Witajcie.. Mam problem z chłopakiem. Ma 30 lat, ja 20. Jestesmy ze soba od 7 miesiecy. Niby jest cudownie.. ale tylko w tygodniu. W weekendy, dla mnie koszmar. Non stop pije, boje sie kazdego weekendu. Ni epotrafi chyba bez tego żyć. Tyle razy miał mi udowodnić że sie poprawi. ale niestety nie..
Nie raz mnie oklamywal, mowil ze idzie do domu a tak naprawde poszedl do baru. Niesttey dowiadywalam sie od innych, on twierdził że spał. Ale ostatnio przegiął do granic możliwości...
Odprowadzil mnie po pracy do domu (pracuje w pubie miejscowym) upił się troche z kolegą,od samego poczatku czułam że coś nei gra, ze coś kombinują. Józek wychodzac z pubu jak ja bylam w pracy mowil do mojego faceta ze sie zdzwonią. Wytłumaczylam sobie to z nim, moj cxhlopak twierdził że maja sie zdzwonic na drugi dzien do kina... ok. Oprowadził mnie, na drugi dzien mial isc ze mna do kosciola. Rano zadzwonilam -0 nie odbieral. O 14 dzwonie nie odbiera. w koncu oddzwonił i powiedzial ze spał, i ze przewrocil sie w domu i łokieć rozwalił - juz czułam że kłamie. Poszłam do pracy i sie dowiedziałam od innych. Jego kolega wyladowal w szpitalu z rozwalona nogą, a on..wiadome gdzie rozwalił łokieć. I tak wygladal jego nikomy powrot do domu.
Nie wiem co robic, kocham go, wiem ze on mnie kocha.. ale juz mu nei ufam... mysle o tym żeby z nim zerwac - on by mial wolność w weekendy a ja nie musialabym się martwic o kolejny pijacki jego weekend.
Jka myslicie? co powinnam zrobic? nie chce zeby tak wygladalo moje zycie, oparte na kłamstwach..




