Moje wiersze
Deszczowa niepewność.
Kiedy ktoś Cię zrani nożem do masła pełnym ignorancji
Opatrzę Twoje rany opatrunkiem dzianym z ramion kręgu
W pewnym uścisku zatamuje łez krwawienie
A całość uzupełnię błękitną, długą wstęgą
Ramion moich opatrzności wyczekujesz już za długo
Stróżka jadowitych słów wycieka Ci spod brody
Czy zacięłaś się żyletką
Czy to tylko ślad stęchłej, dzikiej jagody?
Powiedz, wykrzycz w agonalnym jęku swoich racji
Kto śmiał wtargnąć z brudnymi butami w nasze jaźni
Wróg? Przyjaciel? A może nasz kochanek?
Kto to niesie zgubę ratunkowi dla przyjaźni?
To wspomnienia, kalające Twe powieki fioletowe
...
Snem złowieszczym i deszczem marmurowym
Zasypujesz mosty jeszcze budowane kamieniem niepewności
Kamieniem niepewności białym. Białym, nie granitowym
***
Niech nie ucieka pod powiekami.
Sen Cię zmożył, więc ułóż głowę na posłaniu z kości
Niech ucichnie niemy lament, wśród krzyków świadomości
Zapomnienie Cię utuli płaszczem utkanym z ciemności
Całunem zakryje nędzny świat tej pustej radości
I zakrzykniesz z dumą i ochotą nędznika: "Snu i miłości!"
Jakbyś zapomniał, że w sercu nie ma miejsca dla gości.
Jakbyś zapomniał, że w sercu nie ma miejsca dla gości
To byś przypomniał sobie o utraconej niegdyś miłości
O tych realnych uczuciach i chwilach pełnych radości
I nie kroczyłbyś do światła bacząc na ciemności
Lecz w świetle byś stąpał, w świetle świadomości
Więc obudź się i wstań z wygodnego posłania z kości.
***
Biała farba na białym płótnie.
Namalować można tyle
Żonkile
Motyle
Ile tylko się zechce
Ile wystarczy farby
Czerwonej
Niebieskiej
Bezkresne hortensje
Milczące pretensje
Pędzel już wisi
Obok twego obrazu
Namaluj coś ze mną
Brak czasu
Od razu
Ale nic o mnie nie maluj
Lepiej wcześniej żałuj
Niż wstań
Nie ze mną maluj
Skoro mnie brak
Nie
Tak
Nie pogodzę się z tym
Że sam sobie kradnę
Płótno
Nie ja, nie ty
I nie oboje
Malujemy
Płaczemy
Nie kochamy.
***
Nie tak bardzo płonie.
Bo jak się coś pali
To patrz. Tam w dali
Salvador Dali
już wiedział. Żyrafa
płonie ogniem
pożółkłym, niczym
chora wątroba
paskudztwem zatrutym.
Nic nie zostanie
moje drogie Panie.
Na śniadanie
jajko spłonie
na patelni.
Bądźmy dzielni.
***
A latem zapominam.





