Kocham moją mamę, bardzo. Nawet ostatnio złapałam się na tym, że za przyjaciółmi nie tęsknię tak jak za nią. I nie, wbrew pozorom nie zawsze między nami było różowo. Trudno określić nasze relacje. Nie traktuję jej jak przyjaciółkę, ale też do typowej mamy duuużo jej brakuje. Kłócimy się często, ale nigdy nie było sytuacji żebyśmy ze sobą w ogóle nie rozmawiały. Wręcz przeciwnie, to ona nauczyła mnie, że rozmowa jest czasem jedynym sensownym rozwiązaniem. Zresztą zawdzięczam jej wiele. Ona nauczyła mnie wrażliwości, empatii. Chociaż nie ukrywam, jest pokręcona i ma swoje odchyły, jak każdy zresztą. Czasem mam wrażenie, że żyje w swoim własnym, zupełnie innym świecie. Jeśli chodzi o podejście do pracy, jest zupełnie nieuporządkowana, miga się od obowiązków i przekłada wszystko na ostatnią chwilę. Ma szczęście, że ludzie, z którymi współpracuje już przywykli do jej wyskoków. Czasem śmieję się, że praca, którą wykonuje jest na prawdę jej przeznaczeniem, bo z poważnej firmy już dawno by wyleciała

No i jej styl, poza pojedynczymi przypadkami jest świetny. Taki artystyczny look (; Po za tym uwielbia czytać książki i tym mnie też trochę zaraziła. W kryzysowych momentach ona ze stoickim spokojem cytuje wiersze, albo siada tomikiem i czyta na głos ulubione fragmenty. I jakby tego było mało, ma w sobie jeszcze jedną cudowną cechę. Nie ma dla niej rzeczy niemożliwych, serio. Od zawsze przekonywała mnie, że warto spełniać marzenia i nie można bać się nowych wyzwań. Od dziecka powtarzała, że jesteśmy wyjątkowi (ja i moje rodzeństwo) i musimy tylko w to uwierzyć

No i to poczucie humoru i ogromny dystans to siebie i świata. Jest szalona, czasem mam wrażenie, że jestem poważniejsza od niej (;
I nie, nigdy nie powiedziałam do niej 'stara'. Jakoś tak, takie pogardliwe mi się to wydaje.