fanaberia

Star Wars

37 postów w tym temacie

@yiliyane: Ja z kolei lubię całą starą trylogię i w dużej mierze "Przebudzenie Mocy". Jednak ósma część mnie rozczarowała - Luke faktycznie przestał być Lukiem, a stał się kimś całkiem innym, kogo zupełnie przestało obchodzić to, co niegdyś było dla niego najważniejsze, postać Rose jest sztuczna do bólu, i cały wątek, w którym występowała Rose, był dla mnie męczący. Z całego filmu podobał mi się i wciągnął mnie tylko wątek Rey i Kylo Rena - cała reszta to jakby nie Star Wars. A ocalenie Lei w takich a nie innych okolicznościach to już totalne kuriozum - nie dziwię się, że stało się to źródłem prześmiewczych memów i parodii.

W trójce fajna jest postać Imperatora, ale poza tym historia jest wymuszona, naciągana i ogólnie niewiarygodna, zwłaszcza wątek przejścia Anakina na Ciemną Stronę. "Łotra 1" nie oglądałem, ale z recenzji wnioskuję, że jest tam znikoma ilość atmosfery Star Wars, przede wszystkim przez brak Jedi i Mocy. Star Wars bez Jedi i Mocy to nie Star Wars.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Lubię [bardzo nawet], uważam się za fankę, jednak w zasadzie tylko wersji papierowej. Oryginalna* filmowa jest dla mnie, jakby to powiedzieć... niedostatecznie na serio, poza tym do dziś pamiętam jak silne negatywne wrażenie wywarła na mnie siermiężność i niedociągnięcia techniczne pierwszej trylogii. Nic z tego wszystkiego nie dziwi mnie jednak, nie od dziś zdaję sobie sprawę, że mój odbiór tej serii drastycznie różni się od tego większości fanów i "robią" ją dla mnie zdecydowanie inne rzeczy.

Nowa trylogia > Nowa Republika, a Zemsta Sithów i Darth Plagueis to zdecydowanie moje ulubione pozycje spod znaku SW.

* która dla mnie mimo wszystko oryginalną nie była, jako że swą znajomość z universum rozpoczęłam właśnie od książek

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
12 godzin temu, Lilla Weneda napisał:

pamiętam jak silne negatywne wrażenie wywarła na mnie siermiężność i niedociągnięcia techniczne pierwszej trylogii.

Ja natomiast, gdy pierwszy raz oglądałem te filmy, wcale nie odniosłem takiego wrażenia. Może po części wynika to z faktu, że byłem wtedy dzieciakiem i że Star Wars to pierwszy aktorski film fantasy, jaki w życiu widziałem, i jeden z pierwszych filmów aktorskich (nie-animowanych), które widziałem w ogóle. Więc zrobił na mnie ogromne i pozytywne wrażenie. A niedociągnięć technicznych w ogóle nie zauważyłem. Natomiast w nowej serii (prequeli) poważnymi niedociągnięciami technicznymi można nazwać nadużywanie CGI, które po prostu wygląda sztucznie i często widać, że aktor gada do pustej przestrzeni, oraz widać, że tła również zostały wygenerowane, bo wyglądały sterylnie, czyściutko, jak spod igły. Często facet w kostiumie wygląda w filmie lepiej niż postać wygenerowana komputerowo. Praktyczne efekty specjalne są dużo bardziej namacalne, z punktu widzenia widza.

No ale przede wszystkim chodzi o to, że starą trylogię czyniła fajną m.in. koncepcja mistycznej Mocy i konwencja baśni jako typowej opowieści o walce dobra ze złem. W trylogii prequeli tego prawie nie ma - koncepcja Mocy została zepsuta przez wprowadzenie midichlorianów, wprowadzono mętne i nietrzymające się kupy wątki polityczne, Federacja Handlowa składa się ze skończonych durniów postępujących tak nieracjonalnie, naiwnie i nieprofesjonalnie, że aż szkoda komentować, później dodano do tego niezręczny i wymuszony romans między Anakinem a Padme, a do grona bohaterów postępujących nieracjonalnie dołączył Obi-Wan, a w końcu Anakin przeszedł na Ciemną Stronę z prędkością światła; ten wątek, jego przejścia na Ciemną Stronę, był tak niewiarygodny, wymuszony i źle poprowadzony, że też aż trudno to komentować.

Jeśli zaś chodzi o książki, to osobiście lubię te autorstwa Drewa Karpyshyna, opowiadające o wydarzeniach dziejących się dużo przedtem, zanim Luke spotkał dwa roboty, które zmieniły jego życie. A także autorstwa Troya Denninga i Jamesa Luceno.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
O 13.02.2019 at 21:26, Celt napisał:

Ja natomiast, gdy pierwszy raz oglądałem te filmy, wcale nie odniosłem takiego wrażenia. Może po części wynika to z faktu, że byłem wtedy dzieciakiem i że Star Wars to pierwszy aktorski film fantasy, jaki w życiu widziałem, i jeden z pierwszych filmów aktorskich (nie-animowanych), które widziałem w ogóle.

No widzisz, ja z kolei obejrzałam Gwiezdne Wojny po raz pierwszy już jako osoba dorosła / "dojrzała" nastolatka :rolleyes: Wrodzona dosłowność postrzegania świata sprawia ponadto, że jeśli efekty specjalne w produkcjach fantastycznych nie są na poziomie smoków Danaerys Targaryen automatycznie zyskują u mnie etykietkę "badziew". Tak naprawdę dopiero od stosunkowo niedawna przemysł filmowy tworzy filmy i seriale mogące autentycznie mnie pod tym względem usatysfakcjonować.

O 13.02.2019 at 21:26, Celt napisał:

a w końcu Anakin przeszedł na Ciemną Stronę z prędkością światła; ten wątek, jego przejścia na Ciemną Stronę, był tak niewiarygodny, wymuszony i źle poprowadzony, że też aż trudno to komentować.

Gorąco polecam Ci Zemstę Sithów Matthew Stovera, jeśli jeszcze nie miałeś okazji się z nią zapoznać - stanowi dokładne zaprzeczenie filmowego pierwowzoru, proces przechodzenia Anakina na Ciemną Stronę Mocy został ukazany w najdrobniejszych szczegółach i WRESZCIE WYGLĄDA WIARYGODNIE. To książka wręcz psychologiczna, chociaż także miłośnicy wartkiej akcji i nader barwnych opisów pojedynków na miecze świetlne / kosmicznych bitew nie będą zawiedzeni (;

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
1 godzinę temu, Lilla Weneda napisał:

ja z kolei obejrzałam Gwiezdne Wojny po raz pierwszy już jako osoba dorosła / "dojrzała" nastolatka

Czyli nie był to pierwszy kosmiczny film, jaki w życiu widziałaś?

Moim zdaniem dobrze jest zacząć swoją przygodę z tego typu filmami właśnie od Star Wars, bo to klasyka, która zmieniła sposób realizacji filmów. To od tego wszystko się zaczęło. Szkoda tylko, że w 1997 Lucas wydał tzw. edycję specjalną Star Wars, dodając całkiem niepotrzebne, i w dodatku sztucznie wyglądające, sekwencje z CGI (szturmowcy jeżdżący na dewbackach na Tatooine podczas poszukiwań, scena przejazdu przez Mos Eisley, zmiana sceny konfrontacji Hana z Greedo, dodatkowy efekt przy scenie eksplozji Gwiazdy Śmierci itd.), i że postanowił wymazać z istnienia oryginalną wersję. Ja miałem to szczęście, że oglądałem oryginalną trylogię na VHS, nagraną z telewizji w momencie, gdy edycja specjalna jeszcze nie istniała. Moim zdaniem ta edycja specjalna to bluźnierstwo, zupełnie jakby Lucas wypróżnił się na swoje własne najsłynniejsze dzieło.

1 godzinę temu, Lilla Weneda napisał:

Zemstę Sithów Matthew Stovera

Książka to jedno, a film to drugie. Jeśli ocenia się film, to liczy się film. Jeśli ocenia się książkę, to liczy się książka. W książkach wszystko zostało przedstawione inaczej, dużo bardziej szczegółowo. Jeśli do zrozumienia wszystkiego, co przedstawia film, potrzebuje się książki na nim opartej, to nie świadczy to dobrze o tym filmie. Film powinien być wartościowy i wiarygodny sam w sobie. Podczas oglądania prequeli Star Wars często naprawdę trudno było mi zawiesić niewiarę w to, co oglądam. Anakin był w "Zemście Sithów" tak naiwny, tak nieracjonalnie postępujący i tak niestabilny emocjonalnie, że aż nie sposób uwierzyć, że to późniejszy stateczny, strategicznie myślący, groźny, dostojny i niebezpieczny Vader będący trzecią, a później drugą osobą (po śmierci Tarkina) w całym Imperium. Poza tym, ton tego filmu jest niespójny - mamy tu na przemian poważne sceny związane z ratowaniem kanclerza na statku Grievousa i quasi-komediowe sekwencje jak jeżdżenie superszybką windą i rozwalanie przez Anakina i Obi-Wana i przez Artoo robotów Federacji zachowujących się jak głupiutcy kosmici i mówiących na widok zagrożenia "o, oł". Poza tym, Obi-Wan robi później strasznie głupie rzeczy, jak wskakiwanie na platformę pełną setek robotów, które gdyby wszystkie naraz zaczęły strzelać, to na pewno by go zabiły i nawet Moc by go nie uratowała - nie odbiłby strzałów przy takim ustawieniu strzelców, gdy go otaczali. I podczas konfrontacji z Grievousem nie rzucił się na niego z mieczem zanim Grievous wyjął broń - nie, on poczekał, aż Grievous zrzuci płaszcz, rozłoży wszystkie cztery ramiona i włączy wszystkie cztery miecze. To było tak głupie i bezsensowne, że nie pasuje do postaci mędrca, jakim później był.

Zresztą, Mace Windu też postępuje tu lekkomyślnie, tak jak inni mistrzowie Jedi - kiedy chcieli aresztować Palpatine'a, to przyszli do jego prywatnego gabinetu, gdzie nie było świadków, zamiast przyjść do niego przy świadkach, np. podczas posiedzenia Senatu - gdyby tam, na oczach wszystkich senatorów, Palpatine użył miecza świetlnego i zabił mistrzów Jedi, to wtedy dla wszystkich stałoby się jasne, że Palpatine to Lord Sithów, i on później nie mógłby wydać swojego Rozkazu 66. Ogólnie to w prequelach Star Wars trudno znaleźć naprawdę rozsądną i myślącą perspektywicznie postać, z wyjątkiem Palpatine'a (który jednak też głównie korzystał z głupoty i naiwności innych, zarówno separatystów, jak i Jedi i władz Republiki).

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
O 15.02.2019 at 10:53, Celt napisał:

Czyli nie był to pierwszy kosmiczny film, jaki w życiu widziałaś?

Możliwe, że był, możliwe, że nie; szczerze mówiąc - nie pamiętam. Nie siedzę w temacie szczególnie głęboko [wielkoekranowych produkcji spod znaku SF mam obejrzanych na koncie zaledwie kilka], nade wszystko zaś nie jestem fanką filmu jako takiego. Po prostu "nie czuję" tej formy twórczości. Tak, wiem, że to dziwne, ale jako osoba z ASD czuję się uprawniona do podobnych odchyłów :) 

O 15.02.2019 at 10:53, Celt napisał:

Książka to jedno, a film to drugie. Jeśli ocenia się film, to liczy się film. Jeśli ocenia się książkę, to liczy się książka.

W takim razie zupełnie inaczej podchodzimy do tematu, bo dla mnie podział "książka-film" nie ma większego znaczenia =) Liczy się sama historia i universum, jeśli ta pierwsza została w sposób prawdziwie satysfakcjonujący opowiedziana dopiero we wtórnej wersji papierowej to trudno. Nie umniejsza to w żaden sposób mojej przyjemności z nią obcowania, tym bardziej biorąc pod uwagę to, co napisałam powyżej o braku szczególnego przywiązania i zrozumienia formy filmu samej w sobie :) Czasami odnoszę wrażenie, że powinnam określać się mianem fanki bardziej właśnie ogólnej historii i universum Gwiezdnych Wojen, z tym doprecyzowaniem.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Widzieliście zwiastun? Jestem ciekawa czy tylko ja uważam to, co zaprezentowano, za żenadę. Szczególnie sceny z Rey. Czy tylko ja jestem tak krytyczna, czy tym razem naprawdę spartaczyli robotę jak nigdy wcześniej?

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Jako że nic mnie tak nie zachęca do obejrzenia danego filmu / przeczytania książki / odsłuchu albumu jak negatywne opinie, obejrzałam zwiastun i... nabrałam nawet pewnej ochoty na zapoznanie się wreszcie z ostatnią trylogią :>

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Uwielbiam. Oryginalna Trylogia to film, ktory zdefiniowal mi dziecinstwo, nowe filmy od Disneya bardzo mi sie podobają - zwłaszcza Solo, Przebudzenie Mocy i Ostatni Jedi który moim zdaniem ma o wiele lepszą kreacje Luke'a niż jakiekolwiek inne źródło. Prequele lubie nieco mniej (zestarzaly sie bardzo brzydko, rażą drętwotą itd.), ale też lubie sobie odpalić. 

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Mi akurat w "Ostatnim Jedi" zupełnie nie spodobało się przedstawienie Luke'a i zmienienie mu osobowości i charakteru. To zupełnie inny Luke niż w oryginalnej trylogii, gdzie zawsze robił wszystko, żeby pomóc przyjaciołom, nawet jeśli ryzyko jest olbrzymie, i gdzie wyznawał zasadę, że nigdy nie należy się poddawać. W "Ostatnim Jedi" Luke kompletnie olał przyjaciół, olał losy galaktyki, było mu wszystko jedno - to nie pasuje do tego Luke'a, którego znaliśmy wcześniej. Poza tym, wątek z poszukiwaniem złodzieja, który miał pomóc rebeliantom, nie wciągnął mnie w najmniejszym stopniu. A Rose to postać, w którą nijak nie potrafię uwierzyć - wszystkie sceny z nią i praktycznie wszystkie jej wypowiedzi były mocno naciągane. Gdy był wątek z poszukiwaniem złodzieja i z Rose, to tylko czekałem, aż przejdą do innych wątków. Ogólnie, jakoś nie potrafię polubić "Ostatniego Jedi". I do pewnego stopnia rozumiem, dlaczego ze wszystkich Star Warsów ten najmniej spodobał się publice (choć jak dla mnie najgorszym filmem z cyklu jest "Atak klonów").

Natomiast w "Przebudzeniu Mocy" raziła mnie odtwórczość fabuły względem pierwszego filmu z serii. Zwłaszcza w drugiej połowie filmu. Bo o ile nie przeszkadzało mi to, że w krytycznym momencie jakaś postać przekazywała najważniejsze dla tych "dobrych" dane robotowi, który miał je dostarczyć komuś innemu, i zaraz potem do akcji wkraczali ci "źli", a w następnej sekwencji poznawaliśmy główną postać z filmu, o tyle później stwierdziłem, że ja już naprawdę nie mam ochoty po raz trzeci oglądać Gwiazdy Śmierci i tego, jak rebelianci ją niszczą. Do tego wszystko, co wiązało się z tą kolejną Gwiazdą Śmierci (nazwaną dla niepoznaki Bazą Starkiller), było tak przesadzone, że w tym momencie już nie potrafiłem zawiesić niewiary ani traktować poważnie tego filmu. Po prostu nie kupuję tej całej "Bazy Starkiller". Raz, że uruchamiający ją generał Hux w tak ewidentny sposób był kosmicznym Hitlerem, a First Order - III Rzeszą, że to już naprawdę było żenujące. Dwa, że ta baza była zdecydowanie za bardzo nakoksowana - no bo serio, wysysanie całych gwiazd tak, aż gasną, i niszczenie całych systemów słonecznych jednym strzałem? To już za wiele nawet jak na Star Wars.

Poza tym, o Republice Galaktycznej z "Przebudzenia Mocy" nie dowiadujemy się praktycznie nic - wiemy tylko, że istnieje i że podobno jest w sojuszu z rebeliantami. A zaraz potem ta cała Republika przestaje istnieć w jednej chwili. To nie ma sensu. W ogóle to skoro Republika i rebelianci byli przeciwko Imperium, znaczy, przeciwko Najwyższemu Porządkowi, to dlaczego były osobnymi podmiotami, a nie jednym? Nic tutaj nie zostało wyjaśnione. O ile w prequelach strasznie męczące i naciągane były wątki polityczne i rozmowy polityczne, o tyle tutaj sytuacja jest odwrotna - wyjaśnienie tła całej sytuacji jest tak bardzo po łebkach, że nie idzie się angażować ani przejmować. Czyli tutaj ma miejsce przesada w drugą stronę.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta

Żeby dodać komentarz, musisz założyć konto lub zalogować się

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz

  • Kto jest online? (Zobacz całą listę)

    Brak zarejestrowanych użytkowników online

  • Ostatnie aktualizacje statusu

    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      · 0 odpowiedzi
    • Borowy

      Borowy

      Witajcie, mam do Was ogromną prośbę... potrzebuje wypełnionych ankiet do badań naukowych... na koniec maja mam termin oddania. Temat Tabu - SEKSUALNOŚĆ, dlatego rodzice do których kierowałem tą ankietę nie chcą mi jej wypełniać, choć uważam, że nie ingeruję w ich życie intymne. 2 miesiące temu ankieta już istniała online, a dostałem tylko 4 odpowiedzi :c Zajmie od 5 do 10 minut. Prawie wszystkie zadania zamknięte.
      Musielibyście wcielić się w rodzica, który ma dziecko z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim. Ankieta jest oczywiście anonimowa.

      https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLSc35FjqvALX9OYdkmC8p4LFMjfvp9sEyGFAuHiG6MCFurqWBQ/viewform?fbclid=IwAR0BBy3Clovc9HZH-pMkOzC8sUF6UJ-LuOPcDC2HSLdZsHL_dVYN5zb9mzE
      · 0 odpowiedzi
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      Czy posiadanie "judasza" w drzwiach to już antysemityzm?
      · 3 odpowiedzi
    • Shady-Lane90

      Shady-Lane90  »  Kalafior_Grozy

      · 4 odpowiedzi
    • Kalafior_Grozy

      Kalafior_Grozy

      Dziś znów będę czynić dobro, które nigdy do mnie nie wróci
      · 5 odpowiedzi
  • Popularny

  • Posty

    • Kalafior_Grozy
    • Kerosine
      piosenka na dziś. (;
      And I find it kinda funny,
      I find it kinda sad...
    • Ponury_Żniwiarz
      Nauka nieodpowiednim zamiennikiem religii
      Cóż, według mnie nie wypada określać swojego charakteru i poglądów samodzielnie. To inni ludzie powinni nas oceniać, po tym jak nas bliżej poznają. Jedyne co my możemy określić w samym sobie, to czym nie jesteśmy i nie chcemy być. Więc jeśli chodzi o mój przypadek, no to tak po prostu najczęściej mnie ludzie określali, albo przy rozmowach z wierzącymi, albo na samych lekcjach religii.
      Większość mojej rodziny określa się mianem ,,wierzących, niepraktykujących'', lecz wydaje mi się że do mnie to raczej nie pasuje.  Tak jak wspominałem: nauka a religia to dwie zupełnie różne rzeczy. Poruszane pytania to tylko część, z którą najczęściej ludzie mają problemy.  Nie powiedziałbym natomiast że trudno jest zastąpić świat duchowy. To dopiero skutki tego zastępstwa są trudne. Silni i asertywni ludzie je zniosą, ale trzeba sobie zadać pytanie czy taka walka z wiatrakami ma sens. 
       
    • Kerosine
      Nauka nieodpowiednim zamiennikiem religii
      @Ponury_Żniwiarz, z ciekawości - czemu określasz się jako ateista? Agnostycyzm wydaje się lepiej do Ciebie pasować. Nauka rzeczywiście jest kiepskim zamiennikiem religii, ale nie ze względu na konstrukcje gramatyczne stosowane w pytaniach, tylko po prostu poruszanie się w innych domenach. Trudno zastąpić świat duchowy "mędrca szkiełkiem i okiem", skądinąd jednak nie wszyscy ludzie wydają się odczuwać potrzebę czy nawet mieć w ogóle zdolność kontaktu z tą pierwszą sferą.
    • Bloody.