Witamy na M-Forum.

Jesteśmy internetową społecznością, która zrzesza tysiące młodych ludzi. Jesteś nastolatkiem, szukasz porady, a może chcesz jej udzielić innym? Poznaj nowych przyjaciół i bądź z nimi w stałym kontakcie. Załóż konto i wyraź siebie na naszym forum, na którym użytkownicy napisali już 1381285 postów.

Zobacz nieprzeczytane posty

t

Kłamstwo i prawda w życiu.

W tym miejscu wypowiadamy się na tematy poważne. Nie bójmy się. Przełammy swój wstyd!

Kłamstwo i prawda w życiu.

Nieprzeczytany postprzez mppiłp » 02 Kwi 2009, 16:54

Miłość i prawda
Przez ostatnie parę lat tułałem się po świecie zabierając wszystkie sytuacje z życia ze sobą. Podzielę się teraz z Wami moimi spostrzeżeniami, które nabyłem dzięki temu, że zawsze interesuje mnie prawdziwy stan rzeczy. Jestem kimś w rodzaju Indiany Jones’a, dla którego łupem są prawdy. Dotyczą one otaczającego nas świata i różnych relacji, uważanych za prawdziwe, jednakże wystarczy się chwilę zastanowić by odkryć, że nie są one słuszne. Dlaczego prościej jest żyć w tych kłamstwach? Odpowiedź tkwi w pytaniu: bo tak jest prościej. Druga odpowiedź jest taka, że wszyscy w nim żyjemy, dlatego jest ono równie powszechne i naturalne co oglądanie się za tyłkami panien – małe kłamstewka są przecież równie przyjemne – istnieje też drugie podobieństwo: od tyłków panien podobnie jak od kłamstewek zależy nasza przyszłość. Ale niestety mnie to nie wystarcza, mam nadzieję drogi czytelniku, że Tobie też nie. Ot tak, dla zasady chcę znać prawdę, to mój sposób oryginalności, droga dzięki której staję się wewnętrznie samcem alfa lub coś w tym rodzaju. Aby lepiej oddać to co mam do powiedzenia naszprycuję moje zdania kilkoma cytatami, są one niewyobrażalnie wręcz proste, ponieważ czasami rozumieją je dzieci. Dopiero kiedy dorośli się do nich dobiorą, stają się trudniejsze i zawiłe niczym nieuczesane włosy krętowłosej, spoconej teściowej. Hm, nawet niezłe porównanie, więc porównania też będę stosował, ok.? Nawet jak się nie zgadzasz (jeśli tak to pozdrów inne teściowe) to w tej chwili nie masz nic do powiedzenia. Możesz najwyżej opluć ten tekst. Po co piszę ten tekst, po co przelewam swój nieskrywany geniusz na papier? Jeśli chociaż jedna osoba zauważy krztę racji w tym co piszę, to spełniłem swoją misję. Tak, też zauważyłem, że stwierdzenie własnego geniuszu jest nieskromne, ale przecież każdy w głębi uważa się za takiego co zjadł wszystkie rozumy, nawet jeśli głośno mówi i głośno myśli inaczej. Taki już jest nasz tok myślenia, że czasami na przekór wszystkim śmiesznym myślą na siłę jesteśmy w stanie dorobić do czegoś ideologię. Prawie jak szukanie dziury w całym, tylko że na odwrót. Przejdźmy do jakichś konkretów na które czekasz już drogi czytelniku niczym kot czekający w trawie na złapanie myszy, a okazuje się, że to była tylko stonka, obyś i Ty nie był rozczarowany. Aha, przepraszam za formy przymiotników z końcówkami męskimi, wygląda to tak jakby tekst był kierowany tylko do mężczyzn, jest inaczej. Z drugiej strony, kiedy zawołać na ulicy „człowieku!”, to przypuszczalnie odwrócą się tylko mężczyźni, ale to co innego... Zresztą po takim zawołaniu mało kto się powinien odwrócić. Do pierwszej prawdy już wspólnie dotarliśmy czytelniku (czytelniczko). Mianowicie dzieci rozumieją ważne sprawy lepiej niż dorośli, od razu rozpoznają dobro i zło, czasami potrafią wyczuć nawet dobrego lub złego człowieka na odległość. Dlaczego tak jest? A dlatego, że dzieci nie używają do oceny różnych sytuacji swojego wyuczonego systemu „upiększania świata”. Dlaczego? Bo jest to system myślenia, którego tzw. dorośli uczą się przez całe dorastanie. Kłamstwa są potrzebne w czasie wzrastania tak samo jak żel do włosów lub nowa szminka, więc są prawie niezbędne. Zresztą sam pomyśl, ile razy wyszedłbyś (wyszłabyś)... (w sumie będę stosował te formy naprzemiennie to nie wyjdzie szowinistycznie) na przysłowiowego głupka, gdybyś nie ukrywał jakiejś prawdy wśród rówieśników. Oczywiście teraz i wtedy takie sytuacje są nieznaczące, jednakże zadowolenie jakie uzyskiwałeś z kłamstewek spowodowało, że wszystkie te sytuacje tworzą pewne schematy myślenia w Twojej głowie. Jest to całkowicie nabyte i niestety naturalne. Nie jest to też z gruntu złe, nie chodzi mi przecież o to byś „wywnętrzniała” się przed każdym przechodniem. Mam na myśli to, że łatwo jest przenieść ten system do dalszego życia, skoro jest on taki uniwersalny i nie oszukujmy się, wygodny. Ze spokojną głową mogę powiedzieć, że ogromna większość naszych relacji z otoczeniem opiera się na kłamstwach, udowodnię to jeśli jeszcze nie wierzysz. Jeśli masz inne zdanie, to nie zauważasz pewnych rzeczy w swoim życiu i masz spokojniejszą głowę, zazdroszczę Ci. Zrozumienie tego pomoże Ci ocenić na ile tak naprawdę Twoje życie jest prawdziwe, a na ile jest ono nieszczęśliwą, ubogą sielanką połataną kłamstwem, które trzeba leczyć. Jest to część zadania przeznaczona dla Ciebie a nie dla mnie. To Ty lepiej znasz swoje myśli i wiesz kiedy i w jakich sytuacjach zaczynają one błądzić w labiryncie pojęć, tylko po to by wyprodukować nieprawdziwy produkt podtrzymujący światopogląd niczym kolejny filar podtrzymujący budowlę z piasku. Wiem coś o tym, też tak robiłem. Zacznijmy on pojęć, które prawie na pewno nie dotyczą Cię bezpośrednio. Od polityki. Taki przykład pozwoli ocenić to bardziej obiektywnie. Nie będę narzekał, że politycy są tacy a nie inni, że robią to a nie co innego, postarajmy się pomyśleć dlaczego tak jest? Jest tak dlatego, że to jest wina wyborców a nie polityków. To zadanie po prostu ich przerosło. Czym jest polityka w znaczeniu praktycznym w skali państwa, pomijając łacińskie zwroty itp.? Jest sztuką rządzenia państwem i budowania relacji międzypaństwowych i wewnątrz krajowych, które mają na celu zwiększenie poziomu życia społecznego. Czyli dla uproszczenia jest to umiejętność kierowania „dużym sklepem”. Kto rządzi tym „dużym sklepem”. Rządzą ludzie, którzy znają się na kreowaniu swojego wizerunku, ludzie znający miłe uśmiechy i tanie gesty składania rąk, które rozpoznają już nawet dzieci, ludzie, którzy są egoistami i dbają o swój interes (każdy jest egoistą, to też udowodnię), ludzie którzy często nie mają i ochoty przyjść na głosowanie, w końcu ludzie, którzy są karierowiczami i od tych ludzi oraz często nawet od ich przeżyć osobistych zależą również Twoje losy. A kto powinien rządzić krajem? I czy to realne czy utopia? Krajem winni rządzić ekonomiści, nie politycy. Nie jest to utopia, niewiarygodne (dla mnie to jest naprawdę unikat) ale historia zna przypadki, kiedy to po kryzysach dotykających całe systemy ekonomiczne, przekazywano podejmowanie decyzji (czyli władzę) ekonomistom. O dziwo skutki były nad wymiar zaskakujące, sytuacja się uspokajała. Tak się dzieje kiedy właściwi ludzie są na właściwym miejscu, ale przecież bardziej warto zagłuszać media takimi rzeczami jak wzrost polityków lub ich wybryki seksualne, bo to ciekawe. A kto tam by się przejmował jakąś tam ekonomią, przecie to stara, dobra, poczciwa polityka odpowiada za kraj a nie ekonomia, przecie to lepszy garnitur czyni polityka a nie jego wiedza. Czy to nie śmieszne Czytelniku! Kiedy jesteś chory idziesz do lekarza, kiedy choruje państwo, powinniśmy iść do ekonomisty czy choćby do matematyka a nie faceta z dobrym wizerunkiem. To tyle jeśli chodzi o politykę, podpiszmy umowę Czytelniczko: czytaj i wyciągaj WŁASNE wnioski dalej a ja obiecuję już się nie zagłębiać w ten grząski niczym bagno temat. Poruszmy lepiej nieco inny, przyjemniejszy dla niektórych. Małżeństwo. Na początku teoria – małżeństwo to związek dwojga ludzi (już niekoniecznie różnej płci, no cóż, pojęcia trzeba czasem dostosowywać do goniącego nas postępu, bo inaczej potęp nas zdepta), którzy się kochają, nie oszukują się, co więcej chcą pewnie mieć dzieci i żyć razem póki ich śmierć nie rozłączy, w zdrowiu i w chorobie, ble ble ble. Teraz mój stosunek do małżeństwa, żebyś mógł tą wypowiedź ocenić w miarę obiektywnie – prawdziwie szczęśliwe małżeństwo w teorii, jest czymś przepięknym zapewne, nie wiem dokładnie bo nie widziałem. I teraz pytanie do Ciebie: ile znasz małżeństw bądź związków się na nie zapowiadających – zapewne dużo, natomiast ile z nich spełnia, że tak brzydko nazwę, wymogi małżeństwa? Na tysiące różnych małych spraw przymyka się oko. Kłamie się. Oczywiście nie zawsze wprost, ale często. Od tych kłamstw zależy przyszłość małżeństwa. Bo taki mamy system wartości wyuczony od czasu pierwszych kontaktów społecznych. Mianujemy kłamstwo główną przyczyną naszego (o ile je osiągamy) szczęścia. Gwarantuję, że większość związków byłby się w stanie rozlecieć dzięki prawdzie. Ach ta ohydna prawda, ile złego mogłoby się przez nią stać... Dobrze, że jest ona tylko odległą i nieosiągalną abstrakcją, która czasami zapewne „aż” przez kilka nocy z rzędu nurtuje myśli (np.) zdradzającej żony lub męża. Ale potem z mroków prawdy rodzi się wspaniały produkt – myśl człowieka wyzwolonego z rzeczywistości, który w swojej głowie wykrzykuje w końcu w chwale zwycięstwa umysłu nad realizmem: „Heureka!, przecież zdradziłem ją tylko raz i byłem po kieliszku, nie musi o tym wiedzieć, przecież ją kocham więc jej nie powiem, żeby nie sprawiać jej zawodu... powiedziałbym gdyby chciała ale na pewno by nie chciała!” No dobra, trochę mnie poniosło, ale to co powiedziałem było obiektywne (co prawda nie wierzę w słowo „obiektywnie”, lecz Ty Czytelniczko pewnie tak), nie żyję w małżeństwie. W sumie to świetny zwrot wyszedł oddający tragizm sytuacji: „nie żyję” w małżeństwie. Pora na pierwszy cytat autorstwa pewnego pana, przez którego twórczość z wielką siłą przebija się pewien rodzaj zagubienia w cywilizacji. Przynajmniej ja to tak odebrałem. "Rather than love, than money, than faith, than fame, than fairness... give me the truth" Co prawda są to tylko słowa, ale w jego przypadku były one naprawdę dla niego ważne, tak że ma on prawo do wygłaszania swoich sądów o najwyższych sprawach. Natomiast dla wielu z nas, słowa te gdyby były wypowiedziane przez nas samych, zapewne stanowiłyby coś na kształt samo unicestwiającej wypowiedzi. Któż zrezygnowałby z tych wszystkich wartości, tylko dla prawdy? Przecież na dobrą sprawę działanie oparte na tych słowach Henry’ego David’a Thoreau jest działaniem samobójczym. Jest to zmierzanie pod prąd. Teraz by to troszkę unaocznić kolejny przykład: przeciwstawne pojęcia. Na dobrą sprawę wiele wartości, które znamy, nazywamy jakimś pojęciem tkwiąc w pułapce słów. Jest to swego rodzaju kłamstwo. Przeniknęło ono do naszego słownika pojęć na tyle mocno, że posługujemy się tymi nieprawdziwymi pojęciami na co dzień. Jednego z takich pojęć już celowo użyłem: obiektywność. Jedyna obiektywność jaką znam, lub jedyny aspekt życia, dla którego można by użyć stwierdzenia „obiektywny osąd, zdanie”, to sondaże, prognozy itp. Ale nijak się to ma do dotykającego nas życia. Jeśli ktoś jest osobą zamożną to nijak ma się do niego stwierdzenie, że, powiedzmy, 5% ludzi to skrajnie ubodzy. Kogo to obchodzi. Na pewno nie bogatych, ubodzy o tym nie przeczytają bo nie mają na gazetę, a reszta to idioci. To tak w wielkim skrócie jeśli chodzi o obiektywność. Cała reszta jest subiektywnością, każde zdarzenie jest przez nas interpretowane na podstawie własnych doznań bądź ich braku. Nie można od tego uciec, nie da się. Trzymając się tego przykładu, nie wszyscy chcą równości, bo po co ona zamożniejszym niż przeciętni. Tylko ci poniżej średniej „egoistycznie” chcą równości. Trudno więc nazwać wiele subiektywnych opinii złożonych do kupy czymś obiektywnym. Ktoś może powiedzieć, że jeśli sytuacja go nie dotyczy, to wygłasza obiektywną opinię, jednak jest to stwierdzenie wręcz niedorzeczne, słowo obiektywny powinno być wykreślone ze słownika jako niepotrzebne. Oczywiście przesadzam, ponieważ to tylko przykład. Teraz będą właściwe przykłady przeciwieństw: na początek najprostsze, powiedzmy pycha i skromność. Czy są to przeciwstawne słowa? Przecież nikt, albo prawie nikt nie jest na tyle pyszny by poddawać się przyjemności oglądania w lustrze przez wiele godzin, mówienia (i myślenia) o sobie w samych superlatywach, itd. Z drugiej strony, jeśli ktoś jest skromny, to rzecz jasna, by nie pozostać stratny, rekompensuje sobie swoją skromność myśleniem typu „ale jestem kutwa skromny, nie tak jak inni, jestem lepszy bo jestem skromny i w ogóle nie myślę o sobie”. Jak widać w tych dwóch skrajnych przypadkach przeciwieństw, widzimy, że myślenie przebiega w podobny sposób, gdyż skromność i pycha są dwiema stronami tego samego, brzydkiego medalu. By jeszcze lepiej oddać mój pokrętny tok myślenia, kolejny przykład: wiara i ateizm. Czym jest wiara, każdy mniej więcej wie, każdy wierzący i wyznający tą czy inną religię ma w głowie obraz człowieka stworzonego na obraz Boga, oraz obraz swojego boga stworzonego przez siebie we własnych myślach. Oczywiście nie jest to bóg „obiektywny” lecz taki, którego wymyśliliśmy na podstawie własnych przeżyć, radości, smutków, dorastania itp. Jaki On jest naprawdę nie wie nikt. Również ateista nie wie jaki On jest, po prostu bez żadnych niezaprzeczalnych dowodów, ateista wierzy, że żadnego boga nie ma. Ateista ma w co wierzyć, wierzy we własną niewiarę, ale wątpi w nią równie często co wierzący w boga. Dwie strony tego samego medalu, zresztą wielu jest ateistów, którzy mają solidniejsze podstawy moralne niż niejeden katolik czy protestant. Dziwi mnie tylko, fakt ich stworzenia (tych podstaw), skoro wg nich nie ma absolutu, który dokonywałby ich oceny. Ja w takim przypadku zacząłbym kraść i zabijać (miało być o prawdzie, no to jestem szczery). Kolejny przykład: życie i śmierć. Nie mogą to być przeciwieństwa, z prostego faktu, Nie są to dwie strony tego samego medalu. Śmierć jest niczym. Pustym słowem. „Kiedy my jesteśmy, nie ma jej, kiedy jest ona, nie ma nas.” Śmierć jest tym dla życia, czym dla biegu jest meta. Przeciwieństwem mety jest start. Zresztą spytajcie starsze dzieci co jest przeciwieństwem narodzin... Więc jak to jest z tym życiem? Życie nie ma początku ni końca, nie ma przeciwieństw, ma tylko przeszkody. Kolejna pułapka słów: wolna wola i przymus. Otóż wolna wola, jeśli istnieje, jest chyba najgorzej wykorzystanym przez nas prezentem. Na szczęście wolna wola jest ograniczona przez nas samych, i dobrze bo inaczej stworzylibyśmy sobie jeszcze gorsze piekło na Ziemi. Dlaczego więc wolna wola kojarzy się nam dobrze skoro nie potrafimy jej z reguły wykorzystać dla naszego dobra? Ponieważ myli się nam ona pozytywnie z jakimś rodzajem wolności. Teraz pomyśl drogi czytelniku, co chciałbyś teraz robić mając nieograniczoną wolność, i nieskażoną wolną wolę? Nie chcę znowu przesadzać, ale podejrzewam, że tkwisz we własnym świecie, który na pewno po części lubisz, ale w którym masę rzeczy byś zmienił mając taką możliwość. Gdzie tu wolność. „Życie składa się z wyborów”. Wolna wola to jedynie prawo do wyboru tego lub tamtego świństwa, czasami dobra lub zła, czasami takiego lub innego życia, ale ważnych rzeczy nie wybieramy, o ważne wartości musimy walczyć, czasami beznadziejnie. Tak, to czego pragniemy, osiągamy po długiej walce lub w ogóle nie. Natomiast to czego nie chcemy zdarza się samo. Czy naprawdę tak jest? Czy może to wymyśliłeś? Hm, to może spytam inaczej, wykorzystując pewien znany slogan dlaczego wszystko co przyjemne na tym świecie jest nieetyczne, niemoralne, niebezpieczne albo powoduje tycie”? To jasne jak Słońce. Wynika to nie z żadnej filozofii, lecz z prostych praw ekonomii, która potrafi opisać nawet niektóre aspekty wartości. Pierwsze i drugie prawo ekonomii: człowiek ma nieograniczone potrzeby a dobra, które muszą zaspokoić te potrzeby są ograniczone. Przykład z życia? Platyna nie jest taka droga bo jest ładna, wcale nie zdobi aż tak pierścionków, po prostu jest jej mało, dlatego jest już droższa od złota, które przecież jest ładniejsze. Czy samochody z początku XX w. są ładniejsze od współczesnych? Z reguły nie, powiem więcej, one dużo palą i się rozpadają. Ale jest ich mało i dlatego są droższe. Czy to nie śmieszne zachowanie? Wymyślanie kolejnych potrzeb, windowanie osiągnięć, nakręcanie kolejnego niepotrzebnego popytu po to jedynie, by mieć coś, czego inni nie mają. To smutne ale znowu wracam do pojęcia samca alfa lub dominującej samicy. Dążenie do czegoś co wyróżnia ze stada. W tym równaniu, cała ta czasochłonna zabawa sprowadza się do zaspokojenia najbanalniejszych potrzeb w wielu aspektach życia. Przecież kupna nowego auta nie można nazwać potrzebą samorealizacji, tak samo jak podarowanie drogiego pierścionka z kawałkiem unikalnej blachy nie można nazwać wyznaniem miłości. Ale wypowiedzi w stylu: „zobacz jaki mi kupił pierścionek, na pewno mnie kocha” lub „mój kosztował więcej niż jego dwumiesięczna pensja, kocha mnie jak cholera” są spotykane w tej czy innej formie. Znaczy to tyle, że ktoś z grupy owych 5% ludzi sprzed kilkudziesięciu linijek tekstu nie będzie miał „środków” by wyznać miłość ukochanej osobie. Kolejny przykład, który wymaga uogólnienia i połączenia z następnym. Miłość – nienawiść, oraz egoista – altruista. No proszę więc zacznijmy od pojęcia altruizmu, które... należałoby wykreślić ze słownika (oczywiście pomijamy wyjątki, które nijak mają się do reguły). Tak, hm mamy je już za sobą, ponieważ egoizm załatwia sprawę tych przeciwności, otóż egoistą jest każdy (można tu zakotwiczyć o różne religie), każdy nawet poświęcając się dla innych robi to dla własnego dobrego samopoczucia, nagrody w raju lub dziewięćdziesięciu dziewic dla siebie i swoich bliskich, tudzież uniknięcia kary. Czym jest więc miłość którą zna ten świat? Proszę drogi czytelniku o zrozumienie, nie definiuję tu miłości, lecz to, za co się ją uważa. Jest ona daleko posuniętą, zatajoną formą obopólnego egoizmu. Widzimy siebie w drugiej osobie, widzimy w niej swój spędzony miło czas, zabezpieczenie finansowe, również towarzysza lub kierowcę, nianię do dzieci, tudzież montera i hydraulika w jednym. Myślimy, tak kochamy drugą osobę, bo jesteśmy w stanie dla niej oddać ważny organ (żeby jej nie stracić dla siebie), bo spędzamy z nią czas (rozrywki itp., egoistyczne jak nic), ale jeżeli zdarzy się coś, co odetnie napływające przyjemności to najprawdopodobniej wymienimy partnera. Powiemy dzięki naszemu wspaniałemu, moralnemu systemowi obronnemu, że „coś się między nami popsuło” i sprawa z głowy, wypada się jeszcze zasmucić bo to wiarygodnie wygląda. Czym zatem może być nienawiść. No cóż, jeśli trzymać się tego przykładu, to formą nienawiści będzie wyjawienie prawdziwych oczekiwać i stosunków do osoby, którą „kochamy”. Więc gdzie zaczyna się prawdziwa miłość? Otóż „tam gdzie przestaje się myśleć o sobie”. Trudne do zrobienia przy założeniu, że każdy jest egoistą, optymistyczne jest natomiast to, że mamy namiastkę odpowiedzi na pytanie, dlaczego każdy szuka PRAWDZIWEJ miłości – bo jest unikalna jak platyna, bo nikt jej nie posiada. Dlatego właśnie powstają religie. Szukamy czegoś, czego tu nie ma i wierzymy że to znajdziemy. Skoro już jesteśmy przy religiach, wyjaśnijmy różnicę między religią a wiarą. Może pora na jakieś porównanie...Różnicę między religią a wiarą widać na niebie, tak jak różnicę między gwiazdami i Księżycem. Religii jest wiele, wiara jest jedna. Religie mają wady, są większe i mniejsze, wiara jest idealna i jasna. W tej plątaninie słów czasami mądrych innym razem nie, prawda leży zawsze po środku. Jest po środku by wszyscy mogli ją widzieć. Jak więc dążyć do szczęścia w egoistycznym i zbyt ekonomicznie realnym świecie? Otóż jest kilka metod, oczywiście bez żadnej gwarancji. Zakładając, że szczęście i nieszczęście to dwie strony tego samego medalu (jedno z dzieci mi tak powiedziało, jedyne wiarygodne źródło informacji), należy szczęścia zacząć szukać w nieszczęściu. Co sprawia, że jesteś nieszczęśliwa? Świat, zaspokajanie coraz to nowych potrzeb, pogoń za resztą, ucieczka przed codziennością, wiele „pustych” kontaktów międzyludzkich itp. Znasz to dobrze. Jak sprawić by się coś zmieniło? „Jeśli chcesz mieć coś, czego jeszcze nie masz, musisz zrobić coś, czego jeszcze nie robiłeś.” W praktyce wygląda to tak, że zamiast generowania i zaspokajania nowych potrzeb, ryzykujesz ich niezaspokojenie i tego skutki. Zamiast tego staraj się likwidować potrzeby, minimalizować je. Nie goń za całym światem, bo zawsze będą lepsi i gorsi, bądź sobą. Nie uciekaj od codzienności. „Każda filozofia, która nie prowadzi do codzienności jest z gruntu błędna” Powtarzanie tych samych czynności codziennie (oczywiście nie przez cały dzień) wyrabia poczucie bezpieczeństwa, miejsca na Ziemi. Puste kontakty z niby-przyjaciółmi ogranicz na rzecz spędzania czasu z rodziną i nielicznymi przyjaciółmi. Jeśli myślisz, że masz wielu przyjaciół, to radzę nie cytować głośno Thoreau, bo jeszcze się spełni... Rób coś dla innych, cokolwiek, bądź pierwszy do pomocy i ostatni w kolejce do sklepu. Uśmiechaj się, to chyba czasami najtrudniejsze, ale przypomnij sobie co myślisz o kimś, kto ma często uśmiech na twarzy. To jeszcze pewnie nie jest nirwana, ale na pewno świetny początek. I nie popadaj w paranoję, typu kupowania nowych ciuchów i zmiany image. To niewiele zmieni na dłuższą metę. Jeśli jeszcze masz jakieś dobre zasady, nie łam ich, to ważne, przekonasz się gdy jakąś złamiesz. Zatrzymaj się tu gdzie jesteś, nie idź dalej, nie cofaj się, nic Cię nie goni, bądź sobą, szukaj, miej nadzieję, wierz, kochaj. Ostatecznie, na razie nic innego nam nie pozostaje. Nie popełniaj moich błędów. Prawda Was wyzwoli.
Jakaś misterna część w konstrukcji zdarzeń pękła...

Awatar użytkownika
mppiłp

  • Posty:117
  • Rejestracja:02 Kwi 2009
  • Płeć:Mężczyzna
  • Wiek:28

Podziel się tym tematem ze znajomymi!

Odpowiedzi

Miłość i prawda

Nieprzeczytany postprzez ZaGubion@ » 18 Kwi 2009, 13:21

Wydaje mi się, że troszkę za dużo napisane jak na raz...
Każde przeciwieństwo powinno być osobno opisane, tak by potem można było się rozwodzić na jego temat na różne sposoby.

Cieszę się, że ktoś poruszył taki temat, że podzielił się tutaj takimi dojrzałymi przemyśleniami... Bo one są ważne...

Komentując...
Piszesz o tym, że ludzie żyją w kłamstwie, bo tak im wygodniej... Ponieważ tego uczyli się od dziecka... - Do końca to nie jest prawdą...
Są ludzie którzy bardzo by chcieli zmienić coś w swoim życiu, uciec od kłamstw, nie robić już tych okropnych rzeczy, które robią... Bardzo chcieliby wreszcie spojrzeć na świat z tej perspektywy co ty, ale nie mogą...
Ich życie im na to nie pozwala... Nie mogą się zatrzymać, sprzeciwić... Nie pozwalają im warunki, osoby, czynności które muszą wykonywać... dajmy przykład... szczerze to nie wiem jakim sposobem o tym pomyślałam, ale to chyba nie ważne... Naiwna dziewczyna, która wyjechała kilka miesięcy temu do pracy do Holandii. Okazało się że jej praca to dom publiczny. Jest tam bita, zmuszana do współżycia, nie może stamtąd uciec... I nagle któregoś pięknego dnia pomyślała, że teraz będzie kierowała się prawdą i miłością - i powiedz mi jak ona to ma zrobić?? I tak będzie musiała "dawać" więc dla niej to już nie będzie zgodne z zasadami moralnymi. Albo: dziecko z ulicy... Ma 8 lat, ojciec alkoholik, matka nie wytrzymała nerwowo - powiesiła się... On ucieka z domu... Musi kraść żeby żyć... Nie ma pojęcia co ze sobą zrobić. Twierdzi że jest do niczego... Nie ma spokojnego życia, nie ma ciepła, jedzenia, domu... I jak ono może w przyszłości odnaleźć prawdę i miłość ?? Większość ludzi albo boi się zmian, albo nie ma na nie czasu... Są też tacy którzy twierdzą, że to wszystko to herezje, bo zawsze żyli jednymi i tymi samymi zasadami...

Polityka... Z tym się zgadzam, nie powinniśmy dawać tak dużej władzy ludziom, którzy potrafią tylko błyszczeć... Z tą ekonomiką to sama nie wiem, może też dlatego że się na tym nie znam...

Małżeństwo i miłość... To prawda, że rzadko spotyka się małżeństwa, które są naprawdę małżeństwem... Prawda, że nie ma takiego , w którym nie byłoby choć trochę kłamstwa... Ale pomyśl, czasem kłamstwo w tym wypadku jest dobrym wyjściem... np. mąż musi powiedzieć żonie że bardzo ładnie wygląda, żeby ta poczuła się lepiej, żeby wzrosła jej samoocena, która jest np zaniżona...
Co do miłości to z tym stwierdzeniem się nie zgadzam :
Czym jest więc miłość którą zna ten świat? Jest ona daleko posuniętą, zatajoną formą obopólnego egoizmu. Widzimy siebie w drugiej osobie, widzimy w niej swój spędzony miło czas, zabezpieczenie finansowe, również towarzysza lub kierowcę, nianię do dzieci, tudzież montera i hydraulika w jednym. Myślimy, tak kochamy drugą osobę, bo jesteśmy w stanie dla niej oddać ważny organ (żeby jej nie stracić dla siebie), bo spędzamy z nią czas (rozrywki itp., egoistyczne jak nic), ale jeżeli zdarzy się coś, co odetnie napływające przyjemności to najprawdopodobniej wymienimy partnera. Kochamy drugiego człowieka bezinteresownie, za to że jest, że może podzielić się z nami swoim życiem, że jest obok i możemy na niego liczyć, za to że mogę mu dać swoją miłość, za to że patrzy na nas jak nikt inny... Za to że dzięki niemu świat staje się piękny, gdy widzę jego uśmiech ja sama się uśmiecham...

Świat, zaspokajanie coraz to nowych potrzeb, pogoń za resztą, ucieczka przed codziennością, wiele „pustych” kontaktów międzyludzkich itp. Znasz to dobrze. Jak sprawić by się coś zmieniło? „Jeśli chcesz mieć coś, czego jeszcze nie masz, musisz zrobić coś, czego jeszcze nie robiłeś.”
Znam takie osoby, które chcą mieć tyle przyjaciół ile tylko można sobie wyobrazić... Dla mnie są niczym... Bo po dwóch tygodniach znajomości mówią " mój przyjacielu"... Przyjaciel to nie tylko druga osoba... Która była z nami np. w kinie i na zakupach... Przyjaciel to część nas samych... To prawie coś takiego jak miłość, może nawet miłość... tylko bardziej "bratnia" .. Tak więc przyjaciel to osoba, która nas nigdy nie zdradzi, której możemy się wyżalić... To osoba, której dziękujemy za to że jest... To ktoś komu pomagając czujemy największą przyjemność... Jeden prawdziwy przyjaciel to największy skarb, który jest lepszy niż całe stado znajomych...

Na temat śmierci, narodzin, religii i wiary na razie nie będę się rozwodzić bo na te tematy mam troszkę inne, bardziej rozwinięte zdanie...
Ogólnie bardzo podoba mi się twoje podejście do życia... Ponieważ jest takie proste i prawdziwe... Wiesz co liczy się w życiu i to jest ważne...
Usycham za miłością jak za wodą... Usycham bo wiem że moją chorobą jest miłość.... Usycham z miłości za tobą, usycham bo ty jesteś moją chorobą...

Awatar użytkownika
ZaGubion@

  • Posty:613
  • Rejestracja:15 Maj 2008
  • Miejscowość:I tak nie wiecie gdzie to jest :)
  • Pochwały:1
  • Płeć:Kobieta
Użytkownik zbanowany

Miłość i prawda

Nieprzeczytany postprzez mgirl » 18 Kwi 2009, 13:21

Awatar użytkownika
mgirl

Online

  • Posty:4367
  • Rejestracja:15 Maj 2008
  • Miejscowość:M-Forum
  • Płeć:Kobieta
  • Wiek:18

Re: Miłość i prawda

Nieprzeczytany postprzez aristojos » 18 Kwi 2009, 13:51

Jezu, ale pokręciłeś...
Wątpliwe, aby dzieci bardziej rozróżniało dobro od zła. Jeżeli tak to dlaczego, wśród dzieci występuje okrucieństwo?
Co do polityki. Nie mogą rządzić tylko ekonomiści, bo również polityka obejmuje takie dziedziny jak kontakty zagraniczne, administracja, itp.
Ateizm nie jest wiarą w nieistnienie boga. Ateizm to niewiara w boga. Np. wierzysz, że krasnoludki nie istnieją czy nie wierzysz w istnienie krasnoludków? Jest to zasadnicza różnica. Tak samo tyczy się to boga i ateizmu. Ateista "nie wierzy w boga", a nie "wierzy że bóg nie istnieje".
Czy tylko wiara w boga powstrzymuje Cię przed zabijaniem i kradzieżą? Czy gdybyś był w 100% pewien, że boga nie ma to byś mordował, gwałcił, itp? Jeżeli tak, to szczerze żal mi Ciebie.
I`m awesome

aristojos

  • Posty:150
  • Rejestracja:26 Cze 2008
  • Płeć:Mężczyzna
  • Wiek:27

Re: Miłość i prawda

Nieprzeczytany postprzez Morthgar » 18 Kwi 2009, 18:10

aristojos napisał:Ateizm nie jest wiarą w nieistnienie boga. Ateizm to niewiara w boga. Np. wierzysz, że krasnoludki nie istnieją czy nie wierzysz w istnienie krasnoludków? Jest to zasadnicza różnica. Tak samo tyczy się to boga i ateizmu. Ateista "nie wierzy w boga", a nie "wierzy że bóg nie istnieje".


Nieprawda, gdyby "Ateista "nie wierzy w boga", było prawdą to ateisci mieli by w czterech literach to że ktoś sobie w niego wierzy.A tak jak to napisał pewien człowiek- ateizm jest próbą zdemaskowania mistyfikacji rzeczywistości, a więc niewiarą w Boga.
Chillout zone.Again

Awatar użytkownika
Morthgar

  • Posty:1804
  • Rejestracja:12 Sty 2008
  • Pochwały:3
  • Płeć:Mężczyzna

Re: Miłość i prawda

Nieprzeczytany postprzez aristojos » 18 Kwi 2009, 18:53

Jeżeli ateizm jest "wiarą w to, że bóg nie istnieje" to musi najpierw istnieć założenie a priori, że bóg faktycznie istnieje. Jeżeli na 100% wiedzielibyśmy, że bóg istnieje to wtedy ateizm wyglądałby tak jak opisujesz, np. wierzę w nieistnienie Słońca. Ale istnienie Słońca jest faktem niezaprzeczalnym, więc to stwierdzenie nie ma sensu. Ale prawdopodobieństwo co do boga wynosi 50%, czyli albo istnieje albo nie. W tej sytuacji ateizm jest niewiarą w boga, a nie wiarą w nieistnienie boga. Analogicznie, jako katolik nie wierzysz w Krysznę, a nie twierdzisz, że wierzysz, że Kryszna nie istnieje.
I`m awesome

aristojos

  • Posty:150
  • Rejestracja:26 Cze 2008
  • Płeć:Mężczyzna
  • Wiek:27

Miłość i prawda

Nieprzeczytany postprzez mppiłp » 19 Kwi 2009, 01:18

Zagubiona
Tak, moja wypowiedź była przydługa, ale wtedy nie mogłem spać ;]
Z Twoich wypowiedzi wynika, że "z grubsza" akceptujesz moją wypowiedź poza 2 rażącymi w miejscami: po pierwsze: dzieci i dorośli i to jak się uczą "żyć w kłamstwie" - otóż oczywiście masz rację w tym względzie, że istnieje na świcie cierpienie oraz "spieprzone" życie ciężko nazwać dobrym nauczycielem miłości i prawdy. Ale cierpienie jednego człowieka jest "polem do popisu" dla drugiego.
Są ludzie którzy dużo cierpią przez siebie lub z przypadku oraz jest druga, dużo większa grupa "średnia", która ma się lepiej - o tej średniej grupie myślałem pisząc wypowiedź. Myślę że ta grupa ludzi nie jest aż tak zniewolona przez cierpienia, by nie zauważać niektórych oczywistości. Oczywiście nie mówię że droga do jakiejkolwiek prawdy po wielu latach w kłamstwie jest prosta i szybka.
Drugi aspekt
piszesz o bezinteresownej miłości, no cóż, nie jestem jeszcze ekspertem, ale zastanawiam się nad wykreśleniem takiego związku frazeologicznego z mojego słownika. Przeczytaj proszę jeszcze raz mój fragment z pierwszego postu i Twoją odpowiedź. Twoje argumenty obrony, to na dobrą sprawę moje argumenty przeciw, tylko Twoje w nieco ubarwionej formie.

Aristojos

Wątpliwe, aby dzieci bardziej rozróżniało dobro od zła. Jeżeli tak to dlaczego, wśród dzieci występuje okrucieństwo?

Dzieci się szybko uczą, coraz szybciej... Odpowiem cytatem z filmu: "Każda istota we wszechświecie wie co jest dobre, a co złe" Dobro i zło jest z reguły proste do rozróżnienia, natomiast dorośli po prostu wprawniej kłamią.

Co do polityki. Nie mogą rządzić tylko ekonomiści, bo również polityka obejmuje takie dziedziny jak kontakty zagraniczne, administracja, itp.

Ludzie podają sobie ręce na zebraniach i robią swoje. Czy to na szczeblu krajowym czy międzynarodowym. Polityka i administracja opiera się na cyfrach i umiejętności dopatrywania się skutków w przyczynach. Te pojęcia zależą od wprawnego obrotu pieniędzmi dlatego wspomniałem rónież o matematykach. Cała reszta to robienie zdjęć podczas przecinania wstęg, wręczania kwiatów itp. Szopka...

Ateizm nie jest wiarą w nieistnienie boga. Ateizm to niewiara w boga. Np. wierzysz, że krasnoludki nie istnieją czy nie wierzysz w istnienie krasnoludków? Jest to zasadnicza różnica. Tak samo tyczy się to boga i ateizmu. Ateista "nie wierzy w boga", a nie "wierzy że bóg nie istnieje".
Spróbuj zbudować moralność i ideologię na wierze w krasnoludki. Kiedy już Ci się nie uda, wtedy zrozumiesz, że ateizm to rodzaj wiary.

Czy tylko wiara w boga powstrzymuje Cię przed zabijaniem i kradzieżą? Czy gdybyś był w 100% pewien, że boga nie ma to byś mordował, gwałcił, itp? Jeżeli tak, to szczerze żal mi Ciebie.

Nie, nie tylko wiara w boga, tylko AŻ wiara w Boga. Gdybym nie wierzył, nie zastanawiałbym się nad np. sensem cierpienia i innymi sprawami o których piszemy bo wiedziałbym że to nie ma sensu. Oczywiście nie zabijałbym ludzi bez powodu, bierzesz mnie zbyt dosłownie, ale na pewno lwia część moich zasad by poległa.

Morthgar
A tak jak to napisał pewien człowiek- ateizm jest próbą zdemaskowania mistyfikacji rzeczywistości, a więc niewiarą w Boga.


Wiem, że ateizm to niewiara w Boga, nie przeczyłem temu. Przeczytaj dokładnie co napisałem zamiast wyrywać zdanie z kontekstu.

Aristojos

Widzę, że czytamy podobne rzeczy... Co do ostatniego postu: chyba wiem o co Ci chodzi ale zdaje się że popełniasz błąd logiczny (skoro już chcesz wyjaśniać takie sprawy nauką matematyczną (logiką) trudno, prościej jest zauważyć oczywistość tzn.: powinieneś napisać w ostatnim zdaniu zamiast słowa "katolik" słowo nie_wierzący_w_Krysznę. Inaczej łączysz w jednej koniunkcji 2 pojęcia (w odniesieniu do mojego postu oczywiście) i wtedy powstaje paradoks (wyjaśniasz zjawiskiem to samo zjawisko) ...poczytaj "paradoks szklanki wody" i uważaj abyśmy nie popadli w paradoks Protagorasa i Euathlosa.
Jakaś misterna część w konstrukcji zdarzeń pękła...

Awatar użytkownika
mppiłp

  • Posty:117
  • Rejestracja:02 Kwi 2009
  • Płeć:Mężczyzna
  • Wiek:28

Re: Miłość i prawda

Nieprzeczytany postprzez aristojos » 19 Kwi 2009, 08:32

Dzieci się szybko uczą, coraz szybciej... Odpowiem cytatem z filmu: "Każda istota we wszechświecie wie co jest dobre, a co złe" Dobro i zło jest z reguły proste do rozróżnienia, natomiast dorośli po prostu wprawniej kłamią.
Nie zgodzę się z Tobą. Rozróżnianie dobra i zła, a więc jakieś fundamenty moralne, pojawiają się w człowieku w procesie socjalizacji, na podstawie obserwacji i empatii.
Spróbuj zbudować moralność i ideologię na wierze w krasnoludki. Kiedy już Ci się nie uda, wtedy zrozumiesz, że ateizm to rodzaj wiary.
Moralność nie jest wynikiem religii, a wręcz odwrotnie, to moralność stworzyła religię. Szympansy też przejawiają pewien rodzaj moralności i altruizmu, a raczej w boga nie wierzą :)
Nie, nie tylko wiara w boga, tylko AŻ wiara w Boga. Gdybym nie wierzył, nie zastanawiałbym się nad np. sensem cierpienia i innymi sprawami o których piszemy bo wiedziałbym że to nie ma sensu. Oczywiście nie zabijałbym ludzi bez powodu, bierzesz mnie zbyt dosłownie, ale na pewno lwia część moich zasad by poległa.
Uwierz mi, że nie. Zobrazuję to przykładem: nie muszę wierzyć w boga i znać dekalogu, żeby wiedzieć, że jeżeli przelecę żonę sąsiada, to on będzie chciał wziąć na mnie odwet :)
powinieneś napisać w ostatnim zdaniu zamiast słowa "katolik" słowo nie_wierzący_w_Krysznę. Inaczej łączysz w jednej koniunkcji 2 pojęcia (w odniesieniu do mojego postu oczywiście) i wtedy powstaje paradoks (wyjaśniasz zjawiskiem to samo zjawisko) ...poczytaj "paradoks szklanki wody" i uważaj abyśmy nie popadli w paradoks Protagorasa i Euathlosa.
Aż tak zaawansowany nie jestem :)
Chodzi mi o to, że jeżeli zakładam, jesteś wyznania rzymsko-katolickiego, to hinduscy bogowie są dla Ciebie abstrakcją. Nie wierzysz w ich istnienie, gdyż zakładasz że jest jeden bóg w trzech osobach. Analogicznie ateista nie wierzy w istnienie jakiegokolwiek bóstwa.
I`m awesome

aristojos

  • Posty:150
  • Rejestracja:26 Cze 2008
  • Płeć:Mężczyzna
  • Wiek:27

Miłość i prawda

Nieprzeczytany postprzez ZaGubion@ » 19 Kwi 2009, 17:18

Są ludzie którzy dużo cierpią przez siebie lub z przypadku oraz jest druga, dużo większa grupa "średnia", która ma się lepiej - o tej średniej grupie myślałem pisząc wypowiedź. Myślę że ta grupa ludzi nie jest aż tak zniewolona przez cierpienia, by nie zauważać niektórych oczywistości.
bardzo cieszę się, że zrozumiałeś o co mi chodzi. Zgadzam się z tym że takie grupy istnieją i są od siebie bardzo różne... Czasem w człowieku który nie ma nic jest więcej współczucia dla drugiej osoby niż w tym który posiada wielkie bogactwa... Sądzę, że ta grupa nie zniewolona jest po prostu ślepa, nie chce zmian... Zresztą ty to opisywałeś wcześniej i właśnie moim zdaniem to tyczy się tylko tej grupy.
Co do miłości to nie zgadzam się z twoim tekstem o egoizmie z tego powodu, że ty twierdzisz że kochamy drugą osobę tylko dlatego, że widzimy w niej same korzyści dla siebie... Moim zdaniem nie tylko możemy się tej osobie wyżalić, nie tylko ona może nam pomóc, ale po prostu ona nas kocha tak jak i my ją, czasem bez żadnego określonego powodu.
Usycham za miłością jak za wodą... Usycham bo wiem że moją chorobą jest miłość.... Usycham z miłości za tobą, usycham bo ty jesteś moją chorobą...

Awatar użytkownika
ZaGubion@

  • Posty:613
  • Rejestracja:15 Maj 2008
  • Miejscowość:I tak nie wiecie gdzie to jest :)
  • Pochwały:1
  • Płeć:Kobieta
Użytkownik zbanowany

Miłość i prawda

Nieprzeczytany postprzez mppiłp » 19 Kwi 2009, 21:16

Aristojos

Nie zgodzę się z Tobą. Rozróżnianie dobra i zła, a więc jakieś fundamenty moralne, pojawiają się w człowieku w procesie socjalizacji, na podstawie obserwacji i empatii.
tak, ale w zadomowionym kocie nie rozwinie się się moralność, a w każdej nawet odseparowanej grupie ludzi tak. Moralność i altruizm to "umiejętnośći społeczne" więc trudno posiadać je po wyjściu z samotni zwanej macicą
(poród). Człowiek ma w sobie ziarno moralności, które podlewane życiem społecznym się rozrasta. (ale mi wyszło powiedzenie jak w kole fortuny).

Moralność nie jest wynikiem religii, a wręcz odwrotnie, to moralność stworzyła religię. Szympansy też przejawiają pewien rodzaj moralności i altruizmu, a raczej w boga nie wierzą

fakt, ale myślę że to działa po trochu w obie strony: moralność tworzy religię, religia podtrzymuje moralność. Poza tym byłbym ostrożny z moralnością wśród zwierząt, oraz altruizmem (to raczej chęć przetrwania gatunku), ale jak najbardziej można to w cudzysłowiu nazwać pewną formą tych pojęć

Uwierz mi, że nie. Zobrazuję to przykładem: nie muszę wierzyć w boga i znać dekalogu, żeby wiedzieć, że jeżeli przelecę żonę sąsiada, to on będzie chciał wziąć na mnie odwet
Pytanie tylko czy to moralność czy teoria Darwina skłoni Cię do tej decyzji :D

Aż tak zaawansowany nie jestem
wszedłem na wikipedię i robiłem sobie trochę jaja, sorry jeżeli się nad tym długo zastanawiałeś :devil:

Analogicznie ateista nie wierzy w istnienie jakiegokolwiek bóstwa
a ja nazywam to tak samo, ale rozumiem troszkę w innym spektrum tzn. powiedzmy 80% ateistów traktuje ateizm jak wyzwanie, buduje pewną moralność na tych podstawach, zasady, przekonuje wierzących do "swojej wiary", poświęca temu dużo myśli... ale czasami myślą że może jednak bóg jest, może nie tak opiekuńczy jak Jahwe ale może... To po prostu wygląda z mojej perspektywy jak rodzaj wyznania w pełną otoczką + powątpiewaniem. Analogia mnie aż bije po oczach, ale Ty możesz widzieć to inaczej (dosłowniej) i wcale nie twierdzę, że na bank nie masz racji.

Zagubiona
ale po prostu ona nas kocha tak jak i my ją, czasem bez żadnego określonego powodu
.

Jasne, je też znam ze słyszenia jeden porządny związek, ale to raczej "odchylenie standardowe", poza tym tylko ze słyszenia...
Teraz wyobraź sobie założenie rodziny w aspekcie przysięgi małżeńskiej, jeżeli przyjęłabyś "opcję pesymistyczną". Tak to mniej więcej idzie: w zdrowiu lub chorobie, w dostatku lub nie, itd...wystarczy. Związek na ulicy i w chorobie aż do śmierci? Jakoś nie chce mi się wierzyć, że nie będzie "niesnasek". Owszem, związek, ale pod warunkami. Może trochę na opak piszę bo nie wiem czy pisać w aspekcie utożsamiania związku z miłością, bo miłość bez związku to przecie powszechne też. Miłość bezwarunkowa może i jest, ale wtedy pozostaje bez związku (na odległość, w ucieczce przed "warunkami").
Jakaś misterna część w konstrukcji zdarzeń pękła...

Awatar użytkownika
mppiłp

  • Posty:117
  • Rejestracja:02 Kwi 2009
  • Płeć:Mężczyzna
  • Wiek:28

Miłość i prawda

Nieprzeczytany postprzez ZaGubion@ » 19 Kwi 2009, 21:53

troszkę to pogmatwane co piszesz, ale w miłość trzeba uwierzyć... Wydaje mi się, że jesteś osobą, która wiele w życiu przeszła, zresztą sam to opowiadasz cytuję tutaj: Przez ostatnie parę lat tułałem się po świecie zabierając wszystkie sytuacje z życia ze sobą. Sądzę, że jedną z takich sytuacji z życia była u ciebie nieudana miłość, lub może i nieudana próba zbudowania idealnego związku... dlatego uparcie twierdzisz, że miłość w prawdzie nie istnieje. Że jest czymś egoistycznym.. Może po prostu ktoś cię zranił i teraz nie angażujesz się w nic poważnego, boisz się tego, sprzeciwiasz się.

Miłość bez małżeństwa także istnieje i tak ogólnie wydaje mi się że do miłości małżeństwo nie jest potrzebne. Dwie osoby muszą tylko posiadać czyste dusze w takim stopniu, aby czuć w sobie obowiązek pomagania tej drugiej osobie, kochania, dochowania jej wierności... Bardzo rzadko spotyka się takie pary w dzisiejszym świecie , ale są... uwierz! Znam osoby, które mają w sobie sumienie, mają odwagę przyznawać się do błędów, wiem że potrafią równie mocno kochać i dochować wierności. Osobiście znam tylko dwie takie osoby, ale dla mnie to prawdziwe świadectwo tego jak można kochać innych, nie okłamując siebie, i wszystkiego wokoło...
Usycham za miłością jak za wodą... Usycham bo wiem że moją chorobą jest miłość.... Usycham z miłości za tobą, usycham bo ty jesteś moją chorobą...

Awatar użytkownika
ZaGubion@

  • Posty:613
  • Rejestracja:15 Maj 2008
  • Miejscowość:I tak nie wiecie gdzie to jest :)
  • Pochwały:1
  • Płeć:Kobieta
Użytkownik zbanowany

Miłość i prawda

Nieprzeczytany postprzez mppiłp » 19 Kwi 2009, 23:34

Wydaje mi się, że jesteś osobą, która wiele w życiu przeszła
Każdy prędzej czy później przechodzi "swoje", od Hitlera poprzez Jacksona aż do JPII, "życie" z reguły nie omija nikogo.

[...]prostu ktoś cię zranił i teraz nie angażujesz się w nic poważnego, boisz się tego, sprzeciwiasz się.

Może po prostu widzę, że prościej wygrać w toto niż w miłości, wychodzę z założenia, że lepiej nie dotykać i nie zepsuć. Druga sprawa, że ciężko narażać się na podobne ryzyko kolejny raz. Ale są większe problemy więc nie ma się co rozczulać.
Jakaś misterna część w konstrukcji zdarzeń pękła...

Awatar użytkownika
mppiłp

  • Posty:117
  • Rejestracja:02 Kwi 2009
  • Płeć:Mężczyzna
  • Wiek:28

Re: Miłość i prawda

Nieprzeczytany postprzez ZaGubion@ » 20 Kwi 2009, 20:35

mppiłp napisał:Może po prostu widzę, że prościej wygrać w toto niż w miłości, wychodzę z założenia, że lepiej nie dotykać i nie zepsuć.


jeżeli nigdy nie spróbujesz, to w jaki sposób masz wierzyć w miłość ?? .. Zresztą jak można miłość porównywać do totka ?? miłości się nie wygrywa, miłość można zbudować ... To nie jest ot tak, że ktoś się poznaje i hop! Już jest miłość!
zanim miłość zagości między dwojgiem ludzi potrzeba cierpliwości, kochania, zrozumienia i akceptacji wad partnera...
Usycham za miłością jak za wodą... Usycham bo wiem że moją chorobą jest miłość.... Usycham z miłości za tobą, usycham bo ty jesteś moją chorobą...

Awatar użytkownika
ZaGubion@

  • Posty:613
  • Rejestracja:15 Maj 2008
  • Miejscowość:I tak nie wiecie gdzie to jest :)
  • Pochwały:1
  • Płeć:Kobieta
Użytkownik zbanowany

Miłość i prawda

Nieprzeczytany postprzez mppiłp » 20 Kwi 2009, 23:00

To nie jest ot tak, że ktoś się poznaje i hop! Już jest miłość!
No co Ty, naprawdę? uleczyłaś mnie znów mogę żyć!!!.........not
miłości się nie wygrywa, miłość można zbudować
budować? zatem jest to do zamek z piasku
zanim miłość zagości między dwojgiem ludzi potrzeba cierpliwości, kochania, zrozumienia i akceptacji wad partnera...
a także domu, pieniędzy, zdrowia, walki z rutyną, powiększania piersi, syropu dla dzieci, plazmy 32 cale, makijażu, żelu, brokatu i to wszystko należy przysypać dużą ilością nakładek wibracyjnych, tak wiem jak to się buduje...
Jakaś misterna część w konstrukcji zdarzeń pękła...

Awatar użytkownika
mppiłp

  • Posty:117
  • Rejestracja:02 Kwi 2009
  • Płeć:Mężczyzna
  • Wiek:28

Miłość i prawda

Nieprzeczytany postprzez martuśka. » 21 Kwi 2009, 13:16

Nie możecie normalnie cytować czyiś wypowiedzi? dziwnie sie czyta jak tylko pogrubiacie...
Co do tematu... nie mam jakoś teraz weny na filozoficzne rozprawianie sie nad tymi tematami ale większosć stwierdzeń nie pasuje do mojego życia i nie uznaje ich... Każdy ma swoje przeżycia a co za tym idzie zdanie na każdy temat. Nie można uogólniać i szufladkować ludzi zgodnie ze swoimi, osobistymi przeżyciami. Z reszto czasem przydaje sie trochę optymizmu a nie tylko pesymizm i jakiś tragizm we wszystkim.

mppiłp napisał:budować? zatem jest to do zamek z piasku

właśnie chodzi o to by miłość miała mocne fundamenty, murowane jak dom a nie jak zamek z piasku. Miłość sie buduje a nie lepi i usypuje, czasem sie łata i remontuje ale na pewno woda jej nie zmyje.
Tylko ktoś naprawdę odważny jest w stanie dociekać prawdy o sobie, zmierzyć się ze swoimi słabościami, zmienić utrwalone nawyki. Czy warto? Trzeba odwagi, by nie stchórzyć przed życiem. Ale nie ma innego sposobu, jeśli chcemy stać się jego bohaterami.

Awatar użytkownika
martuśka.
Przyjaciel

  • Posty:8397
  • Rejestracja:20 Cze 2007
  • Pochwały:109
  • Płeć:Kobieta
  • Wiek:26

Re: Miłość i prawda

Nieprzeczytany postprzez Quizer » 21 Kwi 2009, 14:04

mppiłp napisał:Mianowicie dzieci rozumieją ważne sprawy lepiej niż dorośli, od razu rozpoznają dobro i zło, czasami potrafią wyczuć nawet dobrego lub złego człowieka na odległość. Dlaczego tak jest?


Pierwsza rada: wykasuj pierwsze 31 linijek tematu bo kompletnie nic nie wnoszą a tylko zniechęcają do dalszego czytania.

Wracając do cytatu. Powiedz mi na jakiej podstawie twierdzisz, że dzieci potrafią 'wyczuwać' ludzi? Bo nijak ma się to do rzeczywistości. Człowiek mający złe intencje względem dziecka znacznie łatwiej je nabierze niż by próbował to zrobić względem na przykład psa. Dziecko nie posiada wystarczających zasobów wiedzy, która może być oparta jedynie na doświadczeniu na temat wszelkiego typu komunikatów wysyłanych przez innego człowieka by potrafić odczytać jego intencje.


A kto powinien rządzić krajem? I czy to realne czy utopia? Krajem winni rządzić ekonomiści, nie politycy.


I na całym cywilizowanym świecie rządzą ekonomiści, bankowcy, specjaliści. Polska jest specyficznym krajem, który ustroju demokratycznego doświadcza dopiero od 20 lat. Tak więc Twoja teoria jest bardzo daleko idącym uogólnieniem, każde społeczeństwo które doświadcza przemian ustrojowych potrzebuje kilku pokoleń czasu by się nauczyć nowych zasad.

I teraz pytanie do Ciebie: ile znasz małżeństw bądź związków się na nie zapowiadających – zapewne dużo, natomiast ile z nich spełnia, że tak brzydko nazwę, wymogi małżeństwa? Na tysiące różnych małych spraw przymyka się oko. Kłamie się. Oczywiście nie zawsze wprost, ale często. Od tych kłamstw zależy przyszłość małżeństwa.


Znów totalne uproszczenia wykrzywiające jakikolwiek obraz, który mógłby mieć związek z rzeczywistością. Na to, czy związek przetrwa rok, dwa, cztery czy dwadzieścia ma wpływ ogrom czynników - społecznych, psychologicznych, biologicznych a twierdzenie, że głównym czynnikiem są kłamstwa jest po prostu nie mającym związku ze stanem rzeczywistym iściem na łatwiznę.

Również ateista nie wie jaki On jest, po prostu bez żadnych niezaprzeczalnych dowodów, ateista wierzy, że żadnego boga nie ma. Ateista ma w co wierzyć, wierzy we własną niewiarę, ale wątpi w nią równie często co wierzący w boga.


Bzdura. Ateista zaprzecza istnieniu Boga a nie w niego nie wierzy. To, że nie ma 100% pewności [bo tej nie może mieć, tak samo jak nie może mieć pewności, że nie żyje w Matrixie] nie znaczy, że 'wątpi'. Co więcej, większość ateistów którym znam jedynie utwierdza się w przekonaniu o niesłuszności teorii Boga niźli pomyślała choćby o zwątpieniu w argumenty przeciwko tej teorii.

Dziwi mnie tylko, fakt ich stworzenia (tych podstaw), skoro wg nich nie ma absolutu, który dokonywałby ich oceny.


Poczytaj książki psychologiczne i antropologiczne zamiast oglądać "Chwilę prawdy" na Polsacie to przestanie Cię to dziwić ;) Żadne podstawy nie zostały jakkolwiek 'stworzone', są jedynie efektem długotrwałych procesów jakie zachodziły i dalej zachodzą w ludzkiej psychice.

Ja w takim przypadku zacząłbym kraść i zabijać (miało być o prawdzie, no to jestem szczery).


To tylko świadczy o tym, że kawał skur..syna z Ciebie. Tak szczerze.

Tekst strasznie pretensjonalny nie bazujący na jakiejkolwiek wiedzy naukowej przez co wypaczający obraz rzeczywistości a co za tym idzie - bezwartościowy. Pomijając już fakt, że znacznie bardziej byłby czytelny gdyby go zamknąć w 1 stronie A4 [nie tracąc przy tym nic z treści].

aristojos napisał:Ale prawdopodobieństwo co do boga wynosi 50%, czyli albo istnieje albo nie.


A możesz mi przedstawić obliczenia na podstawie których wyszło Ci takie prawdopodobieństwo? Jeśli się ścisłe rachunku prawdopodobieństwa mamy trzymać to prawdopodobieństwo na istnienie Boga wynosi równo 0. Z prostej przyczyny - nie masz jakichkolwiek danych, które możesz wprowadzić a mogłyby świadczyć za taką możliwością.
"We Stand Alone but Stand Together"

Awatar użytkownika
Quizer
Absolwent

  • Posty:2327
  • Rejestracja:02 Sie 2007
  • Miejscowość:Wrocław
  • Pochwały:2
  • Płeć:Mężczyzna
  • Wiek:25

 


  • Podobne tematy
    Odpowiedzi
    Wyświetleń
    Ostatni post

Wyświetlanie

Wyświetl posty z poprzednich: Sortuj według

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 0 gości

Do góry