hanako60 napisał:Czy może być tak, że instruktor od razu "brał" Was na jazdę, nie tłumacząc teorii ?
( nauka w domu, danie materiałów i już )
Cóż, u mnie w mieście (Włocławek) nie słyszałem jeszcze o takich Ośrodkach Nauki Jazdy, które by prowadziły taką "praktykę". Przepisowo powinno być przed jazdą 30 godzin teorii, ale tutaj już w zależności od Ośrodka realnie trwa to krócej ;) Byłem na kursie, gdzie teoria trwała 4 dni po 3 godziny "lekcyjne" (łącznie 135 minut), po czym w 5. dniu rozwiązywało się testy z części teoretycznej egzaminu na próbę i po jego zdaniu kończyło się tę część kursu ;) Nie było z tym żadnych problemów, bo byliśmy zdolna grupa :D
Zresztą ja byłem przed kursem kompletnie niedoinformowany, z czego się on składa itd. I teorię miałem w "małym palcu" już na kursie, więc tylko dla obecności chodziłem :P Było jednak warto, bo akurat mój instruktor od teorii był zabawny i śmieszne anegdotki z "życia wzięte" opowiadał związane z nauką jazdy :)
hanako60 napisał:Ile czekaliście na następną jazdę ? Ile kosztował cały kurs ?
Po ile godzin:) jeździliście ?
Mówcie nawet o najmniejszych szczegółach.
Mnie kurs kosztował łącznie 1200 zł. Dodatkowo 70 zł za badania lekarskie, które i tak są "formalnością", bo niektórym kursantom nawet lekarz pomagał, by pozytywnie te badania ukończyć :D Tak więc opłata za to była prawie jak "łapówka" :P
Obowiązkowo było 30 godzin jazdy i tyle wyjeździłem w tym Ośrodku. Praktykę zaliczyłem w jakieś 5 tygodni. Początkowo jeździłem po 1.5 godziny (pierwsze 12 godzin), a następnie już normalnie po 2. Jazdę miałem co 2-3 dni o różnych porach dnia, ale zazwyczaj między 11:00 a 17:00 (to były wakacje, więc mi odpowiadało). Sporo kursantów było w kolejce, więc stąd tyle się czekało, bo ja najchętniej bym codziennie po 2 godziny jeździł, aby w 15 dni (bez niedziel) to skończyć :P Warto tu wspomnieć, że na pierwszej jeździe tylko około 15 minut ćwiczyłem na placu manewrowym ruszanie i zmianę biegów, po czym od razu "kazano" mi jechać na miasto w "godzinach szczytu", a byłem bez doświadczenia (to w ogóle chyba było takie szkolenie ekspresowe) :D Co to były za emocje ;P
Mój instruktor był wymagający (co mi nie przeszkadzało, bo to były dla mnie cenne uwagi i przydały się na egzaminie), ale i trochę nerwowy :P Czasem zbyt wiele ode mnie oczekiwał i pokazywał swoją dezaprobatę, że danej rzeczy nie umiem prawidłowo wykonać po kilku pierwszych próbach. U mnie na początku największą bolączką było ruszanie z miejsca (niewłaściwe puszczanie sprzęgła, przez co silnik gasł) i niemalże cały kurs to ćwiczyłem, ale jak się nauczyłem to resztę manewrów bardzo szybko opanowałem (choć doczepiał się jeszcze do trochę krzywego parkowania) :D Jednak takie ukazywanie swojego niezadowolenia przez instruktorów skierowane do początkującego kierowcy i stresowanie go nie uważam za dobrą metodę nauczania. W moim przypadku wolniej wtedy nabywam pożądane umiejętności i nie jestem skupiony na tym, co się dzieje (jestem taki "rozstrojony"). Cóż, mu było brak akurat wyrozumiałości ;) Informowałem go przed jazdami, że wcześniej nigdy nie kierowałem samochodem, i że początki właśnie tak pewnie będą wyglądały, ale chyba zapomniał :P Ogólnie z tego, co zaobserwowałem, gdy dany kursant mnie odwoził do domu, znacznie milej traktował kobiety niż facetów (ich za byle bzdurę beształ).
Po tych 30 obowiązkowych jazdach nie czułem się jeszcze pewnie jako samodzielny kierowca, więc dokupiłem w innych Ośrodkach łącznie 10 godzin (kolejne 400 zł wydatku) i od każdego instruktora tam przy okazji kolejne cenne uwagi otrzymałem :) Dopracowałem parkowania i byłem gotowy przystąpić do egzaminu (dokumenty złożyłem praktycznie od razu po zakończeniu kursu i musiałem miesiąc czekać na egzamin - dodatkowe godziny jazdy odpowiednio więc rozłożyłem w czasie), który zdałem bez zarzutu za pierwszym razem (co już na forum w paru miejscach kilka razy pisałem :P) :) Życzę, by i innym kursantom tak to wszystko się dobrze potoczyło ;)
Tak jeszcze trochę na temat mojego kursu :P Największą gafę jaką zrobiłem podczas jego trwania (to była bodajże czwarta moja jazda, czyli za sobą miałem około 5 godzin jazdy) to ruszanie z miejsca na skrzyżowaniu ze sygnalizacją świetlną. Były 2 pasy na wprost, ja byłem rzecz jasna na prawym, ale na lewym pasie zatrzymał się radiowóz (było czerwone światło). Za mną ustawił się "sznur" samochodów, więc czułem mocną presję, by szybko ruszyć z tego skrzyżowania, gdy tylko będzie można, a ruszanie było u mnie jeszcze wadliwe. "Trochę" przez to przesadziłem, gdy było już zielone, i na około 6000 obrotach (zbyt mocno wcisnąłem pedał gazu) puściłem gwałtownie sprzęgło :D Efektów się pewnie domyślacie... :D Z wielkim piskiem opon, na pierwszym biegu, w parę sekund przejechałem niemal 100 metrów drogi, tak że aż przód samochodu mi lekko uniosło :P Za mną był tylko wielki dym :P Instruktor przez parę minut nie mógł dojść do siebie, przez to co ja zrobiłem, i tylko trzymał się za głowę, bo przecież obok była policja (pewnie też zszokowana, że tu "profesjonalnych rajdowców" szkolą :P), a ja tu takie "cyrki" odwalam (był tak zszokowany, że pozostawił to ostatecznie bez komentarza i pewnie się domyślił, że wiem, gdzie popełniłem błąd) :D Było prawie jak w grach typu Need For Speed :D Byłem pod tym względem "wyjątkowym" kursantem zapewne ;)