przez Pizzaro » 02 Lut 2012, 00:21
Chciałem napisać jakiego tasiemca tutaj, nie ważne o czym, ale i tak ludzie pisaliby, że "dobra robota, Pizza'', "pięknie napisane stary", "wzruszyłam się, jak to przeczytałam". Dupa, dupa, dupa. Nie ma, z zimna nie mogę. Zimno za bardzo mnie wypełnia i znów wyjdzie jakiś nędzny zlepek myśli pisany przy muzyce. No ile można ? Ile można przebyć w tym samym miejscu z tymi samymi osobami ? Dlaczego tak wiele rutyny w tym życiu ? Dlaczego ona musiała akurat teraz wyjechać, kiedy nie mam z kim porozmawiać ? Czy nie napisze dzisiaj lub nigdy ?
Eh, co ja mam zrobić. Zimno, ból i znów to pieprzone uczucie w środku. Ile razy poczuję to samo, tyle razy wypełnia mnie to po brzegi i nie daje żyć. Teraz dochodzą skurcze i ten filmik. Piękny w swojej prostocie i zarazem wzruszający w tym czymś. Ale co może być tym czymś ? Czy my jesteśmy tylko małymi istotami tu na dole ? Czy ktoś z góry steruje nami, jak marionetkami ? Premierze, jak żyć ? Co mamy ze sobą zrobić ? Wydaje się to piękne, ale przychodzi ta chwila i czar pryska. Do tego jego ton i głos. Dlaczego tak trudno powiedzieć te słowa ? Dlaczego tak trudno przyznać, że się kogoś kocha, że chce mu się podziękować, że... że... no po prostu podziękować za to, że się jest. Jak to zrobić ? Nie rozumiem samego siebie, nie rozumiem.
Jak można być tak słabym ? Z jednej strony ona, z drugiej ona, a z trzeciej jeszcze ona. A co z czwartą ? Jest, czy jej nie ma ? Powalone jest to wszystko. I tak, śmiejcie się, bo głupi Karol nie wie co robić. A proszę bardzo, walić to wszystko. Fff, marzną palce, marzną, a ja tutaj piszę zamiast leżeć w łóżku i czytać coś ciekawego. Ale to mnie zastanawia i urzeka. Pochylić głowę w dół i czekać ? A co może się zdarzyć ? eh, za dużo znaków zapytania. Nie chcę nawet myśleć, co będzie jeżeli spalę to wszystko. No bo jak można być tak naiwnym i potem cierpieć przez własne urojone marzenia ? No jak ? Ratujcie. Wołam o pomoc, lecz każdy głuchy i zapatrzony w siebie. A jednak je spaliłem. Jak w filmie... na polu spłonęły moje wyznania i uczucia, uszły nieodwracalnie. Czy kiedyś powrócą ? Tego nie wiem, tego nie wiem. Tak bardzo bym tego chciał, ale tak bardzo się boję. Czemu nie zdarzy się jakiś cud ? Czemu coś się nie stanie ? Nie chciałbym jej stracić, ale cóż począć ? No i teraz na dodatek Natalia wyjechała... nie przetrwam... chociaż, dlaczego chcę sobie to wmówić ? Przecież i tak nie mam wyjścia. Niech tylko wróci to pragnę jednego - przytulić ją i powiedzieć, że bardzo mi jej brakowało. Dodatkowo załamuje mnie ta muzyka. Sam sobie piekło zgotowałem i sam z niego muszę wyjść... ale właśnie, co jeżeli nie potrafię ?
[...]
Wszyscy stoimy przyparci do muru
Prędzej czy później
Czekając na telefon, który nigdy nie dzwoni
Złamanie serca nadchodzi, wtacza się jak burza
Prędzej czy później
Próbujesz płynąć, ale toniesz jak kamień, samotnie
I mogę poczuć ogień w noc, czekając tutaj
Kochanie to tak jakbyśmy przechodzili na linie przez strach
Weź moją rękę, dostaniemy się tam
Wszyscy czekamy na sen, który tak trudno posiąść, prędzej czy później
Staramy się poczuć błogo, bez upadków, Ty wiesz
Ale możesz poczuć ogień w noc, leżąc tutaj
Kochanie to tak jakbyśmy przechodzili na linie przez strach
Weź moją rękę, dostaniemy się tam
Strach wewnątrz, wzgórza na które się wspięliśmy
Łzy po tej stronie nieba,
Wszystkie te sny wewnątrz mnie
Przysięgam, dostaniemy się tam
Strach wewnątrz, wzgórza na które się wspięliśmy
Łzy po tej stronie nieba, (prędzej czy później)
Wszystkie te sny wewnątrz mnie
Przysięgam, dostaniemy się tam (prędzej czy później)
Strach wewnątrz, wzgórza na które się wspięliśmy
Łzy po tej stronie nieba, (prędzej czy później)
Wszystkie te sny wewnątrz mnie
Przysięgam, dostaniemy się tam
Prędzej czy później...
[...]
Wracaj, tak bardzo mi Ciebie brakuje, a nawet o tym nie wiesz...
Musisz mi pomóc
bo czuję się jak Bóg
który przez sześć dni budował
świat i powstał wielki chaos
Musisz mi pomóc
bo wczoraj śmierć pytała
szatniarza w knajpie
co się ze mną stało
Musisz mi pomóc
dziś teraz już
bo jutro może być
za późno