Jestem na świeżo po niemal całkowitym przeczytaniu ów wyżej wymienionej powieści (niemal całkowitym, ponieważ robię wszystko, żeby czytać ją jak najwolniej i jak najdokładniej) i gotuje się we mnie tysiąc mysli oraz odczuć, z którymi, jesli się nie podzielę, nie ruszę dalej.
Nie wiadomo, od czego zacząć. Istotnie genialny styl pisania Zafona jest wszystkim oczywisty. Magia, jaka wręcz bije od pierwszych stron jest nie do pojęcia, a objęci nią są nawet , zdawać by się mogło, najzwyklejsi bohaterowie. Nie mogę odeprzeć się wrażeniu, że niemal każdy mógłby stać się głównym bohaterem podobnej powieści. O tym jednak, zwracając nie mniejsza uwagę na kobiety, które zdają się gdzieś wymykać poza schematy reszty postaci w myśleniu Zafona, możnaby napisać kilkusetstronicową pracę czcionką dziewięć. Własnie - postać idealnej Penelope czmycha mi po głowie i wścieka, nie umiej jej sobie bowiem wyobrazić i chyba stanie się moją nową kobiecą fascynacją - a literackiej (może niekoniecznie zmyślonej?) jako takiej jeszcze nie miałam. Ponadto,wydaje mi się, że powieść jest, wbrew pozorom, absolutnie nie do zekranizowania, chociaż zostawia ogromne pole do popisu, dając szansę na stworzenie czegoś ciekawego, ale nie wystraczającego. Wydaje mi się, że to będzie wbręcz pewnego typu beszczeszczeniem zdolności naszej wyobraźni, w ktorej tylko i wyłącznie zakresie ta historia powinna zapaść. nawet gdyby się burton z lynchem i kubrickiem zgrali, pozostanie absmak nie do zniesienia. Film powstanie na pewno, co do tego nie ma żadnej wątpliwości, ja jednak za cholere nie chciałabym tego zobaczyć, choćby był kulturowym wydarzeniem rozpoczynającej się,następnej dekady.
Jest też świetnym przykładem tego (co zręcznie powiem na końcu), że pochlebianie powieści w krytyce jest jej ogromnym wrogiem, o ile faktycznie zalatuje ona geniuszem. Tu się powinno zamilczeć i cwaniacko usmiechnąc do każdego, komu się tą powieść choćby siłą miało wepchnąć do rąk. Polecanie jej to złudne słowa, znowuż niewystarczające.
Niezrozumiale dla wielu przeżywam ów powieśc całą sobą, co mi się zdarzyło rzadziej, niż się zauroczyć. Na stronie 406 krew mi z twrazy odpłynęła, w chwilach grozy robiło się zimno i nerwowo, zaś gdy akcja osiągała swoje apogeum (co miało miejsce ładnych parę razy), łapałam się na bluzganiu pod nosem, z nerwów i zaskoczenia
Powieść ta bez ceremoniału trafia w szeregi moich ulubionych i w dodatku zasili te, do których wracam/wrócić mam zamiar. Nieodwołalnie.
Zatem pora na Was
Ja dodatkowo powiem, że Fermin to ideał mężczyzny, a ja kiedyś zamieszkam w Barcelonie z nowo poślubionym mężem - pisarzem.
Czy znacie może jeszcze coś podobnego (nie nadającego się chyba do zdefiniowania) gatunku tej książki, które wchłania się z podobnie zapartym tchem?
Sam autor wbudza moją ogromną fascynację i moim marzeniem staje się poznanie go, zadawanie zawsze głupszych pytań i wysłuchiwanie każdej odpowiedzi jak jednego rozdziału z powieści.
Miłej dyskusji;]



