Witam.
Kolejny dzień to w sobie dusze i postanowiłam się tu wygadać.
Mój 'przyjaciel' poznał dziewczynę i boli mnie na samą myśl że już nie będziemy się spotykać itd. Chodziliśmy razem do liceum i przez cały czas on mnie adorował (ale jako że mam od 3lat chłopaka który jest obecnie daleko ode mnie) nigdy nie dopuściłam do żadnego zbliżenia. Ostatnio gdy powiedział mi że idzie z inną na weselę (pytał mnie czy pójdę ale chłopak nie pozwolił bo zazdrosny co rozumiem) i że coś między nimi jest. Dotknęło mnie to, nie spałam całą noc, płakałam. Już raz miałam taką sytuacje i straciłam całkiem kontakt z bliskim mi chłopakiem gdy poznał dziewczynę. Wiem że on ma prawo z kimś być i nie może wiecznie czekać w nadziei że będę kiedyś z nim. Za bardzo przyzwyczaiłam się do swojego chłopaka z którym tak długo już jestem. Tylko co mam robić. On zapewnia że dalej będziemy się spotykać i nic się nie zmieni jak już z nią będzie tylko ja nie wiem czy chcę. Teraz jestem..zła? mam ochotę do niego zadzwonić i powiedzieć że nie chcę się z nim więcej widzieć i wolę zakończyć naszą znajomość a z drugiej strony tak naprawdę nie chcę go stracić. Jestem jak pies ogrodnika?.. sama go nie chcę ale innej nie dam ;( napiszecie pewnie że jestem egoistką ale może wie ktoś z doświadczenia jak bezboleśnie wyjść z tej sytuacji? ;( udawać że wszystko jest ok? pogodzić się z tym nie dam rady.


