Nakreślę sytuację: pod koniec grudnia wynajęłam z chłopakiem pokój w mieszkaniu na poddaszu pewnego domu w Wilanowie. Drugi pokój wynajmowała inna para. Właścicielka mieszka na parterze. Babka była ugodowa, nie sprawiała większych problemów. Zapłaciliśmy za cały styczeń, wpłaciliśmy kaucję. Po ponad dwóch tygodniach okazało się, że chce zmienić panele podłogowe. Pewnego pięknego ranka wbiła się (oczywiście bez uprzedzenia, tak jak miała to w zwyczaju) z dwoma budowlańcami i zaczęli je zmieniać. W pewnym momencie zobaczyła na podłodze w salonie rozsypane wióry (mam szczury, które wystawiałam na noc do salonu- trochę nawywalały, a ja spiesząc się do pracy nie zdążyłam tego zamieść). Zaczęła się na mnie wydzierać, żebym to posprzątała, co to syf itp. Poszłam spokojnie po zmiotkę, choć już się we mnie gotowało i sprzątając powiedziałam, że chyba nie powinna ingerować w to co się u nas dzieje, skoro wynajmujemy to mieszkanie. W ciągu sekundy wpadła w taką furię, że zaczęła mnie wyzywać, przeklinać, drzeć się, że dopóki ona jest właścicielką, to będziemy robić co ona każe i jeżeli nie, to jeszcze dziś będę się pakować. Spokojnie powiedziałam, że bardzo mi przykro, ale nie ma takiego prawa, bo mamy za wszystko zapłacone itp. Lecz ona wiedziała swoje i przy moim wyjściu do pracy oświadczyła, że ja już tam nie wejdę. Nastraszyłam ją policją, lecz dużo sobie z tego nie zrobiła, i mało dziwne, bo jak się później dowiedziałam policja nie zajmuje się takimi sprawami i nic nie mogą zrobić. Problem mianowicie polegał na tym, że o mnie w umowie nic nie było. Najemną był tylko i wyłącznie mój chłopak, i wg policji tylko on miał prawo się tam pojawić z powrotem. Zadzwonili do niej moi rodzice, żeby załagodzić sytuację i jak cywilizowani ludzie się porozumieć, lecz baba jest umysłowo chora i na wstępie zaczęła ich wyzywać i grozić, że cytuję 'łeb im upier*oli'. Mój chłopak nie chciał tam mieszkać sam, więc na spokojnie kilka godzin później porozmawiał z nią i dogadali się, że rozwiązują umowę za porozumieniem stron w trybie natychmiastowym, i że odda nam pieniądze za resztę dni oraz kaucję pomniejszoną o rachunki. Następnego dnia chłopak zabrał wszystkie nasze rzeczy i umówił się z nią po odbiór pieniędzy na za parę dni, kiedy ona już załatwi sprawy w urzędzie.
Problem zaczyna się tu: baba od kilku dni go zbywa, przekłada spotkania, udaje, ze jej nie ma w domu, chociaż chłopak stoi pod jej domem i widzi ją w oknie. Po czym dziś oświadczyła mu, że sprawę rozwiązujemy urzędowo i spotkamy się w sądzie, bo nie dość, że ona nic nam nie musi oddawać, to jeszcze my jej musimy dopłacać, bo nie daliśmy miesięcznego wypowiedzenia. Tłumaczymy, że chcieliśmy dać wypowiedzenie za porozumieniem stron do podpisania, lecz ona ciągle nie miała czasu i przekładała spotkania. To stwierdziła, że trzeba było wrzucić do skrzynki pocztowej.
Kolejny problem i to konkretny polega na tym, że NIE MAMY UMOWY NAJMU. A dlaczego? Kochana pani właścicielka wbiła się do naszego pokoju i ją ukradła. Trzymaliśmy ją specjalnie razem z innymi papierami, żeby jej nie zgubić, bo wiedzieliśmy jaka jest ważna. A, że suka miała klucze zarówno do mieszkania, jak i do każdego pokoju, wchodziła sobie kiedy chciała i brała co chciała. Pieniądze też nam kiedyś zginęły, ale stwierdziliśmy, że to niemożliwe, i że na pewno je wydaliśmy. A jednak nie. Ta baba wiedziała co robi. Teraz może podrzeć swój egzemplarz umowy i udawać, że nie miała z nami nic do czynienia.
Jedyne co mi przyszło do głowy, to wziąć umowę od drugiej pary i pozmieniać komputerowo dane, po czym pokazać jej, że zdążyliśmy zrobić ksero i, że jednak mamy jakiś papierek, że tam mieszkaliśmy. Lecz niestety sąsiedzi z pokoju obok za bardzo się dygają, że coś się stanie i nie chcą jej pożyczyć
Nie mam pojęcia co mam robić, czy są jakieś sposoby na udowodnienie jej wszystkich przekrętów? Zeznania świadków, liczniki, cokolwiek??? Mam ją zastraszyć? Wybić szyby? Porysować samochód? Jestem w czarnej dupie, wylałam już tyle łez, że nie mam siły płakać, nie potrafię zrozumieć, jak można być takim człowiekiem. Czy da się odzyskać te pieniądze w jakikolwiek sposób? Jakiś haczyk, który sprawi, że będzie musiała je oddać? Błagam doradźcie nam coś, bo już nie wiemy co mamy robić.



