Search the Community

Showing results for tags 'życie'.



More search options

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum ogólne
    • Przedstaw się!
    • News & Info
    • Wasze Opinie
    • Konkursy
  • Młodzież
    • Tylko na poważnie
    • Stosunki międzyludzkie
    • Wasze problemy
    • Świat Kobiet
    • Świat Mężczyzn
    • Edukacja
    • Zdrowie
    • Codzienność
  • Rozrywka
    • Literatura
    • Wasza twórczość
    • Kultura
    • Muzyka
    • Gry
    • Sport
    • Nasi Milusińscy
    • Motoryzacja
    • Turystyka i rekreacja
    • Kulinaria
    • Humor
    • Plac Zabaw
  • Elektronika
    • Komputery
    • GSM
    • Internet
    • Sprzęt
  • Różne
    • HydePark
    • TargoWWWisko
    • Śmietnik

Calendars

There are no results to display.


Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Found 5 results

  1. dobras4

    Satysfakcja z życia

    Tak jak w tytule Jak oceniacie swoje teraźniejsze życie? Jest wam dobrze, a może coś byście w nim zmienili? Ja bym parę rzeczy pozmieniał, przede wszystkim pracę, mieszkanie bliżej swojej kobiety Zapraszam do wypowiedzi
  2. Mówi się, że to my wariujemy... a czy nie jest tak, że przyszło Nam żyć w zwariowanych czasach? Czy życie w obecnych czasach jest de facto łatwe? Czy sami nie potrafimy docenić aktualnych możliwości na każdym polu? Może jest tego wszystkiego wręcz za dużo i ludzie się pogubili.. Czy faktycznie wszystko zależy od podejścia człowieka? Niby wszystko obecnie się wydaje łatwiejsze a czy nie jest trudniejsze?
  3. Od srodka martwa 17

    Moje nędzne życie

    Cześć, nie chce od was współczucia, czy porad chciałabym wam tylko opowiedzieć przez co musialam przejść w moim 17 letnim życiu. Od urodzenia miałam przechlapane, ojciec porzucil mnie od razu po porodzie, mama przez odejście ojca załamała się i popadła w alkoholizm. W wieku 7 lat widziałam pierwsza próbę samobójczą mojej mamy, na szczęście bądź nie szczęście zakończyła się niepowodzeniem, uratowałam jej życie tym, że pobieglam po mojego o 12 lat starszego brata (oczywiście mama nie była w tamtym momencie trzeźwa) a on wyrwał jej nóż, którym chciała się zabić. Ale to jeszcze nie wszystko, bo za każdym razem kiedy była pijana to robiła awantury, w których wgl się nie hamowala, alkohol powodował nawet to że uderzyła niejednokrotnie moje starsze rodzeństwo (mam jeszcze o 8 lat starsza siostrę). Kiedy moja siostra zaszła w ciążę miała 18 lat wtedy ja miałam 10 lat, mama zaczęła zostawiać nas same w domu, bez pieniędzy na jedzenie czy cokolwiek. Nie było nam łatwo wypytywalam moja siostrę o moja mame, ona nie widziała co ona ma mi powiedzieć na temat tego gdzie ona jest gdy jej nie ma w domu, więc zbywala mnie innym tematem. Po porodzie mojego siostrzenca, ten cały alkoholizm uspokoił się, mama pila ale tylko max 2 piwa wieczorem mój siostrzeniec był jej najważniejszą osobą w życiu, która byłam ja dopóki on się nie urodził. byłam zazdrosna ale i tak bardzo kocham tego małego zgreda, tylko on potrafi wywołać u mnie uśmiech nawet gdy moja choroba przejmuje władze nademna. (Moja choroba jest choroba psychiczna, a dokładniej choruje na zaburzenia osobowości i zachowań) ale teraz jeszcze nie o mnie. A wiec gdy moja siostra poznała swojego obecnego męża, mama zaczęła znowu pić coraz wiecej i wiecej. Pewnego razu zrobiła znowu awanturę, która widział i słyszał mój malutki siostrzeniec, pamiętam jak bardzo był wtedy przerażony i jak bardzo wtedy płakał nie mogłam go uspokoić tulilam go z całych sił nie pokazywalam żadnych oznak strachu czy przerażenia, nie chciałam go zostawić nawet na sekundę samego spalam z nim nawet gdy awantura ustala. Nie cały miesiąc później moja siostra się wyprowadziła i wtedy zostałam sama z moja mama. Wtedy zaczął się koszmar z którym musialam sobie poradzić aama. Mama zaczęła obwiniac mnie za wszystko, wypowiedziala wiele przykrych slow skierowanych do mojej osoby, mówiła ze mogła zrobić to co mój ojciec jej kazał zanim mnie urodziłam, kazał jej usunąć ciaze, chciał żebym nigdy się nie urodziła, za każdym razem mówiła mi ze jestem beznadziejna i ze do niczego się nie nadaje się do niczego. Półtorej roku temu poznała takiego faceta związała się z nim, miałam nadzieje ze zmieni się cala ta pojebana sytuacja, ale zaczęło być jeszcze gorzej. Zaczela zostawiać mnie sama w domu, bez pieniędzy bez niczego. Nie raz zostawalam sama na calutki tydzień, nie raz musialam radzić sobie z jednym chlebem i pasztetem, i musialam zająć się jeszcze zwierzętami które miałam w domu czyli św pamięci psa, drugiego psa i kotem. Oczywiście nie było z nimi aż tak źle jak zostawałam sama gorzej było gdy nie było ich karm i musialam dzielić się z nimi tym jednym chlebem i pasztetem, nie prosilam wtedy nikogo o pomoc bo wstydzilam się mówić o tej sytuacji, myślałam ze będę wysmiewana za moja sytuacje w której sie znajdowałam. Gdy zostawalam sama dostawalam takich jakby atakow, wyglądały mniej więcej tak ze zaczynalam płakać i zastanawiać się nad tymi wszystkimi słowami które uslyszalam od mamy, nie wiedziałam jak pozbyć się tych ataków wiec pewnego dnia wzielam zyletke i przejechalam nią po przedramieniu skupilam się wtedy na bólu fizycznym i zapomnialam o bólu psychicznym. Za każdym razem gdy miałam ten "atak" ciełam się bez opamietania. Takim sposobem zamienialam ból psychiczny na fizyczny. Teraz juz nie robię tego, ponieważ jestem w rodzinie zastępczej, jest nią rodzina mojej przyjaciółki. Gdy zauważyli u mnie pierwsze blizny, zapytali sie dlaczego to zrobilam przelałam wtedy pierwszy raz swój strach i opowiedzialam wszystko tak jak wam teraz. Po moim wyznaniu powiedzieli mi ze juz nigdy nie bede sama ze pomoga mi wyrwać się z tego koszmaru. Jak powiedziali tak tez zrobili zabrał mnie z domu, zabrał do psychiatry, pomagają mi leczyć ta chorobę, daja mi poczucoe bezpieczenstwa i za każdy razem pokazują mi ze nie jestem beznadziejna. Jak naraz i czuje sie dobrze, jestem wspieranie na każdym kroku, juz nie mecza mnie tak często "ataki" oczywiście jak każda osoba miewam gorsze dni w których spis cały dzień nie jem niczego wybucham nagle złością, niekiedy zdazaja mi sie dni w których palam nienawiścią do każdego i zamykam sie w pokoju. Ale to bardzo rzadko. Na sam koniec dodam jeszcze ze odkąd się tutaj wprowadziłam mama nie odezwala sie do mnie ani razu, wiec mozna powiedziec ze zostalam porzucona przez obojga z rodziców.
  4. CocoChanelXDXDXD

    Boje się starości i przemijania

    Cześć. Chyba każdy z was być może myślał o zatrzymaniu czasu by być wiecznie młodym albo przynajmniej o tym żeby się ładnie zestarzec. Otóż mam 19 lat (tak wiem że jestem młodym człowiekiem i nie powinienem myśleć o starości bo życie przede mną). Chodzi mi o to że często popadam w panikę i boję się tego że za rok skończę 20 lat i nie mogę w to kompletnie uwierzyć. I nie mogę uwierzyć w to że tak szybko lata za mną minęły (mam takie wrażenie jakbym nie dawno chodził do gimnazjum, pisał sprawdzian 6klasisty albo nawalil w gacie jako małolat). Przemijania się też boję bo było w moim życiu pamiętam jeszcze tyle ładnych chwil zwłaszcza wakacyjnych które niestety to już wspomnienia które chciało by się przeżyć jeszcze raz. Jak Sb pomyślę o tym że skończę 20 lat (tak jak kiedyś skończę 30, 40, 50 - okrągłe lata) to szczerze chciałbym mieć znowu np 12 lat - pamiętam jak wtedy już pierwszy raz się zakochałem ale to był taki przelotny związek (bo trwał 2 tyg) i to bylo takie fantastyczne i cudowne zakochanie ale potem to już NIE to samo jak miałem 12 lat - od tamtej pory już nie miałem miłości a przeważnie dziewczyny mnie olewaly. Szczerze to nie lubię urodzin i sylwestra, bo mam takie przeczucie ze urodziny i sylwester który początkuje nowy rok to taki jakby kolejny krok do starzenia się. Czasami widzę siebie jak będę wyglądał np w odległej przyszłości. Starzenia i przemijania to boję się bardziej niż śmierci. Czasami się boję nawet ze nie dożyje jakiegoś dnia albo że młodo umre lub nie zdążę czegoś zrobić. Kiedy człowiek jest młody (jak ja) to ma takie przeczucie ze jest niby nieśmiertelny. Bo tak jest - jest pełen Energi i ma siłę i ochotę na wszystko (impreza alkohol znajomi sex itd) ale nawet taki człowiek też powinien zdać sobie sprawę że nie będzie żył wiecznie i umrze jak każda żyjąca istota. Czas szybko ucieka a z przemijaniem doświadczyłem wielu innych rzeczy jak np śmierć babci, kolegi który młodo umarł jako 19latek, śmierć wujka, dziadka od strony taty. I czasami się zastanawiam że skoro i tak kiedyś umrzemy i wszystko minie to jaki jest sens życia. Jak uważacie
  5. Mam pytanie, dotyczące tego powiedzenia: ,,Czasem musi się zepsuć, żebyśmy poznali tych ,na których naprawdę warto liczyć.'' Jak to rozumiecie? O co w tej wypowiedzi chodzi? Np Co musi się zepsuć? Akurat wiem z tej całej wypowiedzi ,co to znaczy:, że na kogoś naprawdę warto liczyć( że na przykład na przyjaciół można liczyć) , natomiast pierwszą część trudno mi jest zrozumieć ,nawet jeśli rozumiem drugą część wypowiedzi. Proszę o odpowiedzi różnorodne. Z góry dziękuję