Mam 15 lat i nwm co dalej mam robić, tzn próbować coś zmienić czy zostawić tą znajomość w spokoju i być samotnym. We wrześniu dołączyłem do nowej klasy, większość osób tam znałem i lubiłem, ale jedna dziewczyna wpadła mi w oko i z każdym dniem podobała mi się coraz bardziej... Aż w końcu się zakochałem... Wziąłem jej numer telefonu, zacząłem z nią pisać, więcej rozmawiać i 4 listopada wyznałem jej miłość... Zrobiłem to tylko dlatego, że prosiła mnie żebym powiedział jej kto mi się podoba, bo ona mi powiedziała. Od tamtego momentu wszystko zaczęło się sypać... Obydwoje chcieliśmy, żeby miedzy nami się nic nie zmieniło, ale wyszło jak wyszło... Z każdym dniem jak się niedawno okazało ona lubiła mnie coraz mniej... Przez ostatni miesiąc co chwile się kłóciliśmy, doszło do tego że nie chciała ze mną rozmawiać. Nie wierzyła mi wgl co do niej czuje, a to dlatego, że gdy się pokłóciliśmy drugi raz powiedziałem jej, że żałuje że ją kocham... Okazywałem jej miłość w każdy możliwy sposób, ale ona i tak mi nie chciała uwierzyć ... Na urodziny dostała ode mnie miśka, który jej się bardzo podobał, ale żałowała że dostała go ode mnie, a nie od mojego przyjaciela ( niedawno dowiedziałem się, że jej podoba się mój przyjaciel...). Stawałem w jej obronie przed jednym chłopakiem z klasy, który "bił" ją w zeszłym roku i w tym tez zaczynał robić to samo. Raz przez niego płakała i w końcu nie wytrzymałem (pobiłem tego chłopaka do tego stopnia, że wylądował w szpitalu) ... Dowartościowywałem ją czułymi słówkami co jej się bardzo podobało, ale mimo to i tak mi nie wierzyła w to co do niej czuje. Nagle trzy dni temu, gdy dowiedziała się że chciałem popełnić samobójstwo zmieniła zdanie i uważa że zawsze mnie lubiła tylko nie chciała żebym o tym wiedział... Spytała się mnie czy nie chce się zakolegować z nią i oczywiście odpowiedziałem, że chce i to bardzo. Ale wątpię, że nam się to uda, ponieważ co chwilę zmienia zdanie... Pisała mi ostatnio, że jeżeli chce się z nią kolegować to muszę się o to postarać ... Przez te parę miesięcy nie robiłem nic innego, ale ona chyba tego nie zauważała...
I mam do Was pytanie... Próbować coś zmienić, tzn. starać się o nią (znowu), czy po prostu dać sobie spokój i do końca życia być sam? Nwm co mam robić i z każdym dniem czuję się coraz gorzej... Życie bez niej dłużej nie ma sensu i wątpię, że między nami coś zmieni się na lepsze...
Po łebkach przeczytałem Twój post bo nie mam czasu teraz i skleciłem na szybko Ci nową nazwę tematu (bo w regulaminie widnieje jak wół, że trzeba precyzować a nie "co dalej..." ) nie wywaliłem do kosza tylko ze względu na sporą liczbę odpowiedzi w temacie, jeśli masz pomysł na inną nazwę tematu to pisz/ Mendoxes



