Pina, widziałam Jeziora Plitwickie, jednak była to już końcówka mojego pobytu w Chorwacji i Bośni, i widziałam przedtem tyle wspaniałych miejsc, że jakoś te jeziora, którymi wszyscy tak się zachwycali, w ogóle nie zrobiły na mnie wrażenia. (: Gdybym zaczęła od Plitwic, pewnie byłabym równie zachwycona.
Ja chcę Wam przedstawić jedno z piękniejszych miasteczek, jakie widziałam w swojej "karierze" wolnej podróżniczki. (: Nazywa się St. Ives i mieści się w Anglii, a dokładniej w Kornwalii. Kiedy tylko się tam znalazłam, poczułam, że jestem o wielki krok bliżej w poszukiwaniu swojego miejsca na świecie. Miasteczko jest malowniczo położone nad zatoką St. Ives Bay i jest raczej turystyczną miejscowością. Jest to port rybacki, więc nad zatoką nieustannie śmierdzi rybami, ale to tylko dodatkowy plus do tego niesamowitego klimatu, jaki tam panuje. Pożółkłe dachy budynków, przepiękne, małe domki z kolorowymi drzwiami i okiennicami, uliczki tak wąskie, że kiedy obok przejeżdża samochód, trzeba się starać zrównać ze ścianą, brak chodników, konieczność ciągłego stromego schodzenia w dół albo wchodzenia na górę, mnóstwo galerii sztuki i artystycznych sklepików i tłumy turystów, którzy jednak aż tak bardzo nie przeszkadzają, bo tworzą również klimat tego miasta. A do tego pranie rozwieszone na sznurkach w wąskich uliczkach (I love it!) i w tym całym zgiełku ludzie siedzący na progu swoich domów i czytający spokojnie książkę. A przy okazji całkiem niezłe
Cornish pasty, tradycyjna potrawa z tamtych rejonów. (; Na pewno nie każdy czułby się tam dobrze, ale ja poczułam się jak w domu i spędziłam tam jeden z lepszych dni mojego życia. (:


