Tosca

Użytkownicy
  • Ilość dodanej zawartości

    575
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

6

O Tosca

  • Ranga
    Użytkownik

Informacje

  • Płeć Mężczyzna

Ostatnie wizyty

3321 wyświetleń profilu
  1. Cele życiowe- do czego dążysz?

    Nie mam celów ani marzeń.
  2. Ostatnio przeczytałem...

    "Bezbronna kreska" i "21 wierszy miłosnych".  Ponieważ jestem o tej godzinie wyłącznie kolokwialna, to powiem, że rozjebały.
  3. Jak się czujesz?

    Najwidoczniej znudzona, skoro przyszłam napisać tutaj trzy posty. 
  4. Instagram - fotograficzna społeczność

    Mam dwa profile. Jeden dotyczy mojego bloga i umieszczam tam wyłącznie zdjęcia książek. Drugi prywatny, ale nie do końca, bo każdy może tam wdepnąć i zobaczyć. Ten prywatny to dla mnie taki wirtualny album. Prowadzę go, bo lubię wiedzieć, że trzy tygodnie temu lała mi się krew z palca u stopy, że osiemdziesiąt dwa tygodnie temu żarłam spleśniały ser, że kilka dni temu znalazłam w torebce kanapkę z października. Sama obserwuje tylko siedemnaście profili, gdzie znakomita większość dotyczy botaniki (tak, droga plusosiemnascie, wyobraź sobie, że na tym portalu nie funkcjonują tylko profile, na których pod każdym zdjęciem można spotkać tagi pt. poliszgirl, mojadupa, czy mojecycki.). Obserwuje jeszcze dwie znajome blogerki, profil Muminków, kilku ulubionych fotografów i chyba tyle. Czyli żadna cudza prywata, bo cudze mnie nie interesuje. Co do mojej aktywności, to na profilu dotyczącym bloga, ograniczam się tylko do wrzucania zdjęć i czasami odpowiadaniem na wkurwiające komentarze, ale jestem cierpliwa. Przestałam używać tagów i dziwię się, że ludzie umieszczają ich po dziesiąt pod każdym zdjęciem. Okej, są mniej popularne, które nie wyglądają jak płynący strumień, gdzie po minucie trzeba scrollować dziesięć minut, żeby dogrzebać się do swojego zdjęcia, ale czy ktoś zagląda w te tagi? Nie sądzę. To po prostu nie działa i szkoda na to energii. Na prywatnym też nie używam tagów, bo nie zależy mi ani na zasięgu tych zdjęć, ani na obserwujących. Na tym drugim zresztą też. Daje serduszka zdjęciom z roślinami, bo są przepiękne. Ale prawda jest taka, że oprócz wrzucania zdjęć, jestem właściwie całkowicie bierna z tymi nielicznymi, roślinnymi wyjątkami. Jest mnóstwo pięknych profili tematycznych. To taki trochę Tumblr, ale bez możliwości zmiany szablonu. Po prostu trzeba wiedzieć co by się chciało obserwować, a potem zacząć tego szukać. 
  5. Ile zarabiacie? (taka mała sonda dla osób pracujących)

    Na tyle dużo, że szkoda mi na gumy do żucia.
  6. Czy według was lepiej być wysokim czy niskim?

    Ostatnio w herbaciarni widziałam pana, który głowę miał po sam sufit, a tyłek na wysokości mojego biustu. Po takim panu mogłabym się wspinać jak po drzewie i czuć bezpieczniej niż przy kimś swojego wzrostu. Ale co tam ja, skoro on pewnie nie raz i nie dwa nabił sobie guza, został wyśmiany i musiał dosztukowywać nogawki w spodniach i swetrach, o łóżku na zamówienie, czy wsiadaniu do malucha nie mówiąc.  Karłów, czy ludzi całkiem niskiego wzrostu nie spotkałam, ale nie muszę, bo u nich wszystko jest odwrotnie i pewnie tak samo niewygodnie i ciężko. Czyli najlepiej być takim, żeby rękawy pasowały i umieć zmieniać biegi w maluchu.
  7. Ostatnio przeczytałem...

    Urwało mi takiego długiego posta, super. : ) I tak po chamsku w połowie zdania... Teraz, szanowni moderatorzy, możecie ten strzęp usunąć.   Jestem bardzo zawiedziona nowym Houellebecqiem, który wydaniem książki w dniu zamachów na Charlie Hebdo jeszcze bardziej podsycił moją czytelniczą chuć, bo doskonale wiedziałam (teraz się okazuje, że jajco wiedziałam), co zastanę w środku.  Francois to inteligentny gość, ale idiota i melepeta. Życiem politycznym wypełnia swoje, penisowo-rozterkowe, które mu nie wychodzi od ponad czterdziestu lat. Wątków damsko-męskich jest od liku i tłumią to, co Houellebecq chciał, ale mu nie pykło. I to jak mu nie pykło, bo całkowicie zislamizowanej Francji jest tam mniej niż penisa Francoisa i rzeki jego barwnych prostytutek. Podoba mi się za to atmosfera niepokoju, piękny wstęp o literaturze i zakończenie, które rekompensuje moją zapenisowaną przez całą lekturę wyobraźnię.