Search the Community

Showing results for tags 'przyjaźń'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Młodzież
    • Tylko na poważnie
    • Stosunki międzyludzkie
    • Wasze problemy
    • Świat Kobiet
    • Świat Mężczyzn
    • Edukacja
    • Zdrowie
    • Codzienność
    • Moda i Uroda
  • Rozrywka
    • Kultura
    • Muzyka
    • Gry
    • Sport
    • Nasi Milusińscy
    • Motoryzacja
    • Turystyka i rekreacja
    • Kulinaria
    • Humor
  • Elektronika
    • Komputery
    • GSM
    • Internet
    • Sprzęt
  • Różne
    • HydePark
    • Śmietnik

Calendars

There are no results to display.


Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Found 21 results

  1. Cóż... zaczynając od początku, mam na imię Ola, mój chłopak powiedzmy że Kacper. Jesteśmy już ze sobą 3 miesiące. Chodziliśmy do tej samej podstawówki, ale zaczęliśmy mieć kontakt w gdzieś pod koniec mojej 8 klasy, jego 7 klasy. Gdzieś na początku wakacji 2019 wyznał mi swoje uczucia a że byłam wtedy jeszcze bardziej zakompleksiona (do tego stopnia że nie lubiłam swojego cienia, nie lubiłam siedzieć w pierwszej ławce, nienawidziłam luster), nie potrafiłam dobrać do siebie myśli że mogę się komuś podobać a co dopiero że ktoś mnie kocha, bo mnie "nie dało się kochać". No i byliśmy 2 razy w związku, 2 dni, miesiąc i teraz mijają 3 miesiące. Ja jestem typem osoby która nie przesada za romantycznymi randkami, różami i "miłością", wolałabym szaleć. On jest... zakochany po uszy, wysyła dużo serduszek itd. Zaczyna mnie to denerwować że wolę z nim normalnie rozmawiać niż położyć się i oglądnąć serial. Nie lubię kiedy przychodzi do mnie sam, zaczynam się denerwować i po paru minutach chcę żeby już sobie poszedł. Kiedy przychodzi ze znajomymi to pogadam czasem z nim czasem z resztą i "nie muszę go cały czas znosić". Ale... jego otwarcie na ucuzica było czymś naprawdę trudnym. Rok temu trudno mu było złapać mnie za rękę, przytulić a co dopiero pocałować. Teraz zaczął się powoli otwierać... Wiem że zerwanie by go zniszczyło, wróciłby do brania narkotyków, palenia, picia. Naprawdę mi na nim zależy ale niezależnie jak bym z nim nie zerwała, nawet jakbyśmy zostali przyjaciółmi,to nie byłoby dla niego to samo. Przy nim trzeba być, wspierać, kochać. Jest wspaniałym chłopakiem, troskliwy, kochany. Ciągle mi powtarzał ze mnie kocha, że jestem dla niego wszystkim. Czuję się przytłoczona, zestresowana i szybko ponoszą mnie emocje. Co mam robić???
  2. Pingwiniasta42811

    Zauroczenie czy miłość?

    Cześć, Od czego by tu zacząć. Zacznę od tego że od prawie trzech lat jestem w związku. Ostatnio mało czasu spędzamy razem. A jak już spędzamy to jest on rutyną. Nie twierdzę że to coś złego, ale brakuje mi zainteresowania że strony innych chłopaków. Nie to że lubię ich w sobie rozkochiwać, a potem rzucać, tylko chciałabym żeby ktoś częściej mówił mi miłe rzeczy. Niedawno poznałam jednego chłopaka. Zrobił on na mnie naprawdę dobre pierwsze wrażenie. Po prostu dech mi zaparło. Zauroczył mnie jego uśmiech i w ogóle to że się mną zainteresował. Mam tak niską samoocenę, że mnie to naprawdę zaskoczyło. Spotkaliśmy się trzy razy i te chwile były naprawdę cudowne. Nie myślałam o problemach i mogłam być sobą bo mnie nie oceniał. Od przyjaciółki dowiedziałam się że mu się podobam mimo że wie że mam chłopaka. Spotkałam się z nim i mu powiedziałam że o wszystkim wiem i że bardzo go lubię, ale nie mogę z nim być ponieważ mam chłopaka i nawet gdybyśmy byli razem to on zaniedługo się wyprowadza i prawie w ogóle byśmy się nie spotykali. Powiedziałam że naprawdę bardzo go lubię i że mi na nim zależy. Wylałam już morze łez. Nie chciałam go zranić. Cholernie źle się z tym czuję. Uwielbiam spędzać z nim czas, bo mogę być w pełni sobą, to nie znaczy że przy swoim chłopaku nie mogę, ale to zupełnie co innego. Oni są totalnie różni i zależy mi na ich obu. Nie wiem co myśleć. Czy można kochać dwie osoby równocześnie?
  3. Baka_tako

    "Chyba tylko duzo placze"

    Moja internetowa znajoma bardzo cierpi i nie wiem jak jej pomoc. Przesadnie sie wszystkim stresuje. W okresie probnych matur nie odzywala sie do mnie przez trzy dni. Juz tydzien przed mowila mi, ze jest jej z tego powodu niedobrze. Regularnie nie spi po nocach. Kiedy pytam dlaczego, odpowiada, ze nie wie. Ze po prostu nie przychodzil jej sen. Kazde niepowodzenie wyolbrzymia do nie wiadomo jakiej skali. Cos nie idzie po jej mysli - wpada w szal. Jedna nieudana praca powoduje kryzys jej tworczosci na conajmniej kilka dni (pisze i maluje obrazy, przy czym ciagle porownuje sie z innymi przez przeklete social media). Nienawidzi szkoly. Caly czas musi sie uczyc. Wiem, ze duzo placze. Generalnie ma trudny charakter. Jest klotliwa i uparta. Latwo ja rozdraznic. Zdaje sobie sprawe, ze to dlatego, ze cierpi, dlatego zawsze wybaczam jej wybuchy i mimo ze mnie rani, jestem wyrozumiala. Niestety inni tego nie rozumieja - wszelkie poprzednie internetowe znajomosci konczyly sie u niej katastrofa, ludzie nie potrafia jej wybaczyc, choc ona strasznie ich potem za to przeprasza. Zaluje, bo nie kontroluje wlasnego gniewu. Obwinia sie za to do tej pory. Rozpamietuje dawne znajomosci, przeglada zdjecia w telefonie, wmawia sobie, ze to jej wina. Ale gdyby ktos chcial, to zostalby mimo wszystko, prawda? Tak jak ja. Nie zamierzam jej opuscic. Chce jej pomoc. Tylko jak? Proponowalam wiele rzeczy. Wizyta u psychologa - "dam sobie rade sama", "ja nie mam depresji, chyba tylko duzo placze". Rozmowa z rodzicami - "straca moje zaufanie", "zrozumieja, ze nie mowie im wszystkiego". Ma tez liczne kolezanki. Spotykaja sie regularnie. Wiem, ze dobrze z nimi zyje, ale z jakiegos powodu nie chce ich nazywac przyjaciolkami ("nie moge im zaufac", "dziekuje im za prezenty, jestem naprawde wdzieczna, ale wiem, ze to nie od serca"). W maju stracila psa. Gdy jakis czas temu odszedl z jej ulubionego zespolu jeden czlonek, plakala cala droge do szkoly i nie mogla sie pozbierac przez dobry miesiac (kocham rownie mocno ten zespol, ale nie przezywalam tego tak jak ona. Mysle ze jest za wrazliwa). Wlasnie wtedy zlapal ja nerwobol. Pojawia sie czesto, gdy jej emocje siegaja apogeum. Ona twierdzi, ze spoczywa na niej fatum. Nie wierzy, ze moze byc jeszcze dobrze. Z tego, co mowi, to trwa juz 6 lat i nikt poza mna o tym nie wie. Zasugerowalam raz, ze moze miec nerwice to, sie zdenerwowala i powiedziala, ze mam nie wymyslac jej chorob (zdaje sobie sprawe, ze to bylo niemadre posuniecie, ale chcialam sprobowac). Mowi, ze po prostu ma taki charakter. Ze tego nie da sie zmienic, jest nienormalna i tyle. Powiedzcie... co ja moge dla niej zrobic? Moze sa tu osoby, ktore przezyly lub przezywaja to samo. Czego mam unikac? Jak sie zachowywac? O co pytac i o co nie pytac, zeby jej nie zrazic? W jaki sposob moge ja przekonac do wizyty u psychologa albo do rozmowy z rodzicami? A moze jest jakis inny sposob? Choc wydaje mi sie, ze ona sama z tego nie wyjdzie... Sama zamierzam pojsc wkrotce do psychologa, ale z zupelnie innego powodu (fobia spoleczna bardzo mnie dotyka). Moze w ten sposob ja jakos zachece? Moze jesli zobaczy, ze ja poszlam, to ona zrobi to samo? Boje sie, ze ktoregos dnia nie wytrzyma i zrobi sobie krzywde. Wyznala mi, ze myslala o tym, zeby sie zabic, ale doszla do wniosku, ze jest za slaba i nie bylaby w stanie. Poza tym nie chce dac innym satysfakcji. Wiecie... Mialam kiedys kol, ktora sie ciela. Wyladowala w szpitalu psychiatrycznym po tym jak probowala sie powiesic. Aktualnie jest szczesliwa. Widze to w jej oczach. Ma wspanialych przyjaciol i poskladala swoje zycie w cudowna calosc. Skupila sie na nauce. Odnalazla pasje w historii i planuje przyszlosc. Myslicie, ze gdybym opowiedziala jej o tym przypadku, to uwierzylaby w odzyskanie wlasnego szczescia? Znam jeszcze kilka takich historii, z racji ze jestem dobrym sluchaczem i ludzie lubia mi sie zwierzac. Moze to tez by cos dalo? Z gory dziekuje i przepraszam, ze tak dlugo :c
  4. Miałam chłopaka, ale on zerwał ze mną ponad pół roku temu, chodzę z nim do klasy. Dzięki niemu zapoznałam się lepiej z chłopakami z naszej klasy. Jest kilku z nich którzy mam wrażenie podkochują się we mnie: Sebastian - jest moim "wrogiem" cały czas mi dokuczał i wyzywał, ale teraz zrobił się milszy i mówi do mnie o coraz dziwniejszych tematach. Maks - jest moim przyjacielem coraz częściej i śmielej ze mną rozmawia. Tzw. "Brukwa" - lubię go, ale nie za bardzo jest bardzo wysoki, z dziewczyn rozmawia tylko ze mną. Również tzw. "cherry" (mój były) - jest przystojny, ma fajny charakter, mówi do mnie tak jabyśmy nadal byli razem. W sumie to nawet nie wiem czemu ze mną zerwał. Nie wiem co mam z tym zrobić. No i to na tyle liczę na waszą pomoc, nie wiem co mam robić wtakiej sytuacji, więc na razie po prostu z nimi gadam i nie ingeruję w sprawę. Sprawę powierzam w wasze ręce.
  5. Hej, wszystkim. Temat jest dla mnie dosc trudny, wiec pozwolcie, ze przejde od razu do rzeczy. Otoz jakis czas temu chcialam napisac wlasna ksiazke, ale zamiast tego popelnilam plagiat. Wiem. Istne okropienstwo. Ale pamietam, ze na samym poczatku nie widzialam w tym niczego zlego. Pozmienialam sporo rzeczy, nadalam tej opowiesci calkiem inny charakter i nowych bohaterow. Ale nigdy nie przypuszczalam, ze "moja" ksiazka zyska w internecie tak ogromna popularnosc. Cieszylam sie, czytajac mile komentarze. Potrzebowalam uznania. Dostawalam pochwaly, ktorych nigdy wczesniej nie moglam uslyszec. Ostatnio jednak ruszylo mnie sumienie i po raz pierwszy od dluzszego czasu zaczelam czuc ogromny strach. Zrozumialam, ze jesli wszystko sie wyda, bede skonczona. A wszelkie pochwaly kierowane pod moj adres stracily nagle znaczenie. Bo to nie jest moja praca. To nie mnie nalezy sie to cale uznanie. Czuje sie przez to tylko coraz gorzej. Najchetniej usunelabym wszystko i zwyczajnie zniknela z Wattpada, ale nie moge. Tak. Ciezko mi z tego zrezygnowac. Ale chodzi tez o cos innego. Otoz dzieki "mojej" ksiazce poznalam dwie wspaniale osoby. Chyba moge powiedziec, ze zrodzila sie miedzy nami przyjazn. Jesli usune swoja ksiazke, pojawi sie mnostwo pytan, a przeciez nie moge wyznac prawdy... Znienawidza mnie. To klamstwo zlamie im serca i strace jedyne osoby, ktore podtrzymuja mnie jeszcze przy zyciu. Z drugiej strony nie chce zyc w klamstwie, zwlaszcza, ze dzis ktos je odkryl i naprawde sie boje, ze to sie za chwile rozdmucha. Co powinnam zrobic? Jestem miedzy mlotem a kowadlem. Oba wyjscia wydaja sie tragiczne w skutkach. A wspomne jeszcze, ze prowadze tam artbooka, ktory sprawia mi ogromna radosc, i usuwajac konto, musialabym z niego zrezygnowac.
  6. Witam. Niespełna trzy lata temu poznałem taką jedną koleżankę(a może raczej przyjaciółkę), która jest ode mnie 3 lata młodsza, ma 16 lat i za tydzień kończy gimnazjum. Mam z nią idealne relacje, jeszcze nigdy nie miałem z nią żadnych zatargów, nigdy się z nią nie pokłóciłem Jest bardzo miła i sympatyczna wobec mnie. Bardzo dużo ze sobą rozmawiamy, nigdy nie brakuje nam ciekawych tematów do rozmowy, lubimy sobie pożartować. Czuję, że mogę jej zaufać, zwierzyć jej się z problemów. Zawsze mnie pocieszy, kiedy mam doła, oraz kiedy jestem w trudnej sytuacji(ona też mi się nieraz zwierza), zrozumie mnie, doradzi, nie wyśmiewa mnie, lubi mnie takiego jakim jestem. Czuję, że dzięki niej zapominam o problemach i mogę na nią liczyć, jest szczera i lojalna wobec mnie. Zawsze przyjemnie nam się rozmawia. Cieszę się z każdego jej sukcesu, tak samo jak ona z moich sukcesów. Trzymała kciuki, żebym zdał matmę, ja też trzymałem kciuki, żeby miała średnią 5.0 na koniec roku. Spędzam z nią dużo czasu, nieraz pójdę z nią na lody, pizzę, na spacer czy na zakupy. Mieszkamy niedaleko siebie, więc pozwalamy sobie na odwiedziny, pouczymy się razem. Często ze sobą piszemy na Messengerze, nieraz powiemy sobie coś miłego, zazwyczaj na powitanie i na pożegnanie się przytulimy. Ona ma 16 lat, ale odnoszę wrażenie, że mam do czynienia, z prawdziwą i dojrzałą damą. Nigdy nie miałem tak wspaniałej przyjaciółki, ona jest dla mnie jak młodsza siostra. Różnica w wieku mi nie przeszkadza, ale trochę wstydzę się tego, że ona jest piątkową uczennicą, każdego roku ma średnią powyżej 5.0 i pasek na świadectwie, a ja jestem zwykłym przeciętniakiem, który co roku ma średnią około 3.5. Poza tym niewiele nas różni. Czy opisane powyżej relacje są na dobrej drodze do miłości? Bardzo chciałbym wyznać, co do niej czuję, ale jestem bardzo nieśmiały i mam pewne obawy: że to może zniszczyć naszą idealną przyjaźń, albo zawróci jej to w głowie i przeze mnie opuści się w nauce(chyba, że jej to nie przeszkadza). Dlatego pytam: czy idzie coś w kierunku miłości? I jak sobie poradzić z nieśmiałością, przełamać się i porozmawiać z nią o chodzeniu i miłości? A może jednak pozostać jeszcze przy przyjaźni?
  7. Piszę tutaj w trudnej dla mnie sprawie. Od kilku lat przyjaźnię się z Y (ostatnio zaczęłam wątpić w tą przyjaźń, ale nie o tym dzisiaj). Y jest dosyć głośną osobą, buntowniczką. Wiecie, nastolatka, która ma styczność z imprezami, alkoholem itd. W zeszłym roku natomiast zaczęłam przyjaźnić się z X. Ona także jest typem nastolatki, która przechodzi mocno ten ,,bunt”. Używki i te sprawy. Zapoznała mnie z masą znajomych, którzy też, np. palili. Byłam wtedy osobą o niskiej pewności siebie, więc pod wpływem wejścia w ,,nowy” świat bardzo zmieniłam się. Po prostu pierwszy raz poczułam się doceniona przez kogoś i chciałam się przypodobać. Zaczęłam się mocniej malować, ciągle narzekałam na rodziców, przeklinałam, imprezowałam. Moi rodzice to zauważyli i zaczęli zwracać mi uwagę, że to wszystko przez X. Gdy dowiedzieli się o moim przeklinaniu i kłamstwach całkiem zakazali mi z nią utrzymywać jakikolwiek kontakt. (Były to wakacje, na codzień chodzimy razem do klasy z X i Y). Nigdy nie chciałam zawieść rodziców, więc zrobiłam co mi kazali, przyjaźń się skończyła. Zresztą z perspektywy czasu wiem, że postąpili tak, jak rodzic powinien i nie mam im tego za złe. Jednak, wbrew pozorom, X była pierwszą taką osobą w moim życiu, którą mogłam nazwać przyjaciółką. Mimo, że używkuje, to nie przeszkadza mi to, bo w takim razie wśród moich rówieśników nie mogłabym gadać z niemalże nikim. Poza tym nie mogłabym też spotykać się z Y (ale o tym za chwilę). To też nie jest tak, że jej spędzanie czasu opiera się tylko na tym. W tamtym okresie, w zeszłym roku, gdy nie było przy nas innych znajomych, spędzałyśmy normalnie czas, np. oglądając seriale i żartując. Żadnych ,,zakazanych rzeczy”. Przez ten okres niespotykania się z X zmieniłam się. Przestałam przeklinać, ubieram się i maluję skromnie, jestem kulturalna. Przestałam wyśmiewać się z innych i plotkować, staram kierować się dobrem. Na nowo zyskałam zaufanie rodziców. Staram się im pomagać, na tyle, na ile mogę. Po powrocie do szkoły zaczęłyśmy znowu rozmawiać ze sobą, powoli, od krótkich pogawędek do dłuższych rozmów na przerwach. Od początku roku szkolnego minęło wiele miesięcy i od jakiegoś czasu jesteśmy znów prawie na etapie przyjaźni. X też się od wtedy trochę zmieniła. Zmieniła też znajomych. Problemem jest to, że możemy spędzać czas tylko w szkole. Moi rodzice są bardzo wrogo do niej nastawieni. Myślą, że gdy zacznę się z nią znowu spotykać, to zmienię się na gorsze. Zresztą mają o niej bardzo złe zdanie. (Gdyby tylko dowiedzieli się co Y wyczynia...) Natomiast ja teraz nonstop przebywam z X w szkole, siedzimy razem na lekcjach, na przerwach też. Zwierzamy się sobie, przekazujemy tajemnice. Czuję się po prostu przy niej uskrzydlona. Jest ona pozytywną osobą, która zawsze poprawi humor. Gdy mam jakiś problem to ona wysłucha mnie i pomoże. Mogłabym z nią konie kraść. I tym razem nie upodabniam się do niej na siłę, bo przecież wcale nie muszę. Na propozycję papierosa grzecznie odmawiam. Ona akceptuje moje zachowanie, a ja jej. Zauważyłam, że nasza relacja właśnie opiera się na zaufaniu i tym, że dobrze się przy sobie czujemy. Nasze rozmowy dają mi wyrzucić z siebie emocje. Jednak boli mnie fakt, że jedyny czas, który możemy spędzać jest w szkole. Zwłaszcza, że Y ,,odwala” takie same akcje jak X. A z Y cały czas wychodzę, ona przychodzi do mnie itd. Gdyby rodzice naprawdę chcieli mnie uchronić od styczności z osobami przeklinającymi i używkującymi musieliby zamknąć mnie w klatce. Niemal każda osoba, z którą rozmawiam w szkole, po lekcjach idzie na fajkę. Rodzice myślą, że wtedy taka stałam się przez konkretne osoby, a nie przez własne głupie wybory i mechanizmy działania. Moja ówczesna podatność zniszczyła wszystko. Jak przekonać rodziców do tego, że ta przyjaźń daje mi radość i, że naprawdę X jest wartościową osobą mimo, że nie zachowuje się tak, jakby sobie tego dorośli życzyli? I, że mogą mi ufać, bo już ich nie okłamuję? Nie mam teraz ani jednego znajomego, ani jednej koleżanki, została mi tylko X i serce mi się złamie jeśli zostanę na tym świecie zupełnie sama. Zwłascza, że niedługo ciepłe dni, a ja będę zdana tylko na siebie i własne myśli... Przecież rodzice nie mogą mi zakazać przyjaźni. Pomocy! Dodam, że mamy po 16 lat.
  8. Cześć Może zacznę od tego, że jestem osobą dość nieśmiałą i od zawsze trudno mi było nawiązywać nowe kontakty. Ponadto pewnie uznasz to za dziwne, ale jak do tej pory nigdy nie miałam przyjaciół.. Tak mi się przynajmniej wydaje. Gdy przyszłam do gimnazjum, pojawiła się nowa klasa i od samego początku zaczepiał mnie pewien chłopak. Często zdarzało się, że gdy tradycyjnie "podpierałam ścianę", on zwyczajnie podchodził do mnie i rozpoczynał rozmowę. Wtedy było to dla mnie coś niecodziennego. Zazwyczaj ludzie mnie unikali, wręcz się bali... Zawsze śmieszyło mnie, jak zmieniają tak nienaturalnie swój ton głosu na poważny, gdy mieli się do mnie odezwać. Ale co jak co, przynajmniej zawsze mieli do mnie ogromny szacunek. Wracając do chłopaka... Bardzo go polubiłam. To była pierwsza osoba, która naprawdę się mną zainteresowała. Zawsze był taki pomocny i dobry.. Potrafił rozśmieszyć... Ceniłam go za to. Z czasem w szkole zaczęły nawet krążyć plotki, że ze sobą chodzimy. Gdy nadszedł koniec gimnazjum, wszyscy wiedzieli, że czeka nas rozłąka.. Ja miałam iść do liceum, on wybrał technikum. Specjalnie dla niego założyłam więc konto na Facebooku, by mógł się ze mną częściej kontaktować (byliśmy z różnych miejscowości, blisko co prawda, ale jednak). Wtedy rzeczywiście zaczął ze mną często pisać, niemal codziennie, nalegając na kolejne spotkania. To były wspaniałe chwile... Pewnego jednak dnia, gdy jak to miał w zwyczaju odprowadzał mnie do domu (prawdziwy gentelman, mówię wam), tak dziwnie na mnie spojrzał.. Jak nigdy dotąd. Wcześniej w życiu go takiego nie widziałam. Miałam wrażenie, że zaraz do mnie podejdzie i mnie pocałuje... Speszyłam się i od razu wskoczyłam do mieszkania, rzucając tylko krótkie "cześć" na pożegnanie. Od tego momentu zaczęłam naprawdę podejrzewać, że się we mnie podkochuje. Po tamtym wydarzeniu spotkaliśmy się jeszcze kilka razy, ale nic podobnego nie miało już nigdy miejsca. Rok szkolny ponownie się zaczął i kontakt stopniowo zanikał.. Wiecie jak to jest, każdy zostaje przytłoczony obowiązkami, poznaje nowe otoczenie.. Od tego momentu zaczęłam się czuć cholernie samotna.. O ile wcześniej, gdy nie było przy mnie nikogo, wydawało mi się to normalne i nawet nie zależało mi na poznawaniu kogokolwiek, tak teraz czuję totalną pustkę... Przeglądając Facebooka dowiedziałam się, że ma on aktualnie dziewczynę. Najprawdopodobniej poznał ją w nowej szkole i wiecie co? Trochę zabolało. Nie wiem czemu, przecież go nie kochałam... Nawet nie potrafię stwierdzić, czy byliśmy przyjaciółmi. Przechodząc jednak do sedna, on się do mnie więcej nie odzywa. Kontakt zanikł całkowicie. Jasne, próbowałam do niego napisać, ale to już nie jest to co kiedyś.. Zbywa mnie krótkimi odpowiedziami, nie siląc się na podtrzymanie rozmowy. Jak wspomniałam o spotkaniu, przytaknął, lecz bez większego entuzjazmu. Czy mimo wszystko powinnam próbować? Brakuje mi go w jakiś sposób, ale jeśli czuję, że stałam się mu obojętna, to czy nie lepiej byłoby dać sobie spokój? Ech... Z góry dziękuję za odpowiedź i wolę przeczytania tego shitu.
  9. Jak w tytule, czyli - kogo uznajecie za najważniejszą [obecnie] postać w swoim życiu? Dlaczego akurat ją? W miarę możliwości staramy się wybrać tylko jedną osobę =)
  10. Jakoś miesiąc temu dowiedziałam się, że moja 'przyjaciółka' powiedziała moją prywatną sprawę innej dziewczynie. A jak to dziewczyny-ona powiedziała to kolejnej, i kolejnej... Naprawdę się na niej zawiodłam. Poza moją mamą, nikt o tym nie wiedział, a coś podkusiło mnie, żeby powiedzieć to i jej. Co dziwne, ona miała taką samą sytuację, którą mi powiedziała i do tej pory nie mam chociażby zamiaru jej komuś powiedzieć. Po tym zajściu wróciłam do internetowych znajomości, ogólnie-INTERNETU. Chociaż to nie za dobrze na mnie nie wpływa, to czuję potrzebę 'siedzenia' w internecie. Potrzebuję miejsca, gdzie spokojnie mogę się wyżalić. I tu to znajduję. Śledzę konta moich idoli, rozmawiam z przyjaciółmi, prowadzę bloga i piszę użalenia z mojego nudnego życia na tym właśnie forum. Nie wiem, jak zostanę tu przyjęta. Może nawet gorzej niż źle, lub całkiem przeciwnie, ale to nie jest ważne. Nie muszę patrzeć na twarze ludzi, którzy w jakiś sposób mnie krzywdzą. Mogę pozostań anonimowa. Mam grupkę internetowych znajomych, z którymi rozmawiam o wszystkim. Pomimo różnicy wieku i odległości. Nie ma dnia, bym nie zamieniła z tymi osobami chociaż słowa. Mimo, że w wielu przypadkach takie znajomości po jakimś czasie się rozpadają i nie potrafimy zamienić już słowa z tymi ludźmi, mi się udaje utrzymać bardzo dobry kontakt. Kiedyś, zapytana co przyciąga młodych do internetu, miałam problem z odpowiedzią. Ale teraz uważam, że nie uzależniamy się od internetu, a od osób które tu poznajemy. Czy bez przyjaciółki w realnym życiu czuję się samotna? Czasami. Ale nie potrafię zaufać je ponownie i udawać, że wszystko jest w porządku. W chwilach, kiedy czuję się właśnie tak, uciekam w świat literatury, czyli to, co kocham. Mogę być czarodziejem, wróżką, dziewczyną z idealnym życiem. Uciekam w moje zainteresowania. Sama też piszę i właśnie z tym wiążę moją przyszłość. Inspiracje również mogę czerpać z internetu. Podsumowując- strata przyjaciółki wcale nie wyszła mi na złe. Wszystko jest dla ludzi. W tym internet. Tylko musimy znać umiar. Na tym forum zaczyna mi się podobać coraz bardziej. Od dawna szukałam takiego miejsca, gdzie nikt niczego ode mnie nie wymaga. Czuję, że będę tu częstym gościem. Moja wypowiedź jest dość chaotyczna, nie miała ona większego celu, ale ulżyło mi, kiedy wyrzuciłam to z siebie.
  11. Moja przyjaciółka, Marysia, ma problemy z rodzicami. Co roku ma świadectwo z paskiem, nie siedzi cały czas na eletronice, sprząta w domu itd. Dzisiaj opowiadała ze łzami w oczach jak się czuje, czy wszystko gra i jakie ma problemy. Rozpłakałyśmy się obie, ponieważ jej rodzice pozwalają jej wychodzić na 1,5h i jeżeli przyjdzie po 2h dostaje szlaban na wychodzenie z domu, poza tym myślała że ma z bratem więzły, on może jej WSZYSTKO powiedzieć, i ona mu też, ale okazało się że nawet nie wie co to prawdziwa rodzina, prawdziwa miłość i pomoc. Nie raz chciała uciec z domu i popełnić samobójstwo. Jak mogę jej pomóc przetrwać to wszystko???
  12. Hejo Mam wielki problem i nie wiem jak mam się zachować, ale zanim powiem o co dokładniej chodzi to mam kilka słów prologu by chociaż trochę bardziej zrozumieć sutuacje. Mam 15, prawie 16 lat, od września chodzę do technikum, w maju tego roku poznałem Zuzię, lat 13, dużo spędzałem z nią czasu, i bardzo lubiłem to robić. Czułem coś do niej, byłem w niej bardzo zakochany, ale ona miała chłopaka (Kacpra, mój znajomy), więc nie próbowałem nic bardziej, bo wiedziałem że to nie wyjdzie i będzie bez przyszłości. Traktowała mnie jak BFF, zwierzała mi się ze wszystkiego. Oni zerwali ze sobą w wakacje, ona była bardzo zrozpaczona, ja starałem się ją pocieszać jak tylko potrafię. Naprawdę bardzo dużo o niej myślałem. Mógłbym o tym się dużo więcej rozpisać, ale ten wątek jest o czymś innym. Przez ostatni miesiąc, dwa, lekko straciliśmy kontakt, ona już mnie nie traktowała jako przyjaciela tak jak kiedyś (Zrobiła coś bardzo niefajnego w stosunku do mnie, ale nie ma teraz sensu mówić co), aż do pewnego momentu, kilka dni temu. Zaczęła ze mną znowu pisać 'po przyjacielsku', zachowywała się tak jak kiedyś gdy się spotykaliśmy, i ogólnie było (nadal jest) fajnie. Powinienem dodać, że mniej więcej od połowy września ma nowego chłopaka, którego jeszcze nigdy nie poznałem. Na początku pomiędzy nimi się układało, ale od paru tygodni z tego co mi mówi to on traktuje ją jak szmate (bardzo obraża, mówi niemiłe rzeczy o niej, poniża ją itp.), a ona przez niego płacze, ale nie potrafi tego zrozumieć że on się nią bawi i najprawdopodobniej nie traktuje jej na poważnie. Słyszałem trochę info o tym jej nowym chłopaku, i każda z nich mówi że oni do siebie nie pasują. Nawet Zuzi tata (Z którym swoją drogą mam całkiem dobry kontakt) uważa, że ona z nim nie powinna być. Ja zresztą też tak uważam. Raz do niej napisałem tak lekko co o tym ich związku myślę, ale jednak niecałkiem bo nie chciałem jej jeszcze bardziej zasmucić. Jeszcze na nikim nigdy mi tak nie zależało jak na Zuzi, traktuję ją jako bardzo bliską mi osobę, chcę być przy niej i chcę by miała jak najlepiej. Staram się z nią spotykać z nią codziennie chociaż na 15 minut (ale nie zawsze jej mama jej pozwala (jej rodzice są po rozwodzie)). Chciałbym jej powiedzieć to co myślę o tym ich związku i zaproponować jakąś zmianę, albo nawet i by z nim zerwała. Ale problem jest w tym że niebardzo wiem jak to zrobić tak, by nie przyjęła tego źle i by wzięła to co powiedziałem na poważnie. Nie chciałbym też być dla niej za ostry, bo znam ją i wiem że ona potrafi ze wszystkiego być smutna (od maja do sierpnia łapała nawet za żyletki i się cięła, niestety nie wiem jak jest teraz bo nie mam o tym żadnych informacji, a staram się z nią o tym nie gadać). Ma kto jakieś porady, pomysły, jak mniej więcej zacząć rozmowę o tym temacie i co mam konkretnie powiedzieć tak, aby zrozumiała to co mam na myśli? Z góry dziękuje za poświęcony mi czas i za udzielone odpowiedzi
  13. RandomZInternetu

    Potrzebuje pomocy

    Hejka, Mam 16 lat, przybywam na to forum ponieważ poszukuje osoby z internetu, która by mi pomogła z dziewczyną i z którą mógłbym popisać o różnych problemach. Najlepiej by to była osoba doświadczona w sprawach miłosnych. Taka osoba jest mi naprawdę bardzo potrzebna. Chciałbym zaprosić taką osobe do znajomych na facebooku by móc w miarę możliwości napisać o jakąś porade albo coś. Jeżeli jesteś chętny/chętna to proszę, napisz. Byłbym ci bardzo wdzięczny. Dziękuję
  14. lukehemmings

    Nowy rok szkolny

    Cześć Wam. Otóż w tym roku mam dosyć duży problem z moimi koleżankami w szkole. Po prostu jak przyszłam w pierwszy dzień szkoły, drugiego września, to nikt się do mnie nie odzywał, nikt ze mną nie rozmawiał, traktowali mnie jak powietrze. Wydaje mi się, że to wszystko zaczęło się już w tamtym roku na wycieczce, jednak nie jestem pewna. Minął miesiąc szkoły, trochę października, i nadal jest źle. Kilka razy próbowałam z nimi rozmawiać, jednak to nic nie daje. Po prostu przy ludziach jestem zupełnie inna niż w domu, przy rodzicach, jak jeżdżę na np. wielkanoc do rodziny. Jestem okropnie zmęczona w szkole, nic mi się nie chce. Jestem w szóstej klasie, wiem, że jestem jeszcze młoda, ale okropnie się źle czuję przez cały czas myśląc o tym, że może nigdy się nie pogodzimy, a przecież teraz będą ósme klasy, przez co będę musiała być z nimi dwa lata. Nie znajdę przyjaciółki, koleżanek - co to będzie?
  15. Hey, mój dokładny problem polega na przyjaźni. Mniej więcej, o mojej przyjaźni z byłą przyjaciółką. Chcę się z nią dalej przyjaźnić, jednak nie wiem, czy to ma jakiś sens. Od pierwszej klasy podstawówki trzymaliśmy się ze sobą, ja wtedy uważałam że jest moją jedyną i specjalną przyjaciółką, nawet wyobrażałam sobie że nie ma żadnych wad. Chciałam mieć taką przyjaciółkę, jak w amerykańskich filmach. W czwartej klasie przeprowadziłam się z rodzicami i bratem do innej miejscowości i do innej szkoły. Mimo dzielącej nas miejscowości , przyjeżdżałam do niej na nocki, zapraszałam ją wszędzie by spędzić z nią czas , byłam nieznośna i kapryśna w tamtym czasie , bo bardzo zależało mi żeby spędzała ze mną czas . Mieliśmy różne zainteresowania jak i hobby, ale to mi nie przeszkadzało. Lubiałam z nią rozmawiać. Śmiać się. I robić tyle rzeczy a nawet te nudzące. Jednak wraz z kolejnym rokiem, zauważyłam że nie ma tego co kiedyś , odczuwałam wrażenie że ona w ogóle nie chce ze mną się nadal przyjaźnić. Miałam takie myśli, aż za często. Później było pójście do Gimnazjum, ja zostałam w mojej wsi bo była podstawówka połączona z Gimnazjum i miałam z domu prosto do szkoły , zaledwie 10 minut drogi. Ona poznała mnóstwo koleżanek i kolegów i kolejne przyjaciółki ( wielkie miasto ) i mieliśmy mało czasu by się spotykać. Próbowałam z nią rozmawiać na skype, ale ona wmawiała mi że nie ma wcale skype , bo jej się popsuł. Różne wymówki. W wakacje, częściej jechałam do niej , chciałam ciągnąć dalej tą przyjaźń , ale ona wygląda na niezbyt. Byliśmy w innych szkołach, o czym moglibyśmy rozmawiać? Ja miałam wiele nowych tematów, ona albo nie wiedziała co powiedzieć albo się w ogóle nie odzywała ,albo mówiła krótko i koniec. Dzisiaj, jestem w trzeciej ostatniej klasie gimnazjum. W mojej szkole mam tylko znajomych , w sumie nie wiem czy można nazywać osoby w mojej klasie, jako "moi dobrzy znajomi czy dobrzy koledzy" ze względu że jestem w tej klasie kozłem ofiarnym, są afery w mojej szkole. Chciałam mieć kogoś z kim mogłabym się przyjaźnić i ten ktoś był równie dla mnie dobrym przyjacielem. Może jestem po prostu zdesperowana i szukam na siłę i wciąż ciągnę tą przyjaźń? Nie mam bladego pojęcia. Chciałabym kogoś poznać. Wracając , w zeszłym roku jak i tym, również szukałam sposobów ale kończyło się tym, że pisaliśmy na messengerze. Ja zawsze się pierwsza odzywałam, ona albo odczytała wiadomość i ignorowała. Zdaję sobie sprawę, że ma swoje życie i nie musi być na każde moje zawołanie, a może robiła w tamtym czasie, ale jak już się odezwie zwykłym cześć, jestem tak szczęśliwa że w końcu się odezwała.Niestety gdy nawiązuje ciekawy temat do rozmów, to ja się prędzej rozgadam a ona tylko krótkie odpowiedzi i koniec. Niedawno napisałam do niej , nie wiem czy to był dobry pomysł , że zastanawiam się dlaczego wciąż się przyjaźnimy, skoro widzę wyraźną niechęć z jej strony i liczne wymówki. Ona uważa , że nie trzeba mieć tematów do rozmów by być z kimś blisko - jako przyjaciele. Dlatego , piszę to tutaj, i chciałabym wiedzieć co myślicie o tym, macie jakieś rady? Czy warto bym dalej się z nią przyjaźniła? Pozdrawiam DonnaNancy16
  16. volpina12

    psycho szkoła

    Mam problem. Przyszłam do nowej szkoły, wszystko było dobrze aż do połowy pażdziernika, moja siostra,powiedziała wsystko o mnie w szkole i cały czas mówi aż do teraz i i nie przestaje mówić. jak przechodzę obok dziewczyn to uciekają i cała klasa (boi) się mojego dotyku i urządzili sobie taką zabawę że mój dotyk zaraża. Proszę o pomoc!!!! //A ja proszę, o zmianę tytułu, bo łamie nasz regulamin! ~ Borowy.
  17. Witam ! Jestem tutaj nowy i mam 14lat liczę na pomoc z waszej strony. Mam problem z dziewczyną która mi się bardzo podoba. Na początku ja jej się podobałem i chciała ze mną być i mnie poznać. Przytulamy się codziennie, piszemy na fb. W szkole chodzimy po korytarzu rozmawiamy i przytulamy się. Byłem u niej w domu oglądaliśmy film patrzyliśmy sobie w oczy i dużo ze sobą rozmawialiśmy. Piszemy do siebie kotku misiu ona pisze że mnie kocha, ostatnio powiedziała że moge z nią się przytulać i całować kiedy chce, jednak ostatnio powiedziała mi też że chce żebym był jej przyjacielem na razie puki co. Nie wiem co miało oznaczać ,,na razie" lub ,,puki co". Co mam robić oczekiwałem czegoś więcej dlatego proszę was o pomoc i dobre rady. Bardzo dziękuje za pomoc.
  18. ,,Co powinno się nazywać: prawdziwa miłość?" a) Pewna osoba zbiera od lokatorów wynajmowanych pokoji większą ilość pieniedzy dla właściciela a resztę bierze sobie. Po czym gdy jeden lokator zaczyna opowiadać pewnej osobie swoją przerażającą sytuację finansową, (że musi sie przeprowadzić bo ma mało godzin , a cena pokoju przeważa zarobki) prawie że lada moment pewna osoba obniża z większej ilości pieniędzy na ilość standardową opowiadającemu lokatorowi o swojej sytuacji a do tego udziela mu dobrej rady. b) gdy ktoś chce zostać lokatorem tańszego pokoju i wywiesza ogłoszenie na tablicy ogłoszeń , to wtedy dana osoba spełnia to oczekiwanie jeszcze bardziej niż jest napisane w ogłoszeniu(pokój jest jeszcze tańszy niż zostało napisane w ogłoszeniu) . Ktoś zostaje lokatorem tańszego pokoju , a dana osoba zbiera niską kwotę od lokatorów za wynajęte pokoje i wręcza ja właścicielowi. Ogólnie przeglądając te dwa oblicza w każdym z podpunktów można się doszukać miłości. Tylko który z podanych podpunktów jaśnieje bardziej prawdziwą miłością? Podpunkt a) , czy podpunkt b) ? A może oba podpunkty jaśnieją tak samo , lecz na inny sposób, jak dwie różnorodne odmiany prawdziwej miłości? Jak myślicie? Proszę o radę. Z góry dziękuję
  19. Jestem uczniem maturalnej klasy liceum, jestem biseksualny. Do tej pory miałem 3 dziewczyny oraz jednego chłopaka. Poszedłem do liceum by się uczyć, ale też by zawrzeć nowe znajomości. Nie wiedziałem jednak, że dojdzie do tego, że zakocham się. Otóż zakochałem się w rok młodszym chłopaku, który chodzi do mojego liceum. Nasz kontakt zaczął się od wycieczki szkolnej na której razem byliśmy. Po wyciecze napisał do mnie i tak o to nasz kontakt utrzymuje się do dzisiaj. Spotykamy się praktycznie codziennie, albo ja ide do niego, albo on przychodzi do mnie. Znajomość trwa już parę lat i gdy w końcu zrozumiałem, że tęsknie za nim jak nie piszemy, nie spotykamy się, stwierdziłem, że naprawdę się zakochałem. Akceptuje go mimo wielu wad, chyba na tym właśnie polega miłość. Jest jednak jeden problem - on jest (chyba) hetero. Aktualnie ma dziewczynę, z którą jest od paru miesięcy. Jednakże mam wiele powodów, by myśleć, że ta dziewczyna jest tylko przykrywką. Ze mną widzi się częściej, mówi mi rzeczy, których ona nie wie. Ostatnio przyznałem mu się do tego, że jestem biseksualny. Byłem pewny, że to zakończy naszą znajomość, jednak on zaakceptował to i powiedział, że mu to nie przeszkadza. Od tamtej pory zaczął codziennie do mnie dzwonić, tak po prostu żeby porozmawiać i "usłyszeć mój głos". Przez pewien czas miałem wrażenie, że chce mi coś powiedzieć, coś zasugerować, może przyznać się do tego, że nie jest hetero, ale za każdym razem się wycofywał i nie kończył wypowiedzi. Koleżanka również zauważyła, że coś jest nie tak. Przyznała mi, że widzi, jak on na mnie patrzy, że to nie jest wzrok hetero kolegi. Jakoś nigdy wcześniej nie zwracałem na to uwagi, ale gdy mi o tym powiedziała, sam to w końcu zauważyłem. Ma racje - przez całą rozmowę patrzy mi się prosto w oczy, bez przerwy. Czasem mnie to nawet zawstydza i sam odwracam w końcu wzrok. Muszę dodać, że jest bardzo zazdrosny o moją przyjaciółkę. Za każdym razem gdy piszę mu, że idę do niej, on wypytuje o wszystko - co będziemy robić? jak długo u niej będę? po co do niej idę? Ostatnio zmuszony byłem do tego, by odrzucić jego propozycję spotkania, bo byłem wcześniej umówiony z przyjaciółką, na co on zareagował wręcz z agresją pisząc mi "Czy ty nie masz z kim się pedalić? Tylko z nią?" gdy zapytałem go z kim innym mam sie pedalić, jak nie z nią, odpowiedział mi "Na przykład ze mną", po czym się obraził. Pomóżcie mi proszę, już nie wiem co mam robić, czy mam sobie odpuścić, czy mam go zapytać? Wiem, że to nic nie da, bo i tak się nie przyzna nawet jeśli byłby bi/homo. Nie chce go stracić, bo jest moim przyjacielem, którego naprawdę kocham i nie wyobrażam sobie aktualnie bez niego życia.
  20. Mam pytanie, dotyczące tego powiedzenia: ,,Czasem musi się zepsuć, żebyśmy poznali tych ,na których naprawdę warto liczyć.'' Jak to rozumiecie? O co w tej wypowiedzi chodzi? Np Co musi się zepsuć? Akurat wiem z tej całej wypowiedzi ,co to znaczy:, że na kogoś naprawdę warto liczyć( że na przykład na przyjaciół można liczyć) , natomiast pierwszą część trudno mi jest zrozumieć ,nawet jeśli rozumiem drugą część wypowiedzi. Proszę o odpowiedzi różnorodne. Z góry dziękuję
  21. RetardedCupcake

    szukam internetowego przyjaciela

    Szukam osoby, z którą mogłabym pisać. Jestem dziewczyną, 14-latką. Szukam sposobu na zabicie nudy i być może rozwinięcie znajomości. 13-15 lat chłopacy (lub dziewczyny) piszcie swoje e-maile (chyba że można pisać wiadomości na tym forum - nie wiem bo jestem tu nowa) a na pewno się odezwę. P.S. Nie hejtujcie. Wiem, że to dziwnie napisałam. Jestem ścisłowcem, więc nie martwcie się, bo książki nie mam zamiaru pisać.
×
×
  • Create New...
Please Sign In or Sign Up