chama totalnego gdy nie można dojść do ładu z kimś kto jest chamem gdy odejść nie można bo trzeba z tym chamem być, np. w jednym pokoju w pracy. Pokazać, że się jest twardym, momentami że ma się miękkie serce, bo ludzie ogólnie są bardzo źli i podli.

A co z powiedzeniem: "Z kim przystajesz - takim sie stajesz"?

Tak, powiedzenie mówi prawdę bo nie raz człowiek nie ma silnej osobowości na tyle, żeby być sobą bo według mnie człowiek który trochę odstaje od innych w swoim sposobie bycia i życia i zaczyna mieć kontakty z innymi, dostosowuje się automatycznie do nich żeby być zaakceptowanym.

Share this post


Link to post
Przywdziewacie maski, czy zawsze jestescie soba? Kiedy? W jakich sytuacjach?

Staram się być autentyczna. Żyć w zgodzie ze sobą. Jednak maski są nieodłącznym elementem życia każdego z nas. Dla mnie są możliwością normalnego funkcjonowania. Kreowanie własnego wizerunku jest po prostu użyteczne. Szczególnie w zetknięciu z nowymi sytuacjami. Nie dostrzegam w tym nic złego, o ile nie wyklucza to samoświadomości. Oczywiście są osoby, z którymi czuję się na tyle komfortowo, że nie odczuwam potrzeby ukrywania własnego "ja". Jednak ja to postrzegam, jako swojego rodzaju strefę mojej intymności. Mogę być sobą w wielu sytuacjach. Niemniej nie każdy musi znać prawdę o mnie. Niektóre rzeczy wolę zatrzymać dla siebie.

Share this post


Link to post
Przywdziewacie maski, czy zawsze jestescie soba? Kiedy? W jakich sytuacjach?

Staram się być sobą i zazwyczaj mi się udaje, ale niestety pewne sytuacje zmuszają mnie do zakładania masek. Przecież gdy zdenerwuje mnie jakaś starsza osoba to nie nakrzyczę na nią, bo nie wypada, chociaż mam ochotę. Czasem po prostu nie da się być sobą w 100%. Jednak przy znajomych jak najbardziej nikogo nie udaję, bo po co.

A co z powiedzeniem: "Z kim przystajesz - takim sie stajesz"?

W sumie nie wiem jaki to ma związek z tematem, no ale według mnie jest trochę prawdy w tym powiedzeniu. Jeśli spędzamy z kimś dużo czasu, to zachowania tej osoby i nam zaczną się udzielać. Nawet sami tego nie zauważymy, chyba że po czasie.

Share this post


Link to post

Obecnie rzadziej zachowuję się jak kameleon. Jednak jeśli pewne sytuacje tego wymagają, to przyodziewam maskę adekwatną do danego momentu. Robię to jeśli muszę i nie widzę innego wyjścia. Maski zakładane na naszą prawdziwą osobowość powinny być używane w ostateczności. Nie lubię zabawy w udawanki i teatrzyki. Jestem nieufnie nastawiona wobec osób, które zachowują pozory. Mam wrażenie, że tacy ludzie coś przede mną ukrywają, są fałszywi i skrywają w sobie prawdziwe odczucia wobec mnie. Rozumiem, że są pewne sprawy bolesne, trudne i trzeba jakoś to znosić i "wyglądać" wśród ludzi, ale udawanie non stop kogoś kim się nie jest lub swoich uczuć, sprawia, że postrzegam takie zachowania jako fałszywe i nie mam powodów, aby ufać ludziom, którzy stale zmieniają swoje barwy, dostosowując się do otoczenia jak kameleon. Dodam jeszcze, że staram się nie okazywać pewnych emocji przy innych oraz nie mówić o pewnych bolesnych dla mnie sprawach, ale jeśli jakaś sytuacja wymaga mówienia o tym, czy okazywania uczuć, to wtedy się z tym nie kryję. Jednak wolę te "brudy" trzymać w sobie, bo na co to komu.

Share this post


Link to post

Jestem raczej melancholijną osobą, ale w towarzystwie zawsze staram się przyklejać uśmiech - czy to maska?

Share this post


Link to post

Nie mógłbym normalnie funkcjonować w społeczeństwie, gdybym nie chował siebie za odpowiednio przybranymi maskami. Czasami czuję obrzydzenie do tego, co ze sobą robię, ale doszedłem do momentu w swoim życiu, w którym święty spokój jest ważniejszy niż udowadnianie innym, że jestem silnym i niezależnym człowiekiem (bo nie jestem), który zawsze jest sobą.

Share this post


Link to post

Bycie prawdziwym mną utrudniłoby mi życie w społeczeństwie. Jednak nie zmieniam się całkowicie... Staram się maskować moje wady, choć w niewielkim stopniu.

Share this post


Link to post

Każdy zakłada jakieś tam maski bo chce być jak najlepiej postrzegany przez otoczenie. Dobitnie widać to między innymi na różnego rodzaju portalach społecznościowych gdzie najważniejszy nie jest kontakt ze znajomymi a lans... - wrzucanie odpicowanych, wygładzonych, wyfotoszopowanych fotek, pisanie na tablicach jakichś mądrych cytatów czy innych życiowych prawd no i posiadanie jak największej ilości lajków, srajków, itp, wszystko właśnie dla lansu by być jak najlepiej postrzeganym przez otoczenie. Czasem aż rzygać się chce od tej sztuczności. Osobiście staram się być osobą asertywną, taką która nie potrzebuje masek by przypodobać się innym, ale ma na tyle mocny charakter by inni starali się przypodobać mnie, ale nie zawsze jest to możliwe. W pewnych dziedzinach sam muszę przyjmować różne pozy, chować się za maskami, mówić czy robić rzeczy wbrew swemu przekonaniu. To jest jak Matrix, z każdej strony Cię otacza i uwolnić się całkowicie od tego syfu chyba niestety nie sposób.

Share this post


Link to post

Każdy ma swoje maski, które zakłada w różnych sytuacjach. W moim przypadku wynika to m.in.: z typu relacji i stopnia ich zażyłości z różnymi środowiskami (rodzice, dalsza rodzina, przyjaciele, znajomi itd). Co więcej uznaję to jako coś normalnego, a nie zjawisko o wydźwięku pejoratywnym. Sam motyw przedstawienia życia jako teatru obecny jest od dawna w literaturze. Jako podsumowanie przytoczę słowa W. Shakespeare'a "Świat jest teatrem, aktorami ludzie, którzy kolejno wychodzą i znikają".

Share this post


Link to post

Kiedyś, a właściwie do niedawna przywdziewałam często jedną maskę: silnej, pewnej siebie osoby, która nie boi się stawić na swoim i wygłaszać swoich opinii. 

Teraz staram się "być sobą". Chociaż nie znaczy to, że jestem taka sama dla każdego, w każdym miejscu i w każdej sytuacji. Po prostu zależnie od osoby, miejsca czy sytuacji mogę być sobą w mniejszej lub większej ilości procent, przez co różnym osobom pokazuje się od innej strony. Nie uważam, żeby to było również zakładaniem pewnej maski ale mogę się mylić.

Share this post


Link to post

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!


Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.


Sign In Now

  • Who's Online (See full list)

    • alegoria
    • Kerosine
  • Chatbox

    Load More
    You don't have permission to chat.
  • Recent Status Updates

    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy  »  Shady-Lane90

      · 2 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy  »  Shady-Lane90

      · 0 replies
    • Kerosine

      Kerosine

      Lato w mieście lesie, wakacje pod sosną.
      · 0 replies
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy  »  Shady-Lane90

      · 0 replies
    • Kerosine

      Kerosine

      Zobaczyć świat w ziarenku piasku,
      Niebiosa w jednym kwiecie z lasu.
      W ściśniętej dłoni zamknąć bezmiar,
      W godzinie – nieskończoność czasu.
      ["how the universe ends is how it begins"]
      · 0 replies
  • Posts

    • Kerosine
      Co Ci sprawiło dzisiaj radość?
      Pismo z sądu informujące o umorzeniu - w rezultacie skutecznego wniesienia sprzeciwu - tzw. elektronicznego postępowania upominawczego i tym samym utracie mocy przez wydany w czerwcu nakaz zapłaty ładnych kilku stów MPK oraz bardzo wysokie [za okres aż od końcówki lutego] wyrównanie z MOPS-u, jakie wpłynęło na moje konto wraz z sierpniowym przelewem [także ponad dwukrotnie wyższym niż do tej pory] 
    • Anarchist
      Kara śmierci - za czy przeciw?
      Sprzeciwiam się karze śmierci, gdyż jest ona wycelowana z największą premedytacją i służąca do represji ludzi, których wyrokiem jest śmierć. Kara śmierci nie rozwiązuje problemów ani przestępczości, wystarczy spojrzeć na statystyki, w których państwach występuje % ilość przestępczości. Widać wyraźnie, że kraje stosujące karę śmierci nie są o obniżonym współczynniku przestępczości, lecz odwrotnie. Często podczas wykonywania wyroków śmierci występują błędy statystyczne, które dowodzą, iż osoba ska
    • Kerosine
      Wzywam Cię do odpowiedzi!
      Done =) Zapraszam teraz @Shady-Lane90 do podzielenia się opowieścią o swoich sąsiadach... ... lub przybliżenia znaczenia [jeśli takowe istnieje] swojego niezmiennego od samego początku avatara  
    • Kerosine
      Co może zmienić naturę człowieka?
      Wszystko i nic zarazem. Z jednej strony trudno zaprzeczyć - opierając się zarówno na obserwacjach / interakcjach z innymi ludźmi, jak i swoim własnym przykładzie - że w miarę upływu czasu oraz pod wpływem różnych doświadczeń zachodzą w nas większe i mniejsze zmiany, a niektóre spośród nich są na tyle znaczące, iż trudno wyobrazić sobie powrót do stanu wyjściowego... z drugiej mimo wszystko jestem zdania, że pewna cząstka naszej osoby [ta najgłębiej położona] nie zmienia się nigdy i pozostaje obe
    • Olga_00
      Spięcia z mamą - jestem zdołowana
      Mój problem opiera się na tym, że z mamą się pokłóciłam. Niby mam z nią dobry kontakt, że nie czepia się nauki, znajomych, kolegi, który mi się podoba. Ale dzisiaj zrobiła jazdę o to że źle przeliczyłam kiedy te dni mi wypadną, że kiedyś też tak samo mówiłam, że pomyliłam się zdarza się każdemu, ale teraz będę pamiętać jak i co, a mama nic. Pretensje zaraz, że takie podstawowe rzeczy i nic. Jeszcze powiedziała, że martwi się, że nie zdam sesji, bo przesunęli u mnie na studiach, że internet mnie