przez martuśka. » 31 Sty 2012, 01:33
Śmierć taty i cioci. Zrozumiałam nie tylko dzięki śmierci taty ale przy późniejszej śmierci cioci, która była złotą kobietą - zrozumiałam, że nie ma sensu w przywiązywaniu się do ludzi. Śmierć taty przyszła nagle, niespodziewanie, to był ogromny cios. Byłam dzieckiem i wiecie co pomyślałam, gdy mama w bramie powiedziała, że tata nie życie? Że to żart na Dzień Dziecka a tata wyjdzie zza rogu. To było co najmniej dziwne ale chciałam by tak właśnie było, chciałam by to był cholerny, durny żart na przeklęty dzień dziecka.
Nie od razu zaszły wszystkie te zmiany, z czasem wiedziałam, że muszę być silną osobą, że nie mogą złamać mnie ludzie i ich odejścia, że trzeba radzić sobie też kiedy zabraknie bliskich osób. Radzę sobie z tym coraz lepiej, dobrze się z tym czuje choć są problemy bo czuję się jakbym zupełnie wypaliła w sobie te ludzkie uczucia do innych osób. Nie zależy mi przez to na ludziach, na bliskich znajomościach z nimi, traktuje ich często z góry choć wiem, że to nie ich wina, że kiedyś odejdą, że wszyscy odejdziemy a ktoś będzie przez nas cierpiał. Może kiedyś inaczej na to spojrzę. Po prostu w ten sposób bronie się przed nadmiernym cierpieniem (bo przecież cierpię gdy ktoś odchodzi ale chce to zminimalizować).
Myślę jednak, że ta era powoli mija. Świadczą o tym niewielkie zmiany, naprawdę drobne ale dostrzegalne sytuacje. Może to dzięki partnerowi a może to naturalna zmiana. Podobno co 7 lat człowiek się zmienia i może akurat teraz te zmiany przychodzą. Myślę, że najwięcej ma w tym swojego udziału mój partner. On przeprowadził w moim życiu burzę, pokazał, że druga osoba ma uczucia (to było niezłe odkrycie hehe), że można żyć z kimś myśląc czasem, że to właśnie to (ale też nie za często). Myślę, że przyjaciółka też wiele mi w tym pomogła. No i narodziny Kacperka - cud narodzin a potem rozwoju takiego szkraba, wszelkie jego czułości, całuski, wygłupy - to takie oczko w głowie, która pozwala myśleć, że świat jest wspaniały, doskonały, że człowiek jest dobry. Dziecko (choć nie moje) wprowadza w życiu wiele zmian, sprawia, że można naprawdę wiele poświęcić (rzucam ZAWSZE wszystko byleby Go zobaczyć a to nawet w przypadku partnera nie często się zdarza), otaczam go opieką, troską i nie pozwalam na jakiekolwiek krzywdy (a on potem kłamie, że ciocia go bije hehe). Wtedy człowiek bardzo się zmienia, zmienia się dla innych, któzy pojawiają się w jego życiu. Tym drugim zdarzeniem jest po prostu pojawienie się odpowiednich osób w życiu.
Tylko ktoś naprawdę odważny jest w stanie dociekać prawdy o sobie, zmierzyć się ze swoimi słabościami, zmienić utrwalone nawyki. Czy warto? Trzeba odwagi, by nie stchórzyć przed życiem. Ale nie ma innego sposobu, jeśli chcemy stać się jego bohaterami.